Od 15 lat ukrywał się przed odsiadką. Był poszukiwany pięcioma listami gończymi

Policjanci zatrzymali w Olszynie 39-latka, który od 15 lat ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości. Mężczyzna poszukiwany był pięcioma listami gończymi między innymi za przestępstwa gospodarcze, kradzież, udział w bójce oraz pobiciu.

Policjanci z Wydziału Zabezpieczenia Miasta Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie ustalili, że w jednym z mieszkań na terenie miasta ukrywa się poszukiwany od 15 lat mężczyzna. W poniedziałek pojechali na miejsce i zastali 39-latka, który był kompletnie zaskoczony pojawieniem się funkcjonariuszy.

– Sprawdzenie w systemach informatycznych wykazało, że był on poszukiwany na podstawie pięciu listów gończych oraz nakazu doprowadzenia wydanych przez Sąd Rejonowy w Olsztynie. Mężczyzna przez 15 lat ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości między innymi za przestępstwa gospodarcze oraz kradzież czy udział w bójce czy pobiciu – przekazała Komenda Miejska Policji w Olsztynue.

W więzieniu spędzi najbliższe lata

39-latek ma do odbycia łączną karę prawie czterech lat więzienia. We wtorek mężczyzna najprawdopodobniej trafi do zakładu karnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Anders Breivik domaga się wcześniejszego wyjścia na wolność. Wygłosi przemowę. Świadkiem był neonazista

77 morderstw – za te zbrodnie Anders Breivik został skazany na 21 lat pozbawienia wolności. Po 10 latach odsiadki domaga się wcześniejszego wyjścia z więzienia. We wtorek ma wygłosić przemowę w tej sprawie. Do sądu okręgowego w Telemark na południu Norwegii wpłynął wniosek, w którym Anders Breivik wnosi o wcześniejsze wyjście na wolność – relacjonuje „The Independent”. We wtorek ma wygłosić mowę w tej sprawie – jego obrońca przekazał, że będzie to „długie przemówienie”. Breivik motywuje swoją prośbę zapewnieniem, że „nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa”. Rozprawa odbędzie się w sali gimnastycznej więzienia Skien pod Oslo, gdzie obecnie przebywa mężczyzna.

Przedterminowemu zwolnieniu z aresztu już teraz sprzeciwiają się prokuratura, przedstawiciele służby więziennej oraz lekarz psychiatrii. – Nadal uważamy, że istnieje niebezpieczeństwo, iż popełni on nowe, poważne przestępstwo – przekazała prokuratorka Hulda Karlsdottir. Na wtorkowej rozprawie ma zeznawać szwedzki neonazista, którego Breivik powołał na swojego świadka. Chodzi o Paera Oeberga, członka Nordyckiego Ruchu Oporu, Paer Oeberg. Nie wiadomo, co jego zeznania mają wnieść do sprawy.

22 lipca 2011 roku Anders Breivik dokonał dwóch zamachów na terenie Norwegii. Pierwszy z nich – na siedzibę premiera Norwegii – w jego trakcie zginęło 8 osób. Kolejny miał miejsce tego samego dnia na wsypie niedaleko Oslo, na której odbywał się obóz młodzieży. Przebrany za policjanta dostał się na wyspę, gdzie przy użyciu broni automatycznej zabił kolejnych 69 osób, w tym większość małoletnich. W obu zamachach rannych zostało kilkaset osób.

Po zatrzymaniu przez policję Breivik przyznał się do zarzuconych mu czynów, utrzymując jednocześnie, że „nie popełnił przestępstwa”. Sąd skazał Breivika na 21 lat pozbawienia wolności, z możliwością przedłużenia wyroku. Jak wskazywano, oba zamachy terrorystyczne, których się dopuścił, miały prawdopodobnie charakter polityczny. Obecnie w Norwegii nie obowiązuje prawo dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marcin K. ps. „Belmondziak” ścigany listem gończym

W styczniu 2018 r. Marcin K. ps. „Belmondziak” odzyskał wolność, kiedy sędzia mimo skazania go na trzy lata odsiadki ulitował się nad prośbą podsądnego. Przyrodni brat „Szkatuły”, prosił bowiem o uchylenie aresztu, aby mógł się uczyć. Jak przebiegała jego edukacja, dowiemy się pewnie dopiero wtedy, gdy schwyta go policja. „Belmondziak” nie stawił się bowiem w 2020 r. do odbycia kary, a od 11 miesięcy jest ścigany listem gończym.

47-letni Marcin K. ps. „Belmondziak” vel „Wściekły” to jedna z barwniejszych postaci kryminalnego podziemia stolicy. Choć przyćmiewa go niesława jego przyrodniego brata Rafała S. ps. „Szkatuła”, bossa jednej z największych grup przestępczych w Warszawie, to jednak i on sam dołożył co nieco do kronik policyjnych.

„Szkatuła” ukrywał się przez blisko dekadę (wpadł w 2011 r.) i to „Belmondziak” był jednym z kilku członków bandy, który mógł mieć z nim osobisty kontakt.

– Rafał był bardziej od kombinowania, a Marcin stawiał na argumenty siły. Jest charakterny. Potrafił się postawić grupie mokotowskiej, a z mniejszymi, choć równie znanymi gangami Warszawy i okolic szedł zdecydowanie na konfrontację – mówi jeden ze stołecznych policjantów, który przez lata rozpracowywał bandę „Szkatuły” i „Belmondziaka”.

– To on doprowadził do zrzeszenia mniejszych grup w sprawny organizm – wyjaśnia funkcjonariusz.

Biorąc pod uwagę rangę Marcina K. w półświatku, nie ma chyba wątpliwości, że to stoi na czele przetrzebionej bandy. Sam zaprzecza oczywiście, jakoby miał cokolwiek wspólnego z przestępczością. Siebie zaś widzi jako ofiarę nierzetelnych mediów, w tym piszącego te słowa.

Bez pośpiechu

Dlatego dziwić może, że musiał minąć rok, odkąd gangster nie raczył stawić się do odbycia kary, aby wydano za nim list gończy. Z informacji uzyskanej w Sądzie Okręgowym w Warszawie wynika, że „zarządzenie do policji z poleceniem niezwłocznego doprowadzenia skazanego do zakładu karnego zostało wydane 11 marca 2020 r. Sąd dał policji aż 10 miesięcy na załatwienie sprawy.

Kiedy okazało się, że „Belmondziak” zniknął, 19 stycznia 2021 r. został wydany za nim list gończy. A dopiero na początku września zdjęcie „Belmondziaka” pojawiło się na stronach stołecznej policji z informacją, że poszukują go kryminalni Komisariatu Policji Warszawa-Białołęka.

W komunikacie stróże prawa zaznaczyli, że „ważna jest każda informacja dotycząca ściganego mężczyzny i jego obecnego miejsca pobytu”. Policjanci zwracają się z prośbą do wszystkich, którzy znają miejsce pobytu poszukiwanego, o kontakt pod numerem telefonu 47 723-51-30, 47 723 52 20, za pomocą poczty elektronicznej: dyzurny.kp-bialoleka, ksp.policja.gov.pl. lub z najbliższą jednostką policji.

Droga do wolności

„Belmondziak” cieszy się wolnością od zimy 2018 r, po tym jak w styczniu Sąd Najwyższy uchylił mu areszt. Stało się to niedługo po tym, jak sąd uznał kasację od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który skazał gangstera na 13 lat więzienia. Była to kara m.in. za handel znacznymi ilościami narkotyków.

Sprawa wróciła do Sądu Okręgowego w Warszawie i toczy się od początku. Sąd Najwyższy uznał, że K. musi wpłacić 150 tys. zł poręczenia majątkowego, co też szybko nastąpiło.

Co ciekawe, na tym posiedzeniu SN obrońca „Belmondziaka” złożył oświadczenie Prezesa Zarządu Fundacji Kamili Skolimowskiej potwierdzające gotowość nawiązania współpracy z Marcinem K.

To był ostatni areszt ciążący na Marcinie K., który za kratami przebywał od 2009 r. Wcześniej udało mu się przekonać sędziego Andrzeja Krasnodębskiego, aby ten też uchylił tak dolegliwy środek zapobiegawczy. Czym przekonał sędziego, znanego z surowych wyroków wobec gangsterów? Rzekomym pędem do wiedzy.

Kiedy 11 grudnia 2017 r. usłyszał wyrok trzech lat więzienia za pomoc w próbie uprowadzenia pewnego złodzieja, przekonywał, że przez areszt nie może korzystać z dobrodziejstwa edukacji za kratami. – Chcę się uczyć. Skończyć jakieś kursy albo liceum – wyjaśniał „Belmondziak”.

Sędzia uznał, że to racjonalny argument i środek zapobiegawczy uchylił. Tyle, że wtedy na gangsterze ciążył jeszcze wspomniany areszt do sprawy narkotykowej.

Gorąca głowa

Na razie niewiele wiadomo o życiu „Belmondziaka” na wolności. Do policjantów i prokuratorów docierały tylko sygnały, że nie zrezygnował z gangsterki. Tym bardziej, że wielu członków bandy było już na wolności. Ale od 2018 r. Marcin K. nie został ani razu zatrzymany za tego rodzaju przestępstwa

Portal tvp.info odkrył jednak, że „Belmondziak” zadebiutował w innej roli – stadionowego chuligana. Będąc zapalonym kibicem Legii Warszawa (wielu członków jego gangu należy Teddy Boys, bojówki drużyny z Łazienkowskiej), pojawił się 1 grudnia 2018 r. na meczu z Koroną Kielce.

Najwyraźniej jednak dał się ponieść emocjom, ponieważ w pewnym momencie wdarł na murawę. Na jego drodze znalazł się porządkowy K.T. „Belmondziak” zadał trzy ciosy pięścią w głowę.

Chwilę potem podbiegł do sektora gości i „prowokował kibiców klubu Korona Kielce do działań zagrażających bezpieczeństwu tej imprezy poprzez wykonywanie przed ich trybuną nieprzyzwoitych gestów”.

Jako że w tumulcie tym brało udział kilka innych osób, osądzenie chuligańskiej akcji zajęło blisko rok. W październiku 2019 r, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Marcina K. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów.
Źródło info i foto: TVP.info

„Masa” znów trafi za kratki?

Najsłynniejszy polski świadek koronny już niedługo może znów trafić do więzienia. Wszystko przez to, że Jarosław Ł. ps. „Masa”, miał zaprzepaścić szansę porozumienia z prokuraturą. Teraz grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

Portal tvpinfo.pl donosi, że Jarosław Ł. (przedtem S. – red.) „Masa” miał mieć odmienne zdanie od śledczych w kwestii pobytu w zakładzie karnym. Świadek koronny spędził ostatnie dwa lata w areszcie śledczym i w ramach dobrowolnego poddania się karze ten czas zaliczony byłby na poczet odbywania wyroku. „Tym samym spełniałby warunki do warunkowego przedterminowego zwolnienia z więzienia z racji odbycia połowy kary” – twierdzi portal.

Były gangster z grupy Pruszkowskiej od kilku miesięcy miał lobbować za wyjściem na wolność i nie zamierzał dłużej pozostawać za kratami. „Masa” – według relacji tvpinfo.pl – miał umniejszać swoją rolę w przestępstwach i nie być do końca szczerym ze śledczymi, dlatego w styczniu skierowano akt oskarżenia wobec przestępcy.

– „Masa” zagrał va banque. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby wyrok, jaki usłyszy, był wyższy od naszej propozycji. Jarosław Ł. popełniał przestępstwa, będąc świadkiem koronnym, znajdując się pod ochroną państwa. Za sprawą „korony” uniknął z pewnością wieloletniej odsiadki i miał warunki, aby zerwać z kryminalną przeszłością – przyznała anonimowa osoba zbliżona do śledztwa. Według niej „powrót do popełnienia przestępstw może być okolicznością obciążającą”.

Jarosław Ł. będzie teraz odpowiadał z wolnej stopy, mury aresztu opuścił w maju. – Nie miałem myśli samobójczych, choć było ciężko. Bardzo brakowało mi przez te dwa lata żony, która na szczęście regularnie mnie odwiedziała – powiedział po wyjściu z ośrodka penitencjarnego „Masa”. – Dziś jestem kompletnie inny, przemyślałem bardzo wiele rzeczy, zrobiłem rachunek sumienia- dodał gangster.

Przypomnijmy, że najsłynniejszy polski świadek koronny jest oskarżony o popełnienie 17 przestępstw – m.in. oszustw, wręczania łapówek oraz paserstwa. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Sąd skrócił czas odsiadki dla „Szkatuły”

Aż o cztery lata złagodził Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrok Rafała S. ps. Szkatuła w sprawie próby porwania oraz podżegania do zabójstwa. Tym samym zamiast na 15 lat więzienia, boss jednej z największych stołecznych grup przestępczych został prawomocnie skazany na 11.

W grudniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Rafała S. na karę 15 lat więzienia za próbę porwania złodzieja samochodów Ireneusza T. w 2002 roku, podżeganie do zabójstwa Piotra D. ps. Pietia w 2010 i 2011 roku oraz nielegalne posiadanie broni. Sędzia Andrzej Krasnodębski uznał, że za pierwsze przestępstwo „Szkatuła” zasłużył na 8 lat, za drugie również na 8, a za trzecie na 3 lata pozbawienia wolności.

Sąd Apelacyjny, który rozpatrywał sprawę, uznał w przypadku dwóch ostatnich przestępstw, sąd I instancji wydał słuszny werdykt. Oceniono jednak, że w sprawie próby porwania trzeba wziąć pod uwagę fakt, że 8 lat to zbyt surowy wyrok, tym bardziej, że za udział w tym samym zdarzeniu brat przyrodni bossa – Marcin K. ps. Belmondziak został skazany na 3 lata. Obniżono więc karę o trzy lata.

Ku zaskoczeniu prokuratury Sąd Apelacyjny złagodził też wyrok łączny. I to aż o cztery lata. Wyrok jest już prawomocny.

„Zrobienie Irka”

Ireneusz T. ps. Irek był dawnym znajomym „Szkatuły”, z czasów, gdy ten kradł jeszcze samochody. Stąd Rafał S. miał wiedzieć, że „Irek” jest wyjątkowy oszczędny jak na przestępcę i zgromadził małą fortunę. W 2002 roku Rafał S. miał wpaść na pomysł „zrobienia Irka”, czyli uprowadzenia go i zwolnienia po zapłacie 100 tysięcy złotych.

Ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował. Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „Irek”, zapewne dobrze znając gangsterskie obyczaje, bardzo się pilnował.

Podczas drugiej próby napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. I ta próba zakończyła się fiaskiem, gdyż w pewnym momencie zrejterować miał „Belmondziak”. Reszta kompanii też musiała zrezygnować.

Ireneusz T. w czasie śledztwa oraz przed sądem zaprzeczał, aby ktokolwiek chciałby go uprowadzić. Nie potrafił jednak przekonująco wyjaśnić skąd ma dwie blizny na nogach w miejscach wskazanych przez jednego ze skruszonych bandytów.

Zdrada

Rafała S. pogrążyli przede wszystkim dwaj gangsterzy z Konstancina: Rafał B. ps. Bukaciak i Łukasz A. ps. Łuki. Ta „zdrada” musiała być wyjątkowo bolesna dla „Szkatuły”, gdyż ten w czasie ukrywania się przed policją namaścił pierwszego na swojego zastępcę, a nawet sukcesora w razie zatrzymania.

„Bukaciak” i „Łuki” opisali, jak w okresie od końca 2010 roku do 11 maja 2011 roku (dnia zatrzymania „Szkatuły”) na polecenie bossa mieli złożyć Piotrowi D. ps. Pietia „propozycję nie do odrzucenia”. Gangsterzy pojechali na umówione spotkanie i przekazali „Pieti”, „aby się określił, czy jest z nimi na śmierć i życie”. Ten zaś przekonywał posłańców, że szanuje Rafała S., ale – jak to ujął – „nie spieszy się do więzienia”. Odmowa ponoć rozeźliła „Szkatułę”, który wedle skruszonych przestępców miał stwierdzić: „Rusek musi się przewrócić”. Życie „Pieti” wycenił na 60 tysięcy złotych.

Do realizacji zlecenia jednak nie doszło, choć dwaj gangsterzy obserwowali już dom, w którym miał mieszkać „Pietia”. Piotr D. przekonywał przed sądem, że nie zna Rafała S. i nie sądzi, aby ktokolwiek miałby mu zagrażać.
Źródło info i foto: TVP.info

Stefan W. zabił matkę i ciężko ranił sąsiadkę. Grozi mu dożywocie albo psychiatryk

01.29.2018 Zielona Gora Swiatla sygnaly policyjne na radiowozie fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Chciał zabić matkę i sąsiadkę – uważają śledczy z Prokuratury Rejonowej w Gorlicach badający sprawę Stefana W. Mężczyzna z Małopolski w ubiegły poniedziałek ostrym narzędziem zabił swoją matkę, a następnie ciężko ranił spieszącą jej na pomoc sąsiadkę. Prokuratura postawiła W. dwa zarzuty – zabójstwa i usiłowania zabójstwa ze spowodowaniem ciężkich obrażeń ciała. Do zdarzenia doszło w miejscowości Florynka, niedaleko Gorlic.

„Mężczyzna trafił do aresztu. Został przesłuchany, ale nie przyznał się do popełnienia tych przestępstw i odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień” – TADEUSZ CEBO, PROKURATOR REJONOWY W GORLICACH

Sąd rejonowy zastosował wobec podejrzanego trzymiesięczny areszt tymczasowy. Powołał też biegłych, którzy ocenią poczytalność W. w chwili, gdy miał zabijać matkę i ranić sąsiadkę. W sprawie będą powołani biegli, którzy stwierdzą jego ewentualną chorobę psychiczną oraz czy w chwili przestępstwa wiedział, co robi – dodał prokurator Cebo.

Stefanowi W. grozi dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Poszukiwany pedofil z Gdańska sam zgłosił się na policję

Myślał, że się wywinie, ale grozi mu długa odsiadka. Szymon P. (33 l.) z Gdańska, obmacywał 14-latka w tramwaju. Gdy policja zaczęła go szukać sam zgłosił się na komisariat gdzie przekonywał, że jest niewinny.

Zdarzenie miało miejsce 21 września. Ok godz. 13.20 w tramwaju nr 6 przy ul. Łostowickiej do 14-letniego chłopca wracającego ze szkoły do domu podszedł mężczyzna i zaczął się o niego ocierać. Łapał nastolatka za krocze i obmacywał po pośladkach. Na następnym przystanku zboczeniec wysiadł z tramwaju i uciekł. Chłopiec o wszystkim powiedział rodzicom, a ci zawiadomili policję.

Chociaż od zajścia minęło kilka miesięcy śledczy zdecydowali się upublicznić wizerunek zboczeńca dopiero tuż przed końcem roku.

Poszukiwany mężczyzna zobaczył siebie na zdjęciach w policyjnym komunikacie i w Nowy Rok sam poszedł na komisariat. Tam starał się przekonać śledczych, że jest niewinny i łączenie go z tą sprawą to wielka pomyłka. Po okazaniu nagrania ze zdarzenia zbladł zaskoczony. – Usłyszał zarzut doprowadzenia osoby małoletniej do innej czynności seksualnej za co grozi do 12 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Sąd zdecydował się zastosować wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu – mówi Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Źródło info i foto: se.pl

Artur S. po 15 latach odsiadki znów zabił. Miesiąc spał obok zwłok

Artur S. spędził 15 lat w więzieniu. Po wyjściu zabił młodą kobietę i ukrył jej zwłoki w wersalce. Ze zwłokami mieszkał miesiąc. Zbrodnia na jaw wyszła, kiedy mieszkanie Artura S. w Lublinie odwiedził administrator, naciskający na opłacenie czynszu. Zauważył, że wersalka posypana jest proszkiem do prania. W środku odkrył ciało kobiety z pomalowanymi na czerwono paznokciami. Zwłoki należały do 24-letniej Angeliki K. Morderca miał ją poznać w barze, potem miała u niego mieszkać.

– Była piękna jak z obrazka. Chodzili pod rękę. Ten nowy sąsiad mówił, że jak dostanie spadek kupi jej salon kosmetyczny – mówi „Faktowi” jeden z mieszkańców kamienicy.

Kobieta miała być uzależniona od narkotyków i alkoholu, oraz mieć ataki wściekłości. Podczas jednej z awantur Artur S. udusił ją sznurem od żelazka. Mężczyzna jest znany organom ścigania. Za kratkami spędził już 15 lat za zamordowanie ojca swojej konkubiny. Jak podał „Fakt” teraz prosił o dożywocie i wydanie wyroku bez procesu. Polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

26-letni mężczyzna upił i zgwałcił nastolatkę. Grozi mu 12 lat odsiadki

Kara nawet 12 lat więzienia grozi 26-latkowi, który miał zgwałcić nastolatkę. Wcześniej – razem ze swoją partnerką – upił dziewczynę. Mężczyznę udało się zatrzymać dzień po seksualnym ataku. Dramat nastolatki rozegrał się w mieszkaniu 26-latka i jej o cztery lata starszej partnerki. – Para pod pretekstem wyjaśnienia nieporozumień zwabiła dziewczynę do domu. Tam oboje częstowali ją alkoholem – mówi WP st. sierż. Tomasz Mogielski z będzińskiej policji.

Kiedy nastolatka straciła świadomość, mężczyzna ją zgwałcił. Młody mieszkaniec Będzina trafił w ręce policjantów już następnego dnia i usłyszał zarzuty. Cała trójka znała się wcześniej, ale mundurowi nie chcą ujawnić szczegółów dotyczących ich relacji oraz okoliczności ataku. Sąd Rejonowy w Będzinie zdecydował już o tymczasowym aresztowaniu 26-latka. Na efekty pracy śledczych będzie czekał za kratkami trzy miesiące. Mężczyźnie grozi kara nawet 12 lat więzienia.

Nie jest wykluczone, że zarzut usłyszy też 30-letnia kobieta, która brała udział w upijaniu dziewczyny.
Źródło info i foto: wp.pl

27-letni Nigeryjczyk zatrzymany przez „łowców cieni”. Grozi mu 30 lat więzienia

27-letniego obywatela Nigerii podejrzanego m.in. o oszustwa i kradzieże danych zatrzymali tzw. „łowcy cieni” CBŚP, przy współpracy z KWP we Wrocławiu, Interpolem i FBI. Mężczyzna był poszukiwany przez władze amerykańskie, ponieważ w USA jest podejrzany o działalność przestępczą, w wyniku której straty oszacowano na 7 mln dolarów.

Policjanci CBŚP tzw. „łowcy cieni”, potrzebowali kilkudziesięciu godzin, aby ustalić miejsce przebywania ściganego. Prowadzili wówczas intensywne czynności wspólnie z KWP we Wrocławiu, FBI i Interpolem. Okazało się, że w Polsce ukrywa się poszukiwany na podstawie wpisu w bazie danych Międzynarodowej Organizacji Policji Kryminalnej Interpol, na wniosek strony amerykańskiej. Na jednym z wrocławskich osiedli „łowcy cieni” zatrzymali mężczyznę, który był całkowicie zaskoczony widokiem policjantów, ponieważ jak potem stwierdził nie spodziewał się zatrzymania.

Obywatel Nigerii jest podejrzewany o udział w zmowie przestępczej mającej na celu dokonywanie oszustw telekomunikacyjnych, bankowych oraz oszustw związanych z kradzieżami narzędzi dostępów internetowych, jak również kradzież tożsamości. Z ustaleń śledczych wynika, że działalność przestępczą ukierunkował na wyłudzanie pieniędzy od poszkodowanych poprzez portale internetowe. Tego typu przestępstwa na terytorium USA zagrożone są łączną karą do 30 lat pozbawienia wolności. Z dokumentacji wynika, że działalność zatrzymanego mogła spowodować straty w wysokości 7 mln dolarów.

Obecnie 27-latek czeka na procedurę ekstradycyjną do USA.
Źródło info i foto: Policja.pl