Półtoraroczny chłopczyk był przypalany zapalniczką. 29-latek oskarżony o znęcanie się nad partnerką i jej dzieckiem

29-latek z województwa świętokrzyskiego jest oskarżony o znęcanie się nad partnerką i jej półtorarocznym synem. Miał między innymi przypalać dziecko zapalniczką. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia. Był już wcześniej karany za przestępstwa przeciwko mieniu i wolności. Jak poinformowała kielecka prokuratura, 29-latek z powiatu koneckiego (województwo świętokrzyskie) został zatrzymany przez policję 28 maja. Marcin D. miał znęcać się nad konkubiną od sierpnia 2021 roku.

– Dodatkowo w okresie od marca do 28 maja 2022 roku (znęcał się – red.) także nad jej małoletnim synem, którego między innymi przypalał zapalniczką i u którego spowodował w ten sposób naruszenie czynności narządu ciała – poinformował prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

Akt oskarżenia

Od razu 28 maja Marcin D. usłyszał zarzuty. Decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Pod koniec lipca prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 29-latkowi, któremu grozi kara do 10 lat więzienia. Był już wcześniej karany między innymi za przestępstwa przeciwko mieniu i wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

44-letni prezes spółki kapitałowej ze Świlczy oskarżony o przywłaszczenie blisko 50 mln złotych

44-letni Mieszko C., prezes spółki kapitałowej ze Świlczy na Podkarpaciu, stanie przed sądem za przywłaszczenie prawie 49 milionów zł. Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Jak poinformował prokurator Krzysztof Ciechowski, mężczyzna odpowie za popełnienie czterech przestępstw. Zdaniem prokuratury Mieszko C. tworzył fałszywe wyobrażenia, że obligacje jego spółki są to „oferty wyselekcjonowane, sprawdzone, kierowane do grupy wybranych inwestorów i ściśle ograniczone w czasie”.

– Zatajając tym samym prawdziwe dane, które mogły w istotny sposób wpłynąć na ocenę zdolności emitenta do wykonania zobowiązań wynikających z obligacji, jak również rozpowszechniał nieprawdziwe informacje i przemilczał informacje o stanie majątkowym oferenta, mające znaczenie dla nabycia wyemitowanych papierów wartościowych – przekazał w komunikacie prok. Ciechanowski.

44-letni C. odpowie za cztery przestępstwa

Mieszko C., odpowie też za to, że od maja 2018 roku do sierpnia 2020 r. przywłaszczył sobie pieniądze uzyskane ze sprzedaży obligacji emitowanych przez kierowaną przez siebie spółkę, nie dokonując ich wypłaty w dniu ich zapadalności. Poszkodowanych zostało 356 osób, na kwotę ponad 48,6 mln zł.

Prokuratura oskarżyła mężczyznę też o to, że pomimo grożącej niewypłacalności kierowanej przez siebie spółki uszczuplił zaspokojenie wielu wierzycieli przez to, że przepisał swój majątek o wartości ponad 1,5 mln zł na swoją matkę. Chodzi o kilka nieruchomości i dwa jachty. Mieszko C. usłyszał też zarzut, że jako prezes spółki nie złożył wniosku o jej upadłość, pomimo że powstały warunki uzasadniające upadłość.
Źródło info i foto: interia.pl

Wyrzucił żonę przez balkon. Akt oskarżenia gotowy

Sąd we Wrocławiu rozpatrzy sprawę podejrzanego o zabójstwo Wojciecha K. Miał on wyrzucić swoją żonę przez balkon. Kobieta poniosła śmierć na miejscu. Wojciech K. miał w chwili zatrzymania ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Do Sądu Okręgowego we Wrocławiu trafił akt oskarżenia przeciwko Wojciechowi K., któremu zarzuca się zabójstwo swojej żony Weroniki. Oskarżony miał w nocy z 16 na 17 sierpnia 2021 roku wyrzucić kobietę przez balkon. Spadła ona z wysokości drugiego piętra. W wyniku upadku poniosła śmierć na miejscu.

Jak ustalono w toku prowadzonego śledztwa, między małżonkami dochodziło wielokrotnie do kłótni. Oskarżony od wielu lat nadużywał alkoholu, pod wpływem którego stawał się agresywny. W rodzinie były prowadzone niebieskie karty i odnotowywano interwencje policji związane z agresywnym zachowaniem mężczyzny.

W nocy z 16 na 17 sierpnia 2021 r, w trakcie awantury domowej, mężczyzna przeciągnął kobietę na balkon, podniósł ją obiema rękoma, przełożył przez balkon i wyrzucił z drugiego piętra. Wezwane na miejsce służby ratunkowe i policja, pomimo podjętej akcji ratunkowej, nie zdołały uratować pokrzywdzonej. Kobieta zmarła na miejscu.

W toku śledztwa wykonano liczne czynności dowodowe m.in. w postaci przesłuchania świadków, eksperyment procesowy z udziałem oskarżonego, w toku którego ujawniono szczegóły zdarzenia, przeprowadzono oględziny zewnętrzne i wewnętrzne zwłok pokrzywdzonej, przeprowadzono ekspertyzy biologiczne, daktyloskopijne i z zakresu informatyki.

W obszernej analizie materiału dowodowego biegli wykluczyli możliwość samodzielnego skoku lub zsunięcia się pokrzywdzonej z balkonu. Stwierdzili, z największym prawdopodobieństwem, że pokrzywdzona została wyrzucona przez barierę balkonu – podała prokuratura we Wrocławiu. Oskarżonemu grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż lat 8 lub kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Manchester: 5-letni Jakub zginął, próbując ratować matkę. Policja ujawnia nowe informacje

44-letni Suleman A. został oskarżony o zabójstwo 15-latka z Polski i usiłowanie zabójstwa jego matki – podała w poniedziałek policja z Manchesteru. Jakub Sz. zginął, próbując pomóc zaatakowanej nożem matce. Do napaści doszło w czwartek wieczorem w domu ofiar. 15-letni Jakub zmarł w szpitalu w wyniku ran kłutych, których doznał, gdy próbował pomóc matce zaatakowanej nożem przez sprawcę. Matka chłopca Katarzyna B. również doznała ciężkich obrażeń i przebywa w szpitalu, jej stan jest stabilny.

44-letni Suleman A. został zatrzymany następnego dnia w hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii. Jak podała policja z Manchesteru, przypuszcza się, że sprawca i jego ofiary znali się wcześniej. 

Oskarżony, który nie ma stałego adresu zamieszkania, jeszcze w poniedziałek stanie przed sądem magistrackim dla Manchesteru i Salford. Posiedzenie będzie miało charakter wyłącznie proceduralny i będzie się sprowadzało do potwierdzenia jego tożsamości i wyznaczenia terminów kolejnych etapów procesu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Były strażnik miejski skazany. Zabił ciężarną żonę

Sąd Apelacyjny w Katowicach wydał wyrok w sprawie Piotra Sz., który został oskarżony o zabicie żony będącej w szóstym miesiącu ciąży. Kara pozbawienia wolności na 25 lat została zaostrzona. Mężczyzna spędzi za kratami całe życie. Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w październiku 2021 r. w bielskim sądzie okręgowym. Zaskarżyły go wszystkie strony procesu. Prokuratura żądała dla oskarżonego dożywocia, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych chciał uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do pierwszej instancji. Obrona nieprawomocny wyrok uważała za zbyt surowy.

Do zabójstwa doszło jesienią 2019 r. Piotr Sz., wówczas funkcjonariusz bielskiej straży miejskiej, od pewnego czasu nie żył z żoną w zgodzie. Gdy kobieta była już w ciąży, zaczął romansować z koleżanką z pracy. Małżeństwo zaczęło się rozpadać. 17 października doszło do kolejnej awantury. Podczas niej udusił kobietę. Moment zabójstwa został zarejestrowany na nagraniu audio. Jak mówili oskarżyciele, ofiara „nagrała własną śmierć”.

Po zabójstwie sprawca owinął zwłoki w folię, wywiózł w okolice Siewierza i porzucił w lesie. Po wszystkim poszedł zagrać w piłkę, a następnego dnia do pracy. Dzwonił też do teściowej, pytając o żonę. Udawał zaniepokojonego. Zgłosił zaginięcie kobiety. Ruszyły poszukiwania. Policja od początku podejrzewała, że Sz. mógł popełnić zbrodnię. Został zatrzymany. Krótko potem przypadkowa osoba znalazła ciało kobiety.

Przyznał się do morderstwa. Wyrok jest prawomocny

Śledczy oskarżyli Piotra Sz. o zamordowanie ze szczególnym okrucieństwem żony będącej w szóstym miesiącu ciąży – dziecko również zmarło – a także wcześniejsze fizyczne i psychiczne znęcanie się nad żoną. Mężczyzna przyznał się do morderstwa. Nie godził się jednak z tym, że znęcał się nad kobietą. Poniedziałkowy wyrok jest prawomocny.
Źródło info i foto: onet.pl

Pierwszy taki proces. Rosyjski żołnierz przyznał się do zabicia ukraińskiego cywila

Pierwszy rosyjski żołnierz, który stanął przed ukraińskim sądem, żeby odpowiedzieć za zbrodnie wojenne, przyznał się do zamordowania nieuzbrojonego cywila w obwodzie sumskim. 21-letniemu Rosjaninowi grozi dożywocie. Proces toczy się w sądzie rejonowym w Kijowie. 21-letni Wadim Sziszimarin jest oskarżony o zbrodnie wojenne. Został on schwytany przez siły ukraińskie na początku marca – kilka dni po rozpoczęciu wojny.

Sziszimarin pod koniec lutego jechał prywatnym skradzionym samochodem z innymi rosyjskimi żołnierzami. Próbowali w ten sposób uciec przed ukraińskimi siłami, które rozbiły ich konwój 28 lutego. Żołnierze trafili do wsi Czupachówka, gdzie natknęli się na 62-leniego mężczyznę, który jechał na rowerze i rozmawiał przez telefon.

Żołnierz otrzymał rozkaz zastrzelenia cywila, aby ten nie poinformował ukraińskich obrońców o ich położeniu. Sziszimarin oddał kilka strzałów przez otwarte okno samochodu w głowę ofiary, zabijając mężczyznę na miejscu.

Ukraińscy urzędnicy twierdzą, że zdarzenie zostało zarejestrowanie na filmie, ale nagranie nie trafiło do mediów. Sziszimarin już w zeszłym tygodniu w filmie nagranym przez prokuratorów opowiedział o zdarzeniu. Rozkazano mi strzelać. Strzeliłem w niego jedną serią. On upadł, pojechaliśmy dalej – ­mówił.

To pierwszy taki proces od czasu rozpoczęcia inwazji. Ukraina twierdzi, że Rosjanie popełnili w ich kraju ponad 10 tysięcy zbrodni wojennych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ukraina: Ruszył pierwszy proces o zbrodnie wojenne

W Kijowie ruszył proces rosyjskiego żołnierza. Mężczyzna oskarżony jest o zbrodnie wojenne. To pierwszy tego rodzaju proces od początku wojny – podkreśla agencja informacyjna AP. 21-letni sierżant jednostki pancernej, Wadim Szyszymarin, zastrzelił w pierwszym tygodniu wojny 62-letniego cywila, mieszkańca wsi Czupachiwka w obwodzie sumskim. Po tym, jak trafił do niewoli, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) opublikowała nagranie, w którym rosyjski wojskowy przyznaje się do winy.

„Kazano mi strzelać. Strzeliłem raz. On upadł. My szliśmy dalej” – powiedział Szyszymarin.

Rosyjskiemu sierżantowi za popełniony czyn grozi dożywocie. Mamy 41 podejrzanych w sprawach, z którymi będziemy gotowi wystąpić do sądu – oznajmiła w piątek ukraińska prokurator generalna Iryna Wenediktowa w telewizji. Dodała, że wszystkie te sprawy dotyczą przestępstw, choć różnego rodzaju: bombardowań cywilnej infrastruktury, zabójstwa cywilów, gwałtów oraz szabrownictwa.

Według prokurator generalnej w następnym tygodniu odbędą się wstępne przesłuchania dwóch innych Rosjan, którzy znajdują się na Ukrainie – w sprawie bombardowań cywilnej infrastruktury i budynków mieszkalnych.

Jeszcze w kwietniu ukraińskie władze uruchomiły cyfrowe archiwum rosyjskich zbrodni wojennych. Zebrane dowody na okrucieństwa popełnione przez armię rosyjską na Ukrainie zapewnią, że ci zbrodniarze wojenni nie będą mogli uciec przed wymiarem sprawiedliwości – poinformował szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba.

UE powołała natomiast wspólny zespół dochodzeniowo-śledczy z Ukrainą w celu gromadzenia dowodów i prowadzenia dochodzeń w sprawie zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. Komisja zapewni wszelkie niezbędne wsparcie techniczne i finansowe we wszystkich dochodzeniach prowadzonych przez UE – zapewniła szefowa KE Ursula von der Leyen.

Na wciąż ogarniętych wojną terenach starają się już działać ukraińscy prokuratorzy. Przesłuchują jeńców i świadków wydarzeń, zbierają materiały filmowe i zdjęcia, szczegółowo dokumentują zbrodnie wojenne popełniane przez Rosjan.
Źródło info i foto: RMF24.pl

21-latek skazany. Zabił rodziców i brata siekierą

Na karę dożywotniego więzienia skazał w piątek Sąd Okręgowy w Świdnicy 21-letniego Marcelego C, oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swoich rodziców i młodszego brata. Do zabójstwa doszło w grudniu 2020 r. w Ząbkowicach Śląskich (woj. dolnośląskie). Proces, który rozpoczął się w październiku 2021 r., toczył się przed świdnickim sądem z wyłączeniem jawności. W piątek zapadł wyrok w tej sprawie. – Sąd skazał Marcelego C. na karę dożywocia za każde z zabójstw. Pozbawił oskarżonego też na 10 lat praw publicznych – powiedziała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy sędzia Marzena Rusin-Gielniewska. C. będzie mógł strać się o przedterminowe zwolnienie z więzienia dopiero po upływie 30 lat. Wyrok jest nieprawomocny.

Do zabójstwa doszło w grudniu 2020 r. w jednym z domów w Ząbkowicach Śląskich. Według ustaleń śledztwa Marceli C. zadał rodzicom i 7-letniemu bratu śmiertelne ciosy siekierą w czasie, gdy spali. Następnie upozorował napad rabunkowy na swój dom. 

„Zawiadomił policję o napadzie rabunkowym”

– Starał się zatrzeć ślady przestępstwa, próbując spalić i ukryć ubranie, które miał na sobie podczas zdarzenia oraz siekierę. Po powrocie do domu, Marceli C. wyszedł na dach i zawiadomił policję o napadzie rabunkowym – relacjonował wcześniej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk.

C. został oskarżony o dokonanie ze szczególnym okrucieństwem trzech zabójstw. Śledczy wskazują, że kierował się motywacją zasługującą na szczególne potępienie. – Zabójstwo rodziców zostało dodatkowo zakwalifikowane jako popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, ponieważ po dokonanych czynach, Marceli C. zabrał z domu pieniądze w kwocie 8,7 tys. zł, które planował przeznaczyć na ucieczkę z kraju – dodał prokurator Orepuk. 21-latek, według prokuratury, przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia.

W toku śledztwa przeprowadzono obserwację psychiatryczną oskarżonego. – Z uzyskanej opinii biegłych lekarzy psychiatrów wynika, że C. był i jest osobą w pełni poczytalną – powiedział prokurator. Biegli psycholodzy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna w Krakowie stwierdzili u C. zaburzenie osobowości polegające na braku empatii i wrażliwości, zgeneralizowaną wrogość, a nawet nienawiść wobec otoczenia. Biegli stwierdzili też, że mężczyznę cechuje silny egocentryzm i obwinianie innych, w tym członków swojej rodziny za niepowodzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szef Frontexu podał się do dymisji. Jakie zarzuty?

Fabrice Leggeri, który sam podał się do dymisji, był oskarżany o tolerowanie nielegalnego „odpychania” migrantów oraz nieprawidłowości w zarządzaniu największą agencją UE. Frontex ma siedzibę w Warszawie.

Francuz Fabrice Leggeri w piśmie, w którym oddał się do dyspozycji zarządu Fronteksu, nie wskazał na żadne wysuwane przeciw niemu zarzuty. Jednak na szefostwo tej szybko rozrastającej się agencji od miesięcy spadały kolejne oskarżenia o nierespektowanie praw człowieka na granicach Unii oraz o nadużycia w zarządzaniu. W Fronteksie, czyli Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, pierwsze skrzypce – ze względu na jej uprawnienia w dziedzinie bezpieczeństwa – odgrywają kraje członkowskie Unii, a nie wspólnotowe instytucje z Brukseli. Zarząd Fronteksu, który przyjął w piątek [29.04.22] dymisję Leggeriego, składa się z dwóch wysłanników Komisji Europejskiej oraz z przedstawicieli 26 krajów UE (bez Irlandii). Stanowcza większość poparła dymisję bez wszczynania postępowania dyscyplinarnego wobec Francuza.

Pushbacki w śledztwach dziennikarskich

Rezygnacja Leggeriego nastąpiła po dochodzeniu prowadzonym przez unijną agencję ds. zwalczania nadużyć finansowych OLAF. Jego wyniki są na razie poufne, ale zdaniem francuskiego „Le Point” raport miał wytykać szefowi Fronteksu, że nie przestrzegał procedur, źle zarządzał personelem. Z kolei w tym tygodniu wyniki swego kolejnego śledztwa co do uwikłania Fronteksu w nielegalne „odpychanie” migrantów (pushbacki) opublikowała organizacja Lighthouse Reports wraz z m.in. „Der Spieglem” i „Le Monde”. Ustalono, że Frontex odnotowywał przypadki pusbacków na wodach greckich w okresie od marca 2020 r. do września 2021 r. jako – to forma tuszowania łamania prawa – „operacje mające na celu zapobieganie napływowi migranów przeprowadzane na wodach tureckich”.

Działacze Lighthouse Reports oraz m.in. „Der Spiegla” uzyskali dostęp do bazy danych Fronteksu i potem dopasowywali jej rejestry do zdjęć oraz filmów z operacji pushbacków. Jak pisze „Der Spiegel”, to śledztwo dziennikarskie prowadzi do podejrzeń, że Frontex mógł być uwikłany – co najmniej poprzez swój brak interwencji w nielegalne działania – w pushbacki kilkuset migrantów od marca 2020 r. do września 2021 r. – Natomiast w 22 z tych przypadków dostępność informacji ze źródeł otwartych, takich jak zdjęcia uchodźców w greckich tratwach ratunkowych, pozwala bez żadnych wątpliwości określić je jako pushbacki – przekonuje „Der Spiegel”.

Dylematy Leggeriego

Leggeri już w zeszłym roku został ostro skrytykowany przez specjalną komisję Parlamentu Europejskiego, która oskarżyła Frontex o brak dostatecznej troski o ochronę praw człowieka w przypadku osób ubiegających się o azyl. Natomiast 54-letni Leggeri przekonuje w swym piśmie rezygnacyjnym, że „oddaje swój mandat zarządowi, ponieważ wydaje się, że mandat Fronteksu, na którego podstawie został wybrany, został po cichu zmieniony”. Istotnie, Francuz w ostatnich miesiącach publicznie mówił, że jest zdezorientowany, czy jego rolą jest utrudnianie migrantom wjazdu do Europy czy nadzorowanie właściwego traktowania osób ubiegających się o azyl przez krajowe agencje graniczne. – Jak mamy działać pomiędzy imperatywem, by nie pozwalać na nielegalne przekraczanie granicy, a zasadą non-refoulement rozumianej tak, że każdy może prosić o ochronę – pytał Leggeri.
Źródło info i foto: dw.com

Kamil Sz. przyznał się do zabójstwa znajomego. Zadawał mu ciosy nożem i siekierą

Kamil Sz. zaatakował 62-letniego znajomego podczas spotkania przy alkoholu w miejscowości Krupe (woj. lubelskie) w nocy z niedzieli na poniedziałek. Zadawał mu ciosy nożem i siekierą. Mężczyzna został oskarżony o morderstwo 62-latka i przyznał się do zbrodni. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Do zdarzenia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek (3-4 kwietnia). Policja dostała zgłoszenie od mieszkającej po sąsiedzku osoby, że w jednym z domów we wsi Krupe w powiecie krasnostawskim (woj. lubelskie) znaleziono zwłoki 62-letniego samotnie mieszkającego mężczyzny – poinformowała młodsza aspirant Jolanta Babicz z lubelskiej policji.

Kiedy funkcjonariusze dotarli pod wskazany adres, w jednym z pomieszczeń domu znaleźli ciało w kałuży krwi i z licznymi obrażeniami, które wskazywały na ciosy zadane ostrym narzędziem. Według prokuratury były to nóż oraz siekiera. Na miejscu przez wiele godzin pracowali policyjni technicy, a także prokurator.

29-letni mieszkaniec gminy Krasnystaw Kamil Sz. został zatrzymany w związku z przestępstwem i przyznał się do popełnionego przestępstwa. Jak wynika z ustaleń policji, mężczyźni się znali, a w dniu zdarzenia razem spożywali alkohol. Tragicznej nocy miało dojść między nimi do kłótni, podczas której młodszy z nich zaatakował 62-latka. Miał chwycić za nóż kuchenny, po czym zadać mu szereg ciosów, a siekierą uderzyć w jego głowę. Ofiara w wyniku doznanych obrażeń zmarła na miejscu. Sprawca po popełnieniu zbrodni uciekł, jednak szybko został zatrzymany przez funkcjonariuszy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl