Ucieczka dwóch braci. Udało się odszukać zaginionych chłopców

Policjantom z Rawy Mazowieckiej udało się odszukać zaginionych chłopców, którzy uciekli skradzionym oplem. Dzięki zakrojonym na szeroką skalę poszukiwaniom 10-latek i jego 15-letni przyrodni brat zostali odnalezieni cali i zdrowi. Teraz ich losem ma zająć się sąd rodzinny. We wtorek 2 sierpnia na komisariat policji w Rawie Mazowieckiej (woj. łódzkie) wpłynęło zgłoszenie o zaginięciu syna. To zaniepokojony ojciec 10-latka poinformował o braku kontaktu z chłopcem od poniedziałku. Syn wyszedł z domu przed południem i od tamtej pory się nie odzywał. Towarzyszył mu jego 15-letni przyrodni brat, który na co dzień mieszka w domu dziecka.

Jak przekazała Polsat News mł. asp. Agata Krawczyk z Komendy Powiatowej Policji w Rawie Mazowieckiej, obaj przemieszczali się skradzionym przez starszego chłopca oplem astrą. Gdy funkcjonariusze zdobyli wszystkie niezbędne informacje, przystąpili do działań. Poszukiwania wspomagał z powietrza śmigłowiec i dron, a lokalne drogi patrolowała policyjna grupa SPEED. Do mediów dotarły też specjalne komunikaty.

Przełom nastąpił w środę po godz. 11:00. Jak się okazało, uciekinierzy nie oddalili się zbytnio od domu. Policja trafiła na ich ślad kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania jednego z chłopców. Pasujący do opisu samochód jechał leśną drogą, co zwróciło uwagę funkcjonariuszy. Kierujący autem 15-latek na początku nie chciał zatrzymać pojazdu, ale zdołał przejechać tylko kilkaset metrów, zanim zdecydował się zahamować. Oficer prasowa KPP w Rawie Mazowieckiej podkreśliła w rozmowie z Polsat News, że zarówno 10-latek, jak i jego starszy brat są zdrowi i nic im nie dolega, ale za wybryk czekają ich konsekwencje – obecnie czekają na decyzję sądu rodzinnego.

– Chłopcy nie chcą mówić o przyczynach swojego zachowania. Sądzę, że w ich przypadku mógł doprowadzić do tego stres – mówi nam policjantka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

36-latek porzucił swoje dzieci w lesie. Ich płacz usłyszał policjant

​36-latek zostawił swoje dzieci w lesie i odjechał. 16-latkę i 11-latka znalazł spacerujący przy ulicy Chrzanowskiej w Libiążu policjant. Do zdarzenia doszło w powiecie chrzanowskim. 36-letni mieszkaniec gminy Kęty odebrał od byłej partnerki ich wspólne dzieci i udał się z nimi na wycieczkę. Następnie podjechał samochodem do lasu przy ulicy Chrzanowskiej w Libiążu i tam zakończył podróż. Na parkingu leśnym próbował „wyciągnąć” od swoich dzieci w wieku 16 i 11 lat prywatne informacje.

Dzieci z uwagi na złe zachowanie taty ze stresu nie potrafiły z nim rozmawiać. Po chwili mężczyzna odjechał z parkingu leśnego, zostawiając je same. Dużą odpowiedzialnością wykazała się nastolatka, która postanowiła szukać pomocy dla siebie i brata kierując się w stronę centrum miasta Libiąża.

W tym czasie funkcjonariusz Oddziału Prewencji w Krakowie spacerując w masywie leśnym, zauważył płaczące, przerażone dzieci, którymi się natychmiast zaopiekował i powiadomił służby. Rodzeństwo bezpieczne i objęte opieką, od policjantów odebrała mama. Nieodpowiedzialnym zachowaniem mieszkańca gminy Kęty wobec swoich dzieci zajmie się Sąd Rodzinny w Chrzanowie oraz Komisariat Policji w Libiążu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ojciec wiceszefa MEiN zatrzymany przez policję. Jest podejrzany o molestowanie członka rodziny

Z nieoficjalnych informacji Radia ZET wynika, że w ubiegłym tygodniu doszło do zatrzymania Macieja Rz., ojca wiceministra edukacji Tomasza Rzymkowskiego. Miał on usłyszeć zarzuty związane z molestowaniem seksualnym członka rodziny. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Według nieoficjalnych informacji Radia ZET, rodzina Tomasza Rzymkowskiego wspiera Macieja Rz. i „nie daje wiary stawianym mu zarzutom”. Jak ustalili dziennikarze, śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte jeszcze w ubiegłym roku. Jednak do molestowania członka rodziny miało dochodzić wiele lat temu.

Dziennikarz radia Mariusz Gierszewski poinformował Twitterze, że mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Tomasz Rzymkowski nie odniósł się do tych informacji. Wiadomo, że postępowanie w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kutnie pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

„Nie udzielamy żadnej informacji w tej sprawie ze względu na dobro postępowania” – przekazał Onetowi Tomasz Szczepanek z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Morderstwo w miejscowości Szabda. Zwłoki dziecka znaleźli robotnicy. Ojciec z zarzutami zabójstwa i zbezczeszczenia zwłok

W miejscowości Szabda w powiecie brodnickim (województwo kujawsko-pomorskie) znaleziono w czwartek ciało dwuletniej dziewczynki. Ojciec dziecka Bartosz Ch. usłyszał zarzut zabójstwa dwuletniej córki i zbezczeszczenia zwłok. Dostał też inne zarzuty. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

„Po godzinie 22. w sobotę zakończyło się przesłuchanie podejrzanego Bartosza Ch. Prokurator w oparciu o zgromadzony w sprawie materiał dowodowy wydał postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów, które dotyczą kilku czynów tj. zabójstwa małoletniej córki, czynów polegających na fizycznym i moralnym znęcaniu się nad małoletnimi dziećmi, nieporadnymi z uwagi na chociażby wiek, narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia oraz zbezczeszczenia zwłok” – poinformował Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności od ośmiu lat do dożywocia. Prokurator nie przekazał więcej szczegółowych informacji, wskazując na początkowy etap postępowania i dobro śledztwa. Prokuratura będzie wnosiła o aresztowanie mężczyzny na okres trzech miesięcy.

Ciało dziecka znaleźli robotnicy

Jak przekazywała aspirant sztabowa Agnieszka Łukaszewska z Komendy Powiatowej Policji w Brodnicy, zgłoszenie o tym, że w domu jednorodzinnym znaleziono zwłoki około dwuletniego dziecka, przyszło w czwartek około godz. 18 od właścicielki nieruchomości, która z kolei dowiedziała się o tym od ekipy remontowej, która weszła do domu naprawiać przeciekający dach.

Wezwany na miejsce patrol policji wraz z lekarzem potwierdzili, że w domu znajdują się zwłoki dziecka w stanie znacznego rozkładu. – Dziecko leżało na łóżku. Prawdopodobnie jest to dziewczynka – opowiadała policjantka.

Wiadomo, że dziecko nie żyje od około dwóch tygodni. W piątek prokuratorzy otrzymali wstępne wyniki sekcji zwłok, ale informacji o jej wynikach nie przekazano mediom.

Ojciec zatrzymany w Warszawie

Dom, w którym znaleziono zwłoki dwulatki, wynajmowany był małżeństwu: 33-letniemu mężczyźnie i 27-letniej kobiecie. Jak dowiedziała się TVN24, kobieta znajduje się w jednym ze szpitali w Warszawie w związku z patologią ciąży. Tam urodziła kolejne dziecko.

Miejsce pobytu jej męża było początkowo nieznane. W piątek został zatrzymany w Warszawie. Był nietrzeźwy i został przewieziony w konwoju do Brodnicy – informował Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Małżeństwo miało pięcioro dzieci w wieku od dwóch do siedmiu lat. Jedno z nich było z ojcem w momencie zatrzymania, a pozostałe znajdowały się pod opieką dziadków.

Rodzina „pod opieką” GOPS

Jak nas poinformowano w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Brodnicy, rodzina od 2015 roku była pod opieką ośrodka. Pod koniec maja pracownik socjalny odwiedził tę rodzinę po raz ostatni. – Nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek się działo niepokojącego. Gromadka dzieci była, ale nic dysfunkcyjnego – opowiada Wiesława Jaranowska, kierownik GOPS.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ojciec przejechał autem niespełna 2-letniego synka

Śmiertelny wypadek w powiecie lubartowskim. Na jednej z prywatnych posesji ojciec podczas cofania samochodem potrącił swojego małego synka. Pomimo reanimacji dziecka nie udało się uratować. Tragiczny wypadek miał miejsce w środę po godz. 19 na jednej z posesji w gminie Kock. Według informacji policji kierowca przywiózł tam busem swoją partnerkę wraz z dzieckiem. Kobieta z chłopcem wyszła z pojazdu. Do wypadku doszło gdy 53-latek cofał autem. Przejechał niespełna dwuletniego synka.

Pomimo prowadzonej reanimacji dziecka nie udało się uratować. Rodzice dziecka byli trzeźwi. Policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają okoliczności tego nieszczęśliwego wypadku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok za brutalne zabójstwo popełnione przez 18-latka

To była wyjątkowo bestialska zbrodnia. Obrażenia matki, ojca i ich 7-letniego syna – ujęte w wyroku – są zbyt drastyczne, by je opisać. Zginęli nocą od ciosów zadanych siekierą. Sprawca został nieprawomocnie skazany na dożywocie i może ubiegać się o wyjście na wolność najwcześniej po 30 latach. – Tam była niechęć i zazdrość o młodszego brata – mówi rzeczniczka sądu. „Raport” Beaty Glinkowskiej.

– To były rany rąbane głównie głowy i klatki piersiowej – bez szczegółów wymienia Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

21-letni Marceli C. starszy syn zabitego małżeństwa, usłyszał wyrok dożywocia.

Wyrok skazujący za trzy zabójstwa

– Zapadł wyrok skazujący, za trzy przestępstwa: zabójstwo matki, ojca oraz brata. Za każdy poszczególny czyn wymierzono karę dożywocia, wtedy kara łączna to jest kara dożywocia. Zastosowano również środek pobawienia praw publicznych na maksymalny okres 10 lat. Sąd orzekł, że skazany będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 30 latach – mówi Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Proces toczył się przed świdnickim sądem za zamkniętymi drzwiami z wyłączeniem jawności. Między innymi ze względu na najstarszego syna zamordowanej pary, którego w momencie zbrodni nie było w domu, wyjaśnia Marzena Rusin-Gielniewska.

– Chodziło obronę interesów pokrzywdzonego, najstarszego brata oraz – zważywszy na okoliczności tych zbrodni – o ochronę dobrych obyczajów – twierdzi sędzia Rusin-Gielniewska.

– Był on oskarżycielem posiłkowym podczas procesu brata – mówi jego pełnomocnik, adwokat Tomasz Bokszczanin.

– Oczekiwał na ten wyrok, natomiast o odczuciach człowieka, którego dotknęła tak wielka tragedia, nie sposób mówić – mówi adwokat. – Jest to człowiek, który przeżył ogromny dramat – dodaje

– Wyrok w takiej sprawie nikogo satysfakcjonować nie może, ale jest jedynym, jaki mógł zapaść, biorąc pod uwagę szereg okoliczności związanych z tą sprawą, np. opinie sądowe psychologiczne i psychiatryczne, w których badana była osobowość oskarżonego. Ich wyniki są takie, że ten bardzo młody człowiek cały czas może stanowić zagrożenie dla innych ludzi – ocenił prawnik.

Obrońca Marcelego C., zgodnie z wytycznymi klienta, nie zgodził się na rozmowę.

Zbrodnia rozegrała się w środku nocy

Dramat rozegrał się w Ząbkowicach Śląskich, 9 grudnia 2019 roku, około godz. 2 w nocy policjanci zostali wezwani do włamania w domu jednorodzinnym. Zadzwonił – jak okazało się później – sam sprawca.

– Gdy tylko policjanci dojechali na miejsce, zauważyli mężczyznę, który siedział na dachu, i krzyczał, że to on jest autorem zgłoszenia. Mówiąc, że włamywacz może być w środku, pytając, co z jego rodziną – przypomina st. asp. Katarzyna Mazurek z Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich.

 18-latek twierdził, że uciekł na dach przed rzekomym włamywaczem. Policjanci znaleźli w domu zmasakrowane ciała jego bliskich. Na miejscu zaczęły się oględziny. Podawana przez nastolatka wersja – miała coraz więcej nieścisłości – wylicza policjantka:

– On miał przygotowaną legendę, tak jak oszuści. Powiedział, że włamał się do jego domu mężczyzna ubrany na czarno, że miał kominiarkę, że nie widział jego twarzy. Ale jednocześnie powiedział, że ma brodę. Im więcej śladów zabezpieczali kryminalni na miejscu zbrodni, tym bardziej policjanci odnosili się do tych śladów. Na te (szczegółowe) pytania mężczyzna już nie potrafił logicznie odpowiedzieć i przyznał się – mówi st. asp. Mazurek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Znęcał się fizycznie nad 81-letnim ojcem. Zatrzymano 46-latka

46-letni mieszkaniec pow. wyszkowskiego (woj. mazowieckie), który znęcał się psychicznie i fizycznie nad 81-letnim ojcem, został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące – poinformował w poniedziałek rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Wyszkowie kom. Damian Wroczyński.

W ubiegłym tygodniu dyżurny wyszkowskiej policji otrzymał zgłoszenie, z którego wynikało, że 46-letni mężczyzna może się znęcać nad swoim 81-letnim ojcem. Na miejsce udali się policjanci z posterunku w Zabrodziu. Na ich widok 81-latek rozpłakał się. Tłumaczył, że nie zgłaszał wcześniejszych przypadków przemocy, bo bał się złości syna – przekazał rzecznik.

Śledczy ustalili, że 46-latek znęcał się psychicznie i fizycznie nad ojcem. Syn, zwłaszcza po alkoholu, wszczynał awantury, groził ojcu, że go zabije, bił staruszka i kopał po całym ciele. Agresor został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Policjanci podkreślają, że przemoc domowa dotyczy wszystkich, niezależnie od statusu finansowego, społecznego czy wykształcenia. Nie każda ofiara przemocy domowej decyduje się na zawiadomienie organów ścigania – dla wielu to powód do wstydu. Dlatego prosimy o sygnał wszystkich, którzy są ofiarami bądź świadkami przemocy w rodzinie – zaznaczył kom. Wroczyński.

Dodał, że każda rodzina zagrożona przemocą domową pozostaje od momentu ujawnienia tego faktu w kręgu zainteresowania dzielnicowego, który jest zobowiązany do regularnego jej odwiedzania i w razie potrzeby stałej współpracy z pozapolicyjnymi instytucjami pomocowymi. Rodzina zostaje także objęta procedurą Niebieskiej Karty.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Zabójstwo dwójki dzieci w Hanau. Jest pierwszy trop

Dwoje martwych dzieci znaleziono w środę rano w mieście Hanau w środkowych Niemczech. Śledczy zakładają, że doszło do zabójstwa o rodzinnym podłożu. Trwają poszukiwania podejrzanego mężczyzny, który – jak ustaliły media – jest ojcem nieżyjących 7-latki i jej brata, starszego o cztery lata. Szczegóły dotyczące mężczyzny i jego ewentualnego związku ze śmiercią dzieci nie zostały jeszcze ujawnione – pisze portal RND. Według informacji dziennika „Bild” chodzi o ojca 7-letniej dziewczynki i 11-letniego chłopca.

W środę rano w Hanau przechodnie znaleźli ciężko rannego chłopca, leżącego na ziemi przed wieżowcem w centrum miasta. Kiedy policja przybyła na miejsce, chłopiec już nie reagował. Później trafił do szpitala miejskiego, gdzie zmarł na skutek ciężkich obrażeń. Później funkcjonariusze znaleźli martwą dziewczynkę na balkonie mieszkania na dziewiątym piętrze. W tym przypadku lekarz pogotowia także stwierdził zgon.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Edynburg: Polak skazany na dożywocie za zabójstwo 2-letniego syna

Sąd w Edynburgu skazał w środę 41-letniego Polaka Łukasza Cz. na karę dożywotniego więzienia bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe przed upływem 23 lat za zamordowanie swojego dwuletniego syna. Zabójstwo miało być zemstą na byłej partnerce, za jej nowy związek. Jak ustalono podczas procesu, zabójstwo dziecka miało być zemstą na matce chłopczyka. Łukasz Cz. rozstał się z nią kilka miesięcy wcześniej. Nie mógł jednak znieść faktu, że Patrycja Sz. była już w nowym związku.

Do zabójstwa doszło w listopadzie 2020 roku. 2-letni chłopczyk przebywał tamtej nocy w domu Łukasza Cz., który zaczął wysyłać SMS-y do matki dziecka, pytając ją o jej nowego partnera i ich życie intymne. Patrycja Sz. nie odpowiadała na SMS-y byłego partnera. Dlatego Łukasz Cz. trzy razy strzelił w głowę dziecka z pistoletu gazowego, a gdy mały Julius obudził się, dźgnął go kilkakrotnie metalowym szpikulcem i udusił poduszką.

W czasie procesu sprawca, który pracował jako informatyk, przekonywał, że był wówczas w bardzo złym stanie psychicznym, co wpłynęło na jego zachowanie oraz że planował popełnić samobójstwo i nie chciał, by chłopiec pozostał sam. Sąd jednak uznał, że jego stan nie był tak poważny, jak twierdził, i morderstwo było „aktem zemsty i zazdrości”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Malbork: Syn podejrzany o zabójstwo ojca

Policja zatrzymała w sobotę 36-letniego mężczyznę, który jest podejrzewany o zabójstwo 56-letniego ojca. Śledczy zabezpieczyli nóż, którym zadano ciosy ofierze – przekazała policja.

– Po godzinie 11 dyżurny został powiadomiony o znalezieniu ciała mężczyzny w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Malborka – przekazała oficer prasowy KPP w Malborku asp. Sylwia Kowalewska.

I jak dodała, „policjanci, którzy przyjechali na miejsce ustalili, że denat to 66-letni mężczyzna, który poniósł śmierć w wyniku kilkunastu ran kłutych.

– W tej sprawie zatrzymano 36-letniego mężczyznę. Policjanci pod nadzorem prokuratora sporządzili oględziny miejsce zdarzenia. Zabezpieczono prawdopodobne narzędzie zbrodni – dodała.

Możliwy zarzut zabójstwa dla syna ofiary

Z nieoficjalnych informacji wynika, że do zabójstwa doszło na terenie dzielnicy Czwartaki. Zatrzymany 36-letni mężczyzna jest synem ofiary. W chwili zatrzymania był trzeźwy.

– W niedzielę, w godzinach porannych zamierzamy przeprowadzić sekcję zwłok. Po sekcji będą podejmowane dalsze czynności – przekazał prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Mariusz Duszyński.

W niedzielę mężczyzna zostanie przesłuchany przez prokuratora. Niewykluczone, że usłyszy zarzut zabójstwa, za co grozi od 8 lat do dożywotniego pozbawienia wolności. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl