Holandia: Opiekunka molestowała dziewczynki. Najmłodsza ofiara miała roczek

52-letnia opiekunka molestowała seksualnie dzieci w wieku od jednego do sześciu lat. Kobiecie udowodniono czyny lubieżne w stosunku do co najmniej siedmiu dziewczynek. Opiekunka mieszkająca w jednej z miejscowości w prowincji Limburgia na południu Holandii została zatrzymana przez policję w czerwcu br. Sprawa wyszła na jaw dzięki nagraniom z monitoringu, na których widać, jak kobieta seksualnie napastowała jedną z dziewczynek. Rodzice dziecka natychmiast powiadomili służby. 

W domu 52-latki znaleziono nagrania dowodzące, że ofiar było więcej. Z informacji prokuratury wynika, że opiekunka miała się dopuścić czynów lubieżnych w stosunku do co najmniej siedmiu dziewczynek w wieku od jednego do sześciu lat.

Jak poinformował portal RTL Nieuws, razem z nią aresztowano 58-letniego mężczyznę, któremu również postawiono zarzut pedofilii.

– Rodzice byli zszokowani informacją o zatrzymaniu opiekunki – powiedziała portalowi rzeczniczka prokuratury Janine Kramer. Jej zdaniem wynika to m.in. z faktu, że liczyli oni na to, że ich dzieci zostały powierzone godnej zaufania opiekunce.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: 44-letnia Sylwia P. oskarżona o zabicie 11-miesięcznego dziecka. Zatrzymana w Bydgoszczy

W okolicy Bydgoszczy doszło do zatrzymania 44-letniej Polki, której prokuratura z Minnesoty postawiła zarzut morderstwa 11-miesięcznego chłopca – wynika z ustaleń TVN 24. Kobieta była opiekunką i pracowała w domowym przedszkolu. Znajdujący się pod jej opieką chłopiec zmarł w 2017 roku. Miał ciężkie obrażenia ciała, a zdaniem śledczych kobieta zadała mu je, wymierzając kary fizyczne.

44-letnia Sylwia P. pracowała jako licencjonowana opiekunka w domowym przedszkolu mieszczącym się w budynku na przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota. TVN 24 informuje, że do śmierci 11-miesięcznego chłopca znajdującego się pod jej opieką doszło 12 lipca 2017 roku. Policję powiadomili okoliczni mieszkańcy, którzy donieśli, że słyszą krzyki kobiety wzywającej pomoc. Po przyjeździe do domu, w którym pracowała P., zastali leżące na stole nieprzytomne dziecko, które nie reagowało na próby reanimacji przez kobietę. Po przewiezieniu do szpitala u chłopca stwierdzono śmierć mózgu i bardzo rozległe obrażenia głowy. Mimo wysiłków lekarzy zmarł.

USA. Polska opiekunka z zarzutem zabójstwa dziecka

Podczas trwającego w sprawie śledztwa prokuratura wraz z biegłymi ustaliła, że obrażenia mogły zostać spowodowane silnym potrząsaniem dzieckiem. Z zeznań kobiety wynikało z kolei, że w dniu, gdy doszło do tragedii, 11-miesięczny Gabriel nieustannie płakał i mocno tęsknił za rodzicami. Jak opisuje TVN24, kobieta utrzymywała, że posadziła chłopca w foteliku w kuchni i dała mu wafelka, a następnie zajęła się innymi dziećmi. Gdy wróciła do kuchni, niemowlak miał być już nieprzytomny.

Amerykańska prokuratura nie dała wiary zeznaniom 44-latki. W lutym 2018 roku postawiono jej zarzut morderstwa drugiego stopnia (bez premedytacji), za co grozi do 40 lat więzienia. Zdaniem śledczych kobieta miała stosować wobec chłopca kary fizyczne, który doprowadziły do jego śmierci. Kobieta wyjechała do Polski na trzy miesiące przed postawieniem zarzutów, wydano za nią list gończy.

Do zatrzymania 44-latki doszło 3 lipca na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, w okolicy Bydgoszczy. Kobieta została przesłuchana w charakterze podejrzanej. Przydzielono jej także dozór policji i zakazano opuszczanie kraju. Obecnie – jak ustalili dziennikarze TVN 24 – prokuratura czeka na wniosek o jej ekstradycję od strony amerykańskiej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Opiekunka katowała niewidomą 80-latkę

Opiekunka społeczna katowała niewidomą panią Halinę Chłopicką (80 l.) z Gniezna. Ukryta przez rodzinę kamera zarejestrowała przerażające sceny – jak opiekunka Karina G. znęca się nad niewidomą podopieczną! Pani Halina miała wylew, nie wstaje z łóżka i potrzebuje stałej opieki. Tę miała jej zapewnić Karina G. (43 l.), opiekunka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gnieźnie.

– Miała babcię myć, ćwiczyć z nią, karmić – opowiada Kinga Bednarczyk (23 l.), wnuczka staruszki. Opiekunka przychodziła do pani Haliny od dwóch lat.

– W sierpniu zaniepokoiły nas siniaki na ciele babci, stała się płaczliwa i nerwowa. Postanowiliśmy zamontować kamerę w jej mieszkaniu, żeby zobaczyć, co się dzieje – opowiada wnuczka. Pierwsze nagrania zaszokowały rodzinę. Widać, jak opiekunka bije starszą panią.

Drobniutka, niewidoma kobieta nawet nie nie umie się zasłonić przed potężnymi ciosami w twarz, głowę i szczękę. Gdy prosi o picie, opiekunka-potwór każe jej samej wstać. Gdy pani Halina przestaje ćwiczyć, szarpie ją za ręce do góry, popycha albo okłada otwartą ręką. W pewnym momencie staruszka zaczyna płakać.

– Przestań wyć, bo Cię wypier…lę na ulicę – wrzeszczy Karina G. i dalej bije.

– Nasiusiała nawet babci do miski z wodą do mycia – mówi roztrzęsiona wnuczka.

Przełożeni Kariny G. w MOPS-ie są w szoku.

– Ta pani została zwolniona w trybie natychmiastowym. Dyscyplinarnie. Nie próbowała się nawet tłumaczyć. Nie padło też słowo przepraszam. To dziwne, że przez 10 lat nikt się na nią nie skarżył. Ona miała dwie twarze – przekonuje Hanna Adamczak, dyrektorka MOPS.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła również prokuratura.

– Jesteśmy gotowi do postawienia Karinie G. zarzutów znęcania się psychicznego i fizycznego nad osobą nieporadną – zapowiada prokurator Małgorzata Rezulak-Kustosz.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gwałt na 14-latce w Tychach. Opiekowała się dzieckiem oprawcy

Koszmar w Tychach. 14-latka przychodziła do małżeństwa opiekować się ich 2-letnim dzieckiem. Została uwięziona i brutalnie zgwałcona przez ojca chłopca. Prokuratura ujawnia szokujące szczegóły.

Jak informuje TVN24, zaczęło się od 14-letniej dziewczyny, która przychodziła opiekować się dwuletnim synem pary. – W czerwcu tego roku nastolatka została brutalnie zgwałcona przez 26-latka. W tym czasie jego żona spała – tłumaczy Monika Stalmach-Ćwikowska z prokuratury rejonowej w Tychach.

Dziewczynka była też bita, a do domu wypuszczona po kilku godzinach.

Na policję zgłosiła się także 46-latka, która również została zgwałcona. Przyszła do domu małżeństwa, bo miała zaopiekować się wieczorem ich synem. Prokurator relacjonuje, że kobieta została uwięziona i wielokrotnie zgwałcona zarówno przez mężczyznę jak i kobietę. W tym czasie w mieszkaniu miał przebywać także 2-latek. 46-latka została wypuszczona dopiero następnego dnia.

Prokurator potwierdza, że to małżeństwo rzeczywiście ma dwuletnie dziecko, ale, jak się okazało, poszukiwania opiekunki były tylko przykrywką do planowanego gwałtu. Pokrzywdzonych może być więcej.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego tyskiej komendy, prowadząc śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Tychach, apelują, by osoby, które zostały potraktowane w podobny sposób, jak i osoby, które mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie zgłosiły się do Komendy Miejskiej Policji w Tychach lub skontaktowały się telefonicznie pod numerem telefonu (32) 32- 56- 235, 32-56-280 lub 32-56-255.

Małżeństwo zostało zatrzymane w czerwcu. Przebywa obecnie w areszcie. Para nie przyznaje się do winy. Nie okazuje też skruchy.
Źródło info i foto: wp.pl

Niemcy: Polacy skazani na dożywocie. Są odpowiedzialni za brutalne morderstwo w Hoefen

Była opiekunka z Polski z trzema kompanami zaplanowała napad na wdowę, u której wcześniej pracowała. Teraz w monachijskim sądzie zapadł wyrok ws. morderstwa w Hoefen. Polacy zostali skazania na dożywocie. Polka uknuła plan ze swoim bratem, synem i znajomym. Mieli napaść na bogatą wdowę w bawarskiej miejscowości Hoefen. 50-latka z Polski znała już dom i okolicę, bo wcześniej była u Niemki zatrudniona jako opiekunka.

Mężczyźni zrealizowali plan w lutym 2017 roku. Do domu wdowy włamali się w nocy, brutalnie mordując dwoje znajomych wdowy: 76-letnią kobietę i 81-letniego mężczyznę. Sama wdowa napaść przeżyła, ale została ciężko ranna. Mężczyźni skradli z jej sejfu złoto i 60 tys. euro.

Sędziowie podkreślili, że sprawcy dokonali napadu ze szczególną brutalnością. Stąd wyrok dożywocia. Opuszczenie przez nich więzienia po 15 latach odbywania kary jest wprawdzie możliwe, ale w praktyce właściwie wykluczone. 44-letni brat polskiej opiekunki Robert P. był już wcześniej karany. Jeżeli wcześniej opuści więzienie, będzie musiał pozostać pod nadzorem. Polce wymierzono mu wcześniej karę ośmiu lat więzienia za inne przestępstwa
Źródło info i foto: wp.pl

Nowy Jork: Atak nożowniczki w żłobku. Opiekunka raniła pięć osób, w tym troje niemowląt

52-letnia pracownica nocnej opieki nad dziećmi w Nowym Jorku (USA) pocięła nożem troje niemowląt i dwoje dorosłych, a następne podcięła sobie żyły. Jedno z dzieci jest w stanie ciężkim, ale nie ma zagrożenia życia. Do zdarzenia doszło około 3:30 w nocy czasu lokalnego w domu przy ulicy 161 w Nowym Jorku, w dzielnicy Queens. Funkcjonował w nim punkt nocnej opieki dzieci.

52-letnia kobieta, pracownica ośrodka, z nieznanych przyczyn zaatakowała znajdujących się na miejscu dorosłych i dzieci. Ranna w korpus została inna pracownica, a w nogę ugodzony został ojciec jednego z dzieci. Pociętych zostało też troje niemowląt – dwie dziewczynki i chłopiec. Jedno z dzieci jest w ciężkim stanie, ale nie ma zagrożenia życia.

Kobieta została odnaleziona przez policję w piwnicy budynku z podciętym nadgarstkiem. Obecnie przebywa w szpitalu pod kontrolą policji.

Trwa sprawdzanie, czy punkt opieki miał wszystkie wymagane pozwolenia na działalność.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Polka zaatakowała nożami przechodniów. Nie żyje jedna osoba

Jedna osoba zmarła, a trzy zostały ranne w sobotę w wyniku ataku uzbrojonej w dwa noże rzeźnicze Polki w rejonie Mantui na północy Włoch – podały włoskie media. Według policji sprawczyni ataku, którą udało się zatrzymać, ma 58 lat i pracowała jako opiekunka. Do zdarzenia doszło w miejscowości Canneto sull’Oglio w regionie Lombardia.

Z pierwszych ustaleń wynika, że Polka, prawdopodobnie w ataku szału, weszła do miejskiego muzeum zabawek, gdzie zraniła pracującą tam kobietę; zmarła ona w wyniku odniesionych ran. Następnie nożowniczka poszła na plac przed muzeum, gdzie atakowała kolejne osoby. Zraniła mężczyznę pchającego wózek inwalidzki ze swą matką. Starsza kobieta spadła z wózka i odniosła obrażenia.

Ugodzony nożem został też 30-letni mężczyzna z Obrony Cywilnej. Stanu żadnej z osób rannych nie określa się jako ciężki.

„Miała obłęd w oczach”

Sprawczynię ataku zdołał zatrzymać komendant straży miejskiej z sąsiedniego miasteczka, który będąc prywatnie koło muzeum usłyszał wołania o pomoc. Rzucił rowerem w kierunku uciekającej napastniczki, która też chciała go zaatakować; przy pomocy innych osób obezwładnił ją i odebrał noże.

Kobieta została zatrzymana przez karabinierów. Ustalono, że to 58-letnia Polka Barbara C., która koło Mantui przebywała od niedawna.

– Trzymała dwa rzeźnickie noże i miała obłęd w oczach – powiedział agencji ANSA komendant straży miejskiej Marco Quatti. Dodał, że napastniczka była prawdopodobnie pod wpływem alkoholu.

Według miejscowych służb porządkowych Polka próbowała już wcześniej, w nocy z piątku na sobotę, zaatakować inną osobę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: Opiekunka usłyszała zarzut znęcania się nad dziećmi

Kobieta, która prowadziła w swoim mieszkaniu punkt opieki nad dziećmi usłyszała zarzut znęcania się fizycznego i psychicznego nad podopiecznymi – poinformowała w piątek szczecińska prokuratura okręgowa. Kobieta nie przyznaje się do winy. Podejrzanej zarzucono m.in., że znęcała się fizycznie i psychicznie nad czwórką dzieci. Według śledczych, używała wobec nich słów uznanych powszechnie za obelżywe, krzyczała oraz używała przemocy fizycznej, dopuszczając do powstania m.in. siniaków.

Po ogłoszeniu zarzutu prokurator przesłuchał kobietę, która nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. Wobec kobiety zastosowano policyjny dozór, zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonych oraz nakaz powstrzymania się od wykonywania jakiejkolwiek działalności związanej z opieką nad dziećmi.

W aktach sprawy znalazło się m.in. nagranie mające pochodzić z mieszkania kobiety, w którym opiekowała się dziećmi. O prowadzeniu przez kobietę działalności polegającej na zajmowaniu się dziećmi we własnym mieszkaniu zawiadomiono także Urząd Miasta w Szczecinie, urząd skarbowy i wojewódzką stację sanitarno-epidemiologiczną.

Za zarzucany podejrzanej czyn grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Źródło info i foto: interia.pl

Moskwa: Opiekunka obcięła głowę dziecku

Jedna ze stacji metra w Moskwie została zamknięta po tym, jak nieopodal wejścia pojawiła się kobieta ubrana na czarno, która w ręku trzymała przedmiot będący prawdopodobnie odcięta głową dziecka. Kobieta wykrzykiwała, że jest terrorystką.

Zamknięta stacja metra to Oktiabrskoje Pole. Kobieta, która trzymała w ręku prawdopodobnie głowę dziecka krzyczała m.in. „Allahu Akbar” oraz „Jestem terrorystą”. Ponadto twierdziła, że zamordowała dziecko, którego głowę trzymała w ręku. Według ustaleń portalu LifeNews, ofiarą kobiety miała być trzylatka, która została zidentyfikowana jako Nastia M. Ciało dziewczynki zostało odnalezione w podpalonym mieszkaniu w jednym z moskiewskich bloków.

Alarm bombowy

Kobieta została zatrzymana przez funkcjonariuszy policji, a stację metra Oktiabrskoje Pole zamknięto z obawy o mogące się tam znajdować materiały wybuchowe. Istniało również zagrożenie, że kobieta jest wyposażona w pas szahida, czyli specjalną kamizelkę wypełnioną materiałami wybuchowymi, stosowaną przez zamachowców samobójców. Po weryfikacji alarm został odwołany

Morderstwo w domu

Zatrzymana kobieta pochodzi z Uzbekistanu i ma ponad 30 lat. Śledczy ustalili, że napastniczka pracowała jako niania ofiary. W dniu zabójstwa odczekała, aż rodzice dziewczynki opuszczą mieszkanie ze starszym dzieckiem, po czym zamordowała 3-latkę i podpaliła mieszkanie. Matka zamordowanego dziecka trafiła do szpitala, po tym jak straciła przytomność. W swoich zeznaniach, kobieta, która zabiła trzylatkę powiedziała, że do zabójstwa pchnęła ją zdrada męża, ale nie potrafiła wskazać związku między nim a dzieckiem. Istnieje podejrzenie, iż w chwili zabójstwa znajdowała się pod wpływem środków odurzających.
Żródło info i foto: Wprost.pl

Ścigają Elżbietę B.

Miała pojawić się w więzieniu, a ciągle jest na wolności. Elżbieta B., opiekunka Violetty Villas (+73 l.), została skazana na 9 miesięcy więzienia za nieudzielenie pomocy konającej artystce. W piątek miała stawić się w więzieniu we Wrocławiu. Jednak zlekceważyła sądowy wyrok. Zakład karny przy ul. Kleczkowskiej poinformował o zdarzeniu sąd. Ten natomiast musi nakazać policji odnalezienie i doprowadzenie Elżbiety B. do więzienia. Może to jednak zająć nawet kilka tygodni, bo nikt nie wie, gdzie przebywa B. Niektórzy mówią, że ciągle mieszka w Lewinie Kłodzkim, czyli tam, gdzie stoi dom rodzinny Villas. Musiała go jednak opuścić wiosną tego roku.

– Najważniejsze, że mogę już mieszkać w domu matki. Pani B. już tu nie ma, a na temat jej aresztu nic nie wiem – kwituje syn diwy Krzysztof Gospodarek (58 l.), który przed rokiem zapowiedział, że opiekunkę jego matki spotka nieuchronna kara. Mężczyzna, decyzją sądu, stał się właścicielem domu po zmarłej matce. Jednak B. długo nie chciała mu oddać kluczy do posiadłości, bo twierdziła, że dostała go w spadku. Gospodarek w kwietniu przejął w końcu posesję i poinformował policję, że z domu matki zniknęły cenne przedmioty, w tym złoto i pamiątki rodzinne.

Co istotne, Elżbieta B. może gwizdać na postanowienia sądu, bo za to, że nie przyszła do więzienia, nic jej nie grozi! – Statystyki są takie, że zaledwie jeden procent skazanych przychodzi w terminie odbyć karę – rozkłada ręce Tomasz Wołkowski, rzecznik prasowy zakładu karnego przy ul. Kleczkowskiej. Elżbieta B. została skazana za nieudzielenie pomocy konającej i wykończonej z głodu Violetcie Villas. Gdy diwa umierała, Elżbieta B. nawet nie wezwała karetki pogotowia. Dlatego też sąd nie miał wątpliwości i skazał B. na więzienie.
Żródło info i foto: se.pl