Ksiądz pedofil skazany za wykorzystywanie seksualne 13-latki

Sąd Rejonowy w Myszkowie (woj. śląskie) skazał w poniedziałek byłego wikarego z parafii w Koniecpolu na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat za wykorzystywanie seksualne 13-latki. Prokuratura, która żądała wyższej kary, zapowiada apelację. Michał P. dostał także 7,5 tys. zł grzywny i ma dożywotni zakaz pełnienia funkcji związanych z kontaktami z małoletnimi. Były wikary z parafii w Koniecpolu nie może też kontaktować się z pokrzywdzoną przez trzy lata i ma jej zapłacić 10 tys. zł zadośćuczynienia.

Aktualna kara to może nie być koniec, gdyż myszkowska prokuratura, która apelowała o bezwzględne pozbawienia wolności na trzy lata, zapowiada apelację. Z racji tego, że proces był niejawny, nie jest znane uzasadnienie sądu, który zdecydował się na łagodniejszą karę. Prokuratura złożyła akt oskarżenia w tej sprawie pod koniec listopada 2020 r. Michał P. usłyszał dwa zarzuty dotyczące pedofilii. Jesienią 2013 roku duchowny, będąc wikarym w parafii w Koniecpolu, doprowadził 13-letnią dziewczynkę do obcowania płciowego i poddania się tzw. innej czynności seksualnej.

Śledztwo rozpoczęło się w czerwcu 2019 roku, po zawiadomieniu o przestępstwie złożonym przez delegata tamtejszego biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży. Oskarżony wikary Michał P. nie przyznał się do winny. Proces był niejawny, dlatego też prokurator nie ujawnił jego wyjaśnień. Skrzywdzona przez wikarego dziewczynka została przesłuchana została z udziałem biegłego psychologa. Stwierdził on, że zeznania 13-latki są prawdziwe. Biegli psychiatrzy i seksuolog, którzy badali podejrzanego uznali, że ksiądz był poczytalny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ratzinger poprawia swoje oświadczenie ws. pedofilii księży w jego diecezji

Emerytowany papież Benedykt XVI zmienił swoją wcześniejszą wypowiedź na temat raportu dotyczącego pedofilii w diecezji Monachium-Fryzynga, której był biskupem. Joseph Ratzinger stwierdził, że był jednak obecny na spotkaniu, w czasie którego do diecezji został przyjęty ksiądz będący pedofilem. Ratzinger stał na czele diecezji w latach 1977-1982. Jak twierdzą autorzy raportu dotyczącego przestępstw seksualnych w diecezji, późniejszy papież Benedykt XVI niewłaściwie zachował się w 4 przypadkach.

Najgłośniejsza sprawa z nim związana dotyczy ks. Petera Hullermana. Duchowny w 1979 roku, kiedy pracował w diecezji Essen, został oskarżony przez 11-letniego chłopca, że w czasie wakacyjnego wyjazdu zmusił go do seksu oralnego. W międzyczasie pojawiły się trzy inne oskarżenia i ksiądz został skierowany na terapię psychologiczną do Monachium na początku 1980 roku.

Benedykt jednak był na spotkaniu

Kluczowe w tej sprawie było spotkanie, które odbyło się 15 stycznia 1980 roku. Wtedy zapadła decyzja o przeniesieniu księdza do Monachium. Wcześniej papież-senior uważał, że nie było go na tym spotkaniu, ale Urlich Warstl, prawnik przygotowujący raport odpowiada, że w protokole nie został odnotowany jako „nieobecny”. Jak dodał, kard. Ratzinger prawie na pewno był obecny i wiedział o przestępstwach seksualnych ks. Hullermana.

Teraz Benedykt XVI przyznał, że jednak był obecny na spotkaniu. Jak wyjaśnił emerytowany papież, błąd w jego wcześniejszej deklaracji nie został popełniony w „złej wierze”, ale podczas redagowania jego oświadczenia. Joseph Ratzinger przyznał, że jest mu „bardzo przykro z powodu tego błędu” i przeprosił.

Stwierdził też, że na tym spotkaniu „nie podjęto żadnej decyzji dotyczącej przydziału duszpasterskiego tego księdza” i chodziło jedynie o „zapewnienie mężczyźnie zakwaterowania podczas leczenia w Monachium”.

Zapowiedział też, że wyda w sprawie raportu kolejne oświadczenie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny przypadek pedofilii w polskim Kościele. Znany radomski ksiądz latami wykorzystywał seksualnie dzieci

Znany radomski duchowny, harcerz i karateka latami wykorzystywał seksualnie dzieci – ustaliła czwartkowa „Rzeczpospolita”.

Jak pisze w czwartkowym wydaniu „Rzeczpospolita”, „ksiądz Stanisław S. jest w Radomiu, Pionkach, Suchedniowie osobą znaną”. „Działacz podziemia antykomunistycznego, organizator mszy za ojczyznę, harcerz, sportowiec – jeden z bardziej znanych w Polsce popularyzatorów karate” – wylicza gazeta. Zaznacza też, że o stawianych mu zarzutach wykorzystywania seksualnego dzieci „Rzeczpospolita” pisała w czerwcu ub. roku.

„Teraz – po trwającym blisko półtora roku śledztwie – prokuratura orzekła, że w latach 1985–1998 duchowny +wielokrotnie+ doprowadził +do obcowania płciowego+ oraz +poddania się innym czynnościom seksualnym+ siedem osób znanych prokuraturze +oraz innych nieustalonych+” – pisze „Rz”.

Najmłodsza ofiara księdza miała dziewięć lat

Gazeta podkreśla, że najmłodsza ofiara księdza miała 9 lat, najstarsza 12. „Do wykorzystywania dochodziło w mieszkaniu duchownego, a także podczas obozów harcerskich i sportowych, które organizował” – dodaje dziennik.

Nie ma wątpliwości co do tego, że czyny te zaistniały. Zeznania pokrzywdzonych uznano za w pełni wiarygodne – mówi „Rzeczpospolitej” prok. Beata Galas, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Wszystkie te czyny uległy jednak przedawnieniu i śledztwo zostało umorzone – dodaje.

Z postanowienia o umorzeniu śledztwa, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, wynika, że stało się to 12 stycznia, a decyzja uprawomocniła się 15 lutego.

Zarzuty
Gazeta informuje, że ksiądz może jednak zostać ukarany z innego paragrafu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, 18 lutego prokuratura okręgowa skierowała do sądu w Zwoleniu akt oskarżenia przeciwko ks. S. „Duchownemu zostały postawione dwa zarzuty: złożenia fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa oraz składania fałszywych zeznań” – pisze gazeta.

Dziennik donosi, że wciąż istnieje również możliwość pociągnięcia go do odpowiedzialności za przestępstwa, które się przedawniły. „Radomska prokuratura musi przekazać dokumenty w sprawie do prokuratury regionalnej, a ta Państwowej Komisji ds. Pedofilii” – wyjaśnia dziennik.

Po zapoznaniu się z materiałami komisja może podjąć uchwałę o rozpoczęciu swojego postępowania wyjaśniającego – tłumaczy „Rz” prof. Błażej Kmieciak, szef komisji. Po analizie akt sprawy, wysłuchaniu pokrzywdzonych, świadków oraz osoby wskazanej jako sprawca może wydać decyzję o wpisaniu jego personaliów do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym – precyzuje.

„Rz” dodaje, że swoje postępowanie prowadzi także Kościół.

Z księdzem Stanisławem S. „Rz” nie udało się skontaktować.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ksiądz pedofil ma na sumieniu kolejną ofiarą. Do przestępstwa miało dojść w 1992 roku

Były ksiądz z Chodzieży Krzysztof G. ma na sumieniu kolejną ofiarę. Jak podaje „Głos Wielkopolski”, zdaniem prokuratury duchowny molestował już w swojej pierwszej parafii, do której trafił w 1992 roku. Ofiarą księdza był wówczas ministrant Leszek, który w ubiegłym roku wysłał zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury w Chodzieży, ale krótko po tym doznał ataku serca i zmarł.

Mimo śmierci zawiadamiającego śledczy zaczęli wyjaśniać sprawę. Przesłuchali bliskich mężczyzny (dzisiaj miałby 41 lat), w tym jego matkę. Okazało się, że ówczesny ministrant skarżył się rodzinie, co robi mu ksiądz, ale bliscy nic z tym nie zrobili.

„Doszło do czynów lubieżnych na jego szkodę, nie miał wtedy jeszcze ukończonych 15 lat. Chodzi o tzw. inne czynności seksualne: pocałunki i dotykanie w miejsca intymne. Ponadto padł ofiarą fizycznego i moralnego znęcania się ze strony księdza” – mówi prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

Krzysztof G. nie odpowie jednak za swoje czyny, ponieważ sprawa z pierwszej połowy lat 90. uległa przedawnieniu.

Gazeta przypomina, że Krzysztof G. pracował w kilku wielkopolskich parafiach.

Przed trzema laty głośna była historia Szymona, ministranta z Chodzieży, który opowiadał, że przez kilkanaście lat był gwałcony, rozpijany i wykorzystywany przez księdza. „Poznańska kuria, w tajemnicy przed opinią publiczną, usunęła później duchownego z kapłaństwa. Sprawę księdza Krzysztofa G. zaczęła także wyjaśniać Prokuratura Rejonowa w Chodzieży. Skończyło się postawieniem mu zarzutów kilkudziesięciu gwałtów na Szymonie oraz wykorzystania stosunku zależności między nimi” – pisze „Głos Wielkopolski”.

Proces powinien rozpocząć się w najbliższych miesiącach. Były ksiądz nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: interia.pl

Pedofil-recydywista grasował w Poznaniu. Mężczyzna zaczepiał tam 10-latka

Niebezpieczne zdarzenie w jednym z autobusów miejskich w Poznaniu. Pedofil zaczepiał tam 10-letniego chłopca! Sprawa została natychmiast zgłoszona na policję, a zeznania dziecka pomogły zatrzymać tego obleśnego człowieka. Do przykrego zdarzenia w jednym z autobusów miejskich w Poznaniu doszło w poniedziałek (21 września). Mężczyzna zaczepiał tam 10-latka. Sprawa została zgłoszona na policję.

– Na podstawie rysopisu podanego przez 10-latka policjanci z grupy operacyjnej wytypowali podejrzanego. We wtorek po południu został zatrzymany. Okazało się, że mężczyzna w przeszłości był już notowany za podobne przestępstwa – relacjonują mundurowi z Wielkopolskiej Policji.

Mł. insp. Andrzej Borowiak podkreślił, że policjanci i prokurator będą składać wniosek o areszt tymczasowy dla zatrzymanego, ponieważ jest on niebezpieczny.
Źródło info i foto: se.pl

Arcybiskup Grzegorz Ryś publikuje oświadczenie i zdradza dane ofiary molestowania

W oświadczeniu arcybiskupa Grzegorza Rysia na zarzuty, iż miał nie zareagować na ukrywanie księdza pedofila przez bp. Dziubę, pojawiło się imię i nazwisko osoby wykorzystywanej seksualnie przez duchownego. – To pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem z jego strony – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

W reportażu dziennikarzy OKO.press Daniela Flisa i Sebastiana Klauzińskiego opublikowanym 2 września dotyczącym historii pana Janusza pojawił się zarzut, że abp. Ryś już w maju 2019 roku otrzymał od prymasa Wojciecha Polaka zawiadomienie o skardze na “ukrywanie przez ks. biskupa Andrzeja Dziubę sprawy księdza pedofila, księdza Piotra S.” i nic z tą informacją nie zrobił.

„Dochodzenie w sprawie biskupa Dziuby abp Ryś wszczął dopiero w czerwcu 2020 roku, gdy Janusz zwrócił się do niego bezpośrednio” – piszą autorzy reportażu.

W środę rano na stronie archidiecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, który stwierdził, że Interpretację faktów dziennikarzy OKO.press uważa on „za stronniczą, świadomie krzywdzącą i godzącą w moje dobre imię”. Metropolita łódzki przedstawił też bieg wydarzeń dotyczący ks. Piotra S. prezentując pismo, jakie dotarło do niego od Prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka.

Problem w tym, że z pisma nie usunięto nazwiska osoby pokrzywdzonej, natomiast usunięto nazwisko księdza, który miał się dopuścić wykorzystywania seksualnego. Po kilku godzinach błąd został naprawiony.

„Z pisma tego wynika jednoznacznie, iż Ksiądz Prymas poinformował Pana Janusza S. o tym, że powinien się zwrócić do mnie z zawiadomieniem o możliwych zaniedbaniach ze strony bpa Andrzeja Dziuby. Wskazuje na to jednoznacznie także i fakt, że kancelaria Księdza Prymasa nie przekazała mi żadnego kontaktu do Pana S., żadnego adresu, nawet e-mail. Miałem więc słuszne prawo oczekiwać, iż pokrzywdzony wkrótce zwróci się do mnie z odpowiednim zawiadomieniem. Nie uczynił tego jednak przez cały rok” – tłumaczy swoje zachowanie abp Ryś.

„To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane”

– Mam nadzieję, że to niedopatrzenie, a nie świadome działanie. Jednak nazwisko pokrzywdzonego poszło w eter. To potęguje brak zaufania do Kościoła – uważa Artur Nowak, który zajmuje się m.in. obroną osób pokrzywdzonych przez duchownych.

Jego zdaniem, znamienne jest to, że w pierwotnej wersji komunikatu dane ofiary zostały upublicznione, natomiast w dane sprawcy wykorzystywania seksualnego nie.

– To znamienne, że dane księdza pedofila były zanonimizowane. Uważam, że gdyby nie presja mediów, biskupi dalej byliby bezkarni. Arcybiskup Ryś zamiast opowiadać, że dziennikarze naruszają jego dobra osobiste, powinien wziąć się do roboty. Na razie sam naruszył dobra osobiste ofiary – dodaje w rozmowie z Onetem Nowak.

– Nie wierzę w takie przypadki. W takich sytuacjach oświadczenie zwykle jest pisane przez prawnika kurii, sprawdza je kanclerz, przechodzi przez rzecznika prasowego, a na koniec podpisuje je biskup. Nie sądzę, by nikt nie wyłapał takiego błędu – dodaje inny prawnik, który od lat zajmuje się tematem pedofilii w kościele katolickim.

Poprosiłem o komentarz również pana Janusza, bohatera reportażu OKO.press, ale ten nie chciał się wypowiedzieć w tej sprawie.

Faktem jest, że arcybiskup Grzegorz Ryś oraz kuria archidiecezji łódzkiej nie tylko naruszyła dobra osobiste pokrzywdzonego, ale również naruszyła zapisy instrukcji motu proprio Vos estis lux mundi, wydanej w 2019 r. przez papieża Franciszka w celu ochrony osób wykorzystywanych seksualnie przez osoby duchowne.

W art. 5 ust. 1 czytamy: „Władze kościelne są zobowiązane, aby ci, którzy twierdzą, że są poszkodowani, wraz ze swoimi rodzinami, byli traktowani z godnością i szacunkiem”.

Natomiast w ust. 2 przykazano: „Należy chronić wizerunek i sferę prywatną zaangażowanych osób, jak również poufność danych osobowych”.

– Oświadczenie arcybiskupa jest dla mnie pokrętną formą uzasadniania swojej bierności w sprawie pana Janusza. Opublikowanie jego nazwiska i tłumaczenie, że nie podjęło się żadnych działań w sprawie przez rok, pokazuje, że troska o ofiarę i jej dobro jest tylko pustosłowiem ze strony. Skoro ofiara się nie zgłaszała, to właśnie abp Ryś mógł sam nawiązać taki kontakt – uważa kanonista dr Piotr Szeląg.

Przypomnijmy, że w niedawnym liście skierowanym do wiernych diecezji kaliskiej abp Ryś pisał, że w obliczu skandali wykorzystywania seksualnego trzeba skupić się na dobru człowieka. „Zwłaszcza osoba skrzywdzona i wykorzystana. Zwłaszcza osoba, która nie ma możliwości dochodzenia i ochrony swoich praw. Dobro osoby jest najwłaściwszym uzasadnieniem poddania się najpierw Bożym przykazaniom” – przekazał wtedy metropolita łódzki.

Arcybiskup nie odpowiada na pytania, ale przeprasza

Zadzwoniłem do rzecznika prasowego kurii archidiecezji łódzkiej ks. Pawła Kłysa z pytaniem, dlaczego abp Ryś opublikował personalia ofiary księdza pedofila. Dowiedziałem się od niego jedynie, że w oświadczeniu nie padło słowo „ofiara”. Drogą mailową zapytałem, czy ordynariusz łódzki zdaje sobie sprawę z krzywdy, jaką wyrządził panu Januszowi. Do momentu publikacji tego tekstu nie otrzymałem odpowiedzi.

Po godz. 17.30 na stronie diecezji łódzkiej pojawiło się oświadczenie abpa Rysia, w którym przeprosił pana Janusza.

„W pierwotnym tekście mojego oświadczenia zamieszczonego na stronie Archidiecezji Łódzkiej i innych mediach znalazło się nazwisko osoby poszkodowanej. Nie powinno się tak stać. Bardzo przepraszam. Nie chciałem naruszyć niczyich dóbr osobistych ani – tym bardziej – pomnażać już doznanych cierpień. Chciałem jedynie udzielić szczegółowych wyjaśnień w związku z postawionymi mi zarzutami. Jeszcze raz przepraszam” – napisano.

Papież wyznaczył arcybiskupa Grzegorza Rysia na administratora apostolskiego diecezji kaliskiej
Grzegorz Ryś w lipcu br. przejął obowiązki bp. Edwarda Janiaka, jednego z negatywnych bohaterów filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Był to efekt decyzji papieża Franciszka, który wyznaczył abp. Rysia na administratora apostolskiego sede plena diecezji kaliskiej.

– Rozwiązanie sytuacji w diecezji kaliskiej jest warunkiem dalszego i owocnego podjęcia tego, do czego powołany jest Kościół, to znaczy ewangelizacji – mówił krótko po tym metropolita łódzki.

– Prawo, tak kanoniczne, jak i państwowe, jest tu jasne: otrzymawszy zgłoszenie, biskup ma obowiązek uruchomić dochodzenie wstępne i jego wyniki przekazać do Stolicy Apostolskiej, i następnie postępować zgodnie z poleceniami Kongregacji Doktryny Wiary. Jeśli natomiast mówimy o państwowym wymiarze prawnym, to biskup ma obowiązek zgłoszenia do prokuratury możliwości popełnienia przestępstwa – przypomniał abp Ryś.

Onet ujawnił z kolei, że nie tylko biskup Janiak jest podejrzewany o tuszowanie przestępstw.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest list gończy za ukrywającym się pedofilem. Poszukiwany to 47-letni Andrzej Ziębicki

Pedofil z Łodzi ukrywa się od czterech lat. Sąd wydał za nim list gończy. Skazany za pedofilię Andrzej Ziębicki nie stawił się w więzieniu. Szuka go policja w całej Europie. Andrzej Ziębicki (47 l.) z Łodzi od 2016 roku jest nieuchwytny, choć ściga go policja niemal na całym świecie. Sąd skazał go na 2,5 roku więzienia za pedofilię i posiadanie pornografii dziecięcej.

Andrzej Ziębicki został zatrzymany przez policję i aresztowany przez sąd w lipcu 2014 roku, a w marcu 2015 roku zwolnił z aresztu jeszcze przed ogłoszeniem wyroku. Ten zapadł 29 czerwca 2015 r. Sąd Rejonowy Łódź Śródmieście uznał oskarżonego winnym popełnienia zarzucanych przez prokuraturę czynów i za pedofilię oraz posiadanie pornografii dziecięcej skazał oskarżonego na dwa i pół roku więzienia i czteroletni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną. Kiedy w grudniu 2015 roku po apelacji sąd okręgowy utrzymał wyrok skazujący, oskarżony powinien zgłosić się do więzienia, by odbyć co najmniej dziewięć miesięcy kary (sąd zaliczył mu na poczet kary 9–miesięczny pobyt w areszcie, a po 18 miesiącach mógłby ubiegać się o zwolnienie warunkowe).

Pedofil na wolności oczekiwał na prawomocny wyrok. Musiał tylko raz w tygodniu meldować się w komisariacie policji. On jednak nie zamierzał trafić do celi. Uciekł i od czterech lat się ukrywa. – Oskarżony nie stawił się w wyznaczonym terminie do właściwej jednostki penitencjarnej celem odbycia kary pozbawienia wolności – informuje nas sędzia Damian Krakowiak rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi. – Postanowieniem z dnia 23 czerwca 2016 r. zarządzono poszukiwania Andrzeja Z. listem gończym. Z uwagi na bezskuteczność poszukiwań oraz informację, że oskarżony przebywa poza granicami kraju Sąd Rejonowy dla Łodzi – Śródmieścia w Łodzi wystąpił o wydanie europejskiego nakazu aresztowania. Takie orzeczenie w listopadzie 2019 r. wydał Sąd Okręgowy w Łodzi.

Policja prosi o kontakt osoby, które wiedzą, gzie przebywa poszukiwany. Osobom, które pomogą w ujęciu groźnego pedofila policja zapewnia anonimowość.

List gończy na stronie łódzkiej policji

Na stronie internetowej łódzkiej policji czytamy: – Wszelkie informacje mogące mieć znaczenie w zatrzymaniu poszukiwanego proszę kierować do I Komisariatu Policji KMP w Łodzi ul. Sienkiewicza 28/30. Telefon 42 6651485 (Zespół Poszukiwań i Identyfikacji Osób I KP KMP w Łodzi), na telefon 42 6651401 (oficer dyżurny I KP KMP w Łodzi) albo całodobowo na numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Przyjaciel podejrzanego, jest przekonany o jego winie

Przyjaciel pedofila przerywa milczenie! Michael Tatschl, który przez osiem miesięcy siedział w więzieniu z głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, potwierdza podejrzenia policjantów. – Wiem, że on to zrobił, powinien się przyznać – wyznaje Tatschl w wywiadzie dla „The Telegraph”.

Siedzili razem w więzieniu przez długich osiem miesięcy, a kiedy wyszli na wolność, mieszkali w jednym domu. Przez ten czas Michael Tatschl zdążył doskonale poznać swojego kumpla z więziennej celi, Christiana Bruecknera. Dziś opowiada, że już rok temu był przesłuchiwany przez policję, a teraz udzielił wywiadu „The Telegraph”. – Wiem, że on to zrobił – wyznaje dziś kryminalista, skazywany zresztą za kradzieże, nie za pedofilię. – Mówił o porywaniu dzieci i sprzedawaniu ich do Maroka. Najpierw myślałem, że to żart – dodaje.

– Wszyscy wiedzieli, że to zboczeniec. Cały czas siedział na dark webie. Widziałem też jego kampera, to była droga rzecz, Myślałem najpierw, że kupił go za pieniądze z umowy narkotykowej, ale potem doszedłem do wniosku, że to pieniądze ze Maddie. Powinien się przyznać policji i zamknąć tę całą sprawę – podsumowuje dawny przyjaciel niemieckiego pedofila. Brueckner siedzi teraz w więzieniu w związku z innymi przestępstwami. Utrzymuje, że nie ma nic wspólnego ze zniknięciem Maddie. 4-latka zniknęła z pokoju hotelowego w portugalskim kurorcie w 2007 roku.
Źródło info i foto: se.pl

Toruń: Ofiara księdza pedofila domaga się od diecezji 1 mln złotych

W czwartek ruszył w Sądzie Okręgowym w Toruniu proces cywilny ws. zadośćuczynienia dla ofiary księdza pedofila. Mariusz Milewski domaga się od diecezji toruńskiej 1 mln zł, gdyż był ofiarą molestowania przez ks. Jarosława P. Duchowny został prawomocnie skazany w 2016 r.

W 2016 r. Sąd Rejonowy w Nowym Mieście Lubawskim skazał Jarosława P. za molestowanie małoletniego Milewskiego (zgadza się na podanie swojego nazwiska – red.) w latach 2000-2009 na trzy lata więzienia. Według Milewskiego, wyrok uprawomocnił się w 2107 r., a od 2018 r. ks. Jarosław P. odbywa wyrok. W zeszłym roku Sąd Najwyższy nie uwzględnił kasacji wniesionej przez skazanego.

Proces jest niejawny i toczy się za zamkniętymi drzwiami.

– Mogę potwierdzić rozpoczęcie procesu – powiedział po wyjściu z sali rozpraw pełnomocnik Milewskiego adwokat Laszlo Schlesinger.

Sam Milewski powiedział, że postępowanie zostało odroczone do 5 maja ze względów formalnych.

– Kuria umywa ręce, tak jak to było do tej pory. Jest to dla mnie bardzo stresujące. Myślałem, że Kościół, tak jak to głosi wszem i wobec, będzie kierował się miłosierdziem, ale widać, iż staje on po drugiej stronie chcąc, aby mój stan psychiczny był jeszcze gorszy – podkreślił Milewski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Świebodzice: Atak pedofila na jednym z osiedli

„To nie było tak, jak mamusia mnie całuje na dobranoc” – wyznała Ania w czasie procesu. Została skrzywdzona na jednym z osiedli w Świebodzicach (woj. dolnośląskie). Tam, gdzie czuła się zawsze najbezpieczniej. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, Bogdan Nowacki to pedofil, który od lat molestuje małe dzieci, ale konsekwentnie odmawia leczenia. Państwo jest bezradne?

Wszystko wydarzyło się 17 sierpnia 2010 roku. To wtedy roztrzęsiona mama 7-letniej Ani zawiadomiła policję, że jej córka została skrzywdzona, gdy bawiła się z koleżanką na podwórku w Świebodzicach. Najpierw próbował z Olą, której torebka wkręciła się w szprychy roweru. Gdy mu się nie udało, zaciągnął do bramy Anię. „Powiedział jej, że jest bardzo grzeczną dziewczynką. Potem ją pogłaskał po głowie i powiedział: Otwórz buzię, to dam ci cukierka. A następnie pocałował, wkładając swój język w jej usta” – relacjonowała 28-letnia matka.

Zapłakanej dziewczynce udało się wyrwać i uciec „starszemu panu”, ale okazało się, że nie ją jedną ma na sumieniu. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, 58-letni wówczas bezrobotny Bogdan Nowacki swoją pedofilską karierę zaczął już w wieku 18 lat. A przynajmniej wtedy został skazany po raz pierwszy. Okazało się, że mężczyzna praktycznie nie wychodził z więzienia. Tym razem wypuszczono go kilka miesięcy wcześniej. Jego matka wiedziała, że to kwestia czasu, zanim znowu zostanie złapany. Dlaczego więc nic nie zrobiła?

Po raz pierwszy Nowacki został skazany w 1970 r. na karę grzywny. Potem były kolejne wyroki więzienia (w sumie było ich aż 17). Wychodził i niedługo później wracał. Za kratkami spędził aż 37 lat. Wciąż go wypuszczano, choć czyny, jakich się dopuszczał były coraz bardziej drastyczne (np. dwoje małżonków pobił młotkiem, za co odsiedział 10 lat). Do molestowania dzieci nigdy się nie przyznał. Za każdym razem twierdził, że chciał im „pomóc” i „pocieszyć”.

Zeznał, że Ani też chciał tylko pomóc. – Nie zmienię tego, że jak widzę dziecko biednie ubrane, tak latające, zawsze pomogę chętnie, czymś poczęstuję. To mi sprawia przyjemność i dziecku też. Tak samo zachowuję się do ludzi starszych i zwierząt – mówił. – Gdyby Bóg mógł przemówić, to by pani usłyszała prawdę – przekonywał.

Biegli stwierdzili, że Nowacki wykazuje cechy osobowości psychopatycznej i jest uzależniony od alkoholu. Nie mieli też wątpliwości, że ujawnia zaburzenia popędu seksualnego o typie pedofilii. Co więcej, nie odróżnia dziewczynki od dorosłej kobiety! Kiedy jednak w 2010 roku sąd chciał skierować mężczyznę na badania do seksuologa, ten zaczął krzyczeć, że jest zdrowy. Powtarzał, że nie jest pedofilem i że fałszywie go oskarżono. Nie miał zamiaru zgodzić się na badanie, a co dopiero leczenie.

Ostatecznie w 2011 r. Bogdan Nowacki został skazany na 4,5 roku więzienia. Gdy w 2016 r. wyszedł na wolność, mieszkańcy Wałbrzycha zaczęli go zauważać, jak pod szkołami nagabuje wychodzące z nich dzieci. Proponował im pójście z nim w krzaki. Choć zaczepiał w ten sposób 11 dzieci, sąd skazał go jedynie za 3 przypadki „nagabywania dzieci w celu doprowadzenia ich do tzw. innych czynności seksualnych”.

Pedofil miał wtedy 65 lat. Na wolność wyjdzie już za około cztery lata i zapewne wróci do starych zwyczajów. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, by sąd wysłał go na przymusowe leczenie?
Źródło info i foto: Fakt.pl