Ciało noworodka na śmietniku. Policja prosi o pomoc odnalezieniu matki dziecka

Zwłoki noworodka owinięte w reklamówkę i porzucone w kontenerze na śmieci na osiedlu Retkinia w Łodzi, zostały odnalezione w sobotę przez przypadkową osobę. Pierwsze próby odnalezienia sprawcy tragedii nie przyniosły rezultatu, dlatego policja prosi o pomoc.

– Owinięte w żółtą reklamówkę zwłoki noworodka, porzucone w jednym z kontenerów w pergoli śmietnikowej przy ul. Maratońskiej 39 w Łodzi, znalazła w sobotę około godz. 12 przypadkowa osoba, która przeszukiwała śmieci – przekazała w niedzielę rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Joanna Kącka. Jak dodała, wstępnie oszacowano, że chłopiec urodził się około 8-9 miesiąca ciąży i prawdopodobnie był zdolny do samodzielnego podjęcia czynności życiowych

Jak dodała, policja początkowo nie nagłaśniała tej sprawy dla dobra postępowania, jednak mimo m.in. użycia psa tropiącego i sprawdzenia, czy do żadnego ze szpitali nie trafiła kobieta po porodzie, dotychczasowe próby odnalezienia matki noworodka oraz innych osób zamieszanych w tę zbrodnię nie powiodły się. Dlatego policja opublikowała komunikat skierowany do wszystkich osób, które mogą pomóc w odnalezieniu matki chłopca.

Jak podał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania, zwłoki dziecka znajdowały się w czarnym worku i żółtej reklamówce jednego z dyskontów. Chłopiec miał odciętą pępowinę i najprawdopodobniej uraz głowy, jednak szczegóły jego stanu poznamy dopiero po sekcji. Wyjaśnieniem jego zgonu zajmuje się Prokuratura Łódź-Polesie, do której mogą zgłaszać się osoby, których informacje mogłyby pomóc w śledztwie.

– Prosimy też o kontakt z III Komisariatem w Łodzi – tel. 47 841 23 50 lub 49. Pomocne może okazać się, jeśli ktoś zapamiętał osobę kręcącą się z żółtą reklamówką w okolicy śmietników przy ul. Maratońskiej. Nadal monitorujemy szpitale, czekamy też na sygnały od osób, które mogą podejrzewać kogoś o popełnienie tego przestępstwa – przypominam, że była to zaawansowana ciąża, najprawdopodobniej widoczna dla otoczenia. Wszystkim zapewniamy anonimowość – podkreśliła Kącka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Lekarka z Otwocka oskarżona o śmierć noworodka

Wiktoria żyła kilkadziesiąt minut. Dziecko miało urodzić się zdrowe, ale mama dziewczynki nie miała czynności skurczowych. Za śmierć noworodka odpowie przed Sądem Rejonowym w Otwocku lekarz-położnik Daria M., która na siłę chciała wywołać poród, za późno skierowała rodzącą do cesarskiego cięcia, a wcześniej zniszczyła zapis KTG, z którego wynikało, że dziecko ma zaburzenia tętna.

Rankiem 24 lipca 2019 r. 33-letnia mieszkanka Otwocka zgłosiła na rutynową wizytę do Poradni Ginekologiczno-Położniczej przy ul. Armii Krajowej 3 w Otwocku. Była w 39. tygodniu ciąży, do terminu porodu zostało jeszcze kilkanaście dni. Lekarz-położnik Daria M. zbadała pacjentkę i zleciła innej położnej wykonanie badania KTG, podczas którego sprawdza się tętno płodu.

33-latka chciała w trakcie badania siedzieć, oparła się o ścianę i czekała na wynik. Z jej zeznań wynika, że po kilku minutach położna zainteresowała się zapisem KTG, który na bieżąco drukował aparat podłączony do brzucha matki.

„Serce nagle zwolniło”

Lekarka Daria M. uznała, że zapis nie jest nieprawidłowy, tylko nieczytelny ze względu na złą pozycję ciężarnej. Zleciła wykonanie badania ponownie, na leżąco, a pierwszy dokument zniszczyła i wyrzuciła do kosza. To pierwszy z zarzutów, jaki postawił jej prokurator Samodzielnego Działu ds. Błędów Medycznych Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Drugie badanie wyszło tak samo: zaburzenia tętna płodu i brak skurczy. Z zeznań matki wynika, że lekarka M. wystawiła kobiecie skierowanie do szpitala „celem oceny dobrostanu płodu”, jednocześnie informując, że ta spokojnie może udać się do domu, zjeść posiłek i spakować torbę. 33-latka pojawiła na Oddziale Położniczo-Ginekologicznym Powiatowego Centrum Zdrowia w Otwocku około godziny 13.20. KTG wykonano jej dwukrotnie, za każdym razem z podobnym wynikiem: zbyt wysokie tętno płodu, brak czynności skurczowych.

O godz. 15 na oddziale położniczym w otwockim centrum zdrowia dyżur zaczęła Daria M., która „przejęła” opiekę nad ciężarną. Zdecydowała o podaniu 33-latce kroplówki z oksytocyną, która miała wywołać akcję porodową. Tak się jednak nie stało, a zapis KTG nie ulegał poprawie. Serce dziewczynki, która o godz.16.55 wciąż była w łonie matki, nagle zwolniło. Wystąpiła tzw. bradykardia. Lekarz zdecydowała o pilnym skierowaniu kobiety do cesarskiego cięcia.

Nieprawidłowa opieka

Wiktoria urodziła się o godz. 17.12, dostała 0 pkt w skali Apgar. Dziewczynka, która miała urodzić się zdrowa, nie miała żadnych czynności życiowych. Lekarze przez kilkadziesiąt minut walczyli o jej życie: podano tlen, wykonano masaż serca, podano adrenalinę, zaintubowano dziewczynkę i na moment udało się przywrócić pracę serca. Zgon dziewczynki stwierdzono o godz. 18.

Sekcja zwłok noworodka, wykonana jeszcze w szpitalu, potwierdziła, że dziewczynka nie miała żadnych zmian anatomicznych, które mogłyby przyczynić się do jej śmierci. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa spowodowana nieprawidłową opieką nad 33-letnią rodzącą.

Cesarskie cięcie należało wykonać natychmiast po podaniu oksytocyny, czyli co najmniej godzinę wcześniej. Ten stan rzeczy potwierdziły opinie biegłych, powołanych przez prokuraturę, którzy uznali, że „cesarka” przeprowadzona około godz. 16 dawałaby „duże szanse na uniknięcie skutku w postaci śmierci Wiktorii oraz zmniejszenie stanu niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia”.

Nadal przyjmuje

To drugi zarzut stawiany Darii M. przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie – narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia i nieumyślne doprowadzenie do jego śmierci.

Po śmierci Wiktorii Daria M. zwolniła się z dyżurowania w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku, dalej jednak przyjmuje w przychodni ginekologicznej. – Przesłuchiwana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do zarzucanych jej czynów i skorzystała z przysługującego jej prawa do odmowy składania wyjaśnień – przekazał prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

65-letnia dziś lekarz-położnik Daria M. nie była wcześniej karana. Akt oskarżenia w jej sprawie został skierowany w połowie sierpnia br. do Sądu Rejonowego w Otwocku. Grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Płońsk: Zwłoki noworodka zawinięte w torebki! Ktoś próbował je zakopać

Ciało noworodka znaleziono w Płońsku na cmentarzu w pobliżu parku miejskiego. Było zawinięte w torebki i zapakowane do worka na śmieci. Ktoś próbował je zakopać w starym bezimiennym grobie, którym opiekuje się jeden z mieszkańców Płońska. To on powiadomił grabarza, a ten po odgarnięciu ziemi szpadlem ujawnił ciało noworodka. Sprawą zajęły się policja i prokuratura w Płońsku.

Jak informuje Płońsk w Sieci, ciało noworodka znaleziono na cmentarzu w pobliżu parku miejskiego w Płońsku. Ktoś próbował je zakopać w starym bezimiennym grobie zlokalizowanym nieopodal bramy głównej od strony ul. Wolności. Mogiłą opiekuje się jeden z mieszkańców Płońska, który powiadomił o wszystkim grabarza.

Jak informuje Płońsk w Sieci, ciało noworodka znaleziono najprawdopodobniej w czwartek 24 czerwca. Na miejscu pracowały już policja i śledczy prokuratury w Płońsku, która nie udziela jeszcze szczegółowych informacji na temat zdarzenia.

– Ciało noworodka, chłopczyka, zabezpieczono do dalszych badań, mam na myśli głównie sekcję zwłok w celu ustalenia, czy dziecko urodziło się żywe, czy też nie. Zabezpieczono również materiał DNA do ewentualnych dalszych badań genetycznych – mówi „Kurierowi Mazowieckiemu” Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku.
Źródło info i foto: se.pl

Prokuratura bada okoliczności śmierci noworodka w Słupsku. Ciało dziecka znaleziono w jednym z mieszkań

Ciało dziecka znaleziono w mieszkaniu przy jednej z ulic na Zatorzu. – Na razie nie wiadomo, czy dziecko, które urodziła siedemnastoletnia dziewczyna, przyszło na świat żywe czy martwe – podaje „Dziennik Bałtycki”.

Jak poinformował „Dziennik Bałtycki” poród najprawdopodobniej nastąpił w nocy z soboty na niedzielę. W niedzielę rano w mieszkaniu pojawiły się służby. Na miejscu obecny był prokurator. Na razie nie ujawniono, czy w czasie oględzin znaleziono na ciele noworodka obrażenia.

– W poniedziałek wszczęliśmy postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci noworodka – powiedział „Dziennikowi Bałtyckiemu” Marcin Natkaniec. Zastępca słupskiego prokuratora rejonowego nie ujawnił okoliczności sprawy ze względu na fakt, że matka dziecka jest osobą małoletnią.

– Dziecko urodziło się w domu. Zostało znalezione martwe. Dopiero po sekcji zwłok będzie wiadomo, czy żyło w chwili narodzin – dodał.

Sekcja odbędzie się w czwartek w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Chciała sprzedać swoje dziecko, żeby kupić mieszkanie i auto

Mieszkanka Mariupola na wschodzie Ukrainy chciała sprzedać swoje nowo narodzone dziecko za 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – poinformowała prokuratura obwodu donieckiego. Kobietę, która za otrzymane pieniądze planowała kupić mieszkanie i samochód, zatrzymano. Śledczy ustalili, że 19-letnia bezrobotna kobieta nie znajdowała się pod opieką lekarską w związku z ciążą i nie planowała zatrzymywać dziecka po narodzinach.

Jak dodano, w ciągu dwóch miesięcy w celu wzbogacenia – a dokładniej kupna mieszkania i samochodu – kobieta poszukiwała potencjalnych klientów. Chciała „sprzedać” chłopca, którego po narodzinach 12 sierpnia „wyceniła” na 400 tys. hrywien (ok. 14,7 tys. dolarów) – powiadomiła prokuratura. Kobieta została zatrzymana, kiedy przekazywano jej pieniądze – wyjaśniono. Prowadzone są działania w celu wyboru środka zapobiegawczego. 19-latce grozi od 8 do 15 lat pozbawienia wolności.

Niemowlę oddano pod opiekę do miejskiego szpitala dziecięcego.

Portal telewizji Hromadske przypomina, że pod koniec lipca wiceszefowa MSW Ukrainy Tetiana Kowalczuk poinformowała, iż od początku roku na Ukrainie wykryto prawie 150 faktów handlu ludźmi i ponad 50 handlarzy ludźmi. Ponad 100 spraw dotyczących tych przestępstw trafiło do sądu.
Źródło info i foto: interia.pl

Teksas: Utopili noworodka w smole

Koszmar w Princeton w Teksasie. Para o swojsko brzmiącym nazwisku Grabowski trafiła za kraty po tym, jak na ich posesji znaleziono zwłoki zaledwie tygodniowego chłopczyka. Ciało maluszka ukryte było w wiadrze smoły w szopie za domem. Służby sprawdzają teraz, jak zmarł.

Ten koszmar wyszedł na jaw dzięki anonimowej informacji. Policja powiadomiona o niezgłoszonym zgonie dziecka pojawiła się w ubiegłym tygodniu w domu Rolanda (42 l.) i Donny Grabowskich (41 l.) w Princeton. Ci pytani o dziecko próbowali wmawiać mundurowym, że maluch jest u znajomych. Potem odmówili jakichkolwiek wyjaśnień. – Para nie chciała współpracować ze śledczymi i została zatrzymana – poinformowało w oświadczeniu biuro szeryfa hrabstwa Collin. Grabowscy trafili do aresztu. Śledczy tymczasem z nakazem przeszukania wrócili do ich domu. Na terenie posesji, w szopie za budynkiem, znaleźli wiadro smoły. W oleistej mazi pływały zwłoki maleńkiego chłopczyka.

Według ustaleń policji Micah Grabowski żył zaledwie tydzień. Po odkryciu zwłok matka chłopca Donna powiedziała, że urodziła chłopca w szpitalu w McKinney, ale placówka nie odnotowała takiego porodu. Zeznała też, że 29 lipca, gdy obudzili się z mężem, odkryli, że dziecko zmarło. Tak też mówili znajomym. Śmierci synka nigdzie nie zgłosili. Śledczy postawili wyrodnym rodzicom zarzuty narażenia dziecka na niebezpieczeństwo, zbezczeszczenia zwłok i ukrywania dowodów. Policja poinformowała, że para kilkakrotnie ich okłamała. Próbowała też namówić znajomych, by „pożyczyli” im własne dziecko, które chcieli pokazać policji jako własne.

Śledczy czekają teraz na wyniki sekcji zwłok maluszka. Od nich zależą ewentualne zarzuty, niewykluczone, że również morderstwa. Donna Grabowski decyzją sądu przebywa w areszcie za kaucją w wysokości miliona dolarów. Jej mąż Roland, który figuruje w rejestrze przestępców seksualnych po molestowaniu 14- i 12-latki, może wyjść na wolność po wpłaceniu 925 tys. dol. kaucji.
Źródło info i foto: se.pl

Zapadł wyrok ws. Agaty F. Kobieta spaliła własne dziecko

W sądzie w Lublinie zapadł wyrok w sprawie 23-letniej Agaty F., która spaliła noworodka w piecu, a potem pojechała na wesele. Zwłoki dziecka odkryli bliscy studentki. Do makabrycznego zdarzenia doszło w czerwcu 2018 r. we wsi Majdan Kozłowiecki (woj. lubelskie). Rodzice 21-letniej wówczas studentki znaleźli w piecu zwęglone zwłoki dziecka i powiadomili o tym policję.

Mundurowi zatrzymali Agatę F., gdy bawiła się ze swoim chłopakiem na weselu. Kobieta ukrywała swoją ciążę przed bliskimi, choć oni podejrzewali, że może spodziewać się dziecka. Śledczy ustalili, że 21-latka urodziła w 7-8 miesiącu ciąży. Celowo zażyła substancje psychoaktywne, które wywołały poród. Następnie włożyła dziecko do pieca i spaliła.

Studentka twierdziła, że dziecko urodziło się martwe. Tłumaczyła, że do porodu doszło podczas kąpieli, a noworodek nie oddychał.

„Dziecko wpadło do wody. Wyjęłam je. Było sine i nie oddychało. Trzymałam je na rękach jakieś 15 minut. Potem zawinęłam w ręcznik i włożyłam do kuchenki” – mówiła śledczym.
Źródło info i foto: o2.pl

Ciało noworodka znalezione w koszu na bieliznę

Prokuratura Rejonowa w Siedlcach wyjaśni, co stało się w mieszkaniu 20-letniej mieszkanki miasta. W ubiegłą sobotę kobieta po domowym porodzie zgłosiła się do miejscowego szpitala z krwotokiem. W tym samym czasie członek rodziny pacjentki znalazł noworodka w koszu na bieliznę i zaalarmował służby. Przybyłym na miejsce ratownikom medycznym udało się przywrócić funkcje życiowe maluchowi. Dziecko zostało przetransportowane helikopterem do szpitala.

Zdarzenie miało miejsce 7 września. Tego dnia, około godziny 15 kobieta trafiła do szpitala z krwotokiem z dróg rodnych. – Lekarz szybko zorientował się, że 20-latka niedawno musiała urodzić. W tym samym czasie członek rodziny znalazł dziecko w koszu na bieliznę w mieszkaniu bloku wielorodzinnego i wezwał służby ratunkowe – relacjonuje podinspektor Katarzyna Kucharska, oficer prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.

Przybyły na miejsce zdarzenia patrol policji zastał już noworodka zaopatrzonego medycznie przez ratowników z karetki pogotowia. Na miejsce zadysponowano również helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który zabrał niemowlę do szpitala w Warszawie.

Jak dodaje, rzeczniczka radomskiego KWP, obecnie trwa kompletowanie materiału dowodowego, który niebawem zostanie przekazany prokuraturze. Matka dziecka ciągle przebywa w szpitalu. – Będziemy wyjaśniać wszystkie okoliczności tego zdarzenia – informuje prokurator Katarzyna Wąsak z Prokuratury Rejonowej w Siedlcach.
Źródło info i foto: slowopodlasia.pl

24-letnia Sabina W. z zarzutem zabójstwa. W jej domu znaleziono zwłoki noworodka

Prokuratura przedstawiła 24-letniej Sabinie W. zarzut zabójstwa. W domu kobiety, do której wezwano pogotowie, ratownicy znaleźli zwłoki noworodka. Jak wykazało śledztwo, dziecko utopiło się w muszli klozetowej – poinformował rzecznik opolskiej prokuratury Stanisław Bar.

Do zdarzenia doszło 27 czerwca tego roku w gminie Reńska Wieś. Pogotowie wezwano do kobiety z krwotokiem. Na miejscu, w łazience, ratownicy znaleźli zwłoki noworodka. Jak ustalono, dziecko urodziło się żywe, a matka zostawiła je w muszli, gdzie utonęło. Podejrzanej przedstawiono zarzut działania z zamiarem ewentualnym. Ona sama nie przyznała się do winy, ale też potwierdziła okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia. Co do dalszego toku sprawy, pozostają jeszcze kwestie związane z opiniami jakie po badaniu wyda psycholog i psychiatra – wyjaśnia prokurator Bar.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało noworodka znalezione w pojemniku. Tragiczne odkrycie pod Łomżą

Przerażające odkrycie w miejscowości Gawrychy pod Łomżą. W pojemniku ustawionym w ogrodzie znaleziono ciało noworodka. Maleństwo zostało porzucone niedługo po porodzie. Historia, jak rysują ją osoby znające sprawę, może nie być tak oczywista. W sprawie jest więcej pytań niż odpowiedzi.

W czwartek, 4 lipca, w miejscowości Gawrychy (woj. podlaskie) dokonano makabrycznego odkrycia. Na jednej z posesji znaleziono zwłoki noworodka. Ciało maleństwa leżało w pojemniku w ogrodzie. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Łomży.

W sobotę, 6 lipca, przeprowadzono oględziny zwłok i pobrano materiał biologiczny do dalszych badań. Łomżyńska prokuratura prowadzi śledztwo w kierunku zabójstwa noworodka. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że dziecko zostało porzucone zaraz po porodzie. Maluch zmarł, bo nie została mu zapewniona należyta opieka.

Próbowaliśmy porozmawiać z mieszkańcami podłomżyńskiej miejscowości. Wiadomo jedynie tyle, że kobieta ma już dzieci i „walczy o życie”. Miejscowi wskazują na trudną sytuację matki noworodka, nie wyjaśniając, o co tak naprawdę chodzi. – Ludzie nie znają sytuacji i nie mają żadnej wiedzy, a rzucają obelgami w kierunku matki dziecka. Nie wiedzą, jak wyglądało jej życie i jak doszło do tego – usłyszeliśmy. – Jest drugie dno tej sprawy – dodają.
Źródło info i foto: Fakt.pl