29-latek przyznał się do zabójstwa partnerki. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem

29-latek, którego w Gdańsku zatrzymała policja, usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna jest podejrzany o morderstwo swojej 25-letniej partnerki. Do tragedii doszło w niedzielę.

Jak informuje trójmiasto.pl, w poniedziałek przeprowadzono sekcję zwłok kobiety. – Z sekcji zwłok wynika, że charakter, rozległość i lokalizacja doznanych ran kłutych głowy i pleców – według biegłego – wskazują, że do ich zadania doszło w wyniku ciosów zadanych ręką obcą, z dużą siłą, z użyciem ostrego narzędzia jakim był nóż. (…) 29-letni mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nadal trwają czynności z podejrzanym – przekazał, jak cytuje portal, prok. Mariusz Duszyński. Jak dodał Duszyński, złożono wniosek o areszt tymczasowy dla mężczyzny. – Sędzia aktualnie zapoznaje się z wnioskiem. Oskarżony przyznał się do winy, złożył także wyjaśnienia, w których zasłania się niepamięcią – powiedział prokurator.

Trójmiasto.pl podaje, że 29-latek w przeszłości w ubiegłym roku wszedł w konflikt z prawem. Chodzi o narkotyki.

Nie żyje 25-letnia kobieta
Przypomnijmy, w niedzielę przed południem w mieszkaniu przy ul. Zielony Trójkąt w Gdańsku 29-latek miał zaatakować swoją 25-letnią partnerkę. Policję zawiadomił o tym jeden z członków rodziny kobiety, do którego ta zadzwoniła podczas awantury, prosząc o pomoc. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, okazało się, że mężczyzna uciekł, jednak udało się go zatrzymać.

RMF FM podawało, że mężczyzna miał wbić partnerce dwa noże w głowę. Jednak policja w rozmowie z polsatnews.pl tego nie potwierdziła. Według nieoficjalnych ustaleń radia, 25-latka osierociła dwoje dzieci w wieku rok i trzy latka. Były one w mieszkaniu w momencie, kiedy doszło do tragedii.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Afgańczyk zaatakował nożem pracownicę zieleni miejskiej w Berlinie. Przeszkadzało mu, że jest kobietą i pracuje

Krwawe zajście w dzielnicy stolicy Niemiec Wilmersdorf. Berlińska prokuratura potwierdziła, że mężczyzna narodowości afgańskiej zaatakował nożem 58-letnią pracownicę firmy zajmującej się architekturą krajobrazu. Napastnikowi nie podobało się, że jest kobietą, a mimo to pracuje. Zadał ciosy w szyję, zranił także w gardło mężczyznę, który chciał ratować kobietę. Sprawca został aresztowany.

Berlińska policja prowadzi śledztwo w sprawie ataku 29-letniego Afgańczyka na kobietę, która pracowała, zajmując się zielenią miejską. Mężczyzna miał najpierw rozmawiać z kobietą w sobotę około godziny 13:30 na rogu ulic Prinzregentenstrasse i Güntzelstrasse w dzielnicy Berlina Wilmersdorf. Leży ona w okręgu administracyjnym Charlottenburg-Wilmersdorf i jest znana z ekskluzywnych sklepów oraz odrestaurowanych przedwojennych budynków.

Według berlińskiej policji mężczyźnie miał nie podobać się fakt, że kobieta pracuje w miejscu publicznym. Następnie napastnik wyjął nóż, którym nagle zadał pracownicy kilka ciosów w szyję, poważnie ją raniąc.

Według lokalnego dziennika „Berliner Morgenpost”, ranny w gardło został także 66-letni mężczyzna, który rzucił się zaatakowanej kobiecie na pomoc. Obie poszkodowane osoby przeszły w szpitalu operację. Obydwa zabiegi odbyły się niezwłocznie – poinformował niemiecki dziennik „Bild”.

Funkcjonariusze zatrzymali agresora na miejscu zdarzenia. Śledczy ustalili, że mieszka on w Niemczech od 2016 roku.

Martin Steltner, rzecznik berlińskiej prokuratury, powiedział dziennikowi „Bild”, że podejrzany mężczyzna był wcześniej leczony psychiatrycznie. Według policji śledztwo prowadzone jest jednak także w kierunku możliwego ataku motywowanego przez islamistów. Według „Bilda” wskazywać na to miało zachowanie napastnika. Potwierdziła to także prokuratura.

Prokuratura Generalna w Berlinie potwierdziła, że mężczyzna zaatakował, bo przeszkadzało mu, iż poszkodowana jest kobietą, a mimo to pracuje. Śledczy napisali także w komunikacie o możliwej motywacji islamistycznej. Mężczyzna został aresztowany
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo nożem na warszawskiej Woli. Mąż „nadział się” na nóż

Podczas domowej awantury 44-letnia Monika P. dźgnęła męża nożem w klatkę piersiową. Jeden cios ostrym narzędziem pozbawił życia 43-letniego Janusza. Kobieta wyjaśniała, że mężczyzna „jej się nadział”. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie odpowie za zabójstwo, za co grozi jej dożywocie.

W poniedziałek 30 listopada ub.r. około godz. 16 na numer alarmowy zadzwoniła zdenerwowana kobieta i poinformowała, że na klatce schodowej bloku przy ul. Ludwiki leży 44-letni mężczyzna z raną kłutą w okolicy serca.

Na miejsce przyjechało pogotowie. Przy mężczyźnie znajdowały się dwie kobiety, jedna z nich wołała „Janek, nie umieraj!”. Ratownikom nie udało się uratować życia mężczyzny, zmarł na miejscu w wyniku bardzo głębokich obrażeń. Podczas późniejszej sekcji zwłok ustalono, że miał uszkodzone m.in. serce i lewe płuco.

Romans żony

Kobieta, która wezwała pomoc, była sąsiadką zmarłego Janusza P. O wsparcie poprosiła ją Monika P., żona pokrzywdzonego. Twierdziła, że podczas małżeńskiej awantury spowodowanej zazdrością Janusza P. o romans małżonki, mężczyzna chwycił nóż, którym wcześniej robił kanapki, i wbił go sobie w serce.

Taką samą wersję przedstawiła funkcjonariuszom policji, których przekonywała, że na chwilę przed zadaniem sobie śmiertelnego ciosu Janusz P. miał oświadczyć, że „skoro on nie może jej mieć, to żaden inny mężczyzna nie będzie jej miał”. Policjanci zapamiętali, że była roztrzęsiona i płakała. W momencie zatrzymania miała około promila alkoholu we krwi.

Konflikt trwał od miesięcy

Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola. W toku postępowania przygotowawczego przesłuchano licznych świadków, w tym rodzinę pokrzywdzonego oraz sąsiadów z bloku przy ul. Ludwiki. Z ich zeznań wynika, że konflikt pomiędzy Moniką P. i jej mężem trwał od kilkunastu miesięcy.

Zarówno sąsiedzi, jak i bliscy zmarłego, wiedzieli, że powodem licznych kłótni i przepychanek były problemy finansowe rodziny oraz pozamałżeński związek, w który zaangażowała się oskarżona. Wielokrotnie o interwencję w związku z zachowaniem rodziców prosiły ich nastoletnie córki.

W dniu zabójstwa Janusza P. jego żona wróciła do domu nad ranem. Śledczy ustalili, że weekend spędziła u nowego partnera. Monika P. nie mogła dostać się do mieszkania, bo zostały w nim wymienione drzwi. Mąż wpuścił ją i przez dwie godziny trwała między nimi awantura. Córki małżeństwa P. przebywały w tym czasie poza domem.

Chciała nastraszyć męża?

Gdy Monika P. zasnęła, mąż miał zamknąć ją w domu i wyjść. 44-latka groziła telefonicznie mężowi, że odkręci gaz i wysadzi mieszkanie w powietrze, jeżeli jej nie wypuści. Janusz P. poprosił sąsiada, by zamknął dopływ gazu na klatce schodowej i wrócił do domu wczesnym popołudniem. Małżonkowie kontynuowali kłótnię, Janusz P. nakazał żonie spakować rzeczy i wyprowadzić się.

Z relacji Moniki P. wynika, że około godz. 15 dostała sms od córki, ale mąż wyrwał jej telefon z ręki, podejrzewając korespondencję z kochankiem. Gdy Janusz P. rzucił telefonem o podłogę, a kobieta rzuciła się na niego. Została odepchnięta i upadła. W późniejszych wyjaśnieniach 44-latka zmodyfikowała wersję wydarzeń przyznając, że to ona chwyciła nóż, który leżał na ławie w salonie.

Twierdziła, że chciała nastraszyć męża, a nie zabić, jednak pokrzywdzony miał stracić równowagę i „się nadziać na ten nóż”. Janusz P. po ugodzeniu nożem wyszedł z mieszkania. Na nagraniu z monitoringu widać, jak przewraca się, a Monika P. kilkukrotnie podbiega do niego, odchodzi i wraca. Wróciła do mieszkania m.in. po koc, którym próbowała uciskać krwawiącą ranę.

Odpowie za dwa przestępstwa

Monika P. odpowie przed Sądem Okręgowym w Warszawie za dwa przestępstwa. Pierwszym jest postawiony jej przez prokuratora zarzut dokonania zabójstwa męża „w zamiarze ewentualnym”. Oskarżyciel publiczny stwierdził, że kobieta nie chciała pozbawić życia Janusza P., ale godząc go nożem w okolice serca musiała się z takim skutkiem liczyć.

Drugi czyn zarzucany Monice P. dotyczy wydarzeń z nocy z 30 na 31 sierpnia 2019 roku. Pomiędzy małżonkami doszło do awantury w kuchni, gdy kobieta przygotowywała kanapki. W dłoni trzymała długi kuchenny nóż. Z jej relacji wynika, że mocno i nerwowo gestykulowała, a mąż próbował jej wyrwać nóż i złapał dłonią za jego ostrze, powodując obrażenia.

Prokuratura uznała, że kobieta działała w zamiarze bezpośredniego spowodowania obrażeń u męża i świadomie zadała mu cios, przed którym mężczyzna się obronił dłonią. Interweniowała policja i pogotowie, ale wówczas po namowach żony Janusz P. miał odstąpić od złożenia zeznań obciążających Monikę P.

44-latce grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Obecnie przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szwecja: Uczeń rzucił się z nożem na nauczyciela

15-letni uczeń szkoły podstawowej w Esloev w Szwecji ciężko ranił nożem 45-letniego nauczyciela. Do ataku doszło w drugim dniu roku szkolnego. Według świadków sprawca miał na sobie maskę kościotrupa, kask oraz kamizelkę. Uczeń zaatakował długim nożem na terenie szkoły, poza klasą. Wezwana na miejsce policja w krótkim czasie ujęła go poza szkołą.

Rzeczniczka lokalnej policji Ewa-Gun Westford poinformowała na konferencji prasowej, że „podczas zatrzymania użyto broni, ale podejrzany nie został ranny”. 15-latek został przewieziony na przesłuchanie, jest podejrzany o usiłowanie zabójstwa. – Ma on pewien rodzaj relacji ze szkołą – stwierdziła Westford.

Ofiara to 45-letni nauczyciel, który został w ciężkim stanie przewieziony do szpitala, gdzie jest operowany. Motyw ataku ani relacje między napastnikiem a nauczycielem na razie nie są znane. Do oddziału szkoły Kaellebergsskolan w Esloev uczęszcza 270 uczniów klas 7-9. W Szwecji nowy rok szkolny rozpoczął się w tym tygodniu.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejna rodzinna tragedia. Syn stanął w obronie matki. Nie żyje 29-latek

Tragiczny finał rodzinnej kłótni w Starym Zdroju na Dolnym Śląsku. 13-latek stanął najprawdopodobniej w obronie własnej matki i śmiertelnie ranił nożem 29-letniego mężczyznę. Zmarły to były konkubent matki chłopca. Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w czwartek po godz. 20. W jednym z mieszkań na terenie Wałbrzycha 13-latek dźgnął nożem 29-letniego byłego konkubenta swojej matki. Mężczyzna zmarł. W chwili zdarzenia w mieszkaniu znajdowała się także matka chłopca oraz dwoje dzieci.

– Wstępne okoliczności wskazują na to, że został zadany jeden cios nożem w okolice klatki piersiowej. Małoletni po całym zdarzeniu powiadomił pogotowie i policję. Nie mamy informacji, aby 13-latek kiedykolwiek wcześniej dopuścił się czynów karalnych – przekazał Prokurator Rejonowy w Wałbrzychu Marcin Witkowski.

Był osobą karaną

Poinformował też, że zmarły mężczyzna, był osobą karaną, m.in. za stosowanie przemocy względem matki chłopca. 29-latek w chwili zdarzenia najprawdopodobniej znajdował się pod wpływem alkoholu. Prokurator Witkowski dodał, że sprawa została przekazana do Sądu Rodzinnego w Wałbrzychu, który zdecyduje o losie chłopca. Najstarszy, 13-letni syn kobiety miał stanąć w obronie matki. Były partner kobiety został ugodzony nożem. To właśnie 13-latek wezwał po zdarzeniu służby.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo na poprawinach. Proces pary młodej i świadkowej

Prokuratura Rejonowa w Wołominie zakończyła śledztwo w sprawie zabójstwa, do którego doszło w ub. r. na poprawinach wesela Markach (woj. mazowieckie). Świadkowa Karolina D. oskarżona jest o dźgnięcie swojego partnera nożem w serce, a para młoda – Ewa i Dariusz K. – o zacieranie śladów i niepowiadomienie organów ścigania o zbrodni.

Karolina D. ma 25 lat, jest bezdzietną panną, przed zatrzymaniem dorabiała jako kelnerka. W przeszłości była już karana, ale za przywłaszczenie mienia. Teraz prokurator Prokuratury Rejonowej w Wołominie zarzuca jej dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim. Z ustaleń śledztwa wynika, że zadała swojemu partnerowi, 48-letniemu Piotrowi J., jeden cios nożem o 28-centymetrowym ostrzu, który na połowę długości wbił się w ciało pokrzywdzonego, uszkadzając przede wszystkim w serce. Biegły ocenił, że działa „z bardzo dużą siłą”.

Do zbrodni doszło 22 sierpnia 2020 r., około godz. 23. Dzień wcześniej Karolina D. i jej partner Piotr J. byli świadkami na ślubie swoich przyjaciół. Z relacji gości weselnych, cytowanych m.in. przez se.pl i polsatnews.pl wynika, że kobieta miała być zazdrosna o swojego ukochanego i denerwować się, gdy rozmawiał z innymi kobietami. Podobną relację świadków uzyskała w toku śledztwa wołomińska prokuratura.

Impreza trwała dwa dni, odbywała się w domu w Markach. Z relacji osób w niej uczestniczących wynika, że w czasie poprawin D. była „chorobliwie zazdrosna”, „agresywna i wulgarna”. Karolina D. została wyproszona z imprezy, bo „psuła atmosferę”. Po jakimś czasie miała wrócić i dźgnąć pokrzywdzonego w serce. Inną wersję usłyszeli policjanci i pracownicy pogotowia, wezwani na miejsce po północy.

Karolina D. twierdziła, że pokłóciła się z partnerem i wyszła do łazienki. Gdy ponownie weszła do pomieszczenia, Piotr J. stał z nożem w dłoni, a następnie sam zadał sobie cios w serce. Kobieta miała próbować go ratować, wyjęła nóż z rany i usiłowała zatamować krwawienie. Wskazała nawet nóż, którym ukochany miał zadać sobie śmiertelne obrażenia. Zdaniem interweniujących policjantów narzędzie zostało wcześniej umyte, a mieszkanie posprzątane. Tego stanu rzeczy nie była w stanie wyjaśnić ani D., ani para młoda.

Przebiegu wydarzeń przedstawionego przez główną oskarżoną nie potwierdził powołany w tej sprawie biegły. Jego zdaniem pokrzywdzony sam nie mógł sobie zadać ciosu z tak dużą siłą, ustalono również, że zwłoki Piotra J. były przemieszczane – pokrzywdzony był niesiony za nogi i ręce – i nie mogła tego dokonać jedna osoba. Oględziny mieszkania wykazały na podłodze krwawe rozmazy, wskazujące na sprzątanie powierzchni, krew była także na wiaderku do mycia podłogi, na powierzchni mopa i koszulce, którą najprawdopodobniej wycierano podłogę. Również opylone roztworem luminolu ubranie Karoliny D. „świeciło” od krwawych śladów, takich śladów nie było na odzieży młodej pary.

Ostatecznie Karolina D. przyznała się do winy, ale zaprzeczała, by do zbrodni doszło w „zamiarze bezpośrednim”. Tłumaczyła, że dźgnęła partnera nożem przypadkowo, gdy próbowała mu wyrwać ostre narzędzie z dłoni. Nie przyznała się do sprzątania miejsca zdarzenia, miała jedynie wytrzeć ciało pokrzywdzonego koszulką i zawołać parę młodą, która z własnej inicjatywy przeniosła zwłoki i zmyła ślady zbrodni.

Para młoda nie przyznała się do winy. Częściowo do wytarcia śladów przyznała się Ewa K., ale jej wersja wydarzeń nie pokrywa się z zebranym przez śledczych materiałem dowodowym. Ani Ewa K., ani jej mąż Dariusz K. nie zostali mimo wniosku prokuratora tymczasowo aresztowani. Od sierpnia ub.r. w areszcie śledczym przebywa Karolina D. Za zabójstwo grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Potrącił go na pasach, a później zaatakował nożem

W sobotę doszło do krwawej awantury w samym centrum Warszawy. Pieszy miał wejść na przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Nie spodobało się to kierowcy, który dojechał do zebry. Mężczyzna wysiadł z auta z nożem w ręku i rzucił się na swoją ofiarę. Krwawe starcie zakończyło się poważnymi ranami kłutymi.

Do tej wstrząsającej bijatyki doszło w sobotę około godziny 21.20. Według świadków 43-letni mężczyzna wszedł na przejście dla pieszych na skrzyżowaniu ul. Nowogrodzkiej i Kruczej na czerwonym świetle. Do zebry dojechało wtedy osobowe audi. Zachowanie pieszego bardzo nie spodobało się kierowcy auta. Jak podaje portal tvnwarszawa.pl audi potrąciło nawet przechodzącego pieszego. – Mężczyzna wysiadł ze swojego samochodu i skierował się w kierunku pokrzywdzonego. Doszło między nimi do awantury. Kierowca ugodził mężczyznę niebezpiecznym narzędziem – wytłumaczyła Małgorzata Wersocka z sekcji prasowej Komendy Stołecznej Policji.
Źródło info i foto: se.pl

Strzelanina przed Pentagonem. Nie żyje policjant

Funkcjonariusz policji Pentagonu został dźgnięty nożem przez nieznanego sprawcę na przystanku autobusowym w pobliżu Pentagonu – poinformował resort obrony USA. Według doniesień, policjant zmarł na skutek zadanych mu ran. Do zdarzenia doszło we wtorek rano. Według szefa policji Pentagonu Woodrowa Kusse, funkcjonariusz został zaatakowany nożem, po czym wywiązała się strzelanina, w której rany odniosło kilka osób. O śmierci policjanta doniosła agencja AP oraz senator Mark Warner z Wirginii, jednak informacji tej nie potwierdził rzecznik Pentagonu John Kirby.

Ministerstwo obrony USA odmówiło udzielenia dokładnych informacji o zdarzeniu i liczbie ofiar. Nie potwierdziło też doniesień agencji AP o tym, że napastnik zginął na miejscu zastrzelony przez policję. Kusse stwierdził jedynie, że policja nie poszukuje sprawcy. Dodał też, że śledztwo w sprawie przejęło Federalne Biuro Śledcze (FBI). Rzecznik Kirby odmówił komentarza, czy w śledztwo zaangażowany jest wydział ds. terroryzmu. Dodał, że resort poda więcej informacji kiedy przyjdzie na to odpowiedni czas.

W wyniku zdarzenia gmach Pentagonu był tymczasowo zamknięty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Znany kucharz zadźgał kolegę i zakopał w lesie. Nowe szczegóły zbrodni

35-letni kucharz jednej z najbardziej znanych warszawskich restauracji został przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie oskarżony o zabójstwo, do którego najprawdopodobniej doszło w sylwestrową noc. Między mężczyznami doszło do sprzeczki „na tle obyczajowym”. W zacieraniu śladów i ukryciu ciała mężczyźnie pomagał kolega. Zwłoki ujawniono kilka tygodni po zbrodni, zakopane w lesie w Aninie.

– Prokurator oskarżył Tomasza B. o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim, w warunkach powrotu do przestępstwa, ponieważ oskarżony był karany sądownie za umyślne przestępstwo podobne i odbywał karę pozbawienia wolności. Pawłowi Z. prokurator zarzucił pomocnictwo w zacieraniu śladów przestępstwa i w ukryciu zwłok oraz niepowiadomienie organów ścigania o zbrodni zabójstwa. W chwili skierowania aktu oskarżenia do sądu wobec obu mężczyzn stosowany był środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania – podała prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Ofiara zbrodni, 34-letni Dariusz K., był przez kilka tygodni uznawany za zaginionego.

„Nasz drogi Daro zaginął 31 grudnia. Od tego czasu nie kontaktował się z nikim, jego telefon i wszystkie komunikatory milczą” – poinformowała rodzina Dariusza. Na początku stycznia w mediach społecznościowych. Utworzono zbiórkę pieniędzy na opłacenie usług prywatnego detektywa. Ustalono, że ostatniego dnia grudnia ok. godz. 6 rano 34-letni Dariusz widziany był na ulicy Marymonckiej.

Wieczór przed zaginięciem Dariusz K. spędził w towarzystwie swojej przyjaciółki Moniki w jej mieszkaniu przy ul. Marymonckiej. W spotkaniu brał udział także 35-letni Tomasz B. i 38-letni Paweł Z. Kobieta wyprosiła gości około północy – mężczyźni skierowali się do mieszkania Pawła Z., przy tej samej ulicy i tam pili alkohol. O tym, co działo się dalej, śledczy wiedzą z relacji B. i Z., zatrzymanych w połowie lutego przez funkcjonariuszy Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.

Z materiałów śledztwa wynika, że nad ranem Paweł Z. zasnął. Wtedy między Dariuszem K. i Tomaszem B. doszło do sprzeczki „na tle obyczajowym”, w wyniku której Tomasz B. zaczął okładać pięściami kolegę. Z relacji B. wynika, że podczas awantury Dariusz K. miał rzucić się na niego z nożem w dłoni, jednak silniejszy od rywala B. wyrwał mu ostre narzędzie i w odwecie dźgnął go. Sekcja zwłok wykazała, że Tomasz B. musiał zadać Dariuszowi K. nie jeden, a co najmniej kilka ciosów nożem. Ofiara miała na rękach obrażenia wskazujące na to, że broniła się przed kolejnymi uderzeniami. Sprawca dźgał pokrzywdzonego głównie w twarz, ale także w ramiona i klatkę piersiową. Jednak to cios w szyję okazał się być śmiertelny. Ofiara miała także liczne złamania żeber, łopatki i kości biodrowej, uszkodzone w wyniku pobicia m.in. wątrobę i płuca.

Odgłosy awantury zbudziły gospodarza, który zastał leżące w kałuży krwi zwłoki Dariusza K. i Tomasza B. siedzącego obok. Mężczyźni – jak twierdzą – byli w szoku i dalej spożywali alkohol. Nie wiadomo dokładnie którego dnia po zabójstwie postanowili zawinąć zwłoki w dywan, który szczelnie owinęli folią malarską. Paweł Z. miał wszystko w domu, bo planował remont.

Śledczym udało się potwierdzić, że 4 stycznia 2021 roku Tomasz B. kupił samochód kombi Volvo V70. Pożyczył też od znajomego łopatę, wyjaśniając, że planuje zakopać zwłoki psa. Kupionym na potrzeby przestępstwa autem wywiózł Pawłem Z. zwłoki w okolice Międzylesia. Zakopali je w dole o głębokości około 80 cm.

Sprzedał mieszkanie i planował wyjazd

Volvo zostało natychmiast sprzedane na złom, pod pretekstem nieodwracalnych uszkodzeń. Ale tego dowodu nie pochłonął żar hutniczego pieca. Kupujący volvo uznał, że usterka została spowodowana celowo, naprawił pojazd i sprzedał. Auto zostało zabezpieczone na potrzeby prokuratorskiego śledztwa, poddano je oględzinom i pobrano próbki do badań.

O podejrzeniu, że poszukiwany od grudnia Dawid K. nie żyje, poinformował policję i prokuraturę prywatny detektyw, wynajęty przez krewnych ofiary. Śledztwo zostało wszczęte 9 lutego. Policjanci z „terroru”, których od razu zaangażowano w sprawę, ustalili, że Tomasz B. sprzedał swoje mieszkanie za 210 tys. zł i planuje wyjazd za granicę. 34-latek został zatrzymany 12 lutego, gdy wychodził od notariusza. Pieniądze, które otrzymał za sprzedaż mieszkania, zostały zabezpieczone na potrzeby śledztwa. Pawła Z. policjanci zatrzymali następnego dnia.

Miejsce ukrycia zwłok wskazał policji Tomasz B. W trakcie tzw. wizji lokalnej to samo miejsce pokazał także Paweł Z. Obok zakopanego ciała Dariusza K. był także jego plecak z rzeczami osobistymi oraz nóż, prawdopodobne narzędzie zbrodni.

Kucharz restauracji „U Fukiera” 

Mężczyźni na początku przyznali się do winy, ale w kolejnych wyjaśnieniach Tomasz B. próbował całą winę wziąć na siebie, zapewniając prokuratora, że Paweł Z. nie miał pojęcia o dokonanej w jego domu zbrodni zabójstwa. Podobne wyjaśnienia przy powtórnym przesłuchaniu złożył także drugi podejrzany, ale prokurator nie dał im wiary. Biegli, którzy badali poczytalność oskarżonych, orzekli, że obaj wiedzieli, co robią i mogą odpowiadać przed sądem.

Z materiałów śledztwa wynika, że główny oskarżony Tomasz B. jest z wykształcenia kucharzem i przed zatrzymaniem pracował w restauracji „U Fukiera” na warszawskim Starym Mieście. W 2018 roku był skazany za przez Sąd Okręgowy w Warszawie za udział w bójce, siedział w więzieniu 10 miesięcy. Wyszedł w sierpniu 2020 roku. Za zabójstwo Dariusza K. grozi mu dożywocie.

Paweł Z. również był w przeszłości karany. Za przestępstwa poplecznictwa i niezawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, które zarzuca mu prokurator, grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kleczew: 18-latek zabity na ulicy w biały dzień

Fot. Damian Klamka/East News. Radom, 23.02.2021. n/z radiowoz policyjny

18-letni chłopak został zraniony w serce nożem lub innym ostrym narzędziem w Kleczewie (woj. wielkopolskie). Pomimo reanimacji nie udało się go uratować. W związku z tą sprawą zatrzymano jedną osobę. Do zdarzenia doszło najprawdopodobniej w czwartek rano. Wtedy na chodniku jednej z ulic Kleczewa pod Koninem (woj. wielkopolskie) – jak podaje lokalny portal lm.pl, miało to miejsce między godz. 6 a 7 na ul. Konwaliowej – znaleziono rannego 18-latka. Niestety, pomimo reanimacji nie udało się go uratować. 

Zastępca Prokuratora Rejonowego w Koninie prok. Dorota Klasińska powiedziała w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że wszczęto już postępowanie prowadzone pod kątem zabójstwa. – Jak doszło do tego zdarzenia nie wiemy, bo nie było świadków – zaznaczyła prokurator.

Dodała, że 18-latek został raniony nożem lub innym ostrym narzędziem w serce. Zaznaczyła przy tym, że na miejscu zdarzenia śledczy ciągle prowadzą czynności związane z wyjaśnieniem sprawy. Na piątek zaplanowano przeprowadzenie sekcji zwłok 18-latka.

Dla portalu lm.pl wypowiedziała się z kolei Irmina Mróz, prokurator rejonowy w Koninie. – Prawdopodobnie mężczyzna zginął od jednego ciosu – poinformowała. Wiadomo też, że zabezpieczono narzędzie, którym chłopak miał zostać zaatakowany. 

Oficer prasowy policji w Koninie mł. asp. Sebastian Wiśniewski przekazał, że w związku z tą sprawą zatrzymano 18-letniego mężczyznę, który razem z ofiarą i 18-letnią dziewczyną przebywał wcześniej w jednym z mieszkań na terenie Kleczewa. Tę samą informację potwierdził rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak:

Serwis lm.pl podał natomiast, że „o tym co się wydarzyło na nowym kleczewskim osiedlu niewiele wiadomo. Najprawdopodobniej 18-latek pokłócił się ze swoim rówieśnikiem, co doprowadziło do tragicznej w skutkach bójki”. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl