Ruszył proces ws. zbiorowego gwałtu na 21-latce we Wrześni

28- i 29-latek działając w porozumieniu, najpierw podali 21-latce tabletkę gwałtu, a następnie brutalnie ją zgwałcili. W Sądzie Okręgowym w Poznaniu właśnie ruszył proces ws. zbiorowego gwałtu na młodej kobiecie. Do brutalnego gwałtu doszło w czerwcu ubiegłego roku we Wrześni (woj. wielkopolskie). 28-latek i 29-latek podali 21-letniej kobiecie napój z tabletką gwałtu. Następnie mężczyźni doprowadzili do obcowania płciowego z ofiarą.

W marcu br. zatrzymano sprawców. Śledczy ustalili, że mężczyźni działali w porozumieniu. Z ustaleń prokuratury wynika, że gwałciciele byli brutalni dla 21-latki, szarpali ją. Badania wykazały obecność substancji psychoaktywnej w organizmie młodej kobiety.

„Podejrzani działali wspólnie i w porozumieniu. Podstępem, polegającym na podaniu napoju z substancją psychoaktywną, która powoduje blokowanie reakcji związanych z podjęciem własnych decyzji przez pokrzywdzoną, doprowadzili do obcowania płciowego z ofiarą. Ale nie tylko podstępem, również przemocą, polegająca na chwytaniu i szarpaniu tej młodej kobiety” – przekazał Paweł Karpiesiuk z Prokuratury Rejonowej we Wrześni w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”.

We wtorek 20 lipca w Sądzie Okręgowym w Poznaniu ruszył proces w tej sprawie. Jak podaje „Gazeta Wyborcza” na rozprawie pojawili się również rodzice jednego z oskarżonych, jednak nie chcieli komentować sprawy.

„Sprawa dotyczy przestępstwa gwałtu zbiorowego, do którego doszło w czerwcu 2020 roku. To czyn zagrożony karą od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Z uwagi na wyłączenie jawności rozprawy przez sąd nie mogę udzielać szczegółowych informacji co do biegu sprawy” – wytłumaczył Paweł Ciesielczyk z Prokuratury Rejonowej we Wrześni w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Kolejny termin rozprawy zaplanowano na 22 września br. 28- i 29-latkowi grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: o2.pl

7 osób oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci Diego Maradony

Agencja AFP, powołując się na źródła sądowe, poinformowała, że zespół medyczny składający się z siedmiu osób został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci słynnego argentyńskiego piłkarza Diego Maradony. Grozi za to grozi od 8 do 25 lat więzienia. Prokuratura uznała, że „śmierć Maradony nie jest wynikiem błędu zawodowego czy zaniedbania ze strony zespołu medycznego, ale lekarze i opiekunowie nie zrobili nic, aby jej zapobiec”. Kilka tygodni temu specjalnie powołana komisja lekarska stwierdziła w raporcie, że wspomniany zespół medyczny działał w sposób „niewłaściwy, niedostateczny i lekkomyślny”.

W gronie osób postawionych w stan oskarżenia przez prokuratora generalnego miasta San Isidro w prowincji Buenos Aires są m.in. neurochirurg Leopoldo Luque, dwoje pielęgniarzy (kobieta i mężczyzna), którzy byli przy łóżku Maradony, a także ich przełożony i lekarz koordynujący hospitalizację domową.

Maradona zmarł w wieku 60 lat

Maradona zmarł 25 listopada ubiegłego roku w wieku 60 lat. Przyczyną zgonu był poważny obrzęk płuc prowadzący do zaostrzenia przewlekłej niewydolności serca i w konsekwencji zatrzymanie jego akcji. Z sekcji zwłok wynika też, że cierpiał on m.in. na marskość wątroby, zaburzenia w funkcjonowaniu płuc i ostrą martwicę cewek nerkowych. Boski Diego, jak nazywany był Maradona, poprowadził jako kapitan reprezentację Argentyny do mistrzostwa świata w 1986 roku i wicemistrzostwa cztery lata później. Grał w takich klubach jak Argentinos Juniors, Boca Juniors, Barcelona czy Napoli. Po zakończeniu kariery pracował jako trener, m.in. był selekcjonerem drużyny narodowej na mundialu w Niemczech w 2006 roku.

Nie było tajemnicą jego uzależnienie od alkoholu i narkotyków, które były przyczyną kłopotów już w trakcie kariery zawodniczej. Od dłuższego czasu miał problemy ze zdrowiem, spowodowane wyniszczającym trybem życia, nadwagą i używkami. Na początku listopada przeszedł operację mózgu po wykryciu krwiaka podtwardówkowego, choć do szpitala trafił z objawami anemii, odwodnienia i wyczerpania organizmu oraz depresji.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

USA: Dwóm mężczyznom skazanym śmierć sąd przyznał 75 mln dolarów odszkodowania

Sąd w Północnej Karolinie przyznał 75 milionów dolarów dwóm czarnoskórym, niepełnosprawnym intelektualnie przyrodnim braciom, którzy spędzili dziesięciolecia za kratkami po tym, jak zostali niesłusznie skazani za gwałt i morderstwo 11-letniej dziewczynki w 1983 roku.

Ośmioosobowa ława przysięgłych w piątek zdecydowała, że Henry McCollum i Leon Brown powinni otrzymać po 31 milionów dolarów odszkodowania, 1 milion dolarów za każdy rok spędzony w więzieniu, podał The News & Observer. Przyznano im również 13 milionów dolarów rekompensaty.

Ława przysięgłych, która wysłuchała wszystkich dowodów – w tym ukrywanych dowodów – uznała Henry’ego i Leona za niewinnych, uznała, że zostali oni ewidentnie i potwornie pokrzywdzeni i zrobiła wszystko, co może zrobić prawo, aby to naprawić – powiedział po rozprawie adwokat Raleigh Elliot Abrams, członek zespołu prawnego braci.

Byli nastolatkami, gdy zostali oskarżeni o zbrodnię

Obaj zostali zwolnieni z więzienia w 2014 roku po tym, gdy dowody testu DNA wskazujące na rzeczywistego mordercę doprowadziły do ich uniewinnienia. Byli nastolatkami, gdy zostali oskarżeni o zbrodnię, która wydarzyła się w Red Springs w hrabstwie Robeson w 1983 roku.

Adwokaci braci powiedzieli, że byli to przestraszeni nastolatkowie, przesłuchiwani przez policję i zmuszeni do przyznania się. McCollum miał wtedy 19 lat, a Brown 15. Obaj, na podstawie fałszywych dowodów, zostali uznani za winnych i skazani na karę śmierci.

McCollum spędził większość swoich 31 lat w celi śmierci, stając się najdłużej czekającym na jej wykonanie w Karolinie Północnej. Brownowi – który według doniesień gazety cierpi na schorzenia psychiczne związane z pobytem w więzieniu i wymaga opieki w pełnym wymiarze godzin – wyrok z czasem został zmieniony na dożywocie.

Piątkowy wyrok wskazał także na rolę byłych funkcjonariuszy policji Leroy Allen i Kenneth Snead, którzy brali udział w pierwotnym dochodzeniu. Scott MacLatchie, ich główny obrońca podczas swojej końcowej argumentacji próbował podważyć niewinność braci, podała gazeta, pomimo faktu, że zostali w pełni uznanych za niewinnych.

Mam swoją wolność – powiedział McCollum. Dziś w więzieniu jest jeszcze wielu niewinnych ludzi. I nie zasługują na to, żeby tam być.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

6 osób oskarżonych ws. zabójstwa Polaka w Middlesbrough

Sześciorgu Polakom postawiono zarzuty zabójstwa innego Polaka, T. D., którego ciało znaleziono przed dwoma tygodniami w Middlesbrough w północno-wschodniej Anglii. Ich proces odbędzie się na początku przyszłego roku. Oskarżeni – pięciu mężczyzn i jedna kobieta – są w wieku między 27 a 46 lat, pięcioro z nich mieszka w Middlesbrough, a jeden mężczyzna – w Kingston upon Hill we wschodniej Anglii.

We wtorek stanęli oni przed sądem w Middlesbrough na wstępnej rozprawie, podczas której sędzia poinformował, że do czasu kolejnego posiedzenia w dniu 24 maja mają pozostać w areszcie i wyznaczył termin rozpoczęcia właściwej rozprawy na 11 stycznia przyszłego roku. Jak się oczekuje, potrwa ona sześć tygodni.

Ciało Polaka znalazły przypadkowe osoby

Ciało 39-letniego D. zostało znalezione 12 kwietnia przez dwie przypadkowe osoby w lesie na obrzeżach Middlesbrough. Policja uważa, że mógł on zostać zabity jakiś czas przedtem, nawet w połowie marca. Już wcześniej policja wskazywała, że najprawdopodobniej nie był on przypadkową ofiarą. Zabity mieszkał w Wielkiej Brytanii od 20 lat, ostatnio w Middlesbrough, a wcześniej w Darlington. Był ojcem jednego dziecka, miał rodzinę w Polsce, a częściowo także w Wielkiej Brytanii. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: 140 osób zostało oskarżonych o atak na Kapitol

Blisko 140 osób zostało już oskarżonych w związku ze szturmem na waszyngtoński Kapitol, jaki 6 stycznia przypuścili stronnicy Donalda Trumpa. Wśród nich jest brat agenta amerykańskich tajnych służb. CNN przypomina, że Scott Fairlamb, brat agenta Prestona Fairlamba III, który niegdyś był w ekipie chroniącej żonę byłego prezydenta Michelle Obamę, uderzył rzekomo w trakcie zamieszek policjanta w głowę. Stoi w obliczu trzech oskarżeń, w tym – napaści na funkcjonariusza federalnego.

Adwokat podejrzanego mężczyzny, Harley Breite, przekonywał, że Preston Fairlamb III nie był świadom czynów brata na Kapitolu.

„Nie był wtajemniczony w nic, co mój klient rzekomo zrobił tego dnia” – mówił cytowany przez CNN prawnik.

Harry Litman asystent prokuratora generalnego w Departamencie Sprawiedliwości latach 1993-1998 tłumaczył w rozmowie z CNN, że nie sposób zawczasu wskazać, jakie będą działania wszystkich osób tylko na podstawie ich przekonań politycznych.

12 stycznia w Nowym Jorku został aresztowany Aaron Mostofsky syn sędziego z Brooklynu Stevena Mostofsky’ego. Ciąży na nim zarzut kradzieży mienia rządowego w czasie zamieszek. Aaron i jego ojciec są zarejestrowani jako wyborcy Demokratów.

„Wykonywał rozkazy prezydenta”

Amerykańskie media zwracają uwagę także na inny przypadek „z rodziną w tle” wiążący się z aresztowaniem Guya Reffitta z Teksasu. Został oskarżony o nielegalne wdarcie się na Kapitol i utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości. O jego sympatiach w ostatnich latach z skrajnie prawicowymi ugrupowaniami powiadomił organy egzekwowanie prawa syn mężczyzny Jackson Reffitt.

„Obawiałem się, że to, co robił to szaleństwo (…) Groził mnie, mojej siostrze, mojej rodzinie i przedstawicielom władz. Miałem już tego dość” – cytuje Jacksona CNN.

Według FBI Guy Reffitt ostrzegał syna i córkę, przed tym co się może stać, jeśli go wydadzą.

„Jeśli mnie wydasz, będziesz zdrajcą, a wiesz co grozi zdrajcom. Zdrajcy są rozstrzeliwani” – ostrzegał.
 
Wśród oskarżonych m.in. o nielegalne wdarcie się do siedziby Kongresu oraz zastraszanie liberalnej członkini Izby Reprezentantów Aleksandrii Ocasio-Cortez znalazł się Garret Miller. Usprawiedliwiał się, że „wykonywał rozkazy prezydenta Donalda Trumpa”. Później przepraszał też parlamentarzystkę za hasło „Assassinate AOC” opublikowane na Twitterze.

Poważne zarzuty

Jak informuje CNN łącznie o czynny udział w zamieszkach oskarżono już niemal 140 osób. Niektórzy podejrzani stoją w obliczu poważnych zarzutów takich jak: udział w spisku lub rebelii oraz planowanie ataku z wyprzedzeniem i rozmysłem. W opinii ekspertów będzie to trudniej udowodnić.

Służby do tej pory nie zidentyfikowały sprawców podłożenia dwóch bomb rurowych na Kapitolu. Nie mają też podejrzanych w związku z śmiercią funkcjonariusza policji na Kapitolu Briana D. Sicknicka. Były agent FBI Petar Licata wyjaśnił CNN, że w przypadku podejrzanych o przestępstwa federalne śledczy chcą najpierw zgromadzić niezbędne dowody, a dopiero później będą dokonywać aresztowań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces 17 funkcjonariuszy policji oskarżonych o stosowanie tortur

W Sądzie Rejonowym w Ostródzie rozpoczął się proces siedemnastu policjantów z komendy miejskiej w Olsztynie oskarżonych m.in. o stosowanie tortur. Łącznie prokuratura postawiła im 72 zarzuty. Śledztwo w sprawie olsztyńskich policjantów prowadziła prokuratura w Ostrołęce. Trwało ono prawie dwa i pół roku. Siedemnastu policjantom z komendy miejskiej policji w Olsztynie postawiono łącznie 72 zarzuty dotyczące m.in. stosowania tortur, przekroczenia uprawnień czy niedopełnienia obowiązków.

Do wymuszania zeznań siłą miało dochodzić od marca 2014 roku do kwietnia 2015. Funkcjonariusze mieli dopuszczać się bicia zatrzymanych osób, razić ich paralizatorem, czy używać wobec nich gazu pierzowego. Akt oskarżenia w tej sprawie na początku trafił do Sądu Okręgowego w Olsztynie, jednak sędziowie zwrócili się do Sądu Najwyższego o wyłączenie ich ze sprawy. Dlatego proces został przeniesiony do Sądu Rejonowego w Ostródzie.

Ze względu jednak na dużą liczbę oskarżonych i ich pełnomocników, sprawa toczy się nie w budynku sądu, a w specjalnie przygotowanej sali w Centrum Użyteczności Publicznej w Ostródzie. Oskarżeni policjanci mieli różny staż pracy. Najmłodszy z nich pracował od trzech lat, najstarszy od dziewięciu. Po ujawnieniu tej sprawy do dymisji podali się wojewódzki i miejski komendant policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Stany Zjednoczone oskarżają hakerów rosyjskiego wojska

Ma to być dobitny sygnał dla całego świata, że Rosjanie nie mają najmniejszego zamiaru grać czysto w cyberprzestrzeni. Amerykanie oskarżyli sześciu oficerów rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, którym zarzucają liczne ataki hakerskie. – Nikt inny nie prowadzi działań w cyberprzestrzeni tak zjadliwie i nieodpowiedzialnie jak Rosja – stwierdził John Demers, zastępca prokuratora generalnego USA.

Amerykanie w swoim akcie oskarżenia opublikowali zdjęcia oraz imiona i nazwiska rosyjskich wojskowych. Wszyscy mają służyć w jednostce wojskowej 74455, wchodzącej w skład GRU. W świecie wirtualnym mają być bardziej znani jako Sandworm Team, Telebots, Voodoo Bear czy Iron Viking. Zostali oskarżeni o szereg cyberprzestępstw, które miały miejsce od 2015, do 2019 roku.

– Ich ataki były połączeniem dojrzałości emocjonalnej rozhisteryzowanego dziecka i możliwości mocarstwa – stwierdził Demers. Według niego, Rosjanie jak nikt inny, podczas swoich ataków nie mają problemu z powodowaniem rozległych dodatkowych szkód, jeśli ma im to przynieść choćby drobną korzyść, albo robią to wręcz na złość.

Rozległy front działań

Oskarżeni to Jurij Andrienko (32 lata), Sergiej Detistow (35 lat), Pawel Frolow (28 lat), Anatolij Kowalew (29 lat), Artem Ocziczenko (27 lat) i Petr Pliskin (32 lata). Wszystkim przedstawiono po siedem tych samych zarzutów. Zgodnie z amerykańskim prawem grozi im wieloletnie więzienie. Oczywiście jest mało prawdopodobne, aby faktycznie zostali osądzeni i skazani. Amerykanie, organizując tego rodzaju publiczne stawianie zarzutów, mają na celu jak najskuteczniej przekazywać światowej opinii publicznej informacje o tym, co według nich Rosjanie robią w sieci.

Sześciu oskarżonych Rosjan ma odpowiadać między innymi za stworzenie szeregu wirusów, używanych do rozlicznych ataków. Między innymi na ukraińską infrastrukturę krytyczną w 2015 roku, przy pomocy wirusów o takich wdzięcznych nazwach jak BlackEnergy, Industroyer i KillDisk. Ich użycie doprowadziło do przerw w dostawach prądu na dużych obszarach i zniszczeniu danych na komputerach ministerstwa finansów oraz służby skarbowej.

Podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2017 roku, mieli prowadzić i koordynować akcję kradzieży danych z komputerów kampanii wyborczej Emmanuela Macrona. Część z nich została następnie ujawniona, z intencją wsparcia jego rywalki, przedstawicielki prawicy, Marine LePen.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zwłoki 39 osób w ciężarówce. Sąd w Wietnamie skazał oskarżonych

Sąd w Wietnamie w poniedziałek (14 września) skazał czterech Wietnamczyków na kary od 2,5 do 7,5 roku pozbawienia wolności w związku ze śmiercią 39 migrantów, których ciała znaleziono w ciężarówce niedaleko Londynu w październiku zeszłego roku.

Oskarżeni w wieku od 24 do 36 lat zostali uznani za winnych „zorganizowania nielegalnej emigracji i pośredniczenia w niej” po trwającym dzień procesie w prowincji Ha Tinh – powiedział agencji Reutera ojciec jednej z ofiar. Policja poinformowała w wydanym wcześniej w poniedziałek oświadczeniu, że oskarżeni za 22 tys. dolarów zorganizowali transport 26-letniej Pham Thi Tra My do Francji, a później do Wielkiej Brytanii. 26-latka mniej więcej w chwili, gdy ciężarówka była w drodze z Belgii do Wielkiej Brytanii, wysłała SMS do swojej matki, w którym napisała, że nie może oddychać.

– Szczerze mówiąc, nie chcę, aby oskarżeni otrzymali długie kary więzienia, ponieważ wiem, że to był tylko wypadek – powiedział Thin, ojciec Tra My, który był obecny na rozprawie. – Skazanie ich na długie kary nie pomoże mi odzyskać córki – dodał.

39 ciał w ciężarówce

W nocy z 22 na 23 października ub.r. na terenie parku przemysłowego w Grays na wschód od Londynu w kontenerze-chłodni znajdującym się na naczepie ciężarówki odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców.

Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia bądź połączenia tych czynników.

Ofiary pochodziły głównie z Ha Tinh i sąsiedniej prowincji Nghe An.

Proces członków gangu w październiku

W sierpniu właściciel ciężarówki, w której znaleziono ciała, 40-letni Ronan Hughes, przyznał się do nieumyślnego zabójstwa 39 Wietnamczyków, a także do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji do Wielkiej Brytanii w okresie między 1 maja 2018 r. a 24 października 2019 r.

Przed sądem stanął także 23-letni Eamonn Harrison, który, jak się podejrzewa, dowiózł kontener z imigrantami do Zeebrugge. Nie przyznał się ani do nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji. Za pośrednictwem łącza wideo zeznanie złożył także 42-letni Gazmir Nuzi, który przyznał się jedynie do pomocy w nielegalnej imigracji.

W kwietniu do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa przyznał się Maurice Robinson, który kierował ciężarówką w momencie, gdy znaleziono w niej ciała, a wcześniej także do pomocy w nielegalnej imigracji. W tej sprawie oskarżonych jest jeszcze czterech innych domniemanych członków gangu – Irlandczyk Christopher Kennedy oraz trzech mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów – Gheorge Nica, Valentin Calota i Alexandru-Ovidiu Hanga. Spośród tej czwórki tylko ostatni przyznał się do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji.

5 października ma się rozpocząć właściwy proces Harrisona, Kennedy’ego, Nicy i Caloty. Może on potrwać do pięciu tygodni.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo Dżamala Chaszodżdżiego w saudyjskim konsulacie w Stambule. Turcja niezadowolona z wyroku

„Ostateczny werdykt sądu w Rijadzie w sprawie zabójstwa Dżamala Chaszodżdżiego w saudyjskim konsulacie w Stambule nie spełnił oczekiwań Turcji i społeczności międzynarodowej” – napisał na Twitterze rzecznik prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana.

„Nadal nie wiemy, gdzie jest ciało Chaszodżdżiego, kto chciał go zabić lub kim byli ludzie, którzy na miejscu pomagali zabójcom – to podważa wiarygodność postępowania sądowego w Arabii Saudyjskiej” – podkreślił Fahrettin Altun. Wezwał też saudyjskie władze do współpracy w śledztwie prowadzonym w Turcji.

W poniedziałek sąd II instancji w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej, skazał na kary po 20 lat więzienia pięciu oskarżonych o zabicie saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Oznacza to zmianę wyroku sądu I instancji, który w grudniu ubiegłego roku orzekł wobec całej piątki kary śmierci.

Proces był szeroko krytykowany przez organizacje praw człowieka, według których żaden wyższy rangą saudyjski urzędnik ani nikt podejrzany o zlecenie zabójstwa nie został uznany za winnego. Podważono także niezależność saudyjskiego sądu, natomiast sprawozdawczyni ONZ Agnes Callamard nazwała wyrok „farsą”.

Na początku lipca w Stambule rozpoczął się zaoczny proces dwóch byłych doradców saudyjskiego następcy tronu oraz 18 innych Saudyjczyków w związku z zabójstwem Chaszodżdżiego. Sauda al-Kataniego i Ahmeda al-Asiriego, oskarżono o „podżeganie do morderstwa z premedytacją z zamiarem dręczenia (…)”. 18 pozostałym podsądnym postawiono zarzut „dokonania morderstwa z premedytacją z zamiarem dręczenia”.

Rijad odmawia Turcji wydania podejrzanych, uważając, że to saudyjskie sądy są właściwe do sądzenia obywateli tego kraju.

Współpracujący jako komentator z amerykańskim dziennikiem „Washington Post” Chaszodżdżi był krytykiem panujących w Arabii Saudyjskiej stosunków politycznych. W październiku 2018 roku wszedł do saudyjskiego konsulatu w Stambule w celu odebrania dokumentów potrzebnych mu do zawarcia małżeństwa i od tej pory nikt go więcej nie widział.

Zebrany w ramach międzynarodowego niezależnego dochodzenia materiał dowodowy wskazuje, iż Chaszodżdżiego zamordowali obecni w konsulacie agenci saudyjskich służb specjalnych, którzy następnie wywieźli z Turcji jego pokawałkowane zwłoki. Władze Arabii Saudyjskiej konsekwentnie twierdzą, że nie miały nic wspólnego z tą zbrodnią.
Źródło info i foto: TVP.info

Dobiega końca proces ws. gwałtu i brutalnego zabójstwa 15-letniej Małgosi z Miłoszyc

Rodzice 15-letniej Małgosi, brutalnie zgwałconej i zamordowanej 23 lata temu w Miłoszycach (Dolny Śląsk) w końcu będą mogli spokojnie przeżyć żałobę. Kończy się bolesne rozdrapywanie ran w czasie kolejnych rozpraw mających ukarać winnych śmierci ich córeczki. Po trwającym ponad rok, drugim już procesie, zamknięto przewód sądowy i udzielono głosu stronom. Jako pierwszy, ponad 2-godzinną, niepozbawioną drastycznych szczegółów przemowę wygłosił prokurator, który zażądał dla Ireneusza M. (45 l.) dożywocia, a Norberta B (42 l.) 25 lat więzienia. Potem głos zabrali rodzice Małgosi, którzy nie kryli, że to zbyt niskie kary. Matka mówiła o karze śmierci, a ojciec odczytał zapisywane latami listy i przemyślenia, które przepełnione są niewyobrażalnym bólem.

1 września sędzia zaplanował zamknięcie przewodu, szykując się tym samym na wydanie wyroku. Oskarżeni złożyli jednak liczne wnioski, które przy pozytywnym rozpatrzeniu, mogłyby wydłużyć proces nawet o kolejne miesiące. Chcieli m.in. dodatkowych badań DNA, twierdząc, że opinia biegłego Krzysztofa Kolocha, która najbardziej ich pogrąża, była niekonsekwentna i pełna sprzeczności. Nie potrafią zrozumieć m.in. dlaczego jedne badane próbki z materiałem genetycznym uległy degradacji po latach, a ostały się akurat te, na których opierają się ich zarzuty. Obrońcy Ireneusza M. i Norberta B. przypomnieli dodatkowo, że na opinię biegłego czekali 10 miesięcy, a na zapoznanie się z nią mieli tylko kilka dni. Zażądali więc własnych badań DNA oraz dodatkowej opinii psychologa.

Prokurator odpowiedział, że oskarżeni zawsze poddają w wątpliwość niekorzystne opinie i jeśli sąd uwzględniałby każdy ich wniosek, trzeba by wzywać i przesłuchiwać biegłych bez końca. – DNA się niszczy i można je zbadać tylko raz, ale biegły wykonał wystarczająco dużo próbek – podkreśla oskarżyciel Dariusz Sobieski i zwrócił się do sądu o oddalenie wniosku. Tego samego chciał ojciec Małgosi. – Dowód DNA jest pewny i niech obrona już nie robi zamieszania. To wywołuje we mnie zwątpienie, że wymiar sprawiedliwości miałby słuchać w nieskończoność biegłych. Ja ufam opinii biegłego, koniec i kropka – mówił mężczyzna.

Dodał tez, że rozprawa „zaczyna być smutna, bo dowody latami leżały w sejfie”. Jako przykład nieudolności śledczych wymienił majtki, które włączono do materiału dowodowego, a które nie należały do jego córki. – Nic dziwnego, że nie znaleziono na nich DNA oskarżonych. Bo to nie były majtki Małgosi! – zdenerwował się. Jeszcze bardziej stanowcza w swoich osądach jest matka zamordowanej nastolatki. – Chcę, by ten proces się skończył. Mam dość patrzenia na tych zwyrodnialców i suk***nów – podkreślała przed sądem. Gdy Ireneusz M. zaczął mówić o swojej niewinności, nie wytrzymała i wyszła z sali.

„Ponowne badania nie przyniosą przełomu”

Po krótkiej przerwie sąd oddalił wnioski obydwu oskarżonych o ponowne badanie DNA oraz wszystkie pozostałe. Wyjaśnił, że pobranych w przeszłości próbek ponownie zbadać się nie da, ponieważ zostały już zniszczone, jak dzieje się przy każdej podobnej procedurze. Nie ma też sensu szukać kolejnych śladów na ubraniach ofiary, bo może ich tam zwyczajnie nie być. – Nowi biegli zostaliby powołani, gdyby dotychczasowa opinia była niepełna. A zdaniem sądu nie jest. Dodatkowo wniosek o ponowne badanie DNA uznano za bezzasadny, ponieważ nie da się już zrobić takiej analizy śladów, jakie było możliwe wcześniej – wyjaśnił sędzia Marek Poteralski.

Ireneusz M. za wszelką cenę chciał przeciągać proces, i tak jak na poprzednich, składał kolejne wnioski. Gdy sędzia skrupulatnie je odrzucał, oskarżony myślał, że wyjął asa z rękawa i zażądał zmiany całego składu sędziowskiego. To tylko opóźniło to, co w końcu i tak miało nadejść, czyli głosy stron. Absurdalne żądanie odrzucono, argumentując, że zarówno ławnicy, jak i sędzia pracowali prawidłowo, a fakt, że oskarżonemu nie podobają się ich decyzje, to wyłącznie jego subiektywne odczucia.

Prokurator: Będę mówił o dziecku, które nie miało szans stać się Małgorzatą

Prokurator w swojej mowie końcowej podkreślił, jak bardzo cieszy się z tego, że sprawa dobiega końca, ponieważ rodzice ofiary po raz kolejny musieli wrócić do najbardziej bolesnych wspomnień. – Będę mówił o Małgosi. O dziecku, które nigdy nie stało się Małgorzatą. Dlaczego tak się stało? Po tym okrutnym czynie nie dostała szansy, aby przeżyć – mówił Dariusz Sobieski. – Nikt nie powiedział, że tam umiera ta dziewczyna. Moim zdaniem było to zamierzone, żeby uniknąć odpowiedzialności. Nie dowiemy się, czemu inna młodzież nie zareagowała – podkreślał.

Zaznaczył, że pomijając już emocje, fakty i materiał dowodowy przeczą niewinności sprawców. Małgosia dwa miesiące wcześniej skończyła 15 lat. To miał być jej pierwszy „dorosły” Sylwester. I choć jej rodzice mieli całą masę wątpliwości, w końcu zgodzili się, by córka bawiła się tej wyjątkowej nocy z koleżankami. Niestety, w pierwszy dzień nowego, 1997 roku, zamiast posłuchać relacji nastolatki z imprezy, bliscy zobaczyli jej zmasakrowane i odarte z godności zwłoki.

Serce pęka na samą myśl o tym, co przeżywała bezbronna dziewczyna. Była gwałcona tak długo i brutalnie, że doznała krwotoku narządów płciowych. Biegli uznali to za jedną z dwóch, obok zamarznięcia, przyczynę zgonu. Odurzona, cała w krwi i bezsilna nastolatka leżała w ciemności na śniegu pod stodołą, a niewyobrażalny mróz przeszywał jej obolałe ciało. – Wyszła na zabawę o godz. 19.30 i już wtedy było minus 13 stopni. Gdy porzucili ją bez szansy na ratunek, temperatura na zewnątrz spadła jeszcze bardziej. Takich zim nie mam od lat – przypomniał prokurator.

Na podstawie akt, opowiedział też jak nastolatka poznała swoich przyszłych oprawców. Norbert B., który tego dnia był ochroniarzem w klubie, sprzedał jej bilet wstępu, a potem nawet momentami bawił się z nią i jej koleżanką. Z czasem pojawił się też Ireneusz M., rozwścieczony po niedawnej domowej awanturze z żoną. Zbił szybę, więc był cały zakrwawiony.

To właśnie ta rana miała mu się otworzyć, gdy Małgosia broniła się przed gwałtem. – Dlatego też łatwo zostawił ślady. Krwawy podpis na miejscu zbrodni – podkreślał prokurator. Swój materiał biologiczny miał zostawić też m.in. na staromodnej koronkowej chustce (być może dostał ją od babci, gdy się zranił o szkło) i czapce znalezionych potem w okolicach ciała ofiary. Oskarżyciel dodał, że trudno ustalić kiedy dokładnie po północy 15-latka wyszła z klubu po raz ostatni. – Wtedy młodzież nie miała komórek, jak dziś. Niektórzy pili po raz pierwszy, mało kto dbał o godzinę – wyjaśnił prokurator.

Ireneusza M. pogrążyło też to, że podobnie jak Małgosię, skrzywdził też inną dziewczynę. Biegli wykonujący sekcję zwłok nastolatki wskazali, jak bardzo wynaturzony był to gwałt i jakich praktyk dopuścił się zboczeniec. – To samo przeszła inna ofiara Ireneusza M. i to ona staje się teraz głosem Małgosi – dodał prokurator porównując atak na 15-latkę do głośnego ostatnio gwałtu w Izraelu. – Była okazja: odurzona dziewczyna którą można było okrutnie wykorzystać – powiedział.

W trakcie mowy oskarżyciela rodzice Małgosi nie mogli powstrzymać łez. Później już tylko siedzieli patrząc w pustkę. Stracili sens życia i mówią wprost, że nic nie uleczy ich ran, czym również zechcieli podzielić się w mowach końcowych. Mama dziewczyny zwróciła się wprost do sędziego, żądając kary śmierci dla dwóch oskarżonych. – Kara powinna być dwa razy gorsza od tego co zrobili mojej Małgosi. Miała prawo żyć, miała prawo żyć jak chce. Ten bandyta zwyrodniały powinien wtedy siedzieć w domu z żoną, wiadomo po co przyjechał na dyskotekę. A Norberta B. nadal się wszyscy boją, a mnie wytykają palcami. Żądam kary śmierci – apelowała pełnym żalu, bezsilności i wściekłości głosem zraniona kobieta.

Potem głos zabrał tata Małgosi, który odczytał gromadzone przez lata listy i refleksje wspominające tragedię oraz opisujące wielki ból i żal, który dotyka ich każdego dnia. Trudno było bez uronienia łzy wysłuchać poetyckich, przedstawionych w 3 osobie opisów dramatu rodziców. Wspominał umierającą na śniegu córeczką w tych słowach: „Oby nie przyszli tylko oni, robi się ciepło, chyba mama i tata zabrali mnie do domu” oraz obojętnych mieszkańców Miłoszyc:” Na drugi dzień Miłoszyce śpią, a Małgosia leży pod stodołą, 20 metrów od domu”. Mówił też o tym, że w 10 rocznicę dramatu jego córki piorun spalił stodołę, przy której skonała nastolatka. – Czy tak planował Bóg? A może niczego nie planował? – pytał w sądzie zrezygnowany mężczyzna.

Ireneusz M. i Norbert B. mogliby nigdy nie stanąć przed sądem…

Po niechlujnie przeprowadzonym śledztwie i na podstawie wątpliwych dowodów, winnym śmierci 15-latki wrocławski sąd uznał Tomasza Komendę (44 l.) i skazał go na 25 lat więzienia. Wypuszczono go dopiero po 18 latach, gdy okazało się, że z gwałtem i morderstwem nie ma nic wspólnego, bo śledczy wytypowali innych podejrzanych.

W czerwcu 2017 r. zarzuty usłyszał Ireneusz M. (45 l.), który feralnej nocy bawił się z Małgosią na tej samej dyskotece, widziano go na posesji, gdzie odkryto jej ciało, a także wielokrotnie dopuszczał się gwałtów. Nawet teraz odsiaduje wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Choć to szokujące, kilka dni po zbrodni został przesłuchany i zdradził szczegóły, które mogły być znane tylko zabójcy, ale nikt nie połączył faktów. Dopiero analiza jego zeznań po 20 latach uzmysłowiła śledczym, że Ireneusz M. mówił, że pamięta z imprezy białe skarpetki Małgosi. Tymczasem na zabawie dziewczyna miała je ukryte pod rajtuzami i kozakami. To wszystko zdjęli dopiero oprawcy dziewczyny, pozostawiając ją na mrozie w samych skarpetkach na pewną śmierć.

W 2018 r. aresztowano Norberta B. (42 l.), który był ochroniarzem w dyskotece, gdzie swoje ostatnie chwile spędziła nastolatka. Podobnie jak Ireneusz M., wielokrotnie plątał się w zeznaniach, a świadkowie mówili o tym, że między nim a Małgosią w czasie zabawy doszło do zbliżenia. Nie znaleziono jednak na tyle mocnych dowodów, by na kolejne procesy czekał w areszcie i od tego roku B. odpowiada z wolnej stopy. O taką możliwość walczył też drugi oskarżony i prawie mu się udało. Ireneusz M. miał wyjść zza krat lada dzień, ale Sąd Apelacyjny ostatecznie zmienił zdanie.

W maju ubiegłego roku ruszył nowy proces w tej bulwersującej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiedli właśnie Ireneusz M. i Norbert B. Śledczy od początku nie mieli wątpliwości, że w zbrodnię zamieszanych jest więcej osób. Na kolejnych rozprawach biegli dowiedli, że na pewno jest to wytypowana dwójka. Na rzeczach Małgosi były ich ślady DNA. Ireneusza pogrążył dodatkowo ślad odcisku szczęki, pozostawiony na ciele dziewczyny. Czy był tam ktoś jeszcze?

Opóźnianie procesu

Główny oskarżony, Ireneusz M. od początku starał się opóźnić wydanie wyroku. Nie przyznaje się do winy, a wręcz twierdzi, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. W związku z tym zasypuje sąd wnioskami dowodowymi, które składa na niemal każdej rozprawie. Żądał m.in. ponownego słuchania świadków (odtwarzanie nagrań z ich zeznań go nie zadowala), powołania nowych biegłych i ekspertów, a także tego, by ustalić i przesłuchać wszystkich policjantów, którzy pracowali przy tej sprawie. Nie podobało mu się nawet działanie własnego adwokata, którego zdążył już zmienić.
Źródło info i foto: Fakt.pl