Nie żyje podejrzany o podłożenie bomby w Goeteborgu

55-letni Mark Lorentzon podejrzany o spowodowanie eksplozji w bloku w Goeteborgu, w wyniku której kilka osób zostało rannych, został w środę znaleziony martwy – podała prokuratura. Mężczyzna był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Ciało Lorentzona zostało zauważone przez przechodnia w środę rano w rzece Gota Alv w pobliżu przystani promowej w Goeteborgu. Po południu po identyfikacji i powiadomieniu rodziny prokuratura zdecydowała o umorzeniu śledztwa, w części, w której miał on status podejrzanego.

Teraz nasze wysiłki skierujemy w celu uzyskania jaśniejszego obrazu przebiegu wydarzeń i przyczyn wybuchu – oznajmił szef lokalnej policji Anders Boerjesson. Policja nie przypuszcza, aby zgon mężczyzny nastąpił w wyniku przestępstwa.

Lorentzon, który jak ustaliła PAP miał pierwotnie inne, polskie nazwisko, był od wtorku poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Policja poszukiwała go w stolicy Norwegii Oslo, badano także jego polskie związki.

Eksplozja

Do eksplozji, a w jej następstwie pożaru, doszło w budynku wielorodzinnym w Goeteborgu 29 września wczesnym rankiem. Kilka osób zostało poważnie rannych. Straty materialne są duże, nie wiadomo, czy kilkaset osób będzie mogło ponownie zamieszkać w bloku. Według mediów mężczyzna zajmował lokal swojej matki, będąc od dłuższego czasu w sporze z zarządcą nieruchomości. W dniu wybuchu, do którego doszło we wtorek, 55-latek miał zostać eksmitowany. Sąsiedzi opisują go jako „konfliktowego”.

Ostatnio Lorentzon był oskarżony o włamanie się do domu opieki, gdzie przebywa jego matka, a także nękanie dyrektora tej placówki. Ośrodek był zamknięty w związku z pandemią koronawirusa.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Holandia: Aresztowano czterech podejrzanych o podłożenie ładunków wybuchowych w polskich sklepach

Aresztowano czterech podejrzanych o podłożenie ładunków wybuchowych w polskich supermarketach w Niderlandach. Na przełomie 2020 i 2021 roku doszło do szeregu eksplozji w polskich supermarketach w Aalsmeer, Heeswijk-Dinther, Beverwijk (dwa razy) i Tilburgu.

Prokuratura krajowa Holandii poinformowała we wtorek o aresztowaniu podejrzanych o dokonanie zamachów. Są to mężczyźni w wieku 20-26 lat, wszyscy z Amsterdamu. Jeden z nich, 20-latek, został zatrzymany we Francji na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania.

– Wszyscy czterej są podejrzani o udział w jednej lub kilku eksplozjach. Ponieważ dochodzenie trwa i jest rozwojowe, nie będziemy udzielać na tym etapie żadnych komentarzy – poinformowano PAP w biurze rzecznika prokuratury.

W grudniu 2020 i na początku stycznia 2021 r. doszło do ataków na polskie supermarkety w Aalsmeer, Heeswijk-Dinther, Beverwijk i Tilburgu. Policja wyznaczyła wówczas nagrodę 25 tys. euro za informacje, które mogłyby pomóc w aresztowaniu sprawców. Dodatkowo firma ubezpieczeniowa zaoferowała nagrodę w wysokości 50 tys. euro.

W wyniku pierwszej eksplozji, która nastąpiła w nocy z 7 na 8 grudnia 2020 r. w Aalsmeer, 88-letnia kobieta trafiła do szpitala z poważnymi obrażeniami. Z komunikatu policji wynika, że jej stan jest wprawdzie stabilny, ale nadal przebywa w szpitalu.

Zdaniem policji nic nie wskazuje na to, by eksplozje miały podłoże etniczne i były skierowane przeciwko Polakom.
Źródło info i foto: onet.pl

Bomba w plecaku podrzucona na taras. Policja zatrzymała zleceniodawcę

Kolejne zatrzymanie w sprawie podłożenia ładunku wybuchowego w śląskich Wyrach. W ręce policji wpadł zleceniodawca całej akcji. Najprawdopodobniej jeszcze dziś mężczyzna zostanie przesłuchany przez prokuratora w Mikołowie. Zatrzymany to przedsiębiorca ze Śląska. Jak usłyszał w prokuraturze w Mikołowie reporter RMF FM Marcin Buczek, mężczyzna będzie najpewniej odpowiadał za dwa zlecenia: wykonania ładunku wybuchowego oraz podłożenia go.

To 35-letni mężczyzna, został zatrzymany w Żorach – podała mikołowska policja.

Do wybuchu doszło w sobotę około godziny 3:00 w nocy w niewielkiej miejscowości Wyrwy w pobliżu Mikołowa w woj. śląskim.

Ładunek – podrzucony w plecaku – eksplodował na tarasie. Uszkodzone zostało m.in. okno i elewacja budynku.

Podczas eksplozji w budynku przebywało dwoje dzieci w wieku 4 i 6 lat oraz ich rodzice. Na szczęście nikt nie ucierpiał.

To miała być forma zastraszenia. Przedsiębiorca miał bowiem zobowiązania, wynikające także z wyroków sądowych, wobec mężczyzny, przed domem którego doszło do eksplozji.

W sumie w całej sprawie zatrzymano 6 osób.

Do pierwszych zatrzymań doszło dwa dni po eksplozji. Wówczas w ręce policji wpadł konstruktor ładunku – zrobił go w piwnicy swojego domu – oraz 4 kolejne osoby, które brały udział w całej akcji, były odpowiedzialne za przewiezienie plecaka z niebezpieczną zawartością na miejsce oraz za podłożenie ładunku wybuchowego na taras domu.

Wczoraj troje podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych. Dwie kolejne osoby są pod policyjnym dozorem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wybuch na deptaku w Lyonie. Policja poszukuje sprawcy.

Policja poszukuje podejrzanego o podłożenie ładunku wybuchowego w Lyonie. Jego wizerunek zarejestrowały uliczne kamery. Służby apelują o pomoc w identyfikacji mężczyzny. W wyniku eksplozji rannych zostało 13 osób. Do zdarzenia doszło w piątek po południu na ulicy Wiktora Hugo w Lyonie, niedaleko piekarni La Brioche Doree. Lokalne władze poinformowały, że rannych zostało 13 osób, w tym jedno dziecko. 11 rannych trafiło do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – podała francuska telewizja BFMTV.

„Nikt nie wziął odpowiedzialności”

Śledztwo w sprawie eksplozji przejęła paryska prokuratura do spraw terroryzmu. – Na razie nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za przeprowadzenie piątkowego ataku bombowego w Lyonie – poinformował w sobotę prokurator do spraw walki z terroryzmem Remy Heitz. Dodał, że mężczyzna, który miał podłożyć ładunek wybuchowy, zbiegł. Prokurator podkreślił, że zastosowano „wszystkie środki” w celu „szybkiego zidentyfikowania i przesłuchania” sprawcy ataku.

Wizerunek podejrzanego

Podejrzanego nagrały kamery monitoringu. Domniemany sprawca szedł deptakiem, prowadząc ciemny rower. Podłożył ładunek przy wejściu do piekarni w centrum miasta. Jak opisuje policja, mężczyzna był zamaskowany, miał na sobie beżowe szorty, ciemnozieloną koszulkę, szalik lub chustkę w kolorze khaki oraz ciemne okulary. Na plecach miał czarny plecak. W sobotę służby opublikowały nowy wizerunek podejrzanego. Na zdjęciach widać mężczyznę, który jedzie na ciemnym rowerze. W poszukiwania mężczyzny zaangażowało się 90 śledczych wspieranych przez 30 policyjnych techników i lokalną policję. Do tej pory podejrzanego nie udało się zidentyfikować.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Informacje o podłożeniu bomb w Rosji. Ewakuowano 11 obiektów

W związku z telefonicznymi informacjami o podłożeniu bomb władze zarządziły dziś ewakuację obiektów użyteczności publicznej w obwodzie irkuckim, amurskim i w Republice Buriacji. Ewakuowano 6 szpitali w obwodzie irkuckim, zamknięto szkoły i urzędy w Buriacji.

Służby pirotechniczne i policja prowadzą od rana przeszukanie w budynku Rady Miejskiej w stolicy Buriacji, Ułan-Ude, a także w pomieszczeniach Ludowego Churału Buriacji (parlamentu) – pisze TASS, powołując się na źródła we władzach tej rosyjskiej republiki autonomicznej.

W obwodzie irkuckim ewakuacja prowadzona jest w odniesieniu do 11 obiektów. Sprawdzane są wszystkie sygnały o podłożeniu bomb. W mieście Angarsk trwa rewizja w centrum handlowym „Festiwal” i w szkole.

Dziś w godzinach porannych ewakuowano sześć placówek szpitalnych w Irkucku oraz na przedmieściach tego miasta – poinformowało ministerstwo opieki zdrowotnej obwodu irkuckiego. Do godz. 11:00 (godz. 4 w Polsce) nie udało się znaleźć potwierdzenia, że w budynkach zostały podłożone ładunki wybuchowe.

„Nad ranem liczne placówki szpitalne w Irkucku dostały informację, że umieszczono w nich bomby. Teraz wiadomo, że takich szpitali było sześć. Trwa ewakuacja z udziałem sił porządkowych i ekip ratowniczych” – pisze TASS.
Źródło info i foto: onet.pl

Policjanci CBŚP zatrzymali podejrzanych o podłożenie bomby w Białymstoku

Działania policjantów z CBŚP i KWP w Białymstoku doprowadziły do rozwiązania zagadkowego wybuchu w białostockim pasażu handlowym. Z wstępnych ustaleń śledczych wynika, że za niebezpieczne zdarzenie są odpowiedzialni dwaj pracownicy obiektu. Jeden prawdopodobnie chciał wzbudzić szacunek do siebie, a drugi liczył na szybki zarobek. Teraz grozić im może kara 10 lat pozbawienia wolności. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Rejonowa Białystok-Północ.

W poniedziałkowe popołudnie policjanci zaalarmowani zostali o eksplozji. Z przekazanej informacji wynikało, że wybuch nastąpił w pomieszczeniu administratora obiektu, jednego z pasaży handlowych w centrum Białegostoku. Policjanci zabezpieczyli miejsce i ustalili, że w chwili wybuchu w pomieszczeniu znajdował się mężczyzna – podała policja.

Mężczyzna przebywający w chwili wybuchu w pomieszczeniu oświadczył, że usłyszał nagle wybuch, a gdy odwrócił się, spostrzegł porozrzucane butelki z cieczą niewiadomego pochodzenia i resztki urządzenia wybuchowego. Na szczęście nic mu się nie stało.

– Na miejscu policjanci pracowali do późnych godzin wieczornych sprawdzając obiekt pod kątem pirotechnicznym. Następnie funkcjonariusze zabezpieczyli materiał dowodowy, w celu ustalenia i zatrzymania sprawcy podłożenia ładunku wybuchowego oraz konstruktora urządzenia. Natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia o zdarzeniu, do działań włączyli się także policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Zarządu w Białymstoku, którzy zaczęli rozwiązywać tę zagadkę.

Przesłuchania i analizy dowiodły, że w sprawę mogą być zamieszani pracownicy obiektu. Następnego dnia, późnym wieczorem policjanci zatrzymali pierwszego z podejrzanych. To 35-letni mieszkaniec powiatu białostockiego, który pracował w tym pasażu handlowym. Jak się okazało, doświadczenie „pirotechniczne” zdobywał na poddaszu swojego domu. Z ustaleń śledczych wynika, że pomysł skonstruowania ładunku wybuchowego mógł mu podsunąć, a raczej poprosić o taką przysługę, 65 letni inny pracownik obiektu, który również został zatrzymany.

Śledczy ustalają obecnie co było motywem takiego ich zachowania. Obaj zatrzymani mężczyźni zostali już przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej Białystok-Północ, gdzie przedstawiono im zarzuty sprowadzenia zagrożenia dla życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach, poprzez wywołanie eksplozji materiałów wybuchowych.

Obaj zatrzymani mężczyźni zostali już przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej Białystok-Północ, gdzie przedstawiono im zarzuty sprowadzenia zagrożenia dla życia lub zdrowia wielu osób albo mienia w wielkich rozmiarach, poprzez wywołanie eksplozji materiałów wybuchowych.
Źródło info i foto: telewizjarepublika.pl

Niemcy: Oskarżony o zamach w Duesseldorfie w 2000 roku uniewinniony

Mężczyzna oskarżony o podłożenie bomby w Duesseldorfie na zachodzie Niemiec został uniewinniony z braku dowodów wystarczających do wydania wyroku skazującego – poinformował we wtorek tamtejszy sąd krajowy. Do zamachu doszło w 2000 roku na stacji kolejki miejskiej. Prokuratura postawiła oskarżonemu zarzut usiłowania popełnienia morderstwa motywowanego ksenofobią w 12 przypadkach i domagała się dla niego dożywotniego więzienia. Argumentowano, że winę 52-latka udowodniono ponad wszelką wątpliwość poprzez szereg poszlak.

Obrona, która żądała uniewinnienia, oceniła, że „postępowanie dowodowe nie wykazało winy” jej klienta, a na miejscu przestępstwa nie znaleziono śladów jego obecności. Ponadto obciążające zeznania pochodziły od „całkowicie niewiarygodnych świadków”, a w kilku przypadkach zostały wycofane lub złagodzone – wskazano.

Oskarżenie: To niebezpieczny prawicowy ekstremista

Oskarżony jest „gadułą i kłamcą”, ale nie niebezpiecznym prawicowym ekstremistą o cechach socjopaty, jak twierdzi oskarżenie – argumentowali adwokaci.

Podejrzany utrzymywał kontakty ze środowiskiem skrajnej prawicy i prowadził położony w pobliżu dworca sklep z militariami. Zatrzymano go wkrótce po zamachu, ale z braku dowodów zwolniono. Później został jednak aresztowany, bo chwalił się swoim czynem kompanom w więzieniu podczas odbywania kary za inne przestępstwo. W trakcie procesu twierdził, że w chwili ataku był w domu.

Większość rannych stanowili żydowscy migranci

Do zamachu doszło 27 lipca 2000 roku krótko po godz. 15. Na stacji szybkiej kolejki miejskiej (S-Bahn) Wehrhahn w Duesseldorfie eksplodowała ukryta w plastikowej torbie bomba. Wskutek wybuchu ciężkie obrażenia odniosło 10 osób, w większości żydowscy migranci z Europy Wschodniej, którzy wracali do domów z lekcji języka niemieckiego. Zginęło nienarodzone dziecko, trafione w brzuchu matki w piątym miesiącu ciąży przez jeden z metalowych odłamków.
Źródło info i foto: interia.pl

Bomber z warszawskiego Ursusa zatrzymany

Policja zatrzymała 41-letniego mieszkańca Pruszkowa podejrzanego o podłożenie ładunku wybuchowego w bloku w warszawskim Ursusie. Wpadł w ręce funkcjonariuszy późnym wieczorem. Dziś usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Mężczyzna był wcześniej notowany w kartotekach policyjnych. W trakcie zatrzymania był zaskoczony i nie stawiał oporu.

Już po ewakuacji lokatorów jeden ze świadków – mieszkańców bloku, przekonywał, że wie, kto mógł podłożyć ładunek przed drzwiami jednego z mieszkań. Twierdził, że chodzi o osobiste porachunki. Według jego relacji to już drugie podobne zdarzenie – w grudniu ub. roku na klatce schodowej podłożono atrapę bomby.

Wczoraj po odnalezieniu przedmiotu przypominającego granat ewakuowano 80 mieszkańców. W trakcie akcji policyjnych pirotechników doszło do eksplozji – nikt nie ucierpiał.Trwa wyjaśnianie, dlaczego ładunek wybuchł wewnątrz budynku i nie udało się go zdetonować w bezpiecznym miejscu. Policjanci twierdzą, że eksplozja nastąpiła samoistnie, zanim zaczęli badać podejrzane znalezisko specjalnym skanerem.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Jest podejrzany w sprawie bomby pod autem nauczycielki

Mąż nauczycielki jest podejrzewany przez mundurowych o podłożenie ładunku wybuchowego pod jej samochód. Dziś po przesłuchaniu może usłyszeć zarzuty i śledczy ewentualnie zadecydują o złożeniu wniosku o jego tymczasowe aresztowanie.

Bombę znaleziono pod pojazdem w Warlubiu, ale stało się to tuż po tym, gdy kobieta dojechała tam z oddalonego o 18 km Grudziądza, gdzie mieszka. Dlatego podejrzenia kierowały do tej ostatniej miejscowości, nie zaś do uczniów miejscowej szkoły. Co więcej, bomba – choć niepozorna i będąca amatorską konstrukcją – rzeczywiście mogła wybuchnąć, co potwierdzono podczas jej neutralizacji. Cała sytuacja nie była więc dowcipem czy próbą nastraszenia, tylko realnym zagrożeniem. Gdyby zdetonowano ładunek podczas jazdy, mogłoby dojść do groźnego wypadku.

Kiedy technicy zabezpieczali jeszcze ślady na samochodzie, kryminalni ustalali już możliwego sprawcę, któremu hipotetycznie mogłoby zależeć na krzywdzie kobiety. Zaczęli sprawdzanie od męża, z którym nauczycielka nie była ostatnio w dobrych relacjach. 42-latek trafił do policyjnej celi. Jest zameldowany w Grudziądzu.

– Do zatrzymania doszło jednak w Bydgoszczy – mówi Przemysław Słomski z Komendy Wojewódzkiej Policji. – Następnie mężczyzna został przewieziony do Świecia.

Dziś odbędzie się przesłuchanie męża nauczycielki z udziałem prokuratora Prokuratury Rejonowej w Świeciu, który przejął nadzór nad sprawą. Niewykluczone, że mężczyzna usłyszy wtedy zarzuty.

Bomba pod samochodem w Warlubiu

Nauczycielka dojeżdżała do Warlubia z Grudziądza. Bombę pod swoim samochodem znalazła wczoraj rano, tuż po zaparkowaniu na szkolnym parkingu. Zajrzała pod auto, ponieważ usłyszała dziwne odgłosy. Gdy zobaczyła plastikowy pojemnik wypełniony cieczą i podłączony do niego zegar, zadzwoniła na policję. Z zespołu szkół, w którym pracowała, ewakuowano blisko 700 osób.

– Niestety nie możemy powiedzieć, że to był żart – mówiła Onetowi krótko po zdarzeniu Joanna Tarkowska z Komendy Powiatowej Policji w Świeciu. – Wstępnie zostało ustalone, że urządzenie zawierało mieszankę nieznanych substancji, które były w stanie doprowadzić do niewielkiego wybuchu. Jednak dopiero badania laboratoryjne będą mogły potwierdzić lub zaprzeczyć, z jakimi materiałami mieliśmy do czynienia. Bomba została zneutralizowana.
Źródło info i foto: onet.pl

Seul: Siedziba Samsunga ewakuowana po informacji o podłożeniu bomby

Położony w południowej części Seulu budynek, w którym znajduje się siedziba koncernu Samsung, został ewakuowany w piątek rano w związku z informacją, że został w nim podłożony ładunek wybuchowy – podał na swym portalu południowokoreański dziennik „MoneyToday”. Dziennik powołuje się na informację od osób, które słyszały komunikat nawołujący do ewakuacji, jaki nadawany jest wewnątrz budynku.

Policja w Seulu podała z kolei, że skierowała do siedziby Samsungu grupę ratowników i saperów. Agencji Reutera, która podała tę informację, nie udało się skontaktować z kierownictwem koncernu Samsung. Szczegóły są wciąż nieznane.
Źródło info i foto: polsatnews.pl