Rok od tragedii w komendzie w Kole. Co ze śledztwem?

Mija dokładnie rok od tragedii w Komendzie Powiatowej Policji w wielkopolskim Kole. Krótko przed zdaniem służby, pod koniec maja 2020 roku, śmiertelnie postrzelił się tam młody policjant. Początkowo kierownictwo jednostki sugerowało, że był to nieszczęśliwy wypadek. Krótko potem wyszło jednak na jaw, że 32-latek najprawdopodobniej odebrał sobie życie i mógł być ofiarą mobbingu. Ten wątek cały czas wyjaśnia prokuratura.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, która cały czas prowadzi śledztwo w tej sprawie, poinformował, że większość zleconych biegłym ekspertyz została już wykonana. Pod koniec ubiegłego roku śledczy informowali, że otrzymali jedynie opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej, dotyczącą charakteru rany postrzałowej. Przesłuchali wówczas także członków rodziny tragicznie zmarłego policjanta.

Akta sprawy trafiły następnie do kolejnego zespołu biegłych, który analizował ślady zabezpieczone na miejscu. Zlecono też badania fizykochemiczne i balistyczne. Wiosną tego roku prokurator prowadzący sprawę zdecydował też o ponownym przesłuchaniu kilku policjantów z komendy w Kole.

KGP nie ujawnia wyników ankiety

Sprawa wciąż jest więc w toku, nikt jak dotąd nie usłyszał w związku z nią zarzutów. Na pytanie o atmosferę w komendzie, oprócz prokuratorskiego śledztwa, miała odpowiedzieć też ankieta przeprowadzona przez komendę główną.

Jej wyniki trafiły do Koła z wyraźnym poleceniem, że mają się z nimi zapoznać wszyscy pracownicy jednostki. Ostatecznie jednak zrobiło to tylko kierownictwo i czterej naczelnicy.

Każdy kto chciał zajrzeć do wyników, musiał wypełnić tzw. kartę zapoznania, czyli nie mógł tego zrobić anonimowo. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, większość z funkcjonariuszy, w obawie o ewentualne konsekwencje ze strony przełożonych, zrezygnowała z takiej możliwości.

Według naszych nieoficjalnych informacji, w ostatnim czasie stanowiska straciły dwie osoby z wydziału ruchu drogowego kolskiej komendy, którego funkcjonariusze w największej liczbie wzięli udział we wspomnianej ankiecie. Jej wynikami KGP nie zamierza się dzielić. W odpowiedzi na nasze pytania, pracownicy biura prasowego przekazali jedynie, że nie stanowią one informacji publicznej, ale zostały przeprowadzone na użytek wewnętrzny policji.

Z jednostką w Kole w lutym 2021 pożegnał się tymczasem dotychczasowy komendant insp. Artur Foryński. Kierujący jednostką odszedł na emeryturę. Na stanowisku zastąpił go nadkom. Roman Pankowski, do niedawna pierwszy zastępca komendanta powiatowego policji w Koninie.

Zanim doszło do zmiany na stanowisku komendanta, jednostka trafiła po lupę kontrolerów z Komendy Głównej. Według funkcjonariuszy, którzy prowadzili wewnętrzne śledztwo – kilkoro policjantów było zamieszanych w korupcję. Dwaj z nich po przedstawieniu prokuratorskich zarzutów na początku grudnia minionego roku trafili do aresztu.

Bez konsekwencji dla policjanta, któremu uciekł legitymowany

Wcześniej opisywaliśmy też sprawę jednego z funkcjonariuszy jednostki w Kole, który pod koniec sierpnia 2019 roku interweniował po służbie wobec agresywnego przechodnia. Mężczyzna, jak wynika z raportu, który złożył po dwóch dniach funkcjonariusz – miał wyjść na drogę i blokować przejazd. Do zdarzenia doszło na terenie sąsiedniego powiatu tureckiego.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że interweniującym wówczas policjantem był obecny szef wydziału prewencji, nadkom. Michał Bryl. Agresor, na którego zachowanie zareagował policjant, jednak uciekł. Zgodnie ze sztuką, w takiej sytuacji należało natychmiast powiadomić dyżurnego jednostki i wszcząć alarm, bo nie wiadomo, kim mógł być ten zbieg – informował wówczas jeden z naszych rozmówców, emerytowany funkcjonariusz.

Tymczasem jak ustaliliśmy, policjant zgłosił całe zajście dopiero po dwóch dniach, składając jednocześnie zawiadomienie o przestępstwie z art. 222 Kodeksu karnego, czyli dotyczącego „naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”.

W tutejszej jednostce policji w tej sprawie nie było prowadzone postępowanie wyjaśniające. – poinformowała nas oficer prasowa KPP w Kole Weronika Czyżewska.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hiszpania: 9-latek pomógł w ujęciu pedofila. Aresztowany mężczyzna to ojciec chłopca

Poszukiwany przez kilka dni 9-letni chłopiec z Malagi, na południu Hiszpanii, który uciekł z domu, pomógł policji w schwytaniu domniemanego pedofila. Aresztowany mężczyzna to ojciec 9-latka.

Według dziennika „Sur”, który we wtorek opisał trwające od dłuższego czasu wykorzystywanie seksualne pasierbicy przez 41-letniego mieszkańca Malagi, zaginiony 9-latek pojawił się na jednym z andaluzyjskich komisariatów, aby opowiedzieć o „swoich problemach domowych”. Podczas rozmowy z policjantami zeznał, że od pewnego czasu nie może jeść i nie może się uczyć z powodu sytuacji panującej w domu. 

Chłopiec ujawnił, że jego ojciec wykorzystuje seksualnie jego przyrodnią siostrę. Z dochodzenia wynika, że 36-letnia matka chłopca, a także jego przyrodniej 15-letniej siostry, miała wiedzieć o napaściach seksualnych na swoją córkę popełnianych przez życiowego partnera. Miała z nim dwójkę innych dzieci w wieku 7 i 3 lat.

Domniemany pedofil, z którym żyła kobieta, został już, jak ustalił „Sur”, aresztowany. Według gazety z ustaleń policji wynika, że agresor wykorzystywał córkę kobiety co najmniej od roku, a napaści seksualne odbywały się w obecności jej młodszego rodzeństwa.

W związku z potwierdzeniem, iż matka dzieci wiedziała o nadużyciach i przyzwalała na nie, sąd nakazał uruchomienie procesu pozbawienia jej praw rodzicielskich. Wszystkie jej dzieci przekazano zaś tymczasowo instytucji opiekuńczej.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strzelanina na lotnisku w Vancouver

W niedzielę doszło do strzelaniny w rejonie międzynarodowego portu lotniczego w Vancouver, w Kolumbii Brytyjskiej, na zachodzie Kanady. Jedna osoba poniosła śmierć. Zdaniem policji były to porachunki gangów. Jak poinformowała Królewska Konna Policja (RCMP) nieustalona bliżej liczba uczestników incydentu zdołała zbiec. Funkcjonariusze zdołali zidentyfikować samochód zbiegów i otworzyli do niego ogień; uciekający odpowiedzieli również ogniem. Śmiertelną ofiarę strzelaniny znaleziono w pobliżu terminala odlotów, który znajduje się już na terenie sąsiadującej z Vancouver miejscowości Richmond.

Porachunki gangów?

Policja zablokowała drogi dojazdowe do terminala, który obsługuje zarówno loty międzynarodowe jak i krajowe i zasłoniła ekranami wejście do budynku. Większość sklepów w terminalu została zamknięta. Dyrekcja lotniska zapewniła, że działa ono normalnie, a pytania dotyczące okoliczności strzelaniny poradziła zadawać policji. Federalny minister bezpieczeństwa publicznego Bill Blair przyznał we wpisie na Twitterze, że incydent był związany z porachunkami przestępczych gangów. W ostatnich dniach w rejonie Vancouver doszło do serii podobnych incydentów. Podczas strzelaniny w ruchliwym centrum handlowym dwie osoby poniosły śmierć.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo Tomasza D. w Wielkiej Brytanii. Zatrzymano sześć osób

Sześć osób zostało aresztowanych pod zarzutem zabójstwa 39-letniego Polaka z Middlesbrough. Ciało mężczyzny zostało porzucone w lesie. Zwłoki Tomasza D., który w Wielkiej Brytanii mieszkał od 20 lat, a ostatnio przeprowadził się do Middlesbrough w północno-wschodniej Anglii z Darlington, znaleźli w lesie na obrzeżach miasta dwaj okoliczni mieszkańcy.

Ze wstępnych informacji policji wynikało, że nie był on przypadkową ofiarą, a ”morderstwo zostało zaplanowane”. Polak mógł zostać zabity kilka tygodni, a nawet miesiąc temu.

Funkcjonariusze policji z Cleveland ws. zabójstwa Polaka zatrzymali sześć osób. W Hull aresztowano mężczyznę w wieku 46 lat. W domach w Middlesbrough, Grangetown i North Ormesby zatrzymano 36-letnią kobietę oraz czterech mężczyzn w wieku od 27 do 44 lat. Wszyscy są Polakami. Obecnie przebywają w areszcie policyjnym – podaje BBC. 

– Dziś widzimy znaczący postęp w śledztwie. Otrzymaliśmy wiele ważnych informacji. Nadal apelujemy o pomoc do osób, które w ostatnich miesiącach miały kontakt z Tomaszem D. – powiedział detektyw Matt Murphy-King. Dodał, że śledczy pozostają w stałym kontakcie z rodziną zamordowanego Polaka. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalne pobicie 33-latka pod Gostyninem. Nagi i zakrwawiony szukał pomocy. Jest prokuratorskie śledztwo

Prokuratura zajmuje się sprawą brutalnego pobicia 33-latka pod Gostyniem (Wielkopolskie). Po zdarzeniu mężczyzna uciekł oprawcom; nagi i zakrwawiony szukał pomocy. O zdarzeniu poinformowały lokalne media. Według informacji portalu gostyn24.pl, inicjatorem uprowadzenia mężczyzny był 18-letni mieszkaniec Piasków, będący w konflikcie z 33-latkiem z Gostynia. Powodem sporów miały być dawne długi, nieprawdziwe informacje miał też rozpowszechniać 33-latek na temat 18-latka. Nastolatek postanowił się zemścić. 33-latek miał zostać zwabiony przez inne osoby na teren nieczynnej stacji kolejowej w Kosowie. Tam mężczyzna został zaatakowany przez trójkę oprawców.

Policja zatrzymała sprawców

„Wyszarpali pokrzywdzonego z samochodu marki Mazda, którego był pasażerem. Zaczęło się bicie, kopanie, i rzucanie ofiarą o ziemię. W pewnym momencie sprawcy nakazali 33-latkowi rozebranie się. Zabrali mu telefon i powerbank o wartości około tysiąca złotych” – wskazał, cytowany przez portal, prokurator Jacek Masztalerz.

Pobitemu 33-latkowi udało się uciec oprawcom. Zakrwawiony i nagi mężczyzna dotarł do miejscowości Gola, gdzie pomocy udzieliło mu starsze małżeństwo. Wezwano też pogotowie i policję. Policja ustaliła i zatrzymała sprawców. Usłyszeli zarzuty rozboju i pobicia. Sprawy zadeklarowali chęć dobrowolnego poddania się karze. Zastosowano wobec nich środki wolnościowe – zakaz zbliżania się do ofiary i kontaktowania z pokrzywdzonym oraz poręczenia majątkowe. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Atak na oddziale covidowym na Węgrzech. Nie żyje pacjentka

Zmarła kobieta, zaatakowana w sobotę na oddziale covidowym szpitala w Budapeszcie nożycami chirurgicznymi przez innego pacjenta – poinformował w środę rzecznik Komendy Głównej Policji. Sprawcą był 37-letni Chińczyk, który kilkakrotnie ugodził ofiarę w klatkę piersiową i twarz, po czym wybiegł z oddziału. Usiłował go powstrzymać ochroniarz, ale on także został zraniony w rękę.

Prokuratura wystąpiła o aresztowanie sprawcy, który został schwytany na dziedzińcu szpitala. Podejrzewa się go o usiłowanie zabójstwa osoby niezdolnej do obrony. Dziennik „Blikk” poinformował w środę, że 54-letnia ofiara była nauczycielką. W momencie ataku oddychała przy pomocy respiratora i była w stanie głębokiego uśpienia. Według gazety ciosy były tak silne, że dotarły do mózgu.

„Blikk” pisze, powołując się na swoje źródła, że Chińczyk przed przyjęciem do szpitala był uzależniony od narkotyków i na oddziale zaczął mieć objawy odstawienne.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mazowieckie: Ksiądz potrącił 16-latkę i uciekł

Ksiądz z powiatu ostrołęckiego (woj. mazowieckie) usłyszał zarzuty spowodowania wypadku, którego skutkiem były poważne obrażenia nieletniej, oraz ucieczki miejsca zdarzenia i nieudzielenia pomocy ofierze. Sąd aresztował sprawcę wypadku.

Ksiądz z powiatu ostrołęckiego usłyszał zarzuty potrącenia nieletniej i ucieczki z miejsca wypadku. Jak przekazano w poniedziałkowym komunikacie na stronie Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, do wypadku doszło 28 lutego br. późnym popołudniem w miejscowości Dudy Puszczańskie, w gminie Łyse.

Jak podawały lokalne media, potrącona została 16-letnia dziewczyna, zaś sprawca uciekł z miejsca zdarzenia pozostawiając ofiarę samą i nie udzielając jej pomocy. „Ofiarą wypadku jest małoletnia Magdalena S. Na skutek uderzenia przez kierowcę samochodu marki Honda, doznała ona obrażeń ciała w postaci w szeregu krwiaków głowy (…). Nadto doznała innych obrażeń usytuowanych głównie na nogach i plecach w postaci licznych krwiaków i otarć. Zdaniem biegłych obrażenia ciała pokrzywdzonej stanowią chorobę realnie zagrażającą życiu” – przekazała ostrołęcka prokuratura.

Jak ustalono, sprawcą wypadku był ksiądz jednej z okolicznych parafii rzymskokatolickich. W zeszłym tygodniu sprawca został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Ostrołęce. „Przedstawiono mu dwa zarzuty: nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego, którego skutkiem było ciężkie uszkodzenie ciała małoletniej połączonego z ucieczką miejsca zdarzenia oraz zarzut nieudzielenia pomocy ofierze wypadku” – poinformowała prokuratura.

„Podejrzany częściowo przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Sąd Rejonowy w Ostrołęce w całości podzielił argumentację prokuratury zawartą we wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania i zastosował wobec podejrzanego ten izolacyjny środek zapobiegawczy na okres trzech miesięcy” – podała ponadto prokuratura.

Lokalny portal eostroleka.pl opublikował oświadczenie podejrzanego księdza przekazane mu przez jego obrońcę. „Wyrażam najwyższe ubolewanie w związku z zaistniałym nieszczęśliwym zdarzeniem, które miało charakter nieumyślny. Równocześnie chciałbym po raz kolejny przeprosić pokrzywdzoną, a także jej całą rodzinę – za wszelkie cierpienia, których doznają, a także wyrażam głęboki żal z powodu tragicznych skutków tegoż zdarzenia. Zapewniam, iż dołożę wszelkich starań, aby naprawić wyrządzone krzywdy, a także mając na uwadze dobro toczącego się postępowania deklaruję gotowość pełnej współpracy w ustaleniu wszystkich okoliczności związanych z zaistniałym wypadkiem drogowym” – głosi to oświadczenie duchownego cytowane przez portal.

Jak przypomniano w komunikacie prokuratury, za zarzucane podejrzanemu przestępstwa grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

18-latka ofiarą handlu ludźmi i zmuszania do prostytucji

Za przestępstwo handlu ludźmi oraz zmuszanie do prostytucji i czerpanie z niej korzyści odpowiedzą wkrótce przed sądem dwaj mężczyźni, którzy będącą w trudnej sytuacji 18-latkę wykorzystali do świadczenia usług seksualnych, najpierw w Polsce, a potem za granicą. Młoda kobieta była ofiarą przemocy fizycznej i psychicznej. O skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko 32- i 38-latkowi poinformował w piątek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu Waldemar Łubniewski.

Sprawa ma swój początek w 2015 roku, kiedy 18-letnia wówczas kobieta, znajdująca się w skrajnie ciężkiej sytuacji życiowej i materialnej, poszukiwała pracy. Poprzez znajomą trafiła na 32-letniego mieszkańca Bytomia, który pod pozorem zatrudnienia jej w lokalu gastronomicznym, umówił ją na spotkanie z 38-latkiem.

– Kiedy kobieta przyszła na rozmowę w sprawie pracy, mężczyźni zabrali ją do mieszkania na terenie Katowic, w którym miała siedzibę nieformalna agencja towarzyska i pracowały prostytutki. Dopiero wtedy nastolatka zorientowała się, na czym tak naprawdę miała polegać jej praca – opisywał prok. Łubniewski.

Nastolatka chciała odejść

Od marca do sierpnia 2015 r. dziewczyna świadczyła usługi seksualne pod nadzorem 38-latka. Co pewien czas mężczyzna zmieniał jej miejsce pobytu i przewoził do kolejnych mieszkań – w Katowicach, Sosnowcu i Cieszynie – w których organizował jej spotkania z klientami. W sierpniu 2015 roku 18-latka postanowiła porzucić pracę i uciec od sutenera. Zwróciła się o pomoc do 32-latka, który złożył jej ofertę pracy w charakterze prostytutki na terytorium Wielkiej Brytanii.

– Obiecał, że jedynie pod tym warunkiem obroni ją przed ewentualną zemstą ze strony 38-latka, a dodatkowo zorganizuje jej transport i pomoże wynająć pierwsze mieszkanie. Zaręczył też, że od tego momentu kobieta będzie mogła sama decydować o świadczeniu pracy i ewentualnym powrocie do kraju. Obawiając się represji ze strony 38-latka, kobieta wyraziła zgodę na proponowaną jej pracę – opisywał rzecznik prokuratury.

Od 2015 r. kobieta była wykorzystywana do uprawiania prostytucji w Wielkiej Brytanii, a później w Niemczech. Wbrew zapewnieniom 32-latka nie mogła jednak sama decydować o warunkach pracy, mężczyzna zmuszał ją do świadczenia usług seksualnych z coraz większą liczbą klientów, stosując wobec niej przemoc fizyczną i psychiczną. Zabierał jej wszystkie zarobione pieniądze. Dopiero w połowie 2017 roku kobiecie udało się wrócić do Polski, kiedy niemiecka policja zainteresowała się działalnością przestępczą podejrzanego.

Poważne zarzuty

Na wniosek prokuratora sąd aresztował 38-latka. Drugi z podejrzanych został wydany stronie polskiej na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Obecnie przebywa w jednym ze śląskich zakładów karnych, gdzie odbywa już karę więzienia za przestępstwo handlu ludźmi.

Za handel ludźmi, zmuszanie do prostytucji i czerpanie z tego procederu korzyści majątkowych obu oskarżonym grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.

To pierwszy akt oskarżenia, przesłany przez Prokuraturę Okręgową w Sosnowcu, która działa od początku marca. Śledztwo w tej sprawie toczyło się wcześniej w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach, zostało przeniesione do Sosnowca wraz z prowadzącym je prokuratorem. Sprawę rozpozna Sąd Okręgowy w Katowicach.
Źródło info i foto: interia.pl

Ofiara księdza pedofila o przedłużających się procesach oprawców seksualnych

Robert Fidura w dzieciństwie był ofiarą dwóch księży pedofili. Ostatnio zrezygnował z zasiadania w Fundacji Świętego Józefa, która ma wspierać wykorzystywane osoby. Jak wyjaśnił, był to gest sprzeciwu wobec działań polskich biskupów. Fidura powiedział również, co chciałby przekazać swoim oprawcom.

– Fundacja robi, co może, jeżeli mogę tak powiedzieć. Natomiast moje odejście było pewnym głosem sprzeciwu wobec postawy biskupów z Konferencji Episkopatu Polski. Z jednej strony księża biskupi finansują tę fundację, wpłacają pieniądze pobierane od poszczególnych księży – powiedział w rozmowie z TVN24 Robert Fidura.

I dodał, że „z drugiej strony właśnie jest sprawa ks. Andrzeja Dymera, nie tylko jego, ciągnąca się od dwudziestu kilku lat”. W jego ocenie „dwaj arcybiskupi metropolici zrobili wszystko, żeby bodaj przez osiem czy dziewięć lat w ogóle nie uruchomić procesu w drugiej instancji”.

Fidura w dzieciństwie był wykorzystywany przez dwóch księży. W programie zapytano go, co powiedziałby dzisiaj księdzu, który go skrzywdził (obydwaj duchowni nie żyją).

– „Zabiłeś mnie, żyję tylko kawałeczkiem życia. Dzięki temu, co zrobiłeś, mnie praktycznie nie ma” – stwierdził były członek rady Fundacji Świętego Józefa.
Źródło info i foto: wp.pl

Zakopał ofiarę w lesie. 34-latek zatrzymany

Ofiara zginęła najprawdopodobniej w noc sylwestrową od ciosu nożem, a zwinięte w dywan zwłoki zakopano w lesie w Aninie. Mężczyzna przez kilka tygodni uznawany był za zaginionego. Policjanci ze stołecznego „terroru” zatrzymali 34-latka. Jest podejrzany o zabójstwo.

„Nasz drogi Daro zaginął 31 grudnia. Od tego czasu nie kontaktował się z nikim, jego telefon i wszystkie komunikatory milczą” – poinformowała rodzina Dariusza K. na początku stycznia w mediach społecznościowych. Utworzono zbiórkę pieniędzy na opłacenie usług prywatnego detektywa. Ustalono, że ostatniego dnia grudnia około godz. 6 rano 34-letni Dariusz widziany był na ulicy Marymonckiej

W odwecie dźgnął go w szyję

Wieczór przed zaginięciem Dariusz K. spędził w towarzystwie swojej przyjaciółki Moniki w jej mieszkaniu przy ul. Marymonckiej. W spotkaniu brał udział także 34-letni Tomasz B. i 38-letni Paweł Z. Kobieta wyprosiła gości około północy, skąd mężczyźni skierowali się do mieszkania Pawła Z., przy tej samej ulicy i tam pili alkohol. O tym, co działo się dalej, śledczy wiedzą z relacji B. i Z., zatrzymanych w połowie lutego przez funkcjonariuszy Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Z materiałów, do których dotarła PAP, wynika, że nad ranem Paweł Z. zasnął. Wtedy między Dariuszem K. i Tomaszem B. doszło do sprzeczki na tle obyczajowym, w wyniku której Tomasz B. zaczął okładać pięściami kolegę. Z relacji B. wynika, że podczas awantury Dariusz K. miał rzucić się na niego z nożem w dłoni, jednak silniejszy od rywala B. wyrwał mu ostre narzędzie i w odwecie dźgnął go w szyję. Cios okazał się być śmiertelny.

34-latkowi pomagał Paweł Z.

Odgłosy awantury zbudziły gospodarza, który zastał leżące w kałuży krwi zwłoki Dariusza K. i Tomasza B. siedzącego obok. Mężczyźni – jak twierdzą – byli w szoku i dalej spożywali alkohol. Nie wiadomo dokładnie, którego dnia po zabójstwie postanowili zawinąć zwłoki w dywan, który szczelnie owinęli folią malarską. Paweł Z. miał wszystko w domu, bo planował remont.

Śledczym udało się potwierdzić, że 4 stycznia 2021 roku Tomasz B. kupił samochód kombi volvo V70. Pożyczył też od znajomego łopatę, wyjaśniając, że planuje zakopać zwłoki psa. Kupionym na potrzeby przestępstwa autem wywiózł Pawłem Z. zwłoki w okolice Międzylesia. Zakopali je w dole o głębokości około 80 cm.

Volvo zostało natychmiast sprzedane na złom, pod pretekstem nieodwracalnych uszkodzeń. Ale tego dowodu nie pochłonął żar hutniczego pieca. Kupujący volvo uznał, że usterka została spowodowana celowo, naprawił pojazd i sprzedał. Auto zostało zabezpieczone na potrzeby prokuratorskiego śledztwa, poddano je oględzinom i pobrano próbki do badań.

Sprzedał mieszkanie i planował wyjazd

O podejrzeniu, że poszukiwany od grudnia Dawid K. nie żyje, poinformował policję i prokuraturę prywatny detektyw, wynajęty przez krewnych ofiary.

Śledztwo zostało wszczęte 9 lutego. Policjanci z „terroru”, których od razu zaangażowano w sprawę, ustalili, że Tomasz B. sprzedał swoje mieszkanie za 210 tysięcy złotych i planuje wyjechać za granicę. 34-latek został zatrzymany 12 lutego, gdy wychodził od notariusza. Pieniądze, które otrzymał za sprzedaż mieszkania, zostały zabezpieczone na potrzeby śledztwa. Pawła Z. policjanci zatrzymali następnego dnia.

– Prokurator przedstawił Tomaszowi B. zarzut zabójstwa, a Pawłowi Z. zarzuty pomocnictwa w zacieraniu śladów przestępstwa i w ukryciu zwłok oraz niepowiadomienia organów ścigania o zbrodni zabójstwa. Mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli wyjaśnienia, których treść będzie weryfikowana w dalszym toku śledztwa. Obaj podejrzani na wniosek prokuratora zostali tymczasowo aresztowani przez sąd na okres trzech miesięcy – podała prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

„Sprawdził się najgorszy scenariusz”

Jak podaje KSP, miejsce ukrycia zwłok wskazał B. W trakcie tzw. wizji lokalnej to samo miejsce pokazał także Paweł Z. Obok zakopanego ciała Dariusza K. był także jego plecak z rzeczami osobistymi oraz nóż, prawdopodobne narzędzie zbrodni.

„Z przykrością informujemy iż najgorszy scenariusz się sprawdził i Darka już nie ma z nami. Doszło do zbrodni. Sprawcy tego okropnego czynu są już w rękach policji i poniosą za to karę” – napisali w połowie lutego bliscy ofiary na stronie internetowej, na której można było wpłacać pieniądze potrzebne na opłacenie prywatnego detektywa.

Podejrzanym grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl