Znany dziennikarz aresztowany. Jest podejrzany o gwałt

Znany dziennikarz i pisarz Mariusz Z. ma odpowiadać za gwałt. Zarzuty postawiła mu warszawska prokuratura. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Wyjdzie jednaka na wolność, jeśli do 28 stycznia wpłaci 500 tys. zł poręczenia majątkowego. Według śledczych, do gwałtu miało dojść w Warszawie w sierpniu 2020 roku. Wtedy organy ścigania otrzymały zawiadomienie w tej sprawie.

Decyzja o zatrzymaniu Mariusza Z. zapadła natomiast w ostatnich dniach. Dziennikarza, który przebywał w hotelu u swego znajomego, zatrzymali funkcjonariusze z Gorlic w Małopolsce. Przewieźli go do stolicy. Wczoraj mężczyzna usłyszał zarzut, za który grozi 12 lat więzienia. Dziś warszawski sąd aresztował go na trzy miesiące. Jeśli jednak wpłaci do 28 stycznia 500 tys. zł poręczenia majątkowego, będzie mógł wyjść na wolność. Prokuratura już zapowiedziała, że będzie zaskarżać decyzję o areszcie.

Mariusz Z. składając w prokuraturze wyjaśnienia, nie przyznał się do gwałtu. Śledczy twierdzą natomiast, że do zdarzenia doszło w sierpniu 2020 roku w jego mieszkaniu w Warszawie. Ofiarą miała być znajoma mężczyzny. Prokuratura wciąż wyjaśnia, czy kobieta została wcześniej odurzona.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura chce dla Jakuba Żulczyka pięciu miesięcy prac społecznych. Chodzi o znieważenie prezydenta

Na 10 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył wyrok w procesie pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Prokuratura domaga się przeprosin oraz pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych; obrona chce uniewinnienia. Sprawa dotyczy wpisu na portalu społecznościowym z listopada 2020 r., w którym – komentując wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wyborach prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał go „debilem”. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu osoby prywatnej. Akt oskarżenia wpłynął do warszawskiego Sądu Okręgowego pod koniec marca ub.r.

Na pierwszej, listopadowej rozprawie pisarz nie przyznał się do zarzutu znieważenia prezydenta. Tłumaczył, że wpis miał być wyrazem krytyki i zaniepokojenia działaniami Andrzeja Dudy – te, zdaniem Żulczyka, „narażały na szwank międzynarodową reputację Polski”.

W środę w charakterze świadka sąd przesłuchał językoznawcę Michała Rusinka, który sporządził opinię filologiczną dotyczącą wpisu Żulczyka. Jak przekonywał, wpis należy potraktować w kategorii felietonu nacechowanego hiperbolizacją. Podkreślał też, że dla formy tej charakterystyczna jest subiektywna ocena sprawy przez autora. Po krótkim przesłuchaniu proces zakończył się, a strony przeszły do wygłaszania mów końcowych.

Pierwsza głos zabrała prokuratura, która wniosła o wymierzenie pisarzowi kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Oprócz tego – po uprawomocnieniu się wyroku – Żulczyk miałby opublikować przeprosiny na Facebooku. Jak wskazano, powinny tam widnieć co najmniej przez miesiąc.

– Trzeba przyznać, że prezydent jest często narażony na ostrzejszą krytykę niż inne osoby niebędące osobami publicznymi. Nie oznacza to, że może być ona dowolna i bez ograniczeń – argumentowano. Zdaniem prokuratury nie można twierdzić, że pociągnięcie Żulczyka do odpowiedzialności karnej ogranicza jego wolność słowa, bowiem w sprawie nie chodzi o samą krytykę, a o sposób jej wyrażenia. W opinii prokuratora wyrok uniewinniający będzie oznaczał zgodę na wulgaryzację debaty publicznej.

Obrona przekonywała natomiast, że do znieważenia prezydenta w ogóle nie doszło, a Żulczyk powinien być uniewinniony. Adwokaci zwracali uwagę na znikomą szkodliwość społeczną czynu oraz fakt, że do skazań w sprawach o znieważenie głowy państwa dochodziło, gdy obelżywe słowa padły bez żadnego kontekstu. Jak wskazywali, pisarz ewentualnie mógłby być oskarżony o zniesławienie, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

– Jeśli rzeczywiście prezydent Andrzej Duda czuje się pomówiony przez Jakuba Żulczyka o to, że intelektualnie nie dorasta do funkcji prezydenta, to ma ku temu specjalny tryb. Nie ma jednak podstaw do tego, by urząd prokuratorski, w imieniu Rzeczypospolitej, oskarżał Jakuba Żulczyka o znieważenie głowy państwa – mówił mec. Krzysztof Nowiński.

„To nie jest napis na płocie”

– „Andrzej Duda jest debilem” to nie jest napis na płocie, to nie jest napis na murze Pałacu Prezydenckiego – wskazywał z kolei inny z obrońców mec. Grzegorz Kucharski. Jak mówił, chodzi o fragment dłuższej, choć „mocno krytycznej wypowiedzi”. – Prokuratura nie ma racji w tym, że to sformułowanie jest wyjęte z kontekstu – podkreślił. Jak wskazał, kontekstem jest postępowanie prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wygranymi wyborami prezydenckimi przez obecnego prezydenta USA Joe Bidena.

Sam Żulczyk podkreślił natomiast, że jego krytyczny stosunek do obecnych władz do Polsce nie jest tajemnicą, jednak to, czy „prezydent Duda jest osobą bardziej mądrą czy mniej mądrą”, niekoniecznie ma znaczenie dla jego sprawy. Jak wskazywał, znaczenie ma za to „możliwość krytyki i władzy i wyrażania sprzeciwu”.

– Jakie mamy możliwości działania, kiedy władza zachowuje się źle, głupio, kiedy kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób możemy ją krytykować? – pytał. Podkreślił przy tym, że w żaden sposób nie czuje się osobą prześladowaną, bo byłoby to obraźliwe w stosunku do ludzi, którzy faktycznie cierpią z tego powodu.

– Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot – trochę śmieszny, trochę straszny, a trochę istotny. Istotny, gdyż wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas których sprawdzamy jako społeczeństwo nasze możliwości obywatelskiego oporu – mówił.

 – Stojąc przed sądem za słowa, które napisałem na Facebooku, czuję się jak poddany, jak petent, jak członek ciemnego ludu, który władzę ma jedynie wielbić, bo od tego władza przecież jest. Nie uważam tak. W demokratycznym społeczeństwie (…) to władza jest dla nas, ma nas reprezentować, ma nam pomagać, a my mamy prawo, nawet obowiązek reagowania, gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivre’u, ładnej polszczyzny i dobrego wychowania – podsumował pisarz.

Wpis Jakuba Żulczyka

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk.

„Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem” – napisał na Facebooku.

Pisarz oskarżony jest z art. 135 par. 2 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat więzienia. Sąd wyznaczył termin wydania wyroku na przyszły poniedziałek, 10 stycznia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

W Luizjanie strzelał wzorowy weteran z Iraku, „strateg wolności”

Napastnik z Baton Rouge w Luizjanie był sierżantem piechoty morskiej. Podczas półrocznej służby w Iraku przed siedmioma laty otrzymał kilka odznaczeń. W sieci przedstawiał się m.in. jako „strateg wolności”, „dietetyk”, pisarz i „doradca duchowy” – informuje BBC. Napastnika, który w niedzielę zastrzelił trzech policjantów w Baton Rouge w amerykańskim stanie Luizjana, zidentyfikowano jako 29-letniego czarnoskórego mężczyznę z Kansas City w Missouri.

Z danych udostępnionych przez Pentagon wynika, że Gavin Long, zabity po dokonanej masakrze przez funkcjonariuszy, pełnił służbę wojskową w piechocie morskiej od sierpnia 2005 roku do sierpnia 2010 roku. W marines sprawował funkcję specjalisty ds. danych sieci komputerowych. Od czerwca 2008 roku do stycznia 2009 roku służył w Iraku, za co otrzymał kilka odznaczeń.

Amerykańskie władze nie podają na razie motywu, jakim mógł kierować się Long. BBC na swojej stronie internetowej podaje jednak, że sierżant, uważający się za rdzennego Amerykanina, zamieszczał w internecie filmy, w których oskarżał policję o złe traktowanie Afroamerykanów. Miał też należeć przez kilka lat do organizacji czarnych nacjonalistów – Nation of Islam, głoszącej nieufność do białych. Jak zauważa BBC, co najmniej jeden z zabitych przez niego policjantów był czarnoskóry.

„Moją religią jest sprawiedliwość”

W klipie zamieszczonym 10 lipca na YouTube Long nawoływał do walki z „opresorami”. W jednym z tweetów napisał, że Micah Johnson, który 7 lipca zastrzelił pięciu policjantów w Dallas, był „jednym z nas”. „Moją religią jest sprawiedliwość” – dodał. Johnson, podobnie jak Long, był weteranem wojennym. Cytowana przez brytyjskiego nadawcę AFP informuje z kolei, że w ubiegłym roku Long oficjalnie zmienił nazwisko na Cosmo Ausar Setepenra. Z najnowszych internetowych wpisów wynika, że uważał się za „doradcę” i „guru”. Na portalu Convoswithcosmo.com przedstawiał się m.in. jako „strateg wolności”, „dietetyk”, pisarz i „doradca duchowy” – podaje BBC.

Książki dostępne w internecie

Ostatnio podkreślał, że nie należy do żadnej organizacji. W sieci zwierzał się również, że podróżując po Afryce uczył się od tubylców i „uzdrowicieli” „praktyk duchowych”. Książki autorstwa Setepenry są dostępne w internecie – sprawdziła BBC. Long był żonaty. Studiował przez pewien czas na uniwersytecie w Alabamie. W ostatnim tweecie napisał m.in: „Fakt, że budzisz się codziennie nie świadczy o tym, że żyjesz. A kiedy gubisz swoje ciało, nie znaczy, że umierasz”.

Do strzelaniny doszło w nocy z soboty na niedzielę niedaleko głównej siedziby policji w Baton Rouge, które w ostatnich tygodniach stało się sceną napięć na tle rasowym między społecznością afroamerykańską a policją. Po zabiciu 5 lipca 37-letniego Altona Sterlinga przez białych funkcjonariuszy w mieście zaczęły wybuchać brutalnie tłumione protesty przeciw przemocy ze strony stróżów prawa. Miały one miejsce także podczas weekendu, kiedy to setki osób zebrały się przed siedzibą policji.
Żródło info i foto: TVP.info

Ekstradycja Cesare Battistiego

Federalny Trybunał Najwyższy Brazylii zaaprobował w środę pięcioma głosami przeciwko czterem ekstradycję do Włoch 54-letniego Cesare Battistiego, byłego członka organizacji Zbrojni Proletariusze, skazanego przez włoski sąd na dożywotnie więzienie za cztery zabójstwa dokonane w latach 70.
Ta ultralewicowa organizacja stanowiła odgałęzienie słynnych Czerwonych Brygad. Przed czterdziestu laty siały one terror we Włoszech. Sąd uznał Battistiego winnym zabójstwa dwóch policjantów, jubilera i rzeźnika. O wyniku głosowania w sprawie Battistiego, który korzystał z prawa azylu politycznego w Brazylii, zadecydował głos przewodniczącego Trybunału, Gilmara Mendesa. Żródło info i foto: tvn24.pl