Nowe okoliczności zabójstwa Borysa Niemcowa

Dziennikarskie śledztwo Bellingcat, The Insider i BBC rzuca nowe światło na kulisy morderstwa Borysa Niemcowa, największego rywala Władimira Putina. Oficjalnie karę poniosła grupa Czeczenów. Teraz dziennikarze ustalili, że rosyjskiego opozycjonistę przed zabójstwem przez blisko rok śledzili agenci FSB. Był mżysty piątkowy wieczór 27 lutego 2015 r. Borys Niemcow, lider rosyjskiej opozycji szedł Wielkim Kamiennym Mostem rozciągniętym nad Moskwą, nieopodal Kremla, siedziby prezydenta Władimira Putina. Napastnicy wyskoczyli z auta i oddali cztery strzały. Niemcow padł na ziemię. Zabójcy uciekli.

Szef rozgłośni Echo Moskwy Aleksiej Wieniediktow napisał wówczas na Twitterze, że Niemcow „został zabity w odległości stu metrów od Kremla, w strefie chronionej, znajdującej się w zasięgu kamer”. Rosyjscy śledczy natychmiast zatrzymali czterech Czeczenów (jeden zbiegł), których oskarżyli o morderstwo. Do dziś jednak nie wiadomo, kto tak naprawdę stał za zabójstwem największego rywala Władimira Putina.

Dziennikarze śledczy z serwisów Bellingcat, The Insider i BBC opublikowali właśnie wyniki swojego dochodzenia, z którego wynika, że Borys Niemcow przez rok przed zamachem był śledzony. Trzech agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa nie odstępowało go na krok i w tajemnicy uczestniczyło w 13 jego podróżach. To odkrycie rzuca nowe światło na kulisy jego zabójstwa i na nowo otwiera pytanie o zleceniodawców zabicia Borysa Niemcowa.

Zdaniem dziennikarzy trzech prestiżowych redakcji w śmierć Niemcowa mogą być zaangażowani agenci Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Z przeprowadzonego przez nich śledztwa wynika, że Borys Niemcow w ostatnim roku życia miał „ogon”. Za Borysem Niemcowem najczęściej jeździł oficer Walery Sucharew. Pierwszy raz śledził go podczas podróży do Jarosławia, gdzie Niemcow zasiadał w regionalnym parlamencie. Sucharew pojechał za Niemcowem razem z innym agentem FSB, Dimitrim Suchinem. Z kolei w podróży do Nowosybirska opozycjonistę śledził jeszcze Aleksiej Kriwoszczekow, który później zamieszany był w operację otrucia Aleksieja Nawalnego.
Źródło info i foto: onet.pl

Atak na posterunek służby bezpieczeństwa w Birmie

Bojówki związane z birmańską opozycją zaatakowały w niedzielę posterunek służby bezpieczeństwa w mieście Mongpai (Mobye), zabijając co najmniej 13 funkcjonariuszy. Według birmańskich mediów społecznościowych w podpalonym budynku straciło życie 15 agentów.

Portal informacyjny Irrawaddy zacytował wypowiedź jednego z liderów Sił Samoobrony Narodowej, który powiedział, że posterunek został podpalony, a rany – oprócz policjantów – odniosło w rezultacie starć także dwóch cywilów.

Portal Irrawaddy podaje, że bojówki opozycji wzięły do niewoli czterech funkcjonariuszy. Władze wieloetnicznego stanu Szan, gdzie od lat 60. działa silny ruch niepodległościowy, a Szanowie i Chińczycy stanowią silne mniejszości, nie odniosły się jeszcze do niedzielnych wydarzeń w Mongpai.

Zajścia wpisują się w propagandowy przekaz birmańskiej junty, która twierdzi, że opozycja zrzeszona wokół kierowanej przez noblistki Aung San Suu Kyi Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), która rządziła Birmą od 2016 roku, to terroryści uciekający się do przemocy.

Przeciwnicy junty chcą uwolnienia przywódczyni kraju oraz przywrócenia władzy jej partii NLD, która wygrała wybory parlamentarne w listopadzie 2020 roku, co kwestionują puczyści. W większych miastach Birmy nieprzerwanie prowadzone są pokojowe protesty uliczne. Dochodzi do licznych starć z siłami porządkowymi, które używają do ich tłumienia ostrej amunicji.

Wybory sfałszowane?

Junta twierdzi, że listopadowe wybory były sfałszowane. Zapowiedziała delegalizację NLD. Według opublikowanych na początku maja danych birmańskich aktywistów ze Związku Pomocy Więźniom Politycznym (AAPP) od przejęcia władzy przez wojsko w dniu 1 lutego br. już 766 cywilów zostało zabitych przez siły bezpieczeństwa, a ponad 3700 osób jest przetrzymywanych w aresztach lub nieznanych lokalizacjach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Areszt domowy dla brata i doradczyni Aleksieja Nawalnego oraz członkini Pussy Riot

Sąd w Moskwie zdecydował w piątek o zastosowaniu aresztu domowego do 23 marca wobec brata lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego – Olega, doradczyni Nawalnego – Lubow Sobol i członkini punkrockowej grupy Pussy Riot – Marii Alochiny, za złamanie restrykcji koronawirusowych. Oleg Nawalny i Sobol zostali zatrzymani w środę podczas obławy policji na moskiewskie biuro fundacji Nawalnego i kilka innych lokali.

Cała trójka ma status podejrzanych. Za naruszenie norm sanitarnych grozi im kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Sprawę karną dotyczącą naruszeń wymogów sanitarnych policja wszczęła w Moskwie po masowych protestach w obronie Nawalnego. 27 stycznia w ramach sprawy karnej policjanci przeszukali mieszkania najbliższych współpracowników Nawalnego, niezależnych radnych, aktywistów i dziennikarzy. Działania śledcze policja prowadziła jednocześnie w 20 lokalach w Moskwie.

W areszcie domowym wcześniej został osadzony Oleg Stiepanow, szef sztabu Nawalnego w Moskwie. Do zatrzymań doszło przed niedzielnymi protestami w całym kraju, do których nawołują zwolennicy Nawalnego; domagają się oni do uwolnienia go z aresztu.

W czwartek adwokaci Nawalnego poinformowali, że odwołają się do rosyjskiego sądu kasacyjnego w sprawie aresztowania opozycjonisty, a następnie zwrócą się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz). Według adwokatki Olgi Michajłowej decyzja sądu w podmoskiewskich Chimkach, który 18 stycznia nakazał osadzenie Nawalnego w areszcie na 30 dni, narusza trzy artykuły Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Opozycjonista został 17 stycznia zatrzymany na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo, tuż po przylocie z Niemiec, gdzie leczył się ze skutków próby otrucia go bojowym środkiem chemicznym typu Nowiczok. 2 lutego sąd w Moskwie rozpatrzy wniosek służb więziennych, które domagają się „odwieszenia” wyroku wydanego wobec Nawalnego w 2014 roku. Grozi mu bezwzględne wykonanie kary 3,5 roku kolonii karnej.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Protesty w Mińsku. Milicja strzelała w powietrze gumowymi kulami

Milicja w Mińsku poinformowała, że w niedzielę strzelała w powietrze gumowymi kulami podczas akcji protestu. Według AFP zatrzymano już ponad 100 uczestników opozycyjnej demonstracji. W niedzielnym marszu bierze udział ponad 30 tys. ludzi – podał Interfax.

Tak jak w weekendy w poprzednich miesiącach, w Mińsku odbył się wielotysięczny pochód, którego uczestnicy żądali odejścia Alaksandra Łukaszenki i protestowali przeciwko przemocy milicji. Niezależne Radio Swaboda oszacowało liczbę uczestników na kilkadziesiąt tysięcy, agencja Interfax-Zapad – na 30 tys. Pochód tym razem przeszedł ulicą położoną poza centrum – prospektem Partyzantów.

Milicja oświadczyła, że strzelała w powietrze, ponieważ protestujący rzucali w funkcjonariuszy kamieniami.

„Oddano kilka ostrzegawczych strzałów w powietrze gumowymi kulami, po tym, gdy służbowy pojazd i funkcjonariusze zostali obrzuceni kamieniami z agresywnie nastawionego tłumu” – przekazała mińska milicja agencji Interfax-Zapad.

Świadkowie informują o tym, że słyszeli odgłosy podobne do wybuchów granatów hukowych. Milicja zapewniła, że nie używała w niedzielę podczas akcji takich środków.

Na godzinę przed rozpoczęciem demonstracji zamknięte zostały pobliskie stacje metra, a w okolicy pojawiły się wzmocnione siły milicji ze sprzętem wojskowym. Po południu prospektem ruszyły tysiące demonstrantów, skandujących hasła z żądaniami odejścia Łukaszenki. Kolumna doszła do miejsca, gdzie dalszy marsz udaremniła milicja z armatkami wodnymi, następnie zawróciła i ruszyła z powrotem prospektem, a potem pobliskimi ulicami.

Podczas całego pochodu jego uczestnicy nieśli flagi w biało-czerwono-białych barwach, używanych przez opozycję białoruską.

Biało-czerwono-biała flaga zawieszona została w niedzielę na Górze Zamkowej w Nowogródku, u szczytu jednej z wież, która pozostała z ruin zamku – wynika ze zdjęcia opublikowanego przez niezależny portal Tut.by.

Protesty na Białorusi – 100 osób zatrzymanych i „wysokie straty”

Centrum obrony praw człowieka Wiasna opublikowało wieczorem nazwiska 109 osób zatrzymanych, głównie – w Mińsku, a także w Witebsku, Brześciu, Homlu i mniejszych miastach. Prócz milicjantów protestujących zatrzymywali w niektórych miejscach białoruskiej stolicy ludzie bez żadnych dystynkcji, z twarzami osłoniętymi kominiarkami lub kaskami.

Prokuratura w Mińsku oszacowała, że miasto na skutek demonstracji, odbywających się bez zezwolenia władz, poniosło wysokie straty. Od 9 sierpnia do 18 października budżet miasta i służby komunalne poniosły straty rzędu 900 tys. rubli białoruskich (ok. 350 tys. USD) – podała prokuratura.

Na Białorusi od ponad dwóch miesięcy trwają protesty po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia, w których, według oficjalnych wyników, Alaksandr Łukaszenka zdobył ponad 80 proc. głosów. Uczestnicy protestów nie uznają tych rezultatów i domagają się powtórnych wyborów.
Źródło info i foto: onet.pl

Jeden z głównych opozycjonistów na Białorusi wywiózł rodzinę do Polski

Były szef komitetu strajkowego państwowego koncernu Biełaruśkalij Siarhiej Dyleuski wywiózł swą rodzinę do Polski ze względu na groźby ze strony KBG Białorusi. Na portalu Nasza Niwa Dyleuski ujawnił, że gdy któregoś dnia wychodził z pracy, przed zakładem czekali na niego funkcjonariusze KGB, którzy się przedstawili.

– Poszliśmy porozmawiać do pięknego granatowego autobusu. Wypowiedziano groźby pod adresem mojej rodziny. Nie chcę ich powtarzać. Po tym w celu bezpieczeństwa musiałem wywieźć rodzinę do Polski. Wszystko u nich w porządku, opiekuje się nimi nasza diaspora – powiedział.

Białoruski działacz dodał, że on sam na razie nie rozpatruje możliwości wyjazdu za żoną i synem.

W niedzielę Dyleuski poinformował, że zwolnił się z pracy.

– 12 lat w zakładzie. Niestety pora się rozstać. Do kierownictwa: chłopaki, zmuszanie do zwolnienia się przez szantażowanie rodzicami to coś najpodlejszego i najbardziej nieludzkiego, co można sobie wyobrazić – napisał na Instagramie. W koncernie Biełaruśkalij pracują też rodzice Dyleuskiego.

Pytany, czy szuka pracy, Dyleuski odparł, że znaleźli się wspaniali ludzie, którzy już go zasypali propozycjami pracy. – Wychodzi na to, że to nie ja szukam pracy, tylko praca mnie – powiedział.

Dyleuski jest jedynym członkiem opozycyjnej Rady Koordynacyjnej, który nie wyjechał z kraju i przebywa na wolności. W sierpniu i wrześniu odbył karę 25 dni aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejne zatrzymania protestujących na Białorusi

Około 250 uczestników opozycyjnych protestów zostało zatrzymanych w niedzielę (13 września) w różnych dzielnicach Mińska – poinformowało białoruskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. O rozpędzaniu i zatrzymaniach grup demonstrantów kierujących się do centrum miasta informowały wcześniej białoruskie media niezależne. – W Mińsku wyłączono mobilny internet – podała „Nasza Niwa”.

Jak podała „Nasza Niwa” – w kierunku centrum Mińska z różnych kierunków zmierzają dziesiątki tysięcy osób. Według tego źródła na pl. Jubilejnym zebrało się około 10 tys. osób, na pl. Bangalore około trzech tys., a w okolicy ul. Niamiha ok. dwóch tys.

Media donosiły o rozpędzaniu osób zgromadzonych na ul. Niamiha, a także na Złotej Górce. Mieszkańcy okolicznych budynków otwierali klatki schodowe, by rozpędzani mogli się schronić. Portal tut.by podał, że funkcjonariusze MSW gonili ludzi na prospekcie Dzierżyńskiego, by uniemożliwić im dotarcie do centrum. „Nasza Niwa” poinformowała też o zatrzymaniu kilkudziesięciu osób między pl. Zwycięstwa a pl. Jakuba Kołasa.

Zatrzymania w Mińsku

Do rozpędzania idących w kierunku centrum ludzi i zatrzymań dochodziło też w innych miejscach stolicy. Agencja Interfax-Zapad podała, że na ul. Majakowskiego zatrzymano trzech mężczyzn, którzy kierowali się w stronę placu Niepodległości, niosąc biało-czerwono-białe flagi, używane przez opozycję.

Przy mężczyznach zatrzymała się czarna furgonetka bez numerów rejestracyjnych, z której wysiadło kilku ubranych na czarno mężczyzn w maskach na twarzy. Zamaskowani ludzie odebrali idącym flagi, położyli ich na ziemię, po czym wsadzili do furgonetki.

Ludzie gromadzą się także w wielu innych miastach. „Nasza Niwa” poinformowała o zgromadzeniach w Grodnie, Brześciu, Pińsku, Homlu, Mohylewie, Połocku i Kobryniu.
Źródło info i foto: interia.pl

Tysiące osób pod rezydencją Łukaszenki. Trwają demonstracje na Białorusi

W największych białoruskich miastach ponownie odbyły się demonstracje opozycji, domagającej się ustąpienia prezydenta Alaksandra Łukaszenki. W Mińsku w manifestacji – według różnych źródeł – uczestniczyło od kilkudziesięciu tysięcy do ponad 200 tys. osób. Protest trwał ponad cztery godziny. Uczestnicy przeszli ulicami miasta aż pod pałac prezydencki. W manifestacji, która rozpoczęła się od zatrzymań i prób interwencji ze strony sił specjalnych milicji OMON, mogło wziąć udział – według szacunków Radia Swaboda – nawet 200 tys. ludzi.

Zatrzymano co najmniej 125 osób

MSW poinformowało o zatrzymaniu 125 osób w ciągu pierwszych dwóch godzin akcji. Później informacji o zatrzymaniach nie było. Pod koniec protestu MSW opublikowało informację, że w centrum miasta czasie manifestacji doszło do ataku na samochód milicji.

Tysiące ludzi pod pałacem prezydenckim

W Mińsku demonstranci przeszli głównymi ulicami miasta pod Pałac Niezależności, który jest nową siedzibą prezydenta Białorusi. Pałac prezydencki był otoczony przez siły milicji i wojska, w tym wozy opancerzone i uzbrojonych żołnierzy.

Urodzinowe „prezenty” dla Łukaszenki

Uczestnicy manifestacji przynieśli Alaksandrowi Łukaszence, który dziś kończy 66 lat, urodzinowe prezenty. Tam zablokował im drogę milicyjny OMON. Demonstranci zostawili przeniesione prezenty – trumnę z napisem „Dyktatura”, zrobionego z kartonu dużego karalucha i miniaturowy samochód-więźniarkę.

Wielka kukła karalucha, nawiązująca do ludowego przezwiska białoruskiego prezydenta, spacerowała wcześniej po ulicy Niemiga w centrum miasta. W innym miejscu swój performance urządzili tancerze na szczudłach, przebrani za śmierć i szkielety. Wiele plakatów podczas niedzielnego protestu nawiązywało do 66. urodzin Łukaszenki. „Uważaj, nie udław się wisienką” – napisano na rysunku z wielkim urodzinowym tortem.

„My na coś słodkiego! Wychodź, przyszliśmy na urodziny!” – krzyczeli uczestnicy protestu.

„Będziemy demonstrować aż do zwycięstwa”

Zebrani w niedzielę na ulicach mińska podkreślali, że trzeba kontynuować protesty.

„Mam nadzieję , że będziemy demonstrować aż do zwycięstwa. Bo jeśli opuścimy ręce, poddamy się i rozejdziemy po domach, to wszystko, co dotychczas zrobiliśmy, okaże się niepotrzebne” – powiedziała mieszkanka Mińska.

Na dzisiejszej demonstracji obecna była Maryja Kalesnikowa, członek prezydium Koordynacyjnej Rady, która stawia sobie za cel pomoc w pokojowym przekazaniu władzy. Przyszło też kilku znanych sportowców, m.in. Aleksandra Hierasimienia, mistrzyni świata w pływaniu.

Wyłączono internet

W Mińsku ok. godz. 15 (14 w Polsce) wyłączono internet komórkowy. Przed niedzielnym protestem milicja uprzedziła dziennikarzy, by nie podchodzili do uczestników protestu bliżej niż na 100 metrów. Gdy protestujący w Mińsku podchodzili do pałacu prezydenckiego, z jednostki wojskowej w dzielnicy Uruczcza na północnym-wschodzie miasta wyjechały wozy bojowe BMP. W znajdującym się naprzeciwko pałacu centrum handlowym rozpoczęła się ewakuacja. W tym czasie pokojowo nastawieni demonstranci nie przestawali składać prezydentowi życzeń z okazji urodzin.

Zatrzymania także w innych miastach

Uczestnicy pokojowych akcji byli zatrzymywani także w innych miastach, m.in. w Żodzino pod Mińskiem. Demonstracje, w których uczestniczyło po kilka tysięcy ludzi, odbywały się też w innych dużych miastach Białorusi: Grodnie, Brześciu, Homlu i Mohylewie.

Masowe protesty na Białorusi

Był to już 22. dzień protestów zorganizowanych przez opozycję, która podważa wynik ostatnich wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia. Tysiące obywateli domagają się odejścia prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Reżim Łukaszenki przekonuje, że podejmowane są próby destabilizacji sytuacji w kraju.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny dzień krwawych protestów w Chile

Sebastian Pinera, prezydent Chile, w poniedziałek wieczorem zapowiedział w telewizyjnym przemówieniu spotkanie z przywódcami opozycji w celu wypracowania „nowego kontraktu społecznego”. Na ulicach stolicy Santiago i innych miast wciąż trwają demonstracje protestacyjne. W przemówieniu wygłoszonym w prezydenckim pałacu La Moneda, prezydent Chile Sebastian Pinera – jak zauważyli komentatorzy – uderzył w pojednawcze tony. – Czasami wyrażałem się ostro, ale dlatego, że byłem oburzony widząc zniszczenia i ból, jakie wywołały te akty przemocy – powiedział.

Wojna „z wandalami”

W przemówieniu zapowiedział spotkanie z opozycją w celu wyprasowania „nowego kontraktu społecznego”. Wcześniej, w niedzielę, Pinera ogłosił w koszarach wojskowych, że kraj „wypowiedział wojnę wandalom”, co w części społeczeństwa zostało źle przyjęte.

Protesty w Chile

Poniedziałek był kolejnym dniem protestów. Na ulicach i placach Santiago protestowały przeciwko wzrastającym kosztom utrzymania tysiące ludzi. Podczas demonstracji w czasie ub. weekendu, którym towarzyszyły podpalenia sklepów, rabunki i starcia z policją, zginęło 11 osób. Prezydent podkreślił, że zniszczenia są dziełem „małych grup wandali”, ale wyrządzone przez nich szkody będą wymagały planu odbudowy, który pochłonie „setki milionów dolarów”. Bezpośrednim powodem protestów było podniesienie cen za komunikację publiczną, ale była to tylko iskra, która spowodowała wybuch narastającego niezadowolenia z pogłębiających się nierówności ekonomicznych oraz wzrastających kosztów opieki zdrowotnej, oświaty i niewydolnych systemów emerytalnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Aleksiej Nawalny na wolności po 30 dniach aresztu

Jeden z przywódców rosyjskiej opozycji Aleksiej Nawalny wyszedł w piątek na wolność po odbyciu kary 30 dni aresztu. W trakcie pobytu w areszcie Nawalny trafił do szpitala, zdiagnozowano u niego ostrą reakcję alergiczną. W czwartek sąd uznał, że kilkanaście godzin, które Nawalny spędził w szpitalu, nie zostanie zaliczonych do kary. O takie wydłużenie aresztu zwracały się władze więzienne.

25 lipca Nawalny został skazany na 30 dni aresztu za wzywanie do udziału w nieuzgodnionej z moskiewskimi władzami demonstracji. Była to maksymalna kara za wykroczenie określone jako powtórne naruszeniu zasad organizacji manifestacji. Akcje protestu, organizowane w Moskwie przez opozycję, rozpoczęły się w połowie lipca po tym, jak jej przedstawiciele nie zostali dopuszczeni do kandydowania w wyborach do moskiewskiej Rady Miejskiej 8 września.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Aleksiej Nawalny trafi do aresztu na 30 dni

Sąd w Moskwie skazał w poniedziałek jednego z przywódców opozycji Aleksieja Nawalnego na karę 30 dni aresztu administracyjnego. Kara uniemożliwi Nawalnemu wzięcie udziału w demonstracji przeciw podniesieniu wieku emerytalnego, którą zapowiedział na 9 września.

Rzeczniczka polityka Kira Jarmysz poinformowała na Twitterze, że karę 30 dni aresztu Nawalny otrzymał za wykroczenie polegające na powtórnym naruszeniu zasad organizacji zgromadzenia publicznego. Chodzi o udział Nawalnego w proteście antyrządowym w styczniu br. Policja sporządziła wówczas wobec niego protokół o wykroczeniu administracyjnym, ale nie doszło do rozpatrzenia sprawy przez sąd.

Nawalny, którego policja zatrzymała w sobotę przed jego domem, uważa, że prawdziwym motywem zatrzymania go w areszcie jest uniemożliwienie mu udziału w demonstracji 9 września. Opozycjonista zapowiedział, że tego dnia jego zwolennicy będą demonstrować nie tylko w Moskwie, ale łącznie w około stu miastach Rosji.

Z oceną, że chodzi o osłabienie zapowiadanych demonstracji, zgadzają się politolodzy. Ich zdaniem władze obawiają się nie tyle protestu przeciw podniesieniu wieku emerytalnego, ile tego, że wystąpienia zakłócą wybory, które odbędą się 9 września. W tym dniu w części regionów Federacji Rosyjskiej wyłaniane będą ich władze, w Moskwie odbędą się wybory mera, a w wyborach uzupełniających wyłonionych zostanie siedmiu deputowanych niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej.

– Kreml niepokoi się o 9 września, ponieważ jest to dzień wyborów i władzom zależy na tym, by wszystko odbyło się spokojnie. Z tego samego powodu zatrzymany został (działacz radykalnego Frontu Lewicy) Siergiej Udalcow – ocenił politolog Aleksiej Makarkin.

W komentarzu dla poniedziałkowej „Niezawisimej Gaziety” ekspert prognozuje, że protesty zwołane przez Nawalnego nie będą liczne, bo zwolennikami tego polityka są głównie ludzie młodzi, dla których zmiany w systemie emerytalnym nie są ważne. Niemniej władze przed wyborami „neutralizują najaktywniejszych graczy”; pokazują też, że akceptują protesty koncesjonowanej, lecz nie antykremlowskiej opozycji – ocenił Makarkin.

Władze Moskwy w sobotę odrzuciły wniosek zwolenników Nawalnego o zorganizowanie 9 września protestu na ul. Twerskiej w centrum stolicy. Ratusz nie zaproponował jednocześnie – choć wymagają tego przepisy – alternatywnego miejsca na demonstrację.

W najbliższy weekend w Moskwie odbędzie się inny protest przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego, zapowiedziany przez zasiadającą w parlamencie Rosji Komunistyczną Partię Federacji Rosyjskiej (KPRF).
Źródło info i foto: TVP.info