Proces terrorystów w Paryżu

Rozpoczął się proces 20 oskarżonych o współudział w atakach terrorystycznych z 13 listopada 2015 r. w Paryżu. Główny oskarżony złożył wyznanie wiary w Allaha i nazwał się bojownikiem Państwa Islamskiego. Niecałe sześć lat po zamachu 13 listopada 2015 rozpoczął się w Paryżu w Pałacu Sprawiedliwości proces oskarżonych o zamachy terrorystyczne, w których zginęło 130 osób, a ponad 350 zostało rannych. Prezes sądu Jean-Louis Peries wygłosił wstępne oświadczenie, określając proces jako „historyczny” i „niezwykły”.

Główny oskarżony Salah Abdeslam poproszony o potwierdzenie swojej tożsamości stwierdził: Najpierw chcę zaświadczyć, że nie ma boga innego niż Allah, a Mahomet jest jego posłańcem.

Abdeslam odmówił podania nazwisk swoich rodziców. Imiona mojego ojca i matki nie mają tu nic do rzeczy – podsumował oskarżony. Zapytany o swój zawód, powiedział, że „porzucił” swój zawód, „by zostać bojownikiem Państwa Islamskiego”. Proces ma potrwać dziewięć miesięcy, co oznacza, że będzie bezprecedensowo długi jak na rozprawę karną.

Jest również bezprecedensowy pod względem zakresu zebranego materiału przez śledczych (542 tomy) i udziału stron cywilnych (co najmniej 1800), 330 adwokatów i, jak podkreślają media, ogromnego ładunku emocjonalnego.

Hollande wśród świadków

W procesie zeznawać mają oskarżeni, policjanci, rodziny ofiar, politycy, w tym były prezydent Francois Hollande. Rozprawa rozpoczęła się z około 40 minutowym opóźnieniem. Oskarżeni przybyli do sądu rano w uzbrojonym konwoju służb policyjnych, który opuścił podparyskie więzienie Fleury-Merogis, gdzie przebywa jedyny żyjący członek dżihadystycznej grupy odpowiedzialnej za ataki Salah Abdeslam więziony przez ponad pięć lat w całkowitej izolacji.

W pobliżu Pałacu Sprawiedliwości ustawiono bramki kontrolne, w okolicy znajduje się kilkadziesiąt radiowozów, a bezpieczeństwa strzegą uzbrojeni funkcjonariusze, którzy legitymują każdą osobę, która zbliża się do budynku sądu.

Strony cywilne i rodziny ofiar uczestniczące w procesie z uwagi na tłum dziennikarzy zdecydowały o użyciu oznaczeń: zielonych lub czerwonych wstążek. Pierwsza oznacza, że osoba chce rozmawiać z mediami, druga, że – nie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Paryż: Antyszczepionkowcy protestowali na ulicach miasta. Policja użyła gazu łzawiącego

epa09383218 A protester wearing a yellow vest during clashes with anti-riot police as part of a demonstration against the COVID-19 health pass which grants vaccinated individuals greater ease of access to venues in France, in Paris, France, 31 July 2021. Anti-vaxxers, joined by the anti-government ‚yellow vest’ movement, are demonstrating across France for the third consecutive week in objection to the health pass, which passed by the French parliament as a proof of vaccination against Covid-19, a recent negative Covid test, recent recovery from Covid is now mandatory for people to visit leisure and cultural venues. EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON
Dostawca: PAP/EPA.

W Paryżu policja użyła gazu łzawiącego podczas manifestacji antyszczepionkowców przeciw paszportom sanitarnym. Podobne demonstracje zorganizowano także w innych miastach Francji. AFP podaje, że w całym kraju na ulice wyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Protest antyszczepionkowców dotyczył wprowadzenia obowiązku posiadania przepustki sanitarnej, by np. móc brać udział w wydarzeniach kulturalnych czy sportowych. W przeddzień manifestacji w Paryżu spodziewano się, że weźmie w niej udział około 150 tys. osób. Minionej soboty w stolicy Francji demonstrowało 161 tys. demonstrantów, a dwa tygodnie temu – 110 tys.

Jeden z dwóch marszów protestacyjnych zorganizował były zastępca szefowej skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, założyciel małej eurosceptycznej partii Patrioci, Florian Philippot. Uczestnicy tej demonstracji zaatakowali dwie dziennikarki AFP, opluwając je. Ponadto tłum uniemożliwił im nakręcenie relacji filmowej z marszu. Dyrekcja AFP podjęła decyzję o wycofaniu obu reporterek i zrezygnowała z obsługi manifestacji.

Biorący udział w drugim marszu przedstawiciel ruchu „żółtych kamizelek” Jerome Rodrigues tuż przed rozpoczęciem marszu krytykował rząd i media, które chcą jego zdaniem „sprzedać (Francuzom) informację o skuteczności szczepionki, nie mając nawet dowodów”.

Około godziny 16 w pobliżu Placu Republiki policja użyła gazu łzawiącego wobec demonstrantów atakujących ich petardami i krzyczących „nie dla dyktatury!”. Manifestujący nieśli transparenty z napisami „(Prezydent Emmanuel) Macron – dymisja” i „Prezydent, posłowie, senatorzy, naukowcy, media – wszyscy tchórze”.

Liczące po kilka tysięcy osób manifestacje odbyły się też w innych miastach Francji, m.in. w Rennes, gdzie uczestnicy marszu nieśli plakaty z napisami „Media kłamią! Chcemy prawdy” oraz „Zaszczepcie mnie przeciw kapitalizmowi i faszyzmowi!”. Tłumy wyszły na ulice również w Nantes, Montpellier, Nicei, Lille, Strasburgu i Lyonie.

Przepustka sanitarna we Francji obowiązuje od 21 lipca osoby udające się do miejsc kultury i rozrywki, a od 9 sierpnia będzie ona również wymagana, aby wejść do kawiarni, restauracji, pociągów etc. Według opublikowanego w piątek badania osoby niezaszczepione stanowią 85 proc. chorych na Covid-19 wymagających hospitalizacji, w tym na oddziałach intensywnej terapii, oraz 78 proc. ofiar śmiertelnych – podaje AFP.

W piątek wieczorem francuskie władze poinformowały, że w ciągu minionej doby zdiagnozowano ponad 24 tys. nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Na początku lipca średnia dobowa zakażeń nie przekraczała kilku tysięcy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Paryż: Napad na jubilera. Skradziono towar o ponad 2 mln euro

Towar o wartości 2-3 milionów euro stał się łupem złodzieja, który z bronią w ręku napadł we wtorek na sklep jubilerski Chaumet w pobliżu Pól Elizejskich w Paryżu – poinformowała AFP, powołując się na prokuraturę w stolicy Francji. Jak pisze AFP napastnik podjechał pod sklep skuterem, po czym wszedł do środka i groził pracownikom bronią palną. Skradł biżuterię i drogocenne kamienie, a po dokonaniu rabunku uciekł swoim jednośladem.

Chaumet to jedna z najstarszych francuskich marek jubilerskich, należąca do koncernu produkującego dobra luksusowe LVMH. W 2009 roku galeria Chaumet na Placu Vendome w Paryżu została okradziona z kamieni szlachetnych o wartości 1,9 mln euro. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces Nicolasa Sarkozy’ego w związku z tzw. aferą Bygmaliona

W Paryżu rozpoczął się w czwartek proces byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, któremu zarzuca się nielegalne finasowanie swej kampanii prezydenckiej w 2012 roku. To część sprawy zwanej aferą Bygmaliona, która od 2014 roku przeszła już przez kilka instancji. Sarkozy był nieobecny na posiedzeniu sądu. Reprezentował go jego adwokat i przyjaciel Thierry Herzog.

Proces miał się rozpocząć w marcu, ale został przełożony z powodu hospitalizacji prawnika Jerome’a Lavrilleux, głównego bohatera sprawy, byłego zastępca dyrektora kampanii Sarkozy’ego. Lavrilleux opowiedział w 2014 roku w telewizji o systemie fałszywych faktur, który rzekomo pozwalał prawicowej partii, wówczas zwanej UMP (Unia na rzecz Ruchu Ludowego), na opłacenie wieców wyborczych, przy rzekomym współudziale firmy public relations Bygmalion.

Afera Bygmalion

Prokuratorzy twierdzą, że firma Bygmalion umożliwiła wydanie w kampanii sumy dwukrotnie wyższej niż limit 22,5 mln euro wyznaczony przez prawo wyborcze.

Wysokość budżetu na kampanię regulowana jest przepisami, aby była ona równa dla kandydatów. Wszczęte w 2014 roku śledztwo wykazało istnienie rozbudowanego systemu fałszywych faktur. Niektórzy menedżerowie Bygmaliona przyznali się do oszustw księgowych.

W przeciwieństwie do 13 innych współoskarżonych, którzy stawili się przed sądem – byłych dyrektorów i księgowych Bygmaliona i partii UMP, oskarżonych o oszustwa lub współudział – były prezydent nie ma zarzutu stworzenia systemu fałszywych faktur, mających ukrywać nadmierne wydatki na jego kampanię, który ujawniony został przez Lavrilleuxa.

Według oskarżenia Sarkozy pozwolił jedynie, by wydatki wzrastały pomimo kilku wyraźnych ostrzeżeń o ryzyku przekroczenia pułapu. Prokuratorzy uważają, że były szef państwa „niewątpliwie” skorzystał na oszustwie, które pozwoliło mu dysponować „znacznie większymi środkami” niż dozwolonymi przez prawo.

Wcześniej były prezydent zapowiadał, że nie będzie uchylał się od odpowiedzi na żadne pytania, ale stawi się jedynie na te rozprawy, które będą go dotyczyć bezpośrednio. Jego przesłuchanie zaplanowano na 14 czerwca. Grozi mu rok pozbawienia wolności i grzywna w wysokości 3750 euro.

Sarkozy do tej pory zaprzeczał, by jego kampania została sfinansowana nielegalnymi pieniędzmi. Zwracając się do sędziów śledczych za każdym razem pytał: „gdzie są pieniądze?”, sugerując, że niektórzy ludzie z jego partii mogli je niewłaściwie wykorzystać.

Jeśli Sarkozy zostanie uznany za winnego, to może być po raz drugi skazany na karę więzienia. 1 marca sąd w Paryżu, w procesie dotyczącym tzw. afery podsłuchowej, skazał go na trzy lata pozbawienia wolności, w tym na dwa lata w zawieszeniu za korupcję i handel wpływami.

Byłemu prezydentowi zarzucano, że usiłował nielegalnie uzyskać tajne informacje od byłego sędziego Sądu Kasacyjnego Gilberta Aziberta. Sarkozy komunikował się w tej sprawie w 2014 roku z Thierrym Herzogiem, swoim adwokatem i przyjacielem, za pomocą tajnego telefonu, pod fałszywą tożsamością, jako Paul Bismuth.

Herzog i Sarkozy rozmawiali o „możliwości skorzystania z faktu, że w Sądzie Kasacyjnym był sędzia, który był im przychylny”, zidentyfikowany później jako Azibert. Sędzia w zamian za swoją przychylność miał liczyć na otrzymanie stanowiska w Monako.

Informacje Aziberta miały dotyczyć wszczętego w 2013 roku śledztwa w sprawie rzekomych nielegalnych płatności, które Sarkozy miał otrzymywać od miliarderki Liliane Bettencourt, spadkobierczyni koncernu L’Oréal, na finansowanie kampanii wyborczej w 2007 roku.

Na trzy lata więzienia, w tym dwa lata w zawieszeniu skazani zostali również Herzog oraz sędzia Azibert. Nicolas Sarkozy wycofał się z życia politycznego po porażce w prawyborach partyjnych przed wyborami prezydenckimi w 2017 roku. W czasie swojego urzędowania tracił na popularności, stając się jednym z najmniej popularnych prezydentów V Republiki. Był postrzegany przez opinię publiczną jako „prezydent bogatych”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W trakcie mszy w stolicy Francji nie przestrzegano obostrzeń. Duchowni zatrzymani za „narażanie życia innych”

Dwóch francuskich duchownych zostało zatrzymanych przez policję. Wszystko z powodu sobotniej mszy w kościele św. Eugeniusza i św. Cecylii w Paryżu, podczas której nie przestrzegano obostrzeń sanitarnych wprowadzonych z powodu pandemii koronawirusa. Jak podaje francuski dziennik „20 minutes”, do zatrzymania dwóch duchownych doszło w czwartek 8 kwietnia. O przesłuchaniu księży zdecydowała paryska prokuratura.

Sprawę nagłośniono po tym, jak dziennik „Le Parisien” opublikował nagranie z mszy. Na filmie widać, że wierni zgromadzeni w kościele św. Eugeniusza i św. Cecylii w Paryżu nie zachowali obowiązującego dystansu i nie nosili maseczek. Również kapłani prowadzący mszę mieli odsłonięte twarze, a eucharystia była podawana bezpośrednio do ust, nie zaś jak zaleca episkopat we Francji – na rękę.

„Le Parisien” skontaktowało się z diecezją paryską, która po obejrzeniu filmu skomentowała sprawę. – Oczywiście podczas tej mszy świętej nie przestrzegano żadnych zaleceń zdrowotnych – ubolewa diecezja. Odcięła się jednak od zachowania księży. – Całkowicie odcinamy się od tego typu zachowań, które są niezgodne z regułami określonymi przez rząd. Powiadomimy służby w sprawie osób odpowiedzialnych za tę mszę i podejmiemy także działania wewnętrzne – powiedział „Le Parisien” przedstawiciel diecezji.

Sprawą nieprzestrzegania instrukcji sanitarnych w kościele św. Eugeniusza i św. Cecylii w Paryżu zajęła się prokuratura. We wtorek wszczęto śledztwo w sprawie „narażania życia innych”.

Prokuratorskie postępowanie to nie jedyny problem duchownych z kościoła św. Eugeniusza i św. Cecylii. Jak informuje francuski „Le Point”, arcybiskup Paryża wszczął postępowanie kanoniczne przeciwko proboszczowi kościoła. To procedura, która podlega prawom kościelnym i może doprowadzić do sankcji wobec duchownego.

Od roku we Francji obowiązują ścisłe obostrzenia sanitarne – istnieje jednak możliwość odprawiania mszy. Noszenie maseczki jest obowiązkowe przez wszystkich wiernych od ukończenia przez nich 11. roku życia. Dodatkowo między każdą osobą lub rodziną muszą zostać zachowane puste miejsca. Należy także zachować ławkę odstępu między każdym rzędem zajętym przez wiernych lub wiernego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Paryż: Tłumy nad Sekwaną. Policja przepędziła setki wypoczywających

Policja nakazała w sobotę setkom osób, które wypoczywały nad brzegiem Sekwany w centrum Paryża, opuszczenie tych terenów ze względu na nieprzestrzeganie zasad utrzymywania dystansu społecznego. Według agencji Reutera, nad Sekwaną było w sobotę kilkaset osób, które korzystały ze słonecznej pogody spacerując i organizując pikniki. W reakcji na panujący tam tłok na miejsce przybył patrol policji informując przez megafony, że zasady sanitarne nie są przestrzegane. Ostatecznie policja zamknęła odcinek wybrzeża Sekwany do końca dnia.

Choć we Francji nie ma całkowitego lockdownu z powodu pandemii Covid-19, to obowiązuje najdłuższa w Europie godzina policyjna – od godz. 18 do godz. 6 rano. W sobotę w całym kraju stwierdzono 23,3 tys. nowych przypadków infekcji koronawirusem i 170 zgonów. Podobny poziom zachorowań utrzymuje się w kraju od ponad miesiąca.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francuska policja przerwała orgię na sto osób. Uczestnicy nie tylko złamali godzinę policyjną

Francuskie media donoszą o orgii zorganizowanej pod Paryżem, którą przerwała policja. Uczestnicy otrzymali grzywny. Francja w połowie stycznia zaostrzyła bowiem restrykcje i wprowadziła godzinę policyjną. Francuska policja podjęła interwencję wobec około stu osób, które brały udział w orgii. Funkcjonariusze zjawili się w piątek wieczorem w magazynie znajdującym się w przemysłowej strefie miejscowości Collegien, kilkadziesiąt kilometrów od Paryża. Powodem było złamanie przepisów wprowadzonych ze względu na epidemię COVID-19.

Zgromadzenie, zdaniem policji, naruszyło kilka obostrzeń. Uczestnicy spotkania nie mieli bowiem maseczek, nie zachowali też dystansu społecznego. Przede wszystkim naruszyli jednak godzinę policyjną, która obowiązuje od 18:00 do 6:00. Z domu wychodzić można w tym czasie jedynie ze względu na ważne potrzeby życiowe.

W wyniku interwencji niemal sto osób otrzymało mandaty w wysokości 135 euro (równowartość ok. 600 zł). Trzy zostały aresztowane. Jak donoszą francuskie media, w tym wypadku chodziło o ustalenie organizatorów orgii. Lokalne portale informują, że uczestnicy orgii to najprawdopodobniej zwolennicy tzw. ruchu libertyńskiego. To nieformalna organizacja sprzeciwiająca się nakładaniu jakichkolwiek ograniczeń. Służby miały też zarekwirować alkohol i sprzęt nagłaśniający, z którego korzystać mieli uczestnicy seksparty.

Od soboty 16 stycznia Francja zwiększyła obostrzenia. Na terenie całego kraju obowiązuje godzina policyjne – wychodzenie z domu bez uzasadnionej przyczyny w godzinach 18-6 jest zakazane. Poza tym wszystkie osoby, które będą chciały wjechać na teren kraju, muszą przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Osoby zakażone muszą poddać się izolacji na okres siedmiu dni, a pod koniec tego okresu wykonać kolejny test.

Według danych WHO we Francji odnotowano do tej pory nieco ponad 3 mln przypadków koronawirusa. Zmarło ok. 74,5 tys. osób. Dla porównania w sąsiedniej Hiszpanii odnotowano 2,7 mln przypadków choroby i 57,8 tys. zgonów, w Niemczech 2,2 mln zachorowań i 55,7 tys. przypadków śmierci. Włochy, kraj, poszkodowany przez epidemię koronawirusa jako jeden z pierwszych, odnotowały 2,5 mln choroby, zmarło 87,3 tys. osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Organizatorzy i pomocnicy zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” z wyrokami

W Paryżu sąd ogłosił werdykt w procesie dotyczącym zamachów na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo” i żydowski supermarket. Jeden z współuczestników ataków dokonanych w 2015 roku został skazany zaocznie na dożywocie. Pozostali oskarżeni usłyszeli wyroki od 4 do 30 lat więzienia. W styczniu 2015 roku rysownicy „Charlie Hebdo” padli ofiarą ataku ze strony islamskich terrorystów. Zginęło wtedy 12 osób, a 11 zostało rannych. Proces osób współodpowiedzialnych za atak terrorystyczny rozpoczął się we wrześniu bieżącego roku.

W środę paryski sąd skazał na dożywotnie więzienie Mohameda Belhoucine’a – nadal poszukiwanego przez francuskie służby współorganizatora zamachów. Sąd uznał również, że Hayat Boumedienne – żona zamachowca Amedy Coulibaly’ego, która uciekła do Syrii jeszcze przed atakami – wspomagała terrorystów finansując zakup broni. Została ona skazana na 30 lat więzienia, przy czym nie będzie mogła wyjść na wolność przed odbyciem dwóch trzecich kary. Podobny wyrok usłyszał Ali Riza Polat – przyjaciel Coulibaly’ego, który według sądu „odegrał aktywną rolę w przygotowaniach do zamachu”. Mężczyzna zapowiedział apelację od decyzji sądu.

14 skazanych za zamach na redakcję „Charlie Hebdo”

Surowe wyroki – od 13 do 20 lat więzienia – otrzymali także trzej znajomi Amendy Coulibaly’ego, Przewodniczący składu sędziowskiego uznał, że udzielili oni wsparcia zamachowcowi i wiedzieli o planowanych atakach. W przypadku siedmiu oskarżonych sąd stwierdził, że pomimo udzielenia pomocy logistycznej dżihadystom, osoby te nie były świadome, że brały udział w przedsięwzięciu terrorystycznym. Otrzymały one kary od 4 do 10 lat więzienia za działanie w grupie przestępczej.

Sąd nie ogłosił wyroku wobec jednego z oskarżonych, ponieważ został on niedawno skazany zaocznie za udział w innym zamachu. Według francuskiego prawa, sąd nie może orzekać dwa razy w podobnej sprawie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Francja: Prokuratura żąda 4 lat więzienia dla Nicolasa Sarkozy’ego

Prokuratura finansowa zażądała we wtorek w Sądzie Karnym w Paryżu czterech lat więzienia, w tym dwóch w zawieszeniu, dla byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego. Jest on oskarżony o nielegalne finansowanie swej kampanii prezydenckiej i nadużywane swoich wpływów politycznych. Oskarżyciele zażądali takich samych kar dla współoskarżonych – prawnika byłego prezydenta Thierry’ego Herzoga i byłego sędziego Sądu Kasacyjnego Gilberta Aziberta. W przypadku Herzoga prokuratura domaga się również odebrania mu na pięć lat prawa do wykonywania zawodu.
Sarkozy’emu, który był prezydentem Francji w latach 2007-2012, zarzuca się, że usiłował nielegalnie uzyskać tajne informacje od sędziego Aziberta.

Były prezydent komunikował się w tej sprawie w 2014 r. z Herzogiem, swoim adwokatem i przyjacielem, za pomocą tajnego telefonu, pod fałszywą tożsamością, jako Paul Bismuth.

Herzog i Sarkozy rozmawiali o „możliwości skorzystania z faktu, że w Sądzie Kasacyjnym był sędzia, który był im przychylny”, zidentyfikowany później jako Azibert. Sędzia w zamian za swoją przychylność miał liczyć na otrzymanie stanowiska w Monako. Informacje Aziberta miały dotyczyć wszczętego w 2013 r. śledztwa w sprawie rzekomych nielegalnych płatności, które Sarkozy miał otrzymywać od miliarderki Liliane Bettencourt, spadkobierczyni koncernu L’Oréal, na finansowanie kampanii wyborczej w 2007 r.

Obrona Sarkozego oskarża z kolei francuski wymiar sprawiedliwości o nielegalne podsłuchiwania poufnych rozmów prezydenta z jego prawnikiem. Argumentuje, że nie można udowodnić związku przyczynowego niezbędnego do stwierdzenia korupcji, jak również do nielegalnego finansowania kampanii z 2007 r.

Sarkozy twierdzi, że nie podjął żadnych kroków na rzecz „Gilberta” i podkreśla, że ten ostatni nigdy nie objął posady w Monako. Jego adwokaci powołują się na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z czerwca 2016 r., zgodnie z którym nagrania z podsłuchów mogą być uznane jako dowody przeciwko prawnikowi, ale nie jego klientowi.

Prawnicy są zdania, że byłemu prezydentowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności oraz milion euro grzywny.

Sarkozy wycofał się z życia politycznego po porażce w prawyborach partyjnych przed wyborami prezydenckimi w 2017 r. W czasie swojego urzędowania w latach 2007-12 tracił na popularności, stając się jednym z najmniej popularnych prezydentów V Republiki. Był postrzegany przez opinię publiczną jako „prezydent bogatych”. Wybory prezydenckie w 2012 r. przegrał w drugiej turze z Francois Hollande’em. Były prezydent i jego partia – Republikanie potępiają śledztwo jako motywowane politycznie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Groźne zamieszki w Paryżu

W Paryżu i w innych francuskich miastach odbywały się w sobotę demonstracje przeciwko ustawie o „globalnym bezpieczeństwie” oraz „w obronie wolności”. Protesty przerodziły się w zamieszki. Uczestnicy atakowali policję, tłukli szyby sklepów, podpalali samochody i barykady, a także rzucali kostką brukową. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym. Demonstranci w Paryżu, maszerujący z Porte des Lilas w kierunku pl. Republiki, nieśli transparenty o treści: „Wolność, równość, braterstwo, dla kogo!” oraz „Wszyscy nienawidzą policji”.

Doszło do przepychanek manifestujących z policją. Minister spraw wewnętrznych Gerard Darmanin poinformował, że do godz. 16.30 zatrzymano 22 osoby. Policja w Paryżu użyła gazu łzawiącego. Demonstranci podpalali samochody i kontenery na śmieci, tłukli szyby sklepów, a kilkudziesięciu ubranych na czarno i zamaskowanych protestujących budowało barykady i rzucało w policję butelkami i racami. Od trzech tygodni lewicowi demonstranci domagają się wycofania ustawy o „globalnym bezpieczeństwie”, która przewiduje kary za rozpowszechnianie nagrań, pokazujących dane osobowe lub twarze policjantów. Ustawa została przegłosowana przez Zgromadzenie Narodowe i ma trafić do senatu w styczniu.
Źródło info i foto: interia.pl