Zamość: Obława na podpalacza punktu szczepień. Nowe nagranie

Policja z Zamościa udostępnia nowe nagranie, na którym widać, co zrobił podpalacz. Kolejne wideo pokazuje też wyraźniej samego sprawcę, którego szukają mundurowi z Zamościa i Lublina. Jego złapanie miało być kwestią czasu, ale on wciąż jest na wolności. Trwa obława. Za pomoc w jego rozpoznaniu przewidziano nagrodę.

Zamość. Podpalił punkt szczepień, a później budynek sanepidu. Trwa obława na podpalacza z Zamościa. Policjanci starają się zidentyfikować i namierzyć sprawcę i publikują nowe nagranie. Na wideo widać, co zrobił i jak wygląda. Podpalacz z Zamościa wciąż jednak pozostanie nieuchwytny! Policjanci przypominają o nagrodzie w wysokości 10 tys. złotych. Uruchomiono też specjalną, całodobową infolinię, która ma usprawnić przyjmowanie zgłoszeń. Pierwsze sygnały zaczęły napływać już w poniedziałek, ale jak na razie w sprawie nie doszło do żadnego przełomu. – Publikujemy nowe nagranie z monitoringu pokazujące sprawcę w momencie podpalenia budynku zamojskiego sanepidu. Pod numerem telefonu 575 688 507 przez całą dobę można przekazywać informację na temat mężczyzny. Dla osoby, która przyczyni się do ustalenia podpalacza, minister zdrowia przeznaczył nagrodę w wysokości 10 tysięcy złotych. Informację można przekazać anonimowo – zachęca st. asp. Dorota Krukowska-Bubiło z Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.
Źródło info i foto: se.pl

Parlament Europejski zagłosował za nowymi przepisami o tropieniu pedofilii w internecie

Parlament Europejski opowiedział się za przyjęciem w Unii Europejskiej tymczasowych przepisów, które pozwalają internetowym firmom zajmującym się tropieniem pedofilów, na usuwanie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. W środę debatowano także na temat węgierskiej ustawy dot. ochrony osób do 18. roku życia przed pornografią oraz homoseksualizmem. Do grudnia 2020 firmy internetowe na własną rękę zajmowały się tropieniem pedofilii. W tym czasie, jeśli coś wykryły, to zgłaszały wykryte przypadki molestowania dzieci służbom, oraz dobrowolnie kasowały nielegalne treści pornograficzne.

Związane ręce

W grudniu ubiegłego roku „Łowcy pedofilii” nie mogli już przetwarzać internetowych danych bez zgody i wiedzy internautów, nawet jeśli miałoby to służyć ujawnieniu działalności przestępczej jak pedofilia. Wszystko przez obowiązujący przepis o prywatności komunikacji elektronicznej, który objął poczty i komunikatory internetowe zapisami unijnej dyrektywy o prywatności i łączności elektronicznej tzw. e-Privacy Directive.

– To związało firmom internetowym ręce. Niektóre przestały zgłaszać tego typu materiały, bojąc się zarzutów o naruszenie prywatności użytkowników. W ciągu kilku miesięcy raportowanie przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci spadło o 53 proc. To oznacza tylko, że ofiary zostały na łasce swoich oprawców – przekazała komisarz Unii Europejskiej ds. wewnętrznych Ylva Johansson.

Ochrona zwykłych użytkowników?

Teraz zmiana przepisów może wejść w życie. W kwietniu Parlament a Rada doszły do wstępnego porozumienia w sprawie rozporządzenia, który miałby zmienić przepis z grudnia 2020.

Po trzech miesiącach, we wtorek (6 lipca), PE przegłosował nowe regulacje, które umożliwią internetowym „Łowcom pedofilii” dotychczasową działalność. Na razie przepisy będą przejściowe, ale w niedalekiej przyszłości ma się to zmienić.

– Zgodziliśmy się na wyjątki od dyrektywy o prywatności. Serwisy nadal będą mogły skanować bez zgody właściciela prywatne wiadomości pod kątem przeciwdziałania nadużyciom seksualnym wobec dzieci. Dzięki temu będzie można wykrywać np. pornograficzne zdjęcia lub filmy i porównywać je z tzw. cyfrowym odciskiem palców sprawcy. Musimy jednak pamiętać o zabezpieczeniu prywatności zwykłych użytkowników – powiedziała niemiecka europosłanka Birgit Sippel z grupy socjaldemokratów.

Tymczasowo na trzy lata

Nowe przepisy będą obowiązywały przez maksymalnie trzy lata. Mogą być krócej, ale tylko w przypadku, kiedy zostaną uzgodnione nowe, stałe przepisy dotyczące seksualnego wykorzystywania dzieci w internecie. Komisja Europejska ma jeszcze w tym roku przestawić związany z tym projekt.

– To rozwiązanie przejściowe, które musieliśmy pilnie przyjąć. Ale już niedługo KE zaproponuje nowe zasady unijne, które nałożą na serwisy internetowe obowiązek wykrywania i zgłaszania przypadków molestowania dzieci. Rozwiązanie oparte na dobrowolności już nie wystarcza -powiedziała Ylva Johansson.

Wykorzystywanie w pandemii

W dobie pandemii koronawirusa Komisja Europejska zauważyła, że jest zdecydowanie więcej treści związanych z wykorzystywaniem dzieci. Z ich danych wynika, że w ubiegłym roku w sieci opublikowano pół miliona zdjęć i filmów przedstawiających gwałt na nieletnich.

Coraz częściej pedofile stosują „cyber-grooming” wobec nieletnich. Są to próby uwodzenia dzieci przez internet, w tym namawiania ich do udziału w pornografii dziecięcej.

Węgierska ustawa dot. pornografii i homoseksualizmu

W środę w Parlamencie Europejskim debatowano także na temat węgierskiej ustawy dot. ochrony osób do 18. roku życia przed pornografią oraz homoseksualizmem.

– Szereg przepisów tego aktu prawnego (…) jednoznacznie dyskryminuje ludzi w oparciu o ich orientację seksualną i narusza fundamentalne wartości Unii Europejskiej. Godność ludzka, równość i poszanowanie praw człowieka – tych wartości nie możemy poświęcić. Ochrona dzieci przed pedofilią i przestępcami to bez wątpienia wspólny cel, który realizują wszystkie instytucje UE i wszystkie państwa członkowskie. Wszakże uzasadniony interes publiczny nie może być pretekstem dla wprowadzania przepisów, które naruszają prawa podstawowe i dyskryminują grupy mniejszości w oparciu o ich orientację seksualna i tożsamość płciową – mówiła wiceszefowa Komisji Europejskiej Viera Jourova w PE.

– Przy wdrażaniu prawa unijnego państwa członkowskie muszą w pełni szanować Europejską Kartę Praw Podstawowych i spełniać zasady rynku wewnętrznego Unii Europejskiej. (…) Węgierski akt prawny narusza w związku z tym przepisy zakazujące dyskryminacji ze względu na płeć i orientację seksualną zapisane w art. 21 karty. (…) Ustawa potencjalnie powoduje również obawy związane z wykonaniem budżetu europejskiego na Węgrzech. (…) 30 czerwca Komisja otrzymała odpowiedź Węgier na nasze pismo dot. nowego aktu prawnego. Oceniamy tę odpowiedź. Nie zawahamy się przed podjęciem działań zgodnie z nasza rolą strażniczki traktatów – zapowiedziała wiceszefowa KE.

Praworządność w Polsce

W debacie, która dotyczyła też praworządności w Polsce, wzięli udział polscy europarlamentarzyści.

– Rządy w Polsce i na Węgrzech chcą zbudować brunatną koalicję, autorytaryzm, dyktatura, rasizm, prześladowanie osób LGBT, prześladowanie kobiet. Co zrobić? Najlepiej zastosować sankcje i zrobić kolejną debatę. A może znów wezwać, by Polskę i Węgry zagłodzić. Gdzie są granice absurdu? – pytał europoseł Joachim Brudziński (PiS).

– Jaki sens ma przypominanie wam, że kiedy w Hiszpanii, Francji, Niemczech palono na stosach i prześladowano Żydów, to w Polsce znaleźli schronienie i bezpieczeństwo. W języku jidysz Polin znaczy tutaj spocznij, tutaj spocznij bezpiecznie. Jaki sens ma przypominanie wam, że w Polsce homoseksualizm nigdy nie był karany, a Polki jako jedne z pierwszych kobiet w świecie miały prawa wyborcze. (…) Czy to się wam podoba, czy nie, Polska i Węgry są integralną częścią Europy – mówił Brudziński, zwracając się do europosłów.

Europoseł Andrzej Halicki (PO) powiedział, że „Europa ma dość tego, co wyprawiają Kaczyński i Orban”. – Ma dosyć polityki opartej na nienawiści, nietolerancji, na dyskryminacji. Europa ma dosyć niszczenia tego, co jest podstawą państwa demokratycznego. (…) Chcę użyć słów Donalda Tuska, który wrócił do polskiej polityki. Powiedział wprost: my się do tego nie przyzwyczaimy. Polacy się do tego nie przyzwyczają i nie może przyzwyczaić się Europa – powiedział.

Halicki zaapelował o wykorzystywanie procedury art.7 traktatu „wobec rządu PiS, a nie Polski”. – To rząd PiS, Prawo i Sprawiedliwość zawiera brunatną koalicję ze spadkobiercami najgorszych idei w Europie, które tyle złego uczyniły. Zapisujecie się do klubu przyjaciół Putina, wroga demokratycznej Polski i wspólnej Europy – powiedział.

„Upominamy się o mechanizm warunkowości”

Europosłanka Sylwia Spurek (Zieloni) mówiła, że procedura art. 7 wobec Polski i Węgier nie działa. – Dlatego upominamy się o mechanizm warunkowości. Apelujemy, prosimy, zacznijcie działać, zacznijcie bronić demokracji i praw człowieka. (…) Gdzie jest Ursula von der Leyen, gdy ludzie tracą kolejne prawa, gdy naruszana jest ich godność – powiedziała. – Na Węgrzech z każdym dniem jest coraz gorzej – dodała Spurek.

Zdaniem europosłanki Jadwigi Wiśniewskiej (PiS), PE po raz kolejny daje dowód łamania praworządności. – Bowiem zgodnie z art. 5 traktatu, UE działa wyłącznie w granicach przyznanych jej kompetencji przez państwa członkowskie. Zgodnie z art. 4 traktatu, UE szanuje tożsamość narodową państw członkowskich, a więc prawa do decydowania o edukacji, ochronie dzieci, prawodawstwie. Przyjęta przez parlament węgierski ustawa ma umocowanie nie tylko w prawie UE, ale także w prawie międzynarodowym. Niestety, lewicowo-liberalna większość w PE chce nawet ingerować w węgierską konstytucję, kwestionując oczywisty zapis, że kobieta jest matką, a mężczyzna ojcem – powiedziała.

Ustawa przyjęta 15 czerwca

Parlament węgierski przyjął 15 czerwca ustawę, w której zapisano, że szkolne zajęcia podejmujące kwestie seksualności nie mogą propagować zmiany płci ani homoseksualizmu. Takie zajęcia poza pedagogami szkolnymi będą mogły prowadzić tylko osoby i organizacje występujące w oficjalnym, aktualizowanym rejestrze. Ponadto państwo ma chronić prawo dziecka do zachowania tożsamości odpowiadającej płci w chwili urodzenia. W ustawie zakazano też udostępniania osobom poniżej 18. roku życia treści pornograficznych, a także popularyzujących zmianę płci zapisanej w chwili urodzenia, jak również homoseksualizm.

Ustawa zaostrza ponadto kary przewidziane w kodeksie karnym za niektóre przestępstwa związane z pornografią dziecięcą nawet do 20 lat pozbawienia wolności i przewidujące stworzenie ewidencji osób, które dopuściły się pedofilii.

Niektórzy politycy w UE uznali, że nowe regulacje są wymierzone w homoseksualistów. Do ustawy krytycznie odniosła się Komisja Europejska i jej szefowa Ursula von der Leyen. Władze Węgier argumentują, że ustawa gwarantuje prawa rodziców do seksualnego wychowania dzieci i nie dotyczy praw związanych z orientacją seksualną osób powyżej 18. roku życia, zatem nie zawiera żadnego elementu dyskryminującego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejne zatrzymanie ws. Sławomira Nowaka

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało kolejną osobę w śledztwie dotyczącym byłego ministra Sławomira N. Jak podaje PAP podejrzany usłyszy zarzuty o charakterze korupcyjnym. Jak poinformował rzecznik ministra koordynatora służby specjalnych Stanisław Żaryn, CBA zatrzymało kolejną osobę podczas śledztwa związanego ze Sławomirem N. Podejrzany ma usłyszeć zarzuty korupcyjne.

„Materiał dowodowy wskazuje na udział zatrzymanego w zorganizowanej grupie przestępczej kierowanej przez Sławomira N.” – napisał w środę cytowany przez PAP na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Jak nieoficjalnie ustaliła PAP zatrzymaną osobą jest obywatelka Ukrainy.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe ustalenia ABW ws. cyberataków na polityków

W związku z prowadzoną analizą trwającej hakerskiej kampanii „Ghostwriter” ABW ustaliła, że atakiem został objęty również system poczty elektronicznej Sejmu RP – poinformował w piątek rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Szczegółowa analiza prowadzona przez ABW wykazała nieautoryzowane logowania do służbowych skrzynek poczty elektronicznej niektórych posłów na Sejm RP. Incydenty dotyczą w sumie kilkunastu parlamentarzystów, zasiadających w klubach i kołach poselskich: Lewica, Polska 2050, PiS, Koalicja Obywatelska, Konfederacja – poinformował Żaryn.

Rzecznik zapewnił, że ABW „natychmiast przekazała stosowne rekomendacje do Kancelarii Sejmu”. – Posłowie, których skrzynki zostały zaatakowane, zostali poinformowani o zagrożeniach, a także sugerowanych działaniach mających na celu zminimalizowanie skutków ataku. Przeprowadzono dla nich również szkolenia w zakresie cyberbezpieczeństwa – wyjaśnił.

Żaryn poinformował też, że „wskazane działania wymierzone w bezpieczeństwo skrzynek poczty elektronicznej posłów na Sejm RP identyfikujemy jako część operacji dezinformacyjnej prowadzonej przeciwko Polsce”.

Włamanie na skrzynkę Dworczyka

Sprawa cyberataków na Polskę zaistniała publicznie na początku czerwca. Wówczas szef KPRM Michał Dworczyk oświadczył, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę email i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe. Podkreślił jednocześnie, że „w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny”. Cyberataki były tematem m.in. niejawnej części obrad Sejmu, podczas której przedstawiono informację rządu w tej sprawie.

Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn w oświadczeniu podał, że ABW i SKW ustaliły, że na liście celów ataku socjotechnicznego znajdowało się co najmniej 4350 adresów e-mail należących do polskich obywateli, w tym 100 należących do polityków, a służby dysponują informacjami świadczącymi o związkach agresorów z działaniami rosyjskich służb specjalnych. Dotychczasowe ustalenia ABW i SKW pozwalają twierdzić, że za ataki odpowiada grup hakerska UNC1151″.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejny akt oskarżenia przeciwko Bartłomiejowi M.

Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu (Podkarpackie) przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko b. rzecznikowi MON Bartłomiejowi M.; wraz z pięcioma innymi osobami zarzuca mu działanie na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA. Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak poinformował w środę rzecznik tarnobrzeskiej prokuratury Andrzej Dubiel, Bartłomiej M. przekraczając uprawnienia działał na szkodę PGZ w związku z zawieraniem umów niekorzystnych dla spółki. Dotyczyły one m.in. organizacji koncertu, fikcyjnych usług szkoleniowych.

Bartłomiej M., działając wspólnie z urzędniczką w MON Agnieszką M., naraził spółkę na szkody w wysokości około 1,2 mln zł.

Powoływał się na wpływy?

Według prokuratury, Bartłomiej M. miał się też powoływać na wpływy w MON. Za korzyści majątkowe obiecywał załatwianie różnych spraw, m.in. patronatu MON nad jedną z wystaw organizowanych w komercyjnym centrum wystawienniczym. W ten sposób uzyskał ponad 55 tys. zł, a działający z nim były poseł Mariusz Antoni K. – 35 tys. zł.

Wśród oskarżonych są też były członek zarządu PGZ Radosław O. oraz byli pracownicy spółki Robert S. i Robert K. Oskarżeni w związku z zawarciem niekorzystnych kontraktów, wyrządzili spółce szkodę majątkową w wielkich rozmiarach, w łącznej wysokości ponad 3,3 mln zł.

Bartłomiej M., Radosław O., Robert S. i Robert K. zagrożeni są karą 10 lat pozbawienia wolności. Natomiast Agnieszce M. i Mariuszowi Antoniemu K. grozi 8 lat pozbawienia wolności.

28 stycznia 2019 r. b. rzecznik MON został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, na polecenie tarnobrzeskiej prokuratury. Oprócz Bartłomieja M. zatrzymani zostali wtedy także b. poseł Mariusz Antoni K., b. członek zarządu PGZ Radosław O., dwaj byli dyrektorzy PGZ S.A. i b. pracownica MON.

Przebywał w areszcie

Były rzecznik resortu obrony przebywał w areszcie od 30 stycznia 2019 r. Wyszedł na wolność po pięciu miesiącach, po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. zł. Zamianę aresztu na poręczenie majątkowe umożliwił Bartłomiejowi M. warszawski sąd okręgowy. Prokuratura zaskarżyła tę decyzję sądu okręgowego, ale w sierpniu 2019 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił zażalenie prokuratury i M. pozostał na wolności.

Wszyscy podejrzani w tej sprawie zostali zatrzymani w związku z prowadzonym od grudnia 2017 r. przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ SA.

Kolejny akt oskarżenia

21 czerwca do Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy trafił akt oskarżenia przeciwko Bartłomiejowi Misiewiczowi (w tej sprawie zgodził się na podawanie pełnych danych i wizerunku – red.).
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe zarzuty w aferze podsłuchowej

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga przedstawiła Markowi Falencie cztery nowe zarzuty dotyczące tzw. afery podsłuchowej. Falenta został na przesłuchanie doprowadzony dwukrotnie z zakładu karnego i wysłał do prokuratury pismo, by przesłuchać go ponownie.

Do ujawnienia materiałów, będących podstawą nowych zarzutów przedstawionych Markowi Falencie doszło w wyniku powtórnej analizy akt śledztwa dotyczących tzw. afery podsłuchowej. Śledztwo zostało wszczęte w związku z nagraniami, które zostały opublikowane, bądź wiedzę o nich podjął prokurator, po zakończeniu sprawy objętej skierowanym aktem oskarżenia i zapadłym już prawomocnym wyrokiem. Nie są to pierwsze zarzuty, które Falenta usłyszał w tym śledztwie.

Prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga ustalił, że Falenta powinien odpowiedzieć za cztery czyny opisane w art. 267 p. 4 kodeksu karnego, czyli udostępniania nagrań z nielegalnych podsłuchów innym osobom. Przestępstwa te zagrożone są karą dwóch lat pozbawienia wolności.

Taśmy Falenty

Taśmy, które miał udostępniać Falenta, zawierają 11 nagrań z rozmowami polskich VIP-ów, ale prokuratura nie ujawnia o jakie nazwiska chodzi.

Czynności z Markiem Falentą zostały przeprowadzone w marcu br. Podejrzany został doprowadzony do prokuratury z Zakładu Karnego w Wołowie. Przesłuchany po raz pierwszy odmówił składania wyjaśnień i nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Falenta, na własną prośbę, został doprowadzony do prokuratury powtórnie, deklarując chęć złożenia wyjaśnień. Miały one formę oświadczenia spisanego na kartce, sprowadzającego się do wywodu o charakterze politycznym – usłyszała PAP w prokuraturze.

Marek Falenta zgłosił jeszcze raz chęć złożenia wyjaśnień, ale prokuratura nie wezwała go jeszcze na przesłuchanie.

Nowe zarzuty

Prokurator przedstawił nowe zarzuty detektywowi Krzysztofowi Sz., dotyczące ujawnienia konkretnej osobie rozmów nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Informację tę podał jako pierwszy portal rmf24.pl.

Tzw. afera podsłuchowa była jedną z głośniejszych spraw ostatnich latach. Ujawnione w mediach nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Do nagrywania osób z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych w dwóch restauracjach dochodziło w latach 2013-2014. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę, szefa CBA Pawła Wojtunika. Podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań utrwalono rozmowy ponad stu osób; prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego. Później SA oddalił zażalenia obrońców Falenty, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał się stawić w zakładzie karnym 1 lutego 2019 roku, ale się ukrywał. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Ostatecznie 5 kwietnia został zatrzymany w Hiszpanii, po czym przewieziono go do kraju, gdzie trafił do więzienia.

Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońców Falenty, w której podnoszono „rażące naruszenie przepisów postępowania”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe kary za brak maseczki

W województwie lubelskim posypały się mandaty za niezakrywanie ust i nosa. Tylko podczas jesiennej fali epidemii koronawirusa policjanci wystawili ich ponad sześć tysięcy! Teraz karać będą mogli też strażnicy miejscy, a wartość mandatu wzrośnie dwukrotnie! Nowe kary za brak maseczki – zapłacimy 1000 zł!

Na Lubelszczyźnie – podobnie jak w całym kraju – posypały się mandaty za brak maseczki, przyłbicy, kołnierza lub jakiegokolwiek innego elementu, którym zakrywamy usta i nos. Teraz zmieniają się przepisy, a ich lekceważenie może być jeszcze bardziej kosztowne. Nowy mandat za brak maseczki może wynieść 1000 zł!

– „W związku z nowymi obostrzeniami, dotyczącymi COVID-19, jakie pojawiły się jesienią, a więc obowiązkiem noszenia maseczki w miejscu publicznym, policjanci pouczyli 1104 osoby na terenie województwa, nałożyli 6476 mandatów karnych, a 1300 wniosków zostało skierowanych do sądu” – wylicza w rozmowie z Radiem ESKA Lublin kom. Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Źródło info i foto: se.pl

Jest wniosek o przedłużenie aresztu wobec Sławomira Nowaka?

W piątek Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do sądu wniosek dotyczący przedłużenia aresztu wobec Sławomira Nowaka, b. ministra transportu w rządzie PO – dowiedziała się nieoficjalnie Polska Agencja Prasowa. Pojawił się w nim nowy zarzut w sprawie, dotyczący przyjmowania przez kilka lat przez polityka 3,5 tys. zł miesięcznie od b. szefa PKN Orlen za załatwienie stanowiska.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie chce przedłużenia aresztu wobec Sławomira Nowaka, b. ministra transportu w rządzie PO. Jak podał PAP, miał on przez kilka lat przyjmować 3,5 tys. zł miesięcznie od b. szefa PKN Orlen za załatwienie stanowiska. Wniosek skierowano do sądu w piątek, po uzupełnieniu zarzutów.

Ze źródeł zbliżonych do sprawy wynika, że 2 października po południu Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa wniosek o przedłużenie aresztu stosowanego od lipca wobec Sławomira Nowaka. Jedną z głównych przesłanek za dalszym trzymaniem b. ministra transportu w izolacji miała być obawa matactwa procesowego. W momencie zamykania sądu Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie przekazała PAP, że wniosek prokuratury nie został jeszcze zarejestrowany w mokotowskim sądzie i prawdopodobnie nastąpi to w poniedziałek, 5 października.

Dodatkowe zarzuty

Jak poinformował PAP, w piątek b. minister transportu usłyszał w prokuraturze dodatkowe zarzuty korupcyjne dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych (w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych) od Wojciecha T., byłego wiceprezesa PGE i Energi za pośrednictwem Leszka K. Miał także przyjąć blisko 200 tys. zł w latach 2012-2016 od byłego prezesa PKN Orlen Dariusza K. za pośrednictwem „osoby trzeciej” (określenie użyte przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w oficjalnym komunikacie).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wybuch gazu w jednym z domów w Białymstoku. „Nowe ustalenia są szokujące”

W poniedziałek w Białymstoku doszło do wybuchu gazu w jednym z domów przy ulicy Kasztanowej. W chwili eksplozji w budynku przebywała czteroosobowa rodzina. Niestety nikogo nie udało się uratować. Według wstępnych ustaleń policji doszło do rozszerzonego samobójstwa.

– Śledczy dalej pracują na miejscu wybuchu. Nowe ustalenia są szokujące. Wszystko wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z rozszerzonym samobójstwem. W tej chwili wykonujemy oględziny wewnątrz budynku – powiedział podczas konferencji prasowej podinsp. Tomasz Krupa, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Wybuch gazu w Białymstoku. Prawdopodobną przyczyną mogło być samobójstwo rozszerzone

Jak informuje „Kurier Poranny”, policja potwierdziła, że na ciałach ofiar odnaleziono rany kłute. Mężczyzna mieszkający w domu miał wcześniej „wielokrotnie grozić rodzinie” i był dobrze znany policji.

– Trzy ofiary miały na ciele rany cięte i kłute. Na ciele czwartej z ofiar stwierdzono pętlę wisielczą, co wskazuje na samobójstwo – dodał Krupa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Uwaga na oszustów. Działają metodą „na kwarantannę”

Imiona, nazwiska oraz adresy swoich ofiar sprawcy poznają, podsłuchując kanały policyjne, gdy funkcjonariusze odwiedzają osoby będące w kwarantannie – ostrzega w weekendowym wydaniu „Gazeta Wyborcza”.

„GW” zwraca uwagę, że sposób „na sanepid” ostatnio stał się bardzo popularny wśród złodziei tożsamości. Gazeta przytacza historię mężczyzny, który po powrocie z Belgii musiał przejść dwutygodniową kwarantannę. Zgodnie z procedurą codziennie przychodziła do niego policja. Zaraz po jednej z takich wizyt – jak czytamy – zapukał do jego drzwi młody człowiek, który przedstawił się jako pracownik sanepidu.

„Powiedział, że ma pobrać wymazy do badania na obecność koronawirusa. Wyczytał z listy imię i nazwisko badanej osoby. Ofiara grzecznie wypełniła specjalny formularz: PESEL, numer dowodu itp., dała sobie pobrać wymaz. Gość z ‚sanepidu’ wyszedł. A gospodarz mieszkania zaczął się zastanawiać: skąd ja znam tego człowieka?” – relacjonuje „GW”.

„Nie mógł sobie przypomnieć. Kilka godzin później wpadł z zakupami krewny i powiedział, że na osiedlu są ogłoszenia o osobie podszywającej się pod pracownika sanepidu, przeprowadzającej fałszywe badania w celu wyłudzenia danych osobowych” – pisze gazeta.

To był mieszkaniec osiedla

Dalej – jak czytamy – powiadomiona policja ustaliła, że sprawca zdobył zdobywał imiona, nazwiska i adresy swoich ofiar poprzez podsłuchiwanie kanałów policyjnych, gdy funkcjonariusze odwiedzali osoby w kwarantannie i nadawali te dane przez radio.

„Ofiary nie myliła intuicja, że zna ‚pracownika sanepidu’. Sprawcą okazał się mieszkaniec tego samego osiedla” – wyjaśnia „GW”.

Dane Związku Banków Polskich

Gazeta przywołuje też dane Związku Banków Polskich, z których wynika, że w 2019 r. z banków próbowano wyłudzić 5,1 tys. kredytów na łączną kwotę ponad 280 mln zł.

„W tym samym czasie w międzybankowej bazie danych o skradzionych i zgubionych dokumentach tożsamości, które mogłyby zostać wykorzystane np. do wyłudzenia pożyczki czy kredytu, zastrzeżono 176 554 dowody osobiste, paszporty i prawa jazdy. To rekord w całej historii systemu” – podkreśla „GW”.
Źródło info i foto: interia.pl