30-latka z Łodzi oszukała ludzi na milion złotych

Łódzka policja zatrzymała 30-latkę, która wyłudziła od ludzi kwotę nawet miliona złotych. Swój „biznes” prowadziła od maja 2020 roku. Policja opisuje, jak wyglądał cały proceder. Kobiecie grozi teraz kara do 8 lat więzienia.

Policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością z komendy wojewódzkiej w Łodzi, od pewnego czasu wspólnie prokuraturą, prowadzili czynności związane z oszustwami przy sprzedaży internetowej. „W tym konkretnym postępowaniu zebrany materiał wskazuje na to, że 29-letnia mieszkanka Łodzi w okresie od maja 2020 do stycznia 2022 roku, zakładając w sieci fałszywe sklepy, doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kilka tysięcy osób z terenu całego kraju wyłudzając kwotę nawet miliona złotych” – podaje Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi. Kobieta, na portalach aukcyjnych dawała ogłoszenia oferujące do sprzedaży głównie telefony i konsole do gier, których nie miała. „Generowała etykiety przewozowe i wysyłała puste koperty jedynie ze ścinkami papieru. Potwierdzenie w systemie odbioru powodowało niestety przelanie środków wpłaconych przez kupującego na rachunek wskazany przez oszustkę” – opisuje policja.
Źródło info i foto: se.pl

Niemcy: Podawała pacjentom sól fizjologiczna zamiast szczepionki na COVID-19

Pielęgniarka podawała pacjentom w Niemczech sól fizjologiczną zamiast szczepionki przeciw COVID-19. Okazała się aktywistką antyszczepionkową. Do ogromnego skandalu doszło w jednym z punktów szczepień w mieście Schortens w Dolnej Saksonii. Jak podaje dziennik „Die Welt”, pielęgniarka zamiast szczepionki wstrzykiwała pacjentom roztwór soli fizjologicznej.

Dotychczas było wiadomo, że kobieta oszukała w ten sposób sześć osób. Tłumaczyła wówczas, że stłukła ampułkę z preparatem BioNTech i nie poinformowała o niczym przełożonych.

– Według policji i prokuratury istnieją jasne przesłanki, że kobieta zaszczepiła roztwór soli zdecydowanie większej liczbie osób – powiedział w szef dolnosaksońskiego sztabu kryzysowego ds. koronawirusa Heiger Scholz.

Mowa nawet o 8557 pacjentach, którzy od 5 marca do 20 kwietnia mogli otrzymać sól fizjologiczną zamiast szczepionki. Dlaczego? Ponieważ kobieta okazała się aktywistką antyszczepionkową.

Starosta powiatu Sven Ambrosy napisał w oświadczeniu prasowym: „Fakt, że musimy wystosować ten apel, bardzo mnie niepokoi, ponieważ wielu naszych obywateli może teraz nie mieć zapewnionej ochrony przed koronawirusem, której chcieli, i do której mają prawo. Dlatego teraz najważniejsze jest dla nas informowanie tych osób, odpowiadanie na ich pytania i oferowanie dalszych szczepień. W związku z tym proszę wszystkich obywateli o kontakt, jeśli otrzymali szczepionkę we wspomnianym okresie”.
Źródło info i foto: wp.pl

Katowice: CBA zatrzymało 4 osoby

Katowicka spółka Open-Net dostała prawie 10 mln zł unijnej dotacji na budowę sieci internetu szerokopasmowego, ale inwestycja nie została wykonana. CBA dzisiaj zatrzymało 4 osoby, w tym prezesa spółki.

Zatrzymania są efektem prowadzonego przez CBA śledztwa w sprawie wyłudzenia w latach 2013-2015 przez katowicką spółkę akcyjną blisko 10 mln zł unijnej dotacji na budowę sieci szerokopasmowego dostępu do Internetu na terenie 29 miejscowości w województwach łódzkim i śląskim. Sieć w nie powstała w ogóle albo tylko szczątkowo, ale pieniądze wypłacono.

Jak ustalono w toku śledztwa, władze spółki miały posłużyć się poświadczającą nieprawdę i nierzetelną dokumentacją. Dofinansowanie zostało uzyskane z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007-2013 za pośrednictwem instytucji wdrażającej programy europejskie – obecnego Centrum Projektów Polska Cyfrowa.
Źródło info i foto: Money.pl

Założyła fałszywe biuro podróży i uciekła z pieniędzmi. Oszukała 200 osób

44-latka z Biłgoraja (woj. lubelskie) miała organizować dla swoich klientów wakacje. Jednak okazało się, że nie robiła nawet rezerwacji. Teraz szuka jej policja. Jak ustalili policjanci, 44-letnia kobieta podpisywała umowy i przyjmowała pieniądze na organizowanie wycieczek. Okazało się jednak, że było to oszustwo. Poszkodowani zaczęli zgłaszać się na policję.

Policja ustaliła, że właścicielka biura nie robiła nawet rezerwacji na te wyjazdy. Zabrała pieniądze od klientów i uciekła. Udało się jej oszukać około 180 osób. Trwają poszukiwania właścicielki biura podróży. Dochodzenie wszczęła także prokuratura. Policja nie podaje, o jakie biuro dokładnie chodzi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kim jest Katarzyna P.? To ona podejmowała decyzje dotyczące Amber Gold

Wraz ze swoim mężem Marcinem P. oszukała niemal 19 tys. Polaków na 851 mln zł, które w rezultacie przepadły. Obecnie przebywa w Zakładzie Karnym w Grudziądzu. Kim jest Katarzyna P., która w czwartek stanie przed komisją śledczą ds. Amber Gold?

Była między innymi wiceprezesem Amber Gold sp. z o.o., prezesem spółki Amber Gold Invest (poprzednio Salony Finansowe Ex – która posiadała udziały w spółce Amber Gold sp. z o.o.), prezesem Funduszu Poręczeniowego AG mającego ręczyć za lokaty Amber Gold, została też prezesem spółki PST SA, którą do rejestru przedsiębiorców wpisano 1 sierpnia 2012 r. – na dwa tygodnie przed upadkiem spółki Amber Gold.

Zdaniem śledczych Katarzyna P. uczestniczyła w podejmowaniu decyzji dotyczących funkcjonowania Amber Gold i realizowała zadania związane z funkcjonowaniem spółki. Jak ustalono, najpierw Katarzyna P. zajmowała się zatrudnieniem i szkoleniem w firmie. Za pośrednictwem swoich pracowników zapewniała klientów, że za lokaty kupowane jest srebro, złoto bądź platyna.

Tymczasem – według prokuratury – tylko 1,5 proc. sumy osiągniętej z lokat wydatkowano na zakup kruszcu. Katarzyna P. zapewniała też, że kłopoty firmy są przejściowe, a ona ma kontrolę nad złotem.
Tysiące oszukanych klientów

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. Głośno o sytuacji spółki zrobiło się w lipcu 2012 r., kiedy należące do tej niej linie lotnicze OLT Express zaczęły mieć kłopoty finansowe. Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. W połowie sierpnia 2012 r. upadłość ogłosiła spółka Amber Gold.

Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Ciąża z więziennym strażnikiem

Katarzyna P. od połowy kwietnia 2013 r. przebywa w areszcie. Media donosiły, że podczas pobytu w areszcie zaszła w ciążę i urodziła dziecko, którego ojcem jest więzienny strażnik. W marcu 2016 r. na pierwszej rozprawie przed gdańskim sądem Katarzyna P. przyznała, że ma 7-miesięczne dziecko.

Początkowo – w harmonogramie prac z lutego – przesłuchanie małżeństwa P. przez sejmową komisję śledczą planowane było na 28 i 29 marca, nie doszło jednak do niego, gdyż obrońcy Marcina P. i Katarzyny P. oświadczyli wtedy, że ich klienci nie będą zeznawać. Obrońca Marcina P. zaproponował wtedy inny termin przesłuchania. Z kolei pełnomocniczka Katarzyny P. informowała wówczas, że jej klientka skorzysta z prawa do odmowy składania zeznań.
Źródło info i foto: TVP.info

Poradnia okulistyczna naciągnęła NFZ na 3,5 mln zł?

Niemal 3,5 mln zł to wartość zakwestionowanych przez łódzki oddział NFZ świadczeń okulistycznych rzekomo wykonanych przez poradnię z Błaszek (woj. łódzkie). Przychodnia musi zwrócić te pieniądze. Z miejsca również rozwiązano z nią umowę. Kontrolę w poradni okulistycznej przeprowadzono po licznych sygnałach od pacjentów. Po zajrzeniu na swoje konto w systemie ZIP (Zintegrowany Informator Pacjenta) ze zdumieniem odkrywali, że ponoć poddawano ich kosztownym badaniom okulistycznym. Sęk w tym, że ten fakt umknął im z pamięci.

Sprytny mechanizm

Według kontrolerów przychodnia wykorzystywała ich dane, żeby wyłudzać pieniądze z NFZ. Po każdej z 14 skarg pacjentów właścicielka poradni natychmiast oddawała funduszowi należności. Tłumaczyła się błędami w sprawozdawczości. Kontrola w placówce wykazała prawdziwą skalę procederu. Brakowało dokumentacji ponad 6,5 tys. pacjentów. Kontrolerzy odkryli również prawie 2 tys. porad, które zgłoszono do NFZ, choć nie były odnotowane w dokumentacji pacjentów oraz brak wyników i opisów ponad 7,5 tys. badań.

Stracili kontrakt

Łączna wartość zakwestionowanych usług medycznych to niemal 3,5 mln zł. Poradnia musi zwrócić teraz te pieniądze funduszowi i z miejsca straciła kontrakt z NFZ. Dodatkowo wlepiono jej karę w związku z nieprawidłowościami m.in. w udzielaniu porad medycznych i prowadzeniu dokumentacji – ponad 123 tys. zł. Władze placówki mogą odwoływać się od tej decyzji do prezesa funduszu.

– Świadczeniodawca wyjaśniał kontrolerom łódzkiego NFZ, że powodem braku dokumentacji 6,5 tys. pacjentów jest awaria wodociągu, której skutkiem było częściowe jej zalanie. Zapytany, co stało się z zalaną dokumentacją medyczną, stwierdził, że część uległa samoistnemu zniszczeniu, a pozostałości spalił – opowiada rzeczniczka łódzkiego NFZ Anna Leder.

Podejrzane zalanie

– Warto zauważyć, że pierwsze pismo świadczeniodawcy informujące o zalanej dokumentacji otrzymaliśmy w momencie stanowczego żądania przedstawienia dokumentacji medycznej do kontroli – zaznacza Leder, która ocenia, że tłumaczenia przychodni są „całkowicie niewiarygodne, sprzeczne i niespójne”. Śledztwo w sprawie malwersacji prowadzi również Prokuratura Rejonowa w Sieradzu. Postępowanie dotyczy oświadczenia nieprawdy w dokumentach i doprowadzenia łódzkiego NFZ do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości.
Żródło info i foto: TVP.info

Poszukiwana oszustka z Polski

53-letnia Polka z Rzeszowa oszukała na portalu randkowym 50-letniego Brytyjczyka. Mężczyzna zakochał się i liczył, że wreszcie spotkają się i rozpoczną wspólne życie. Tymczasem kobiecie chodziło jedynie o wyłudzenie od niego pieniędzy. Obecnie szuka jej policja. Polka rozkochała w sobie Brytyjczyka z portalu randkowego. Mieszkaniec Hrabstwa Yorkshire w Anglii rozmawiał ze swoją sympatią codziennie przez 3 miesiące. W Internecie spędzali długie godziny. Mężczyzna snuł plany wspólnej przyszłości. Okazało się jednak, że jej chodziło jedynie o pieniądze.

53-letnia mieszkanka Rzeszowa poprosiła internetowego kochanka o pieniądze na bilet lotniczy, by wreszcie mogli zobaczyć się na żywo. Zakochany Yunus L. dokonał przelewu na kwotę 500 zł. Oszustka zażądała również pieniędzy na utrzymanie dla jej syna. Mężczyzna przelał jej 250 funtów, czyli ok. 1400 złotych. Od tej pory przestała odpowiadać na próby kontaktu z jego strony. Poszedł na policję. Angielscy mundurowi zanadto nie zainteresowali się tą sprawą ze względu na niską szkodliwość społeczną czyny. Podjęcie kroków prawnych w Polsce wiązałoby się z koniecznością przyjazdu do kraju w celu złożenia zeznań. Mężczyzna liczy, że uda się odnaleźć oszustkę, która posługiwała się prawdziwymi danymi.

– Ja już straciłem na tę oszustkę wystarczająco dużo pieniędzy, liczę, że policja brytyjska będzie współpracować w mojej sprawie z polską, a zeznania złożone w UK wystarczą. A dla innych mężczyzn szukających w internecie kogoś bliskiego mam radę: nie ufajcie żadnej kobiecie na tyle, by dawać pieniądze. Nigdy nie wiadomo, jakie naprawdę ma intencje. – mówi w rozmowie z nowiny24.pl pokrzywdzony Brytyjczyk Yunus L.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Policja szuka ofiar oszusta

Poznańscy kryminalni zatrzymali mężczyznę, który wyłudził od kobiety 50 tysięcy złotych. Obecnie przebywa w areszcie. 30-latek był poszukiwany kilkoma listami gończymi. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia. Policja poszukuje innych pokrzywdzonych kobiet. Policjanci wydziału kryminalnego, przy wsparciu Grupy Realizacyjnej Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu, 5 listopada br. zatrzymali 30-latka. Mężczyzna przyznał się policjantom, że nawiązywał znajomości z kobietami, od których pożyczał pieniądze na różne cele i nie zamierzał ich wcale oddawać. Były to studia lub zabiegi medyczne. Teraz odpowie za to przed sądem.

30-latek znajomości zawierał na portalach społecznościach i randkowych. Spotykał się z różnymi kobietami, które rozkochiwał w sobie. Jak ustalili śledczy, jedną z oszukanych kobiet jest mieszkanka powiatu poznańskiego. Posługując się fałszywymi dokumentami, podawał się za funkcjonariusza publicznego. Podejrzany wyłudził od pokrzywdzonej 50 tysięcy złotych. Kiedy 34-latka chciała, by mężczyzna oddał jej pieniądze – ten zaczął jej grozić.

Zatrzymany mężczyzna był poszukiwany kilkoma listami gończymi. Usłyszał zarzut podrobienia dokumentów, gróźb karalnych i oszustwa. Sąd na wniosek prokuratora zastosował wobec niego tymczasowy areszt. Grozi mu teraz do 8 lat więzienia. W kodeksie karnym za oszustwo przewidziana jest kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Zatrzymanie mężczyzny nie zamknęło jednak sprawy. Wszystkie kobiety, które rozpoznają wizerunek i padły ofiarą oszusta, proszone są o kontakt z Komendą Miejska Policji w Poznaniu pod nr. tel. (61) 841-130-77/90 lub pod całodobowym numerem alarmowym 997.
Żródło info i foto: Policja.pl

Oszukała emerytkę na ogromne pieniądze

60-letnia bydgoszczanka straciła 50 tys. zł, bo uwierzyła, że jej córka miała wypadek samochodowy w Anglii. – Mimo naszych apeli bydgoszczanie nadal dają się nabierać na tak prymitywne oszustwa – komentują policjanci. W środę przed południem do 60-latki zadzwoniła kobieta, informując, że przytrafiła się jej stłuczka samochodowa w Wielkiej Brytanii. Bydgoszczanka była przekonana, że to jej córka jest w tarapatach.

Oszustka poinformowała, że została zatrzymana przez policję. Wyjaśniała, że może uniknąć kłopotów, ale pod warunkiem przekazania łapówki dla prokuratora. Do rozmowy włączył się mężczyzna, przedstawił jako policjant. Potwierdził historyjkę o wypadku i potrzebnej gotówce. Oszuści chcieli 50 tys zł. Zdenerwowana bydgoszczanka przyznała, że ma spore oszczędności, ale na koncie w banku. Fałszywa córka zaproponowała spotkanie na ul. Gdańskiej niedaleko banku po tym, jak mama wypłaci pieniądze z konta.

Po odbiór gotówki przyszedł mężczyzna w wieku ok. 35 lat. Bydgoszczanka po powrocie do domu zadzwoniła do córki, by ją uspokoić i zapewnić, że sprawa jest już załatwiona, a pieniądze niebawem zostaną dostarczone do Anglii. – Odebrała prawdziwa córka, kobieta powiedziała, że ma się dobrze i żadnego wypadku nie miała – mówi Przemysław Słomski z biura prasowego bydgoskiej policji.

Żeby nie dać się oszukać przez fałszywego wnuczka, córkę, syna czy policjanta, funkcjonariusze apelowali do starszych osób we wszystkich mediach, w tym w Telewizji Trwam i Radiu Maryja. Poprosili też proboszczów w parafiach, by ostrzegali wiernych przed oszustami. Mimo to nadal starsze osoby padają ofiarami tego typu przestępstw. Przed Sądem Okręgowym w Bydgoszczy czeka proces dwóch mężczyzn oskarżonych o wyłudzenie w podobny sposób kwoty 229 tys. zł.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

65-letnia Anna M. wyłudziła 3 mln złotych

Aż trudno uwierzyć, że Anna M. (65 l.) spod Myszkowa na Śląsku wyłudziła od 6 banków przeszło 3 mln zł. I oszukała kilkadziesiąt osób z kilku wsi. Kobiecie postawiono 70 zarzutów. Właśnie rozpoczął się proces w jej sprawie. Do sądu tłumnie stawili się oszukani przez panią Annę ludzie – głównie emeryci. Jak to się stało, że emerytce z małej miejscowości udało się okpić wielkie banki i sąsiadów? Najpierw kobieta uruchomiła sklep z artykułami AGD w sąsiedztwie dużego banku. Sprzedawała na raty pralki, odkurzacze i suszarki.

– Klienci musieli wypełnić dokumenty kredytowe banku. W ten sposób oszustka wchodziła w posiadanie ich danych osobowych – dowiedzieliśmy się od śląskiej policji. – Potem, wykorzystując dane sąsiadów i znajomych, brała w ich imieniu kredyty dla siebie. Wyłudziła w ten sposób ponad 3 mln zł.W końcu jednak oszukani emeryci podnieśli alarm. Kobieta wpadła. Nie została jednak aresztowana. Sąd zdecydował, że będzie odpowiadała z wolnej stopy. Nie pojawiła się jednak na rozprawie sądowej. My znaleźliśmy ją w… jej sklepie. Nie chciała powiedzieć, czemu nie stawiła się w sądzie, nie powiedziała też, na co potrzebne były jej tak ogromne pieniądze…

Ofiary oszustki twierdzą, że przez nią straciły zdrowie.

– Na mnie wzięła kredyt na 20 tys. zł – opowiada Stefan Caban (78 l.) z Jastrzębia. – Kiedy bank zażądał ode mnie spłaty, myślałem, że dostanę zawału. Poszedłem na policję, ale raty musiałem wpłacać. Inaczej nasłaliby na mnie komornika. Pan Stefan i inni oszukani mają nadzieję, że kobieta nie przepuściła wszystkich pieniędzy; że wrócą one do banków, a te zwrócą im raty.
Żródło info i foto: se.pl