Złodzieje okradli sklep jubilerski w Krakowie

Trwa obława na złodziei w Krakowie – informuje RMF FM. Policja poszukuje dwóch mężczyzn, którzy napadli na sklep jubilerski i skradli z niego biżuterię o wartości 100 tys. złotych. Złodzieje byli brutalni. Napastnicy sterroryzowali ekspedientki nożem i przedmiotem przypominającym pistolet. Jak informuje RMF FM do napadu doszło ok. godziny 13. Celem napastników był sklep jubilerski mieszczący się przy ul. Starowiślnej. Do zakładu weszło dwóch zamaskowanych, ubranych na czarno mężczyzn. Napastnicy sterroryzowali ekspedientki. Jeden z nich w miał trzymać przedmiot przypominający pistolet, drugi – nóż. Policja zabezpieczyła nagrania z monitoringu.

Trwają działania mające na celu ujęcie sprawców. Policjanci sprawdzają miejski monitoring i prowadzą oględziny na miejscu zdarzenia – zaznaczył Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji. Właściciele salonu wycenili straty na 100 tys. zł.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak na polską parę na Dominikanie

Para z Polski w czasie wakacji na Dominikanie została zaatakowana przez uzbrojonego mężczyznę, który chciał ich obrabować i zgwałcić kobietę. Udało im się uciec, choć polski turysta został ranny. Według ich relacji trudno było im uzyskać wsparcie od polskich placówek dyplomatycznych. Pan Łukasz spędzał z narzeczoną wakacje na Dominikanie. W sobotę – jak relacjonował w rozmowie z Onetem – w trakcie spaceru plażami zaczepił ich mężczyzna z bronią i w stroju przypominającym mundur. Początkowo wzięli go za ochroniarza, ponieważ wyszedł z opuszczonego budynku, który wyglądał jak hotel.

Jednak napastnik zażądał od nich pieniędzy, a później zaczął molestować kobietę. Grożąc im bronią zabrał parę do opuszczonego budynku. Pan Łukasz relacjonował, że proponował mężczyźnie, że odda mu wszystko, co ma przy sobie: pieniądze, telefon. Jednak napastnik zamierzał zgwałcić jego narzeczoną.

Wywiązała się szamotanina. Napastnik wystrzelił z broni w kierunku głowy, ale chybił. Ranił jednak Polaka maczetą w stopę. W końcu parze udało się uciec i po dwóch godzinach dostać do hotelu. Jednak bali się dalej o swoje bezpieczeństwo i postanowili zgłosić się po pomoc do polskich służb dyplomatycznych oraz jak najszybciej wyjechać z Dominikany. W obawie przed napastnikiem i jego ewentualnym wspólnikami nie pojechali nawet do szpitala, a jedynie lekarz w hotelu opatrzył ranę stopy.

„Skoro uciekli, to nie ma problemu”

Polacy – jak relacjonowali Onetowi i Interii – początkowo nie uzyskali od polskich placówek dyplomatycznych takiej pomocy, na jaką liczyli. W konsulacie w Dominikanie (w kraju nie ma polskiej ambasady) mieli usłyszeć, że „skoro uciekli, to nie ma problemu”. Skierowano ich też do ambasady w Panamie.

W nocy zadzwonił do nich pracownik ambasady w Panamie. Według turystów nie dowierzał im w to, co się stało i dopytywał o raport policji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Buenos Aires: Uzbrojeni mężczyźni na motocyklach zastrzelili brytyjskiego turystę. Jego syn ciężko ranny trafił do szpitala

Zastrzelono brytyjskiego turystę przed jednym z hoteli w Buenos Aires. Ranny syn ofiary został przewieziony do szpitala. Do zdarzenia doszło w sobotę 14 grudnia. „Uzbrojeni mężczyźni na motocyklach próbowali ich obrabować” – podały lokalne media.

W sobotę około godziny 11. czasu lokalnego napastnicy na motorach zagrodzili drogę mężczyźnie i jego synowi, którzy chwilę wcześniej wysiedli z taksówki. Tuż przed pięciogwiazdkowym hotelem mężczyźni szarpali się z napastnikami i odmówili oddania portfeli. Po chwili jeden z napastników postrzelił starszego 50-letniego mężczyznę w klatkę piersiową, a potem jego 28-letnego syna w udo. Lokalna policja wstępnie uznaje tragiczne wydarzenie za napad rabunkowy.

Kula uszkodziła płuco 50-latka, który wkrótce zmarł. Turystom pospieszyła z pomocą obsługa ośrodka i przypadkowi świadkowie, którzy wezwali pogotowie i policję. Funkcjonariusze zamknęli kilka sąsiednich ulic, ale napastnicy uciekli obławie. Stan 28-letniego Brytyjczyka jest ciężki, ale stabilny.

Argentyńskie media z niepokojem donoszą, że rabunki z bronią w ręku są coraz częściej i nasilają się najbardziej w grudniu w Buenos Aires.
Źródło info i foto: TVP.info

Bielsko-Biała: Cudzoziemiec chciał okraść bank

Policja opublikowała zdjęcie z bankowego monitoringu mężczyzny, który chciał, by pracownice jednej z placówek bankowych w Bielsku-Białej oddały mu pieniądze. Panie spłoszyły rabusia. Z ustaleń wynika, że był to najprawdopodobniej Francuz lub inny obcokrajowiec posługujący się językiem francuskim.

– Do nieudanego napadu doszło 23 października 2018 r. około godziny 12:30. Do banku w Bielsku-Białej przy ul. Piastowskiej wszedł mężczyzna w wieku około 30 lat, szczupły, mierzący ponad 180 cm wzrostu, ciemnej karnacji. Ubrany był na ciemno. Miał na sobie kurtkę z charakterystycznym białym napisem „ATHLETIC” ułożonym w półkole, na wysokości łopatek. Wszedł do banku i zażądał pieniędzy. Give me money! – krzyknął. Kasjerka odpowiedziała, że nie ma pieniędzy – wyjaśnia podinsp. Elwira Jurasz, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. Policja ustaliła, że cudzoziemiec dzień wcześniej, w godzinach wieczornych, przyjechał do Bielska-Białej i zamieszkał w hostelu przy ul. Mickiewicza. Na miejsce został przyprowadzony przez dwie kobiety, które miał poznać w podróży koleją do Bielska-Białej. Powiedział, że w w podróży został okradziony. Wówczas panie zdecydowały się bezinteresownie pomóc obcokrajowcowi. Zaprowadziły go do hostelu i zapłaciły za jego nocleg.

– Publikujemy zdjęcia poszukiwanego mężczyzny, licząc na Państwa pomoc w ustaleniu jego personaliów. W szczególności prosimy o kontakt z bielską policją dwie kobiety, które spotkały mężczyznę w trakcie podróży koleją i udzieliły mu bezinteresownej pomocy. Apelujemy też do osób, które miały z nim kontakt w dniach 22 i 23 października 2018 r., znają jego tożsamość, obecne miejsce zamieszkania, pobytu na terenie Bielska-Białej. Gwarantujemy anonimowość – zapewnia podinsp. Jurasz. Jeśli uda się ustalić personalia poszukiwanego, który prawdopodobnie w Polsce już nie gości, to będzie można wydać za nim tzw. ENA, czyli europejski nakaz aresztowania.
Źródło info i foto: se.pl

Lubelskie: Złodzieje wpadli po tym jak kamera monitoringu nagrała ich twarze. Mieli też charakterystyczny samochód

Niedługo cieszyła się łupem para rabusiów, która napadła na mały sklep spożywczy w gminie Mełgiew na Lubelszczyźnie. Ich twarze nagrały kamery monitoringu, a charakterystyczny samochód zapamiętali świadkowie.

Para, która na stałe mieszka w Austrii, niedawno przyjechała do Polski. 35-latek i 28-letnia kobieta zatrzymali się w wynajętym domku nad jeziorem. Gdy skończyły im się pieniądze, postanowili obrabować kasę w gminnym sklepie we wsi Dominów.

Tuż przed napadem 35-latek dla niepoznaki założył kominiarkę, jak się później okazało zrobił to przed kamerą monitoringu, i wtargnął do sklepu. Mężczyzna wymachiwał czymś, co przypominało pistolet, zmusił ekspedientkę do wydania z kasy znacznej sumy pieniędzy. Następnie wybiegł ze sklepu i odjechał samochodem, w którym czekała na niego kobieta.

Jak ustalił „Super Express”, który ochrzcił parę przydomkiem „głupi i głupsza” nawiązując tym samym do słynnej komedii z 1994 roku, rabusie poruszali się charakterystycznym samochodem, starym kabrioletem marki Renault. Auto zapamiętali świadkowie napadu, a policjanci z drogówki w Świdniku łatwo je namierzyli. Zatrzymali parę do kontroli. W środku znajdował się 35-letni mężczyzna oraz 28-letnia kobieta, którzy odpowiadali rysopisowi sprawców. Para została zatrzymana i doprowadzona do świdnickiej komendy.

Podczas przeszukania domku policjanci odnaleźli pistolet na naboje CO2, którym posłużył się sprawca podczas napadu oraz kominiarki, rewolwer hukowy, amunicję, pieniądze, tablice rejestracyjne oraz nieznaczne ilości narkotyków.

Zatrzymanym grozi kara do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mieszkańcy Wiszni Małej o dzisiejszej akcji antyterrorystów, w której zginął policjant

Na ogół spokojna i cicha wieś Wisznia Mała (woj. dolnośląskie) w nocy z soboty na niedzielę zamieniła się w pole walki. Grupa antyterrorystów wymieniła ogień z bandytami, próbującymi obrabować bankomat, w wyniku czego zginęły dwie osoby, w tym policjant. Wszystkiemu ze swoich domów przysłuchiwali się mieszkańcy.

– Ja najpierw słyszałam dwa strzały, jeden za drugim, a później taką serię. Dlatego byłam zdziwiona, co się to dzieje. Strzelanina? Mówię, niemożliwe. Dla mnie to było zdziwienie straszne. Psy zaczęły ujadać, psy mamy takie, że jak ktoś śmieci wyrzuca w nocy to zawsze się budzimy. Tutaj wiecznie jakieś włamania, jak nie do sklepów, to gdzie indziej – dodaje inna z okolicznych mieszkanek.

Według relacji mieszkańców strzały padły między godziną 23, a północą. Przeszyły panującą ciszę.

– Usłyszałem strzały, myślałem, że to fajerwerki. Miałem wyjść i jeszcze opieprzyć, że się łebki bawią. Nie wyjrzałem, bo za chwilę przestało – mówi jeden z mężczyzn.

Kolejny pytany przez naszego reportera mieszkaniec przyznał, że kiedy uświadomił sobie, jak blisko jego domu rozegrała się strzelanina, po plecach przeszły mu dreszcze.

– Wracałem wczoraj od rodziny i była blokada skrzyżowania. Zapytałem przez cb radio co się stało, wiadomość była, że jakaś interwencja – wspomina.

I po chwili dodaje: – To była broń automatyczna. Pomyślałem, że to mogło pójść równie dobrze w naszą stronę. W linii prostej ja mam tutaj 200 metrów – przyznaje mężczyzna.

Pomoc dla rodziny ofiary

W sobotę po 23 dwóch mężczyzn próbowało włamać się do bankomatu w miejscowości Wisznia Mała. Na miejsce pojechały dwa zespoły antyterrorystów, w sumie 12 policjantów. Kiedy podchodzili do obiektu, jeden z bandytów otworzył ogień z broni maszynowej. Funkcjonariusze odpowiedzieli strzałami.

W strzelaninie zginął jeden z antyterrorystów, trzech kolejnych zostało rannych. 40-letni policjant który zginął, w policji pracował od 14 lat, a od 8 służył w samodzielnym pododdziale antyterrorystycznym we Wrocławiu. Osierocił dwójkę dzieci, w wieku 8 i 12 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: Imigranci z Afganistanu napadli i zgwałcili 16-latkę

Do dwóch brutalnych ataków na kobiety doszło w weekend w Niemczech. W Bawarii imigranci z Afganistanu napadli i zgwałcili 16-letnią dziewczynę. W tym samym czasie w sąsiedniej Badenii-Wirtembergii nieznani sprawcy obrabowali i także zgwałcili 42-latkę. 16-latka została napadnięta przez trzech Afgańczyków w piątek, w okolicy dworca, w bawarskiej miejscowości Höhenkirchen-Siegertsbrunn pod Monachium. Sprawcy mieli 27, 17 i 18 lat. Dwóch pierwszych dokonało gwałtu, trzeci został spłoszony przez przechodnia. Dzięki szybkiej akcji policja ujęła przestępców.

Tego samego dnia w Tybindze, w Badenii-Wirtembergii dwóch napastników zgwałciło 42-latkę. Z jej relacji wynika, że co najmniej jeden miał ciemną karnację. Trwają poszukiwania sprawców. Z najnowszego raportu, przedstawionego przez szefa MSW Bawarii Joachima Hermanna wynika, że liczba przestępstw seksualnych w tym kraju związkowym wzrosła w tym roku o prawie 50 proc., w porównaniu do roku ubiegłego.
Źródło info i foto: TVP.info

Pracownik banku przechytrzył bandytów, którzy chcieli okraść placówkę

Trzech zamaskowanych złodziei chciało obrabować bank w mieście Guadalajara na zachodzie Meksyku. Na przeszkodzie stały im… szklane drzwi i uważny ochroniarz. Nagranie z udaremnionej próby rabunku pokazał meksykański serwis notisistema.com.

Widać na nim, jak trzech mężczyzn w maskach i czapkach wchodzi do przedsionku jednego z banków w Guadalajara. Do drugich szklanych drzwi ubiega ich pracownik ochrony, który wcześniej zauważył podejrzanych mężczyzn. Udaje mu się zakluczyć drzwi dosłownie tuż przed nosami złodziei. Ci przez chwilę siłują się z klamką. Daremnie. Po tym zwyczajnie odchodzą.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Robert K. z wyrokiem 25 lat więzienia

Jeden z najgroźniejszych polskich przestępców lat 90. usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Robert K. ps. Ciolo został skazany za udział w napadzie na dom w podwarszawskich Markach w 1993 r. Bandyta torturował kobietę, którą chciał obrabować. Próbował także zabić jej ochroniarza. „Ciolo” ma już na koncie pięć wyroków dożywocia za dokonanie sześciu zabójstw.

Prokuratura chciała 10 lat więzienia dla Roberta K. W środę Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi zaskoczył jednak śledczego i wydał wyrok aż 25 lat pozbawienia wolności. Na wyroki ponad 10 lat więzienia skazani zostali kompani „Ciola” oraz słynny stołeczny gangster Jacek P. ps. Jacek, uznawany dawniej za jednego z bossów stołecznego półświatka. Sąd wydając surowe wyroki wziął pod uwagę bardzo brutalne działanie sprawców. To sukces stołecznej Prokuratury Apelacyjnej, która zajmowała się napadem sprzed 22 lat.

„Piecia” przerywa milczenie

Rozwiązanie sprawy było możliwe dzięki zeznaniom byłego gangstera Sławomira S. ps. Piecia, Pięć lat temu zdecydował się on na współpracę z organami ścigania i został świadkiem koronnym. Opowiedział śledczym o działalności lubelskiego półświatka w latach 90. i w nowym stuleciu.

„Piecia” opisał jak w marcu 1993 r. pojechał razem z Robertem K. ps. „Ciolo”, Krzysztofem B. ps. „Krzywy” oraz Andrzejem Z. ps. „Bebol” na „robotę do Marek”. Robert K. miał powiedzieć kompanom, że napadną na Stefanię R., która „nie chce podzielić się pieniędzmi ze spadku ze swoim pasierbem”.

Bandyci obezwładnili najpierw Józefę K., gosposię Stefanii R. Potem czekali na gospodynię. Jednak wcześniej na miejsce przyjechał emerytowany policjant Stanisław F., który zajmował się ochroną Stefanii R. Napastnicy rzucili się na niego. W pewnym momencie Robert K. miał strzelić do ochroniarza z pistoletu marki Margolin. Rannego w brzuch mężczyznę skuto kajdankami. Bandyci zostawili go w jednym z pomieszczeń, nie przejmując się, że obficie krwawił.

Przypalali kobietę żelazkiem

Drugi akt dramatu w Markach rozegrał się kilkadziesiąt minut później. Do domu wróciła gospodyni. Szybko została obezwładniona przez bandytów. Na żądanie napastników oddała gotówkę i kosztowności warte ok. 7 mln starych złotych. Rabusie uznali, że to za mało. Zaczęli torturować kobietę, przypalając ją m.in. rozgrzanym żelazkiem. Przestali gdy uznali, że zmaltretowana kobieta rzeczywiście nie ma już więcej pieniędzy.

Stefania R. bardzo przeżywała napad. Bała się powrotu bandytów. Wynajęty ochroniarz pilnował jej całą dobę. Miał sprawdzać m.in. czy wszystkie okna i drzwi są właściwie zabezpieczone. Po roku kobieta zmarła. Zdaniem śledczych, był to skutek obrażeń doznanych podczas napadu. Nie znaleziono na to jednak wystarczająco mocnych dowodów.

„To nie ja strzelałem”

„Ciolo” przyznał się w śledztwie do udziału w napadzie na dom w Markach i wskazał inne osoby, które z nim były. Przekonywał także, że to „Piecia” strzelał do Stanisława F. Warszawscy śledczy ustalili jednak, że bandyta kłamał, chcąc zdyskredytować świadka koronnego. Janusz P. ps. Jacek także nie przyznał się do zarzutów. Twierdzi, że padł ofiarą pomówień.
Żródło info i foto: TVP.info

Konrad P. przed sądem

Bił, aż krew tryskała na ściany. Po roku od tej strasznej zbrodni 18-letniego wtedy chłopaka na 85-letniej sąsiadce zapadł wyrok. Sąd w Koszalinie skazał bestię na 13 lat więzienia za to, że bezlitośnie skatował Marię Dochnar. Zmasakrowana ofiara już nigdy nie zdołała wstać z łóżka – zmarła po pół roku. – Myślę że to sprawiedliwa kara za to, co zrobił mojej mamie – komentuje wyrok Bożena Ksycka (54 l.), córka pani Marii.

Ten bestialski czyn do głębi poruszył mieszkańców Darłowa. Latem 2013 r. Konrad P. pilnie potrzebował pieniędzy na spłatę długu, wierzyciele zaczęli go już mocno naciskać. Przyciśnięty do muru, chłopak wpadł na pomysł, by obrabować swoją sąsiadkę. Dobrze wiedział, że nie ma problemów finansowych.

– To było straszne, co on zrobił mojej mamie – opowiada ze łzami w oczach córka zmasakrowanej pani Marii. – Kuchnia przypominała rzeźnię. Wszędzie na ścianach była rozbryzgana krew, a moja mama leżała na podłodze. „Dlaczego oni mi to zrobili” – szeptała zmasakrowana staruszka, leżąca w kałuży krwi, gdy córka próbowała ją ratować. Żyła, trafiła do szpitala. – Mama już nigdy nie odzyskała sprawności ruchowej – mówi pani Bożena. – Po tym, co ją spotkało, leżała w łóżku i wymagała opieki całodobowej. Pół roku później zmarła.

Z ustaleniem sprawcy tego koszmaru policja nie miała żadnych problemów. Wychodząc z kuchni po zmasakrowaniu starszej pani, Konrad P. odruchowo zgasił światło. Przy okazji zostawił na kontakcie ślad swej dłoni zbroczonej krwią ofiary. Mimo że tak młody, w sądzie zachowywał się kompletnie beznamiętnie. Córka pani Marii jest zszokowana jego zachowaniem. – Gdy opowiadał, jak bił moją mamę, to nie widać było na jego twarzy żadnych uczuć. Mówił to w sposób, jakby moja mama nie była żywym człowiekiem, którego on bez litości zmasakrował – zauważyła ze zgrozą. Prokuratura wnioskowała o 15 lat więzienia dla bestii, koszaliński sąd skazał go na 13 lat.
Żródło info i foto: Fakt.pl