Uwaga na oszustów metodą „na węgiel”

Mieszkanka Kamiennej Góry została oszukana podczas zakupów przez internet. Kobieta padła ofiarą przestępstwa, gdy chciała kupić węgiel. Zapłaciła za towar, ale nigdy go nie otrzymała. Sprawę wyjaśnia właśnie policja. W poniedziałek 26 września, kobieta powiadomiła śledczych z Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze, że została oszukana podczas internetowych zakupów. Zorientowała się, gdy zaczęła dokładnie przeglądać daną stronę internetową.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalny atak w sklepie na Florydzie

36-letni mężczyzna z Florydy podczas wizyty w sklepie nagle sięgnął po nożyczki stojące w kubku na ladzie i zaatakował nimi swojego znajomego. Napastnik zadał mu ponad 40 ciosów w okolicę szyi, głowy i tułowia. Ofiara cudem przeżyła zamach. Według amerykańskich mediów agresor dążył do odcięcia głowy poszkodowanemu. Do zdarzenia doszło w poniedziałek wieczorem w sklepie w miejscowości Punta Gorda na Florydzie. Sprawca, Edmund Clarke, był w sklepie z synem swojego pracodawcy. 

W pewnym momencie, całkowicie bez ostrzeżenia, 36-latek sięgnął po stojące w kubku nożyczki i zaczął dźgać nimi ofiarę. Później chwycił za inne ostre narzędzia, które znalazł. Od momentu rozpoczęcia ataku do przyjazdu policji upłynęło kilka minut. W tym czasie agresor zdążył zadać synowi pracodawcy ponad 40 ciosów w szyję, głowę i tułów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Baltimore: Strzelanina w szkole

17-letni uczeń liceum Mergenthaler w Baltimore w stanie Maryland zmarł po tym, jak został postrzelony na dziedzińcu szkoły – doniosła lokalna policja. Rok szkolny w Stanach Zjednoczonych rozpoczął się w poniedziałek 29 sierpnia. Do zdarzenia doszło natomiast w piątek. Jak wyjaśnił komisarz policji w Baltimore Michael Harrison, napastnik podszedł do ucznia, gdy ten przebywał przed budynkiem szkoły, podczas przerwy w lekcjach. Po krótkiej wymianie zdań podejrzany wyciągnął pistolet i kilkukrotnie strzelił do ofiary.

Reporter lokalnej telewizji David Collins dotarł do świadka, który widział upadek ofiary. Według niego napastnik otworzył ogień w stronę tłumu uczniów, ale celował w konkretną osobę. Strzelec uciekł następnie z miejsca zdarzenia, ale został zatrzymany przez policję po krótkim pościgu. Udało się również zabezpieczyć broń, z której padły strzały. Według świadków, napastnik miał wyrzucić pistolet podczas ucieczki.

Poszkodowanemu uczniowi udzielono reanimacji na miejscu zdarzenia. Według policyjnego raportu, odniósł jednak „poważne rany postrzałowe zagrażające życiu”. 17-latek został uznany za zmarłego wkrótce po przywiezieniu go do szpitala. Obecnie prowadzone jest śledztwo organów ścigania. Policja nie podała jak dotąd danych ofiary, ani podejrzanego. Przekazano jedynie, że przebywający obecnie w areszcie napastnik jest uczniem innej szkoły średniej w mieście.

Poinformowano, że podczas incydentu wdrożony był szkolny plan bezpieczeństwa, a w trakcie strzelaniny na szkolnym dziedzińcu przebywali również funkcjonariusze policji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

11-latek uciekł z domu. Miał być ofiarą przemocy

11-letni Karol zapukał nocą do jednego z budynków w Zębie. Jak powiedział mieszkającym tam, obcym ludziom, uciekł z domu po tym, jak po raz kolejny miał zostać pobity przez matkę. Chłopiec przebywa obecnie w placówce zastępczej. Urzędnicy muszą natomiast zdecydować, co z rodzeństwem 11-latka, które zostało w domu. Historię chłopca jako pierwszy opisał dziennikarz Onetu Tomasz Mateusiak. 11-letni Karol w czwartek 18 sierpnia uciekł z domu, który znajduje się na granicy Skrzypna i Bańskiej Wyżyny w Małopolsce. Siedem kilometrów dalej, w Zębie, zapukał do jednego z budynków. Chłopiec był roztrzęsiony i zapłakany. Obcych ludzi poprosił o coś do jedzenia i picia. Zapytany o to, co się stało, odpowiedział, że uciekł z domu po tym, jak jego mama po raz kolejny mocno go pobiła.

Na miejsce wezwana została policja. Funkcjonariusze wysłuchali historii chłopca i zdecydowali, że 11-latek musi zostać zbadany przez lekarza. Wieczorem w Szpitalu Powiatowym w Nowym Targu wykonano obdukcję dziecka. Według ustaleń Onetu badania ujawniły ślady pobicia, z czego wiele nie było świeżych. Nad chłopcem znęcano się więc od dłuższego czasu.

O sprawie natychmiast dowiedział się Sąd Rodzinny w Nowym Targu, prokuratura i urzędnicy. Chłopiec został umieszczony w rodzinie zastępczej. Prokuratura, z uwagi na dobro dziecka, nie udziela więcej informacji na temat postępowania, które jest prowadzone w jego sprawie. W domu przebywają jednak pozostałe dzieci – dwie dziewczynki w wieku 9 i 8 lat oraz chłopiec w wieku 7 lat.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kraków: 41-letni oszust w rękach policji

20 lipca br. policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Miejskiej Policji w Krakowie zatrzymali na terenie woj. dolnośląskiego 41-latka podejrzanego o udział w oszustwie metodą „na funkcjonariusza CBŚP”. W wyniku przestępczego procederu mieszkanka Krakowa straciła 115 tys. złotych. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec 41-latka środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu na 3 miesiące.

1 lipca br. 78-letnia mieszkanka Dąbia padła ofiarą oszustów działających na tzw. legendę. Do seniorki zadzwoniła kobieta podająca się za policjantkę, która poinformowała ją, że hakerzy chcą okraść jej rachunek bankowy. W celu ochrony zgromadzonych oszczędności domniemana funkcjonariuszka poleciła kobiecie przelać wszystkie środki na „policyjny rachunek bankowy”, na którym, jak zapewniała, będą bezpieczne. 78-latka posłuchała rad telefonicznej oszustki i tego samego dnia udała się do siedziby jednego z banku, gdzie wykonała dwa przelewy, jeden na kwotę 60 tys. złotych, drugi na 25 tys. złotych na podany przez fałszywą policjantkę numer konta. Kolejnego dnia, na polecenie tej samej kobiety seniorka ponownie wykonała przelewy, tracąc łącznie 115 tysięcy złotych. Kiedy mieszkanka Dąbia zorientowała się, że padła ofiarą oszustów zgłosiła ten fakt policjantom z Komisariatu Policji II w Krakowie. Następnie sprawą zajęli się policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu Komendy Miejskiej Policji w Krakowie. Śledczy przeanalizowali zebrane informacje i ustalili, że za przestępczym procederem może stać 41-letni mieszkaniec woj. dolnośląskiego.

Pięć dni później, 20 lipca br., w jednym z miast woj. dolnośląskiego policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu krakowskiej komendy miejskiej zatrzymali mężczyznę podejrzewanego o udział w oszustwie. Funkcjonariusze przewieźli 41-latka do Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, gdzie ustalili, że jego rola w przestępczym procederze polegała m.in. na tym, że założył na swoje dane osobowe konta bankowe oraz zarejestrował karty telefoniczne. Konta bankowe, numery telefonów oraz całą dokumentację bankową 41-latek przekazał odpłatnie przestępcom, którzy wykorzystywali je do oszukiwania seniorów.

Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował wobec 41-latka środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na 3 miesiące. Za oszustwo mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nowe ustalenie ws. porwania 14-latki w Poznaniu

„Gazeta Wyborcza” opublikowała nowe doniesienia w sprawie porwania i gwałtu na 14-latce w Poznaniu. – W samochodzie, płacząc, próbowała dodzwonić się do córki i do jej koleżanki Laury – powiedziała kobieta, która pomogła matce porwanej dziewczynki. Policja z kolei twierdzi, że oprawcy nie działali według z góry ustalonego planu, tylko „wzajemnie się nakręcali”. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” dotarł do pani Marty – kobiety, która razem z córką robiła zakupy w sklepie w Poznaniu, gdy zauważyła roztrzęsioną matkę porwanej dziewczynki. Gdy kobieta zapytała ją o to, czy coś się stało, ta odpowiedziała, że porwali jej córkę. Jak dodaje pani Marta, informację tę przekazał kobiecie chłopak 14-latki, który był świadkiem tego, jak dziewczynka wsiada do samochodu swoich oprawców.

Pani Marta zadzwoniła do chłopaka 14-latki, który powiedział, że był w sklepie, a jego dziewczyna czekała z koleżanką na zewnątrz. W pewnym momencie podjechał samochód, z którego wysiadła kobieta, zawołała dziewczynę i kazała jej wejść do auta. Wystraszona 14-latka jej posłuchała. Chłopak widział tylko, jak samochód odjeżdża. Całe szczęście rozpoznał kobietę, która siedziała za kierownicą auta.

Pani Marta zadzwoniła wówczas na policję i zawiozła matkę porwanej na komisariat. – Poszłyśmy na górę do pokoju kryminalnych. Kolejna seria pytań. To, czego ta pani nie mogła powiedzieć, mówiłam za nią. Jeszcze w samochodzie powiedziała nam, że ta porywaczka groziła jej córce. Że jeśli nie odda pieniędzy za popsutą grzałkę od elektronicznego papierosa, to ją wywiozą do lasu w bagażniku. W samochodzie, płacząc, próbowała dodzwonić się do córki i do jej koleżanki Laury – powiedziała pani Marta. Telefony dziewczynek były jednak wyłączone.

W pewnym momencie matka 14-latki poczuła się na tyle źle, że konieczne było wezwanie pogotowia ratunkowego. Po udzielonej pomocy kobieta podziękowała ratownikom, pani Marcie i jej córce. W tym momencie do matki zadzwoniła porwana córka. – Ona krzyknęła: „Dzwoni!”. Policjant włączył telefon na głośnomówiący i to był chyba najgorszy moment – przyznała pani Marta. Jak zrelacjonowała, 14-latka miała powiedzieć, że porywacze ją pobili, przypalali papierosem i ogolili jej włosy. Matka wpadła wówczas w szał.

Świadkiem akcji poszukiwawczej był fotograf Mikołaj Kamieński. Po godzinie 17 zobaczył radiowozy i karetkę, więc zaczął robić zdjęcia. W miejscu, w którym policja znalazła samochód porywaczki, po jednej stronie rośnie dwumetrowa kukurydza, a po drugiej niski łubin. – Całe szczęście, że taki był w tym roku plan zasiewów. Porywacze mogli równie dobrze wjechać w pole kukurydzy albo w głąb lasu. Policja miałaby problem z odnalezieniem porwanej – stwierdził.

„Wydaje się, że zaplanowali tylko porwanie, a potem wzajemnie się nakręcali”

Z kolei policjant w rozmowie z „Wyborczą” przekazał, że funkcjonariusze przejeżdżający niedaleko pola zwrócili uwagę na miejsce, w którym coś odbijało promienie słoneczne. Gdy wjechali na polną drogę, odkryli poszukiwany samochód. Porywacze schowali się za maską auta. W momencie zatrzymania stawiali opór i obrażali policjantów.

Jak się okazało, oprawcy pobili, przypalali papierosami, ogolili brwi i część głowy swojej ofierze, ale też rozebrali ją i ciągnęli po polnej drodze. Następnie jeden z porywaczy, 17-latek, zgwałcił 14-latkę, a pozostali oprawcy – 39-letnia Paulina K. i trzy osoby nieletnie (14-letnia Laura, 13-letnia Marzena i 14-letni Szymon), nagrywały to na telefonach. Świadkiem porwania była także siedmioletnia córka Pauliny K., która została umieszczona w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

– Wydaje się, że zaplanowali tylko porwanie, a potem wzajemnie się nakręcali. Nie wiemy, jak daleko by się posunęli, gdybyśmy nie uwolnili porwanej. Oni sami chyba tego nie wiedzieli – powiedział policjant. Z informacji „Wyborczej” wynika, że porwana 14-latka wyszła ze szpitala, po czym wraz z babcią wyjechała z Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gwałt zbiorowy w Finlandii. Imigranci skazani

Zbiorowy gwałt na nieletnim – tak organy ścigania w Finlandii zakwalifikowały doprowadzenie do stosunku osoby poniżej 16. roku życia przez trzech imigrantów. Mężczyźni wykorzystali stan upojenia alkoholowego swojej ofiary. Sąd rejonowy w Oulu wydał właśnie wyrok w tej sprawie. Trzej imigranci uczestniczyli w zbiorowym gwałcie na osobie, która nie ukończyła jeszcze 16 lat, za co zostali skazani. Wyrok w tej sprawie zapadł 12 lipca. Do popełnienia przestępstwa doszło w listopadzie 2021 roku.

Zgodnie z orzeczeniem sądu rejonowego w Oulu mężczyźni znajdowali się w tym samym pomieszczeniu co ofiara, wzajemnie obserwując swoje poczynania. Każdy z oskarżonych miał z nią kontakt seksualny. Skazani wykorzystali bezradność nieletniego, która została spowodowana upojeniem alkoholowym. Z tego powodu ofiara nie była w stanie bronić się ani wyrażać swojego sprzeciwu. Sąd zaznaczył również, że oskarżeni nie stosowali zabezpieczenia. W momencie popełnienia czyny ofiara zbliżała się do granicy 16 roku życia.

Każdy z mężczyzn otrzymał wyrok skazujący go na kilka lat pozbawienia wolności. Abdulrahman Bash, który w czasie gwałtu miał 24 lata, został skazany na 5 lat i 6 miesięcy. 30-letni wówczas Osamah Ibrahim Habeeb Al Yasari otrzymał wyrok 7 lat więzienia, gdyż według sądu mężczyzna miał kilkukrotny kontakt seksualny z ofiarą, począwszy od września 2021, aż do lutego 2022. Skazany miał zwabiać i namawiać ofiarę do stosunku w zamian za pieniądze i narkotyki. Z kolei trzeci z oprawców – Othman Ghadif Khalaf, który w momencie popełnienia przestępstwa miał 24 lata – dostał karę 6 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Mężczyzna wykorzystał seksualnie ofiarę także dzień po zbiorowym gwałcie. Nie używał zabezpieczenia.

Ponadto wszyscy mężczyźni zostali zobowiązani do zapłaty ofierze wysokich, liczonych w tysiącach euro, rekompensat za doznane cierpienia. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: wp.pl

Ofiara księdza pedofila pozwała byłego papieża. „Miał wiedzę o wszystkich okolicznościach”

Do Sądu Okręgowego w Traunstein wpłynął pozew złożony przez ofiarę ks. Petera Hullermana. Wśród pozwanych, obok hierarchów niemieckiego Kościoła, znalazł się Joseph Ratzinger, pełniący w latach 1977-1982 funkcję arcybiskupa Monachium i Fryzyngi. Otwartym pozostaje pytanie, czy papież emeryt może stanąć przed sądem.

Według ustaleń gazet: „Correctiv”, „Die Zeit” i „Bayerischer Rundfunk”, w Sądzie Okręgowym w Traunstein złożono pozew m.in. przeciwko papieżowi emerytowi Benedyktowi XVI.

Chodzi o napaści na tle seksualnym dokonane przez ks. Petera Hullermana. Skarga dotyczy „stwierdzenia solidarnej odpowiedzialności odszkodowawczej”. Według „Correctiv” skargę złożył prawnik ofiary molestowania z Bawarii.

— Obecnie nie możemy udzielić żadnych informacji na temat konkretnej treści skargi, ponieważ nie została ona jeszcze doręczona drugiej stronie i nie jest ona jeszcze o niej poinformowana — przekazała Jacqueline Asbichler, zastępczyni rzecznika sądu w Traunstein.

Czy Benedykt XVI może stanąć przed sądem?
Media ustaliły, że pozew jest skierowany przeciwko ks. Peterowi Hullermanowi, jednemu z antybohaterów raportu o nadużyciach w archidiecezji Monachium i Fryzyngi ze stycznia 2022 r., a także przeciwko kilku hierarchom niemieckiego kościoła, w tym kardynałowi Friedrichowi Wetterowi, monachijskiemu wikariuszowi generalnemu Christophowi Klinganowi oraz byłemu papieżowi Benedyktowi XVI. Hullermanowi zarzuca się wykorzystanie seksualne kilkorga dzieci i nastolatków z archidiecezji monachijskiej.

Jeśli chodzi o Josepha Ratzingera, późniejszego papieża Benedykta XVI, w skardze napisano, że miał „wiedzę o wszystkich okolicznościach” i „przynajmniej akceptował fakt, że ten ksiądz będzie recydywistą”. Mimo to Ratzinger miał przywrócić duchownego do posługi.
Źródło info i foto: onet.pl

Kanada: Duchowny aresztowany za napaść seksualną

Kanadyjska policja aresztowała 92-letniego emerytowanego księdza za napaść na tle seksualnym, która miała miejsce ponad 50 lat temu w jednej z kanadyjskich szkół dla rdzennych dzieci. Ofiara miała 10 lat. Sierżant Paul Manaigre z Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej powiedział, że do napaści doszło między 1968 a 1970 rokiem w szkole w prowincji Manitoba. Ofiara miała wówczas 10 lat – pisze w piątek „The Guardian”. Jak czytamy na stronie cbc.ca, była to dziewczynka. Manaigre powiedział, że nie ma ograniczeń czasowych na zgłoszenie napaści na tle seksualnym. Były ksiądz ma stanąć w sądzie w przyszłym miesiącu.

Kanada. Dramat w szkołach dla rdzennych dzieci

Od XIX wieku ponad 150 000 rdzennych kanadyjskich dzieci przebywało w finansowanych przez państwo szkołach, których celem było przymusowe asymilowanie rdzennej ludności.

Placówki, finansowane z budżetu federalnego, prowadzone były przez Kościół katolicki i Kościół protestancki. Trafiały tam dzieci rdzennych mieszkańców, które siłą odbierano rodzinom. Niektóre z nich miały nawet mniej niż sześć lat. Były bite, molestowane, zaniedbywane i pozbawiane możliwości obcowania z własną rodzimą kulturą, w tym zwyczajami, ubiorem czy nawet językiem.

Pierwszy premier Kanady, sir John A. Macdonald w 1883 r. mówił w parlamencie, że rdzenni mieszkańcy są „dzikusami”, a szkoły są potrzebne, by „indiańskie dzieci (..) nabyły obyczajów i sposobu myślenia białego człowieka”.

Placówki zamknięto dopiero w latach 90. XX wieku.

Rząd kanadyjski przeprosił w parlamencie w 2008 roku i przyznał, że w szkołach szerzyła się przemoc fizyczna i seksualna. Wielu uczniów wspominało, że było bitych za mówienie w ich językach. W 2021 roku w kilku miejscach na terenie Kanady, w których kiedyś działały szkoły, odkryto masowe groby. Wśród tych miejsc są m.in. Kamloops w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie znaleziono szczątki 215 osób, czy szkoła Marieval w Saskatchewan – tam odkryto szczątki 761 osób.

Pod koniec lipca papież Franciszek ma odwiedzić Kanadę, aby przeprosić rdzennych mieszkańców za rolę Kościoła katolickiego w dramacie, który ich spotkał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zwłoki znalezione w studni. Nie wiadomo, kim jest ofiara

W studni na terenie niezamieszkanej posesji w Zawadzie koło Tarnowa znaleziono ludzkie zwłoki. Były w stanie znacznego rozkładu. Nie wiadomo, kim jest ofiara. Makabrycznego odkrycia dokonał mężczyzna, który kosił trawę na swojej działce i postanowił zajrzeć do studni na sąsiedniej, od dawna opuszczonej posesji.

Zwłoki wydobyli strażacy.

Nie wiadomo ani kim jest ofiara, ani w jaki sposób zginęła, czy był to nieszczęśliwy wypadek czy zabójstwo. Zwłoki są w stanie znacznego rozkładu – poinformował rzecznik małopolskiej policji mł. insp. Sebastian Gleń. Jak dodał ciało zostało zabezpieczone do identyfikacji i sekcji.
Źródło info i foto: RMF24.pl