Agenci ABW zatrzymali Bartosza Kramka

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała trzy osoby z grupy, która miała „prać” pieniądze z przestępstw – łącznie ponad 1 miliard zł. „Prane” pieniądze trafiały do spółek w Polsce w większości z terytorium Rosji.

„Bartosz K. usłyszy zarzuty poświadczenia nieprawdy, co do wykonania przez spółkę usług konsultingowych w 46 fakturach VAT wystawionych na rzecz 11 zagranicznych przedsiębiorców, na łączną kwotę około 5,3 mln zł, a także ukrycia przestępnego pochodzenia tych środków finansowych poprzez ich przelanie m.in. na rzecz Fundacji Otwarty Dialog oraz innych ustalonych podmiotów. Zarzuty obejmują działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” – poinformował nas Karol Blajerski, rzecznik Prokuratury Regionalnej, na polecenie której ABW zatrzymało Kramka.

Według rzecznika Kramek jako prezes spółki Silk Road „w okresie od sierpnia 2012 r. do lutego 2016 r. wystawiał faktury VAT z tytułu nieokreślonych usług konsultacyjnych, opisywanych jako „consultancy services”, „IT services”, „VOIP services””. Do jego kontrahentów miały należeć „wyłącznie podmioty z tzw. rajów podatkowych, takich jak Belize czy Seszele albo przedsiębiorcy jedynie pozorujący działania na rynku gospodarczym i zarejestrowani w wirtualnych biurach. Jak ustalono, spółka Bartosza K. w rzeczywistości nie świadczyła usług na rzecz tych kontrahentów ani nie pozostawała z nimi w relacjach gospodarczych”.

„Spółki biorące udział w przestępczym procederze były utworzone przez profesjonalnych pośredników łotewskich i estońskich. Rachunki bankowe tych spółek były prowadzone m.in. na Łotwie, a rzeczywistym beneficjentem ich działalności byli m.in. obywatele Rosji i Ukrainy” – dodał rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Pozyskane środki miały być przelane na rzecz fundacji Otwarty Dialog. Według informacji z prokuratury, akta sprawy liczą prawie 40 tomów.

– I nasza firma i nasza fundacja robiliśmy wszystko absolutnie legalnie. Nie mieliśmy żadnych problemów z powodu naszej działalności mimo licznych kontroli, aż do momentu, kiedy zaczęliśmy wychodzić na protesty w obronie praworządności w Polsce – skomentowała informację prokuratury Ludmiła Kozłowska.

Bartosz Kramek zatrzymany przez ABW. „Tak postępują autorytarni dyktatorzy”

Jak powiedziała nam Kozłowska, ABW zatrzymało Bartosza Kramka najprawdopodobniej w jednym z hoteli w Warszawie. Dzień wcześniej Kramek przyleciał z Brukseli, gdzie spędza wiele czasu po tym, jak jego żona została wydalona z Polski.

Kramek przyleciał do Warszawy 22 czerwca na rozprawę, która ma się odbyć jutro, przeciwko Wojciechowi Biedroniowi. W październiku 2019 r. fundacja Otwarty Dialog skierowała 20 prywatnych aktów oskarżenia przeciwko politykom, dziennikarzom, aktywistom oraz organizacjom medialnym w związku ze „zmasowaną kampanią propagandową”, którą mieli oni kierować przeciw fundacji. Wśród nich znalazł się Biedroń, ale także wielu ważnych polityków, jak Witold Waszczykowski, Joachim Brudziński, Patryk Jaki, Krystyna Pawłowicz, Jacek Saryusz-Wolski, Ryszard Czarnecki, Szymon Szynkowski, Dominik Tarczyński, czy Maciej Wąsik.

– Uważam, że dzisiejsze zatrzymanie mojego męża to ciąg dalszy prześladowań ze strony polskiego państwa za naszą działalność na rzecz demokracji i wolnych sądów – powiedziała nam łamiącym się głosem Ludmiła Kozłowska kilka godzin po zatrzymaniu. – Boję się, że mogą przedłużyć mu areszt, twierdząc, że istnieje z jego strony groźba ucieczki. Bartek faktycznie na co dzień mieszka ze mną z Brukseli, ale przyjeżdża na wszystkie rozprawy sądowe i inne wydarzenia w kraju, bez względu na pandemię. Nie ma żadnej możliwości, żeby uchylał się od stawiennictwa w sądzie.

– Odbieram to także jako uderzenie w naszą rodzinę – dodała Kozłowska. – PIS od 2018 r. próbuje nas rozdzielić z Bartkiem i celowo zakazał mi wjazdu do Polski. Teraz, aresztując Bartka, wiedzą, że nie będę mogła być przy nim, by go bronić. Tak właśnie postępują autorytarni dyktatorzy.

Jak poinformowała nas Kozłowska, zatrzymanie nastąpiło na wniosek Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Bezpośrednio po zatrzymaniu Kramek został przewieziony do Lublina.

Bartosz Kramek mieszka często w Brukseli od 2018 r., ponieważ Ludmiła Kozłowska osiedliła się tam po wydaleniu jej z Polski na podstawie negatywnej opinii ABW. Walka polskiego państwa i Kozłowską i Kramkiem trwa od 2017 r., kiedy Kramek opublikował na Facebooku tekst „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”. Proponował w nim na przykładzie doświadczeń z ukraińskiego Majdanu, „jak powstrzymać zamach PiS na rządy prawa w Polsce”.

Jego publikacja spowodowała szereg ataków na FOD ze strony polskiego rządu, włącznie z nasyłaniem na fundację kontroli celno-skarbowych, próbami wprowadzenia do niej zewnętrznego komisarza i próbami odebrania fundacji akredytacji przy instytucjach unijnych w Brukseli. Żadna z tych prób nie zakończyła się powodzeniem, o czym pisaliśmy w artykule „Co ma ABW i MSZ na Kozłowską? Nic, ale polowanie trwa”.

W marcu tego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił postanowienie, które doprowadziło do jej wydalenia z Polski. Mimo to szefowa Otwartego Dialogu od prawie trzech lat nie jest wpuszczana do kraju.
Źródło info i foto: onet.pl

Ksiądz przekazał pieniądze parafii oszustom. Chciał inwestować w kryptowaluty

Pieniądze parafii i pożyczone od wiernych trafiły w ręce oszustów. Przekazał je im proboszcz opolskiej parafii Sławice, wierząc, że inwestuje w kryptowaluty. Jak poinformował Joachim Kobienia, rzecznik opolskiej kurii, decyzją biskupa został odwołany ze stanowiska. O nadużyciach proboszcza, który pieniądze parafii oraz pożyczone od wiernych środki chciał zainwestować w kryptowaluty, wierni dowiedzieli się podczas mszy, po odczytaniu przez duchownego listu do parafian.

Jak poinformował rzecznik opolskiej kurii, ksiądz Joachim Kobienia, po uzyskaniu informacji o nieprawidłowościach finansowych w parafii, biskup podjął natychmiastową decyzję o odwołaniu proboszcza. Duchowny ma oddać pieniądze pokrzywdzonym. Zadeklarował, że m.in. w tym celu sprzeda swój samochód. Rzecznik kurii nie powiedział, ile pieniędzy opolski proboszcz przekazał oszustom i od ilu osób pożyczył pieniądze.
Źródło info i foto: interia.pl

Rozbito gang zajmujący się handlem narkotykami i oszustwami internetowymi

Zorganizowana grupa przestępców, która zajmowała się handlem narkotykami i oszustwami internetowymi, w tym m.in. phishingiem, została rozbita, a jej szef sprowadzony z Holandii do Polski. Mężczyzna był poszukiwany europejskim nakazem aresztowania. Grupa „wyprała” aż 1,4 mld złotych.

Mężczyzna został zatrzymany na lotnisku w Amsterdamie 29 października 2020 roku. W końcu udało się go sprowadzić do Polski. – Mężczyzna był poszukiwany europejskim nakazem aresztowania przez Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu – poinformowała prokuratura krajowa.

Prokuratorskie śledztwo dotyczy międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej, która zajmowała się praniem brudnych pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami i oszustw internetowych tzw. phishingu, czyli np. wyłudzenia danych potrzebnych do uzyskani dostępu do konta w banku czy karty płatniczej. 

Przestępca usłyszy zarzuty

Prokurator Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu przedstawi zatrzymanemu na terenie Holandii mężczyźnie zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, udziału w praniu pieniędzy w kwocie nie mniejszej niż 1,4 mld zł, a także udział w obrocie narkotykami o wartości nie mniejszej niż 3,4 miliarda złotych.

Przestępcy grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności. Z obaw ucieczki podejrzanego prokuratura skierowała wniosek do sądu o przedłużenie tymczasowego aresztowania.

Prokurator w 2019 roku wydał postanowienie o zabezpieczeniu majątkowym poprzez zajęcie ponad 1,4 miliarda złotych w dolarach amerykańskich, brytyjskich funtach, Euro i złotówkach. Pieniądze te jako pochodzące z przestępstwa podlegają obligatoryjnemu przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa. Pieniądze te były zdeponowane w oddziale jednego ze spółdzielczych banków w małym mieście centralnej Polski, na kontach dwóch zarejestrowanych w Polsce spółek.

– Obie spółki w rzeczywistości nie prowadziły żadnej działalności gospodarczej. Zostały utworzone wyłącznie po to, aby udostępniać swoje rachunki bankowe do międzynarodowych przestępczych operacji finansowych – przekazała prokuratura. Brudne pieniądze były ukrywane za pomocą skomplikowanych transakcji bankowych przy wykorzystaniu ogromnej ilości rachunków bankowych w Polsce i na świecie.

Skład grupy przestępczej

Prokurator ustalił, że w grupa przestępcza składała się z pięciu osób w tym 2 obywateli Polski oraz 3 obcokrajowców. Jeden z podejrzanych obcokrajowców w 2019 roku został zatrzymany na terenie Grecji. Został wówczas tymczasowo aresztowany. Środek zapobiegawczy do dziś jest stosowany wobec podejrzanego. Obcokrajowiec usłyszał w Polsce usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy. Nadal trwa poszukiwanie ostatniego z podejrzanych – informuje prokuratura.

Zarekwirowano rekordową sumę

Zatrzymanie szefa gangu i zabezpieczenie rekordowej sumy pieniędzy jest efektem współpracy polskich i międzynarodowych służb specjalnych.

Postępowanie jest prowadzone przez prokuratorów z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oraz funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji, którzy ściśle współpracowali m.in. z Europolem, Interpolem i służbami amerykańskimi, w tym DEA (amerykański departament do spraw zwalczania przestępczości narkotykowej) – przekazała prokuratura.

Prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelaniny i napad na ciężarówkę w Amsterdamie

W środę 19 maja w Amsterdamie doszło do dwóch strzelanin. Wszystko zaczęło się od napadu na ciężarówkę przewożącą pieniądze. Jeden ze sprawców nie żyje. Napad z bronią w ręku, który rozpoczął się strzelaniną na postoju dla ciężarówek opancerzonych w Amsterdamie-Noord, zakończył się kolejną strzelaniną w miasteczku Broek. Dwóch z sześciu aresztowanych sprawców zostało rannych, nie wiadomo jednak jakie odnieśli obrażenia.

Do napadu na ciężarówkę doszło około godziny 14:15. To wtedy zgłoszono służbom, że na parkingu padły strzały. Jeden ze świadków powiedział, że widział przynajmniej jedną osobę strzelającą z czegoś „co wyglądało na AK-47” – donosi nltimes.nl.

Policja i ratownicy medyczni natychmiast wyruszyli na miejsce zdarzenia, a sprawcy w dwóch samochodach rozpoczęli ucieczkę. W pościgu wzięło udział kilkadziesiąt pojazdów policyjnych, które zostały doprowadzone do miasteczka Broek, gdzie padły kolejne strzały i doszło do zatrzymania sześciu osób. Ze względu na duże niebezpieczeństwo funkcjonariusze zablokowali okoliczne ulice. Na nagraniach zarejestrowanych przez świadków widać kilka samochodów, które stanęły w płomieniach.

W czasie pościgu wykorzystano trzy helikoptery policyjne i psy tropiące. Na razie nie wiadomo jak zginął jeden ze sprawców, ani czy udało się aresztować wszystkich pozostałych odpowiedzialnych za napad. Siły specjalne wciąż przeszukują teren. Policja nie wyklucza, że po okolicy chodzi więcej podejrzanych – pisze „De Telegraaf”.

W nadchodzących godzinach władze będą utrzymywać zwiększoną ochronę wokół miejsc, w których doszło do incydentów, prawdopodobnie powodując lokalne zakłócenia transportu – informuje garda.com.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Z kolegami chciał zabić ojca dla pieniędzy. Planowali podłożyć bombę w szpitalu

Dla pieniędzy był w stanie posunąć się do najgorszych rzeczy, nawet zabić własnego ojca. Razem z kolegami próbował go otruć, dotkliwie pobili, a nawet wywołali alarm bombowy. Mężczyzna kilka razy uszedł z życiem. Trójka oprawców wkrótce odpowie za usiłowanie zabójstwa. Dwóch z nich ma jeszcze na sumieniu inną zbrodnię. Wcześniej zabili innego mężczyznę, a jego ciało ukryli pod podłogą altanki działkowej. Grozi im dożywocie.

Prokuratura Okręgowa w Szczecinie zakończyła śledztwo w sprawie dramatycznych zdarzeń, do których doszło na Wyspie Puckiej w Szczecinie. Według ustaleń prokuratury, jeden z podejrzanych, w celu przejęcia majątku swojego ojca, wspólnie z innymi osobami mężczyznami podjął działania mające doprowadzić do jego śmierci.

– W tym celu najpierw z jednym z podejrzanych dodawał do posiłków przyrządzanych i dostarczanych pokrzywdzonemu substancje toksyczne, które miały go otruć, a gdy to nie odniosło pożądanego skutku zlecił zabójstwo ojca innemu podejrzanemu – informuje Alicja Macugowska-Kyszka z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Podejrzani opracowali wspólnie plan, w którym każdy z nich otrzymał określone zadania, przy czym uległ on zmianie w związku z niewywiązaniem się przez jednego z nich przydzielonej mu roli.

Jak dodaje rzeczniczka prokuratury, pokrzywdzony mężczyzna został napadnięty przez jednego z podejrzanych, który nieustalonym narzędziem uderzył go w głowę powodując obrażenia ciała w postaci wieloodłamowego złamania kości ciemieniowej z licznymi przemieszczeniami fragmentów kostnych, wyciekiem płynu mózgowego, krwiakiem przymózgowym oraz rozległym krwiakiem wewnątrzczaszkowym, w następstwie których doszło u niego do choroby realnie zagrażającej życiu, przy czym zamierzonego celu nie osiągnięto z uwagi na udzieloną pokrzywdzonemu pomoc medyczną i podjęte skuteczne leczenie.

Bomba w szpitalu

Mężczyźni, w związku z nieosiągnięciem zamierzonego celu, planowali uskutecznić swój plan i ponowić próbę zabójstwa mężczyzny, gdy ten przebywał w szpitalu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

30-latek zwabiony na parking przez znajomą. Został porwany

Śląscy policjanci zatrzymali 4 osoby w związku z porwaniem dla okupu 30-letniego mieszkańca Jaworzna. Mężczyzna został zwabiony na parking przez znajomą. Towarzyszył jej 28-latek. Oboje zażądali od 30-latka pieniędzy. Kobieta i mężczyzna porwali 30-latka. Sprawcy zażądali od niego 25 tys. zł, a potem pojechali z nim do Krakowa. Tam zmusili go do wypłacenia z bankomatu 5 tys. złotych i zażądali od niego kolejnych 60 tys. zł.

Dopiero następnego dnia porywacze wypuścili mężczyznę i dali mu kilka dni na zgromadzenie pieniędzy. Jeden z podejrzanych, chcąc uregulować swoje zobowiązania, przekazał sprawę wymuszenia pieniędzy dwóm innym mężczyznom, w tym jednemu obywatelowi Rosji. Kiedy przygotowywali się oni do ponownego uprowadzenia mieszkańca Jaworzna, zostali zatrzymani przez policję.

Cała czwórka trafiła na 3 miesiące do tymczasowego aresztu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano oszustów. Oszukali 474 osoby na ogromne pieniądze

474 osoby zostały oszukane podczas zakupów internetowych na jednym z popularnych serwisów. Sprzedający, mimo otrzymania zapłaty, nie wysyłali towaru. Straty sięgają niemal pół miliona złotych. Policjanci z Wydziału dw. z Cyberprzestępczością KWP ustalili, że za tym procederem stoją dwaj obywatele Ukrainy, mieszkający w Rzeszowie. Obaj usłyszeli prokuratorskie zarzuty, a sąd tymczasowo aresztował ich na trzy miesiące.

Policjanci z Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością komendy wojewódzkiej w Rzeszowie wpadli na trop oszustów, którzy wykorzystując platformę zakupową, zamieszczali ogłoszenia dotyczące sprzedaży m.in. sprzętu elektronicznego, kosiarek, mikserów, robotów kuchennych. Towaru nie wysyłali, mimo że zamówienia były opłacone przez kupujących.

W ten sposób, w okresie od początku lipca do końca października 2020 r., oszukali co najmniej 474 ustalone osoby, na łączną kwotę blisko pół miliona złotych. Straty finansowe poniósł przede wszystkim serwis zakupowy z tytułu środków wypłaconych pokrzywdzonym w ramach Programu Ochrony Kupujących.

Oszustami okazali się dwaj obywatele Ukrainy w wieku 48 i 20 lat, na co dzień mieszkający w Rzeszowie. Zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy.

Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty oszustwa, którego dopuścili się działając wspólnie i w porozumieniu, w zamiarze osiągnięcia korzyści majątkowej. Obaj uczynili sobie z fikcyjnej sprzedaży towarów stałe źródło dochodu.

Sąd na wniosek Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie tymczasowo aresztował obu podejrzanych na okres trzech miesięcy. Za zarzucane im przestępstwa grozi do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kryminalni z Wilanowa zatrzymali 40-letnią oszustkę. Uwodziła, usypiała i okradała

Wilanowscy kryminalni zatrzymali 40-latkę podejrzaną o szereg kradzieży biżuterii i pieniędzy oraz udzielania środków odurzających swojemu 15-letniemu synowi – powiedział podkomisarz Robert Koniuszy Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Dodał, że kobieta miała umawiać się z mężczyznami na portalach randkowych, a następnie dosypując środków nasennych pozbawiała ich kosztowności.

Podkomisarz Robert Koniuszy poinformował, że do wilanowskich policjantów zgłosił się jeden z pokrzywdzonych mężczyzn. – Po nim policjanci dotarli do kolejnych – zaznaczył dodając, że w trakcie działań operacyjnych kryminalni obserwowali poczynania kobiety w cyberprzestrzeni.

– Jak ustalili policjanci, kobieta była bardzo aktywna w sieci. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się u niej portale randkowe, za pośrednictwem, których nawiązywała relację z mężczyznami. Najchętniej poszukującymi pozamałżeńskich przygód. Tacy w jej mniemaniu byli najbezpieczniejsi, ponieważ swoje grzeszki musieli trzymać w wielkiej tajemnicy – tłumaczył policjant.

Wskazał, że 40-latka potrafiła wykorzystać swoje „kobiece atuty” oraz „umiejętność flirtowania” na tyle, że mężczyźni nie tylko jej ulegali, ale chętnie obdarowywali ją prezentami. – Tymczasem pod maską deklarowanej miłości i szczerości kryła się prawdziwa „femme fatale”, która oprócz pozbawiania mężczyzn kosztowności przysparzała im zawodów miłosnych – powiedział.

– Kiedy przestały jej wystarczać prezenty, sama się „wynagradzała”, okradając faworyzujących ją mężczyzn. Żeby bez większego trudu osiągnąć swój cel, dosypywała do napojów lub jedzenia serwowanego panom środki o działaniu nasennym. Po czym pozbawiała ich gotówki, drogich zegarków, złotych biżuterii albo zabierała ich karty płatnicze i sama dokopywała wypłat – wyjawił.

Chciała mieć swobodę. Dawała dziecku grzyby halucynogenne

Zaznaczył, że decydującym argumentem przemawiającym za koniecznością jej zatrzymania był fakt, że kobieta udzielała środków odurzających swojemu 15-letniemu synowi. – Z ustaleń policjantów wynikało, że podejrzana zapraszała ofiary do swojego mieszkania. Chcąc jednak mieć swobodę w działaniu, podawała nieletniemu narkotyki w postaci marihuany i grzybków halucynogennych. Chciała w ten sposób ograniczyć jego świadomość – przekazał.

Kobieta została zatrzymana w swoim mieszkaniu. – Kobieta nie przyznawała się do przestępstwa. Została zatrzymana i przewieziona do policyjnego aresztu. Jej nieletni syn został przekazany pod opiekę ojcu zamieszkującemu pod innym adresem – podał.

Podejrzana usłyszała zarzuty kradzieży, przywłaszczenia oraz udzielania środków odurzających małoletniemu. Decyzją sądu została tymczasowo aresztowana na trzy miesiące.

40-letniej kobiecie za zarzucane czyny może grozić do 8 lat więzienia.

„Sąd rodzinny i nieletnich natomiast podejmie decyzje w sprawie jej dalszej opieki nad małoletnim” – dodał policjant.
Źródło info i foto: interia.pl

Matka usiłowała zabić 10-letnią córkę. Rusza proces

Pod koniec stycznia Sąd Okręgowy w Poznaniu wyda wyrok ws. Małgorzaty G., która próbowała zabić swoją 10-letnią córkę. Do tego czynu miały ją skłonić groźby ze strony sąsiadki, która żądała pieniędzy i straszyła kobietę, że „wywiezie jej córkę do burdelu”. Jakie jest tło całej sprawy?

Ponad 50-letnia obecnie Małgorzata G. zasiada na ławie oskarżonych wraz z synem Tomaszem G., który miał jej pomóc zabić 10-letnią Olgę.

Do tragicznych zdarzeń doszło pod koniec stycznia 2018 roku w Rawiczu (wielkopolskie). Małgorzata G. miała być terroryzowana i dręczona przez sąsiadkę Katarzynę Ch. Kobieta oskarżała ją, że to przez jednego z synów Małgorzaty, jej syn trafił do więzienia. Katarzyna Ch. miała żądać pieniędzy, grozić, że jeśli ich nie otrzyma „zrobi krzywdę” 10-letniej córce Małgorzaty i „wywiezie ją do burdelu w Niemczech”.

Wyjaśnienia oskarżonej

Małgorzata G. zaciągała kredyty i przekazywała pieniądze sąsiadce, łącznie ok. 170 tys. zł. Kiedy Katarzyna Ch. nadal groziła, że wywiezie dziewczynkę za granicę, Małgorzata G. wraz z synem Tomaszem byli już na tyle zdesperowani, że uznali, iż jedynym wyjściem będzie zabicie 10-latki, a następnie sami planowali popełnić samobójstwo. Jak wskazywała oskarżona w swoich wyjaśnieniach składanych w śledztwie,

Olgusia już po drodze w samochodzie i w altanie na działkach mówiła, że nie chce iść do burdelu i ja jej mówiłam: dziecko nie bój się, pójdziemy do dziadziusia, bo mój tata nie żyje i chodziło mi o popełnienie samobójstwa nas wszystkich (…) Olga usiadła na tapczan i wytłumaczyłam jej, co by jej groziło, gdyby ją złapali i wywieźli (…) powiedziała mi: dobrze mamusiu, możemy iść do dziadziusia, bo ona nie chce, żeby jej coś takiego zrobili – mówiła kobieta.

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu oskarżyła Małgorzatę G. i Tomasza G. o usiłowanie zabójstwa; grozi im kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Ich proces przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się w lutym 2019 roku.

Mowy końcowe

W środę strony wygłosiły mowy końcowe. Prokuratura domaga się dla Małgorzaty G. kary 12 lat więzienia. Prokuratura przypominała, że kobieta wykazywała determinację w swoim zachowaniu; córkę próbowała pozbawić życia kilkukrotnie; gdy 10-latka odzyskiwała przytomność, kobieta próbowała zabić ją po raz kolejny – początkowo używając gazu, później dusząc sznurem, rękoma.

Prokurator Aneta Chamczyńska-Penkala podkreśliła w środę w sądzie, że oskarżona nie zwróciła się do nikogo o pomoc. Nie poinformowała o groźbach męża, nie złożyła zawiadomienia na policji, nie poprosiła rodziny o pomoc. Według oskarżonej najlepszym sposobem było pozbawienia 10-letniej córki życia i wykorzystanie do tego syna. Córki, dla której matka w tym wieku jest wzorem, z którą rozmawia, bawi się, przymierza jej ubrania. Którą obserwuje i patrzy jak się zachowuje. A starszy brat jest osobą, która zawsze stanie w jej obronie – bo jest młodszą siostrą. W tej sytuacji takie relacje nie miały miejsca – mówiła.

W odniesieniu do Tomasza G. prokuratura wniosła o wymierzenie mu kary 6 lat więzienia. Obrońca oskarżonego wskazał natomiast m.in. na opinię biegłych, którzy uznali, że Tomasz G. znajdował się cały czas pod wpływem matki. Obrońca wniósł o nadzwyczajne złagodzenie kary i wydanie wyroku w dolnych granicach kary.

Obrońca Małgorzaty G. także przytoczył w sądzie opinię biegłych, którzy uznali, że oskarżona w chwili popełniania czynu miała ograniczoną poczytalność. Adw. Antoni Franczyk wskazał w sądzie, że jest to jedna z najbardziej niejednoznacznych spraw, z jakimi spotkał się w swojej długoletniej pracy. Wskazał, że aby zrozumieć zachowanie oskarżonej potrzebna jest nie tyle wiedza prawnicza, co wiedza psychologiczna. Obrońca mówił ponadto, że oskarżona utrzymuje kontakt z córką; ani ona, ani mąż oskarżonej nie mają pretensji, żalu do Małgorzaty G. Obrońca – podkreślając skruchę i żal oskarżonej – wzniósł o wymierzenie jej łagodnego wyroku.

Oskarżona płakała w środę w sądzie. W ostatnim słowie Małgorzata G. ze łzami w oczach podkreśliła, że bardzo żałuje tego, co się stało. Bardzo kocham i tęsknię za swoją córką, nigdy w życiu bym jej nie zrobiła żadnej krzywdy – powiedziała. Dodała, że ma kontakt z córką, „jak przyjeżdżała do mnie na widzenia to (powiedziała), że nie ma żadnego żalu, wybaczyła mi – tylko ja sobie nie mogę wybaczyć tego, co się stało” – powiedziała.

Sąd Okręgowy w Poznaniu wyda wyrok w tej sprawie pod koniec stycznia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Manko w kasie olsztyńskiego CBŚP. Jest zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa

Jest zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z mankiem w kasie olsztyńskiego Centralnego Biura Śledczego Policji – dowiedział się reporter RMF FM. Jak ujawniliśmy, zarząd CBŚP w Olsztynie nie może się doliczyć ponad 100 tysięcy euro depozytu zabezpieczonego w jednym ze śledztw.

Zawiadomienie rano trafiło do Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, która od razu zdecydowała – by nie narażać się na stronniczość – o przekazaniu sprawy jednostce w innym województwie. Dokument jest więc na razie w drodze do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, która zdecyduje dopiero, kto będzie badał tajemniczą sprawę zniknięcia kwoty równowartości blisko pół miliona złotych.

Policja cały czas utrzymuje, że pierwszoplanową wersją do weryfikacji jest pomyłka rachunkowa. Teraz prokuratura ma potwierdzić, czy rzeczywiście, czy może jednak ktoś ukradło tą potężną sumę z sejfu CBŚP w Olsztynie.

Brakuje pół miliona złotych

Z ustaleń reportera RMF FM wynika, że ponad 100 tys. euro to cześć depozytu przejętego w jednym ze śledztw, w którym zabezpieczono w sumie kilka milionów złotych w różnych walutach. Pieniądze trafiły do sejfu w siedzibie zarządu biura w Olsztynie.

Nie zostały wpłacone na konto, bo tak zdecydował prokurator na czas rozpatrywania zażalenia na zajęcie środków. Gdy zażalenie upadło i pieniądze miały być wpłacone do banku, okazało się, że brakuje równowartości blisko pół miliona złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl