Niemcy: Podawała pacjentom sól fizjologiczna zamiast szczepionki na COVID-19

Pielęgniarka podawała pacjentom w Niemczech sól fizjologiczną zamiast szczepionki przeciw COVID-19. Okazała się aktywistką antyszczepionkową. Do ogromnego skandalu doszło w jednym z punktów szczepień w mieście Schortens w Dolnej Saksonii. Jak podaje dziennik „Die Welt”, pielęgniarka zamiast szczepionki wstrzykiwała pacjentom roztwór soli fizjologicznej.

Dotychczas było wiadomo, że kobieta oszukała w ten sposób sześć osób. Tłumaczyła wówczas, że stłukła ampułkę z preparatem BioNTech i nie poinformowała o niczym przełożonych.

– Według policji i prokuratury istnieją jasne przesłanki, że kobieta zaszczepiła roztwór soli zdecydowanie większej liczbie osób – powiedział w szef dolnosaksońskiego sztabu kryzysowego ds. koronawirusa Heiger Scholz.

Mowa nawet o 8557 pacjentach, którzy od 5 marca do 20 kwietnia mogli otrzymać sól fizjologiczną zamiast szczepionki. Dlaczego? Ponieważ kobieta okazała się aktywistką antyszczepionkową.

Starosta powiatu Sven Ambrosy napisał w oświadczeniu prasowym: „Fakt, że musimy wystosować ten apel, bardzo mnie niepokoi, ponieważ wielu naszych obywateli może teraz nie mieć zapewnionej ochrony przed koronawirusem, której chcieli, i do której mają prawo. Dlatego teraz najważniejsze jest dla nas informowanie tych osób, odpowiadanie na ich pytania i oferowanie dalszych szczepień. W związku z tym proszę wszystkich obywateli o kontakt, jeśli otrzymali szczepionkę we wspomnianym okresie”.
Źródło info i foto: wp.pl

Koncern Renault oskarżony o oszustwa

Koncern samochodowy Renault został we wtorek oskarżony o instalowanie w swoich pojazdach oprogramowania do wykrywania tzw. faz homologacji i ich zniekształcania. Oskarżenie sformułowano w ramach śledztwa sądowego prowadzonego we Francji od 2017 r. Renault został oskarżony we wtorek o „oszustwo” w celu obniżenia wskaźników emisji spalin w swoich samochodach w ramach śledztwa sądowego, które we Francji rozpoczęło się 12 stycznia. 2017 r. – poinformował dziennik „Le Figaro”.

Procedura fałszowania oprogramowania modyfikującego pomiary emisji zanieczyszczeń z pojazdów z silnikami Diesla przez niemieckiego Volkswagena została wykryta w 2015 roku.

Francuskie ministerstwo gospodarki i finansów po wykryciu afery Volkswagena, nazwanej „Dieselgate”, poprosiło Generalną Dyrekcję ds. Konkurencji, Konsumpcji i Kontroli Oszustw (DGCCRF) o zbadanie silników Diesla francuskich samochodów.

„Nigdy nie było strategii oszustwa”

Po badaniach DGCCRF w centrali Renault, a następnie u innych producentów, Renault został oskarżony o instalowanie w swoich pojazdach oprogramowania służącego do wykrywania faz homologacji, czyli tych, które określają poziomy emisji zanieczyszczeń, i ich zniekształcania.

– Nigdy nie było strategii oszustwa i nigdy nie było żadnego fałszywego oprogramowania w silnikach Renault – odpowiedział ma oskarżenia dyrektor ds. badań w Renault Gilles Le Borgne,

Renault będzie musiało wpłacić kaucję w wysokości 20 mln euro, w tym 18 mln euro na ewentualną zapłatę odszkodowań i grzywien. Musi również zapłacić gotówką gwarancję bankową w wysokości 60 mln euro, aby zrekompensować wszelkie ewentualne szkody.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBA zatrzymało dwie osoby na Okęciu. Przeszukano mieszkania i miejsca pracy zatrzymanych

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dwie osoby podejrzane o oszustwo przy zamówieniu dla Ministerstwa Finansów. Zatrzymani występowali w 2017 roku w imieniu poznańskiej spółki komputerowej, od której Ministerstwo Finansów kupowało specjalistyczny sprzęt. Wydział komunikacji społecznej CBA poinformował, że funkcjonariusze stołecznej delegatury CBA zatrzymali dwie osoby na lotnisku Chopina w Warszawie. Przeszukano mieszkania i miejsca pracy zatrzymanych.

Umowa za ponad 1,6 mln zł

– Czynności związane są ze śledztwem dotyczącym podejrzenia popełnienia oszustwa na szkodę Ministerstwa Finansów – zatrzymani reprezentowali w 2017 r. kontrahenta świadczącego usługi na rzecz resortu – poinformowało CBA.

Według śledczych zatrzymani przez CBA występowali w imieniu poznańskiej spółki komputerowej, z którą resort finansów podpisał umowę za ponad 1,6 mln zł na dostawę specjalistycznych komputerów dla podległych jednostek. W ocenie CBA wykonawca podpisał umowę, mając świadomość braku możliwości jej terminowej realizacji.

Bez aresztu

Zatrzymani przez CBA zostali przewiezieni do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przedstawiono im zarzuty oszustwa i prokurator zastosował wobec mężczyzn wolnościowe środki zapobiegawcze i nie wniósł o areszt.
eŹródło info i foto: interia.pl

„Łowcy cieni” CBŚP zatrzymali na Wyspach poszukiwanego Polaka

„Łowcy cieni” CBŚP namierzyli w Wielkiej Brytanii Polaka poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania. Jerzy J. unikał spotkania z organami ścigania od blisko 4 lat, ponieważ został skazany na karę ponad 10 lat więzienia za liczne przestępstwa, w tym także przeciwko życiu i zdrowiu. Mężczyzna został zatrzymany przez National Extradition Unit, dzięki informacjom przesłanym przez CBŚP i współpracy z oficerem łącznikowym Polskiej Policji w Wielkiej Brytanii.

Jerzy J. był poszukiwany od 2017 roku w celu odbycia kary ponad 10 lat pozbawienia wolności za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, uprowadzenie osoby, wymuszenie rozbójnicze, oszustwo czy przestępstwa narkotykowe. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna chcąc uniknąć odpowiedzialności za popełnione przestępstwa wyjechał z Polski i ukrywał się poza granicami kraju, dlatego też Sąd Okręgowy w Warszawie wydał za Jerzym J. Europejski Nakaz Aresztowania.

W minionym roku do poszukiwań włączyli się policjanci z grupy „łowców cieni” Centralnego Biura Śledczego Policji. Ci funkcjonariusze ustalili, że ścigany najprawdopodobniej ukrywa się na terenie Wielkiej Brytanii. Aby ustalić precyzyjnie miejsce pobytu poszukiwanego policjanci CBŚP, poprzez oficera łącznikowego Polskiej Policji w Wielkiej Brytanii, współpracowali z miejscową Policją, korzystając także z wymiany informacji w ramach Systemu Informacyjnego Schengen tzw. SIS. Efektem tej współpracy było zatrzymanie mężczyzny w Andover (hrabstwo Hampshire) przez funkcjonariuszy National Extradition Unit.

Obecnie rozpoczęto czynności zmierzające do uruchomienia procedury ekstradycji poszukiwanego do Polski, gdzie ma on do odbycia wieloletni wyrok pozbawienia wolności za przestępstwa m.in. przeciwko życiu i zdrowiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Gangster chce przejąć majątek rolnika

„Mundek”, przestępca prawomocnie skazany za kierowanie gangiem, kradzieże luksusowych aut, przemyt kokainy i oszustwo próbuje przejąć wart 8 mln zł majątek rolnika spod Gdyni, prywatnie jego wujka. Gangster po przegranym procesie złożył kasację do Sądu Najwyższego – ustaliła Polska Agencja Prasowa. Pan Stanisław gospodarstwo rolne prowadzi od 50 lat. Łącznie posiada prawie 7 hektarów atrakcyjnych gruntów nad morzem w Kosakowie i Kazimierzu. Dziesięć lat temu rolnik miał 40 tys. zł długu u znajomego. Wtedy zjawił się u niego bratanek Rajmund W.

„Tak skutecznie mnie nastraszył, że zgodziłem się na przepisanie jednej działki za spłacenie długu” – powiedział pan Stanisław.

W 2011 r. akty notarialne związane z przejęciem majątku w Kosakowie i Kazimierzu zostały sporządzone przez notariusz Hannę W., która jest obecnie jedną z prawniczek podejrzanych o udział w mafii mieszkaniowej. Nie dotyczyły jednak jednej działki, a wszystkich jego gruntów – 7 hektarów nad morzem.

Pan Stanisław przez kilka lat nie wiedział, że poza jedną działką wartą ok. 200 tys. zł, przepisał na rzecz bratanka cały swój majątek. Nie miał też świadomości, że Rajmund W. ps. Mundek jest dobrze znanym policji złodziejem samochodów.

Kim jest „Mundek”?

„Mundek” zorganizował gang w połowie 2005 r. Grupa kradła luksusowe terenówki z podziemnych parkingów w Gdyni. Był w niej ścisły podział obowiązków, a bezkarność złodziejom zapewniali dwaj skorumpowani funkcjonariusze wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

Przestępca i jego kompani wpadli w zasadzkę w marcu 2006 r. Podczas przeszukania jednego z mieszkań zatrzymanych policjanci znaleźli też ponad kilogram kokainy. Gang zakupił narkotyki na Antylach Holenderskich, a potem przemycił do Polski. Przestępcy nie zdążyli ich sprzedać, bo zostali zatrzymani.

Proces 45-letniego dziś „Mundka” ciągnął się wiele lat, bo przestępca starał się o kasację wyroku i ułaskawienie u prezydenta. Jego wspólnicy z gangu zostali wcześniej skazani.

W końcu, w 2017 r. został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku na 8 lat więzienia za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, kradzieże luksusowych aut, przemyt kilograma kokainy i wyłudzenie 30 tys. zł kredytu

Dowiedział się przez przypadek

Gdy w 2011 r. „Mundek” załatwiał formalności notarialne z panem Stanisławem, akurat przebywał na wolności z uwagi na uchylenie aresztu.

„Bratanek mi tłumaczył, że często go nie ma w domu, bo jeździ na saksy. Nie wiedziałem, że w tym czasie siedział w kryminale” – tłumaczył rolnik.

Pan Stanisław o przepisaniu całego majątku na bratanka dowiedział się przypadkowo w Urzędzie Gminy. Wtedy też próbował zainteresować sprawą prokuraturę, ale ta w 2013 r. po kilku przesłuchaniach umorzyła śledztwo. W 2014 r. rolnik złożył pozew o unieważnienie aktów notarialnych do sądu. W 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał zabezpieczenie pozwu i „Mundek” oraz jego żona nie mogli dysponować działkami.

Sąd unieważnił umowę, „Mundek” złożył kasację

W październiku 2020 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku prawomocnie unieważnił umowy notarialne zawarte w 2011 r., w których rolnik wyzbył się majątku. W wyroku sędziowie nie skupili się na próbie oszustwa, a unieważnili akty notarialne, bo „Mundek” miał z żoną rozdzielność majątkową i nie mogli wspólnie przejąć działek w Kosakowie i Kazimierzu.

Przestępca złożył kasację po wyroku sądu z ubiegłego roku.

„W dniu 13 stycznia 2021 r. wpłynęła skarga kasacyjna sporządzona przez pełnomocnika pozwanych. Aktualnie – zgodnie z wymogami przewidzianymi treścią art. 398 k.p.c. – jest badana przez Przewodniczącego pod kątem ewentualnych braków formalnych” – poinformowała Joanna Organiak z biura prasowego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Zwolnieni z opłat sądowych
Jak powiedział pan Stanisław, „żona ‚Mundka’ w trakcie procesu mówiła, że zarabia kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie” i mimo tego sąd w wyroku z października 2020 r. zwolnił małżeństwo W. z jakichkolwiek opłat sądowych – za proces zapłacą podatnicy.

PAP zapytała gdański Sąd Apelacyjny, dlaczego Rajmund W. i jego żona zostali zwolnieni z opłaty za kasację.

„Postanowieniem z dnia 22 stycznia 2021 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku V Wydział Cywilny zwolnił pozwanych od kosztów sądowych w części, a mianowicie w zakresie ponad kwotę 3 tys. złotych tytułem opłaty od skargi kasacyjnej. Postanowienie wydane w przedmiocie wniosku o zwolnienie od kosztów nie wymaga sporządzenia pisemnego uzasadnienia” – odpowiedziała Joanna Organiak z SA w Gdańsku.

Organiak dodała, że „jedynie na marginesie można wskazać, iż Sąd podejmując decyzję we wskazanym zakresie, opiera się na informacjach zawartych w składanych przez wnioskującą stronę oświadczeniach o stanie rodzinnym i majątkowych i w oparciu o zawarte w nich dane wydaje orzeczenie”.

Prokuratura wraca do sprawy

Do sprawy przepisania działek wartych 8 mln zł wróciła w styczniu br. Prokuratura Rejonowa w Gdyni, która w 2013 r. umorzyła śledztwo, nie widząc znamion oszustwa w działaniu „Mundka”.

PAP dowiedziała się nieoficjalnie, że w ostatnich dniach w związku ze sprawą zostali przesłuchani – pan Stanisław, „Mundek” oraz jego żona.

„Postępowanie Prokuratury Rejonowej w Gdyni pozostaje w dalszym ciągu umorzone. W sprawie zlecono czynności w związku z wnioskiem o podjęcie postępowania z umorzenia, jaki wpłynął do tej prokuratury. Po ich zakończeniu zostanie dokonana ocena, czy będą zachodzić przesłanki do podjęcia postępowania” – powiedziała PAP rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Prawomocnie skazany przestępca ma też do naprawienia szkody wobec pokrzywdzonych w wyniku działania jego gangu w wysokości 1,1 mln zł , ale do tej pory nie uregulował należności.

Rajmund W. obecnie przebywa na wolności. Odsiadywanie 8 lat więzienia powinien skończyć w listopadzie 2021 r., ale korzysta z przedterminowego zwolnienia po odbyciu większej części kary.

Zarówno „Mundek”, jak i jego adwokat w sprawie karnej – Nicholas Cieslewicz, nie odpowiedzieli na próby kontaktu. Na pytania w sprawie kasacji nie odpowiedział też pełnomocnik w sprawie cywilnej Mateusz Piłat.
Źródło info i foto: interia.pl

Uwaga na oszustów działających metodą „na żołnierza”

Schemat oszustów, którzy rozkochują samotne, osoby jest zawsze podobny. Nieświadoma ofiara spotyka „idealną połówkę”, która jest wrażliwa, czuła, romantyczna i ma świetną pracę. Jak się później okazuje, oszust, wymyślając najróżniejsze kłamstwa, pozyskuje pieniądze od zakochanej osoby. Tak też myślała 63-latka z Grójca, która nawiązała znajomość z „amerykańskim żołnierzem”. A złapana w sieć oszustów kobieta straciła kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Popularną metodą wśród przestępców jest w ostatnim czasie oszustwo na „amerykańskiego żołnierza”. Oszust wyszukuje w internecie samotne osoby, po czym nawiązuje z nimi kontakt. Posługując się zdjęciami z sieci, przedstawia się jako amerykański żołnierz, który aktualnie jest poza granicami swojego kraju. Oszust poprzez regularny kontakt i przedstawienie fałszywych historii z życia zdobywa zaufanie ofiary, a następnie prosi o pomoc finansową na zakup biletu lotniczego do Polski lub bardzo drogie leczenie. Gdy ofiara oszustwa prześle pieniądze na konto przestępcy, zostaje bez ukochanego i bez pieniędzy.

Taka sytuacja miała ostatnio miejsce w powiecie grójeckim. 63-latka za pośrednictwem jednego z komunikatorów społecznościowych poznała mężczyznę, który podawał się za amerykańskiego żołnierza i jednocześnie lekarza, pełniącego misję w Afganistanie z ramienia Czerwonego Krzyża. Przez pewien czas prowadzili korespondencję. Oszust pisał po polsku. Mężczyzna prosił kobietę o pomoc. Hall, bo tak się przedstawiał żołnierz, chciał zakończyć służbę wojskową, przyjechać do Polski, i spędzić resztę życia w Grójcu. W międzyczasie miał nadać do niej paczkę. Kobieta zgodziła się pomóc rozmówcy i przelewała euro na niemieckie konta. Z kobietą korespondował również dowódca rzekomego żołnierza. Pieniądze w kwotach 1500 i 5000 euro były przeznaczone na przyjazd innego lekarza, który miałby zmienić Halla podczas misji. Kolejne wysokie kwoty pieniędzy były niezbędne do odebrania paczki, która trafiła do Niemiec. „Amerykański żołnierz” cały czas błagał kobietę o pomoc. 63-latka wykonała kilka przelewów. W wyniku oszustwa straciła ponad 50 000 zł.

Podobna historia miała miejsce w lipcu ubiegłego roku, także w Grójcu. Wtedy to 35-letnia kobieta poznała w internecie mężczyznę, który także podawał się za amerykańskiego żołnierza kończącego służbę w Iraku. Tłumaczył kobiecie, że żołdu, który otrzymał na koniec służby, nie może przewieźć do kraju, ale może pieniądze wysłać w paczce. Kobieta miała mu pomóc pokryć koszty przesyłki, które miały wynieść kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kobieta poznała sprawcę na portalu społecznościowym. Przez kilka miesięcy korespondowali za pomocą komunikatora internetowego. Najpierw wzbudził zaufanie, a następnie poprosił o pomoc. Socjotechniki i umiejętnie prowadzona rozmowa poprzez internet doprowadziły do tego, że 35-latka nieświadoma podstępu przelała kilkadziesiąt tysięcy złotych. Policjanci ustalili, że za oszustwem kryła się wtedy 23-letnia obywatelka Zimbabwe studiująca w Białymstoku. Sprawa trafiła do sądu.

Warto pamiętać, że oszuści cały czas modyfikują swój sposób działania i dlatego w każdym przypadku, gdy ktoś próbuje uzyskać od nas pieniądze, trzeba wykazać się dużą ostrożnością. Przypominamy, że cały czas aktualne są ostrzeżenia dla seniorów przed próbami oszust metodami „na wnuczka, policjanta czy pracownika opieki społecznej”. Najlepiej jednak nie ulegać chwilowemu zauroczeniu, presji czasu i nie przekazywać pieniędzy nieznanym osobom.

O wszystkich próbach wyłudzenia pieniędzy należy poinformować Policję. Pamiętajmy, że tylko nasza ostrożność, czujność i dystans do przekazywanych informacji spowodują, że nie staniemy się kolejną ofiarą oszustwa!
Źródło info i foto: Policja.pl

Hongkong: Jimmy Lai zostaje w areszcie

Jimmy Lai, hongkoński magnat medialny znany z poparcia dla ruchu demokratycznego i krytykowania komunistycznych władz Chin, jest oskarżony o oszustwo. Pozostanie w areszcie do zaplanowanej na 16 kwietnia rozprawy – zdecydował sąd. Założyciel krytycznego wobec władz tabloidu „Pinggwo Yatbou” („Apple Daily”) został aresztowany w środę wraz z dwoma innymi członkami kadry kierowniczej jego firmy Next Digital.

Sąd w Hongkongu przychylił się do wniosku prokuratury, która przekonywała, że Lai spędzał w ostatnich latach dużo czasu za granicą i nie ma w Hongkongu „lokalnych koneksji”, więc może zbiec z miasta przed rozprawą – przekazała publiczna stacja RTHK.

Lai, Wong Wai-keung i Royston Chow są oskarżeni o używanie siedziby głównej Next Digital w sposób niezgodny z kontraktem wynajmu, podpisanym w 1995 roku. Mieli zezwolić innej firmie Laia na korzystanie z tego lokum i zaoszczędzić dzięki temu 20 mln dolarów hongkońskich (9,5 mln zł) w ciągu 20 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Uwaga na oszustów, którzy działają metodą na „bon turystyczny”

Uwaga na oszustów, którzy chcą nas naciągnąć metodą na bon turystyczny! Dopiero wczoraj parlament ostatecznie uchwalił ustawę w tej sprawie, a naciągacze już dzwonią i próbują oszukać ludzi w całej Polsce. Sygnał w tej sprawie dostaliśmy od was na Gorącą Linię RMF FM, pod numer 600 700 800.

Na czym polega to oszustwo? Potencjalne ofiary naciągaczy dostają telefony z następującą ofertą: „Drogi panie, ponieważ rząd wprowadził bon turystyczny, to proponujemy panu 7 dni wypoczynku w luksusowym hotelu. Otrzymane od rządu 500 złotych pokryją panu 3 dni z tych siedmiu”.

Tylko że muszę od razu wpłacić na podany numer konta resztę kwoty za pozostałe 4 dni pobytu – informuje słuchacz. Problem w tym, że taki hotel może nie istnieć. O tym, że jest to oszustwo świadczy fakt, iż ta superoferta kierowana jest przez naciągaczy do osób dojrzałych. Osoba dzwoniąca powiedziała mi, że ta oferta skierowana jest do osób od 40. do 80. roku życia – ostrzega słuchacz.

To więc może być próba naciągnięcia najbardziej podatnych na to seniorów. Przypomnijmy, że wczoraj Sejm ostatecznie odrzucił poprawkę przyznającą bon turystyczny emerytom i rencistom. On ma obowiązywać tylko na dzieci. O tych sygnałach poinformowaliśmy Ministerstwo Rozwoju, koordynujące wprowadzanie bonu turystycznego. Szykowane jest ostrzeżenie.

Dla kogo bon turystyczny?

Bon turystyczny to jednorazowe świadczenie w wysokości 500 złotych na każde dziecko do wykorzystania na wakacje w kraju. Ma formę kodu. Żeby go dostać, rodzic będzie musiał wejść na stronę internetową Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i się zarejestrować. Po weryfikacji rodzic dostanie kod, który może wykorzystać w recepcji hotelowej albo w trakcie rezerwowania obozu, czy kolonii dla dziecka.

Faktycznie ten bon zacznie działać pod koniec lipca.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Seria ataków hakerskich. Tak podszywają się pod Pocztę Polską

SMS-y o rzekomej dezynfekcji paczek, fałszywe maile i podejrzane konkursy. Oszuści od początku epidemii koronawirusa podszywają się pod Pocztę Polską próbując wyłudzić dane i pieniądze Polaków.

Poczta Polska ostrzega przed plagą oszustów podszywających się pod spółkę. W komunikacie informuje, że tylko w pierwszym kwartale tego roku, od początku trwającej epidemii, Poczta Polska odnotowała wzrost informacji od klientów o cyberprzestępstwach.

Spółka przestrzega przed tzw. phishingiem, czyli podszywaniu się po dany podmiot by wyłudzić dane lub pieniądze.

Oszuści podszywają się pod Pocztę Polską na wiele sposobów. Spółka informuje m.in. o fałszywych SMS-ach, których nadawcą miałaby być Poczta Polska. Czytamy w nich o rzekomej dezynfekcji paczek. W wiadomości podany jest link, który przekierowuje do stworzonej na potrzeby przestępstwa nieprawdziwej strony internetowej, rzekomo śledzącej przesyłkę wraz zawartą w niej również nieprawdziwą informacją o wstrzymaniu przesyłki. Aby przesyłka mogła trafić do odbiorcy, ofiara ataku jest zachęcana do dopłaty.

„Po kliknięciu w przycisk PŁACĘ, system przekierowuje do sfałszowanej strony pośrednika w płatnościach, a następnie – po wyborze banku – klient jest kierowany na fałszywą stronę pozornie swojego banku. Atak przygotowany jest tak dobrze, że klient jest przekonany, że loguje się na stronę swojego banku, jednak ta strona również jest fałszywa (link w adresie jest inny niż adres banku – warto sprawdzać literówki w adresie)” – tłumaczy Poczta Polska w komunikacie.

Oszukany klient dokonuje w następnym kroku przelewu, który potwierdzany jest SMS-em. Ten jednak widoczny jest także dla oszusta, a kwota widniejąca w SMS-ie – jak tłumaczy Poczta Polska – w rzeczywistości może być znacznie wyższa. Spółka przypomina w komunikacie, że przesyłki są bezpieczne i nie wymagają dezynfekcji.

Spółka ostrzega też przed fałszywymi mailami, za którymi kryją się linki ze złośliwym oprogramowaniem. – W takiej sytuacji należy zignorować wiadomość, nie klikać w załączniki i linki oraz  powiadomić odpowiednie organy – informuje Poczta Polska.

Inną metodą działań przestępców jest zapraszanie do udziału w konkursie rzekomo organizowanym przez Pocztę Polską. „Także w takich sytuacjach należy nie reagować na podejrzane wiadomości, ignorować załączniki i linki, gdyż mogą one zawierać szkodliwe oprogramowanie” – czytamy w komunikacie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące oszustwa w związku ze sprzedażą maseczek

Warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa dużych rozmiarów, którego mieli się dopuścić kontrahenci Ministerstwa Zdrowia, sprzedając resortowi maski z Chin – poinformowała w poniedziałek, 18 maja, „Rzeczpospolita”.

Jak podała gazeta, zawiadomienie zostało złożone w ubiegły wtorek (12 maja) po tym, jak trzech kontrahentów odmówiło zwrotu pieniędzy za maski, które okazały się bezwartościowe dla służby zdrowia. „Nie spełniają wymogów stawianych przez WHO, jeśli chodzi o ochronę dla medyków przed koronawirusem. Wykazały to badania w polskim instytucie” – podkreśliła „Rz”.

Sprawa dużej wagi

Gazeta poinformowała też, że śledztwo zostało wszczęte 13 maja, czyli w dniu, w którym do prokuratury wpłynęło zawiadomienie z Ministerstwa Zdrowia. To, według dziennika, świadczy o randze sprawy i powadze, z jaką do niej podeszła prokuratura. Z reguły najpierw inicjuje się postępowanie sprawdzające, jednak – jak zaznaczyła „Rz” – w tym wypadku prokuratorzy najwyraźniej uznali, że dowody wskazujące na przestępstwo są na tyle mocne, a kwota tak duża, że zdecydowali się od razu na śledztwo.

„Śledztwo zostało wszczęte w sprawie wyłudzenia mienia wielkiej wartości w związku ze sprzedażą maseczek ochronnych, czyli mówiąc wprost, postępowanie dotyczy oszustwa” – potwierdziła „Rz” prok. Mirosława Chyr, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Dziennik podał również, że chodzi o oszustwo w tak zwanym trybie kwalifikowanym – ze względu na wartość mienia za to przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

„W złożonej ofercie kontrahenci przedstawili fałszywy, jak się okazało już po finalizacji umowy, certyfikat ICR Polska, wystawiony dla chińskiego producenta masek (firma Dongguan Mars)” – podkreśliła w „Rz”.

Szumowski: Nie spełniają żadnych norm

W zeszłą środę (13 maja) minister zdrowia Łukasz Szumowski przekazał, że wysłano zawiadomienie do prokuratury w sprawie maseczek, które nie spełniają norm. „W związku z tym, że nie uzyskaliśmy deklaracji o zwrocie towaru spełniającego normy, bądź gotówki, dzisiaj wysłaliśmy zawiadomienie do prokuratury w sprawie maseczek, które nie spełniają norm” – poinformował szef resortu zdrowia na konferencji prasowej.

Szumowski podkreślił, że analizowane są wszystkie środki ochronne, które spływają do Polski. „Dostaliśmy 600 tys. maseczek z transzy Unii Europejskiej. Niestety, nie mają one certyfikatu CE, co nas zaniepokoiło, i wysłaliśmy je również do badania, i tutaj muszę niestety przekazać państwu, że te maseczki, które zakupiła Unia Europejska, nie spełniają żadnych norm – ani FFP1, ani FFP2, ani FFP3 – w związku z tym nie mogą być rozdysponowane wśród medyków w tej kategorii FFP” – powiedział Szumowski.
Źródło info i foto: interia.pl