Paweł Wojtunik komentuje wyciek danych funkcjonariuszy

– Jeśli w ten sposób wyciekają dane funkcjonariuszy, czyli osób, które powinny być szczególnie chronione, to jak mają się czuć pozostali obywatele? – mówi w rozmowie z money.pl były szef CBA i dyrektor CBŚ Paweł Wojtunik, komentując wyciek danych funkcjonariuszy państwowych służb.

Dane 20 tys. pracowników państwowych służb, w tym policji i CBŚP, Służby Ochrony Państwa czy Straży Granicznej wyciekły do internetu. Udostępnił je pracownik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

Plik z danymi udostępniono w popularnym serwisie umożliwiającym wizualizację danych. Wyciek zauważył użytkownik tego serwisu, który szukał informacji na temat szczepień. Prawdopodobnie plik był listą osób zapisanych na szczepienia. Zawierał m.in. adresy, telefony i numery PESEL.

– To absolutny skandal – powiedział w rozmowie z money.pl były szef CBA i dyrektor CBŚ Paweł Wojtunik. – Jeśli w ten sposób wyciekają dane funkcjonariuszy, czyli osób, które powinny być szczególnie chronione, to jak mają się czuć pozostali obywatele?

Wyciek danych jest bardzo niebezpieczny, bo mając adresy, telefony czy numery PESEL oszuści mogą posłużyć przestępcom.

– Wypłynięcie numerów PESEL jest rzeczą niespotykaną i absolutnie niedopuszczalną, bo mając taki numer można wziąć kredyt – mówi Wojtunik.

Jednak w przypadku funkcjonariuszy ujawnienie takich informacji jest szczególnie groźne, bo jeśli poznają je przestępcy, mogą np. zaplanować zemstę, albo skutecznie zablokować działania policji.

– Mam nadzieję, że na tej liście nie było pracowników operacyjnych, czy funkcjonariuszy pracujących pod przykryciem – mówi Wojtunik. – Ale jeśli byli, to jest to pełna dekonspiracja i zagrożone może być nawet życie tych osób.

Zdaniem Wojtunika służby powinny teraz zrobić wszystko, żeby załatać dziury w zabezpieczeniach.

– Te dane każda ze służb powinna trzymać u siebie. Zupełnie nie rozumiem, po co w ogóle Rządowemu Centrum Bezpieczeństwa była taka lista. Czy RCB prowadzi kronikę funkcjonariuszy, którzy się szczepią? – mówi były szef CBA. – To stawia pod znakiem zapytania zabezpieczenia, jakie mają w tej chwili służby.

Politycy interweniują

Skandalem sprawę wycieku danych nazywa także poseł KO Maciej Lasek, który był gościem wtorkowego wydania programu „Newsroom” Wirtualnej Polski.

– Gdybyśmy spojrzeli na historię, to takie rzeczy się po prostu nie zdarzały. To pokazuje degrengoladę zarządzania polskimi służbami. Rząd już sobie tak naprawdę nie radzi z niczym. To skandal, który stawia nas w gronie krajów trzeciego świata – powiedział Lasek.
Źródło info i foto: Money.pl

Szwecja: Ludzie buntują się wobec liberalnego państwa. „Zatrzymać ludobójstwo!”

W Sztokholmie przed szwedzkim parlamentem codziennie przybywa kwiatów składanych przez tych, którzy w epidemii Covid-19 stracili bliskich. Tak jak każdego dnia wzrasta liczba zgonów. „To nie są tylko statystyki” – ocenia córka jednej z ofiar.

Do wielu bukietów dołączane są bardzo osobiste listy, na części z nich widnieją oskarżenia skierowane do szwedzkiego państwa. „Zatrzymać ludobójstwo!”, „Tlen dla wszystkich (pacjentów)”, „Ocalmy Szwecję” – można przeczytać na kartkach. Rozgoryczone rodziny twierdzą, że ich bliscy są ofiarami liberalnej strategii walki z koronawirusem, polegającej na dobrowolnych zaleceniach zachowania dystansu zamiast zakazów. Zwracają uwagę na niedostateczną pomoc ze strony służby zdrowia oraz pozostawienie osób w podeszłym wieku „samym sobie” w domach opieki.

Na transmitowanych przez media konferencjach prasowych epidemiolodzy mówią tylko o liczbach albo o krzywych, które utrzymują się na względnie płaskim poziomie. – A to nie są tylko statystyki. To ludzie, którzy mogliby nadal żyć – mówi w rozmowie z PAP Asa, która przyszła pod parlament pożegnać się ze swoimi ojcem. Nie zdążyła go odwiedzić. Jan zmarł w wieku 88 lat w jednym z domów spokojnej starości w Sztokholmie.

Inna kobieta, Mirrey, która jako pierwsza w spontanicznym odruchu serca złożyła kwiaty i zapaliła znicz przed parlamentem, twierdzi, że jej będący w sile wieku ojciec miałby większe szanse przeżycia, gdyby służba zdrowia wcześniej postawiła właściwą diagnozę i przeprowadziła testy na Covid-19. – Josef przestrzegał zaleceń urzędów. Dziś nie żyje – napisała na dołączonej do żółtych róż kartce.

– W połowie marca mój tata źle się poczuł i dostał gorączki. Zgodnie z rekomendacją lekarzy został w domu. Gdy lepiej się poczuł, wrócił do pracy, ale po dwóch dniach pojawił się u niego duszący kaszel. Znów leczył się sam w domu, aż trafił do szpitala, z którego już nie wrócił – twierdzi Mirrey.

Na założonym przez Mirrey w mediach społecznościowych forum internetowym „dla osób, które straciły bliskich w związku z Covid-19”, podobnych historii można przeczytać więcej. Część osób szuka wsparcia i chce wyrazić żal, inni wymieniają się doświadczeniami, czy i w jaki sposób złamane zostały prawa pacjentów czy osób starszych.

W niedzielę szwedzki Urząd Zdrowia Publicznego poinformował o kolejnych 10 ofiarach śmiertelnych koronawirusa. Bilans ten wzrósł do 2 679. W Szwecji dotychczas potwierdzono 22 317 przypadków Covid-19 (253 w ciągu doby).
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci okazali się gangsterami. Usłyszeli zarzuty

Mają od 33 do 41 lat. Ich misją miała być ochrona prawa i obywateli. Okazało się jednak, że mają to za nic, ponieważ wolą się wzbogacić. Trzej, byli już, policjanci z Bogatyni i Zgorzelca (woj. dolnośląskie) mają sporo na sumieniu. Prokuratura zarzuca im m.in. udział w zorganizowanych grupach przestępczych.

Mężczyźni, którym prokuratura w Jeleniej Górze właśnie postawiła zarzuty, to byli policjanci komisariatu w Bogatyni i komendy powiatowej w Zgorzelcu w wieku od 33 do 41 lat. Zostali zatrzymani w styczniu 2019 roku. Najwyraźniej sumienie ich nie gryzło, ponieważ w tym momencie dwóch z nich nadal pełniło służbę!

Dwóch z oskarżonych, Sławomir N. i Paweł M., usłyszało po 6 zarzutów, a trzeciemu, Pawłowi S. zostało przedstawionych łącznie 10 zarzutów. – Poza udziałem w grupach przestępczych, popełnili szereg innych czynów zabronionych, w tym m.in. przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za zaniechanie czynności służbowych oraz przekazywanie informacji o prowadzonych postępowaniach karnych – wyjaśnia Tomasz Czułowski, rzecznik jeleniogórskiej prokuratury okręgowej.

Jak ujawnia prokuratura, policjanci nieźle się na tym wzbogacili. W zamian za porzucenie sprawy odkrytej plantacji marihuany, we trzech zgarnęli okrągłą sumkę 80 tysięcy złotych. To ich najwyraźniej rozzuchwaliło. Dwóch z nich przyjęło 40 tysięcy złotych łapówki w zamian za odstąpienie od ścigania złodziei samochodów. Potem próbowali sprzedać 3,5 kilograma substancji psychotropowych, ale kupiec się rozmyślił, więc do transakcji nie doszło.

Z kolei trzeci z oskarżonych celowo umożliwił poszukiwanemu przestępcy ucieczkę sabotując jego zatrzymanie. W zamian za łapówki miał też ukrywać informacje o pobiciu innej osoby, podawać nieprawdziwe dane w notatce służbowej z interwencji, przekazywać przestępcom informacje o prowadzonych postępowaniach, a nawet nakłaniać kogoś do fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, które miał popełnić inny policjant.

– Oskarżeni uczynili sobie z procederu łapownictwa stałe źródło dochodu – podkreśla prok. Czułowski. – Łącznie przyjęli korzyści majątkowe w kwocie około 350 tysięcy złotych – wylicza. Teraz mogą trafić za kratki nawet na 20 lat.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sri Lanka: Wśród ofiar zamachów obywatele kilkunastu państw

W niedzielnych atakach terrorystycznych na Sri Lance zginęło 310 osób, a 500 zostało rannych. Choć większość ofiar to Lankijczycy, są wśród nich także obywatele USA, Wielkiej Brytanii, Danii, Hiszpanii czy Portugalii. W atakach bombowych na Sri Lance zginęło 39 cudzoziemców, a 28 zostało rannych – podaje CNN za lokalnymi lankijskimi władzami.

Wśród ofiar jest ośmiu obywateli Wielkiej Brytanii. To m.in. emerytowany strażak Billy Harrop z Manchester wraz z żoną Sally oraz Anita Nicholson z 14-letnim synem Aleksem i 11-letnią córką Annabel.

W tym samym hotelu zginęło troje dzieci 46-letniego Andersa Holcha Povlsena – duńskiego biznesmena, udziałowca ASOS, uznawanego za najbogatszego człowieka kraju. Według szwedzkiej gazety „Aftonbladet” Povlsen wraz z małżonką i czwórką dzieci spędzał wakacje na Sri Lance.

Wśród ofiar Dieter Kowalski

W zamachach zginęło dwóch obywateli Hiszpanii w wieku ok. 30 lat. Para spędzała wakacje na Sri Lance. Z kolei premier Australii Scott Morrison powiedział o dwóch ofiarach (kobieta i jej 10-letnia córka) oraz dwóch rannych z jego kraju. Ranni są w stanie stabilnym. To kobiety – jedna jest po 50., a druga ma dwadzieścia kilka lat.

Rzecznik portugalskiego ministerstwa spraw zagranicznych potwierdził CNN, że jedną z ofiar był obywatel Portugalii, Rui Lucas z firmy T&T.

W wybuchach zginęło też kilku obywateli USA, ale nie wiadomo jeszcze ilu dokładnie. Wśród zabitych jest 40-letni Dieter Kowalski z Denver, który zginął zaraz po przybyciu do hotelu. Jego podroż do Sri Lanki miała charakter służbowy. Był pracownikiem edukacyjnej firmy Pearson.

Życie stracił także uczeń piątej klasy z Waszyngtonu, Kieran Shafritz de Zoysa.

Indyjskie władze podają, że w atakach zginęło siedmiu lub ośmiu obywateli tego kraju. Pięciu z nich to przedstawiciele indyjskiej partii politycznej, Janata Dal Secular. Dwóch innych polityków uznaje się za zaginionych. Ofiary przebywały również w hotelu Shangri-La w stołecznym Kolombo. Zamachowiec samobójca zdetonował tam ładunek wybuchowy, kiedy goście jedli śniadanie.

Wśród ofiar są też obywatele Turcji (dwóch inżynierów), Holandii, Chin, Japonii, Bangladeszu i Arabii Saudyjskiej.

Ataki na kościoły i hotele

Do serii zamachów terrorystycznych doszło na Sri Lance w niedzielę rano. Celem pierwszych ataków było sanktuarium św. Antoniego oraz hotele Cinnamon Grand, Shangri-La i Kingsbury w Kolombo, stolicy kraju. Doszło do nich tuż przed godz. 9.00 lokalnego czasu. Wtedy wierni przybyli na nabożeństwo, a w hotelach turyści jedli śniadania.

W tym samym czasie nastąpiła eksplozja w kościele św. Sebastiana w Negombo oraz w kościele Syjon w mieście Batticaloa. Kilka godzin później dwa kolejne wybuchy miały miejsce tuż za Kolombo, jeden z nich w pensjonacie, gdzie zabito dwie osoby, a drugi w pobliżu wiaduktu.

Trzech policjantów zginęło podczas przeszukania domu na obrzeżach Kolombo. Przypuszcza się, że jego mieszkańcy zdetonowali materiały wybuchowe, aby zapobiec aresztowaniu. W związku z zamachami zatrzymano 40 osób.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe wątki w sprawie zabójstwa Jana Kuciaka i jego narzeczonej

Zabójcy słowackiego dziennikarza kupili broń od mężczyzny, który pochodzi z Węgier. W polu zainteresowania służb badających morderstwo znalazło się dwóch obywateli z tego kraju.

W centrum policyjnego śledztwa ws. zabójstwa Jana Kuciaka i jego dziewczyny znalazło się dwóch Węgrów. Dokumenty zebrane przez portal hvg.hu wskazują na obywateli tego kraju pochodzących z miejscowości Zebegeny i Kecskemet. W pierwszej mordercy słowackiego dziennikarza mieli kupić od mężczyzny o inicjałach L.K. broń, za którą zapłacili 3 tys. euro.

Mężczyzna z drugiego miasta o inicjałach I.R.K. stał się podejrzany, ponieważ dzwonił do L.K. w momencie zabójstwa Kuciaka i bezpośrednio przed nim. Obaj byli przesłuchiwani przez długie godziny. Pomimo domniemanych zeznań, które ich obciążały według węgierskiego prawa są świadkami, a nie podejrzanymi. W związku z tym mężczyźni zostali zwolnieni do domów.

Węgierska policja na prośbę słowackich kolegów przeprowadziła rewizję w kilku miejscach m.in. domu L.K i siedzibie firmy należącej do I.R.K. W dalszym ciągu nie znalaziono broni, którą zabito słowackiego dziennikarza. L.K. miał osobiście przynieść pistolet strzelcowi Tomasowi Sz. Zleceniodawcą była Alena Zs., kierowcą Miroslav M., a pośrednikiem Zoltan A. Za śmierć Kuciaka zapłacono 70 tys. euro.
Źródło info i foto: wp.pl

W Szwecji aresztowano 3 mężczyzn za przygotowywanie zamachu

3 mężczyzn podejrzewanych o przygotowywanie zamachu trafiło do szwedzkiego aresztu. To obywatele Uzbekistanu i Kirgistanu. O ich aresztowaniu zdecydował w czwartek sąd w mieście Solna pod Sztokholmem. Policjanci zatrzymali podejrzanych w poniedziałek w dzielnicy Akalla na północno-zachodnich przedmieściach Sztokholmu oraz w Stroemsund na północy Szwecji.

Jeden z trzech zatrzymanych, 45-letni Uzbek, figuruje w szwedzkiej ewidencji ludności od 2008 roku. Jest zameldowany w regionie sztokholmskim, ale – jak wykazał prokurator – jego działalność wskazuje na powiązania z lokalem w Stroemsund na północy Szwecji, w którym policja zabezpieczyła puszki z chemikaliami. Po przyjeździe do Szwecji Uzbek zmienił imię i nazwisko. Ma na koncie kilka wykroczeń drogowych oraz przestępstwa związane z nieprawidłowościami finansowymi przy prowadzeniu księgowości.

Jego 29-letni rodak, jesienią 2013 roku starał się o przyznanie pobytu stałego w Szwecji. Zezwolenie na pobyt czasowy otrzymał trzy lata później. W listopadzie 2016 roku został wpisany tymczasowo do rejestru ludności. W grudniu 2016 roku 29-latek ponownie wystąpił o pozwolenie na pobyt stały w Szwecji. Mężczyzna ten został skazany na karę w zawieszeniu oraz grzywnę za oszustwo polegające na próbie nabycia telefonu komórkowego na podstawie fałszywego dowodu tożsamości.

Trzeci z podejrzanych mężczyzn, 38-letni obywatel Kirgistanu, przebywał w Szwecji tymczasowo i nie starał się o pobyt stały.

Według szwedzkich służb specjalnych SAPO, przeprowadzona w poniedziałek rano wspólna operacja służb i policji miała charakter „akcji antyterrorystycznej”.

Przygotowania do domniemanego przestępstwa terrorystycznego trwały od jakiegoś czasu. Obecnie nie ma żadnych oznak, by do ataku mogło dojść w najbliższych dniach – poinformowały w komunikacie szwedzkie służby specjalne.

Nie ujawniono jednak ani celu, ani miejsca planowanego ataku.

Według rzeczniczki SAPO Niny Odermalm Schei w sprawie chodzi o „terroryzm z międzynarodowymi powiązaniami”. Służby nie wykluczyły kolejnych zatrzymań w tej sprawie.

Według szwedzkiej agencji TT – co najmniej jedna z zatrzymanych osób miała kontakt z pochodzącym z Uzbekistanu Rachmatem Akiłowem – sprawcą ubiegłorocznego zamachu w Sztokholmie.

Pochodzący z Uzbekistanu Rachmat Akiłow 7 kwietnia 2017 roku wjechał skradzioną ciężarówką w przechodniów w centrum Sztokholmu, zabijając 5 osób i raniąc 14.

Sprawca zamachu był robotnikiem budowlanym. Starał się o prawo stałego pobytu w Szwecji, ale w czerwcu 2016 roku jego wniosek został odrzucony; w grudniu tego samego roku miał on dobrowolnie opuścić kraj. W lutym 2017 roku sprawa została przekazana policji. Akiłow był poszukiwany, ale nie udało się go odnaleźć.

Według prokuratora, zamachowiec chciał „przestraszyć mieszkańców Szwecji i zmusić Szwecję do wycofania się z wojskowych działań szkoleniowych realizowanych przez globalną koalicję przeciwko Państwu Islamskiemu (IS)”.

Rachmat Akiłow w areszcie czeka na wyrok, który ma zapaść latem. Grozi mu dożywocie. Jest on jedynym oskarżonym, choć śledztwo wykazało, że poprzez media społecznościowe utrzymywał kontakt z innymi osobami o radykalnych poglądach. Poziom zagrożenia terrorystycznego w Szwecji pozostaje niezmieniony i wynosi trzy w pięciostopniowej skali, co oznacza zwiększone zagrożenie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Akcja niemieckiej policji przeciwko polsko-syryjskiej grupie przemytników ludzi

Policja niemiecka poinformowała w środę, że prowadzi akcję w kilku landach przeciwko polsko-syryjskiej szajce przemytników ludzi, która miała odpłatnie organizować nielegalny wjazd do Niemiec przez Polskę obywatelom Syrii. Zatrzymano co najmniej jedną osobę.

Z informacji zamieszczonej na Twitterze przez policję z miejscowości Pirna w Saksonii, 15 km na północ od granicy z Czechami i 70 km na zachód od granicy z Polską, operacja koncentruje się przede wszystkim na przeszukaniach w Berlinie, gdzie doszło do zatrzymania co najmniej jednej osoby.

Według niepotwierdzonych na razie informacji regionalnej rozgłośni radiowej MDR chodzi o grupę złożoną z Polaków i Syryjczyków, która za opłatą miała sprowadzać do Niemiec przez Polskę przede wszystkim obywateli syryjskich. MDR podała ponadto, że w Berlinie zatrzymano dwie osoby i przeszukano osiem lokalizacji.

Z informacji MDR wynika, że przeszukania prowadzone były też w Nadrenii Północnej-Westfalii, Saarze i Badenii-Wirtembergii na zachodzie kraju, w Saksonii-Anhalt i Dolnej Saksonii w środkowej części kraju oraz w Bawarii na południowym wschodzie, a także w Polsce. Skonfiskowano telefony komórkowe i nośniki danych oraz „znaczące środki” podejrzanych w obu krajach.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest śledztwo w sprawie udziału trzech obywateli polskich w zbrojnych grupach terrorystycznych

Jest śledztwo ws. udziału trzech obywateli polskich w zbrojnych grupach terrorystycznych. Chodzi m.in. o Waila Awada oraz Karima Labidi, poszukiwanych przez Interpol za przynależność do Państwa Islamskiego.

Informację PAP potwierdził łódzki wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej. Chodzi o osoby, które mając obywatelstwo innego kraju posiadają też obywatelstwo polskie i są obecnie ścigane m.in. przez Interpol. Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował PAP, że śledztwo nadzorowane jest przez łódzki wydział zamiejscowy PK. Zapewnił jednocześnie, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego realizuje na bieżąco swoje obowiązki zapisane w ustawie o ABW i AW oraz w Ustawie o działaniach antyterrorystycznych.

Jak informuje łódzki wydział zamiejscowy PK, wobec trzech mężczyzn wydane zostały w tym śledztwie postanowienia o przedstawieniu zarzutów udziału w grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Dotychczas prokuratura nie ogłosiła podejrzanym zarzutów, bo nie przebywają oni w Polsce, a ich aktualne miejsce pobytu nie jest znane organom ścigania. Poszukiwani są zarówno na terenie Polski jak i innych krajów Unii Europejskiej.

Według prokuratury, grupa miała na celu popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat 8. Według informacji PAP chodzi m.in. o poszukiwanych przez Interpol listem gończym Waila Awada urodzonego w Sudanie, obywatela Sudanu i Polski oraz Karima Labidi urodzonego w Le Kram w Tunezji, z obywatelstwem Tunezji i Polski. Według Interpolu mężczyźni należeli do Państwa Islamskiego.

W odrębnym postępowaniu do Sądu Okręgowego w Łodzi trafił z tego wydziału PK akt oskarżenia przeciwko Polakowi – obecnie 25-letniemu Dawidowi Ł. On również oskarżony został o udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Również ona miała na celu popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat 8 – podali PAP śledczy.

Według informacji „The Guardian” Interpol przypuszcza, że Państwo Islamskie mogło wysłać do Europy nawet 173 wytrenowanych zamachowców. W czasie śledztwa ustalono, że Dawid Ł. przedostał się do Syrii przez Turcję wiosną 2014 roku i przebywał tam blisko rok. Tam – według prokuratury – przyłączył się do zbrojnej organizacji islamskiej. Jej celem było wprowadzenie na terytorium Syrii struktury rządzącej się prawami szariatu.

Według prokuratury Ł. w kwietniu 2015 roku powrócił do Norwegii, w której wcześniej zamieszkiwał. Tam został zatrzymany, a następnie – jesienią 2015 roku – deportowany do Polski. W tej sprawie jest jeszcze jeden oskarżony, który ma odpowiedzieć przed sądem za to, że posiadając wiarygodne informacje o popełnionych przez inne osoby przestępstwach o charakterze terrorystycznym, nie zawiadomił o tym, za co grozi do 3 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Konsulat RP w Manchesterze. Wśród ofiar wybuchu nie ma Polaków

Konsulat RP w Manchesterze poinformował na swojej stronie internetowej, że „w chwili obecnej nie posiada informacji o tym, aby wśród poszkodowanych w incydencie w Manchester Arena znajdowały się osoby narodowości polskiej”. Jednocześnie przekazano nr telefonu dyżurnego: +44 (0) 77 69 97 57 19 dla osób posiadających „jakiekolwiek informacje dotyczące obywateli polskich, którzy ucierpieli w tym zdarzeniu” w Manchesterze.

Według informacji policji, co najmniej 19 osób zginęło, a 59 zostało w wyniku incydentu traktowanego przez policję jako możliwy zamach terrorystyczny. Do zdarzenia doszło wczoraj ok. 22.35 czasu lokalnego (23.35 czasu polskiego) w pobliżu wejścia do liczącej 21 tys. miejsc Manchester Arena, tuż po zakończeniu koncertu amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande. W pierwszych relacjach świadkowie mówili o „głośnym huku” i „wybuchu”.

Brytyjska premier Theresa May zapewniła w oświadczeniu wydanym w nocy, że rząd „pracuje, aby ustalić szczegóły tego, co jest traktowane przez policję jako przerażający atak terrorystyczny” i dodała, że „wszystkie nasze myśli są z ofiarami i rodzinami tych, którzy zostali poszkodowani”.
Źródło info i foto: onet.pl

Chińczycy handlowali nielegalnym bursztynem

​Prawie trzy tony bursztynu znaleźli w jednym z warszawskich mieszkań mazowieccy policjanci. Pochodzenie zarekwirowanego surowca nie jest znane. Wiadomo natomiast, że straty Skarbu Państwa wyniosły ponad 440 tys. złotych. Z zabezpieczonych na miejscu dokumentów wynika, że – objęta śledztwem – spółka zarabiała, ale nie wykazywała tego w deklaracjach podatkowych – tłumaczy Andrzej Lewicki z Komedy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Prokurentem firmy, odpowiedzialnym za proceder, był obywatel Chin.

W piwnicy przeszukanego domu znaleziono też maszyny do obróbki bursztynu oraz drobny bursztyn, przechowywany w workach oraz luzem, w pryzmach na podłodze. Natomiast na parterze budynku mieścił się sklep jubilerski, w którym oferowano wyroby z bursztynu. W sumie kilkaset sztuk. Ich wartość oszacuje teraz biegły. Policjanci zabezpieczyli również gotówkę – ponad 65 tys. dolarów.

Obywatel Chin usłyszał już zarzuty. Wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze w postaci zakazu opuszczania kraju, zatrzymania paszportu, poręczenia majątkowego oraz dozoru policji. Sprawą – pod nadzorem radomskiej Prokuratury Okręgowej – zajmuje się Trzeci Mazowiecki Urząd Skarbowy.
Źródło info i foto: interia.pl