Policjanci zlikwidowali laboratorium metamfetaminy. Było ukryte pod kojcem dla psów

Likwidacja laboratorium metamfetaminy, przejęcie urządzeń i prekursorów służących do jej produkcji oraz zatrzymanie 8 podejrzanych, w tym 2 „chemików”, to efekt ostatnich działań CBŚP i Prokuratury Krajowej. Do laboratorium prowadziło wąskie wejście znajdujące się w kojcu dla psów, tam znajdowała się linia produkcyjna narkotyku oraz system chłodzenia i wentylacji tajnego pomieszczenia. Podczas działań policjanci zabezpieczyli także narkotyki, broń, amunicję, pałki teleskopowe, noże, maczety oraz elementy wyposażenia policyjnego.

Sprawę prowadzą policjanci z Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

W wyniku działań przeprowadzonych na terenie Zgorzelca oraz pobliskich miejscowości policjanci z Zarządów w Poznaniu i Wrocławiu Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 8 osób. Wówczas to, zabezpieczono narkotyki, tj. metamfetaminę, amfetaminę oraz marihuanę. Podczas działań przejęto także jednostkę broni palnej, amunicję, pałki teleskopowe, noże, maczety i elementy wyposażenia policyjnego (kajdanki, sygnalizację świetlno-dźwiękową, pałkę typu tonfa) oraz inne przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw.

W jednym z pomieszczeń gospodarczych na terenie powiatu zgorzeleckiego policjanci odkryli w podłodze wejście, które znajdowało się w kojcu dla psów. Wąskie przejście prowadziło do pomieszczenia, w którym wytwarzano metamfetaminę. Zbudowano tam specjalistyczny system produkcji narkotyku oraz chłodzenia i wentylacji obiektu. Funkcjonariusze zabezpieczyli linię produkcyjną narkotyków syntetycznych, a także przejęli m.in. naczynia laboratoryjne oraz ponad 200 litrów różnych substancji chemicznych, mogących służyć do wytwarzania narkotyków.

W trakcie działań wsparcia udzielili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu i Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, a także funkcjonariusze Dolnośląskiej Krajowej Administracji Skarbowej (KAS).

Prokurator Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu przedstawił zatrzymanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, produkcji narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu na terenie Polski. Decyzją sądu 5 podejrzanych zostało objętych środkiem zapobiegawczym w postaci tymczasowego aresztowania. Wobec pozostałych podejrzanych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, dozorów Policji połączonych z zakazem kontaktu z określonymi osobami.

Realizacja jest kontynuacją śledztwa dotyczącego rozbitej zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się przemytem narkotyków z Holandii do Polski i innych krajów Unii Europejskiej oraz ich sprzedażą. Jak wynika z ustaleń członkowie gangu zajmowali się także wytwarzaniem narkotyków, tj.: tworzeniem laboratoriów metamfetaminy nazywanej „piko”.
Źródło info i foto: Policja.pl

ABW zatrzymało Janusza N. Miał szpiegować dla Rosji

Janusz N. zatrzymany przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz rosyjskiego wywiadu. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o trzymiesięcznym areszcie wobec zatrzymanego – dowiedziała się w czwartek PAP.

Janusz N. zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn i dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował PAP, że N. zatrzymali 31 maja funkcjonariusze prowadzącego śledztwo w tej sprawie olsztyńskiego wydziału zamiejscowego delegatury ABW w Białymstoku.

Zarzut szpiegostwa na rzecz służb specjalnych Federacji Rosyjskiej przeciwko interesom Rzeczypospolitej Polskiej przedstawił mu prokurator z nadzorującego śledztwo ABW warszawskiego mazowieckiego wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej.

Żaryn powiedział w czwartek PAP, że zatrzymany przez ABW nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale 2 czerwca Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy zdecydował o aresztowaniu N. Za udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej grozi kara więzienia od roku do 10 lat.

ABW w trakcie czynności przeszukała miejsca zamieszkania Janusza N. oraz siedziby związanych z nim podmiotów. „W toku działań zabezpieczono pieniądze o równowartości ponad 300 tys. zł oraz dużą liczbę nośników danych” – podała PAP prokuratura. Żaryn zaznaczył, że część środków finansowych odnalezionych podczas przeszukań była w euro.

Śledczy ustalili, że N. prowadził aktywność na rzecz Federacji Rosyjskiej, którą nasilił po tym, jak wcześniej pod zarzutem szpiegostwa zatrzymano jego współpracownika.

„Janusz N. na zlecenie osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu próbował nawiązać kontakt z polskimi oraz zagranicznymi politykami, w tym z pracującymi w Parlamencie Europejskim” – podał dział prasowy PK. Miał prowadzić swoją działalność na terenie Polski, Unii Europejskiej i innych krajów – ustalili śledczy.

„Jego działalność wpisywała się w rosyjskie przedsięwzięcia propagandowo-dezinformacyjne podejmowane w celu osłabienia pozycji Polski w UE i na arenie międzynarodowej” – ocenili.

Żaryn podał w rozmowie z PAP, że N. pracował na zlecenie ustalonych osób działających na rzecz rosyjskiego wywiadu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Gang wyłudził 45 mln złotych unijnych dotacji. 7 osób zatrzymanych

Grupę przestępczą, która wyłudziła 45 mln zł unijnych dotacji i usiłowała wyłudzić drugie tyle, rozbiła podlaska Prokuratura Krajowa. Na jej polecenie funkcjonariusze CBŚP i Krajowej Administracji Skarbowej zatrzymali 7 osób, z których 5 trafiło do aresztu. Podejrzani występowali o unijne wsparcie z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego za pośrednictwem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Dofinansowanie miało służyć projektom wdrażającym innowacyjne linie technologiczne z branży higienicznej.

Okazuje się, że przedstawiali dowody zakupu linii produkcyjnych, których wartość były wielokrotnie zawyżona. Sprzęt dostarczały spółki zarejestrowane w Warszawie i na Tajwanie.

Funkcjonariusze przeprowadzili akcję zatrzymań i przeszukań na Mazowszu, w Kujawsko-Pomorskiem na Pomorzu i w Świętokrzyskiem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

ABW aresztowała Marcina K. Miał szpiegować na rzecz obcego wywiadu

Służby aresztowały Marcina K., podejrzanego o szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu. Mężczyzna zbierał informacje o obronności i wojskowości, które przekazywał Rosjanom. Nie był powiązany z żadnymi instytucjami państwowymi – ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada. Marcin K. usłyszał już zarzuty.

Na polecenie prokuratora funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) zatrzymali Marcina K. Informację przekazał rano Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Mężczyzna usłyszał zarzut działania na rzecz obcego wywiadu przeciwko Polsce. Dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada ustalił, że Marcin K. miał szpiegować dla Rosji. Zbierał informacje obronności i wojskowości, które później przekazywał Rosjanom.

Nasz reporter dowiedział się także, że zatrzymany nie był powiązany z żadnymi instytucjami państwowymi. Służby nie ujawniają więcej szczegółów na ten temat. Wiadomo jednak, że Marcin K. przyznał się do stawianych mu zarzutów.

„Z uwagi na konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, obawę matactwa podejrzanego jak również grożącą mu wysoką karę prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania” – przekazał Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Sąd podzielił argumentację prokuratora i tymczasowo aresztował Marcina K. na 3 miesiące.

Za postawione mu zarzuty, grozi nawet 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Publikacja „Gazety Wyborczej” dotycząca Daniela Obajtka. Jest oświadczenie prokuratury

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. (…) Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego” – napisała Prokuratura Krajowa w oświadczeniu.

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego. Decyzją prokuratora postępowanie przeciwko Danielowi Obajtkowi i czterem innym osobom zostało umorzone. Postanowienie o umorzeniu śledztwa zostało prawomocnie utrzymane przez Sąd Okręgowy w Krakowie, który czynności dowodowe przeprowadzone przez prokuratora ocenił jako skrupulatne, wnikliwe i rzetelne – napisano w oświadczeniu wystosowanym w poniedziałek przez Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

„Śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka”

Jak podaje poniedziałkowa „GW”, „W akcie oskarżenia, który prokuratura z Ostrowa Wielkopolskiego wysłała w październiku 2013 roku do sądu w Sieradzu, oskarżonych jest ośmiu mężczyzn. Czerech działa w grupie przestępczej Macieja C. Pozostałych, w tym ówczesnego wójta Pcimia i wschodząca gwiazdę PiS Daniela Obajtka, z bandą „Prezesa” łączy oszustwo przy sprzedaży granulatu do produkcji rur PCV i łapówka”. „GW” podaje, że „lista zarzutów jest pokaźna, prokurator zgłasza aż 61 świadków. (…) prokurator zapowiada, że na rozprawie ujawni ponad 160 dowodów – to m.in.: oględziny telefonów oskarżonych, analizy połączeń, protokoły przeszukań, dane bankowe i księgowa, faktury, notatki służbowe, opinie biegłych”.

Do rozpoczęcia procesu Obajtka i grupy Macieja C. nie dochodzi, bo zawsze brakuje kogoś z oskarżonych. Gdy PiS przejmuje w 2015 roku władzę, zmienia przepisy, tak by prokuratura Zbigniewa Ziobry mogła wycofać w 2016 roku akt oskarżenia z sądu. W czerwcu 2017 roku śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka, który jest już wówczas prezesem państwowego koncernu Energa – pisze „GW”.

„Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka”

W sprawie, której dotyczy artykuł „Gazety Wyborczej” sąd kwestionował pierwotne ustalenia Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim odnośnie Daniela Obajtka już na etapie postępowania przygotowawczego. Prokurator, który zarzucił Danielowi Obajtkowi czyn korupcyjny wnioskował o zastosowanie wobec niego aresztu tymczasowego. Wniosek ten spotkał się z druzgoczącą krytyką Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim. Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka stwierdzając, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, że zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przez Daniela Obajtka zarzucanego mu czynu – podkreśla Prokuratura Krajowa.

W oświadczeniu przypomniano, że w toku postępowania prokurator postawił Danielowi Obajtkowi kolejne dwa zarzuty dotyczące oszustw. Podkreślenia wymaga, że zarówno te zarzuty, jak i zarzut czynu korupcyjnego postawione zostały na podstawie wyjaśnień współoskarżonych, w tym osób karanych. Na dalszym etapie sprawy osoby te wycofały się ze swoich wyjaśnień lub ich wyjaśnienia okazały się sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym – przypominają autorzy oświadczenia.

Pomimo niedostatku materiału dowodowego prokurator skierował w październiku 2013 r. do Sądu Okręgowego w Sieradzu akt oskarżenia przeciwko Danielowi Obajtkowi i innym osobom. Akt ten został zwrócony prokuraturze przez sąd w celu uzupełnienia śledztwa. Wskazane czynności – między innymi przesłuchanie kilkudziesięciu świadków – zostały wykonane. Po przeanalizowaniu uzupełnionego i kompletnego materiału dowodowego prokurator podjął decyzję umorzenia postępowania nie tylko wobec Daniela Obajtka, ale i czterech innych osób. Wskutek złożenia zażalenia decyzja prokuratora została poddana kontroli sądowej. Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu śledztwa i ocenił, że prokuratura w sposób skrupulatny, wnikliwy i rzetelny przeprowadziła postępowanie dowodowe, dokonując obszernej i szczegółowej oceny dowodów. Sąd w całości przychylił się do oceny faktycznej i prawnej dokonanej przez prokuratora, wskazując na bezzasadność zarzutów skarżącego – napisano w oświadczeniu PK.

Artykuł „Gazety Wyborczej” nie zawiera zatem opisu prawdziwych zdarzeń, a jedynie negatywnie zweryfikowanego aktu oskarżenia. Wszelkie rozpatrywanie opisanych tam rzekomych zdarzeń jako prawdy materialnej jest nieuprawnione. Fikcyjność tych informacji została wykazana zarówno przez prokuraturę, jak i niezawisły sąd. Prokuratura nie kwestionuje prawa dziennikarzy do relacjonowania i opisywania postępowań karnych. Sposób prezentowania biegu postępowania dotyczącego Daniela Obajtka musi jednak budzić sprzeciw. „Gazeta Wyborcza” nie daje czytelnikom możliwości poznania wskazanych powyżej okoliczności. Prezentowane są im szczątkowe, wybiórczo dobrane informacje, nie oddające całego kontekstu sprawy, w tym przede wszystkim zapadłych decyzji sądowych – podkreśla Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Pełnomocnik Daniela Obajtka: Zaprzeczam zmanipulowanym informacjom

Należy podkreślić, że Daniel Obajtek nigdy nie był oskarżony o współdziałanie z zorganizowaną grupą przestępczą. Ani jeden z zarzutów, przytaczanych przez „GW” nie został potwierdzony, a Daniel Obajtek nigdy nie został skazany wyrokiem jakiegokolwiek sądu. Przeciwnie, to nie tylko prokurator jak sugeruje „Gazeta Wyborcza”, ale przede wszystkim niezawisły sąd oczyścił Pana Daniela Obajtka z wszelkich zarzutów i potwierdził, że zostały one oparte na niespójnych, niejasnych i sprzecznych z innymi dowodami zeznaniach osób, których wiarygodność została oceniona jako znikoma – napisał Maciej Zaborowski, pełnomocnik Daniela Obajtka, przypominając, że chodziło o m.in. wyjaśnienia Macieja C., oskarżonego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się np. wymuszeniami z użyciem przemocy, a także Romana L., wielokrotnie prawomocnie skazanego, m.in. za nakłanianie do składania fałszywych zeznań oraz za wyłudzenia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Wbrew twierdzeniom opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” niezawisły sąd, przychylając się do finalnych ustaleń prokuratury, potwierdził, że Daniel Obajtek nie tylko nie współdziałał z żadną grupą przestępczą, ale podjęte przez niego decyzje były oczywiście sprzeczne z interesem tej grupy. Dlatego też, już w 2013 roku został zaatakowany pomówieniami przez osoby oskarżone o działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, które wcześniej próbowały zastraszaniem wymusić na Danielu Obajtku korzystne dla siebie decyzje. Dzisiaj, tymi samymi pomówieniami usiłuje atakować Pana Daniela Obajtka „Gazeta Wyborcza” w celu zdyskredytowania jego osoby oraz zniszczenia jego dobrego imienia. Świadczy o tym ponowne przytaczanie fałszywych zarzutów, z których został on prawomocnie oczyszczony. Sugerowanie, że Pan Daniel Obajtek miał jakiekolwiek związki z zorganizowaną grupą przestępczą jest manipulacją, zmierzającą do celowego wprowadzenia opinii publicznej w błąd – podkreśla pełnomocnik Daniela Obajtka.

Pełnomocnik przypomina, że sam Maciej C. oświadczył, iż pomówienia, które kierował przeciwko Danielowi Obajtkowi, wynikały wyłącznie z dążenia do złagodzenia jego własnego wyroku. „Osoby obciążające Pana Daniela Obajtka, tymi pomówieniami, usiłowały uzyskać dla siebie jak najniższe wymiary kary. Początkowo to się udało, bo wniosek prokuratora o dobrowolne poddanie się karze m.in. przez Macieja C. uwzględnił Sąd Okręgowy w Sieradzu wyrokiem z dnia 13 stycznia 2015 r. Nieprawidłowości z tym związane dostrzegł jednak nawet ówczesny Prokurator Generalny Andrzej Seremet, czego efektem było wniesienie przez niego kasacji od wyroku łagodzącego kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie wydał Sąd Najwyższy, który w sierpniu 2015 r. uchylił wyrok łagodzący kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób stwierdzając, że w sposób rażący narusza on prawo” – napisał Zaborowski.

W związku z kolejną publikacją przez „Gazetę Wyborczą” treści naruszających dobra osobiste Pana Daniela Obajtka podjęte zostaną stosowne kroki prawne – zapowiada pełnomocnik w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd zdecydował, że zatrzymanie rzeczy sędzi Beaty M. było legalne

Postanowienie prokuratorskie o zatrzymaniu rzeczy sędzi Beaty M., w tym laptopa i nośników danych, było legalne, zasadne i prawidłowe. Tak orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, rozpatrując zażalenie pełnomocników sędzi – przekazała w piątek Prokuratura Krajowa. Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej prowadzi postępowanie w sprawie przywłaszczenia środków publicznych, łapownictwa oraz przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. – Osobą podejrzewaną w śledztwie jest sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie Beata M. – podała PK.

Jak zaznaczyła PK, w toku postępowania prokurator sporządził postanowienie o żądaniu wydania przez Beatę M. rzeczy i ich zatrzymaniu. Prokurator zastrzegł, że w razie odmowy wydania rzeczy przeprowadzone zostanie przeszukanie pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych zajmowanych przez Beatę M. Sędzia dobrowolnie wydała przedmioty funkcjonariuszom Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a prokurator odstąpił od przeszukania.

– Postanowienie prokuratorskie o zatrzymaniu rzeczy sędzi Beaty M., w tym laptopa i nośników danych, było legalne, zasadne i prawidłowe. Tak orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, rozpatrując zażalenie pełnomocników sędzi – przekazała w piątek Prokuratura Krajowa.
Źródło info i foto: interia.pl

PK zabezpieczyła majątek „króla kiełbasianego imperium”. Henryk K. przepisywał majątek na inne podmioty

Prokuratura Krajowa zabezpieczyła majątek, który Henryk K., zwany „królem kiełbasianego imperium”, przepisał na inne osoby. Biznesmen został zatrzymany miesiąc temu na lotnisku w Buenos Aires. Trwa postępowanie ekstradycyjne. W toku śledztwa prokurator wykorzystując instytucję konfiskaty rozszerzonej, zabezpieczył mienie, które będąc w faktycznej dyspozycji Henryka K. zostało formalnie przeniesione na inne podmioty – poinformował PAP w czwartek Dział Prasowy Prokuratury Krajowej. Śledczy nie informują jednak, jaką wartość ma zabezpieczone mienie i czy dotyczy to wyłącznie majątku zgromadzonego przez K. w Polsce, czy także za granicą.

Henryk K. został zatrzymany miesiąc temu na lotnisku w Buenos Aires przez funkcjonariuszy argentyńskich służb. Wcześniej, gdy opuścił terytorium Polski, miał przebywać na Bahamach. Informator PAP twierdzi, że biznesmen mógł zamieszkiwać na prywatnej wyspie.

K. zatrzymano na podstawie listu gończego wydanego na wniosek Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. „Król kiełbasianego imperium” poszukiwany był także Europejskim Nakazem Aresztowania i międzynarodowym listem gończym.

Trwa postępowanie ekstradycyjne

Niezwłocznie po uzyskaniu informacji o zatrzymaniu Henryka K., skierowano wniosek o ekstradycję podejrzanego do Polski. Podejrzany pozostaje w dyspozycji władz argentyńskich, które zastosowały wobec niego areszt domowy, trwa postępowanie ekstradycyjne – przekazała PAP w czwartek Prokuratura Krajowa. PK podała, że Henryk K. jest jednym z 14 podejrzanych w śledztwie śląskiego wydziału zwalczającego przestępczość zorganizowaną.

Henryk K. jest podejrzany o popełnienie 10 przestępstw, w tym o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, w ramach której dokonano szeregu oszustw na szkodę różnych podmiotów gospodarczych. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że kwota wyłudzonego mienia przekracza 800 milionów złotych. Śledztwo ma charakter rozwojowy i w jego toku badane są kolejne wątki, w tym oszustw na szkodę innych podmiotów – zaznaczyła prokuratura.

Z uwagi na dobro postępowania przygotowawczego oraz „wykonywane i planowane czynności procesowe” prokuratura na obecnym etapie nie udziela informacji „co do przedmiotu i zakresu prowadzonego śledztwa” – czytamy w przesłanej PAP korespondencji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Misiek” z aktem oskarżenia

Po pięciu i pół roku śledztwa oraz ponad dwóch latach od zatrzymania Pawła M. ps. Misiek, Prokuratura Krajowa w końcu stworzyła akt oskarżenia w sprawie przywódcy kiboli Wisły Kraków. W dziwnym procesie „Misiek”, który dowodził grupą kilkuset bandytów, zasiądzie na ławie oskarżonych tylko ze swoim zastępcą w gangu Grzegorzem Z. ps. Zielak. Według informacji tvn24.pl prokuratura chce przerzucić w ten sposób na sąd odpowiedzialność za ewentualne wypuszczenie „Miśka” i „Zielaka” na wolność.

4 marca 2014 w Prokuraturze Apelacyjnej w Krakowie prokurator Bartłomiej Szućko wszczął śledztwo w sprawie gangu Sharksów, bojówki powiązanej z klubem Wisła Kraków. Dowodzona przez Pawła M. ps. Misiek grupa była jedną z najpotężniejszych bojówek kibolskich w Polsce. W Krakowie i na południu kraju kontrolowali znaczną część handlu narkotykami, zajmowali się też napadami i ściąganiem haraczy. W wojnie toczonej na ulicach Krakowa bezwzględnie walczyli z kibolami Cracovii. W tych potyczkach zostało zamordowanych co najmniej kilka osób – ofiary w biały dzień były masakrowane na ulicach miasta nożami i maczetami.

Przez lata śledztwo w sprawie Sharksów było pasmem porażek. Zatrzymywano jedynie pojedyncze płotki z przestępczej hierarchii, co chwilę dochodziło do przecieków, po których kibole uciekali z kraju przed działaniami policji, kolejni świadkowie byli zastraszani lub sami rezygnowali, gdy widzieli, jak osobom współpracującym z wymiarem sprawiedliwości płonęły mieszkania i samochody.

W międzyczasie sprawa trafiła do wydziału małopolskiego Prokuratury Krajowej. Po konflikcie z jego szefem Piotrem Krupińskim odsunięty od śledztwa i przesunięty do prokuratury niższego szczebla został Bartłomiej Szućko. A Sharksi pod nosem krakowskich śledczych rośli niebywale w siłę. Szczytem ich potęgi było przejęcie władzy w ekstraklasowej Wiśle Kraków. Wiceprezesem klubu został jeden z Sharksów Damian D., a prezesem znajoma „Miśka” Marzena S.

Katowice przyspieszyły Kraków

Sprawa nabrała impetu dopiero, gdy w odległych o kilkadziesiąt kilometrów Katowicach za rozpracowywanie pseudokibiców Ruchu Chorzów zabrał się śląski wydział Prokuratury Krajowej oraz funkcjonariusze tamtejszego Centralnego Biura Śledczego Policji. W 2016 r. kibole Ruchu i Wisły połączyli siły, więc gang można było traktować jako jedną grupę. I to, co w Krakowie nie udawało się przez lata, w Katowicach zrobili po pół roku śledztwa: na maj 2018 roku zaplanowano ogromną realizację i zatrzymanie całego dowództwa bojówek Ruchu i Wisły. Wtedy nagle obudził się prokurator Piotr Krupiński. Wymógł poprzez wpływy u ministra Zbigniewa Ziobro dołączenie krakowskich śledczych do realizacji przeciwko kibolom i przekazanie do jego dyspozycji zatrzymania m.in. „Miśka”. Skończyło się ucieczką Pawła M. do Włoch trzy dni przed zaplanowanym zatrzymaniem. Policjanci z Krakowa tylko przyglądali się, jak gangster wsiada do samolotu na lotnisku w Pyrzowicach.

Ale w największej realizacji w dziejach CBŚP udało się zatrzymać kilkudziesięciu kiboli z Ruchu i Wisły. W tym Grzegorza Z. ps. Zielak. Chociaż niewiele brakowało, żeby w jego przypadku też doszło do kompromitacji policji. Antyterroryści pomylili mieszkania i do „Zielaka” weszli dopiero za drugim podejściem. Po kilku miesiącach udało się też w końcu zatrzymać Pawła M. ps. Misiek. Przywódca Sharksów wpadł na autostradzie pod Rzymem. 28 września 2018 r. przewieziono go do Polski.

Mężczyzna niemal natychmiast zaczął współpracę z wymiarem sprawiedliwości. W zamian za obietnicę szybkiego wyjścia na wolność i odpuszczenia większości zarzutów „Misiek” złożył wyjaśnienia obejmujące kilkaset stron. Obciąża w nich ponad sto osób o czyny z ostatnich dwudziestu lat – narkotyki, porwania, bójki, haracze, oszustwa i wiele innych. W zamian prokurator obiecał mu, że wkrótce wyjdzie z aresztu. Ale według informacji tvn24.pl kilka razy decyzję o zaprzestaniu kierowania wniosków o przedłużenie aresztu „Miśkowi” blokowało kierownictwo Prokuratury Krajowej. – To jest niepoważne. Umawiamy się na coś z bandytami, a potem ktoś w Warszawie wszystko wywraca do góry nogami. My tracimy wiarygodność, a przestępcy ochotę na współpracę z wymiarem sprawiedliwości – mówili w rozmowach z tvn24.pl rozgoryczeni śledczy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Łódzcy policjanci usłyszeli zarzuty. Mieli przekazywać tajne informacje za łapówki

Dwóch policjantów, prywatnie braci, usłyszało zarzuty za to, że przekazywali nieuprawnionym osobom informacje z policyjnej bazy danych w zamian za obietnicę łapówki. Grozi im do 10 lat więzienia. Jak poinformowała Prokuratura Krajowa, funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali cztery osoby, w tym dwóch funkcjonariuszy policji. Wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty. Na wniosek prokuratora dwóch podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych. Chodzi o przestępstwo korupcyjne.

Śledztwo prowadzone przez Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku dotyczy dokonanego od czerwca 2017 r. do marca 2018 r. w Łodzi, przekroczenia uprawnień służbowych przez funkcjonariuszy publicznych i działania na szkodę interesu prywatnego.

W toku postępowania prokurator ustalił, że jeden z funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi utrzymywał bliskie relacje z osobą wielokrotnie karaną, na prośbę której dokonał nieuprawnionych, nie mających związku z wykonywanymi czynnościami służbowymi sprawdzeń w dostępnych dla funkcjonariuszy Policji bazach danych. W zamian miał otrzymać obietnicę osiągnięcia korzyści majątkowych.

Łódź. Policjantom grozi do 10 lat więzienia

Na polecenie prokuratora zatrzymano cztery osoby, w tym dwóch funkcjonariuszy policji oraz dwie osoby, które zlecały dokonywanie nieuprawnionych sprawdzeń. Prokurator przedstawił zatrzymanym funkcjonariuszom zarzuty popełnienia przestępstw m.in. przyjęcia obietnicy korzyści majątkowej w związku z pełnieniem funkcji publicznej za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa. Za zarzucane czyny grozi im 10 lat pozbawienia wolności.

Na wniosek prokuratora wobec dwóch osób: funkcjonariusza policji oraz osoby wielokrotnie karanej, która zlecała dokonywanie nieuprawnionych sprawdzeń, w zamian za obietnicę zysków ze wspólnych przedsięwzięć biznesowych zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

Z kolei wobec drugiego funkcjonariusza Policji z uwagi na charakter zarzucanych mu przestępstw w postaci rażącego naruszenia obowiązków służbowych policjanta, prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci zawieszenia w czynnościach służbowych funkcjonariusza policji, dozoru policji oraz zakazu opuszczania kraju połączonego z zakazem wydania paszportu.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe zatrzymania w sprawie „mafii lekowej”

Agenci CBA zatrzymali pięć osób mających brać udział w tzw. mafii lekowej, która sprzedawała za granicę medykamenty znajdujące się na wykazie tzw. zagrożonych brakiem dostępności na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Według śledczych z białostockich „pezetów” Prokuratury Krajowej, podejrzani skupili z aptek farmaceutyki o wartości ok. 8,6 mln zł.

Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz agenci CBA od ponad dwóch lat prowadzą śledztwo w sprawie tzw. mafii lekowej. W głównym wątku postępowania ustalono, że gang działający od 2014 r., mógł nielegalnie sprzedać za granice farmaceutyki warte 150 mln zł. Grupa miała współpracować z ponad 6,5 tys. aptek w całej Polsce.

Za granicę trafiały medykamenty znajdujące się w specjalnym wykazie ministra zdrowia, tzw. leków zagrożonych brakiem dostępności w Polsce – były to np. leki onkologiczne, przeciwcukrzycowe i przeciwzakrzepowe. Przekręt był dobrze pomyślany. Oszuści kupowali leki za pośrednictwem kontrolowanej przez niech placówki leczniczej, tzw. Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej.

Hurtownia na usługach mafii

Na polecenie białostockich „pezetów”, agenci CBA zatrzymali w ostatnich dniach pięć osób powiązanych z „mafią lekową”. Prokurator Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił podejrzanym zarzuty m.in. „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, naruszenia zakazu zbycia produktów leczniczych z apteki ogólnodostępnej lub punktu aptecznego do hurtowni farmaceutycznej oraz wystawiania faktur VAT w których poświadczano nieprawdę, że produkty lecznicze były sprzedawane na potrzeby podmiotów prowadzących działalność leczniczą”.

Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Wobec podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe (do 2 mln zł), zakaz opuszczania kraju i dozór policji. Według śledczych, w latach 2015-18 podejrzani działali w rozpracowywanym gangu, sprzedając medykamenty z naruszeniem zakazu „odwróconego łańcucha dystrybucji leków”.

– Podejrzani są związani z dwiema spółkami prowadzącymi hurtowanie farmaceutyczne do których od października do grudnia 2018 r. sprzedane zostały leki o łącznej wartości prawie 8,6 mln zł – poinformowała Prokuratura Krajowa.

W tym wątku śledztwa dotychczas zarzuty usłyszało łącznie 19 osób. Łączna wartość „wyeksportowanych” leków mogła wynosić nawet 50 mln zł.
Źródło info i foto: TVP.info