Proces ws. zabójstwa Pawła Adamowicza ruszy od nowa?

„Dopiero niedawno został w sądzie złożony akt oskarżenia przeciwko zabójcy Pawła Adamowicza; ta sprawa może ciągnąć się latami, ponieważ będzie możliwość, by ten proces został po latach wszczęty od początku z powodu wadliwego obsadzenia składu sędziowskiego” – uważa szef klubu KO Borys Budka.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz 13 stycznia 2019 r. został raniony nożem przez Stefana W. podczas miejskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie zmarł następnego dnia. W grudniu ub. roku prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Gdańsku akt oskarżenia przeciwko Stefanowi W.

Spotykamy się dziś z państwem w trzecią rocznicę zamachu na prezydenta Gdańska śp. Pawła Adamowicza. To bardzo smutna rocznica. Rocznica wydarzenia, które wpisało się na zawsze w naszą pamięć. Dobry gospodarz, dobry człowiek został zamordowany z nienawiści. Został zamordowany dlatego, że wszczęto przeciwko niemu cały proces szkalowania, opluwania, który skończył się tragicznie – podkreślił Budka w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie.

Jak zaznaczył, „po tych trzech latach nadal ta sprawa nie została do końca wyjaśniona”. – Dopiero teraz został w sądzie złożony akt oskarżenia przeciwko zabójcy śp. Pawła Adamowicza. Trzy lata cierpienia rodziny, trzy lata znaków zapytania i finał sprawy, która jeszcze może ciągnąć się latami – powiedział Budka.

Dlaczego? Bo niestety w składzie orzekającym znalazła się osoba, która w świetle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie powinna tam się znaleźć. Nie kwestionując kwalifikacji zawodowych pani sędzi, niestety będzie możliwość, żeby ten proces został po wielu, wielu latach po prostu wszczęty od samego początku, a Polska płaciła odszkodowania – podkreślił szef klubu KO.

Obecny na konferencji poseł KO, brat Pawła Adamowicza, Piotr Adamowicz przypomniał, że akt oskarżenia przeciwko zabójcy prezydenta Gdańska został skierowany w połowie grudnia ub. roku do Sądu Okręgowego w Gdańsku. – Natomiast między innymi z doniesień medialnych dowiedzieliśmy się o tym, iż w składzie orzekającym znalazła się pani sędzia obsadzona w wyniku decyzji „neo-KRS” – podkreślił Adamowicz.

Ja chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że broń Boże, nie mam żadnych uwag co do kwalifikacji zawodowych, co do wiedzy prawnej, co do profesjonalizmu pani sędzi. Niemniej jednak w wyniku orzeczeń trybunałów europejskich mamy niestety problem – zaznaczył poseł KO.

Rozwijając myśl przewodniczącego Budki, może dojść do paradoksalnej sytuacji. Materiał dowodowy jest bardzo obszerny, liczy niemal 50 tomów. Ten proces, jeżeli wejdzie na wokandę, nie będzie trwał rok, nie będzie trwał dwa lata, będzie trwał znacznie dłużej. I po kilku latach może zostać unieważniony z powodu wadliwego obsadzenia składu sędziowskiego. Paradoksalnie możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że pełnomocnik mordercy Stefana W. występuje o odszkodowanie za przewlekłość postępowania sądowego i może mieć rację – powiedział Adamowicz.

I – jak dodał – „na przykład jeden z trybunałów europejskich zasądza mu 2 tys. odszkodowania”. – Zabójca dostaje jednocześnie od państwa polskiego, czyli od nas podatników, odszkodowanie – podkreślił poseł KO.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest nowy wątek ws. zabójstwa Jaroszewiczów?

„Ojciec chciał uzupełnić o dodatkowe informacje i bardzo poszerzyć swoją książkę ‚Przerywam milczenie'” – zeznał w procesie dotyczącym zabójstwa b. premiera PRL Piotra Jaroszewicza, jego młodszy syn Jan. Dodał, że po zabójstwie zapisków ojca już nie było.

Syn zamordowanego potwierdził, że w związku z pracą nad drugim wydaniem książki „Przerywam milczenie” było dużo dokumentów, zapisków i rękopisów. – Wszystkie znajdowały się w gabinecie u taty – powiedział. Jak dodał, „później tych dokumentów nie było”.

– Jedyne, co zostało z rękopisów, to rękopis pierwszej książki, który był schowany w piwnicy, w pudełku. Potem został przekazany prokuraturze – zeznał. Sprawcy zabójstwa nie weszli do piwnicy domu Jaroszewiczów.

Podczas pierwszej tegorocznej rozprawy w toczącym się przed stołecznym sądem okręgowym procesie trójki oskarżonych o zamordowanie w 1992 r. małżeństwa Jaroszewiczów składanie zeznań kontynuował w środę młodszy syn byłego premiera Jan Jaroszewicz.

Wcześniej, na kilku terminach rozpraw, zeznania składał starszy z synów Piotra Jaroszewicza – Andrzej. W swoich zeznaniach przypuszczał on m.in., że w tej sprawie być może nie doszło do napadu rabunkowego, ale mogło to być upozorowanie takiego przestępstwa w celu wyniesienia ważnych dokumentów, które posiadał były premier. – Widziałem, że pracował nad książką, był to rękopis. Po zabójstwie tego rękopisu nie było – mówił w grudniu zeszłego roku przed sądem Andrzej Jaroszewicz. Dodawał, że jego ojciec mógł narazić się gen. Czesławowi Kiszczakowi i gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu.

– Ojciec nie lubił gen. Jaruzelskiego, to mogę powiedzieć. Co do Kiszczaka, to nie wiem – powiedział zaś w środę drugi z synów zamordowanego premiera pytany przez sąd.

Sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska zapytała natomiast, dlaczego Piotr Jaroszewicz „w ogóle chciał wydać drugie, poprawione wydanie, skoro pierwsze wyszło w 1991 roku?”.

– Chciał je uzupełnić o dodatkowe informacje i bardzo poszerzyć tę książkę, ale ja nie brałem udziału w rozmowach dotyczących szczegółów i trudno mi cokolwiek powiedzieć – odpowiedział młodszy syn b. premiera. Dodał, że być może jakąś wiedzę miał dziennikarz, z którym Piotr Jaroszewicz współpracował przy pisaniu pierwszego wydania.

Pierwsze wydanie „Przerywam milczenie” ukazało się w 1991 r. jako wywiad-rzeka przeprowadzony przez zmarłego przed kilku laty Bohdana Rolińskiego – w PRL m.in. dziennikarza „Trybuny Ludu” i redaktora naczelnego „Życia Warszawy”.

Proces w sprawie zabójstwa Piotra Jaroszewicza i jego żony toczy się w Sądzie Okręgowym w Warszawie od sierpnia 2020 r. Sąd ten stara się wyjaśnić jedną z najgłośniejszych zbrodni lat 90., do której doszło w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r.

Napad rabunkowy?

Według obecnego aktu oskarżenia sprawcami zbrodni byli trzej członkowie tzw. gangu karateków, który w latach 90. dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych. Rabunkowy charakter miała mieć też – zdaniem śledczych – zbrodnia popełniona na Jaroszewiczach.

Prokuratura oskarża Roberta S. o uduszenie Piotra Jaroszewicza oraz zastrzelenie jego żony Alicji Solskiej-Jaroszewicz, a Dariusz S. i Marcin B. oskarżeni są o współudział w zabójstwie b. premiera. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie. Grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Według prokuratury w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną. Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska–Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Mężczyźni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już wczesnym rankiem, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił. Po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.

Proces ma być kontynuowany 14 lutego.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy szef Interpolu. Ar-Raisi jest oskarżany o ignorowanie tortur ludzi

Ahmed Nasir ar-Raisi został wybrany na prezydenta Interpolu, międzynarodowej organizacji policji. Ar-Raisi był dotychczas generalnym inspektorem w ministerstwie spraw wewnętrznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jego powołanie na szefa Interpolu wywołało przeciw organizacji międzynarodowych – urzędnik jest oskarżany o ignorowanie informacji o torturach i arbitralne zatrzymania. Mieli ich dokonywać podlegli mu funkcjonariusze. Abu Dhabi ar-Raisi zdobył stanowisko m.in. dzięki sprawnej kampanii – zauważa agencja Assosiated Press. Emiratczyk jeździł po świecie i spotykał się z prawodawcami i wysokimi urzędnikami państwowymi. Pomagało dobre wykształcenie i stopnie naukowe zdobyte podczas studiów w Wielkiej Brytanii i USA oraz wieloletnie doświadczenie w policji. Abu Dhabi ar-Raisi już po nominacji na szefa Interpolu podkreślił, że chce „modernizować i przekształcać” organizację, bazując na swoim doświadczeniu, które zdobył jako szef policji ZEA.

Jak podkreśla Deutsche Welle, politycy, organizacje praw człowieka i byli więźniowie są zaniepokojeni wyborem ar-Raisiego – powodem jest raport organizacji Human Rights Watch. Wynika z niego, że kierowany przez Raisiego resort miał ignorować doniesienia o stosowaniu tortur na ludziach przez emirackie służby bezpieczeństwa. Wniesiono przeciwko niemu skargi w pięciu krajach, w tym we Francji. Swój sprzeciw wyrazili także parlamentarzyści niemieccy – Kai Gehring (Zieloni), Peter Heidt (FDP) i Frank Schwabe (SPD).

Biorąc pod uwagę druzgocącą historię praw człowieka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nominacja Al-Raisiego na prezydenta byłaby w rażącej sprzeczności z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka i misją organizacji – stwierdzili jeszcze przed nominacją. Jak podkreśla Deutsche Welle, sprzeciw wyraziła również organizacja Human Rights Watch, która stwierdza w komunikacie, że w więzieniach ZEA długie wyroki odsiadują setki aktywistów, naukowców i prawników, często w wyniku niesprawiedliwych procesów i za niejasne przewinienia.

Zjednoczone Emiraty Arabskie kategorycznie odrzucają takie oskarżenia.

Jako obecny członek Komitetu Wykonawczego Interpolu, generał dywizji Al-Raisi jest wybitnym profesjonalistą z 40-letnim dorobkiem w policji regionalnej i krajowej – napisała ambasada Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Niemczech w oświadczeniu dla DW.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowy minister spraw wewnętrznych Afganistanu poszukiwany przez FBI

Afgańscy talibowie ogłosili skład nowego rządu i oświadczyli, że kraj jest Islamskim Emiratem. Na czele rządu stanął mułła Mohammad Hasan Akhund, jeden z założycieli ruchu talibów i były doradca zmarłego w 2013 r. mułły Mohammada Omara. Wicepremierem ma być inny założyciel ruchu, Abdul Ghani Baradar, a ministrem spraw wewnętrznych Sarajuddin Hakkani, poszukiwany przez amerykańską FBI za działalność terrorystyczną w ramach tzw. siatki Hakkanich.

Ministrem spraw zagranicznych został Amir Chan Muttaki, a ministrem obrony mułła Yakoob. Ogłoszenie składu nowego afgańskiego rządu nastąpiło tydzień po tym, jak ostatni amerykańscy żołnierze opuścili Afganistan.

Skład rządu przedstawiono na konferencji prasowej w Kabulu. Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid powiedział, że rząd będzie postępował „zgodnie z prawem i że jest to jedyny rząd działający w Afganistanie”. Podkreślił, że rząd reprezentuje wszystkie grupy etniczne kraju i że będzie niezależny od innych państw.

„Ogłoszony przez talibów rząd oddaje hołd ich starej gwardii, powierzając najwyższe stanowiska osobom, które odgrywały kluczową rolę w trwającej 20 lat walce ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami” – czytamy w depeszy agencji Associated Press.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Proces ws. podżegania do zabójstwa Zbigniewa Ziobry od nowa

Proces Jana S. „Króla dopalaczy” oskarżonego m.in. o podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy rozbili grupę handlującą dopalaczami, będzie toczył się od początku – ustaliła PAP.

Jan S. odpowiada przed Sądem Okręgowym w Warszawie za 14 przestępstw, w tym podżeganie do zabójstwa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, prokuratora i policjantów, którzy prowadzili przeciwko niemu śledztwo, a także nakłanianie do nękania funkcjonariuszy i usiłowanie wręczenia im łapówek. Proces w tej sprawie ruszył w grudniu 2020 roku, dotychczas odbyły się trzy rozprawy, a sąd przesłuchał dwóch świadków.

Proces od nowa

Jak dowiedziała się PAP, proces będzie toczył się od początku, bo przewodnicząca pięcioosobowego składu orzekającego w sprawie S. niebawem przechodzi w stan spoczynku.

„W związku ze zbliżającym się terminem przejścia w stan spoczynku sędzi Danuty Kachnowicz, Przewodnicząca XII Wydziału Karnego na podstawie par. 65 ust. 1 Regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów zarządziła skierowanie szeregu spraw, w tym sprawy przeciwko Janowi S. do Systemu Losowego Przydziału Spraw celem wylosowania nowego sędziego referenta. Postępowanie zostało przekazane do VIII Wydziału Karnego i będzie rozpoznawane przez sędziego Annę Ptaszek” – podała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Z ustaleń PAP wynika, że zmiana sędziego rozpoznającego sprawę, w której pokrzywdzonym jest Zbigniew Ziobro, uniemożliwiła „Królowi dopalaczy” kontakty telefoniczne i widzenia.

„Dyrekcja aresztu śledczego nie respektuje postanowień wydanych przez sędzię Danutę Kachnowicz, a przecież zmienił się jedynie referent sprawy. Organ nadzorujący jest ten sam i naszym zdaniem zgody na kontakt telefoniczny czy widzenia nie straciły na ważności. Odbieram to jako w pewnym sensie represje, bo naruszane jest podstawowe prawo oskarżonego, czyli prawo do obrony. Nie spotkałem się wcześniej z podobną sytuacją” – powiedział PAP mec. Antoni Kania-Sieniawski, obrońca Jana S.

Jan S. – „król dopalaczy”

29-letni Jan S. nazywany „królem dopalaczy” przebywa od 14 miesięcy w areszcie, obecnie w Areszcie Śledczym w Radomiu, osadzony jest jako więzień niebezpieczny. Do sądu doprowadzany jest w pomarańczowym uniformie, skuty kajdankami zespolonymi, pilnowany przez uzbrojonych w broń maszynową funkcjonariuszy.

Podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga, który rozpoznaje sprawę dot. handlu dopalaczami, jego adwokat podkreślał, że oskarżony obecnie „przebywa w zwierzęcych warunkach”. Jan S. dodał, że gdyby jakieś zwierzę przebywało w podobnym miejscu, „obrońcy praw zwierząt wygraliby sprawę”. Swoją celę opisał jako pomieszczenie „bez okna, bez dopływu do świeżego powietrza, z dziurą w ziemi jako latryną”.

Według śledczych, za zabójstwo ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego Jan S. oferował 100 tys. zł. Zdaniem prokuratury, chciał w ten sposób doprowadzić do zaniechania prac nad zaostrzeniem kar za produkcję i handel dopalaczami, a samego Ziobrę oskarżał o to, że „zepsuł mu interes”. Mężczyzna prowadził bowiem w Holandii firmę zajmującą się importem i eksportem materiałów chemicznych.

Oskarżony miał planować zabójstwo ministra przy użyciu m.in. materiału wybuchowego, trucizny albo pierwiastka radioaktywnego. Do przyjęcia zlecenia nakłaniał osobę, która – jego zdaniem – potrafiła skonstruować ładunek wybuchowy.

Jan S. miał też podżegać do zabójstwa prokuratora, który prowadził przeciwko niemu postępowanie dotyczące handlu dopalaczami oraz funkcjonariuszy z wydziału narkotykowego Komendy Stołecznej Policji, którzy rozpracowywali grupę przestępczą handlującą dopalaczami. Według prokuratury, miał też nakłaniać do nękania policjantów, podszywając się pod nich na portalach internetowych. Namawiał też do tworzenia fikcyjnych zdjęć i filmów, które miały służyć zdyskredytowaniu śledczego.

Mężczyzna był poszukiwany dwoma listami gończymi, dwoma europejskimi nakazami aresztowania i tzw. czerwoną notą Interpolu. Ostatecznie został zatrzymany na początku stycznia ub.r. w Milanówku pod Warszawą. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do stołecznego sądu w czerwcu 2020 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy metropolita gdański chce walczyć z pedofilią w Kościele. Zapowiedział „podjęcie kroków”

– Pedofilia jest zaprzeczeniem tego, czym jest miłość i wiara w Boga – powiedział nowy metropolita gdański abp Tadeusz Wojda. Duchowny zapowiedział, ze będzie podejmował działania zmierzające do wyjaśnienia przypadków pedofilii w Kościele.

Nowy metropolita gdański w wywiadzie z PAP pytany był o plany związane z rozwiązywaniem przypadków pedofilii w Kościele. – Dziś nasza świadomość w zakresie pedofilii jest dużo większa, niż jeszcze kilka lat temu. W ostatnim czasie ten problem poruszany jest niemal na każdym Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski. Będę chciał go rozwiązać w archidiecezji gdańskiej – powiedział abp Wojda. – Przypadki pedofilii wśród duchownych, które miały miejsce w archidiecezji gdańskiej będę starał się rozwiązywać we współpracy ze Stolicą Apostolską – dodał.

Metropolita gdański: pedofilia jest zaprzeczeniem wiary w Boga

Abp Tadeusz Wojda mówił również o swoim współczuciu dla ofiar pedofilii. – Mam świadomość, że ofiary pedofilii ogromnie cierpią. Osobiście zawsze jest mi bardzo przykro, kiedy spotykam się z tego rodzaju sytuacjami. Niejednokrotnie rodzi się we mnie samym pytanie: jak można było w ten sposób skrzywdzić niewinne dziecko – mówił.

Metropolita gdański podkreślił, że zamierza aktywnie działać w zakresie walki z pedofilią. – Pedofilia jest zaprzeczeniem tego, czym jest miłość i wiara w Boga. Będę się z tym problemem mierzył, podejmując wszelkie możliwe kroki, by rozwiązywać te sprawy, by usunąć to zło z Kościoła, ponieważ jest to rzecz niedopuszczalna – powiedział abp Tadeusz Wojda.
Źródło info i foto: wp.pl

Waszyngton przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Pojazdy opancerzone, zapory, żołnierze na ulicach

Do inauguracji prezydentury Joe Bidena pozostały godziny. Przysięgę złoży około godziny 18 czasu polskiego. W związku z tym w Waszyngtonie trwają ostatnie przygotowania do uroczystości, która w tym roku – ze względu na pandemię i niedawne zamieszki na Kapitolu – będzie miała inny przebieg niż dotychczas.

Zaprzysiężenie Joe Bidena na prezydenta USA z powodu pandemii i zamieszek na Kapitolu, do których doszło 6 stycznia, będzie miało inny przebieg, niż nakazuje tradycja. Nie będzie tłumów. Dla bezpieczeństwa zmobilizowano 26 tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej. Mniej będzie wydarzeń towarzyszących.

Jak relacjonował reporter TVN24 Michał Sznajder, przed Kapitolem rozstawiono betonowe zapory i specjalny namiot, w którym będzie sprawdzana każda osoba, która ma uczestniczyć w uroczystości. W pobliżu miejsca, w którym przysięgę złoży Biden, są też pojazdy opancerzone.

Zazwyczaj ceremonii zaprzysiężenia towarzyszy około 20 tysięcy zaproszonych gości. Także na dzielących Kapitol od pomnika Lincolna błoniach National Mall zbierają się tłumy. Tym razem ze względu na COVID-19 i niedawne wtargnięcie tłumu do budynku Kongresu nastąpiło zerwanie z tradycją.

Wśród stosunkowo niewielu gości ceremonii znajdą się między innymi byli prezydenci i członkowie Kongresu. Ci ostatni mogą zaprosić tylko jednego gościa.

Wiele towarzyszących przejęciu władzy wydarzeń zostało odwołanych lub zaplanowano je w wersji online.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Holandia: Kolejny wybuch w polskim sklepie

W poniedziałek nad ranem doszło do eksplozji w polskim supermarkecie „Warszawa” w położonym na południu Holandii Tilburgu. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. To już piąty w tym miesiącu wybuch w prowadzonych przez Kurdów polskich sklepach w Holandii – donoszą lokalne media.

Do wybuchu doszło tuż przed godziną 2.25 – pisze portal „NL Times”. „Eksplozja wywołała mały pożar, zerwała też okiennice z sąsiadującego ze sklepem magazynu” – przekazały lokalne służby. Po niecałej godzinie udało się ugasić ogień, strażacy pozostali na miejscu jeszcze przez kilka godzin, by zabezpieczyć miejsce zdarzenia.

Nieruchomość została poważnie uszkodzona, fasada uległa zniszczeniu – poinformowały władze lokalne w oświadczeniu. – Centrum handlowe pozostaje zamknięte, toczy się policyjne dochodzenie – dodano. Policja prosi o kontakt świadków zdarzenia lub osoby, którym udało się nagrać incydent.

Jest mi bardzo smutno – powiedział regionalnej telewizji Omroep Brabant właściciel sklepu Taha Mahmoed. – To był piękny sklep, pracowało w nim wiele osób, biznes odnosił sukcesy – mówił wywodzący się z irackiego Kurdystanu mężczyzna.

Policja jest leniwa; w Aalsmeer i Beverwijk obiecali podjąć jakieś działania. (Ale) nic się nie wydarzyło – dodał Mahmoed. Właściciel supermarketu odnosił się do eksplozji w prowadzonych przez kurdyjskich przedsiębiorców polskich sklepach w Aalsmeer niedaleko Amsterdamu 8 grudnia 2020 r. i w Beverwijk w tej samej aglomeracji, w którym doszło do dwóch wybuchów – 9 i 12 grudnia.

8 grudnia doszło także do eksplozji w polskim sklepie, również prowadzonym przez Kurdów, w Heeswijk-Dinther w Brabancji Północnej – tej samej prowincji, w której położony jest Tilburg. Wszystkie uszkodzone w 2020 r. sklepy nosiły nazwę „Biedronka”, ale nie były związane ze znaną w Polsce siecią marketów.

Według Omroep Brabant placówki w Aalsmeer, Beverwijk i Tilburgu były własnością tej samej rodziny. To już piąty w tym miesiącu wybuch w prowadzonych przez Kurdów polskich sklepach w Holandii – zauważa „NL Times”. Portal przypomina, że już po poprzedniej serii wybuchów policja informowała, że eksplozje prawdopodobnie są ze sobą powiązane, a władze lokalne Aalsmeer zakazały ponownego otwarcia sklepu w trosce o bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bartłomiej W., wnuk byłego prezydenta, był skazany za napaść na turystę ze Szwecji. Sąd uchyla wyrok, proces ruszy od nowa

Sąd uchylił wyrok w sprawie Bartłomieja W., wnuka byłego prezydenta RP. Mężczyzna oskarżony był o to, że w 2018 roku razem z dwoma kolegami napadł w centrum Gdańska na turystę ze Szwecji. Teraz sprawą ponownie ma zająć się sąd pierwszej instancji.

Wyrok zapadł w czwartek przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. W czerwcu sąd rejonowy skazał Bartłomieja W. na rok więzienia. Poza tym sąd orzekł od wnuka byłego prezydenta na rzecz pokrzywdzonych nawiązki po 10 tys. zł oraz wpłatę dwóch tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Na poczet orzeczonej kary więzienia sąd zaliczył mężczyźnie tymczasowe aresztowanie od 1 czerwca do 17 grudnia 2018 r.

Najsurowiej Sąd Rejonowy w Gdańsku potraktował oskarżonego Damiana M. – wymierzył mu karę czterech lat i trzech miesięcy więzienia. Najłagodniejszy wyrok – 30 dni aresztu – usłyszał Oskar N. za kradzież turyście telefonu komórkowego.

Od tego wyroku w całości odwołała się Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Już wiemy, kto będzie szefem Pentagonu, jeśli Joe Biden przejmie władzę

Emerytowany generał Lloyd Austin zostanie szefem resort obrony w rządzie Joe Bidena – informują amerykańskie media. Nominacja ma zostać oficjalnie ogłoszona jeszcze w tym tygodniu. Jeśli zostanie zatwierdzona, Austin będzie pierwszym Afroamerykaninem na stanowisku szefa Pentagonu.

67-letni Lloyd Austin jest absolwentem akademii wojskowej West Point. Przez ponad 40 lat służył w amerykańskich siłach zbrojnych. W 2010 r. dowodził wojskami USA w Iraku. W 2012 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy sił lądowych a w 2013 stanął na czele Centralnego Dowództwa (CENTCOM).

To właśnie Austin opracował i zaczął wdrażać strategię walki z Państwem Islamskim w Iraku i Syrii. W 2016 r. przeszedł na emeryturę.

Aby zostać szefem Pentagonu, Lloyd Austin będzie musiał uzyskać zgodę Kongresu na odstąpienie od reguł powoływania cywilnego kierownictwa resortu obrony. Mówią ona o tym, że od czasu odejścia ze służby oficera do objęcia przez niego tego stanowiska musi upłynąć co najmniej siedem lat.

Tego rodzaju zgodę uzyskał wcześniej pierwszy szef Pentagonu w rządzie prezydenta Trumpa generał James Mattis.

Jeśli nominacja Austina zostanie zatwierdzona, stanie on na czele resoru, któremu podlega 1,3 mln żołnierzy i który dysponuje budżetem w wysokości 750 mld dolarów.
Źródło info i foto: TVP.info