Kulisy zabójstwa 19-letni Aleksandry B. Kamil M. został skazany na dożywocie. Zadał ofierze ponad 100 ciosów nożem

Dźgał bez opamiętania, pastwił się nad bezbronną ofiarą. Uderzał po całym ciele. Kiedy złamało się ostrze, pobiegł po drugi nóż i dokończył krwawego dzieła. Zadał w sumie ok. 100 ciosów! Sąd Okręgowy w Świdnicy (woj. dolnośląskie) skazał właśnie Kamila M. (20 l.) za zabójstwo swojej dziewczyny Oli B. (†19 l.) na dożywocie.

Dźgał bez opamiętania, pastwił się nad bezbronną ofiarą. Uderzał po całym ciele. Kiedy złamało się ostrze, pobiegł po drugi nóż i dokończył krwawego dzieła. Zadał w sumie ok. 100 ciosów! Sąd Okręgowy w Świdnicy (woj. dolnośląskie) skazał właśnie Kamila M. (20 l.) za zabójstwo swojej dziewczyny Oli B. (†19 l.) na dożywocie. Do tej okrutnej zbrodni doszło 9 stycznia 2017 r. w Ząbkowicach Śląskich. Kamil i Ola uczyli się w jednej klasie miejscowego liceum. Ona wesoła, towarzyska, wzorowa uczennica. On małomówny, zamknięty w sobie. Tworzyli parę, wyglądali na szczęśliwych… Dlaczego więc zabił? Kamil M. podczas śledztwa i procesu nie wyjawił tego.

Feralnego dnia przyszedł do mieszkania Oli około południa. Dziewczyna źle się czuła, nie poszła do szkoły. W trakcie rozmowy coś się stało. Może chciała zakończyć związek? – W pewnym momencie, bez słowa, poszedłem do kuchni. Z suszarki wziąłem nóż, wróciłem do pokoju i zadałem jej pierwszy cios w gardło. Następnie zacząłem jej zadawać ciosy w okolice brzucha, klatki piersiowej oraz głowy. Ona krzyczała: „Co ty robisz?!”, a potem: „Pomocy!” – opisywał Kamil M. Po którymś uderzeniu nóż się złamał. Poszedł po drugi… Po zabójstwie sam zgłosił się na komisariat i powiedział, co zrobił. Nie był pod wpływem alkoholu ani narkotyków. Sekcja zwłok wykazała, że Ola otrzymała ok. 100 ciosów. Niektóre z uderzeń zadawane były kilkakrotnie w to samo miejsce. W trakcie śledztwa chłopak został poddany obserwacji psychiatrycznej i biegli uznali, że jest poczytalny. Sąd w Świdnicy opisał działanie Kamila M. jako „niewyobrażalne okrucieństwo”. Dodał też, że oskarżony nie przejawiał skruchy ani refleksji nad tym, co się stało. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku zabójca zabrał głos.

– Wysoki Sądzie, ja jako człowiek czuję się naprawdę niebezpieczny i proszę o całkowite odizolowanie mnie – powiedział. Kamil M. został skazany na dożywocie, o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać najwcześniej po 40 latach. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: se.pl

W Niemczech marsz upamiętniający Polkę zabitą w Reutlingen

Polska społeczność w Reutlingen w Niemczech upamiętniła w sobotę 45-letnią Polkę, zabitą w minioną niedzielę przez jej znajomego z pracy. Marsz milczenia odbył się w pobliżu miejsca zbrodni, dokonanej w centrum miasta. – Przedstawiciel konsulatu generalnego RP w Monachium uczestniczył dzisiaj w marszu pamięci w Reutlingen. W trakcie marszu złożył wiązankę kwiatów w miejscu tragicznej śmierci Polki – powiedział szef biura prasowego MSZ Rafał Sobczak.

Marsz zorganizowany został przez miejscową Polonię. Sobczak poinformował, że wzięło w nim udział według miejscowej policji kilkaset osób.

– W związku z tragiczną śmiercią nasze służby konsularne są w bezpośrednim kontakcie z rodziną zmarłej. Udzielamy rodzinie pomocy. W ramach opieki konsularnej pomagamy we wszelkich możliwych procedurach w tym m.in. w związku ze sprowadzeniem ciała do Polski – dodał szef biura prasowego.

W Niemczech dostał azyl

21-letni zabójca i jego ofiara, 45-letnia Polka, razem pracowali w restauracji serwującej kebab w Reutlingen w Badenii-Wirtembergii. Do tragedii doszło w okolicach dworca autobusowego. Po kłótni mężczyzna uderzył kobietę nożem do krojenia kebabu w głowę, śmiertelnie ją raniąc.

Uciekając z miejsca zbrodni, sprawca zranił nożem o 60-centymetrowym ostrzu pięć dalszych osób. Podczas ucieczki mężczyzna wpadł pod samochód. Ranny, został zatrzymany przez policjantów. W akcji brało udział stu funkcjonariuszy. Policja zdementowała doniesienia niemieckich mediów, że kobieta była w ciąży. Napastnik pochodził z Syrii; w Niemczech dostał azyl jako uchodźca.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Atak nożownika w Łodzi. Poszło o kobietę?

Krew polała się w biały dzień na ulicy Wodnej w Łodzi. 46-latek nożem kuchennym dźgnął w szyję swojego dziesięć lat młodszego rywala. Prawdopodobnie poszło o kobietę. Chwilę wcześniej doszło między mężczyznami do sprzeczki.

Widzewska prokuratura wyjaśnia okoliczności śmierci 36 – latka. Do zabójstwa doszło po godz. 16 na skrzyżowaniu Wodnej i Złotej w Łodzi. Mężczyznę ugodził nożem w szyję były partner jego ukochanej. 46-latek był bardzo agresywny. Miał ze sobą nóż kuchenny o długim na 15 cm ostrzu.

Zadał cios i uciekł. Zostawił na ulicy ofiarę z wbitym w szyję ostrzem. Nie interesowało go, że 36-latek może się wykrwawić. Zabarykadował się w swoim mieszkaniu niedaleko. Udało się jednak go zatrzymać. Był pijany. Prawdopodobnie zaatakował rywala z zazdrości. Na miejscu pracują jeszcze śledczy zabezpieczający dowody zbrodni. Wiadomo już, że zdarzenie zarejestrował monitoring.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Konrad S. przyznał się do jeszcze jednego zabójstwa

Odsiadujący wyrok dożywotniego więzienia Konrad S. napisał do sądu, prokuratury i policji listy, w których przyznał się do jeszcze jednego zabójstwa, o które nikt go nie podejrzewał. – Zdecydowałem się na to, gdy zostałem sam po śmierci ojca – wyjaśnił.

Dwóch młodych mężczyzn zginęło, a jeden doznał ciężkich obrażeń, ponieważ przypadkiem spotkali na swojej drodze Konrada S., który sfrustrowany brakiem pracy jeździł po Warszawie autobusami i tramwajami. Mężczyzna nosił przy sobie nóż. Zwykły, kuchenny, z ok. 20-centymetrowym ostrzem. Nie potrafił powiedzieć, do czego miał mu służyć. Może do obrony pustostanu na Okęciu, w którym nocował.

Pewne jest, że S. użył noża aż trzykrotnie. W 2007 r. został zatrzymany za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa. Został skazany za ten przestępstwa na dożywocie. Nie powiedział jednak ani w śledztwie, ani w czasie procesu, że ma na sumieniu jeszcze jedną ofiarę. Sumienie ruszyło go osiem lat później.

Skrucha

W 2015 r. do sądu, prokuratury i policji w Warszawie trafiły listy Konrada S. Mężczyzna pisał, że odbywa karę dożywocia, ale ruszyło go sumienie i chce się przyznać do jeszcze jednej zbrodni, której się dopuścił. – Chciałbym przyznać się do wszystkich złych rzeczy. Zdecydowałem się na to po kilku latach więzienia, gdy zostałem sam po śmierci ojca, który jako jedyny odwiedzał mnie w więzieniu – przekonywał S.

Policjanci stołecznego wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw szybko potwierdzili, ze Konrad S. mówi prawdę.

Mężczyzna przyznał, że to on 30 maja 2006 r. zadał kilka ciosów nożem 26-letniemu Grzegorzowi M. na przystanku tramwajowym na pl. Zawiszy. Twierdził, że nie planował zbrodni. Po prostu gdy wychodził z tramwaju, M. potrącił go. Kłótnia przerodziła się w przepychankę. – Zaj…, ci – rzucił S. oponentowi. Ten zaś nie chciał odpuścić. Gdy Grzegorz M. wysiadł z tramwaju, S. go zaatakował. Obaj mężczyźni przez chwilę okładali się pięściami. W końcu S. wyjął nóż, który nosił przy sobie i zadał przeciwnikowi kilka ciosów. 26-letni chłopak zmarł na miejscu, a sprawca uciekł. Nie pomogło zabezpieczenie nagrań z monitoringu i publikacja portretu pamięciowego zabójcy.

Konrad S. twierdził po latach, że zaatakował M., bo ten go zdenerwował. Policjanci nazwali Konrada S. „Pasażerem” lub „Podróżnikiem”, bo atakował zawsze po wyjściu z autobusu lub tramwaju.

Brutalna furia

W podobny sposób S. atakował jeszcze dwa razy, za co został skazany. Do jednego z ataków doszło po kłótni z pasażerem na pętli na Okęciu; poważnie zraniony w szyję mężczyzna miał szczęście, bo szybko udzielono mu pomocy.

Kolejną ofiarą, o której wiadomo, był 29-letni mężczyzna. 21 stycznia 2007, kilka minut przed godz. 19 w autobusie linii 190 Konrad S. wdał się w awanturę z nieznanym mu rówieśnikiem. W pewnym momencie S. wyjął nóż, którym kilkakrotnie ugodził 29-latka. Gdy autobus zatrzymał się na pętli przy ul. Górczewskiej, napastnik nie odpuścił rannemu i zadał kolejne ciosy. Niestety, młody mężczyzna mimo natychmiastowej reanimacji zmarł w szpitalu. Konrada S. zatrzymali pasażerowie. Byli tak poruszeni wydarzeniem, że nożownikowi groził lincz. Konrada S. „uratowali” strażnicy miejscy, którzy postanowili interweniować, widząc „podejrzane zamieszanie” na przystanku.

To nie seryjny morderca

Stołeczni policjanci sprawdzali, czy „Podróżnik” nie ma na sumieniu jeszcze większej liczby ofiar. Analizowano niewyjaśnione napady czy ataki z użyciem noża w Warszawie w latach 2005-2007. Nie znaleziono dowodów wskazujących, że popełnił inne, równie brutalne przestępstwa.

Teraz za kolejne zabójstwo, S. grozi nawet dożywocie, ale z racji skruchy i powiadomienia śledczych o przestępstwie zapewne będzie mógł liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary.
Żródło info: TVP.info

Były zakładnik opisuje tortury psychologiczne stosowane przez IS

Hiszpański dziennikarz Javier Espinosa, były zakładnik przetrzymywany w Syrii przez dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS), opisuje na łamach gazety „Sunday Times” stosowanie przez nich psychologicznych tortur i tzw. pozorowanych egzekucji. – Mówili mi: „wyobraź sobie ból, który poczujesz, niewyobrażalny ból”. Espinosa pisze, że w tzw. pozorowanych egzekucjach (ang. mock executions) przewodnią rolę odgrywał bojownik Mohammed Emwazi, pojawiający się na wielu nagraniach wideo Państwa Islamskiego, na których ostatecznie obcina głowy zakładnikom.

Dziennikarz dodaje, że Emwazi wykorzystywał do swych tortur „zabytkowy miecz, jakiego używali muzułmanie w średniowieczu”. – Dotykał mojej szyi ostrzem i mówił: „Czujesz to? Zimny, czyż nie? Wyobraź sobie ból, który poczujesz, gdy będzie cię ciął. Niewyobrażalny ból” – relacjonuje Espinosa na łamach „Sunday Times”. Następnie terrorysta przystawiał do jego głowy pistolet Glock i trzykrotnie pociągał za spust. Inni zakładnicy byli poddawani podobnym praktykom. Jak podkreśla Espinosa, bojownicy IS czerpali przyjemność z tego, że codziennie mówili swym zakładnikom, że zostaną ścięci.

– Bitelsi (ang. The Beatles) – jak nazywaliśmy trzech brytyjskich bojowników nas strzegących – uwielbiali ten rodzaj przedstawienia. Kazali mi usiąść na podłodze, boso, z ogoloną głową, ale zapuszczoną brodą, w pomarańczowym uniformie, jaki nosili więźniowie w słynnym amerykańskim więzienia w Guantanamo – dodaje Hiszpan. Espinosa, korespondent „El Mundo” na Bliski Wschód, wraz z fotoreporterem Ricardo Garcią Vilanovą został uprowadzony we wrześniu 2013 r. przez – jak wówczas podawano – powiązane z Al-Kaidą ugrupowanie islamistyczne Islamskie Państwo Iraku i Lewantu (ISIL – dawna nazwa IS). Został uwolniony pół roku później.

Według brytyjskich mediów urodzony w Kuwejcie i pochodzący z zachodniego Londynu Mohammed Emwazi to mężczyzna nazywany „Dżihadi Johnem”. W nagraniach wideo opublikowanych w internecie przez Państwo Islamskie pojawia się ubrany na czarno bojownik, w kominiarce na głowie, trzymający w ręku nóż i mówiący z angielskim akcentem; najpewniej to on dokonał egzekucji trzech Amerykanów i dwóch Brytyjczyków.
Żródło info i foto: onet.pl

Bogdan K. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo żony

Bogdan K. (49 l.) z Nietążkowa (woj. wielkopolskie) zabił swoją żonę Honoratę (+37 l.), wbijając w jej ciało trzydzieści sześć razy ostrze specjalnie kupionego noża. Twierdził, że zrobił to, bo żona tylko udawała, że go kocha i chciała zawładnąć jego życiem. Ale sąd ustalił, że było dokładnie odwrotnie – że to Bogdan K. znęcał się nad żoną. Skazał go na 25 lat więzienia. Podczas procesu sąd ustalił, że Honorata była przez męża traktowana okropnie i to ona była ofiarą w tym związku. Skazując mężczyznę na 25 lat więzienia, sędzia podkreśliła, że moralną współodpowiedzialność za tę tragedię ponosi rodzina Bogdana K, która nie robiła nic, gdy ten źle traktował żonę. Jej zdaniem zabójstwo było końcowym efektem spirali przemocy. Biegli orzekli, że mężczyzna ma zaburzenia osobowości, ale nie uzasadniają one działania w afekcie. Bogdan K. miał ich zdaniem ograniczoną zdolność pokierowania swoim zachowaniem, choć rozumiał znaczenie czynu, który popełnił. Wyrok nie jest prawomocny. Żródło info i foto: Fakt.pl

Ranny policjant chciał popełnić samobójstwo?

W Nowej Soli, w aucie znaleziono 24-letniego policjanta z ranami od noża w okolicach serca. Mężczyzna przeszedł dwie, wielogodzinne operacje w zielonogórskim szpitalu. Jego stan jest ciężki, ale stabilny. Nadal nie wiadomo, w jaki sposób został ranny. O ciężko rannym pacjencie lekarze nowosolskiego szpitala powiadomili policję w sobotę nad ranem, o godz. 5.15. Mężczyznę do lecznicy przywiozła grupka osób. Jego stan był ciężki. Został ranny nożem w pobliżu serca (ostrze przebiło płuco), głowy oraz brzucha. Lekarze nie mieli wątpliwości – ktoś próbował go zabić. Lekarze powiadomoli śledczych. Ci rozpoznali poszkodowanego. Okazał się nim ich 24-letni kolega, starszy posterunkowy z sekcji konwojowej, Tomek. Tej nocy nie pełnił służby. Żródło info i foto: POLICYJNI.pl

Zabił własną żonę

60-letni Henryk P. z Czerska, podejrzany o zabójstwo swojej żony, spędzi najbliższe trzy miesiące w areszcie. W momencie zatrzymania mężczyzna miał w organizmie ponad 3 promile alkoholu. W niedzielne przedpołudnie ciało kobiety odnaleziono w piwnicy mieszkania małżeństwa – pisze policja.pl
W niedzielę 8 lutego dyżurny Policji w Chojnicach został powiadomiony przez dyspozytora pogotowia ratunkowego, że w Czersku, najprawdopodobniej w wyniku ugodzenia nożem, zmarła kobieta. Kilka minut później na miejscu zdarzenia byli już policjanci i pogotowie. Na podwórzu, przed domem, funkcjonariusze zastali 60- letniego Henryka P., który powiedział, że żona przypadkowo nadziała się na nóż. Policjanci zeszli do piwnicy budynku i tam znaleźli zwłoki kobiety.
Zródlo info: policja.pl