Wysadzony bankomat w Śremie

W nocy z czwartku na piątek, około godziny 01.30 na dużej części Jezioran w Śremie było słuchać potężny huk. Powodem był wybuch bankomatu w bloku przy ulicy Chłapowskiego 31. Sprawą zajmuje się śremska policja. Do wybuchu bankomatu doszło w bloku przy ulicy Chłapowskiego 31. Bankomat znajdował się tuż obok banku PKO, do którego zresztą należał. W powietrze wyleciała maszyna znajdująca się w pomieszczeniu.

Wybuch doszczętnie zniszczył bankomat, uszkodził także sufit wnętrza banku i część znajdujących się w nim sprzętów. Ucierpiała również znajdująca się obok drogeria – wybitych i uszkodzonych została spora część szyb.

Na miejsce po chwili dotarli funkcjonariusze śremskiej policji, którzy wyjaśniają czy doszło do wysadzenia bankomatu i czy ewentualnym złodziejom udało się coś ukraść. Świadkowie przyznają, że chwilę po wybuchu z parkingu znajdującego się przed blokiem z piskiem opon odjechał ciemny samochód.
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Sławomir Nowak wróci do aresztu? Ma problem z zebraniem środków na kaucję

Podejrzany o przestępstwa korupcyjne były minister transportu nie wpłacił do tej pory miliona złotych, które pozwoliłyby mu uniknąć powrotu za mury aresztu. – Sławomir Nowak i jego rodzina nie mają możliwości ekonomicznych, by uiścić tak ogromną kwotę poręczenia majątkowego – przekazała tvn24.pl jego adwokat Joanna Broniszewska.

Gdy 2 czerwca sędzia Dorota Radlińska decydowała o losie Sławomira Nowaka, on sam był w Warszawie, przygotowany na to, że będzie musiał wrócić za kraty. Sędzia Radlińska orzekła, że areszt w tej sprawie jest konieczny, ale jeśli podejrzany wpłaci na konto prokuratury milion złotych kaucji, będzie mógł pozostać na wolności.

– Nie wchodzi w rachubę hipoteka na nieruchomościach, żadne poręczenia innych osób, wyłącznie przelew na taką kwotę, jak zdecydował sąd – usłyszeliśmy nieoficjalnie w prokuraturze.

Powrót za mury aresztu

Na wpłatę tej kwoty Nowak dostał ponad dwa tygodnie. Od decyzji sądu minęło dziewięć dni. Pieniędzy wciąż nie wpłacił. I, jak wynika z ustaleń tvn24.pl, może mieć z tym problem.

– Przy tak niespotykanym, wieloletnim zaangażowaniu służb państwa i niespotykanym ostracyzmie wobec tej rodziny jestem sceptyczna wobec odwagi kogokolwiek, kto, kontestując skrajnie intencjonalnie działania prokuratury, wsparłby tę rodzinę, dając szansę na możliwość obrony w warunkach wolnościowych – mówi nam mec. Broniszewska.

Od samego początku, gdy podjęła się obrony byłego ministra transportu, mecenas podkreśla, że jej klient jest niewinny, a w materiałach zgromadzonych przez ukraińskich i polskich śledczych nie ma żadnych dowodów jego winy.

Nowak siedział w areszcie blisko dziewięć miesięcy, od lipca 2020 roku, kiedy zatrzymali go agenci CBA. 12 kwietnia tego roku Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że może wyjść na wolność. Sąd uznał m.in., że skoro przesłuchanych 33 kolejnych świadków zeznawało korzystnie dla niego, Nowak nie miałby powodu, żeby utrudniać śledztwo. Jednocześnie sędzia orzekła, że podejrzany musi oddać paszport, regularnie meldować się na komisariacie oraz wpłacić milion złotych poręczenia majątkowego.

Prokuratura zaskarżyła tę decyzję. Z kolei obrona zaskarżyła decyzję o milionowej kaucji.

„Legislacyjne grafomaństwo”

Sad Apelacyjny w Warszawie uznał argumenty prokuratury, zdecydował o powrocie Nowaka za kraty, ale zastrzegł, że warunkowo będzie on mógł wyjść, jeśli wpłaci milion złotych kaucji. Sąd ocenił, że przestępstwa, których popełnienie zarzuca Nowakowi prokuratura, są zagrożone wysokim wymiarem kary, nawet do 15 lat więzienia.

Sąd apelacyjny formalnie uchylił więc decyzję sądu niższej instancji, ale skutek pozostał podobny: jeśli Nowak chce zostać na wolności, musi wpłacić milion złotych.

Taka decyzja oznacza też, że stronom przysługuje od niej odwołanie. Zażalenie na nią złoży zarówno obrona, jak i prokuratura. Zażalenie to rozpozna trzyosobowy skład Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

– Prokuratura cały czas stoi na stanowisku, że dla dobra śledztwa Sławomir Nowak musi pozostawać w areszcie – wyjaśniał prokurator Jan Drelewski.

Według obrony decyzja sądu apelacyjnego to „porażka całego wymiaru sprawiedliwości”. – Zażalenia prokuratora i obrońcy nie zostały rozpoznane co do istoty sprawy [przez sędzię Dorotę Radlińską -red.]. To efekt legislacyjnego grafomaństwa ostatnich lat. Sędzia zamiast rozpoznać zażalenie i wydać jednoznaczne orzeczenie wykorzystała świeżą nowelizację Kodeksu postępowania karnego i zrzuciła decyzję na innych sędziów sądu apelacyjnego – ocenia w rozmowie z nami mecenas Broniszewska.

Ukraina nie chce śledztwa

Według kilku niezależnych od siebie źródeł tvn24.pl, na biurko prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry trafił wniosek strony ukraińskiej, by to Polska przejęła w całości śledztwo dotyczące Sławomira Nowaka. Przypomnijmy, że początkowo dotyczyło ono podejrzeń, że jako szef Ukrawtodor (odpowiednik polskiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad) przyjmował łapówki w zamian za korzystne dla firm budowlanych decyzje. Szczegóły tych zarzutów ujawniliśmy w tvn24.pl w sierpniu ubiegłego roku.

O ukraiński wniosek zapytaliśmy oficjalnie rzecznika Prokuratury Krajowej prokuratora Łukasza Łapczyńskiego. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy do chwili publikacji tekstu.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się w prokuraturze, że „trwają analizy tego wniosku”.

To, że taki wniosek trafił do Polski, potwierdza nam mecenas Broniszewska. – O tym, że władze ukraińskie w styczniu 2021 roku przekazały wszystkie tak zwane własne materiały ze śledztwa, z prośbą o dalsze prowadzenie sprawy przez polską prokuraturę i polski wymiar sprawiedliwości, dowiedziałam się w styczniu ze strony ukraińskiej. Mija pół roku i wciąż nie ma merytorycznej decyzji w tej kwestii – komentuje.

Mecenas Broniszewska wskazuje na komplikacje, które będą efektem ewentualnej decyzji o przejęciu śledztwa i w konsekwencji procesu.

– To szereg wyzwań intelektualnych nawet dla doświadczonych prawników, nie wspominając już o obowiązujących przepisach prawa polskiego, ukraińskiego i międzynarodowego. Jak osądzić zorganizowaną grupę przestępczą, skoro jej członkowie nie są polskimi obywatelami, nie przebywają w Polsce i najprawdopodobniej nigdy nie staną przed polskim wymiarem sprawiedliwości? – pyta mecenas Broniszewska.

„To bardzo trudne”

O to, jak będzie ewentualnie wyglądało śledztwo (a następnie proces) z tyloma świadkami, którzy mieszkają na Ukrainie, zapytaliśmy już w kwietniu tego roku Prokuraturę Krajową. Ponawialiśmy swoje pytania – jednak nie otrzymaliśmy żadnych odpowiedzi.

– Już na etapie śledztwa to jest bardzo trudne, a w momencie rozpoczęcia procesu sytuacja tylko się skomplikuje – ocenia były prokurator krajowy, a dziś mecenas Janusz Kaczmarek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Pieniądze z zasiłków dla bezrobotnych trafiały do organizacji przestępczych

Nawet połowa pieniędzy wypłaconych w USA w czasie pandemii koronawirusa w ramach zasiłków dla bezrobotnych mogła trafić do zagranicznych grup przestępczych – podał portal Axios. Kwota skradzionych funduszy może sięgać 400 mld dolarów.

Portal powołuje się na szefa serwisu ID.me, który specjalizuje się w zapobieganiu oszustwom tego typu. W jego ocenie USA straciły za sprawą oszustów ponad 400 mld dolarów. Większość z tych pieniędzy miało paść łupem zagranicznych grup przestępczych, m.in. z Chin, Rosji czy Nigerii – i zostać wytransferowanych za granicę. Ale aktywne w tym procederze były też miejscowe uliczne gangi.

Mechanizm kradzieży publicznych pieniędzy był dość prosty i opierał się przede wszystkim na kradzieży lub wyłudzaniu danych osobowych od ludzi w internecie. Pieniądze, które wpływały na konta fałszywych bezrobotnych, były później pobierane z bankomatów przez „słupy” na miejscu i wyprowadzane za granicę.

– Te zagraniczne grupy są z pewnością wspierane przez państwa – ocenił w rozmowie z Axios Haywood Talcove, szef firmy zajmującej się bezpieczeństwem LexisNexis Risk Solutions.

Według ekspertów kryminaliści wykorzystali pośpiech we wprowadzaniu pomocy państwa. Przed pandemią oszustwa tego typu były stosunkowo rzadkie, jednak podczas pandemii zasiłki dla bezrobotnych zostały radykalnie rozszerzone, a stanowe władze były nieprzygotowane do wykrywania nieprawidłowości. Wyłudzenia miały miejsce głównie w stanach, które nie miały systemów wykrywania oszustw.
Źródło info i foto: TVP.info

Poszukiwany mężczyzna ze zdjęcia. To on okradł powstańca

Stołeczna policja publikuje wizerunek mężczyzny, który okradł 90-letniego powstania warszawskiego Janusza Badurę ps. Jastrząb. Stracił on 23 tys. złotych, kiedy chciał pomóc nieznajomemu, który poprosił go o pieniądze na paliwo. Powstaniec został poproszony o pomoc przez mężczyznę twierdzącego, że zabrakło mu na paliwo. Później okazało się, że przez dobre serce stracił pieniądze odłożone m.in. na operację zaćmy.

Policjanci z Komendy Rejonowej Policji Warszawa Wola prowadzą postępowanie przygotowawcze dotyczące kradzieży. Do zdarzenia doszło 23 maja br. około godziny 8.30. Policjanci zabezpieczyli monitoring, który zarejestrował wizerunek mężczyzny mogącego mieć związek z tą sprawą.

„Jeżeli ktoś rozpoznaje mężczyznę na publikowanym zdjęciu, prosimy o kontakt z jednostką Policji przy ul. Żytniej 36 tel. 47 723 94 50,47 723 94 29, na numer 112 lub pisząc na adres e-mail: oficer.prasowy.krp4@ksp.policja.gov.pl” – poinformowała w komunikacie kom. Marta Sulowska, rzecznik policji na Woli.

Zbierał na operację zaćmy

– Z ustaleń policji wynika, że do pokrzywdzonego podszedł nieznajomy mężczyzna, który informował go, że przyjechał do Warszawy i zabrakło mu paliwa. Zwrócił się o pomoc finansową na jego zakup. Pokrzywdzony, chcąc pomóc mężczyźnie, poszedł do mieszkania. W tym czasie doszło do kradzieży pieniędzy – zrelacjonowała kom. Sulowska.

Powstaniec został okradziony z pieniędzy, które odkładał m.in. na operację zaćmy. – Te pieniądze, miałem około 25 tysięcy, były przeznaczone na czynsz – 1,5 tysiąca – bo ja wynajmuję to mieszkanie i właścicielce co miesiąc płacę. Czekałem również na operację zdjęcia zaćmy z oczu. I na protezy trzy tysiące miało być – wyjaśnił w rozmowie z Polsat News Janusz Badura ps. Jastrząb.

„Całe życie pomagałem”

Powstaniec dochodzi do smutnych wniosków. – Od 1943 roku, od okupacji, byłem harcerzem i składałem przyrzeczenie harcerskie, w którym ślubowałem pomagać bliźniemu swemu. Całe życie starałem się pomagać. Szkoda, że często to przeciwko mnie się obraca. Doszedłem do wniosku, że nie opłaca się być za dobrym – powiedział 90-latek.

Oburzenia nie kryje również Tomasz Misztal z Domu Wsparcia dla Powstańców Warszawskich. – To jest człowiek, który walczył za naszą wolność, walczył za wolną Warszawę. I w tej Warszawie został brutalnie zaatakowany przez bandytów, którzy nie mają sumienia atakując starszego człowieka. Zbierał te pieniądze na operacje, dzisiaj ich nie ma – powiedział.
Źródło info i foto: interia.pl

Ksiądz przekazał pieniądze parafii oszustom. Chciał inwestować w kryptowaluty

Pieniądze parafii i pożyczone od wiernych trafiły w ręce oszustów. Przekazał je im proboszcz opolskiej parafii Sławice, wierząc, że inwestuje w kryptowaluty. Jak poinformował Joachim Kobienia, rzecznik opolskiej kurii, decyzją biskupa został odwołany ze stanowiska. O nadużyciach proboszcza, który pieniądze parafii oraz pożyczone od wiernych środki chciał zainwestować w kryptowaluty, wierni dowiedzieli się podczas mszy, po odczytaniu przez duchownego listu do parafian.

Jak poinformował rzecznik opolskiej kurii, ksiądz Joachim Kobienia, po uzyskaniu informacji o nieprawidłowościach finansowych w parafii, biskup podjął natychmiastową decyzję o odwołaniu proboszcza. Duchowny ma oddać pieniądze pokrzywdzonym. Zadeklarował, że m.in. w tym celu sprzeda swój samochód. Rzecznik kurii nie powiedział, ile pieniędzy opolski proboszcz przekazał oszustom i od ilu osób pożyczył pieniądze.
Źródło info i foto: interia.pl

Strzelaniny i napad na ciężarówkę w Amsterdamie

W środę 19 maja w Amsterdamie doszło do dwóch strzelanin. Wszystko zaczęło się od napadu na ciężarówkę przewożącą pieniądze. Jeden ze sprawców nie żyje. Napad z bronią w ręku, który rozpoczął się strzelaniną na postoju dla ciężarówek opancerzonych w Amsterdamie-Noord, zakończył się kolejną strzelaniną w miasteczku Broek. Dwóch z sześciu aresztowanych sprawców zostało rannych, nie wiadomo jednak jakie odnieśli obrażenia.

Do napadu na ciężarówkę doszło około godziny 14:15. To wtedy zgłoszono służbom, że na parkingu padły strzały. Jeden ze świadków powiedział, że widział przynajmniej jedną osobę strzelającą z czegoś „co wyglądało na AK-47” – donosi nltimes.nl.

Policja i ratownicy medyczni natychmiast wyruszyli na miejsce zdarzenia, a sprawcy w dwóch samochodach rozpoczęli ucieczkę. W pościgu wzięło udział kilkadziesiąt pojazdów policyjnych, które zostały doprowadzone do miasteczka Broek, gdzie padły kolejne strzały i doszło do zatrzymania sześciu osób. Ze względu na duże niebezpieczeństwo funkcjonariusze zablokowali okoliczne ulice. Na nagraniach zarejestrowanych przez świadków widać kilka samochodów, które stanęły w płomieniach.

W czasie pościgu wykorzystano trzy helikoptery policyjne i psy tropiące. Na razie nie wiadomo jak zginął jeden ze sprawców, ani czy udało się aresztować wszystkich pozostałych odpowiedzialnych za napad. Siły specjalne wciąż przeszukują teren. Policja nie wyklucza, że po okolicy chodzi więcej podejrzanych – pisze „De Telegraaf”.

W nadchodzących godzinach władze będą utrzymywać zwiększoną ochronę wokół miejsc, w których doszło do incydentów, prawdopodobnie powodując lokalne zakłócenia transportu – informuje garda.com.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Grudziądz: Kradzież i atak na policjanta. Policjant oddał 8 strzałów

Zuchwała kradzież i atak na policjanta w Grudziądzu. Sprawcy uciekli, mimo że auto, którym się poruszali, siedmiokrotnie zostało trafione ze służbowej, policyjnej broni – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM. Dramatyczne sceny rozegrały się w Grudziądzu w nocy.

Wieczorem policjanci zatrzymali nastolatka wiązanego z kradzieżą kasetki z pieniędzmi z jednego ze sklepów. Kilka godzin później znaleźli samochód, który mógł być użyty w tej kradzieży. Stał zaparkowany na jednym z podwórek. W środku były dwie osoby. Funkcjonariusze chcieli je zatrzymać – osoby te nie chciały jednak otworzyć drzwi auta.

Gdy jeden z policjantów chciał wybić szybę służbową pałką, kierowca gwałtownie ruszył, przygniatając go do zaparkowanego obok auta. Policjantowi nie stało się nic poważnego, oswobodził się, chwycił za broń i zaczął strzelać w kierunku samochodu.

Oddał w sumie 7 strzałów, ale kierowcy i tak udało się odjechać. Porzucony samochód znaleziono później przy ul. Polnej w Grudziądzu.

Według informacji Kuby Kaługi policjanci doszukali się w aucie siedem tzw. przestrzelin. Nieoficjalnie dziennikarz RMF FM dowiedział się też, że w tej sprawie zatrzymane zostały już dwie osoby – policjanci nie udzielają na razie jednak żadnych szczegółowych informacji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Z kolegami chciał zabić ojca dla pieniędzy. Planowali podłożyć bombę w szpitalu

Dla pieniędzy był w stanie posunąć się do najgorszych rzeczy, nawet zabić własnego ojca. Razem z kolegami próbował go otruć, dotkliwie pobili, a nawet wywołali alarm bombowy. Mężczyzna kilka razy uszedł z życiem. Trójka oprawców wkrótce odpowie za usiłowanie zabójstwa. Dwóch z nich ma jeszcze na sumieniu inną zbrodnię. Wcześniej zabili innego mężczyznę, a jego ciało ukryli pod podłogą altanki działkowej. Grozi im dożywocie.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie zakończyła śledztwo w sprawie dramatycznych zdarzeń, do których doszło na Wyspie Puckiej w Szczecinie. Według ustaleń prokuratury, jeden z podejrzanych, w celu przejęcia majątku swojego ojca, wspólnie z innymi osobami mężczyznami podjął działania mające doprowadzić do jego śmierci.

– W tym celu najpierw z jednym z podejrzanych dodawał do posiłków przyrządzanych i dostarczanych pokrzywdzonemu substancje toksyczne, które miały go otruć, a gdy to nie odniosło pożądanego skutku zlecił zabójstwo ojca innemu podejrzanemu – informuje Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Podejrzani opracowali wspólnie plan, w którym każdy z nich otrzymał określone zadania, przy czym uległ on zmianie w związku z niewywiązaniem się przez jednego z nich przydzielonej mu roli.

Jak dodaje rzeczniczka prokuratury, pokrzywdzony mężczyzna został napadnięty przez jednego z podejrzanych, który nieustalonym narzędziem uderzył go w głowę powodując obrażenia ciała w postaci wieloodłamowego złamania kości ciemieniowej z licznymi przemieszczeniami fragmentów kostnych, wyciekiem płynu mózgowego, krwiakiem przymózgowym oraz rozległym krwiakiem wewnątrzczaszkowym, w następstwie których doszło u niego do choroby realnie zagrażającej życiu, przy czym zamierzonego celu nie osiągnięto z uwagi na udzieloną pokrzywdzonemu pomoc medyczną i podjęte skuteczne leczenie.

Bomba w szpitalu

Mężczyźni, w związku z nieosiągnięciem zamierzonego celu, planowali uskutecznić swój plan i ponowić próbę zabójstwa mężczyzny, gdy ten przebywał w szpitalu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

W Terespolu zabezpieczono ogromną kontrabandę. Ponad 1.8 mln paczek papierosów

Przemyt blisko 2,5 mln paczek papierosów o szacunkowej wartości prawie 37 mln zł udaremnili na kolejowym terminalu przeładunkowym w gminie Terespol (Lubelskie) funkcjonariusze SG i KAS. Kontrabanda wjechała do Polski z Białorusi w trzech kontenerach. To największy w historii przemyt papierosów przechwycony przez Straż Graniczną i Krajową Administracją Skarbową – poinformowały w piątek obie służby we wspólnym komunikacie.

W działaniach brali udział funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału SG i placówki granicznej w Terespolu (Nadbużański Oddział SG) oraz KAS z Białegostoku. Chodziło o sprawdzenie informacji o tym, że na terenie terminala przeładunkowego zlokalizowanego niedaleko granicy z Białorusią, mogą być znaczne ilości papierosów z przemytu.

Papierosy w kontenerach kolejowych

Podczas sprawdzania trzech wytypowanych kontenerów, które wcześniej wjechały do Polski pociągiem z Białorusi i miały zawierać ładunek wermikulitu (minerał używany np. w ogrodnictwie) i elementów grzewczych okazało się, że są one wypełnione papierosami. Łącznie zabezpieczono blisko 2,5 mln paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy, wartych około 37 mln zł.

Gdyby nielegalny towar trafił do sprzedaży w kraju, Skarb Państwa straciłby ponad 60 mln zł – podały służby w komunikacie. Sprawa wyjaśniana jest w śledztwie, które nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów.

Kontenery kolejowe to nowy sposób grup przestępczych przemycających ze Wschodu na Zachód nielegalne papierosy.

Poprzedni rekord

W lutym w podobnej, wspólnej akcji podlaska SG i KAS udaremniły przemyt łącznie ponad 1,8 mln paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy, które wjeżdżały do Polski w dwóch ciężarówkach skontrolowanych na drogowym przejściu granicznym z Białorusią w Kuźnicy (Podlaskie). Obie ciężarówki wjeżdżały do kraju razem i miały przewozić transporty desek.

Wartość kontrabandy została oszacowana na blisko 27,6 mln zł i był to wówczas największy – pod względem ilości i wartości papierosów – taki przemyt w kraju. Zatrzymano trzy osoby, oprócz obu kierowców – również ich zmiennika. Wszyscy są Polakami, zostali tymczasowo aresztowani. Śledztwo w tej sprawie, prowadzone przez SG, nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zarobki szefa CBA. Nagrody i ekwiwalent za urlop

Szef CBA Andrzej Stróżny otrzymał w ubiegłym roku 133 tysiące za 1,5 miesiąca pracy. Jak ustaliła Wirtualna Polska, wszystko dzięki temu, że odchodząc z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, otrzymał kilka nagród, ekwiwalent urlopowy i… dopłatę do wypoczynku. W sumie jego dochody za 2020 rok osiągnęły rekordową sumę ponad 400 tysięcy złotych. Przypomnijmy, jak ujawniła Wirtualna Polska, obecny szef CBA Andrzej Stróżny zarobił w ubiegłym roku łącznie 419 796,40 zł. Funkcjonariusz służb objął swoje stanowisko 19 lutego 2020 roku.

Wynagrodzenie Stróżnego składało się z dwóch części: dochodu uzyskanego w ABW od 1 stycznia 2020 r. do 19 lutego w kwocie 133 212,16, a także dochodu uzyskanego w CBA od 20 lutego do 31 grudnia 2020 r. w kwocie 286 584,24 zł.

133 tys. zł za 50 dni pracy

Skąd taka wysoka kwota za okres w ABW? CBA nabrało wody w usta w tej sprawie. Szczegółowe informacje po jakimś czasie nadesłała nam natomiast Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Według ABW, kwota otrzymana przez ówczesnego Dyrektora Delegatury ABW w Katowicach jest sumą wieloskładnikową.

– Na jej wysokość złożyło się uposażenie za styczeń i luty 2020 r., nagrody roczne za 2019 r. i 2020 r., ekwiwalent za urlop wypoczynkowy (wypłacony w związku z zakończeniem służby w ABW), nagroda jubileuszowa za 30 lat służby, dopłata do wypoczynku, zryczałtowany ekwiwalent pieniężny za niewykorzystany w danym roku przejazd na koszt ABW oraz równoważnik pieniężny za remont zajmowanego lokalu – informuje WP biuro prasowe ABW.

Stróżny przed przyjściem do Biura pełnił funkcję dyrektora katowickiej delegatury ABW, obejmującej oprócz województwa śląskiego także województwa: łódzkie, małopolskie i opolskie. Służbę w ABW zakończył w stopniu pułkownika.

Kiedy przychodził do CBA, rzecznik koordynatora ds. służb specjalnych Stanisław Żary mówił: – Szefem CBA zostaje bardzo doświadczony funkcjonariusz, z wieloletnim stażem. W ostatnich latach, jako dyrektor delegatury ABW w Katowicach płk Stróżny nadzorował skomplikowane śledztwa, m.in. dotyczące przestępstw terrorystycznych, jak i skomplikowanych spraw gospodarczych – podkreślał Żaryn.

Jak wynika ze sprawozdania za ubiegły rok, CBA w 2020 roku prowadziło 552 sprawy operacyjne. 680 podejrzanym postawiono łącznie ponad 2 tys. zarzutów. Ujawniono też szkodę w mieniu Skarbu Państwa w wysokości 4,6 mld zł.

Sprawa Sławomira Nowaka. CBA: To nasz sukces

W podsumowaniu kierownictwo Biura, wśród sukcesów, wymienia śledztwo w sprawie Sławomira Nowaka, byłego ministra transportu w rządzie Donalda Tuska.

„Prowadzone śledztwo dotyczyło podejrzenia działań korupcyjnych oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej byłego ministra transportu, pełniącego funkcję publiczną na Ukrainie. W lipcu 2020 r. funkcjonariusze CBA […] dokonali zatrzymania trzech osób podejrzanych o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych od podmiotów zarówno polskich jak i zagranicznych (m.in. z Ukrainy i Turcji) w zamian za niezgodne z prawem wspieranie tych podmiotów w ogłaszanych przetargach” – czytamy w raporcie CBA za 2020 rok.

Agenci Biura w dokumencie ujawniają również szczegóły zarzutów postawionych w śledztwie.

„W związku z żądaniem oraz przyjęciem korzyści majątkowej o łącznej wysokości ponad 6,1 mln zł przedstawiono zarzuty 10 osobom. W toku postępowania zabezpieczono mienie o wartości blisko 3,9 mln zł, natomiast jako dowody rzeczowe zabezpieczono dodatkowo mienie ruchome o wartości ponad 450 tys. zł oraz środki pieniężne w wysokości 506,2 tys. dolarów, 530,2 tys. euro oraz 30 tys. zł”.

12 kwietnia Sławomir Nowak wyszedł z aresztu w Warszawie, w którym spędził 9 miesięcy. Prokuratura wnioskowała o przedłużenie aresztu, ale sędzia Agnieszka Domańska z Sądu Okręgowego w Warszawie nie uwzględniła tego wniosku. Sąd uznał, że na obecnym etapie śledztwa wystarczające będą tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze.
Źródło info i foto: wp.pl