„Frog” nieuchwytny. Od stycznia powinien być w więzieniu

Pirat drogowy Robert N. ps. Frog znany z nagrywania swoich szaleńczych rajdów po ulicach Warszawy został skazany prawomocnym wyrokiem na półtora roku więzienia. W styczniu miał stawić się do odbycia kary, ale do tej pory tego nie zrobił. Za kratki nie odprowadziła go również policja.

„Frog” znany jest przede wszystkim z niebezpiecznych rajdów po stolicy i na trasie między Jędrzejowem a Kielcami. Nagrania pokazujące popisy kierowcy, były udostępniane w sieci. Pirat drogowy ma już kilka wyroków na koncie. Na początku tego roku powinien stawić się w zakładzie karnym do odbycia kary więzienia, ale do tej pory mężczyzna pozostaje na wolności. Sprawę nagłośnili kilka dni temu dziennikarze Polsat News.

„Nakazem doprowadzenia zajmuje się policja”

Jak przekazała nam sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, chodzi o wyrok z 28 stycznia 2020 roku. Wtedy sąd uznał Roberta N., „za winnego tego, że w dniu 19 września 2018 r. w Warszawie na drodze publicznej prowadził pojazd osobowy pomimo zakazu prowadzenia pojazdów orzeczonego wyrokami”. Sąd skazał Roberta N. na karę półtora roku więzienia. Wobec „Froga” zasądzono również zakaz prowadzenia pojazdów na okres ośmiu lat. Obrońca „Froga” złożył jeszcze apelację od tego wyroku, ale Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał orzeczenie sądu niższej instancji.

„Skazany nie stawił się dobrowolnie do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. W dniu 22.01.2021 r. wystawiono nakaz doprowadzenia skazanego do zakładu karnego wraz z zarządzeniem o wszczęciu poszukiwań ogólnokrajowych. Do dnia dzisiejszego nie zdołano ustalić miejsca pobytu skazanego i doprowadzić do Aresztu Śledczego celem odbycia kary. Realizacją nakazu doprowadzenia zajmuje się Policja” – poinformowała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak się okazuje, nieskutecznie. Dziennikarze Polsatu ustalili, że Robert N. jest widywany przez znajomych, którzy biorą udział w nielegalnych wyścigach. Jak twierdzą, „Frog” nie bierze w nich udziału, ale przyjeżdża na miejsce samochodem. Reporterom udało się również dotrzeć do matki N., która stwierdziła, że jej syn „w ogóle się nie ukrywa”.

Komendę Stołeczną Policji zapytaliśmy dlaczego od stycznia, czyli od momentu wydania zarządzenia o doprowadzeniu skazanego do zakładu karnego, Robert N. tam nie trafił? A także, jak wyglądają jego poszukiwania? Czekamy na odpowiedź.

Wyroki „Froga”

Wyrok, który powinien odbywać teraz „Frog”, dotyczy wydarzeń z września 2018 roku. Na ulicy Dywizjonu 303 policjanci zatrzymali do kontroli porsche – okazało się, że kierujący prowadził pojazd pomimo sądowego zakazu. Za kierownicą siedział właśnie Robert N. Porsche zostało odholowane na parking, a mężczyzna dostał wezwanie do prokuratury.

W 2016 roku uprawomocniło się pięć wyroków związanych z łamaniem przez niego przepisów drogowych. Sąd zadecydował wówczas między innymi o trzyletnim zakazie prowadzenia pojazdów. Wtedy N. sądzony był za wykroczenia, jakie popełnił podczas jazdy ulicami Warszawy.

W marcu 2019 roku pisaliśmy, że Robert N. usłyszał też inny wyrok. Mężczyzna, pomimo obowiązującego go zakazu prowadzenia samochodów, urządził sobie w marcu 2018 roku przed warszawskim centrum handlowym rajd sportowym mercedesem. Wówczas został skazany na karę grzywny.

Na uprawomocnienie czeka również wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, który skazał „Froga” na 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym pod Kielcami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pomorze: Ten oszust wciąż jest nieuchwytny! Okrada sklepy „na kuriera”

Grasuje na Pomorzu, podaje się za kuriera i wyłudza pieniądze od pracowników sklepów, kawiarni i restauracji za rzekomo zamówioną przesyłkę. Szuka go policja, ale on wciąż pozostaje nieuchwytny i kradnie na potęgę.

Niedawno fałszywy kurier odwiedził sklep spożywczy w Miastku. – Podał się za kuriera firmy TNT. Zapłaciłam mu 730 złotych za rzekomą przesyłkę dla szefostwa. Ten facet symulował, że rozmawia z moim szefem i to mnie zmyliło. Wyłożyłam pieniądze z własnej kieszeni. Z kolei szef był zdziwiony, bo niczego nie zamawiał, a w przesyłce były stare cuchnące szmaty – mówi pani Magdalena, sprzedawczyni z Miastka, która za pomoc w ujęciu oszusta zaoferowała 300 złotych nagrody. – Więcej nie mam, bo mnie okradł – tłumaczy kobieta.

Jak się okazało nie był to jedyny występ fałszywego kuriera. Dzień wcześniej taki sam numer wykręcił w kawiarni AniAnicafe w Ustce. Tam też pod pozorem dostarczenia przesyłki dla szefostwa oszukał kelnerkę na 730 złotych. Sprawa została zgłoszona na policję. Za oszustwo fałszywemu kurierowi grozi nawet 8 lat więzienia, ale najpierw trzeba go złapać. W ujęciu oszusta mają pomóc zapisy monitoringu.
Źródło info i foto: se.pl

Kalofonia: Po 40 latach ustalono tożsamość zabójcy o pseudonimie „Golden State Killer”

Musiało minąć 40 lat, żeby amerykańskim służbom udało się namierzyć mężczyznę odpowiedzialnego za 12 morderstw i 45 gwałtów. W środę prokuratura w Kalifornii ogłosiła, że ma podejrzanego. To 72-letni Joseph James DeAngelo.

Seryjny morderca i gwałciciel terroryzował Kalifornię w latach 70′ i 80′ ub. wieku. Do sprawcy zbrodni przylgnął pseudonim „Golden State Killer” – golden state, czyli „złoty stan” to stosowane czasem określenie Kalifornii. Były też inne pseudonimy: Original Night Stalker czy Diamond Knot Killer. Ten drugi wziął się od skomplikowanego węzła, jakie zdarzało mu się stosować przy krępowaniu swoich ofiar.

175 przestępstw

Przez dekady sprawca zbrodni pozostawał nieuchwytny. Aż do teraz. Jak informują zachodnie media, amerykańskim służbom właśnie udało się zatrzymać mężczyznę podejrzewanego o popełnienia 175 przestępstw w latach 1976 – 1986 r. 

Służby przez lata były bezradne. W 2016 r. FBI oraz kalifornijskie służby wznowili poszukiwania. Ogłoszona została nagroda w wysokości 50 tys. dolarów za wskazanie sprawcy. W środę kalifornijscy śledczy ogłosili, że dzięki badaniom DNA oraz innym dowodom udało się połączyć Josepha Jamesa DeAngelo z dziesiątkami zbrodni, które przed laty popełniono na terenie stanu. Mężczyzna ma obecnie 72 lata. DeAngelo został zatrzymany w Sacramento, stolicy Kalifornii

Wiązał, kładł na plecach naczynia i gwałcił

Mężczyzna często włamywał się do domów swoich ofiar uzbrojony w broń. Często wybierał samotne kobiety, ale nie zawsze. Gdy w domu znajdował się mężczyzna, morderca wiązał go i kładł naczynia na jego plecach, następnie gwałcił kobietę. Groził, że jeśli naczynia spadną, zabije ich oboje. Często zabierał z domu „pamiątki” – monety lub biżuterię. Zabijał osoby w różnym w wieku, najmłodsza jego ofiara miała 13 lat, najstarsza 41. Poza gwałtami i morderstwami Josephowi DeAngelo zarzuca się splądrowanie 120 domów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policja rozkłada ręce. Oszust podrobił dowód Pana Marcina i bierze na ten dokument kredyty

Pan Marcin nigdy nie zgubił dowodu, nigdy też nie został mu ukradziony. Jednak na jego dane osobowe ktoś wziął – i nadal bierze – kredyty. Okazało się, że ktoś perfekcyjnie sfałszował jego dowód osobisty. Oszust jest nieuchwytny, policja bezradna, a do pana Marcina pukają komornicy. Sprawą zajęła się redakcja programu „Interwencja”. Pan Marcin mieszka z żoną i trojgiem dzieci nieopodal Kraśnika na Lubelszczyźnie. Rodzina wiodła spokojne życie aż do lutego 2015 roku, kiedy potrzebowała niewielkiej pożyczki.

– Chcieliśmy zrobić chrzciny średniemu synowi i mąż poszedł zapytać o kredyt. Wtedy zadzwoniła pani i powiedziała, że mamy już tyle rat, że nasze fundusze nie wystarczą na kolejny kredyt – mówi Katarzyna Wojciechowska, żona pana Marcina.

„Dowód mi nie zginął”

– W pierwszej kolejności sobie pomyślałem, że to jakaś pomyłka jest. Po chwili przeszło mi przez myśl, że ktoś mógł wziąć na mnie kredyt, ale dowód miałem w kieszeni, dowód mi nie zginął – mówi Marcin Wojciechowski, który padł ofiarą oszustw.

Okazało się, że ktoś podszywając się pod pana Marcina wziął kredyty w dziesięciu bankach i firmach pożyczkowych na kwotę ponad 40 tysięcy złotych. Oszust posłużył się sfałszowanym dowodem pana Marcina. Mężczyzna natychmiast zastrzegł dokument, ale było już za późno. Sfałszowany dowód już był w obiegu.

– Ktoś znał moje imię i nazwisko, numer dowodu, PESEL i nie wiem, w jaki sposób wykonał taki sam dowód osobisty jak mój – mówi pan Marcin.

Pan Marcin usiłował sprawę wyjaśnić. Skierował się do kraśnickiej komendy policji. Śledczy nie zdołali jednak ustalić, kim jest oszust.

„Bank nie był w stanie zweryfikować danych”

– Sprawca był czujny, za każdym razem, za każdym wyłudzeniem zmieniał miejsce pobytu – mówi Janusz Majewski z Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku.

– Bank nie był w stanie zweryfikować tych danych ze względu na sposób podrobienia tego dokumentu, jak widać był on podrobiony dosyć skutecznie – mówi Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Państwo Wojciechowscy poinformowali wszystkie banki i biura pożyczkowe, że padli ofiarą oszustwa. Byli pewni, że sprawę udało się odkręcić.

– Rok później chciałem wziąć abonament telewizyjny. Nie mogłem wziąć, bo w Krajowym Rejestrze Długów widniały kolejne dwie pożyczki.

„Prawie 10 tysięcy złotych mi zniknęło z konta w jednej chwili”

Trzy dni temu chciałem wyciągnąć pieniądze bankomatu, pieniędzy nie było. Okazało się, że komornik sądowy zajął mi pieniądze na koncie, prawie 10 tysięcy złotych mi zniknęło z konta w jednej chwili – mówi pan Marcin.

– Znowu musimy wysyłać dokumenty, znowu spotykamy się z niechęcią udzielenia nam informacji, bo jak to możliwe, że to nie nasze kredyty, skoro jest windykacja – mówi pani Katarzyna.

Państwo Wojciechowscy po raz kolejny złożyli zawiadomienie na policji. Boją się, że ich problemy nie skończą się nigdy.

– Największy strach jest przed tym, że kolejne placówki bankowe zgłosiły się do windykacji i kolejne kredyty ujawnią się – mówi pan Marcin.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wpadł 37-latek poszukiwany siedmioma listami gończymi

Po blisko czterech latach poszukiwań w ręce policjantów z Będzina wpadł 37-latek poszukiwany w sumie siedmioma listami gończymi. Kompletnie zaskoczony mężczyzna zatrzymany został na przystanku autobusowym. Jak się okazało chciał skorzystać z komunikacji publicznej bo zabrakło mu benzyny w samochodzie. Mimo, że policjanci z będzińskiego Wydziału Kryminalnego od dłuższego czasu deptali 37-latkowi „po piętach”, udawało mu się pozostać nieuchwytnym. W wtorek wieczorem jednak szczęście go opuściło.

Unikający od lat wszelkich kontaktów z policją mężczyzna, zmuszony był skorzystać z komunikacji autobusowej. Stało się tak dlatego, że w samochodzie, którym poruszał się będzinianin zabrakło paliwa. Stojącego na przystanku poszukiwanego rozpoznali policjanci. Zatrzymanie zaskoczonego 37-latka odbyło się błyskawicznie, a on sam nie stawiał żadnego oporu.

Mężczyzna poszukiwany był na podstawie siedmiu listów gończych wydanych przez sądy w Będzinie, Dąbrowie Górniczej i Sosnowcu. Pierwszy list gończy został wystawiony za nim w 2013 roku w związku z dokonaną kradzieżą. Kolejne w związku z dalszą przestępczą działalnością, między innymi za pobicie, próbę wręczenia łapówki oraz napad na policjantów.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Wciąż trwają poszukiwania konwojenta

Konwojent, który w lipcu br. zrabował w Swarzędzu 8 milionów złotych, wciąż pozostaje nieuchwytny. Jego perfekcyjnie przygotowaną akcję można nazwać polskim skokiem stulecia. Mężczyzna zatarł ślady w taki sposób, że jego odnalezienie stało się niemal niemożliwe. Konwojent zaplanował swoją akcje w najdrobniejszych szczegółach. W rok przed zagrabieniem pieniędzy, dysponując fałszywymi dokumentami i dowodem osobistym, zatrudnił się w firmie ochroniarskiej pod zmienionym nazwiskiem. W pracy zawsze nosił rękawiczki i nie zawierał prywatnych relacji ze swoimi współpracownikami.

Mężczyźnie udało się działać tak, by nikt nie zorientował się o jego prawdziwych zamiarach. Konwojent nosił ze sobą urządzenie zagłuszające sygnał GPS. Pracowniczą szafkę i samochód, którym zrabował pieniądze, a następnie porzucił w lesie, wyczyścił roztworem chloru, dzięki czemu nie pozostawił nawet najmniejszych śladów swojej działalności. Najprawdopodobniej przestępca wygląda dziś zupełnie inaczej – charakterystyczna broda i okulary z grubymi oprawkami były elementami kamuflażu. Mimo, że policja dysponuje zdjęciem autora skoku stulecia, nikt nie potrafi go rozpoznać. Niewykluczone, że przeszedł operację plastyczną i wygląda dziś zupełnie inaczej.

Mężczyzna może obecnie przebywać za granicą lub zgodnie z zasadą „najciemniej jest pod latarnią”, pozostał w Polsce i rozpoczął nowe życie nie afiszując się swoim nielegalnie zdobytym bogactwem. Niektórzy eksperci winą za kradzież 8 mln złotych obarczają ustawę deregulacyjna wprowadzoną dzięki działaniom byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina w 2013 roku. Od tego czasu do wykonywania zawodu konwojenta nie są potrzebne dodatkowe uprawnienia i licencje, co sprawia, że pracę w tym charakterze może podjąć każda osoba, nie zawsze godna zaufania.

W trakcie poszukiwań konwojenta policja popełniła już jeden poważny błąd. W Konstantynowie Łódzkim zatrzymano mieszkającego na co dzień w Wielkiej Brytanii mężczyznę, który przyjechał ze swoimi dziećmi w odwiedziny w rodzinne strony. Przy tak małej ilości dowodów i poszlak odnalezienie prawdziwego sprawcy perfekcyjnego skoku na bank niemal graniczy z cudem.
Żródło info i foto: Fakt.pl

David Sweat mówi o ucieczce

Przez trzy tygodnie był nieuchwytny dla organów ścigania, a całe Stany Zjednoczone głowiły się, jak mogło dojść do „ucieczki stulecia”. Skazany za morderstwo David Sweat, który razem z kompanem zbiegł z więzienia Clinton w Nowym Jorku, a potem został ujęty, zdradził, jak udało mu się uciec – informuje tygodnik „Time”.

O przebiegu ucieczki władze więzienia opowiedziały gazecie „New York Times”. Sweat miał im powiedzieć, że przygotowania do opuszczenia zakładu karnego trwały miesiącami. Udało mu się wywiercić dziurę w ścianie, przez którą każdej nocy wydostawał się z celi i poznawał labirynt korytarzy pod więzieniem. Uparcie, tygodniami, szukał drogi ucieczki.

Okazało się też, że ucieczka nie byłaby możliwa, gdyby nie leniwi i łamiący regulaminy strażnicy. Ci nigdy nie odkryli nieobecności więźnia, bo nocą nie przeprowadzali kontroli cel, a zwyczajnie… sami spali. A Sweat dokładnie wiedział, kiedy musi wrócić do swojego łóżka.

Zbieg opowiadał, że szukając nocami drogi wyjścia z labiryntu czuł się tak, jakby już był wolny. Cierpliwie zapamiętywał kolejne tunele i dzień w dzień szukał drogi wyjścia z zakładu. Był przy tym nie tylko wytrwały, ale i pomysłowy, niczym słynny MacGyver. Gdy np. po przebiciu jakiejś ściany para z rur ciepłowniczych nie pozwalała przejść przez tunel, użył specjalnego wentylatora z celi, który podpiął do przewodów elektrycznych.

Więzień zdradził też, że plan, który sobie układał w głowie, nabrał kształtów, gdy znalazł się w celi obok Richarda Matta, z którym uciekł, a który został zastrzelony przez funkcjonariuszy. Matt miał robić coś głośnego w swojej celi, gdy Sweat wiercił otwór w swojej. Ale mózgiem całej operacji pozostawał ten drugi.

Specjalny kombinezon

Gdy Sweat odkrył, że jeden z tuneli biegnie poza mury więzienia, zaczął wiercić tam otwór, za pomocą narzędzi, które niepostrzeżenie wyniósł z więziennego magazynu. Miał nawet drugi kombinezon, żeby strażnicy nie zauważyli, że rano jest zakurzony od wiercenia.

Takie wiercenie było jednak czasochłonne, a postępy były znikome. Więźniowie mieli jednak szczęście, bo okazało się, że wiosną kończy się w zakładzie okres grzewczy i część rur szybko ostygła. Sweat mógł zatem skorzystać ze skrótu. Do ucieczki doszło 6 czerwca. Okazało się, że za murami na zbiegów miał czekać pracownik więzienny w aucie, który był z nimi w zmowie. Ale ten nie przyjechał i więźniowie musieli biec w ciemno, do lasu. Sweata ujęto 28 czerwca, jego kompan został zabity dwa dni wcześniej.
Żródło info i foto: TVP.info

Kristjan G. zatrzymany

Poszukiwacze z Komendy Głównej Policji wspólnie z kolegami z Poznania zatrzymali 25-letniego Kristjana G. – szefa grupy fałszywych wnuczków działającej na terenie Niemiec. Dzięki współpracy międzynarodowej i sprawnej pracy operacyjnej mężczyzna stanie przed sądem i odpowie za swoje czyny. Niemieccy policjanci już od pewnego czasu starali się namierzyć 25-letniego Krystjana G., który był liderem grupy przestępczej zajmującej się wyłudzeniami na „wnuczka”. Szajka zanotowała szereg oszustw na terenie Niemiec, Krystjan G. miał na swoim koncie co najmniej 17 takich czynów. Mimo wielu zatrzymań członków grupy, jej szef był cały czas nieuchwytny. W końcu funkcjonariusze ustalili, że 25-latek wyjechał z kraju i najprawdopodobniej ukrył się w Polsce. Wtedy sąd wystawił za nim Europejski Nakaz Aresztowania, a w akcję poszukiwawczą zaangażowali się policjanci z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób BSK KGP. Żródło info i foto: Policja.pl

Paweł Miter nieuchwytny

Dwa lata prokuratura Wrocław Stare Miasto usiłuje ustalić, gdzie mieszka Paweł Miter, najgłośniejszy prowokator ostatnich miesięcy. Człowiek, który poważnie namieszał w sprawie Amber Gold, miał zeznawać jako świadek. On sam twierdzi, że zeznania złożył. Wszystko dotyczy sprawy, której początek sięga 2010 roku. Wtedy do prokuratury zgłosiła się dziennikarka, która opowiedziała o znalezisku, na które przechodzień natrafił na placu Kościuszki we Wrocławiu. Były to dokumenty bankowe, pochodzące z działu windykacji Eurobanku. Dokumenty trafiły z powrotem do banku, który chciał się jednak skontaktować ze znalazcą. Zdaniem prokuratury, był nim właśnie Paweł Miter, wówczas były już pracownik Eurobanku. Odnalezione dokumenty miały dotyczyć prowadzonych przez niego spraw. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Poszukiwany złodziej

Właściciele sklepów z biżuterią nazywają go Szybką Nogą. Złodziej w pełni zasłużył na taki przydomek. Prędkości, z jaką ucieka z łupem ze sklepu. W miesiąc okradł jubilerów na 80 tys. złotych! Nieuchwytny łupieżca sklepów jubilerskich tym razem zaatakował w salonie w Mrągowie (woj. warmińsko-mazurskie). Kilka dni temu opisaliśmy jego skok w Ełku. Oba napady nagrał monitoring. Dokładnie przyjrzeliśmy się twarzy bezczelnego złodzieja. To ten sam osobnik! Nasze podejrzenia potwierdza policja, która ujawniła właśnie zdjęcia z napadu. – „Możliwe, że obie sprawy można połączyć” – ujawnia nam Izabela Niedźwiedzka z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. Żródło info i foto: se.pl