Przeleciał przez rondo w Rąbieniu. Jest wyrok

Rok pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz 5-letni zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych – taki wyrok usłyszał mężczyzna, który w ubiegłym roku przeleciał nad rondem w Rąbieniu w woj. łódzkim. O sprawie informuje „Fakt”. Do zdarzenia doszło w kwietniu 2020 roku na rondzie w miejscowości Rąbień (woj. łódzkie). 41-letni kierowca Suzuki Swift z dużą prędkością wjechał na nasyp ronda i wzbił się autem w powietrze, przeleciał kilkadziesiąt metrów w tym nad pomnikiem Jana Pawła II.

41-letni kierowca podczas zdarzenia był pijany. Miał we krwi 1,4 promila alkoholu. Sędzia Iwona Konopka, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi poinformowała w rozmowie z „Faktem”, że zapadł już w tej sprawie wyrok.

Nieodpowiedzialny kierowca usłyszał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy. Ponadto sąd orzekł środek karny w postaci 5-letniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz nakazał zapłatę 5 tys. zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym, oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Mężczyzna dobrowolnie poddał się karze.
Źródło info i foto: onet.pl

Izba Dyscyplinarna usunęła z zawodu prokuratora Tomasza F. To on w 2001 roku oskarżył Tomasza Komendę

Nieuznawana przez Sąd Najwyższy Izba Dyscyplinarna usunęła z zawodu wrocławskiego prokuratora Tomasza F. – podał portal Polsatnews.pl na podstawie doniesień PAP. Prokurator w 2019 r. został zatrzymany za jazdę pod wpływem alkoholu, za co zawieszono go w obowiązkach i uchylono mu immunitet.

W październiku 2019 r. prokurator Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Tomasz F. został zatrzymany podczas drogowej kontroli. Miał 0,28 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu. Tomasz F. został zawieszony w obowiązkach służbowych, a Izba Dyscyplinarna w ub.r. uchyliła mu immunitet. Jak podaje Polsatnews.pl na podstawie doniesień PAP, w poniedziałek ID usunęła Tomasza F. z zawodu.

Tomasz F. w 2001 r. niesłusznie oskarżył Tomasza Komendę o udział w gwałcie zbiorowym. W 2004 r. Komenda został skazany na 25 lat więzienia. 14 lat później został uznany przez Sąd Najwyższy za niewinnego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jechał ekspresową S-3 pod prąd. Aresztowano pijanego kierowcę

Funkcjonariusze ruchu drogowego z Legnicy zatrzymali obywatela Bułgarii, który znajdując się w stanie nietrzeźwości, kierował samochodem dostawczym. Co gorsza, skrajnie nieodpowiedzialny kierowca jechał drogą ekspresową S-3 i to „pod prąd”! 57-latek usłyszał zarzuty, za które grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres 2 miesięcy.

W miniony piątek, około godziny 20:45 patrol Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Legnicy otrzymał od dyżurnego informację, że drogą ekspresową S-3 w kierunku Jawora porusza się „pod prąd” biały samochód dostawczy marki Iveco.

Policjanci natychmiast ruszyli za nim, włączając sygnały świetlne i dźwiękowe. Kierujący, widząc podawane przez funkcjonariuszy sygnały do zatrzymał się, dalej kontynuował jadę po niewłaściwej jezdni drogi ekspresowej. Pojazdy poruszające się lewym pasem ruchu drogi S-3, aby uniknąć zderzenia, musiały gwałtowanie zjeżdżać na prawy pas ruchu. Po chwili funkcjonariusze wyprzedzili białe iveco i zajeżdżając drogę kierowcy, zmusili go do zatrzymania w zatoce awaryjnej. Mężczyzna stawiał opór i nie chciał dobrowolnie opuścić swojego samochodu. Wyczuwalna była od niego silna woń alkoholu. Badanie alkomatem wykazało 1,5 promila alkoholu w jego organizmie. Samochód usunięto z drogi, a obywatel Bułgarii został zatrzymany i umieszczony w policyjnym areszcie.

Mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości, niezatrzymania się do kontroli drogowej oraz sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec 57-latka środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Wczoraj sąd przychylił się do tego wniosku i zastosował dwumiesięczny areszt.
Źródło info i foto: Policja.pl

Funkcjonariusz SOP powodował stłuczkę pod wpływem alkoholu

W ciągu ostatnich dni doszło do dwóch kolizji z udziałem funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa – podaje TVN 24. W wypadku pod Warszawą zostały uszkodzone dwa busy, które należały do SOP. Drugą stłuczkę spowodował nietrzeźwy funkcjonariusz formacji. Wszczęto już procedurę mającą skutkować wydaleniem go ze służby. Jak informuje tvn24.pl, 11 kwietnia w Jastrzębiu-Zdroju w województwie śląskim doszło do stłuczki na parkingu, którą spowodował nietrzeźwy funkcjonariusz SOP.

„Oddalił się z miejsca, gdzie doszło do stłuczki, ale potem został namierzony przez policję. Okazało się, że miał promile” – mówi portalowi jeden z informatorów zbliżony do SOP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kamil Durczok z wyrokiem

Kamil Durczok w 2019 r. spowodował kolizję na autostradzie, będąc pod wpływem alkoholu. We wtorek dziennikarz usłyszał wyrok w sprawie. Decyzją sądu Kamil Durczok został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, ponadto ma zapłacić 3 tys. zł grzywny oraz wpłacić 30 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym.

Kamil Durczok pod koniec lipca 2019 r. spowodował kolizję na autostradzie A1 w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego, będąc pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie najechał na pachołki oddzielające pasy ruchu. Nikt nie ucierpiał. W trakcie postępowania odbywającego się w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim Kamil Durczok usłyszał dwa zarzuty: prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Groziło mu za to łącznie do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Plejada.pl

Dziś wyrok ws. Kamila Durczoka

Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim we wtorek ma ogłosić wyrok w procesie Kamila Durczoka, który w 2019 r. będąc pod wpływem alkoholu spowodował kolizję drogową. Prokuratura zażądała dla oskarżonego kary 2,5 roku pozbawienia wolności. Prokuratura oskarżyła dziennikarza o prowadzenie auta po pijanemu oraz sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.

W procesie, który przed piotrkowskim sądem toczył się od stycznia br., Durczok (zgodził się na podawanie nazwiska) przyznał się do prowadzenia samochodu po alkoholu. Nie przyznał się natomiast, że swoim zachowaniem sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo zagrożenia katastrofą w ruchu lądowym.

W wyjaśnieniach ze śledztwa odczytanych przez sąd dziennikarz tłumaczył, że w lipcu 2019 r. przeżywał trudny okres w życiu osobistymi i zawodowym. Aby odpocząć, wyjechał na Półwysep Helski, gdzie – jak mówił – spożywał dużo alkoholu. Podczas wieczoru i w noc poprzedzającą powrót pił białe wino, piwo i whisky. Rano wypił jeszcze duże piwo i znaczną część drugiego dużego kufla. Następnie w towarzystwie kobiety wyruszył jako kierowca w drogę do Katowic. W jego krwi wykryto 2,9 promila alkoholu oraz ślady substancji, będące składnikami leków o charakterze psychotropowym, przeciwlękowym, uspokajającym.

„Muszę ponieść karę”

Według prokuratury Durczok będąc pijanym, przejechał autostradą 370 kilometrów ze średnią prędkością 140 km/h. W chwili, kiedy utracił panowanie nad pojazdem i uderzył w pachołki oddzielające pas wyłączony z ruchu, jechał z prędkością 96 km/h, a w miejscu tym było ograniczenie do 70 km/h.

– Dziś z całą ostrością i wyrazistością dociera do mnie fakt, jak bardzo niewytłumaczalne i nie do usprawiedliwienia było to zdarzenie. To się zwyczajnie nie miało prawa zdarzyć, ale się jednak zdarzyło. Staję przed wysokim sądem z pełną świadomością tego, że za to, co zrobiłem, muszę ponieść karę, powinienem ją ponieść i tę karę poniosę – mówił w sądzie były szef Faktów TVN.

W mowie końcowej stron prokurator Anna Mosur wniosła o uznanie oskarżonego winnym i wymierzenie mu kary 2,5 roku pozbawienia wolności oraz 7 lat zakazu prowadzenia pojazdów i wpłacenia 50 tys. zł na Fundusz Sprawiedliwości.

2.9 promila alkoholu we krwi

Obrońca Durczoka mec. Łukasz Isenko nie kwestionował winy oskarżonego prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu. Podważał jednak – na podstawie opinii biegłych – zarzut dotyczący zagrożenia powstania katastrofy w ruchu lądowym. Ten czyn jest zagrożony karą do 12 lat pozbawienia wolności.

Sąd wyrok ma ogłosić we wtorek o godz. 12.

Pod koniec lipca 2019 r. dziennikarz mając 2,9 promila alkoholu we krwi uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku drogi krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim. Jadąc samochodem bmw w kierunku Katowic, najechał na pachołki oddzielające pasy ruchu. Jeden ze słupków uderzył w auto nadjeżdżające z przeciwka. Nikt z uczestników kolizji nie ucierpiał

Wygrany proces

Kilka dni temu Durczok poinformował, że wygrał proces z dziennikarzami „Wprost”. 

„Dziś, po 6 latach PRAWOMOCNIE wygrałem ostatni z procesów. Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał całej tej grupie opublikowanie przeprosin za zamieszczone wtedy kłamstwa. Kłamali pisząc, że wykorzystując swoją pozycję szefa miałem złożyć „znanej dziennikarce”, propozycję seksualną o wulgarnej treści, zacytowaną w obu tych artykułach. Kłamali, a NIEZALEŻNY I NIEZAWISŁY, WOLNY SĄD zmiażdżył ich linię obrony. Wyrok jest prawomocny.” informował. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Agresor z siekierą w ręku groził śmiercią księdzu i parafiance

Wtargnął na teren parafii z siekierą w ręku i z niewiadomych powodów zaczął grozić śmiercią jednym z księży, po czym uderzył go w twarz. Kiedy w jego obronie stanęła jedna z wiernych, na nią 36-latek również się zamachnął, zapowiadając pozbawienie jej życia. Agresora zatrzymała policja. Był nietrzeźwy.

Wszystko wydarzyło się w Otwocku pod Warszawą. Do dyżurnego policji zadzwonił ksiądz, informując, że agresywny mężczyzna wtargnął na teren przyległy do kościoła i zaatakował jednego z kapłanów. Funkcjonariusze natychmiast pojechali na miejsce.

– W rozmowie z księdzem policjanci ustalili, że przed chwilą nieznany mu mężczyzna, trzymając siekierę w ręku, groził drugiemu księdzu pozbawieniem życia. Następnie uderzył go ręką w twarz, po czym oddalił się w nieustalonym kierunku. Nie wiadomo, dlaczego tak się zachował. Sprawca nie podał powodów swego postępowania – mówi Onetowi sierż. sztab. Paulina Harabin z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

Mundurowi ustalili rysopis sprawcy i rozpoczęli jego poszukiwania. Po kilku minutach, na jednej z posesji w pobliżu kościoła, funkcjonariusze namierzyli mężczyznę, którego wygląd odpowiadał rysopisowi napastnika. Ponadto przed wejściem do budynku zauważyli siekierę i maczetę.

– Policjanci, wraz z 36-latkiem, ponownie udali się na teren kościoła. Na miejscu zastali pokrzywdzonego księdza. Ten potwierdził zdarzenie i rozpoznał mężczyznę. Ponadto podczas rozmowy do funkcjonariuszy podeszła kobieta, która oświadczyła, że widziała całą sytuację. Dodała, że gdy zareagowała na zachowanie mężczyzny, ten zacząć jej także grozić pozbawieniem życia, wykonując przy tym określone gesty – relacjonuje Paulina Harabin.

Zatrzymany 36-latek trafi do komendy. Badanie jego stanu trzeźwości wykazało blisko promil alkoholu w organizmie.

Zebrane w tej sprawie dowody pozwoliły śledczym na przedstawienie mężczyźnie dwóch zarzutów dotyczących kierowania gróźb. Grozi mu za to do dwóch lat więzienia. Prokurator zastosował wobec mężczyzny policyjny dozór, zobowiązując go do stawiennictwa siedem razy w tygodniu w otwockiej komendzie.
Źródło info i foto: onet.pl

Czeladź: Pijany 37-latek zastrzelił swoją partnerkę

W Czeladzi doszło do przerażających scen. 37-letni mieszkaniec miasta przyszedł do domu pijany, co nie spodobało się jego 20-letniej partnerce. Gdy zwróciła mu uwagę, wpadł w szał! W końcu chwycił za pistolet i oddał w jej kierunku kilka strzałów. Jeden z nich okazał się szczególnie celny, bo trafił w głowę kobiety, a konkretnie w jej skroń.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 1 lutego, w jednym z mieszkań w centrum Czeladzi. Około godziny 21:30 do mieszkania wrócił będący pod wpływem alkoholu 37-letni mieszkaniec miasta. Stan, w jakim znajdował się mężczyzna, nie spodobał się jego 20-letniej partnerce życiowej. Między parą doszło do ostrej wymiany zdań zakończonej awanturą.

– W pewnym momencie mężczyzna wziął do ręki pistolet – wiatrówkę i oddał z niego kilka strzałów w kierunku kobiety. Zaatakowana próbowała uciec i się ukryć, jednak kilka strzałów okazało się celnych. Najgroźniejszy przebił powłokę skórną w okolicy skroni – relacjonują funkcjonariusze.

Na szczęście, poza dużym bólem, postrzał nie spowodował groźniejszych obrażeń u kobiety. Zatrzymany przez policjantów mężczyzna miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie. Po wytrzeźwieniu usłyszy zarzuty. Jego dalszym losem zajmie się teraz sąd i prokurator
Źródło info i foto: se.pl

Łódź: Wjechał ciężarówką na tory. 38-latek był kompletnie pijany

Kierowcy jadący ulicą Dąbrowskiego w Łodzi są ostrzegani poprzez znaki, że droga skręca w lewo, a na wprost jadą tramwaje. Kierowca tira, który we wtorek wieczorem jechał przez miasto, znaku nie zauważył i kontynuował jazdę po torach, do momentu, w którym ciężarówka się zakopała. Okazało się, że był kompletnie pijany.

Tir, zanim zatrzymał się na torowisku, przejechał kilkaset metrów.

– Można domyślać się, że kierowca chciał powrócić torowiskiem na drogę, ale ziemia była zbyt grząska – ocenia aspirant sztabowy Marzanna Boratyńska z łódzkiej policji.

Pochodzący z Mazowsza 38-letni kierowca nie zareagował odpowiednio na pionowe i poziome znaki, które nakazują kierowcom jadącym po ulicy Dąbrowskiego korektę trasy i lekkie odbicie w lewo. „Gapiostwo” kierowcy najpewniej związane było z tym, że kierowca był pijany.

– Miał w organizmie 2,3 promila alkoholu. Za przestępstwo polegające na jeździe w stanie nietrzeźwości może mu grozić do dwóch lat więzienia, zarzuty usłyszy wkrótce – dodaje Boratyńska.

Kierowca zaraz po zdarzeniu otrzymał dwa mandaty – zignorowania znaku nakazującego jazdę z jego lewej strony w wysokości 250 złotych oraz tamowania ruchu tramwajowego – 200 złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Michał Żewłakow o wypadku, który spowodował. Jest oświadczenie

Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni – napisał były reprezentant Polski w piłce nożnej Michał Żewłakow. Przeprosił również wszystkich za swoje zachowanie.

Do zdarzenia z udziałem byłego reprezentanta kraju w piłce nożnej doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. – Około godziny 0.40 na skrzyżowaniu ulicy Miodowej z Długą. W stojący na czerwonym świetle autobus wjechało osobowe bmw – powiedział podinspektor Szumiata z warszawskiej policji.

– Badanie alkomatem wykazało, że kierowca osobowego bmw miał w wydychanym powietrzu 1,6 promila alkoholu – poinformował policjant dodając, że mężczyzna został zatrzymany.

Oświadczenie byłego reprezentanta

Jak ustaliła PAP, za kierownicą osobowego bmw siedział były reprezentant Polski w piłce nożnej Michał Żewłakow, który po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty w sprawie kierowania w stanie nietrzeźwości. Odpowie także za spowodowanie kolizji w ruchu drogowym.

Żewłakow po usłyszeniu zarzutów został zwolniony do domu.

We wtorek wieczorem były piłkarz na swoim profilu na Twitterze opublikował oświadczenie. „Wczoraj w nocy wsiadłem za kierownicę samochodu po wypiciu alkoholu i spowodowałem kolizję, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojego braku odpowiedzialności i wyobraźni. Przepraszam wszystkich za moje zachowanie, szczególnie najbliższych oraz tych, którzy poczuli się zawiedzeni i rozczarowani moją postawą” – napisał Żewłakow.

„Mam świadomość, że jako były kapitan reprezentacji Polski i wielokrotny reprezentant kraju, a także osoba wciąż aktywna w środowisku piłkarskim, powinienem być nie tylko źródłem dumy dla kibiców, ale także wzorem dla piłkarzy, przede wszystkim tych najmłodszych. Przepraszam całą społeczność Motor Lublin za cień, jaki swoim zachowaniem na nią rzuciłem. Postanowiłem oddać się do dyspozycji zarządu klubu – podkreślił.

Przeprosiny i deklaracje

Poinformował również, że zdaje sobie sprawę, że – jako osoba zapraszana do studia telewizyjnego w charakterze eksperta – powinien prezentować najwyższe standardy. „Przepraszam wszystkich telewidzów oraz współpracowników ze świata mediów, przede wszystkim ze stacji Canal+, za to, że zawiodłem ich zaufanie – zaznaczył.

„Rozumiem teraz, że konsekwencje mojego karygodnego zachowania mogły być znacznie gorsze. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze raz prosić o wybaczenie oraz szansę na naprawę szkód, które wyrządziłem. Deklaruję gotowość do złożenia wyczerpujących wyjaśnień wobec organów państwa polskiego oraz instytucji, z którymi, na co dzień współpracuję. Obiecuję również, że niezależenie od czekających mnie konsekwencji prawnych, w najbliższym czasie aktywnie włączę się w działania na rzecz propagowania trzeźwości kierowców oraz pomocy ofiarom wypadków drogowych. Wiem, że nie cofnie to czasu, ale być może pozwoli choć w części zadośćuczynić mojej głupocie oraz uchronić innych od błędu, który popełniłem” – oświadczył.

„Nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo jest mi wstyd” – zakończył swoje przeprosiny. Według Kodeksu karnego za kierowanie w stanie nietrzeźwości grozi do dwóch lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info