Jest raport odnośnie imprez na Downing Street. Boris Johnson przeprasza

Brytyjski premier Boris Johnson tłumaczy, że uczestniczył w imprezach na Downing Street przez krótki czas i nie wiedział wtedy, że „trwały one znacznie dłużej, niż było to konieczne”. W ten sposób ustosunkował się do raportu w sprawie imprez w rządowym budynku w czasie restrykcji covidowych. Raport autorstwa Sue Gray jest druzgocący.

Boris Johnson ponowił w Izbie Gmin złożone już wcześniej przeprosiny za imprezy na Downing Street w czasie pandemii koronawirusa i zapewnił, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za wszystko, co wydarzyło się pod jego nadzorem. Jednocześnie zwrócił uwagę na kontekst tych wydarzeń. Wskazywał, że ludzie na Downing Street, którzy bezpośrednio reagowali na pandemię Covid-19, bez przerwy wówczas pracowali po godzinach, co powodowało, że zacierała się granica między życiem zawodowym a prywatnym.

Mówiąc o swoim udziale w spotkaniach, wyjaśnił, że poszedł podziękować pracownikom, bo jest to „jeden z podstawowych obowiązków lidera”, aby utrzymać morale na jak najwyższym poziomie podczas intensywnego okresu walki z pandemią.

„Niektóre z tych spotkań trwały znacznie dłużej niż było to konieczne i wyraźnie naruszały zasady” – przyznał Johnson, ale dodał: „Nie miałem wiedzy na temat tych późniejszych działań, ponieważ mnie tam nie było”.

Premier powiedział, że był tak samo „zaskoczony i rozczarowany jak wszyscy w tej Izbie, gdy te rewelacje” wyszły na jaw i że był „zbulwersowany” niektórymi zachowaniami opisanymi w raporcie.

Zaprzeczył, jakoby skłamał w Izbie Gmin, mówiąc wcześniej, że nie złamano żadnych zasad.

W środę przed południem opublikowana została pełna, licząca 37 stron, wersja raportu Sue Gray, która badała okoliczności 16 nieformalnych spotkań na Downing Street i w innych budynkach rządowych, które odbywały się wiosną i późną jesienią 2020 roku oraz wiosną 2021 roku, w czasie gdy obowiązywały wprowadzone przez rząd restrykcje z powodu pandemii koronawirusa.

W raporcie wskazano m.in., że Johnson sam przyniósł wino i ser na jedno ze spotkań w ogrodzie Downing Street, że jego były prywatny sekretarz zaprosił na inne ze spotkań 200 osób, była szefowa ds. etyki przyniosła na spotkanie sprzęt do karaoke, na tym samym jeden z uczestników wypił tak dużo, że wymiotował, a dwóch innych wdało się w bojkę, a po quizie świątecznym uczestnikom polecono, by wyszli tylnymi drzwiami, bo byli tak pijani.

Szczególne oburzenie wzbudziły informacje, że uczestnicy tych spotkań lekceważąco się odnosili do personelu sprzątającego i ochroniarzy na Downing Street.

Sue Gray napisała w raporcie, że wyższe kierownictwo Downing Street – zarówno polityczne jak i urzędnicze – musi ponieść odpowiedzialność za kulturę imprezowania, która się wytworzyła, a „choć nie ma usprawiedliwienia dla niektórych z opisanych tu zachowań, ważne jest, aby przyznać, że osoby na najniższych stanowiskach uczestniczyły w spotkaniach, na których ich przełożeni byli obecni, a nawet je organizowali”.

Podczas debaty po oświadczeniu premiera lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer mówił, że Johnson okazał „całkowitą pogardę” dla opinii publicznej, a raport Sue Gray pokazał „pychę i arogancję” rządu. Oświadczył, że nadszedł czas, aby Johnson „spakował manatki” oraz aby „przywrócić godność” urzędowi premiera.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W Kanadzie trwa protest przeciwko obostrzeniom. Tysiące ludzi i setki ciężarówek blokują centrum Ottawy

Trwa drugi dzień blokady centrum Ottawy. Protestujący manifestują sprzeciw wobec restrykcji pandemicznych. Jest to prawdopodobnie jeden z największych protestów w historii Kanady. Początkowo akcja była wymierzony tylko w obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19 dla kierowców ciężarówek. Kierowcy tirów z Freedom Convoy (Konwoju Wolności) 2022 zapewniają, że nie ruszą się ze stolicy, dopóki premier Justin Trudeau nie zniesie zakazów pandemicznych.

Tymczasem premier został wraz z rodziną ewakuowany przez służby specjalne ze stołecznego mieszkania w obawie o jego bezpieczeństwo. Wcześniej nazwał protestujących „małą mniejszością z marginesu”.

Wszystkie drogi dojazdowe do miasta są zablokowane. Na przedmieściach słychać jedynie ogłuszający dźwięk klaksonów. Tłum na placu przed Parlamentem, oceniany przez jego służby ochrony na 10 tys. ludzi, w niedzielę się powiększył. Żeby dostać się na plac przed Parliament Hill, gdzie znajduje się kancelaria premiera, trzeba przeciskać się pieszo między nieprzerwanym strumieniem tirów, pickup-ów, furgonetek, kamperów i zwykłych samochodów. Demonstranci z flagami i wolnościowymi hasłami maszerują w górę i dół Wellington Street, ulicy która biegnie przed Parliament Hill i Kancelarią Premiera.

Protestujący twierdzą, że decyzje premiera doprowadziły do bankructwa ich rodzin i są pogwałceniem Karty Praw i Wolności Człowieka. Do protestu kierowców tirów przyłączyli się farmerzy i Indianie.

– Nie chodzi tylko o zastrzyki, jak wszyscy myślą – powiedział Don Finlayson, który prowadzi firmę budowlaną. – Jesteśmy tu dla rdzennych mieszkańców, którzy nie mają świeżej wody. Jesteśmy po to, aby dzieci nie nosiły maseczek przez 10 godzin dziennie. Jesteśmy tu dla bezdomnych, jesteśmy tu dla weteranów. Musimy mieć pewność, że wszyscy Kanadyjczycy staną razem.

Miejsce pod parlamentem zamieniło się w morze kanadyjskich flag, wśród nich powiewają biało-czerwone oraz banery z napisem „Solidarność”. Można zobaczyć protestujących niosących kopie Karty Praw i Wolności Człowieka.

Inne hasła, to: „Boże, aby nasza ziemia była błogosławiona i wolna”, „Uczyń Kanadę znów wielką”, „Jesteśmy tu dla naszej wolności”, „Nie możesz być posłuszny, jeśli chcesz się wydostać spod tyranii”, „Jeśli wydostaniemy się z tego bałaganu nie trafiając do »Gułagu«, to tylko dzięki truckerom”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejny proces przeciw obostrzeniom w Amsterdamie

Około 25 tys. osób demonstrowało w sobotę w Amsterdamie, protestując przeciwko restrykcyjnym działaniom rządu Holandii w walce z pandemią Covid-19. Do protestu przyłączyli się także rolnicy. Policja nie zanotowała większych incydentów. Uczestnicy demonstracji zebrali się w trzech miejscach stolicy: przy Stadionie Olimpijskim, w Westerpark i Oosterpark. Następnie udali się na Museumplain, gdzie dwa tygodnie temu doszło do starć protestujących z siłami bezpieczeństwa.

Świat obiegły wówczas zdjęcia bitych i gryzionych przez policyjne psy demonstrantów, a specjalny wysłannik ONZ ds. tortur oficjalnie interweniował w tej sprawie w holenderskim MSZ. Tym razem było spokojnie i demonstracja zakończyła się po godz. 17. Wcześniej dołączyli do niej rolnicy, którym nie podoba się polityka klimatyczna rządu premiera Marka Ruttego. Na placu widać było zaparkowane traktory.

Demonstranci skandowali: „Miłość, wolność, bez dyktatury”. Widać było transparenty z napisami: „Dzieci to nasza przyszłość. To nie są króliki doświadczalne”. Policja zablokowała wcześniej kontrmanifestację organizacji antyfaszystowskich. Jak podaje rozgłośnia NOS Radio 1, niedaleko Museumplain obecnych było 200 działaczy m.in. Antify. Nie doszło jednak do żadnych konfrontacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

19 kwietnia ogromna grupa Żydów łamała obostrzenia na lotnisku Chopina. Gdzie była policja?

Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie doszło do „widowiskowego” naruszenia obowiązujących restrykcji pandemicznych. Niemal setka Żydów zgromadziła się, by tańczyć i śpiewać, trzymając się za ręce – informuje polsatnews.pl.

Do zdarzenia doszło 19 kwietnia. W hali terminala lotniska im. Fryderyka Chopina na Okęciu zgromadziła się blisko setka osób żydowskiego pochodzenia. Na nagraniu wykonanym prawdopodobnie przez jednego z pracowników służb lotniskowych widać, jak podróżni nie przestrzegają dystansu.

„Będę pisał do władz lotniska w celu wyjaśnienia, dlaczego ci ludzie nie muszą przestrzegać restrykcji sanitarnych, które akurat na lotniskach są bardzo rygorystycznie pilnowane przez ochronę” – napisał użytkownik, który udostępnił film w mediach społecznościowych.

Stanowisko lotniska

– Potwierdzam, że nagranie zostało wykonane na lotnisku Chopina w Warszawie – powiedział w rozmowie z polsatnews.pl rzecznik lotniska Piotr Rudzki.

Jak przyznał, do zdarzenia doszło 19 kwietnia, czyli w dzień 78. rocznicy powstania w getcie warszawskim. – To jest grupa, która podróżowała przez Warszawę tranzytem. Przemieszczali się wielką grupą, długodystansowym lotem. Na lotnisku przebywali bardzo krótko, nie przekraczali polskiej granicy – doprecyzował Rudzki.

Rzecznik przyznał, że na lotnisku pojawiają się komunikaty dźwiękowe oraz oznaczenia informujące o konieczności zachowania odstępu i noszenia maseczek. – Apelujemy do rozsądku wszystkich pasażerów. Naganne jest to, że osoby nie przestrzegały dystansu, jednak nie jesteśmy w stanie fizycznie nikogo do tego zmusić – powiedział Rudzki.

– Będziemy podejmować działania, żeby taka sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości – zapewnił.
Źródło info i foto: interia.pl

Głogów: Funkcjonariusz uderzył młodą kobietę podczas protestu. Policja: Pałka użyta zgodnie z przepisami

Media społecznościowe obiegło w niedzielę nagranie z protestu przeciwników obostrzeń epidemicznych w Głogowie. Na filmie widać funkcjonariusza uderzającego pałką młodą kobietę. Jak przekazała nam Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu, kobieta była wobec policjanta agresywna i nie stosowała się do jego poleceń.

Uczestnicy protestu pod hasłem „Polaku, dawaj z nami!” sprzeciwiali się m.in. wprowadzanym przez rząd obostrzeniom i nakazowi noszenia maseczek. Jak podaje portal Glogow.naszemiasto.pl, w niedzielne południe w Głogowie (woj. dolnośląskie) zebrała się grupa ok. 100 demonstrantów, w tym głogowscy kibice. Uczestnicy przeszli przez starówkę, zostali zablokowani na al. Wolności. Portal informuje, że doszło do przepychanek, a policja użyła m.in. gazu łzawiącego.

Media społecznościowe obiegło nagranie, na którym widać policjanta uderzającego pałką młodą kobietę. Film udostępnił m.in. poseł KO Michał Szczerba.

„Ustalę nazwisko tego policyjnego bandyty z Głogowa. Proszę o informacje na priv. Gwarantuję anonimowość. Złożę zawiadomienia do prokuratury za przekroczenie uprawnień. Za dwa lata nie będzie go w tej formacji. Będzie szukał pracy w białoruskim OMON!” – napisał parlamentarzysta.

– Film ukazuje tylko fragment całej interwencji. Kobieta, która jest na nim widoczna, wcześniej była agresywna wobec funkcjonariusza. Była to agresja słowna i fizyczna, kobieta szarpała, ubliżała policjantowi. Policjant ostrzegł, że użyje środków przymusu bezpośredniego. To ostrzeżenie nie zmieniło zachowania kobiety. Policjant użył pałki służbowej – mówi w rozmowie z Gazeta.pl młodszy aspirant Przemysław Ratajczyk z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

– Policjant użył pałki służbowej raz, użył jej zgodnie z obowiązującymi przepisami, bo starał się uderzyć w miejsce umięśnione, czyli udo. W to udo nie trafił, bo pani miała torebkę. Kobieta została następnie obezwładniona w celu założenia kajdanek i zatrzymania – dodaje funkcjonariusz.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: Manifestacja antycovidowców. Policja użyła granatów hukowych i gazu

Interwencją policji zakończyła się w Warszawie manfiestacja przeciwko obostrzeniom wprowadzonym przez rząd z powodu pandemii koronawirusa. Demonstrowało kilkaset osób. Kilka zostało zatrzymanych. Uczestnicy protestu, w większości bez maseczek, mieli transparenty z napisami „Stop przymusowym szczepieniom”, „Stop plandemii”, „Stop terapii genetycznej”, „Dzieci do szkoły”. Śpiewali: „Cała Polska śpiewa z nami wy… z maseczkami”. Występujący na zaaranżowanej scenie mówcy przekonywali zebranych, że nie ma pandemii, a przepisy sanitarne wprowadzone przez władze ograniczają wolność.

Kilku uczestników manifestacji zapaliło race. W stronę policji poleciało kilka kamieni. Policjanci spisywali niektórych uczestników demonstracji na Polu Mokotowskim. Doszło do szarpaniny między policją, a kilku osobami biorącymi udział w demonstracji. Tłum zaczął otaczać interweniujących funkcjonariuszy. W ich kierunku rzucono kamienie. Policja użyła granatów hukowych i gazu.

Manifestanci rozbiegli się i zatamowali ruch samochodów i tramwajów na Alei Niepodległości. Wtedy doszło do kolejnych przepychanek. Komenda stołeczna napisała w mediach społecznościowych, że w stosunku do osób lekceważących obostrzenia epidemiczne stosowane są – w pojedynczych przypadkach – środki przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej, pałek i ręcznych miotaczy gazu.

Podczas manifestacji zatrzymano kilka osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Właściciel klubu z Rybnika, gdzie urządzono imprezę mimo zakazu, zatrzymany przez policję

Marcin Koza, właściciel klubu Face 2 Face został wieczorem zatrzymany przez policję – poinformował portal rybnik.com.pl. Mężczyzna zaniósł do Komendy Miejskiej Policji w Rybniku materiały, które jego zdaniem, świadczą o przekroczeniu uprawnień przez mundurowych podczas interwencji w lokalu, do której doszło w ostatni weekend stycznia.

Marcin Koza, właściciel klubu Face 2 Face, udał się w piątek wieczorem w towarzystwie Michała Wojciechowskiego ze Strajku Przedsiębiorców, do komendy policji. Mężczyźni chcieli przekazać płytę DVD z dowodami na nieuprawnione ich zdaniem, działania policji podczas interwencji w lokalu, do której doszło w miniony weekend.

W pewnym momencie do czekających w holu mężczyzn podeszli policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach i zatrzymali właściciela klubu. Wojciechowski opublikował nagranie z całego zdarzenia w mediach społecznościowych. 

Podkomisarz Przemysław Sadowski z Komendy Miejskiej Policji w Rybniku poinformował, że właściciel klubu został zatrzymany w związku z prowadzonym przez prokuraturę postępowaniem w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób.

Interwencja policji w klubie

Cała sprawa dotyczy interwencji policji, która w nocy z soboty na niedzielę przeprowadziła kontrolę w otwartym, mimo obowiązującego zakazu, klubie muzycznym Face 2 Face w centrum Rybnika. Policja zaznacza, że lokal działał wbrew przepisom – został zamknięty decyzją sanepidu, z rygorem natychmiastowej wykonalności. Policjanci asystowali sanepidowi przy doręczaniu decyzji i wezwali gości do opuszczenia klubu.

Podczas interwencji doszło do przepychanek. Policjanci użyli ręcznych miotaczy gazu, pałek i granatów hukowych. Padły też strzały ostrzegawcze z broni gładkolufowej. Poszkodowanych zostało dwóch policjantów, uszkodzono dwa radiowozy. Zatrzymano trzech mężczyzn w wieku 30, 44 i 48 lat; wylegitymowano ponad 200 osób.

Według policji, użycie środków przymusu bezpośredniego było wynikiem agresji skierowanej przeciwko funkcjonariuszom. Policja zaprzecza jednak doniesieniom o rzekomym użyciu gazu pieprzowego wewnątrz lokalu. „Informujemy, iż przeprowadzone czynności kontrolne nie potwierdzają takiej wersji wydarzeń” – oświadczyła rybnicka policja.

Prokuratorskie śledztwo

Po interwencji policji, w niedzielę po południu, przed komendą policji w Rybniku zgromadziło się kilkadziesiąt osób, solidaryzujących się z właścicielami klubu, którzy podczas konferencji prasowej przedstawili swoją wersję nocnych zajść. Zarzucili sanepidowi i policji bezprawne działania, a policjantom – prowokowanie i agresywne zachowanie.

Klub rozpoczął internetową zrzutkę na „pomoc w walce z bezprawiem”. Do godz. 14 w piątek wpłacono ponad 10 tys. zł. „Klub działa w pełni legalnie, ale niestety niektórym to mocno przeszkadza i chcą nas dla przykładu zniszczyć, więc musimy to udowodnić, bo to nasza walka o wolność, walka o lepsze jutro, walka o nas wszystkich” – przekonują, opisując wydarzenia z poprzedniego weekendu.

Od ubiegłego tygodnia w rybnickiej prokuraturze toczy się śledztwo od kątem sprowadzenia przez właściciela lokalu zagrożenia dla zdrowa i życia wielu osób (art. 165 Kodeksu karnego). Zostało ono wszczęte po zawiadomieniu dwóch osób fizycznych. Prokuratura nadzoruje też policyjne dochodzenie w sprawie zamieszek, do których doszło w miniony weekend przed klubem. Trzem zatrzymanym w tej sprawie mężczyznom policjanci przedstawili zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej, a jednemu także znieważenia funkcjonariuszy. Po przesłuchaniu zostali zwolnieni do domów. Trzeci wątek – jak podawała prokuratura – to kwestia oceny zasadności czynności podejmowanych przez policję.

Z kolei w sanepidzie w sprawie Face 2 Face toczą się trzy postępowania administracyjne. Pierwsze dotyczy utrudniania przeprowadzenia czynności kontrolnych, drugie – sprowadzenia zagrożenia dla zdrowia i życia, a trzecie jest związane z łamaniem epidemiologicznych ograniczeń i zakazów – podała Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Katowicach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Otwarty klub w Rybniku. Starcia z policją

Drugi weekend z rzędu, mimo rządowych obostrzeń, otworzył się klub Face 2 Face w Rybniku. W sobotę w nocy interweniowała policja. W stronę mundurowych poleciały butelki. Policjanci użyli broni hukowej i gazu pieprzowego. Kilka osób zostało zatrzymanych.

„Przed nami kolejny wspólny weekend podczas którego będziemy budować struktury partii STRAJK PRZEDSIĘBIORCÓW” – zapowiadali w czwartek organizatorzy.

W piątek przed klubem ustawiła się długa kolejka. W środku oficjalnie odbywało się spotkanie partii Strajk Przedsiębiorców oraz kongres dziennikarzy. Interweniowały inspektorki sanepidu w asyście policji, ale właściciel klubu nie wpuścił ich do lokalu. Kolejnego dnia klub otwarto ok. 21:00. Na miejsce przyjechali policjanci z Rybnika oraz funkcjonariusze prewencji z KWP Katowice.

Jak relacjonuje portal rybnik.com.pl, zamknięto ulicę, przy której znajduje się lokal. Policjanci nie wpuszczali ludzi w pobliże klubu. Osobom, które były wewnątrz kazano opuścić dyskotekę. Zgromadzony przed lokalem tłum miał być agresywny. W stronę funkcjonariuszy kierowano wyzwiska. Rzucano także śnieżkami i butelkami. Policja użyła gazu pieprzowego oraz broni hukowej. Ostatecznie klub został zamknięty. Akcja policja zakończyła się ok. 3:00 w nocy.  

Kilka osób zostało zatrzymanych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francuska policja przerwała orgię na sto osób. Uczestnicy nie tylko złamali godzinę policyjną

Francuskie media donoszą o orgii zorganizowanej pod Paryżem, którą przerwała policja. Uczestnicy otrzymali grzywny. Francja w połowie stycznia zaostrzyła bowiem restrykcje i wprowadziła godzinę policyjną. Francuska policja podjęła interwencję wobec około stu osób, które brały udział w orgii. Funkcjonariusze zjawili się w piątek wieczorem w magazynie znajdującym się w przemysłowej strefie miejscowości Collegien, kilkadziesiąt kilometrów od Paryża. Powodem było złamanie przepisów wprowadzonych ze względu na epidemię COVID-19.

Zgromadzenie, zdaniem policji, naruszyło kilka obostrzeń. Uczestnicy spotkania nie mieli bowiem maseczek, nie zachowali też dystansu społecznego. Przede wszystkim naruszyli jednak godzinę policyjną, która obowiązuje od 18:00 do 6:00. Z domu wychodzić można w tym czasie jedynie ze względu na ważne potrzeby życiowe.

W wyniku interwencji niemal sto osób otrzymało mandaty w wysokości 135 euro (równowartość ok. 600 zł). Trzy zostały aresztowane. Jak donoszą francuskie media, w tym wypadku chodziło o ustalenie organizatorów orgii. Lokalne portale informują, że uczestnicy orgii to najprawdopodobniej zwolennicy tzw. ruchu libertyńskiego. To nieformalna organizacja sprzeciwiająca się nakładaniu jakichkolwiek ograniczeń. Służby miały też zarekwirować alkohol i sprzęt nagłaśniający, z którego korzystać mieli uczestnicy seksparty.

Od soboty 16 stycznia Francja zwiększyła obostrzenia. Na terenie całego kraju obowiązuje godzina policyjne – wychodzenie z domu bez uzasadnionej przyczyny w godzinach 18-6 jest zakazane. Poza tym wszystkie osoby, które będą chciały wjechać na teren kraju, muszą przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Osoby zakażone muszą poddać się izolacji na okres siedmiu dni, a pod koniec tego okresu wykonać kolejny test.

Według danych WHO we Francji odnotowano do tej pory nieco ponad 3 mln przypadków koronawirusa. Zmarło ok. 74,5 tys. osób. Dla porównania w sąsiedniej Hiszpanii odnotowano 2,7 mln przypadków choroby i 57,8 tys. zgonów, w Niemczech 2,2 mln zachorowań i 55,7 tys. przypadków śmierci. Włochy, kraj, poszkodowany przez epidemię koronawirusa jako jeden z pierwszych, odnotowały 2,5 mln choroby, zmarło 87,3 tys. osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Starcia z policją w Holandii. Tysiące osób protestowały przeciw obostrzeniom

Kilka tysięcy osób wzięło udział w nielegalnym proteście w stolicy Holandii. Domagali się zniesienia obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa. Doszło do bójek z policją, która musiała użyć armatki wodnej. Jak poinformował Reuters, protestujący zgromadzili się na placu przed Rijksmuseum i Muzeum Van Gogha. Wcześniej władze nie wyraziły zgody na organizację wydarzenia, tak więc kilkutysięczna demonstracja od początku była nielegalna.

Uczestnicy domagali się złagodzenia obowiązujących w kraju obostrzeń, wprowadzonych przez rząd w związku z epidemią koronawirusa. Skandowali: „Czego chcemy? Wolności!”, a część z nich przyniosła ze sobą transparenty z hasłem: „Wolność: powstrzymaj to oblężenie”.

„Żaden z protestujących nie miał na sobie maseczki. Nieliczni przestrzegali zasad dystansu społecznego” – podaje Reuters.

Po jakimś czasie służby wezwały demonstrantów do rozejścia się – ci jednak nie zamierzali tego zrobić. Doszło do starć z policją, która zmuszona była użyć armatki wodnej. W stronę funkcjonariuszy poleciały też petardy. W grudniu holenderski rząd zdecydował o zamknięciu szkół i większości sklepów. W ubiegłym tygodniu lockdown przedłużono co najmniej do 9 lutego. W Holandii odnotowano dotąd ponad 900 tys. przypadków zakażenia koronawirusem – w ostatnich dniach było ich ok. 5-6 tys. dziennie. Zmarło 13 tys. zakażonych pacjentów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl