Brutalne pobicie 33-latka pod Gostyninem. Nagi i zakrwawiony szukał pomocy. Jest prokuratorskie śledztwo

Prokuratura zajmuje się sprawą brutalnego pobicia 33-latka pod Gostyniem (Wielkopolskie). Po zdarzeniu mężczyzna uciekł oprawcom; nagi i zakrwawiony szukał pomocy. O zdarzeniu poinformowały lokalne media. Według informacji portalu gostyn24.pl, inicjatorem uprowadzenia mężczyzny był 18-letni mieszkaniec Piasków, będący w konflikcie z 33-latkiem z Gostynia. Powodem sporów miały być dawne długi, nieprawdziwe informacje miał też rozpowszechniać 33-latek na temat 18-latka. Nastolatek postanowił się zemścić. 33-latek miał zostać zwabiony przez inne osoby na teren nieczynnej stacji kolejowej w Kosowie. Tam mężczyzna został zaatakowany przez trójkę oprawców.

Policja zatrzymała sprawców

„Wyszarpali pokrzywdzonego z samochodu marki Mazda, którego był pasażerem. Zaczęło się bicie, kopanie, i rzucanie ofiarą o ziemię. W pewnym momencie sprawcy nakazali 33-latkowi rozebranie się. Zabrali mu telefon i powerbank o wartości około tysiąca złotych” – wskazał, cytowany przez portal, prokurator Jacek Masztalerz.

Pobitemu 33-latkowi udało się uciec oprawcom. Zakrwawiony i nagi mężczyzna dotarł do miejscowości Gola, gdzie pomocy udzieliło mu starsze małżeństwo. Wezwano też pogotowie i policję. Policja ustaliła i zatrzymała sprawców. Usłyszeli zarzuty rozboju i pobicia. Sprawy zadeklarowali chęć dobrowolnego poddania się karze. Zastosowano wobec nich środki wolnościowe – zakaz zbliżania się do ofiary i kontaktowania z pokrzywdzonym oraz poręczenia majątkowe. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brutalnie pobity ksiądz zmarł w szpitalu

Ksiądz prałat Adam Myszkowski zmarł w środę w łódzkim szpitalu. Duchowny był hospitalizowany od początku marca. Został brutalnie pobity przez napastnika. Do ataku doszło, gdy zamykał bramę plebanii.

Proboszcz parafii w Wielkiej Woli – Paradyżu (woj. łódzkie) i dziekan dekanatu żarnowskiego zmarł w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Łodzi. Poinformowała o tym w środę diecezja radomska na swoim profilu w mediach społecznościowych. Na początku marca duchowny został ciężko pobity. W następstwie odniesionych ran był operowany. Przez dwa tygodnie pobytu na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi nie odzyskał przytomności.

Zarzut usiłowania zabójstwa księdza postawiła prokuratura 47-latkowi. W rozmowie ze śledczymi, mieszkaniec gminy Paradyż, przyznał się do napaści. W chwili popełnienia przestępstwa był nietrzeźwy. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia.

Do napaści na kustosza Sanktuarium w Paradyżu doszło na początku marca. Policjanci zostali wówczas powiadomieni o poważnych obrażeniach ciała, w tym głowy, jakich doznał 69-letni ksiądz, wieloletni proboszcz paradyskiej parafii. Duchowny został zaatakowany, kiedy zamykał bramę na plebanię

43 lata posługi

Ks. prał. Adam Myszkowski urodził się 18 grudnia 1952 roku w Radoszycach. Pochodzi z parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Radoszycach. Wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu w 1971 roku. W czasie formacji seminaryjnej odbył dwa lata obowiązkowej służby wojskowej w kompanii kleryckiej w Szczecinie-Podjuchach. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 czerwca 1978 roku z rąk Sł. Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego.

Jako wikariusz był duszpasterzem w Brzeźnicy (1978-1980), Jastrzębiu koło Wierzbicy (1980-1988) i w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Starachowicach (1988-1992). W 1992 roku został proboszczem parafii w Wielkiej Woli – Paradyżu, zastępując ks. prał. Izydora Papiera oraz kustoszem Sanktuarium Chrystusa Cierniem Koronowanego oraz Krwi Zbawiciela. Od roku 2000 był dziekanem dekanatu żarnowskiego. W grudniu 2002 r. został kanonikiem honorowym Kapituły Świętego Bartłomieja w Opocznie, a w 2008 r. otrzymał godność kapelana honorowego Jego Świątobliwości (tytuł prałata).
Źródło info i foto: tvn24.pl

19-letni Daniel W. pobił i zgwałcił 82-latkę

19-letni Daniel W. włamał się do domu 82-letniej kobiety w Starym Modlinie (woj. mazowieckie). Chciał ją okraść, ale gdy kobieta zaczęła się bronić, dotkliwie pobił ją i zgwałcił. Nastolatek był pod wpływem narkotyków. 19-letni Daniel W. włamał się do domu 82-letniej kobiety w środę rano, gdy kobieta była sama. Mężczyzna chciał ją okraść, ale gdy ta zaczęła się bronić, pobił ją dotkliwie i zgwałcił. 

Sytuację przerwała wracająca do domu córka kobiety. 19-latek wybiegł z mieszkania. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala. 19-latka zatrzymano na pobliskiej stacji kolejowej, mężczyzna chciał uciec pociągiem. 

Pod wpływem narkotyków 

– Mężczyzna przebywa w trzymiesięcznym areszcie, więcej informacji w tej sprawie nie udzielamy – mówi polsatnews.pl Katarzyna Skrzeczkowska z Prokuratury Warszawa-Praga. 19-latek miał być uzależniony od narkotyków i to na nie potrzebował pieniędzy. Zarówno policja jak i prokuratura nie podają szczegółów sprawy. Podczas napadu na 82-latkę Daniel W. także miał był pod wpływem narkotyków. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tychy: Policjanci skatowali 47-latka. Usłyszeli zarzuty

Bulwersująca sprawa w Tychach. Biuro Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymało dwóch policjantów. Chodzi o pobicie oraz znęcanie się. Funkcjonariusze usłyszeli zarzuty.

– Dwóm podejrzanym funkcjonariuszom policji zostały przedstawione zarzuty psychicznego i fizycznego znęcania się, przekroczenia uprawnień oraz pobicia – powiedziała PAP zastępczyni prokuratora rejonowego w Tychach Joanna Gajos. Nie powiedziała, czy prokuratura będzie wnosić do sądu o aresztowanie podejrzanych.

Chodzi o wydarzenia, które miały miejsce w kwietniu. Policjanci jednak zostali zatrzymani przez Biuro Spraw Wewnętrznych dopiero teraz. Do przestępstwa doszło w Wielką Sobotę. Policjanci patrolowali jedno z osiedli. Zauważyli na ławce śpiącego 47-latka. Kazali mu wówczas iść w stronę lasu. Gdy bezdomny to zrobił, policjanci pojechali za nim. Jeden z policjantów miał skatować mężczyznę pałką. 47-latek trafił do szpitala z połamanymi palcami i żebrami. O sytuacji policjantów z Tychów poinformował w Sejmie wiceszef MSWiAMaciej Wąsik, podczas rozmowy z dziennikarzami, w której odpowiadał na pytania związane z interwencjami funkcjonariuszy podczas protestów związanych ze Strajkiem Kobiet.

Sprawa dotyczy bezdomnego, który po interwencji policjantów miał złamane palce i żebro. Do zdarzenia doszło na jednym z tyskich osiedli mieszkaniowych.
Źródło info i foto: wp.pl

Dwaj mężczyźni podejrzani o zabójstwo rodzeństwa ze Stryszowa zatrzymani w Holandii

Dwaj mężczyźni podejrzani o zabójstwo rodzeństwa ze Stryszowa (pow. wadowicki) zostali zatrzymani na terenie Holandii. W ubiegłą sobotę dwaj nieznani ofiarom sprawcy mieli dotkliwie pobić rodzinę, a następnie podpalić dom. W pożarze zginęły dwie osoby, a trzeci z domowników trafił w ciężkim stanie do szpitala. Służby namierzyły prawdopodobnych sprawców na terenie Niderlandów i tam zostali zatrzymani. Dwóm mężczyznom przedstawiono zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa.

Pobicie i podpalenie

Zgłoszenie pożaru budynku w Stryszowie służby otrzymały popołudniem 5 grudnia. W płonącym domu miały znajdować się uwięzione osoby. Podczas akcji ratunkowej strażacy odnaleźli dwa ciała, 53-letniego mężczyzny oraz jego 58-letniej siostry. W budynku przebywał także 33-letni syn kobiety. Mężczyzna w ciężkim stanie, z poparzeniami oraz obrażeniami zadanymi ostrym narzędziem, trafił do szpitala. 

– Zostały z niego wyniesione dwie osoby – kobieta i mężczyzna. Niestety nie udało się ich uratować. Dodatkowo w tym pożarze poszkodowany został jeszcze jeden mężczyzna, który został zabrany do szpitala przez zespół ratownictwa medycznego – poinformował w minioną sobotę rzecznik małopolskiej straży Sebastian Woźniak.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Syn częstochowskich prokuratorów skazany za „bestialskie pobicie sąsiada bez powodu”

Adam wezwał policję do sąsiadów z powodu zakłócania ciszy nocnej. W mieszkaniu pod nim odbywała się impreza, na której bawili się syn prokuratorów i prezes klubu piłkarskiego. W odwecie – według ustaleń śledczych – wyłamali oni drzwi do mieszkania Adama i „dali mu nauczkę”. Dzisiaj usłyszeli wyroki. Sąd Rejonowy w Częstochowie skazał Mateusza T. i Adama C. za uszkodzenie drzwi mieszkania w bloku, należącego do Adama Sz. Obaj dostali za to po roku pozbawienia wolności.

Na uszkodzeniu drzwi się jednak nie skończyło.

Sędzia uznała T. za winnego tego, że po dostaniu się do mieszkania Sz. „wziął udział w jego pobiciu, używając niebezpiecznego narzędzia w postaci toporka”. Sz. doznał wstrząśnienia mózgu, sińca prawej strony klatki piersiowej, złamania łuku żebra, rany tłuczonej nosa, rany tłuczonej podbródka, sińca okolicy jarzmowej.

Za to T. usłyszał wyrok roku i 10 miesięcy pozbawienia wolności.

Zdaniem sądu udział Adama C. w pobiciu polegał na tym, że przytrzymywał za ręce żonę Adama Sz. i groził jej wyrzuceniem przez okno, uniemożliwiając jej obronę męża, któremu T. w tym czasie zadawał obrażenia. Sędzia stwierdziła, że w ten sposób zwiększył w znaczny sposób poczucie bezradności Sz. i wpłynął w znaczny sposób na rodzaj obrażeń.

C. dostał za to rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Ponadto sędzia skazała go na 10 miesięcy za próbę wpływu na żonę Sz., by zaniechała zawiadamiania policji.

Łącznie T. został skazany na 2 lata, a C. na rok i 10 miesięcy.

T. to syn częstochowskich prokuratorów. C. w chwili zdarzenia był prezesem klubu piłkarskiego. Pierwszy ma spędzić w więzieniu łącznie dwa lata, drugi dwa miesiące krócej.

Wyrok jest nieprawomocny, obrońcy oskarżonych zapowiadają apelację. – Rola i udział w mojej ocenie jest nie taka, jak zasądzona przez sąd – podkreślił Radosław Kadzidłowski, obrońca oskarżonego Adama C.

Prośba o spokój i brutalna zemsta.

Bo poprosił o ściszenie muzyki

Do zdarzenia doszło w nocy z 26 na 27 sierpnia 2017 roku na Michałowskiego w Częstochowie. T. i C. imprezowali w mieszkaniu w bloku. Sz., który mieszkał nad nimi z żoną, prosił ich o ściszenie muzyki. Gdy nie odniosło to skutku, wezwał policję. Za to miał zostać napadnięty i pobity we własnym mieszkaniu przez skazanych dzisiaj mężczyzn.

Nie zaprzeczali, że włamali się do mieszkania. T. przyznał się, że bił i kopał sąsiada, ale nie toporkiem. Twierdził, że wziął to narzędzie i wyrzucił w krzaki. Po napadzie Adam Sz. wyprowadził się z mieszkania na Michałowskiego i już nigdy tam nie wrócił. Jego małżeństwo się rozpadło. Na pierwszej rozprawie Sz. zgodził się na mediację, która jednak nie doszła do skutku.

Bestialskie, ale nie chuligańskie

Sędzia Anna Stasiak mówiła w uzasadnieniu, że „nawet na nagraniu widać, że [oskarżeni] chcieli dostać się do mieszkania Sz. każdym sposobem”. Chodzi o filmiki, które w trakcie włamania zarejestrował telefonem Sz.

– Zdaniem sądu nie udało się ustalić ponad wszelką wątpliwość, kto był pomysłodawcą, ale nie ulega wątpliwości, że cel był wspólny – mówiła sędzia. – Celem było danie nauczki pokrzywdzonemu.

Przestępstwo, jak mówiła sędzia Stasiak, miało charakter chuligański, bo skazani dopuścili się kilku czynów (włamanie, pobicie, groźby), działali publicznie (w klatce schodowej) i swoim zachowaniem wykazali się „rażącym lekceważenie dla porządku prawnego”. – Znamienne w tej sprawie jest to, że po zdarzeniu polegającym na zwróceniu uwagi, żeby nie przeszkadzać w spoczynku – bo to było po 22 – doszło do tak brutalnego zachowania sprawców – podkreśliła. – Nie było powodu, żeby to miało miejsce – dodała. – Osobie przeciętnej trudne jest do wyobrażenia sobie takiego zdarzenia.

Znowu przywołała nagrania telefoniczne, które wskazują, że było to „brutalne i bezwzględne”. – Osobę pokrzywdzoną chciano przedstawić jako prowokatora. Ktoś kto potrzebował tylko spoczynku, został niemal zakatowany przez osoby, które z nieznanych sądowi przyczyn zachowywały się w sposób bezkarny.

Sędzia wskazała, że w efekcie małżeństwo Sz. się rozpadło.

„Zniszczyli życie kilku osób”

– Jego rola w tym zdarzeniu była wiodąca – mówiła sędzia o synu prokuratorów. – On był bardziej agresywny, zadawał silne uderzenia, stosował agresję słowną. Pokrzywdzony doznał poważnych rozległych obrażeń ciała i nie miał praktycznie żadnej możliwości obrony. Oskarżony po zdarzeniu nie zrobił nic, po prostu zostawił pokrzywdzonego i odszedł.

Poruszyła temat toporka. – Z zeznań pokrzywdzonego wynika, że wybierali się w góry i miał go używać w górach. Gdyby nie było silikonowej nakładki, to pokrzywdzony mógłby umrzeć albo doznać jeszcze poważniejszych obrażeń. Przeżywa traumę do dnia dzisiejszego – dodała sędzia Stasiak.

– Należy podkreślić, że były to działanie bestialskie, okrutne, barbarzyńskie, pod wpływem alkoholu. Takie zachowania wymagają napiętnowania tak, aby osoby pokrzywdzone nie czuły się z góry skazane na przegraną. Tak nie jest w państwie prawa i państwie praworządnym – podsumowała.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Pobicie operatora TVP Gdańsk. Aleksander K. pozostaje na wolności

„Syn Ryszarda Krauzego, który wg śledczych pobił operatora TVP Gdańsk i groził innym dziennikarzom zostaje na wolności. Sąd Okręgowy w Gdańsku nie uwzględnił zażalenia prokuratury na decyzję sądu rejonowego, który nie zgodził się na aresztowanie podejrzanego – podaje @RadioGdansk” – poinformował na Twitterze dziennikarz Dominik Panek.

Prezes Sądu Rejonowego w Gdyni złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa po mailach z groźbami pobicia i zniewagami wobec sędzi, która orzekała ws. Aleksandra K., podejrzanego o pobicie operatora TVP Gdańsk. Sędzia zdecydowała o wolnościowych środkach zapobiegawczych wobec syna biznesmena.

Jak powiedział rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski, zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczącego maili przesłanych pod adresem gdyńskiej sądzi zostało przesłane do Prokuratury Rejonowej w Gdyni.

„Były to maile zawierające groźby pobicia, a także zniewagi” – dodał sędzia Adamski.

Sprawa maili dotyczy orzeczenia, które gdyńska sędzia wydała w sobotę. Wówczas to sąd zdecydował o zastosowaniu wolnościowych środków zapobiegawczych wobec Aleksandra K., podejrzanego o pobicie operatora TVP Gdańsk. Mężczyznę objęto dozorem policji – dwa razy w tygodniu musi zgłaszać się na komisariat, ma zakaz kontaktu i zbliżania się na mniej niż 50 metrów do trzech osób pokrzywdzonych w tej sprawie.

Aleksandra K. zatrzymano w piątek wieczorem.

31-letni syn biznesmena Ryszarda Krauzego usłyszał w prokuraturze w Gdyni trzy zarzuty: naruszenia nietykalności, kierowania gróźb wobec dziennikarzy i spowodowania obrażeń ciała poniżej siedmiu dni. Czyny te są zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy Jork: Żydowski dziennikarz pobity na Brooklynie

Na nowojorskim Brooklynie społeczność ortodoksyjnych Żydów kontynuowała protesty przeciw restrykcjom narzuconym z powodu rozszerzenia pandemii. Tłum pobił politycznego reportera pisma „Jewish Insider”.

Atak na dziennikarza Jacoba Kornbluha odbił się szerokim echem w amerykańskich mediach. Jak informował dziennik „USA Today” powiedział on, że został „brutalnie zaatakowany, uderzony w głowę i kopnięty przez wściekły tłum złożony z setek członków społeczności”. Nazwano go „nazistą” i „Hitlerem”.

Według lokalnej telewizji NY1, zdaniem Kornbluha, zajście zainicjował aktywista Heshy Tischler, który nakazał ludziom zaatakować reportera. Tischler uważa, że wzrost liczby przypadków koronawirusa to mistyfikacja.

W chwili, gdy pan Tischler podszedł do mnie i przyszpilił mnie do ściany, bez maski, plując na mnie, poczułem, że (…) cała ciężka praca, którą włożyłem od marca, dla bezpieczeństwa mojego i mojej społeczność jest w tym momencie doszczętnie unicestwiona – zaznaczył Kornbluh.

Twittował później, że został „uratowany przez bohaterskich policjantów i kilku przywódców społeczności”, którzy wyciągnęli go z tłumu.

O zajściu pisał także m.in. „Washington Post”.

Byli to członkowie mojej własnej społeczności z nienawiścią w oczach, wskazujący na mnie palcem, nazywający mnie nazistą, mówiąc, że zasługuję na śmierć – przytoczył wypowiedź dziennikarza waszyngtoński dziennik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy Dwór Mazowiecki: 32-latek odpowiedzialny za śmiertelne pobicie 3-miesięczne. Matka dziecka trafiła do aresztu

Horror w Nowym Dworze Mazowieckim. 3-miesięczne niemowlę zostało pobite na śmierć. O zabójstwo i znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad 3-miesięcznym chłopczykiem podejrzewany jest 32-letni mężczyzna. Matka chłopca odpowie z kolei za narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia i nieudzielenie mu pomocy. Oboje zostali tymczasowo aresztowani.

Tragiczne wydarzenia miały miejsce w nocy z piątku na sobotę w Nowym Dworze Mazowieckim. Ok. godz. 4 rano policja otrzymała zgłoszenie, że w jednym z mieszkań przy ul. Długiej doszło do śmierci 3-miesięcznego dziecka. Pod wskazany adres natychmiast wysłano funkcjonariuszy.

Na miejscu policjanci zastali ratowników medycznych, którzy potwierdzili zgon 3-miesięcznego chłopczyka. W mieszkaniu znajdowała się 39-letnia matka dziecka oraz jej 32-letni konkubent. Oboje byli pijani. Kobieta miała w organizmie 2 promile alkoholu, a mężczyzna aż 3,7 promila.

– Mundurowi pod nadzorem prokuratury rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim natychmiast przystąpili do ustalania świadków tego zdarzenia i okoliczności, w jakich do niego doszło – informuje st. asp. Joanna Wielocha z Komendy Powiatowej Policji w Nowym Dworze Mazowieckim. – Przeprowadzone liczne czynności procesowe, w tym wizja lokalna oraz sekcja zwłok dziecka pozwoliły na sformułowanie zarzutów wobec matki niemowlęcia i jej konkubenta.

32-latek miał znęcać się nad dzieckiem od czerwca, czyli niemal od jego urodzenia. Mężczyzna nie mógł znieść płaczu dziecka. Wstępne wyniki sekcji zwłok wykazały, że 3-miesięczny Filipek miał poważnie uszkodzoną czaszkę oraz narządy wewnętrzne.
Źródło info i foto: se.pl

Boston: Sześciu policjantów oskarżonych o zabójstwo 41-latka. Oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund

Sześciu bostońskich policjantów zostało oskarżonych o zabójstwo 41-letniego Justona Roota. Strzelili do niego 31 raz w ciągu 3 sekund, gdy ten leżał ranny na ziemi. Po incydencie funkcjonariusze mieli komentować: „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”. Pozew złożyła rodzina zabitego. Do strzelaniny pomiędzy policją a 41-letnim Justonem Rootem doszło w lutym. Policja dostała zgłoszenie o uzbrojonym człowieku w okolicach szpitala Brigham and Women’s Hospital.

Kiedy funkcjonariusz zobaczył mężczyznę miał sięgnąć po broń, na co ten również wyjął pistolet – później okazało się, że był to przezroczysty zabawkowy pistolet do paintballa – i do niego strzelił. Policjant również oddał strzały, ranił Roota, po czym potknął się i upadając strzelił ponownie trafiając szpitalnego woźnego w oko.

Root zdołał wsiąść do samochodu, ale po sześciu minutach rozbił się, wysiadł i upadł na ziemię. Próbowała go opatrzyć ratowniczka medyczna, ale policjanci kazali jej odsunąć się. Chociaż funkcjonariusze nie widzieli broni w rękach 41-latka, a on sam leżał bezbronny, to oddali do niego 31 strzałów w ciągu 3 sekund.

W 35-stronicowym pozwie rodzina oskarża funkcjonariuszy m.in. o użycie nadmiernej siły, napaść i pobicie, spowodowanie śmierci oraz nieprzestrzeganie standardów i zasad. Oskarżą również władze Bostonu o niewłaściwe szkolenie policji i brak nadzoru. Zauważono, że większość funkcjonariuszy, którzy strzelali do leżącego na ulicy mężczyzny nie miało włączonych kamer na mundurach.

– Został zabity bez powodu – powiedział na konferencji prasowej ojciec zabitego Evan Root.

Mężczyzna leczył się psychiatrycznie

Rodzina Roota wyjawiła, że 41-latek był leczony psychiatrycznie, w tym na chorobę afektywną dwubiegunową i zaburzenia schizoafektywne. W pozwie wyjaśniono, że był rozczarowany tym, że nie może zostać policjantem, dlatego czasami nosił pistolet do paintballa z przezroczystego plastiku.

– Funkcjonariusze i policjant stanowy muszą ponieść odpowiedzialność za skandaliczne czyny i złe poprowadzenie sprawy, opróżniając niemal magazynki i strzelając 31 razy, kiedy on leżał ledwo przytomny na ziemi krwawiąc – stwierdziła Jennifer Root, siostra 41-latka.

W pozwie przypomniano, że oskarżeni, w złożonym po incydencie oświadczeniu, nie wspominali nic o tym, by widzieli Roota wymachującego bronią. Funkcjonariusze mieli natomiast krzyknąć do Roota, by się położył, choć ten leżał już ranny na jezdni.

„Tak, zabiłem tego sku…na”

Pozew zawiera również opis nagrania wideo, z którego ma wynikać, że funkcjonariusze nie próbowali udzielić pomocy medycznej po strzelaninie. Mieli natomiast gratulować sobie nawzajem używając zwrotów – jak opisano w pozwie – „Tak, zabiłem tego sku…na” i „opróżniłem na niego swój magazynek”.

– Juston był miłym, kochającym synem i bratem, a jego śmierć to tragedia. Juston i nasza rodzina zasługują chociaż na ujawnienie prawdy oraz ukaranie odpowiedzialnych za jego śmierć – dodała.

Śledztwo przeprowadzone po zdarzeniu przez prokuraturę okręgową hrabstwa Norfolk ustaliło, że oddanie strzałów przez policjantów było uzasadnione. Zarówno bostońska jak i stanowa policja odmówiły komentarzy w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl