Ksiądz przekazał pieniądze parafii oszustom. Chciał inwestować w kryptowaluty

Pieniądze parafii i pożyczone od wiernych trafiły w ręce oszustów. Przekazał je im proboszcz opolskiej parafii Sławice, wierząc, że inwestuje w kryptowaluty. Jak poinformował Joachim Kobienia, rzecznik opolskiej kurii, decyzją biskupa został odwołany ze stanowiska. O nadużyciach proboszcza, który pieniądze parafii oraz pożyczone od wiernych środki chciał zainwestować w kryptowaluty, wierni dowiedzieli się podczas mszy, po odczytaniu przez duchownego listu do parafian.

Jak poinformował rzecznik opolskiej kurii, ksiądz Joachim Kobienia, po uzyskaniu informacji o nieprawidłowościach finansowych w parafii, biskup podjął natychmiastową decyzję o odwołaniu proboszcza. Duchowny ma oddać pieniądze pokrzywdzonym. Zadeklarował, że m.in. w tym celu sprzeda swój samochód. Rzecznik kurii nie powiedział, ile pieniędzy opolski proboszcz przekazał oszustom i od ilu osób pożyczył pieniądze.
Źródło info i foto: interia.pl

Zatrzymano podejrzanych o „nigeryjskie oszustwa”

Podlascy policjanci zajmujący się zwalczaniem cyberprzestępczości zatrzymali podejrzanych o „oszustwa nigeryjskie”. W jednym z nich mieszkanka Podlasia straciła ponad 100 tysięcy złotych. Kobieta uwierzyła w historię „inżyniera”, którego statek uległ awarii na Oceanie Indyjskim. Przestępca za pomocą komunikatora zdobył zaufanie kobiety, która przelała pieniądze na wskazane konta. Myślała, że w ten sposób bezinteresownie pomaga mu w przesłaniu wartościowej paczki do Polski. Jednak to nie jedyna pokrzywdzona, która padła ofiarą szajki oszustów. Okazało się, że za tym procederem stoi dwoje obywateli Nigerii studiujących w Polsce. 24-latka i jej 29-letni znajomy usłyszeli już zarzuty oszustwa. Decyzją sądu kobieta trafiła na 3 miesiące do aresztu.

Ta historia zaczęła się w połowie sierpnia 2020 roku. Wtedy to mieszkanka Podlasia dostała zaproszenie do grona znajomych od nieznajomego mężczyzny na jednym z portali społecznościowych. Kobieta nie podejrzewała jeszcze, że jego akceptacja będzie kosztowała ją utratę oszczędności. Ich korespondencja odbywała się za pośrednictwem komunikatorów i poczty e-mail. Nowo poznany mężczyzna przedstawił się jako „inżynier” na statku pływającym po Oceanie Indyjskim.

Po blisko dwóch tygodniach rozmowy amant powiedział, że jego statek uległ awarii. Dodał, że ma ze sobą wartościową paczkę, którą w tej sytuacji chce przesłać do Polski. Z uwagi na to, że nie ma innych bliskich osób, poprosił kobietę o pomoc. Internetowy znajomy zdobył na tyle zaufanie kobiety, że zgodziła się mu bezinteresownie pomóc. Po tym jak dostała e-mail z potwierdzeniem nadania przesyłki na swój adres, zaczęła otrzymywać kolejne wiadomości z informacjami o nieprzewidzianych kłopotach z przesyłką. Dotyczyły one między innymi nieopłaconego cła, czy braku ubezpieczenia przesyłki. Oczywiście za każdym razem internetowy znajomy prosił o pokrycie tych kosztów transportu i jednocześnie zapewniał, że po powrocie zwróci wszystkie należności.

Na wskazane w wiadomościach konta kobieta przelała w sumie ponad 115 tysięcy złotych. Pracujący nad sprawą funkcjonariusze z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku ustalili osobę podejrzaną o udział w tym oszustwie. Okazało się, że jest to 24-letnia obywatelka Nigerii, studiująca na jednej z warszawskich uczelni. Kobieta została zatrzymana w marcu w mieszkaniu w Warszawie. W toku dalszych czynności śledczy ustalili, że podejrzana oszukała również dwie inne kobiety, mieszkanki Lubelszczyzny i Wielkopolski. W tych przypadkach schemat działania przestępców był podobny. Kobiety uwierzyły, że pomagają nowo poznanemu mężczyźnie w zakupie urządzeń niezbędnych do kontynuowania prac na platformie wiertniczej i przekazały na wskazane konta łącznie ponad 46 tysięcy złotych. Zatrzymana usłyszała 3 zarzuty oszustwa.

Decyzją sądu trafiła na trzy miesiące do aresztu. W toku dalszych czynności śledczy ustalili, że w oszustwie mieszkanki Lubelszczyzny brał również udział 29-letni rodak kobiety. Mężczyzna wpadł w ręce mundurowych w miniony czwartek w Warszawie. Jeszcze tego samego dnia 29-letni obywatel Nigerii usłyszał zarzut oszustwa. Za to przestępstwo Kodeks karny przewiduje karę do 8 lat pozbawienia wolności.

Jak informują śledczy sprawa ma charakter rozwojowy i nie wykluczają, że podejrzani działając tą metodą, mogli oszukać inne osoby.

Warto wiedzieć, że „oszustwo nigeryjskie” wciąż jest dość powszechne. Dlatego przy podejmowaniu decyzji finansowych zawsze warto kierować się rozsądkiem. By uniknąć nieprzyjemności i straty sporej sumy pieniędzy, przede wszystkim powinniśmy zachowywać ostrożność w kontaktach z osobami poznanymi przez Internet, szczególnie gdy proszą o pieniądze. O wszystkich wątpliwych sytuacjach i próbach wyłudzenia pieniędzy należy natychmiast informować Policję, dzwoniąc na numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: Policja.pl

Uwaga na oszustów. Oszuści podszywają się pod Netflixa! Fałszywa aplikacja jest niemal identyczna z oryginałem

Uwaga! Oszuści podszywający się pod platformę streamingową Netflix zaatakowali ponownie. Jeżeli dasz się nabrać na ich oszustwo może cię to drogo kosztować. Tym razem w sklepie Google pojawiła się aplikacja, która do złudzenia przypomina tę prawdziwą i oryginalną, którą zapewnia Netflix. Osoby, które pobrały fałszywą apkę są narażone na utratę nie tylko swoich danych, ale także pieniędzy.

Każdy użytkownik serwisu streamingowego Netflix powinien zwrócić uwagę na aplikację w swoim smartfonie. W ostatnim czasie w sklepie Google pojawiła się fałszywa aplikacja, która podszywa się pod znanego giganta streamingowego. Sprawę starają się nagłośnić specjaliści z firmy Check Point. Dokładnie chodzi o aplikację FlixOnline, która posługuje się logo niemal identycznym do Netflixa. Widać tam czerwoną literę „N” na czarnym tle.

Wiele osób może się skusić do ściągnięcia tej aplikacji, gdyż użytkownicy kuszeni są ciekawą promocją. Każdemu nowemu klientowi FlixOnline proponuje dwa miesiące okresu próbnego podczas, którego użytkownik ma mieć całkowicie darmowy dostęp do całej bazy filmów i seriali.

Taka oferta może skusić niejedną osobę, jednak dopiero później zaczynają się problemy. Podczas instalacji aplikacja wymaga od nas uzyskania dostępu, a także nadania specjalnych uprawnień, które mogą między innymi, że właściciel apki będzie miał dostęp chociażby do korespondencji w komunikatorze WhatsApp. Dzięki temu mogą uzyskać dostęp do konta i rozsyłać dalej linki do fałszywego programu poprzez wiadomości w komunikatorze.

Dodatkowo oszuści prowadzą kampanię phishingową, która może doprowadzić do utraty kluczowych danych osobowych. W tym także tych dotyczących kart płatniczych. Dlatego każda osoba, która zainstalowała fałszywą aplikację poszywającą się pod Netflixa powinna go natychmiast odinstalować. Warto także, przy każdej instalacji nowej aplikacji, zwrócić uwagę na to jakich dostępów wymaga od nas program.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano oszustów. Oszukali 474 osoby na ogromne pieniądze

474 osoby zostały oszukane podczas zakupów internetowych na jednym z popularnych serwisów. Sprzedający, mimo otrzymania zapłaty, nie wysyłali towaru. Straty sięgają niemal pół miliona złotych. Policjanci z Wydziału dw. z Cyberprzestępczością KWP ustalili, że za tym procederem stoją dwaj obywatele Ukrainy, mieszkający w Rzeszowie. Obaj usłyszeli prokuratorskie zarzuty, a sąd tymczasowo aresztował ich na trzy miesiące.

Policjanci z Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością komendy wojewódzkiej w Rzeszowie wpadli na trop oszustów, którzy wykorzystując platformę zakupową, zamieszczali ogłoszenia dotyczące sprzedaży m.in. sprzętu elektronicznego, kosiarek, mikserów, robotów kuchennych. Towaru nie wysyłali, mimo że zamówienia były opłacone przez kupujących.

W ten sposób, w okresie od początku lipca do końca października 2020 r., oszukali co najmniej 474 ustalone osoby, na łączną kwotę blisko pół miliona złotych. Straty finansowe poniósł przede wszystkim serwis zakupowy z tytułu środków wypłaconych pokrzywdzonym w ramach Programu Ochrony Kupujących.

Oszustami okazali się dwaj obywatele Ukrainy w wieku 48 i 20 lat, na co dzień mieszkający w Rzeszowie. Zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy.

Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty oszustwa, którego dopuścili się działając wspólnie i w porozumieniu, w zamiarze osiągnięcia korzyści majątkowej. Obaj uczynili sobie z fikcyjnej sprzedaży towarów stałe źródło dochodu.

Sąd na wniosek Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie tymczasowo aresztował obu podejrzanych na okres trzech miesięcy. Za zarzucane im przestępstwa grozi do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Oszuści zaczynają budowę i znikają z pieniędzmi. Wiele ofiar nierzetelnej firmy

Kilkanaście osób padło ofiarami nierzetelnej firmy budowlanej z Krakowa. Poszkodowani wpłacali pieniądze na poczet budowy domu, a firma znikała na wczesnym etapie prac. Właśnie podjęcie prac budowlanych powodowało, że prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa w działaniach budowlańców. Więcej w reportażu „Interwencji” w Polsat News. Dziennikarze Polsat News dotarli do kilku osób poszkodowanych przez krakowską firmę. Ewa Ostapczuk z Lublina straciła ponad 100 tysięcy złotych.

– Umowa zobowiązywała firmę do wykonania domu w technologii szkieletowej. Miał to być budynek wykończony z zewnątrz. Dom od a do z praktycznie. Miało pójść szybko. Dom miał powstać w ciągu siedmiu miesięcy. Umowa kończyła się 4 grudnia, a do tego czasu miałam wykonaną jednie płytę fundamentową – opowiada reporterom „Interwencji”.

Krzysztof Karbowniczek spod Katowic też uwierzył krakowskiej spółce budującej domy. W efekcie stracił 218 tysięcy złotych i od dwóch lat musi sam budować swój dom.

– Na początku współpraca była super. Żadnych podejrzeń. Po czterech miesiącach od podpisania umowy zaczęło się wymigiwanie od przyjazdu ekipy na budowę – opowiada.

Takich osób jest więcej. Tymczasem firma z Krakowa wciąż działa. Krzysztof D., Sebastian T. i Marian B. są osobami odpowiedzialnymi za kilkanaście spółek budujących domy szkieletowe. To oni zdaniem poszkodowanych mieli przywłaszczyć ich pieniądze oraz pozostawić ich z niedokończonymi budowami.

– Pod jednym adresem, gdzie jest fabryka domów, istnieje 14 różnych spółek. Gdzie te same osoby powielają się w zarządach. Są prezesami, wiceprezesami – opowiada Piotr Siuta, który przez nierzetelnych budowlańców stracił 90 tysięcy złotych.

Właściciel firm Marian B. nie zgodził się a oficjalną wypowiedź przed kamerą Polsat News. Przekazał jedynie, że „nie jesteśmy nikomu nic winni”.
Źródło info i foto: interia.pl

Oszustwa „na karetkę”. Zatrzymano dwóch mężczyzn

Oszustwa „na karetkę”. „Policjanci zatrzymali w poniedziałek wieczorem dwóch mężczyzn w związku ze sprawą oszustw „na karetkę” – poinformował rzecznik wielkopolskiej policji. Oszuści jeździli ambulansem na sygnale, ofiary prosili o pieniądze, by zatankować i dojechać do szpitala.

Policyjny pościg za karetką

Mężczyźni zostali zatrzymani w Budzyniu po krótkim pościgu za karetką. Przed policyjną blokadą ich pojazd wjechał do rowu. W poniedziałek wągrowiecka policja poprosiła o pomoc osoby, które mogą mieć informacje o rzekomym ratowniku medycznym, który jeździł karetką na sygnale. Potencjalne ofiary oszust informował, że przewozi krew lub chorego, ale wyciekło mu paliwo i potrzebuje pieniędzy, by zatankować.

Zgłoszenia o oszustwie i próbie oszustwa policja otrzymała od księży i prowadzących kancelarie w parafiach na terenie gmin Skoki, Damasławek i Kłecko. Oszust przynajmniej dwukrotnie osiągnął cel; po otrzymaniu pieniędzy ślad po nim ginął.

W poniedziałek wieczorem rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak poinformował, że policyjny patrol zauważył poszukiwaną karetkę w jednej z miejscowości gminy Gołańcz w pow. wągrowieckim. Gdy funkcjonariusze próbowali zatrzymać pojazd, opel vivaro zaczął uciekać.

Pościg zakończył się po kilkunastu minutach w Budzyniu w pow. chodzieskim. Kierujący na widok policyjnej blokady wjechał do rowu. Borowiak podał, że jeden z mężczyzn próbował jeszcze ucieczki pieszo, ale został szybko ujęty. Funkcjonariusze ustalają teraz skąd mężczyźni mieli karetkę; wstępne oględziny potwierdziły, że pojazd jest autentycznym ambulansem wykorzystywanym przez służby medyczne.

Policja prosi o kontakt wszelkie osoby, które w ostatnim czasie znalazły się w podobnej sytuacji, co oszukane osoby i były proszone przez załogę karetki pogotowia o pieniądze na paliwo. Funkcjonariusze nie wykluczają, że takich przypadków mogło być więcej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Mówił, że jest synem Clinta Eastwooda. Oszukał mieszkankę Piaseczna na 600 tys. złotych

Mówił, że jest synem amerykańskiego aktora Clinta Eastwooda i że ojciec ma trudną sytuację finansową przez chorobę oraz zerwanie kontraktu reklamowego. Mieszkanka Piaseczna przekazała oszustowi 600 tysięcy złotych. Jarosław Sawicki oficer prasowy policji w Piasecznie ostrzega: oszuści wymyślają coraz to nowsze metody, aby koszem łatwowierności wyłudzić od ludzi pieniądze – niejednokrotnie oszczędności całego życia.

– Taka sytuacja miała miejsce również w Piasecznie – powiedział policjant i podał przykład ze swojego regionu.

„Był ciekaw Polski”

– Pod koniec kwietnia 2020 roku mieszkanka Piaseczna za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych poznała mężczyznę, który podawał się za syna amerykańskiego aktora Clinta Eastwooda, który z powodu zerwania kontraktu reklamowego znalazł się w trudnej sytuacji prawnej – wyjawił Sawicki.

Wskazał, że mieszkanka Piaseczna z „synem Clinta Eastwooda” korespondowała przez kilka miesięcy. Z ich rozmów wynikało, że mężczyzna zna Polskę i jest jej ciekaw.

– Zastanawiał się również nad kupnem ziemi i nieruchomości w naszym kraju. Przeszkodą były jedynie jego zablokowane konta bankowe w USA oraz, jak przekonywał, choroba ojca i utrata przez znanego aktora płynności finansowej – przekazał policjant.

– Wykorzystał doskonale technikę manipulacji. Uwiarygodnieniu służyły przekazywane przez niego „rodzinne” historie czy kopie paszportu. Był bardzo przekonujący, doprowadził mieszkankę Piaseczna do wykonania przez nią licznych poleceń transakcji finansowych na podawane jej za pośrednictwem linków konta. Wpłaty, których dokonywała w dolarach amerykańskich oraz kryptowalucie, w przyszłości, jak przekonywał, miały jej zagwarantować znaczne zyski, a obecnie miały pomóc w leczeniu ojca – opisywał policjant.

600 tysięcy złotych

Poinformował przy tym, że w trakcie konwersacji pojawiły się również informacje z rzekomych „banków” o konieczności dokonania dodatkowych przelewów, podania danych osobowych czy numerów kart płatniczych.

– Łącznie na różnego rodzaju transakcje, także te w kryptowalucie, kobieta przelała ponad 600 tysięcy złotych – podał. – Gdy przed kilkoma dniami poprosiła syna amerykańskiego aktora o obiecaną prawną umowę na prowadzone przez nich działania finansowe, kontakt się urwał – zaznaczył rzecznik, dodając, że w środę kobieta zgłosiła się do piaseczyńskich policjantów.

Sawicki podkreślił, że oszustwo „na aktora czy żołnierza” jest jedną z nowszych form tego procederu.

– Pamiętajmy: zawierając nowe znajomości, należy być ostrożnym, w szczególności gdy osoba, którą dopiero co poznaliśmy, oczekuje od nas przekazania pieniędzy lub innych kosztowności – przypomniał.

– Warto pamiętać, że oszuści cały czas modyfikują swój sposób działania i dlatego w każdym przypadku, gdy ktoś próbuje uzyskać od nas pieniądze, trzeba wykazać się dużą ostrożnością. Przypominamy, że cały czas aktualne są ostrzeżenia dla seniorów przed próbami oszustw metodami „na wnuczka, policjanta czy pracownika opieki społecznej”. Najlepiej jednak nie ulegać chwilowemu zauroczeniu, presji czasu i nie przekazywać pieniędzy nieznanym osobom – tłumaczył.

Zaapelował również, aby o wszystkich próbach wyłudzenia pieniędzy informować policję. – Pamiętajmy, że tylko nasza ostrożność, czujność i dystans do przekazywanych informacji spowodują, że nie staniemy się kolejną ofiarą oszustwa – dodał.

Oszust nie został zatrzymany. Prawdopodobnie przebywa poza granicami Polski.
Źródło info i foto: tvn24.pl

„Nieślubna córka Franco” i jej szajka rozpracowani. Oszukali ponad 100 osób na 4 mln euro

Jedni znali ją jako nieślubną córkę Franco, innym wmówiła, że w jej żyłach płynie królewska krew. 49-letnia Ana María B.J. naprawdę żyła po królewsku w otoczeniu biżuterii i luksusowych przedmiotów. Miała 15 osób służby, w tym fryzjera, kucharza, kamerdynera czy trenera psów. Za wszystkie jej zachcianki płacili biznesmeni, którzy dali się nabrać na kupno nieruchomości po okazyjnej cenie.

49-letnia elegancka kobieta, przykuta do wózka inwalidzkiego, miała niebywały dar przekonywania. Roztaczała też wokół siebie aurę tajemniczości. Raz mówiła, że jest nieślubną córką Franco, innym razem, że króla emeryta Juana Carlosa. Dama z wyższych sfer w rzeczywistości jest zawodową oszustką, która działa w Hiszpanii od ponad 20 lat. I choć, bardzo często zmieniała tożsamości, że zawsze pozowała na arystokratkę.

Z zimnym wyrachowaniem wykorzystywała także swoją niepełnosprawność. Po tym jak w dzieciństwie przeszła zapalanie opon mózgowych, ma kłopoty z mówieniem i porusza się tylko na wózku. A mimo wszystko stworzyła szajkę, która działała niemal jak sekta. I oszukała nie tylko, żądnych łatwego zysku inwestorów, ale także swoich współpracowników. Kolejny jej pomysł na dostatnie życie, przerwała operacja Gwardii Cywilnej, która rozpracowywała jej ekipę od jesieni ub.r.

Zaślepieni

Funkcjonariusze GC ustalili, że grupa Any Marii B.J. wyszukiwała w internecie atrakcyjne nieruchomości wystawione na sprzedaż. Z odpowiednio przygotowanym portfolio nakłaniali inwestorów do kupna domów za ok. 20 proc. ich wartości. Tak niską cenę, tłumaczyli tym, że sprzedający potrzebował szybko pieniędzy. Był tylko jeden kruczek. Inwestor musiał natychmiast dokonać wpłaty. Nie oglądając nawet nieruchomości.

Okazało się, że możliwość zarobienia łatwych pieniędzy, na późniejszej odsprzedaży domu, zaślepiło wiele osób. Na razie śledczy ustalili co najmniej stu pokrzywdzonych, którzy stracili cztery miliony euro. Kiedy inwestorzy chcieli dowiedzieć się co z ich nieruchomościami, okazywało się, że pośrednicy zniknęli.

Królowa oszustów i jej dwór

Oszuści mieli swoje centrum operacyjne w mieście Guardamar del Segura (Alicante), a działali na terenie Hiszpani (głównie w prowincjach Madryt, Barcelona, Tarragona i Alicante) oraz w Czechach i Szwecji. We wspomnianym Guardamar del Segura otworzyli kancelarię, w której zatrudnili profesjonalnych prawników. W rzeczywistości była to przykrywka do oszustw popełnianych przez szajkę Any Marii.

Szefowa zamieszkała w uroczym domku Elche, w otoczeniu luksusowych przedmiotów i 15-osobowej służby, która spełniała wszelkie jej zachcianki. Na swoich usługach miała m.in. fryzjera, kucharza, trenera psów, kierowcę czy ochroniarza.

Podwładni oszustki mieli zarabiać 4 tys. euro miesięcznie. Ale pieniądze dostawali tylko na samym początku, a przed zatrzymaniem wmanipulowano ich w kupno domów, które oferowano inwestorom.

Funkcjonariusze Gwardii Cywilnej zatrzymali szefową szajki i dziewięciu jej podwładnych. Przedstawiono im zarzuty m.in. wyłudzenia, udziału w grupie przestępczej, fałszerstwa dokumentów i prania pieniędzy. Podczas przeszukań znaleziono biżuterię o wartości 50 tys. euro, 60 tys. euro w gotówce. Zabezpieczono także dwa luksusowe samochody.

Teraz śledczy szukają innych ofiar „córki Franco”.
Źródło info i foto: TVP.info

Internetowi oszuści z zarzutami. 28 podejrzanych

60 osób usłyszało zarzuty w sprawie dotyczącej m.in. internetowych i komputerowych oszustw. 28 podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych. Sprawą zajmowali się policjanci z kilku miast m.in. z Katowic. Część podejrzanych miała tworzyć i obsługiwać 40 fałszywych sklepów internetowych. Pokrzywdzonych, którzy wpłacili pieniądze za towar, ale nigdy go nie dostali, może być nawet kilka tysięcy.

Bardzo często ze sklepem powiązana była fałszywa strona internetowa z pozytywnymi opiniami rzekomych klientów. Do tego, aby uwiarygodnić sklep, oszuści kupowali też reklamy.

Role w grupie były podzielone. Jedni tylko kontaktowali się z pokrzywdzonymi, inni zakładali wyłącznie konta bankowe, a jeszcze inni kontami dysponowali. Wyłudzone pieniądze grupa przelewała na inne konta, by potem wypłacać je w bankomatach w całym kraju, lub przekazywać na giełdy krypto walut. Gdy policjanci przeszukiwali miejsca związane ze sprawą – w sumie było ponad 100 tzw. przeszukań – znaleźli m.in. sprzęt elektroniczny, dokumenty, karty bankowe i karty SIM zarejestrowane na podstawione osoby, ale również maski i przebrania wykorzystywane w czasie wypłacania pieniędzy. Policja przejęła też broń i narkotyki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Oszuści oferowali najem apartamentów na fałszywych stronach www

Policjanci wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Stołecznej Policji przy współpracy z CERT Polska zatrzymali 30-letniego obywatela Niemiec i jego 29-letnią partnerkę. Mężczyzna jest podejrzany o doprowadzenie wielu osób do niekorzystnego rozporządzenia własnym mieniem. Obojgu zostały przedstawione zarzuty. 30-latek będzie odpowiadał za oszustwa, kobieta natomiast znieważenia funkcjonariuszy i naruszenie ich nietykalności. Obywatel Niemiec został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Stołeczni policjanci wydziału do walki z cyberprzestępczością we współpracy z CERT Polska na terenie Wrocławia przeprowadzili działania, w wyniku których zatrzymali 30-letniego obywatela Niemiec i jego 29-letnia partnerkę.

Według ustaleń funkcjonariuszy para na kilku domenach utworzyła strony internetowe oferujące wynajem apartamentów w różnych miejscowościach na terenie Polski. Działając w ten sposób, wiele osób doprowadzili do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Poszkodowani na wskazane w ofercie konto wpłacali pieniądze za wynajem apartamentów. Dodatkowo oszuści przygotowywali do użycia za autentyczne wcześniej podrobione dokumenty.

W trakcie przeszukania lokalu, w którym para zamieszkiwała, policjanci zabezpieczyli telefony, modem internetowy, a także liczne przedmioty, które mogły świadczyć, że oszuści działali na większą skalę. Wśród nich znalazły się karty sim różnych operatorów, karty płatnicze, karty prepaid oraz dokumenty tożsamości z wizerunkiem zatrzymanego wydane na różne osoby.

W trakcji policyjnej interwencji 29-latka rzuciła się na jednego z funkcjonariuszy, zaczęła go kopać i opluwać, a także atakować słownie.

Po zakończeniu czynności związanych z zatrzymaniem policjanci przewieźli kobietę i mężczyznę do Komendy Stołecznej Policji. Tutaj 30-latek usłyszał sześć zarzutów dotyczących oszustw oraz przygotowania do użycia za autentyczne wcześniej podrobionych dokumentów. 20-latka będzie odpowiadała za znieważenie funkcjonariuszy oraz naruszenia ich nietykalności.

Decyzja sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Kobieta ma obowiązek raz w tygodniu stawiać się na policyjny dozór.

Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl