Dziennikarz PAP Robert Pietrzak zwolniony za zeznania w sądzie. Złożył pozew

Dziennikarz Robert Pietrzak, który pracował jako dziennikarz w PAP przez ponad 22 lata, został zwolniony dyscyplinarnie za zeznania w sądzie. W związku z tym złożył pozew przeciwko agencji. Domaga się przywrócenia do pracy oraz odszkodowania.

O zwolnieniu Roberta Pietrzaka napisał portal Press.pl. Chodzi o sprawę, którą Polskiej Agencji Prasowej wytoczyła inna zwolniona pracownica z oddziału PAP w Gdańsku, Anna Kisicka. PAP rozstała się z nią w grudniu 2020 roku.

Depesza PAP bez komentarza Pawła Machcewicza

Robert Pietrzak zeznał w sądzie, że rzeczywistym powodem zwolnienia Kisickiej był mail rozesłany przez nią do pracowników. Kisicka miała w nim napisać, że agencja nie opublikowała depeszy z komentarzem Pawła Machcewicza, byłego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i byłego doradcy Donalda Tuska. Chodziło o wyrok sądu zakazujący wyświetlania filmu IPN na wystawie w Muzeum.

PAP opublikowała za to depeszę z komentarzem ówczesnego dyrektora muzeum Karola Nawrockiego, powołanego przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego.

Przypomnijmy, że w 2018 roku były dyrektor Muzeum Pawel Machcewicz oraz trzech twórców głównej wystawy wytoczyło pozew przeciwko Karolowi Nawrockiemu. Dotyczył on ingerencji w jej zawartość. Sąd przyznał im rację i nakazał zaprzestania wyświetlania filmu „Niezwyciężeni” na wystawie stałej.

W marcu 2022 roku Robert Pietrzak został zwolniony dyscyplinarnie z pracy. – Zarząd PAP uznał moje zeznania za fałszywe, gdyż ich treść jest sprzeczna z jego stanowiskiem prezentowanym w sporze sądowym – powiedział. Dodał, że przed sądem mówił prawdę i gdyby został wezwany na świadka ponownie, nie zmieniłby zeznań.

PAP twierdzi, że Pietrzak miał popełnić przestępstwo. Agencja nie odpowiedziała jednak na pytania Press.pl w tej sprawie.

W związku ze zwolnieniem z pracy Robert Pietrzak złożył pozew przeciwko byłemu pracodawcy do Sądu Rejonowego w Warszawie. Domaga się uznania za bezskuteczne wypowiedzenia umowy o pracę, a także zapłaty odszkodowania. Marek Błoński, przewodniczący „Solidarności” w PAP i członek Rady Pracowników podkreślił, że związek jednoznacznie opowiedział się po stronie zwolnionego dziennikarza. – W kategoriach etycznych ocena tej sprawy jest dla mnie jednoznaczna, czekamy na rozstrzygnięcia sądowe – powiedział.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Hollywoodzki aktor skazany na 20 lat więzienia

Amerykański aktor Zachary Horwitz, znany bardziej jako „Zach Avery”, został skazany na 20 lat więzienia i konieczność zapłaty ponad 230 mln dolarów odszkodowania – podaje CNN. Horwitz przyznał się do stworzenia piramidy finansowej, na której miał zarobić gigantyczne pieniądze. Jak poinformował amerykański Departament Sprawiedliwości, Horwitz „wyłudził co najmniej 650 milionów dolarów dzięki fałszywym twierdzeniom, że pieniądze inwestorów zostaną wykorzystane do nabycia praw licencyjnych do filmów, które HBO i Netflix rzekomo zgodziły się rozpowszechniać za granicą”.

Horwitz został aresztowany w kwietniu ubiegłego roku. 35-latek przyznał się do oszustwa związanego z obrotem papierami wartościowymi oraz do działania przy pomocy tzw. schematu Ponziego, czyli budowania piramidy finansowej.

Aktor rozpoczął oszustwa na wielką skalę w 2014 roku. Wszelkie przedstawiane przez niego umowy i dokumenty były sfałszowane. Obiecywał inwestorom ogromne zyski i sam korzystał z pozyskanych pieniędzy. Miał oszukiwać nawet swoich przyjaciół.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Piotr Kaszubski, „najmłodszy polski milioner”, złożył pozew. Domaga się 24 mln złotych odszkodowania

Znany jako „najmłodszy polski milioner” Piotr Kaszubski złożył pozew o odszkodowanie w wysokości ponad 24 mln złotych wobec Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Jak poinformował na Facebooku, jest to wycena 838 tys. produktów i komponentów produktowych, które zostały skonfiskowane na kilka lat.

„Złożyłem pozew o odszkodowanie w kwocie 24 mln 126 429 zł wobec Skarbu Państwa – Prokuratury Regionalnej w Warszawie” – napisał na swoim facebookowym profilu Piotr Kaszubski.

Młody milioner powołał się na zapis art. 77 ust. 1 Konstytucji RP – „każdy ma prawo do wynagrodzenia szkody, jaka została mu wyrządzona przez niezgodne z prawem działanie organu władzy publicznej”.

Piotr Kaszubski we wpisie zaznaczył, że śledztwo w jego sprawie trwa już 10 rok.

„Jak wiecie z mediów i z mojego profilu – Państwo Austriackie po przeanalizowaniu materiałów i dowodów we własnym postępowaniu, prawomocnie nie zgodziło się, aby ścigać niewinną osobę oraz nie ma zgody, żeby postawić mi zarzuty. Mam nadzieję, że zrozumiała dla Was jest wartość merytoryczna 10 letniego śledztwa polskiego prokuratora, które oceniono w perspektywie międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości rzetelnie i dokładnie” – napisał Piotr Kaszubski.

Piotr Kaszubski: Szkoda majątkowa wielkich rozmiarów

Milioner twierdzi, że prokurator podczas śledztwa doprowadził do szkody majątkowej „wielkich rozmiarów poprzez swoje zaniedbanie, zwłokę, błędy i decyzje, które podejmowano impulsywnie, pogwałcając literę prawa, idąc wbrew wektorom logiki i rozumu”. Z relacji Piotra Kaszubskiego wynika, że 15 czerwca 2015 roku dokonano konfiskaty 838 466 produktów i komponentów produktowych. Decyzja o zwrocie zapadła 20 marca 2019 roku.

„Prokurator podjął decyzję o zwrocie towarów ponieważ ‚nie były objęte śledztwem i były zbędne do dalszego postępowania’. Resztę produktów zutylizował sąd, ponieważ się przeterminowały” – pisze Piotr Kaszubski, dodając, że w trakcie postępowania zajęto m.in. międzynarodowe renomowane marki, stanowiące wyposażenie klinik medycyny estetycznej czy też wysokiej jakości suplementy diety i kosmetyki.

„Podczas zwrotu przez policję produktów w magazynie, moim pomocnikiem okazał się biegły rzeczoznawca sądowy, który wycenił stratę” – przekazał Kaszubski.

Biznesmen twierdzi, że pozew złożony przez kancelarię w biurze podawczym pojawił się w piątek rano.
Źródło info i foto: interia.pl

Przedstawiciele Kościoła odmawiają współpracy z sądem ws. ofiar księdza pedofila Arkadiusza H. i jego przełożonego bp. Janiaka

Sąd w Kaliszu prowadzi sprawę braci, ofiar księdza pedofila Arkadiusza H., którzy domagają się odszkodowania od diecezji. By wydać wyrok, konieczne jest jednak zdobycie dokumentów z Kościoła, a jego przedstawiciele odmawiają współpracy i nie chcą przesłać teczek winnego duchownego oraz chroniącego go przez lata biskupa Edwarda Janiaka.

Bracia Jakub oraz Bartłomiej Pankowiakowie w dzieciństwie byli ofiarami księdza Arkadiusza H., który wykorzystywał ich seksualnie. W marcu tego roku sąd wydał wyrok w sprawie karnej. Duchownego skazano na trzy lata więzienia, wydano mu też zakaz wykonywania zawodów nauczyciela lub opiekuna dzieci na okres 10 lat. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Przed tygodniem Sąd Okręgowy w Kaliszu uchylił wcześniejszy wyrok, uznając, że sprawa uległa przedawnieniu.

„Sąd prosi przedstawiciela papieża o akta biskupa. Odpowiedź karcąca i arogancka” – więcej o sprawie przeczytasz w materiale kaliskiej „Gazety Wyborczej” pod TYM linkiem.

Kaliski sąd prowadzi też osobną sprawę dotyczącą odszkodowania dla ofiar księdza pedofila. Bracia Pankowiakowie domagają się miliona złotych. Sprawa skomplikowała się jednak, ponieważ ani kuria w Kaliszu, ani nuncjatura apostolska nie chcą współpracować. Sąd prosił diecezję o teczkę księdza Arkadiusza H., jednak biskup Damian Bryl odmówił jej przekazania – donosi kaliska „Gazeta Wyborcza”.

„Wezwanie do dostarczenia dokumentów wykracza poza dotychczasową praktykę kontaktów z władzami świeckimi” – napisali przedstawiciele kaliskiej kurii do sądu. Duże znaczenie w procesie mogą mieć też dokumenty zgromadzone przez Watykan przeciwko biskupowi Edwardowi Janiakowi (duchowny był przełożonym Arkadiusza H., chronił księdza pedofila i nie dopełniał swoich obowiązków). Janiak został uznany za winnego i nałożono na niego w marcu takie kary jak: zakaz przebywania w diecezji kaliskiej czy odprawiania nabożeństw. We wrześniu tego roku duchowny zmarł.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Hiszpania: Sprawa zamiany noworodków. Jest wyrok

Sąd w Pampelunie w północnej Hiszpanii skazał władze medyczne wspólnoty autonomicznej Nawarry na wypłatę 320 tys. euro tytułem odszkodowania dla jednej z mieszkających w regionie rodzin za straty moralne powstałe wskutek zamiany noworodków w szpitalu.
Jak poinformował w sobotę dziennik „El Mundo”, decyzja sądu dotyczy zdarzenia, do którego doszło w 1993 r. w szpitalu Virgen del Camino w Pampelunie. Proces trwał sześć lat, a zainicjowała go kobieta, która jako noworodek została zamieniona z innym dzieckiem przez pracowników szpitala.

Sąd w Pampelunie orzekł winę władz służb medycznych regionu Nawarry, ale nie przystał na kwotę 1,75 mln euro, jakiej żądała powódka oraz członkowie jej rodziny. Hiszpańscy komentatorzy odnotowują, że przed sądem w La Rioja, również na północy kraju, prowadzone jest podobne postępowanie w związku z błędem medyków, który doprowadził do zamiany noworodków w 2002 r. Tę sprawę do sądu wniosła 19-letnia mieszkanka regionu, która jako noworodek została zamieniona z innym dzieckiem w szpitalu San Millan w Logrono. Kobieta pozwała z tytułu strat moralnych służby medyczne wspólnoty autonomicznej La Rioja na ponad 3 mln euro.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nielegalna sterylizacja kobiet w Czechach. Poszkodowane wywalczyły odszkodowanie

Prezydent Czech Miloš Zeman podpisał ustawę obiecującą odszkodowania dla kobiet, które zostały wysterylizowane bez swojej zgody. Nie wiadomo, ilu osób dotyczyć mogą uprawnienia do wypłaty, ale mówi się o setkach przypadków. Proceder pozbawiania kobiet płodności trwał do 2012 roku. Zgodnie z nowym prawem ofiary, z których większość ma romskie pochodzenie, będą mogły otrzymać 300 tys. koron czeskich (53 tys. zł) odszkodowania od rządu. Zdaniem obrońców praw człowieka oznacza to, że popełnione wobec nich przestępstwa zostały rozpoznane i podlegają zadośćuczynieniu.

Sterylizacja kobiet w Czechach do 2012 roku

Pracownicy społeczni używali zachęt i gróźb, by zmuszać kobiety do przejścia sterylizacji. Proceder rozpoczął się w 1966 roku i trwał oficjalnie do 1989 roku. Kobiety jednak w dalszym ciągu były zachęcane i zwodniczo doprowadzane do sterylizacji. Podtykano im do podpisania zgody przed zabiegiem cesarskiego cięcia.

W niektórych wypadkach nie informowano ich nawet, że zostały wysterylizowane „przy okazji” porodu. Kiedy indziej znów wmawiano im, że zabieg jest niezbędny dla ratowania ich zdrowia.

W 2012 roku proceder zakończył się uchwaleniem prawa, które wprowadzało obowiązek upływu pewnego czasu między żądaniem sterylizacji a przeprowadzeniem zabiegu. Raport Rzecznika praw obywatelskich z 2005 roku przypisał ministerstwu zdrowia odpowiedzialność za przypadki i rekomendował odszkodowania.

Dyskryminacja Romów w Czechach

Nie wiadomo jeszcze, kiedy rozpocznie się wypłata odszkodowań. Nie jest też jasne, jak ubiegać się mają o nie osoby, które przeszły procedurę sterylizacji po oficjalnym zakończeniu projektu. Będą proszone o jak najdokładniejsze umotywowanie swojej prośby opisem wydarzeń, przez które przeszły.

– Walczyliśmy długo i ciężko, by wygrać tę bitwę. Niektóre z kobiet są już stare, inne odeszły. Cieszę się, że zobaczą światło prawdy – powiedziała „Guardianowi” Elena Gorolova, pracownica społeczna z Ostrawy, która 30 lat temu w wieku 21 lat została wysterylizowana.

Przedstawicielka Amnesty International Barbora Cernusakova ostrzega,  że odszkodowania nie wyznaczają końca dyskusji o rasizmie przeciw Romom w Czechach. Wskazała, że romskie dzieci były często umieszczane w segregowanych szkołach o okrojonym programie, dyskryminacja pojawiała się też w mieszkalnictwie i na rynku pracy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Dwóm mężczyznom skazanym śmierć sąd przyznał 75 mln dolarów odszkodowania

Sąd w Północnej Karolinie przyznał 75 milionów dolarów dwóm czarnoskórym, niepełnosprawnym intelektualnie przyrodnim braciom, którzy spędzili dziesięciolecia za kratkami po tym, jak zostali niesłusznie skazani za gwałt i morderstwo 11-letniej dziewczynki w 1983 roku.

Ośmioosobowa ława przysięgłych w piątek zdecydowała, że Henry McCollum i Leon Brown powinni otrzymać po 31 milionów dolarów odszkodowania, 1 milion dolarów za każdy rok spędzony w więzieniu, podał The News & Observer. Przyznano im również 13 milionów dolarów rekompensaty.

Ława przysięgłych, która wysłuchała wszystkich dowodów – w tym ukrywanych dowodów – uznała Henry’ego i Leona za niewinnych, uznała, że zostali oni ewidentnie i potwornie pokrzywdzeni i zrobiła wszystko, co może zrobić prawo, aby to naprawić – powiedział po rozprawie adwokat Raleigh Elliot Abrams, członek zespołu prawnego braci.

Byli nastolatkami, gdy zostali oskarżeni o zbrodnię

Obaj zostali zwolnieni z więzienia w 2014 roku po tym, gdy dowody testu DNA wskazujące na rzeczywistego mordercę doprowadziły do ich uniewinnienia. Byli nastolatkami, gdy zostali oskarżeni o zbrodnię, która wydarzyła się w Red Springs w hrabstwie Robeson w 1983 roku.

Adwokaci braci powiedzieli, że byli to przestraszeni nastolatkowie, przesłuchiwani przez policję i zmuszeni do przyznania się. McCollum miał wtedy 19 lat, a Brown 15. Obaj, na podstawie fałszywych dowodów, zostali uznani za winnych i skazani na karę śmierci.

McCollum spędził większość swoich 31 lat w celi śmierci, stając się najdłużej czekającym na jej wykonanie w Karolinie Północnej. Brownowi – który według doniesień gazety cierpi na schorzenia psychiczne związane z pobytem w więzieniu i wymaga opieki w pełnym wymiarze godzin – wyrok z czasem został zmieniony na dożywocie.

Piątkowy wyrok wskazał także na rolę byłych funkcjonariuszy policji Leroy Allen i Kenneth Snead, którzy brali udział w pierwotnym dochodzeniu. Scott MacLatchie, ich główny obrońca podczas swojej końcowej argumentacji próbował podważyć niewinność braci, podała gazeta, pomimo faktu, że zostali w pełni uznanych za niewinnych.

Mam swoją wolność – powiedział McCollum. Dziś w więzieniu jest jeszcze wielu niewinnych ludzi. I nie zasługują na to, żeby tam być.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Blokował Kanał Sueski. Skonfiskowano kontenerowiec Ever Given

Kontenerowiec Ever Given, który w marcu blokował Kanał Sueski, został tymczasowo skonfiskowany w związku ze sporem o wysokość odszkodowania, jakie musi zapłacić jego japoński właściciel. Sąd w Ismailii w Egipcie przyjął wniosek władz kanału w tej sprawie, gdyż wypłata odszkodowania w wysokości ok. 900 mln dolarów została opóźniona – poinformował prezes Zarządu Kanału Sueskiego (SCA) gen. Broni Osama Rabie.

Kontenerowiec, pływający pod panamską banderą, obsługiwany przez tajwańską firmę Evergreen Marine Corp., zaklinował się na ważnej drodze wodnej 23 marca. Spowodował znaczne zakłócenia w globalnym ruchu przez zablokowanie ponad 400 statków, zanim został ostatecznie usunięty sześć dni później.

Właściciel kontenerowca, japońska firma leasingująca statki, Shoei Kisen Kaisha Ltd., chce znacznego obniżenia wypłaty odszkodowania, a negocjacje nad kwotą nadal trwają – powiedział Rabie lokalnym mediom.

Japońska firma przekazała w środę agencji Kyodo, że negocjuje z SCA w sprawie obniżenia kwoty odszkodowania. „Nie jesteśmy jeszcze na etapie wypłacania” odszkodowania – powiedział jeden z przedstawicieli firmy.

Shoei Kisen jest w trakcie potwierdzania, czy 900 mln dolarów, których żądają władze kanału, to odpowiednia suma. Przedstawiciel firmy powiedział, że została ona powiadomiona o tej kwocie kilka dni temu za pośrednictwem swojego ubezpieczyciela, a egipski sąd podjął decyzję o zajęciu statku w poniedziałek.

„Chcielibyśmy załatwić sprawę i wkrótce wypłynąć naszym statkiem, ale nie możemy teraz nic powiedzieć, bo zależy to od (trwających) negocjacji” – dodał przedstawiciel Shoei Kisen.
Źródło info i foto: TVP.info

Tomasz Komenda dostanie odszkodowanie. Sąd przyznał blisko 13 mln zł zadośćuczynienia

– To nie są moje pieniądze, to nie moje odszkodowanie. Ten rozdział jest już zakończony – tak sprawę przyznania Tomaszowi Komendzie blisko 13 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania komentuje jego matka, Teresa Klemańska, która przez 18 lat walczyła o sprawiedliwość do syna i prowadziła własne śledztwo.

Za 18 lat niesłusznie spędzonych w więzieniu sąd w Opolu przyznał dziś Tomaszowi Komendzie prawie 13 mln zł: 12 mln zł zadośćuczynienia oraz 811 tys. 533 zł odszkodowania.

– Nie chcę już udzielać wywiadów. Tak jak Tomek powiedział, ten rozdział jest już zakończony. To nie są moje pieniądze, to nie moje odszkodowanie, choć może dużo jest naszej zasługi, że Tomasz sobie krzywdy nie zrobił. Tyle mam do powiedzenia. A cała reszta zależy od Tomka – mówi Onetowi Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy.

To właśnie Teresa Klemańska przez 18 lat walczyła o sprawiedliwość dla syna i prowadziła własne śledztwo. Po wyjściu Komendy na wolność i oczyszczeniu go ze wszystkich zarzutów, kobieta dwukrotnie udzieliła Onetowi wywiadu, zdradzając w rozmowie, z czym przez lata musiała się mierzyć.

Pani Teresa opowiedziała, jak Tomasz Komenda przetrwał młodość za kratami, jak przez ten czas wyglądały jej relacje z synem oraz co pozwoliło jej przetrwać najtrudniejszy okres w życiu.

W procesie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za 18 lat niesłusznie spędzonych w więzieniu sąd w Opolu przyznał Tomaszowi Komendzie blisko 13 mln zł. Orzeczenie nie jest prawomocne. Wrocławianin domagał się prawie 19 mln zł.

– Zacznę w końcu żyć, tak jak powinienem żyć od samego początku. Ktoś ukradł to, co ukradł i skończyło się, jak się skończyło – powiedział Tomasz Komenda po wyjściu z sali rozpraw. – Skieruję się do mojego syna, bo on czeka na swojego tatę, który jest szczęśliwy – odpowiedział na pytanie, co teraz zrobi.

– Nie potrafię powiedzieć, jakie mam plany, dziś są jeszcze emocje. Musi upłynąć trochę czasu i wtedy będę wiedział co dalej – powiedział Tomasz Komenda.

Proces o miliony

Na początku procesu przed sądem w Opolu Tomasz Komenda mówił m.in. o kulisach swojego zatrzymania, o pobycie w więzieniu, o sposobie traktowania go przez współwięźniów i strażników więziennych, a także o trudnościach z dostosowaniem się do życia poza więzieniem. Jego przesłuchanie odbyło się w obecności psychologa.

Oprócz Komendy przesłuchiwana była też cała jego rodzina, a także biegli psychiatrii, psycholog oraz z zakresu medycyny sądowej, którzy opiniowali w jego sprawie. Przed dzisiejszą rozprawą jedna z biegłych musiała jeszcze uzupełnić swoją opinię.

Do sprawy o zadośćuczynienie dla Komendy sąd dopuścił również dowody z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która wyjaśnia, jak to się stało, że niewinny człowiek trafił na długie lata do więzienia.

W 2003 r. za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach Tomasz Komenda został skazany na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył mu karę do 25 lat więzienia. Sprawa otarła się o Sąd Najwyższy, ale wyrok już się nie zmienił. Za kratami Komenda spędził całą młodość. Wyrok odsiadywał w zakładzie karnym w Strzelinie.

W marcu 2018 r., po 18 latach spędzonych za kratami, Komenda został warunkowo zwolniony z odbywania kary, a dwa miesiące później Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich stawianych mu zarzutów. Prokuratorzy z Wrocławia, którzy ponownie zajęli się zbrodnią miłoszycką, na 90 stronach opisali 18 nowych dowodów, które świadczyły o niewinności Komendy.
Źródło info i foto: onet.pl

Ofiara księdza pedofila dostała 400 tys. zł odszkodowania od kurii

Mężczyzna, który był ofiarą księdza pedofila Pawła Kani otrzymał od archidiecezji wrocławskiej i diecezji bydgoskiej około 400 tys. złotych. Suma ta – powiększona o blisko 100 tys. zł – wynika z odsetek i opłat sądowych. Paweł Kania, ksiądz pedofil, znany m.in. z filmu braci Sekielskich, w maju ubiegłego roku został usunięty ze stanu duchownego. Obecnie w więzieniu odsiaduje karę siedmiu lat. W ubiegłym tygodniu sąd gdański oddalił apelacje archidiecezji wrocławskiej i diecezji bydgoskiej, które nie zgadzały się z wyrokiem Sądu Okręgowego w Bydgoszczy. Nakazał on wypłacenie ofierze byłego księdza pedofila 300 tys. zł zadośćuczynienia.

Blisko 400 tys. zł dla ofiary

– Przelaliśmy około 200 tys. złotych, a archidiecezja wrocławska 200 tys. zł – poinformował „Gazetę Wrocławską ” Edmund Dobecki, adwokat reprezentujący kurię bydgoską. Zapowiedział, że w momencie otrzymania uzasadnienia z Sądu Apelacyjnego, kuria zastanowi się nad kasacją wyroku w Sądzie Najwyższym.

„Watykan został poinformowany w 2012 roku”

O sprawie byłego księdza Watykan został poinformowany w 2012 roku, kiedy Paweł Kania został aresztowany. Na – wtedy jeszcze księdza – nałożona została kara suspensy (zawieszenia w prawach osoby duchownej – red.), po czym przed sądem duchownym rozpoczął się proces kanoniczny – poinformował w 2019 roku polsatnews.pl ks. Rafał Kowalski, rzecznik archidiecezji wrocławskiej.

Sprawa przed organami kościelnymi została jednak zawieszona do 2015 roku, kiedy to toczył się proces byłego duchownego przed sądem świeckim. – Kiedy w 2015 roku wydano wyrok skazujący, wtedy archidiecezja wrocławska wystąpiła do sądu o udostępnienie akt sprawy i rozpoczęto dochodzenie na etapie diecezjalnym. Następnie dokumenty przetłumaczono na język włoski i wysłano do Watykanu – podał ks. Kowalski.

Decyzję, w której Watykan orzeka wydalenie Pawła Kani ze stanu duchownego, trafiła do archidiecezji wrocławskiej na tydzień przed ubiegłorocznymi świętami Wielkanocnymi. 

„Tylko nie mów nikomu”

Sprawa księdza Kani pojawiła się w dokumencie braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Były już ksiądz Kania pojawił się również w raporcie Fundacji „Nie lękajcie się”, który w lutym został przekazany papieżowi Franciszkowi. Wówczas rzecznik archidiecezji wrocławskiej wydał oświadczenie, w którym podkreślił, że po lekturze raportu, „a szczególnie opisanej na s. 10-11 »Sprawy księdza Pawła Kani« stwierdzam, że autorzy tekstu posłużyli się daleko idącą manipulacją”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl