Nowy świadek ws. zabójstwa Ziętary opowiedział o zbrodni po 28 latach milczenia

– Jarosław Ziętara, który zniknął 1 września 1992 r., interesował się przekrętami Elektromisu. Sądziłem, że firma go przekupi, ale sprawy wymknęły się spod kontroli. Został zabity, a ciało wrzucono do kwasu – zeznał w czwartek w sądzie nowy świadek, Zdzisław K. ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza śledczego. Mężczyzna milczał przez 28 lat.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Proces ws. podżegania o zabójstwo Ziętary. „To miał być taki przekręt ”

Aleksander G., poznański biznesmen, jest oskarżany o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Prokuratura utrzymuje, że mężczyzna miał zlecić zabójstwo dziennikarza w trakcie jednej z narad w firmie Elektromis w 1992 roku. Zdzisław K., nowy świadek w sprawie, był kolegą Mariusza Ś. (twórcy Elektromisu) z domu dziecka, a następnie z więzienia, obaj panowie później współpracowali ze sobą.

– W 1991 r., wspólnie z moim kolegą Mariuszem Ś., przejęliśmy poznańską spółkę Strefa Wolnocłowa. Zostałem jej prezesem. Wiedziałem od Mariusza, że dostaje informacje od Aleksandra G., mającego wtedy dobre kontakty i wiedzę o zmieniających się przepisach, że mamy szybko sprowadzić do Polski papierosy. To miał być taki przekręt „w białych kołnierzykach” – zeznał w czwartek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, rozprawę relacjonował Łukasz Cieśla z Onetu.

Papierosy sprzedawano wprost do Elektromisu bez odprowadzania podatku. Sprawą zainteresowała się prokuratura, jednak finalnie śledztwo zostało umorzone. Jarosław Ziętara nadal interesował się jednak tym procederem i prawdopodobnie posiadał już wiele informacji. Jak twierdził Zdzisław K., szef Elektromisu miał mówić, że „trzeba będzie uciszyć dziennikarza”. Mężczyzna miał odebrać to jednak jako zapowiedź przekupienia Ziętary. O samym zaginięciu miał dowiedzieć się dopiero kilka miesięcy po fakcie.

Świadek tłumaczył, że dwóch znajomych z firmy Mariusza Ś. opowiedziało mu o szczegółach zbrodni. Obaj mieli być zatrudnieni tam do „brudnej roboty”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

7 osób oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci Diego Maradony

Agencja AFP, powołując się na źródła sądowe, poinformowała, że zespół medyczny składający się z siedmiu osób został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci słynnego argentyńskiego piłkarza Diego Maradony. Grozi za to grozi od 8 do 25 lat więzienia. Prokuratura uznała, że „śmierć Maradony nie jest wynikiem błędu zawodowego czy zaniedbania ze strony zespołu medycznego, ale lekarze i opiekunowie nie zrobili nic, aby jej zapobiec”. Kilka tygodni temu specjalnie powołana komisja lekarska stwierdziła w raporcie, że wspomniany zespół medyczny działał w sposób „niewłaściwy, niedostateczny i lekkomyślny”.

W gronie osób postawionych w stan oskarżenia przez prokuratora generalnego miasta San Isidro w prowincji Buenos Aires są m.in. neurochirurg Leopoldo Luque, dwoje pielęgniarzy (kobieta i mężczyzna), którzy byli przy łóżku Maradony, a także ich przełożony i lekarz koordynujący hospitalizację domową.

Maradona zmarł w wieku 60 lat

Maradona zmarł 25 listopada ubiegłego roku w wieku 60 lat. Przyczyną zgonu był poważny obrzęk płuc prowadzący do zaostrzenia przewlekłej niewydolności serca i w konsekwencji zatrzymanie jego akcji. Z sekcji zwłok wynika też, że cierpiał on m.in. na marskość wątroby, zaburzenia w funkcjonowaniu płuc i ostrą martwicę cewek nerkowych. Boski Diego, jak nazywany był Maradona, poprowadził jako kapitan reprezentację Argentyny do mistrzostwa świata w 1986 roku i wicemistrzostwa cztery lata później. Grał w takich klubach jak Argentinos Juniors, Boca Juniors, Barcelona czy Napoli. Po zakończeniu kariery pracował jako trener, m.in. był selekcjonerem drużyny narodowej na mundialu w Niemczech w 2006 roku.

Nie było tajemnicą jego uzależnienie od alkoholu i narkotyków, które były przyczyną kłopotów już w trakcie kariery zawodniczej. Od dłuższego czasu miał problemy ze zdrowiem, spowodowane wyniszczającym trybem życia, nadwagą i używkami. Na początku listopada przeszedł operację mózgu po wykryciu krwiaka podtwardówkowego, choć do szpitala trafił z objawami anemii, odwodnienia i wyczerpania organizmu oraz depresji.
Źródło info i foto: eurosport.tvn24.pl

Gubernator Nowego Jorku oskarżony o molestowanie. Kobiety składają zeznania

Prokuratura nowojorska wezwała cztery kobiety, które oskarżyły gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo o molestowanie seksualne, do złożenia zeznań pod przysięgą. Polityk zaprzecza zarzutom. Śledztwo weszło w decydującą fazę – pisze „New York Times”. Śledztwo w sprawie gubernatora trwa od początku marca pod kierunkiem prokurator generalnej stanu Nowy Jork Letitii James. Dotychczas nie ujawniono szczegółów dochodzenia.

„Wydanie wezwań (…) świadczy o wyjściu poza wstępną fazę ustalania faktów, podczas której prawnicy przesłuchali wiele kobiet, ale nie pod przysięgą. (…) To najnowszy sygnał, że dochodzenie stanowego prokuratora generalnego w sprawie zachowania Cuomo weszło w decydującą fazę” – ocenił „New York Times”.

Pośród kobiet wezwanych do zeznań pod przysięgą nowojorski dziennik wymienia byłą asystentkę gubernatora, 25-letnią Charlotte Bennett. Obwinia ona Cuomo o „seksualne zaloty”, gdy byli sami w jego biurze w Albany. Przedłożyła ponad „120 stron dokumentów i zidentyfikowała ponad 25 ewentualnych świadków” – pisze „NYT”.

Zeznania mają też złożyć Lindsey Boylan, która pierwsza oskarżyła Cuomo o molestowanie seksualne, oraz była urzędniczka jego administracji Ana Liss, która zarzuciła gubernatorowi zachowanie powodujące, że czuła się niekomfortowo. Do sądu wezwano też adwokata niezidentyfikowanej kobiety twierdzącej, że Cuomo obmacywał ją w swojej rezydencji w Albany.

Gubernator wielokrotnie zaprzeczał, jakoby popełnił wykroczenie. W czwartek powiedział, że sprawianie, że ktoś „czuje się niekomfortowo”, nie jest molestowaniem.

„Jeśli po prostu sprawiłem, że poczuła się Pani niekomfortowo, nie jest to molestowanie, to uczucie dyskomfortu. (…) Nigdy nie powiedziałem niczego, co uważałem za niestosowne. Nigdy nie chciałem, by ktoś poczuł się w ten sposób” – wyjaśniał Cuomo.

„Oświadczenie wydaje się sprzeczne z prawem, które sygnował w 2019 roku. Prawo głosi, że molestowaniem seksualnym są też niechciane umizgi lub uwagi o charakterze seksualnym »obraźliwe lub budzące sprzeciw« albo »powodujące dyskomfort lub upokorzenie«” – zauważył „NYT”.

W następstwie oskarżeń do ustąpienia z urzędu wezwało gubernatora, który kończy trzecią kadencję, wielu polityków. Byli wśród nich także reprezentanci Partii Demokratycznej, do której należy.

Cuomo powtarzał, że nie złoży rezygnacji i zaprzeczał zarzutom. Za „lekkomyślne i niebezpieczne” uznał apele polityków w tego typu sprawach, zanim poznają wszystkie fakty.

Stanowe Zgromadzenie Nowego Jorku wszczęło procedurę zmierzającą do impeachmentu gubernatora.
Źródło info i foto: TVP.info

Rodzice błagali o pomoc w odnalezieniu dziecka. Ojciec został oskarżony o morderstwo

W środę rodzice pięciotygodniowego Caleba na konferencji prasowej błagali o pomoc w odnalezieniu dziecka, które miało zaginąć dwa dni wcześniej. Służby niedługo później znalazły ciało niemowlęcia i oskarżyły ojca o zabójstwo.

Telefon na 911 Caleb Michael Whisnand wykonał w poniedziałek przed 23:00 lokalnego czasu. Whisnand dzwonił ze stacji benzynowej przy autostradzie na obrzeżach Montgomery, dokąd pojechał z pięciotygodniowym dzieckiem. Mężczyzna twierdził, że poszedł zapłacić za benzynę, a gdy wrócił, dziecka nie było. Małego Caleba jr. ostatni raz widać na niewyraźnym nagraniu kilka minut przed telefonem o zaginięciu. Chłopiec, jak mówił w zgłoszeniu ojciec, ważył ok. 4,5 kilogramów i miał na sobie śpiochy moro.

W środę rodzice dziecka zwołali konferencję prasową, na której błagali o pomoc w poszukiwaniach dziecka. Whisnand pytany o to, kiedy ostatni raz widział dziecko, mówił, że niewiele pamięta. Miał problem z kończeniem zdań, nie potrafił podać żadnych szczegółów na temat tego, co się wydarzyło przed telefonem na policję. Z kolei matka dziecka, 28-letnia Angela Gardner powiedziała, że była w tym czasie w domu z drugim, dwuletnim dzieckiem, kiedy partner zabrał dziecko do sklepu przy stacji benzynowej.

Służby w czasie konferencji otrzymały nowe informacje na temat zaginięcia dziecka i krótko później odnaleziono zwłoki na odludziu, około pół godziny drogi od stacji benzynowej. Ojcu postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. Kwalifikację czynu zmieniono jednak po sekcji zwłok małego Caleba jr. Badanie wykazało obrażenia wskazujące na zabójstwo. W Alabamie, jako jednym z zaledwie kilku stanów, funkcjonuje termin „capital murder”, czyli morderstwo zagrożone karą śmierci. Chodzi o morderstwo np. poprzedzone torturami, morderstwo dziecka, funkcjonariusza publicznego na służbie czy morderstwo ze względu na rasę, narodowość i inne tego typu cechy.

Policja poinformowała w czwartek, że śmierć dziecka nastąpiła między 15:45 a 17:30, a więc wiele godzin przed telefonem na 911. Śledczy wciąż ustalają, jaki był przebieg wydarzeń. Opinię publiczną zdecydowano się jednak poinformować jak najszybciej, ponieważ wiele osób było zaangażowanych w poszukiwania Caleba.

„Nie mogę uwierzyć, że ten sk***ysyn zabił jej dziecko”

Whisnand został aresztowany bez możliwości wyjścia za kaucją. Szeryf poinformował, że na mężczyźnie ciążą też wcześniejsze zarzuty dot. narkotyków. W czerwcu 2020 roku został zatrzymany w związku z chaotyczną jazdą samochodem. Znaleziono przy nim wówczas metamfetaminę i heroinę. Garder i drugie dziecko było z nim w samochodzie. 32-latek wyszedł z aresztu za kaucją, jego proces miał się zacząć w październiku. Na razie nie wiadomo jednak, czy Whisnand był pod wpływem narkotyków w poniedziałek.

28-letniej Angeli Gardner nie postawiono żadnych zarzutów. Jej matka w rozmowie z mediami powiedziała, że córka chciała odejść od partnera i dlatego ten zabrał dziecko. – Angela jest świetną matką, jest wręcz nadopiekuńcza w stosunku do swoich dzieci. Była taka szczęśliwa, gdy urodziła dziecko. Byłam przy porodzie. Nie mogę uwierzyć, że ten sk***ysyn zabił jej dziecko – mówiła.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Elbląg: Związał i podpalił swoją partnerkę. 31-latek zostanie skazany na dożywocie?

31-letni mieszkaniec Elbląga został oskarżony o usiłowanie zabójstwa swojej 28-letniej partnerki. Mężczyzna skrępował ją taśmą, oblał łatwopalną cieczą i podpalił. Akt oskarżenia w tej sprawie przesłała prokuratura okręgowa w Elblągu do miejscowego sądu okręgowego.

Jak poinformował PAP w środę rzecznik prokuratury okręgowej w Elblągu Sławomir Karmowski, oskarżony ma zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi kara dożywotniego więzienia. W październiku ubiegłego roku na jednym z elbląskich osiedli 31-letni Michał Z. w samochodzie najpierw skrępował taśmą swoją 28-letnią partnerkę, oblał ją rozpuszczalnikiem do farb a następnie podpalił. Gdy zobaczył jak kobieta płonie oprzytomniał, zaczął gasić na niej ogień i wezwał pomoc.

Kobieta wskutek podpalenia doznała bardzo rozległych oparzeń III i IV stopnia klatki piersiowej. Miała 35 proc. poparzonego ciała – wyjaśnił prokurator.

28-letnia Katarzyna i 31-letni Michał Z. znali się przez 5 miesięcy przed tragicznym zdarzeniem. Pomieszkiwali w samochodzie na parkingu. Oskarżony, który w przeszłości był wielokrotnie karany, jako motyw swojego działania wskazał „kwestie uczuciowe” – podał prokurator.

31-letni mężczyzna czeka na proces w areszcie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Żona byłego policjanta oskarżonego o włamanie do kantoru pracuje w sądzie. Będzie kontrola

Żona byłego policjanta, który jest oskarżony o obrabowanie kantoru, pracuje w Sądzie Rejonowym w Olsztynie, w jednostce, przez którą przechodzą akta sądowe. Prezes tego sądu Maciej Nawacki zapowiedział, że zleci kontrolę, czy pracownica w nieuprawniony sposób nie zaglądała do akt sprawy męża.

Chodzi o urzędniczkę, która była protokolantką sędziego Pawła Juszczyszyna, gdy ten orzekał w wydziale cywilnym olsztyńskiego Sądu Rejonowego. Kobietę we wrześniu 2019 r. przeniesiono do innej komórki, pod zarządzeniem w tej sprawie osobiście podpisał się prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nawacki. Pytany, z jakiego powodu urzędniczka zmieniła stanowisko pracy prezes Nawacki odmówił odpowiedzi argumentując, że taka kwestia „nie wchodzi w zakres informacji publicznej”.

W chwili przeniesienia mąż urzędniczki, były policjant, był oskarżony o brak nadzoru nad podwładnymi, którzy w komendzie bili zatrzymanych (sprawa jest w Olsztynie znana jako „Guantanamo” – red.). Kilka dni po przeniesieniu żony do innego wydziału były policjant z bratem i kolegą włamał się do kantoru przy ul. Dąbrowszczaków, skąd według oskarżenia, zrabowano 2,5 mln zł.

Jednostka, do której we wrześniu 2019 r. została przeniesiona urzędniczka m.in. udostępnia akta, przyjmuje dokumenty, obsługuje telefony interesantów. Według pracowników sądu, praca ta w czasie przeniesienia urzędniczki była lepiej wynagradzana, niż praca protokolanta. Prezes Nawacki pytany o zarobki urzędniczki po przeniesieniu na inne stanowisko powiedział, że „siatka płac jest w sądzie ściśle regulowana” i zapewnił, że „na pewno ta pani nie dostała nic ekstra”.

Kobieta była przesłuchiwana

Kilka miesięcy przed przeniesieniem, w kwietniu 2019 roku, kobieta była przesłuchiwana przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych Michała Lasotę. Powodem był fakt, że sędzia Juszczyszyn trzy razy odmawiał sądzenia sprawy „Guantanamo”. Argumentował, że nie powinien sądzić sprawy, w której jednym z oskarżonych jest mąż sekretarki, z którą pracuje.

Kilka miesięcy po zeznaniach pracownicy sądu rzecznik Lasota przedstawił Juszczyszynowi zarzut dyscyplinarny „dwukrotnego podania nieprawdy co do okoliczności faktycznych, którym uzasadnił swoje wnioski o wyłączenie go od rozpoznania sprawy karnej”.

– Nie ujawniłem protokolantce niczego z akt sprawy, zarzuty wiążą się wyłącznie z tym, że chciałem się wyłączyć od jej sądzenia z powodów formalnych – podkreślił Juszczyszyn i dodał, że nie wie, co zeznała w jego sprawie protokolantka.

– Wątek tej pani przewijał się we wnioskach sędziego Juszczyszyna o wyłącznie go ze sprawy „Guantanamo” – potwierdził  prezes Nawacki, ale zastrzegł, że nie wie, czy zarzuty sędziego-rzecznika co do tej kwestii są wynikiem zeznań protokolantki, czy opierają się na innych dowodach. Sędzia Nawacki podkreślił, że ten zarzut jest mniej ważny. „Kluczowe jest to, że sędzia Juszczyszyn kwestionował prawo innych sędziów (wybranych przez KRS w nowym składzie – red. ) o pracy”.

„Dokonali włamania do kantoru”

Po 9 miesiącach pracy w innej komórce sądu prokuratura zatrzymała męża urzędniczki w związku z włamaniem do kantoru. – Mężczyźni, działając wspólnie i w porozumieniu, dokonali włamania do kantoru. Użyli podrobionych kluczy i dezaktywowali kody do alarmu oraz do sejfu – mówił po skierowaniu aktu oskarżenia w tej sprawie rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

Gdy prokuratura wnioskowała do sądu o działania w tej sprawie, np. aresztowanie zatrzymanych, czy przedłużenie aresztów, akta przechodziły przez komórkę, w której pracowała opisywana urzędniczka. Ponieważ sprawa była szeroko komentowana w sądzie, doszło do interwencji prokuratury, która skierowała pismo do kierownictwa sądu z prośbą, by uniemożliwić urzędniczce kontakt z aktami sprawy męża.

„Sprawdzę, by nie było pola do spekulacji”

– Przychyliłem się do tego, zawsze tak robimy, gdy pojawia się taka prośba prokuratury. Nie zdarza się to często, ale się zdarza. (…) Dostęp do wszelkich akt karnych tej osobie został wyłączony – powiedział prezes sądu Maciej Nawacki i dodał, że nikt go nie informował o próbach nieuprawnionych działań urzędniczki. Prezes sądu zapowiedział, że sprawdzi w systemie komputerowym, czy ta pracownica sądu logowała się do wglądu w akta sprawy włamania do kantoru.

Sprawa włamania do kantoru wciąż jest rozpoznawana przed olsztyńskim sądem rejonowym – kolejne rozprawy zaplanowano w maju. Urzędniczka jest w tej sprawie świadkiem.

Sędzia Nawacki zapewnił, że „nie ma żadnych podstaw, ani formalnych, ani nieformalnych, by nie ufać urzędniczce”. Podkreślił, że pracownicy sądu nie mają obowiązku zgłaszania, że ich najbliższa rodzina jest postawiona w stan oskarżenia i przyznał, że „o tym, że mąż tej pani jest zamieszany w sprawę kantoru sam dowiedział się z mediów”.

– Ta pani jest urzędnikiem publicznym, nie mam żadnych podstaw do wysnuwania wobec niej jakichkolwiek zarzutów, a nieoficjalne informacje krążące wśród pracowników sprawdzę, by nie było pola do spekulacji w tym zakresie – zapewnił Nawacki. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Islandia: Ruszył proces Polaka, który oskarżony jest o wywołanie tragicznego pożaru

60-letni Marek M. stanął w poniedziałek przed sądem w stolicy Islandii, Reykjaviku, oskarżony o podpalenie domu wielorodzinnego oraz przyczynienie się w ten sposób do śmierci trojga Polaków. Do tragicznego w skutkach pożaru doszło w centrum miasta w czerwcu ubiegłego roku.

Co mogę powiedzieć? Jestem niewinny. To ogromna tragedia – zeznał w sądzie Marek M., którego oskarżono również o usiłowanie pozbawienia życia 10 innych poszkodowanych w pożarze osób, w większości Polaków. Cztery osoby zostały ranne.

Według prokuratora 25 czerwca 2020 roku mężczyzna podłożył ogień na podłodze w swoim pokoju, w świetlicy oraz pod schodami na trzecim piętrze. Następnie udał się do ambasady rosyjskiej. Zanim został zatrzymany w pobliżu placówki, napadł na dwóch policjantów.

W pożarze zginęła 21-letnia kobieta oraz 24-letni mężczyzna. Inna 26-letnia kobieta zmarła w wyniku obrażeń, jakich doznała po wyskoczeniu z trzeciego piętra płonącego budynku. Po domu pozostały jedynie zgliszcza.

W opinii psychiatrów Marek M. w chwili dokonania podpalenia był niepoczytalny i nie powinien odpowiadać za swoje czyny. Oddzielne postępowanie toczy się wobec właściciela nieruchomości, w której wybuchł pożar. Media informowały wcześniej o złym stanie technicznym budynku zamieszkiwanego przez imigrantów i o braku odpowiedniej ochrony przeciwpożarowej.

Tragedia poruszyła islandzką opinię publiczną. Zorganizowano zbiórkę na rzecz poszkodowanych oraz marsz z udziałem władz miasta, polityków i związków zawodowych.

Proces Marka M. nazywany jest przez islandzkie media jednym z największych w historii kraju, w którym jednej osobie zarzuca się śmierć trzech innych osób. Rozprawa będzie kontynuowana przez kilka najbliższych dni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Proboszcz Leszek S. skazany na 15 lat za pedofilię. Parafianie: Był dobrym gospodarzem, dużo budował

Sąd Okręgowy w Świdnicy w marcu 2021 roku skazał Leszka S. na 15 lat więzienia za czyny pedofilskie i przywłaszczenie 335 tys. zł. – Wstyd, że takie rzeczy im robił. Ale był dobrym gospodarzem, dużo budował – powiedzieli w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” parafianie.

W grudniu 2019 roku proboszcz parafii pw. Zesłania Ducha Świętego został aresztowany. Mężczyznę oskarżono o przywłaszczenie 335 tys. zł oraz czyny pedofilskie wobec małoletnich dziewczynek.

Leszek S. został skazany za cztery czyny o charakterze pedofilskim, których dopuścił się wobec trzech dziewczynek w latach 2002- 2012 oraz przywłaszczenie 335 tys. zł. Duchowny wypłacił pieniądze, które parafia otrzymała tytułem odszkodowania za szkody górnicze. Wyrok w sprawie nie jest prawomocny. Mężczyzna do Gorców przeprowadził się w 2009 roku i był tam proboszczem przez dziesięć lat do czasu odwołania go przez świdnicką kurię. O tym, że ksiądz dopuszczał się czynów pedofilskich, poinformowały w 2019 roku kurię dwie kobiety wykorzystywane przez Leszka S..

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” mieszkańcy Gorców zapewniali, że ksiądz zrobił wiele dobrego dla parafii i nie wierzą w to, aby dopuścił się kradzieży 335 tys. złotych – On ten nasz kościół remontował, więc to nie jest tak, że te pieniądze sobie wziął – podkreślają. Jednak zgodnie potępiają dopuszczenia się przez księdza czynów pedofilskich – Ale z tymi dziećmi, że takie rzeczy robił, to wstyd – powiedzieli w rozmowie z dziennikarzami. – Wstyd, że takie rzeczy im robił. Ale był dobrym gospodarzem, dużo budował – dodawali.

Prymas Polski abp Wojciech Polak pod koniec marca na antenie Radia Puls zapewnił, że kościół będzie współpracować z państwową komisją ds. pedofilii. – Po zebraniu plenarnym księża biskupi potwierdzili wolę współpracy z komisją państwową. Trzeba pamiętać, że wiele procesów nie było prowadzonych na gruncie sądów biskupich, tylko w procesach karno-administracyjnych, więc sądy takiej dokumentacji pełnej nie mają – wyjaśnił Polak. Prymas podkreślił, że episkopat nie chce niczego ukrywać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: W sądzie pokazano nagrania z dnia śmierci George’a Floyda

Podczas kolejnego dnia procesu przeciw byłemu policjantowi Derekowi Chauvinowi, oskarżonemu o zabicie Afroamerykanina George’a Floyda, pokazano nagrania z kamer funkcjonariuszy. Słychać na nich między innymi, jak Floyd powtarza, że nie może oddychać, oraz mówi, że zrobi wszystko, co każą mu policjanci.

George Floyd zmarł po policyjnej interwencji 25 maja 2020 roku. Podduszany przez funkcjonariusza Afroamerykanin twierdził, że nie może oddychać. Nagrania wideo pokazujące, że Floyd był skuty kajdankami i trzymany twarzą w dół na asfalcie, a Derek Chauvin przyciskał jego szyję przez około dziewięć minut, doprowadziły do protestów przeciwko nierówności rasowej i brutalności policji w Stanach Zjednoczonych.

„Gdybym nie wziął banknotu, można by było tego uniknąć”

Na jednym z nagrań zaprezentowanych w środę podczas procesu Chauvina widać, jak policjanci usiłują wepchnąć opierającego się mężczyznę do radiowozu. Składający zeznania świadek wydarzenia Charles McMillian szlochając powiedział, że czuł się „bezradny”. Wołał w kierunku Floyda, że „nie może wygrać”, wzywając do przestrzegania poleceń funkcjonariuszy. – Sam miałem interakcję z policją i rozumiem, że kiedy już założą ci kajdanki, nie możesz wygrać, jesteś przegrany – wyjaśniał.

Jak dodał, widząc, jak Chauvin wciska kolano w szyję Floyda, słyszał go błagającego: „Nie mogę oddychać”, „mama” i „zabijasz mnie”.

Christopher Martin, pracujący w sklepie Cup Foods, zeznał, że Floyd chciał w nim płacić przy użyciu fałszywej 20-dolarówki. Jak powiedział, domyślał się tego, ale ostatecznie przyjął banknot, bo „widział, że mężczyzna wyglądał, jakby był oszołomiony, pod wpływem jakiejś substancji”. Inny pracownik sklepu wezwał policję.

Martin opisywał też przebieg aresztowania Floyda. Wyznał, że ogarnęło go uczucie „niedowierzania i poczucia winy”. – Gdybym po prostu nie wziął banknotu, można by było tego uniknąć – przypuszczał i dodał, że Floyd „mógł nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że pieniądze były fałszywe”.

„Mam klaustrofobię. Mam stany niepokoju”

Prokuratorzy odtworzyli też nagrania z kamery policjanta. Podszedł on do SUV-a Floyda, wyciągnął broń, kazał mu położyć ręce na kierownicy i wysiąść z samochodu.

Floyd przepraszał, błagał policjanta, by nie strzelał, dodając, że niedawno zmarła jego matka. Początkowo wydawało się, jakby stawiał opór, ale w ciągu około dwóch minut został skuty kajdankami. Mówił też policjantom, że nie stawia oporu i „zrobi wszystko, co mu każą”. Zaprzeczał, jakoby był pod wpływem (środków odurzających) – opisują media.

– Mam klaustrofobię. Mam stany niepokoju – przekonywał, dodając, że „nie jest złym człowiekiem”.

Kiedy Chauvin uciskał mu szyję, powtarzał, że nie może oddychać. Thomas Lane, inny funkcjonariusz, uznał to za dowód, że Floyd nie ma problemów z mówieniem i radził, by głęboko oddychał. Inny policjant zauważył, że sporo mówi, na co „potrzeba bardzo dużo tlenu”. Floyd mówił też „mamo, kocham cię” oraz „powiedz moim dzieciom, że je kocham”.

Na nagraniu widać też osoby postronne, które przekonywały policjantów, aby „przestali przytrzymywać Floyda przy ziemi i sprawdzili jego puls”.

Prokuratorzy wezwali w środę porucznika Jamesa Rugela z jednostki ds. technologii policji w Minneapolis, by zaświadczył o autentyczności nagrań, które pokazują sceny śmierci Floyda, a także tych pochodzących z kamer noszonych przez policjantów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Robert Aaron Long oskarżony o masakrę w Atlancie

21-letni Robert Aaron Long został oskarżony o zabicie ośmiu osób w trzech salonach masażu zlokalizowanych w pobliżu Atlanty. Jak informuje agencja Associated Press, sprawa wywołała przerażenie w społeczności azjatycko-amerykańskiej, która w czasie pandemii koronawirusa staje się coraz częstszym celem różnego rodzaju ataków, choć motywacja tego podejrzanego miała nie być powiązana z rasizmem.

Do ataków doszło we wtorek, a celem napastnika były trzy salony masażu w okolicach Atlanty. Cztery osoby zostały zastrzelone w Youngs Asian Massage Parlor w pobliżu Woodstock (ok. 50 kilometrów na północ od stolicy stanu Gerogia). Do kolejnej strzelaniny doszło w miejscowości oddalonej od Atlanty o 48 kilometrów. W dwóch salonach masażu znajdujących się na tej samej ulicy napastnik zastrzelił cztery kobiety.

Na podstawie nagrań z monitoringu policja ustaliła, że sprawcą ataków mógł być Robert Aaron Long. 21-latek został aresztowany kilka godzin później, po tym, jak odmówił zatrzymania się na autostradzie. By dokonać aresztowania, funkcjonariusze uderzyli w tył jego samochodu. Znaleźli Longa dzięki pomocy jego rodziców, którzy rozpoznali go na nagraniach opublikowanych przez śledczych. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa ośmiu osób.

Nico Straughan, znajomy Longa z czasów szkolnych, powiedział, że „Long codziennie przynosił Biblię do szkoły, był bardzo miły, cichy i wierzący”.

Jak poinformowała agencja Associated Press, Long miał powiedzieć policji, że do dokonania ataków nie popchnęła nienawiść na tle rasowym. Twierdził natomiast, że jest uzależniony od seksu. Śledczy uznali początkowo, że Long „najwyraźniej zaatakował miejsca, które uważał za źródła pokus” i jest za wcześnie, by mówić o motywach związanych z rasą. Ta interpretacja wywołała jednak powszechne oburzenie – wskazywano bowiem, że sześć z ośmiu ofiar zamachowca to kobiety pochodzenia azjatyckiego.

– Motywów stojących za strzelaniną należy szukać na przecięciu trzech czynników: przemocy dokonywanej ze względu na płeć, mizoginii i ksenofobii – powiedziała Bee Nguyen, członkini stanowej legislatury i działaczka społeczna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl