Tarnów: Więziony i bity 28-latek wyskoczył z 3. piętra

Dwóch mężczyzn więziło i pobiło w jednym z mieszkań w Tarnowie 28-latka. Z rąk oprawców udało mu się uwolnić, po tym jak wyskoczył przez okno z trzeciego piętra kamienicy. W wyniku upadku doznał licznych złamań, trafił do szpitala. Oficer prasowy komendy powiatowej policji w Tarnowie Paweł Klimek przekazał w poniedziałek, że do zdarzenia doszło w zeszłym tygodniu. Policjanci zostali wezwani do interwencji w związku z wypadkiem. Mężczyzna wyskoczył z okna mieszkania na trzecim piętrze kamienicy w centrum miasta. Ratownicy medyczni zabrali 28-latka do szpitala, gdzie stwierdzono liczne złamania i obicia.

Z trzeciego piętra na chodnik

Początkowo podejrzewano, że mężczyzna został wypchnięty lub wyrzucony. W trakcie dochodzenia funkcjonariusze ustalili jednak, że poszkodowanego wbrew jego woli przetrzymywali i pobili dwaj napastnicy w wieku 19 i 21 lat. Ofiara wykorzystując nieuwagę oprawców, wyskoczyła z okna mieszkania na trzecim piętrze (wysokość ok. 10 m), upadając na chodnik. Mężczyznom po zatrzymaniu postawiono zarzuty pobicia i bezprawnego przetrzymywania, a także posiadania narkotyków. Sąd zastosował wobec podejrzanych areszt tymczasowy na dwa miesiące. Grozi im do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Ostrów Wielkopolski: Jest wniosek o aresztowanie oprawców 35-latka

Prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim złożyła do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla trzech mężczyzn podejrzanych o śmiertelne pobicie 35-latka. Ciało pobitego mężczyzny znalazła żona. Zatrzymani mężczyźni w wieku 32, 34 i 35 lat usłyszeli zarzuty używania przemocy i pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem, ale kwalifikacja przestępstwa może się jeszcze zmienić. Wiele zależy od wyników prowadzonej dziś sekcji zwłok ofiary.

Do zdarzenia doszło w niedzielny poranek w Fabianowie, w powiecie ostrowskim (Wielkopolskie). W jednym z domów znajdowało się ciało 35-letniego mężczyzny, mieszkańca pobliskiego Ociąża. Ciało znalazła jego żona, która kontakt z mężem straciła dzień wcześniej.

Według ustaleń służb sprawcy bili 35-latka drewnianą pałką, rękami i nogami. Wbrew woli mężczyzny zabrali go z miejsca zamieszkania i przewieźli samochodem na drogę polną, gdzie ponownie go pobili. Następnie skrępowali mu nogi pasem holowniczym i ciągnęli za samochodem. Podejrzani przyznali się do zarzutów. Śledczy na razie nie ujawniają co mogło być przyczyną ich zachowania. Mężczyznom grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sosnowiec: 12-latka uciekała przed ojcem. 35-latek bił ją i dusił

35-latek z Sosnowca przez blisko trzy lata znęcał się nad swoją rodziną. Sprawa wyszła na jaw dopiero w ostatnich dniach, gdy zaatakowana przez niego 12-letnia córka uciekła na ulicę, wzywając pomocy. Po zatrzymaniu mężczyzny żona opowiedziała policjantom o kilkuletniej gehennie. Teraz domowy oprawca usłyszał zarzuty i musiał opuścić mieszkanie.

Do domowej awantury doszło w jednym z mieszkań dzielnicy Pogoń. Pijany 35-latek wszczął ją, kiedy jego żona była w pracy. Jak opisują policjanci, mężczyzna kopnął swojego psa i wyrzucił go z domu, po czym zaatakował swoją 12-letnią córkę. – Wyciągnął ją z łóżka, zaczął bić i dusić – powiedziała cytowana przez tvn24.pl Sonia Kepper, rzeczniczka sosnowieckiej KMP. 

„Przerażona dziewczynka, której w pewnej chwili udało się wyrwać swemu oprawcy, uciekła na ulicę. Stamtąd zadzwoniła do matki i poinformowała ją o całym zajściu. Powiadomiono policję. Agresor został obezwładniony i zatrzymany” – KMP SOSNOWIEC

„Podczas czynności, kiedy policjanci pouczyli kobietę o tym, jakie jej przysługują prawa i jakie są możliwości ochrony przed sprawcą znęcania, ofiara zdecydowała się opowiedzieć o koszmarze, jaki jest udziałem jej rodziny już od 2018 roku” – podała sosnowiecka komenda

Zatrzymany, kiedy tylko wytrzeźwiał, usłyszał zarzuty. Odpowie za znęcanie się nad rodziną i psem. Prokurator wydał mu nakaz natychmiastowego opuszczenia zajmowanego wspólnie z ofiarami mieszkania oraz zakazał mu zbliżania się do pokrzywdzonych. 35-latkowi może grozić do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Mariusz Sz. skatował miesięcznego syna na śmierć. Tak oprawcę „przywitali” więźniowie w Gliwicach

Sąd Rejonowy w Gliwicach (woj. śląskie) zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Aleksandry (29 l.) i Mariusza Sz. (30 l.) z Rudy Śląskiej. Mężczyzna, który m. in. usłyszał zarzut skatowania na śmierć swojego miesięcznego synka Viktora, został przewieziony do aresztu śledczego w Gliwicach. Tam „przywitali” go osadzeni. Gdy tylko przekroczył próg budynku, zewsząd zaczęły padać obraźliwe epitety i groźby. Więźniowie zdzierali gardła i przekrzykiwali się nawzajem. Obiecywali, że zgotują prawdziwe piekło oprawcy niewinnych dzieci. Jest nagranie z tego momentu.

24 lipca Sąd Rejonowy sformułował zarzuty i zdecydował o umieszczeniu Aleksandry (29 l.) i Mariusza Sz. (30 l.) z Rudy Śląskiej w aresztach. Tego dnia mężczyzna trafił do do Gliwic. Kiedy tam wjeżdżał usłyszał pod swoim adresem stek wyzwisk, gróźb i obietnic. Osadzeni wykrzykiwali, że zgotują mu takie piekło, jak on swoim dzieciom. Zapewniali, że dla oprawcy niemowląt i dzieci za kratkami nie ma litości. Przypomnijmy, że malutki Viktor, syn oskarżonych, zmarł w szpitalu 22 lipca po ty, jak został pobity. Śmiertelne ciosy zadał dziecku Mariusz Sz.

Syna skatował, córkę regularnie bił

W ostatnią środę został w domu z Viktorem. Matka wyszła ze starszą siostrą chłopczyka na spacer. Kilkadziesiąt minut później mąż powiadomił żonę, że synek przestał oddychać. Wezwano pogotowie. Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia w Katowicach stoczyli heroiczny bój o jego życie. Obrażenia były jednak śmiertelne.

W toku śledztwa okazało się, ze również 14-miesięczna Viktoria była maltretowana i bita przez wyrodnych rodziców. Jej sprawa została włączona do śledztwa po śmierci jej miesięcznego braciszka. Prokuratorzy przedstawili ojcu zarzut m.in. na podstawie zeznań świadków. Mieli oni potwierdzić, że ojciec bił córkę.

Obecnie Viktoria znowu przebywa w pieczy zastępczej. Do grudnia ubiegłego roku przez trzy miesiące na wniosek matki także trafiła do rodziny zastępczej. Mariusz Sz. był w tym czasie w zakładzie karnym. Odsiadywał trzymiesięczny wyrok za uchylanie się od prac społecznych. Aleksandra Sz. zgłosiła opiece społecznej w Rudzie Śląskiej, że nie jest w stanie zajmować się dzieckiem, bo jest niepełnosprawna.

Potworne obrażenia

Biegli przeprowadzili sekcję zwłok chłopczyka. Prokuratorzy dysponują też badaniami tomograficznymi. Mają niezbite dowody świadczące o wyjątkowym bestialstwie rodziców.

– Przyczyną śmierci dziecka był uraz czaszkowo-mózgowy, liczne krwiaki, złamanie kości czaszki. Oprócz świeżych krwiaków były wcześniejsze rany. Nie ma mowy, aby doszło do przypadkowego powstania takich urazów – mówiła PAP prokurator Joanna Smorczewska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Na ciele chłopca biegli stwierdzili także stare, gojące się już złamania, w tym kości nóżek.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Grozili zamordowaniem rodziny siekierą. Zostali zatrzymani

45-letni Zbigniew C. z okolic Bolesławca po pijanemu groził żonie i dzieciom siekierą, którą zniszczył część mebli. Kilka dni później 57-letni Józef K. takim samym narzędziem sterroryzował kobietę, którą dręczył od ponad dwóch lat. Obaj oprawcy spędzą „kwarantannę narodową” w areszcie. Każdy z nich w przeszłości był karany za podobne przestępstwa.

Pierwszy trafił za kraty 45-letni Zbigniew C. Na początku kwietnia jego żona zawiadomiła policję, że mężczyzna grozi jej i dzieciom siekierą. Przybyli na miejsce funkcjonariusze zastali przerażoną kobietę, zapłakane maluchy i zdemolowane mieszkanie. Pijany Zbigniew C. groził rodzinie, że pozabija wszystkich siekierą. Został zatrzymany, ale nie przyznał się ani do gróźb karalnych, ani do znęcania nad bliskimi.

Podczas przesłuchania, żona domowego oprawcy przyznała, że gehenna jej i dzieci trwała od września ubiegłego roku. Po pijanemu mężczyzna wszczynał awantury, maltretując rodzinę psychicznie i fizycznie. Kilkakrotnie groził żonie, że ją zabije. Odgrażał się także, że spali dom.

Kobieta bała się jednak zawiadomić policję. Mężczyzna trafił do aresztu na trzy miesiące. Sąd zgodził się z prokuratorem, że dalsze pozostawanie na wolności zagraża zdrowiu i życiu rodziny podejrzanego.

Przed trzema laty Zbigniew C. został skazany na karę więzienia w zawieszeniu za znęcanie się nad żoną. Wyrok odwieszono, ponieważ mężczyzna dalej dręczył rodzinę. Jednak uznano wtedy, że może odbyć karę w tzw. dozorze elektronicznym.

Niebezpieczny amant

Kilka dni po aresztowaniu Zbigniewa C. Sąd Rejonowy w Bolesławcu rozpatrywał wniosek o areszt w sprawie innego dręczyciela. Tym razem za kraty trafił 56-letni Józef K. On też groził, że zabije ofiarę siekierą. Jednak jego celem nie była rodzina, ale kobieta, którą upatrzył sobie na partnerkę.

Józef K. miał nękać jedną z mieszkanek Bolesławca od lutego 2018 r. Próbował zmusić ją, aby została jego partnerką. Ta odrzucała natrętne awanse pana Józefa. Mężczyzna jednak nie odpuszczał. Nękał ofiarę telefonami i SMS-ami. Wielokrotnie nachodził kobietę w jej domu.

Miarka się przebrała w lutym, gdy na oczach wielu świadków, Józef K. wygrażał ofierze siekierą. Został wtedy zatrzymany, ale zamiast za kraty trafił do szpitala.

Ledwo opuścił lecznicę na początku kwietnia, gdy został ponownie zatrzymany i doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty gróźb karalnych oraz stalkingu. W minioną środę był już w celi aresztu.

O tym, że Józef K. stanowił dla nękanej kobiety prawdziwe zagrożenie, świadczy wyrok ośmiu lat więzienia, który usłyszał w 2010 r. Mężczyzna został skazany za nękanie i groźby pod adresem innej kobiety oraz podpalenie. Więzienie opuścił w 2017 r. i kilka miesięcy później znalazł kolejną ofiarę. Teraz grozi mu do 4,5 roku pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Oskarżeni zgwałcili swoją ofiarę kijem bejsbolowym i kazali udawać psa

Oprawcy bili go do nieprzytomności, sikali na niego, podtapiali w stawie, gwałcili kijem bejsbolowym i żeby jeszcze bardziej go upodlić – kazali udawać psa. Cztery młode bestie – Mateusz J. (24 l.), Rafał K. (24 l.), Damian O. (20 l.) i Greta P. (19 l.) – stanęły właśnie przed Sądem Okręgowym w Lublinie, oskarżone o znęcanie się nad kolegą z wyjątkowym okrucieństwem.

Młode, harde twarze, na rękach kajdanki. Po oprawcach Marka nie widać skruchy. Nie sprawiają wrażenia przybitych tym, co się stało. Przeciwnie. Są zadowoleni, że ich proces toczy przy drzwiach zamkniętych, bo sąd wykluczył jawność, powodowany drastycznymi okolicznościami sprawy. Kaci i ich ofiara znali się dobrze, byli sąsiadami. Wspólnie też bawili się pod koniec maja ub.r. nad jeziorem Białym w Okunince, niedaleko Włodawy. Między Mateuszem a Markiem doszło wówczas do utarczki. Szybko jednak się uspokoili i zapomnieli o całej sprawie. Tak się przynajmniej wydawało, bo nazajutrz spotkali się znowu i pili wódkę, siedząc w aucie. A jednak dawne animozje wróciły i koledzy po raz kolejny skoczyli sobie do oczu. Tyle że tym razem nikt ich nie rozdzielił, a w sukurs Mateuszowi przyszedł jeszcze Rafał.

– Przyciskając nogą szyję poszkodowanego oddali na niego mocz. Potem załadowali swą ofiarę do bagażnika i zawieźli pod dom Mateusza. Tam ponownie skatowali Marka i zgwałcili kijem bejsbolowym. Wszystko nagrywali telefonem – ustalili śledczy.

Ale oprawcom było mało. Rafał i Mateusz ponownie zapakowali ledwo żywego chłopaka do auta i wywieźli do lasu. Tam dołączyli do nich Damian i Greta. Pastwili się nad Markiem – zmusili go, by udawał psa, potem kazali mu wejść do stawu i stać w wodzie po szyję. – Zabijemy cię, jak komuś coś powiesz – zapowiedzieli na koniec.

Skatowany chłopak trafił do szpitala, a policja szybko wyłapała degeneratów. Nie przyznają się do niczego. – Baliśmy się kolegów – wyznali jedynie Damian i jego dziewczyna Greta. Całej czwórce grozi do 12 lat więzienia.

* Imię ofiary zostało zmienione
Źródło info i foto: se.pl

Wielka Brytania: Porywacz-gwałciciel i jego ofiara namierzeni przez drona

Uprowadzona 16-latka skontaktowała się z policją, jednak nie wiedziała, gdzie dokładnie się znajduje. Z pomocą służbom przyszła technologia. Dzięki niej, dziewczynę i jej oprawcę udało się odszukać w kilka minut.

Do zdarzenia doszło w miejscowości Boston w hrabstwie Lincolnshire w Wielkiej Brytanii. Zaginiona 16-latka przekazała służbom, że została uprowadzona i zgwałcona, a napastnik ciągle ją przetrzymuje. Nie potrafiła jednak wskazać miejsca, w którym się znajduje. Wiedziała jedynie, że jest na terenie opuszczonej fabryki, a teren otoczony jest wysokim płotem.

W poszukiwania dziewczyny i jej oprawcy zaangażowano dron wyposażony w kamerę termowizyjną, który przeszukał okolicę. Dzięki zdjęciom z kamery czułej na ciepło po kilku minutach udało się namierzyć zaginioną dziewczynę i napastnika. Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko, na miejsce wysłano policję, a mężczyzna został ujęty i aresztowany.

Nagranie z zatrzymania mężczyzny zostało opublikowane na Twitterze miejscowej policji. Brytyjskie media podają, że napastnikiem jest mężczyzna po 30-tce. Nastolatka trafiła pod opiekę policyjnego psychologa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Za jego zbrodnię Tomasz Komenda spędził 18 lat w więzieniu. Norbert B. w areszcie

Swoje prawdziwe oblicze ukrywał 21 lat. Zdaniem prokuratury Norbert B. (40 l.) jest jednym z trzech sprawców gwałtu i śmierci Małgosi K. (†15 l.). Ten mężczyzna wyprowadził w pole policjantów i prokuratorów. Dopiero teraz trafił za kraty. Małgosia K. bawiła się w sylwestra 1996 roku w dyskotece Alcatraz w Miłoszycach (woj. dolnośląskie). Tego dnia pracował tam 19-letni wtedy ochroniarz – Norbert B.

Według prokuratury to on wspólnie z Ireneuszem M. (43 l.), który już siedzi, i trzecim nieznanym jeszcze sprawcą dokonali gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Pozostawili Małgosię na mrozie, aż wykrwawiła się na śmierć. Oprawcy zostawili na miejscu zbrodni ślady DNA. Ale wówczas nie było możliwe wykorzystanie ich jako dowodów w sprawie.

Norbert B. był przesłuchiwany na początku 1997 r. Okłamał policjantów, że Małgosi nigdy nie widział. Dwa lata później śpiewał już inaczej.

– Znałem ją z widzenia. Widziałem na dyskotece. Bawiła się jak wszyscy – zeznał w prokuraturze.

Dodał, że widział, jak jakiś mężczyzna wyprowadzał Małgosię z dyskoteki, ale nie potrafił go opisać. Był przesłuchiwany kilka razy, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że Norbert B. zmienia zeznania, by ukryć swój udział w zbrodni.

Prokuratorom mówił, że boi się ojca zamordowanej, który ponoć sporządził swoją listę podejrzanych. Miał stwierdzić, że sam wymierzy im sprawiedliwość. Tym tłumaczył pomawianie niewinnych osób. Jedną wskazał nawet z nazwiska, ale nie miała związku ze sprawą.

Wkrótce Norbert B. sam zgłosił się do odbycia obowiązkowej wówczas służby wojskowej. Skarżył się śledczym, że w domu i w jednostce wojskowej dostawał telefony z pogróżkami. Miało ich być kilkadziesiąt.

– Mówili, że jak będę współpracował z policją, to źle się to skończy dla mnie – mówił śledczym.

Tymczasem na podstawie sfabrykowanych dowodów sąd skazał niewinnego Tomasza Komendę (42 l.). Gdy ten przez 18 lat siedział za kratami, Norbert B. był szanowanym zawodowym strażakiem. We wtorek sąd posłał go na 3 miesiące do aresztu pod zarzutem dokonania gwałtu ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa Małgosi (†15 l.). Pogrążyło go badanie DNA.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowa Sól: Brutalny napad na 41-latka w jego mieszkaniu

Do tego przerażającego zdarzenia doszło w Nowej Soli. Trzech sprawców wdarło się w nocy do jednego z mieszkań i zaatakowało mieszkających w nim mężczyzn. Oprawcy grozili im nożem, bili i siłą zmuszali do picia wódki. Na koniec okradli swoje ofiary i zbiegli. Jeden ze skatowanych mężczyzn zmarł w szpitalu.

Wszystko wydarzyło się w jednym z mieszkań w Nowej Soli, ok. godz. 22.00 wtargnęli do środka i sterroryzowali dwóch mieszkańców.

Bili ich po głowie i kopali po całym ciele. Zmuszali także ofiary do picia wódki, alkohol wlewali im siłą do ust. Sprawcy zażądali 50 zł, a gdy jeden z mężczyzn dał im portfel, ukradli z niego 380 zł. Zabrali także srebrny łańcuszek jednego z pobitych mężczyzn.

Gdy uciekli, jedna z ofiar wezwała pogotowie, które zabrało ciężko rannego 41-latka do szpitala. Jego obrażenia okazały się śmiertelne. Mimo wysiłków lekarzy mieszkaniec Nowej Soli zmarł.

Nowosolscy kryminalni zaczęli poszukiwania oprawców. Szybko wpadli na trop trzech podejrzanych osób . – To mieszkańcy Nowej Soli w wieku 24 i 38 lat. Przyznali się, że podczas zdarzenia byli pijani – mówi st. sierż. Justyna Sęczkowska, rzeczniczka nowosolskiej policji.

Okazało się, ze zatrzymane osoby to recydywiści. Na swoim koncie mają liczne kradzieże, rozboje, włamania, uszkodzenia mienia, znęcania się oraz groźby. Wszyscy usłyszeli już zarzuty. Na wniosek prokuratury, sąd w Nowej Soli aresztował ich na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Berlin: 11-letni Polak pobity przez nastolatków. Oprawcy wyśmiewali jego pochodzenie

​11-letni Polak pobity w Berlinie przez grupę nastolatków – informuje agencja dpa. Policja podkreśla, że był to atak ksenofobiczny, wcześniej chłopiec był wyzywany z racji swojego pochodzenia. Do ataku doszło w berlińskiej dzielnicy Neukolln. Chłopiec bawił się z kolegą na wzgórzu. Nagle podeszła do nich grupa pięciu nastolatków – czterech chłopców i jedna dziewczyna.

Dwóch członków grupy zaczęło obrażać i wyśmiewać 11-latka, zwracając uwagę na jego pochodzenie. Chłopiec nie reagował. Napastnicy rzucili się następnie na Polaka z pięściami. Grupa uciekła, zanim na miejscu pojawiła się policja. 11-latek trafił do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy. Niemiecka policja prowadzi w tej sprawie śledztwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl