Podpalane ciężarówki i plądrowane sklepy w RPA. Zamieszki po aresztowaniu Jacoba Zumy

Zwolennicy byłego prezydenta RPA Jacoba Zumy protestują w prowincji KwaZulu-Natal przeciwko aresztowaniu polityka i osadzeniu go w więzieniu. Blokowane są drogi w regionie, podpalane ciężarówki, dochodzi do plądrowania sklepów – informuje Associated Press.

Jacob Zuma, skazany na 15 miesięcy pozbawienia wolności za obrazę sądu, został aresztowany w nocy ze środy na czwartek. Żeby wymusić jego uwolnienie, zwolennicy byłego prezydenta z KwaZulu-Natal – prowincji, z której pochodzi Zuma – gwałtownie protestują.

Podpalenia i rabunki

Świadkowie powiedzieli agencji AP, że w sobotę w pobliżu Pietermaritzburga ok. 20 ciężarówek, w tym jedna należąca do oenzetowskiego Światowego Programu Żywnościowego, zostało zatrzymanych oraz podpalonych. Lokalna policja poinformowała, że aresztowano 27 osób w związku z podpaleniami i rabunkiem.

Kim jest Zuma?

Zuma był prezydentem RPA w latach 2009-2018. W czasie sprawowania urzędu miał działać na korzyść trzech braci biznesmenów Atula, Ajaya i Rajesha Gupty, którym rzekomo pozwalał na żerowanie na zasobach państwa. Zarówno były prezydent, jak i biznesmeni zaprzeczają zarzutom. Podczas swoich dziewięcioletnich rządów Zuma był oskarżany o korupcję i pranie pieniędzy. Wcześniej, będąc wiceprezydentem, został też oskarżony o gwałt, choć ostatecznie sąd uniewinnił go w 2006 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Zamieszki po zastrzeleniu podejrzanego w Minneapolis

Zamieszki wybuchły w czwartek wieczorem w Minneapolis po tym, jak funkcjonariusz zastrzelił podejrzanego poszukiwanego w związku z nielegalnym posiadaniem broni palnej. Amerykańskie media podają, że uczestnicy rozruchów wybijali szyby i podpalili śmietnik. Podejrzany nie wykonał zaleceń funkcjonariuszy grupy zadaniowej US Marshal Service, złożonej z przedstawicieli lokalnych organów ścigania, i wyciągnął broń podczas próby aresztowania – podała stacja FOX 9, powołując się na władze. Zginął na miejscu.

Według lokalnych mediów wśród funkcjonariuszy, którzy zastrzelili mężczyznę, nie było policjantów. Nie poinformowano, czy zabity to Afroamerykanin.

Zamieszki

Jak podała agencja Reutera, wieść o incydencie rozeszła się szybko, przyciągając tłum protestujących. Lokalni dziennikarze informowali na Twitterze, że wybuchły zamieszki. Część demonstrantów pozostała na miejscu do późnej nocy i rozbijała witryny sklepów oraz podpaliła śmietnik. Splądrowane zostały co najmniej dwa sklepy. Policja użyła gazu łzawiącego, aby rozproszyć protestujących. Kilka osób aresztowano.

Sprawa George’a Floyda

W Minneapolis 25 maja 2020 roku 46-letni George Floyd został zabity przez policjanta Dereka Chauvina w trakcie aresztowania pod zarzutem użycia w sklepie fałszywego 20-dolarowego banknotu. Śmierć Floyda rozpętała falę demonstracji i oskarżeń wobec policji o przemoc. Zrodziła także debatę o rasizmie, ponieważ funkcjonariuszom zarzucano brutalne traktowanie i zabijanie podczas interwencji zwłaszcza Afroamerykanów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwecja: 20 podpaleń w ciągu dwóch godzin

W mieście Eskilstuna, 90 km na wschód od Sztokholmu, doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek do 20 podpaleń w ciągu dwóch godzin. Koktajl Mołotowa został rzucony m.in. w budynek policji. Zatrzymano trzech 20-letnich mężczyzn, skazanych wcześniej za przestępstwa narkotykowe.

Nie wykluczamy, że skoordynowane ataki miały związek z walkami gangów – stwierdził rzecznik policji Thomas Agnevik.

Policja najpierw otrzymała zgłoszenie o uzbrojonym mężczyźnie w Torshaella pod Eskilstuną. Gdy pojechali tam funkcjonariusze, w samej Eskilstunie zaczęto podpalać samochody, autobusy oraz elewacje budynków. Atak został skierowany także w komisariat policji. Zniszczono samochód do przewożenia policyjnych psów, pozostałe radiowozy polano benzyną. Aby opanować sytuację do Eskilstuny wezwano posiłki z innych miast Szwecji.

Według jednej z wersji śledztwa informacja o mężczyźnie z bronią była fałszywym alarmem, aby odwrócić uwagę policji. Położone nad jeziorem Melar miasto Eskilstuna ma 70 tys. mieszkańców.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Podpalił komisariat w Minneapolis. 23-latek musi zapłacić 12 mln dolarów

Cztery lata więzienia i 12 milionów dolarów kary – tak brzmi wyrok, który usłyszał 23-latek skazany za podpalenie komisariatu w Minneapolis. Budynek stanął w ogniu w trakcie gwałtownych protestów po zabiciu w tym mieście przez policjanta Afroamerykanina George’a Floyda. Dylan Shakespeare Robinson przyznał się do winy w grudniu. Jego prawnik William Mauzy stwierdził, że „nie ma żadnych szans”, by 23-latek był w stanie zapłacić tak wysoką karę.

Do podpalenia komisariatu przyznali się także trzej inni mężczyźni. Swoje wyroki usłyszą w późniejszych terminach. W trakcie zamieszek Robinson podpalił koktajl Mołotowa, który inna osoba rzuciła następnie w komisariat.

„Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział”

– Zdecydował się zrezygnować z pokojowego protestu, zamiast tego wybrał przemoc i zniszczenie – powiedział prokurator Anders Folk. Podpalenie – jak dodał – „przyczyniło się do powszechnego bezprawia w Minneapolis” i mogło doprowadzić do utraty przez kogoś życia.

Mauzy stoi na stanowisku, że 23-latek nie ponosi większej winny niż inni uczestnicy demonstracji. – Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział. (…) Wielu innych, znacznie bardziej winnych niż Robinson, nie zostało zidentyfikowanych – stwierdził.

Po zabójstwie Floyda pod koniec maja ubiegłego roku w amerykańskich miastach dochodziło do gwałtownych protestów, które po zmroku przeradzały się niekiedy w grabieże i starcia z policją. Jedne z największych miały miejsce w Minneapolis.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Grzegorz Cyparski został zamordowany podczas pracy w Szwecji. Jest wyrok

Grzegorz Cyparski z Polski pracował jako kierowca ciężarówki. W 2013 roku nie wrócił do domu – został znaleziony zamordowany w spalonej ciężarówce w Tjörn, na północ od Göteborga. W zeszłym roku nastąpił przełom w śledztwie, a 27-letni mężczyzna z Rumunii został zatrzymany w charakterze podejrzanego. Niedługo później usłyszał zarzut morderstwa. W piątek rano w Sądzie Okręgowym w Göteborgu zapadł wyrok, 27-latek został uniewinniony od podejrzeń o morderstwo, ale skazany na cztery i pół roku więzienia za napad z bronią w ręku.

Policja prowadziła śledztwo w sprawie morderstwa przez 8 lat, ale dopiero jesienią ubiegłego roku doszło do przełomu. Wtedy policyjna grupa Cold Fall z pomocą międzynarodową była w stanie powiązać odcisk dłoni z 27-latkiem z Rumunii.

Śledztwo policyjne wykazało, jak samochód podążał za ciężarówką Cyparskiego do Göteborga. Samochód, który przy pomocy kamer drogowych i wcześniejszych kontroli policyjnych mógłby zostać połączony z 27-latkiem. Odciski dłoni mężczyzny znaleziono również na ciężarówce i na skradzionych towarach.

Jesienią 2020 roku mężczyzna miał zostać aresztowany, ale odbywał już karę pozbawienia wolności w Rumunii za brutalne przestępstwo. W grudniu zatwierdzono, że mężczyzna zostanie poddany ekstradycji do Szwecji w związku z podejrzeniami o morderstwo i napad rabunkowy.

W piątek rano w Sądzie Rejonowym w Göteborgu zapadł wyrok przeciwko 27-latkowi. Zaprzeczył popełnieniu przestępstwa i nie ma wyjaśnienia tych okoliczności, powiedział wcześniej prokurator. Mężczyzna zostaje uniewinniony za morderstwo, ale skazany za napad rabunkowy i otrzymuje cztery i pół roku więzienia. Będzie też deportowany ze Szwecji na 20 lat.

Mężczyzna zostanie przewieziony z powrotem do Rumunii, gdzie już odbywa karę do 2027 roku, zanim będzie mógł odbyć karę w Szwecji.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Policjanci zatrzymali podpalacza

Gorzowscy policjanci zatrzymali mężczyznę podejrzanego o dwa podpalenia. Mężczyzna po podłożeniu ognia obserwował akcję służb. Ustalenie podejrzanego było możliwe dzięki policjantowi pionu kryminalnego gorzowskiej komendy, który w czasie wolnym był niedaleko miejsca pożaru. Zatrzymany mężczyzna w przeszłości miał już zarzuty za podpalenie warsztatu.

Do dwóch podpaleń doszło w środę i niedzielę (24 i 28 marca) na posesji przy ulicy Fabrycznej, na której były przedmioty niezbędne do prowadzenia gospodarstwa i opony. Służby nie miały wątpliwości, że doszło do celowego podłożenia ognia, dlatego sprawą zajęli się kryminalni. Funkcjonariusze zabezpieczali ślady i ustalali, świadków i ewentualne monitoringi, które doprowadziłyby do podejrzanego. Na jego trop wpadł funkcjonariusz, który w czasie wolnym od służby jechał w niedzielę ulicą Fabryczną. W pewnym momencie zauważył na rowerze mężczyznę z kryminalną przeszłością. W tym jednak momencie nikt jeszcze nie wiedział, że został podłożony ogień. Po kilkunastu minutach policjant dostrzegł z daleka niepokojącą sytuację. Pobiegł na miejsce, a gdy zauważył ogień, zadzwonił po strażaków.

Policjant pionu kryminalnego szybko skojarzył fakty. Głównym podejrzanym był mężczyzna na rowerze. To on niemal dwa lata temu podpalił zakład wulkanizacyjny w Gorzowie Wielkopolskim i spowodował straty na ponad 200 tysięcy złotych.

Funkcjonariusz swoje ustalenia przekazał dyżurnemu gorzowskiej jednostki i na miejsce zostały wysłane patrole. Kryminalny sam także rozpoczął poszukiwania podejrzanego. Zauważył go w niedalekiej odległości od zdarzenia. Prawdopodobnie objechał osiedle, by z innego miejsca obserwować działanie strażaków. 48-letni gorzowianin został zatrzymany przez policjantów i przewieziony do gorzowskiej komendy. Podejrzany został przesłuchany i za podpalenia usłyszał dwa zarzuty zniszczenia mienia, za które grozi do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymany chciał spalić 33-latkę i jej córkę

Makabryczne wydarzenia na terenie gminy Kaźmierz w powiecie szamotulskim. 33-latkę obudził dźwięk pękającego szkła. Okazało się, że ktoś podłożył ogień w jej domu. To mogło skończyć się tragicznie, bo w domu poza kobietą były jej dwie córki! Do strasznych scen w jednym z domów na terenie gminy Kaźmierz doszło w nocy z 29 na 30 grudnia 2020 roku. 33-letnią mieszkankę domu obudził dźwięk pękającego szkła, przez co zauważyła ogień na parterze domu. W budynku spały również dwie córki kobiety.

– Na szczęście cała trójka zdążyła opuścić dom i nikomu nic się nie stało. Sąsiedzi pomogli ugasić palącą się elewację, a na miejsce wezwano Straż Pożarną – relacjonuje mł. asp. Sandra Chuda.

– Okazało się, iż jakiś mężczyzna przyszedł na taras posesji, rozlał pod ścianą domu łatwopalną ciecz, po czym podpalił ją i uciekł. Na miejscu, szamotulscy kryminalni, razem z technikiem kryminalistyki z Międzychodu, wykonali oględziny miejsca podpalenia i zabezpieczyli niezbędne materiały dowodowe w sprawie – wyjaśnia mł. asp. Chuda.

Podejrzenia padły na 36-latka – byłego mieszkańca tej samej miejscowości. Jego nowy dokładny adres zamieszkania nie był znany, ale wiadomo było, iż może mieszkać w Szamotułach. Policjanci dowiedzieli się też, jakim samochodem się poruszał, dzięki temu odnaleźli go i zatrzymali jeszcze tego samego dnia.

36-latek najbliższe miesiące spędzi w areszcie. Za usiłowanie zabójstwa polskie prawo przewiduje karę nawet dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Policja wyjaśnia sprawę pożaru szpitala w Krakowie

Policja wyjaśnia przyczyny pożaru, który wybuchł w niedzielę wieczorem w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Nikt w nim nie ucierpiał, ale spłonęły dwa elektryczne meleksy. – W poniedziałek policja i biegły z zakresu pożarnictwa będą przeprowadzać oględziny na miejscu zdarzenia. Będziemy ustalać przyczyny – powiedziała Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji.

Do zdarzenia doszło na poziomie minus 2, w części technicznej szpitala. Spłonęły dwa meleksy o napędzie elektrycznym. – Nie były to ani karetki, ani ambulanse – podkreślił rzecznik prasowy małopolskiej PSP Sebastian Woźniak. Wstępna wartość szacowanych strat to 20 tys. zł.

Akcja gaśnicza w niedzielny wieczór trwała ponad dwie i pół godziny, uczestniczyło w niej 32 strażaków z ośmiu zastępów. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał, nie było ewakuacji budynku.
Źródło info i foto: interia.pl

Wrocławski gangster z zarzutami w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 roku

Kolejny wrocławski gangster usłyszał zarzuty w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 r. 36-letni mężczyzna doprowadzony z więzienia przez funkcjonariuszy CBŚP do dolnośląskich „pezetów”, miał zlecić podpalenie mieszkania ofiar i kierować zbrodnią. To już trzecia osoba, która jest podejrzana o bestialskie porachunki przestępcze.

Sprawa jest bardzo tajemnicza. O podejrzanych wiadomo tylko tyle, że byli związani z grupą osławionego wrocławskiego watażki – Piotra S. ps. „Suchy”. Tożsamość gangsterów trzymana jest nadal w tajemnicy. W 2007 r., kiedy to doszło do zbrodni, ustaleni dotąd podejrzani byli bardzo młodzi. Bezpośredni sprawca podpalenia mieszkania w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego we Wrocławiu miał wówczas 20 lat. Dwaj zleceniodawcy byli starsi od niego o trzy i cztery lata.

Pierwsi dwaj podejrzani usłyszeli zarzuty w listopadzie i grudniu 2019 r. W Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zarzucono im zabójstwo czterech osób w wyniku umyślnego podpalenia mieszkania, zagrożenia dla życia i zdrowia pozostałych mieszkańców kamienicy, a także udziału w obrocie znacznymi ilościami heroiny.

Przed kilkoma dniami, funkcjonariusze CBŚP doprowadzili z więzienia przed oblicze prokuratora, drugiego ze zleceniodawców. 36-latek miał także kierować zbrodnią. Tak jego kompani został aresztowany.

Z ustaleń śledztwa wynika, że 24 lutego 2007 r. ok. godz. 2 w nocy ustaleni sprawcy podpalili jedno z mieszkań w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego. Przestępcy oblali wcześniej benzyną drzwi wejściowe do lokalu, w którym znajdowała się czteroosobowa rodzina. Wlali paliwo przez szparę w drzwiach do wnętrza mieszkania, po czym podłożyli ogień i uciekli.

Śledztwo prowadzone początkowo przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieście zostało umorzone po trzech miesiącach, ponieważ uznano, że pożar był wynikiem nieszczęśliwego wypadku. W 2014 r. akta sprawy zostały zmielone.

Jednak przed kilkunastoma miesiącami prokurator wrocławskich „pezetów” wraz z „cebesiami” natrafili na informacje, że tragedia z lutego 2007 r. była skutkiem gangsterskich porachunków. Podejrzenia te potwierdziły ekspertyzy biegłych z zakresu pożarnictwa i medycyny sądowej.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest śledztwo ws. „podpalenia” katedry w Nantes

Prokuratura w Nantes na zachodzie Francji poinformowała, że wszczęła dochodzenie „w sprawie podpalenia” Katedry św. Piotra i Pawła, gdzie w sobotę rano wybuchł pożar, który udało się po ok. dwóch godzinach opanować. Do Nantes udaje się premier Francji Jean Castex i dwoje ministrów.

Na tym etapie wszczynamy dochodzenie w sprawie podpalenia – poinformował prokurator Nantes Pierre Sennes. Zastrzegł, że na razie nie można wyciągnąć żadnych wniosków, ale śledztwo może przynieść nowe elementy. Prokurator powiedział, że na razie odnotowano „trzy oddzielne punkty pożaru”.

Pożar, który zniszczył zabytkowe organy, wybuchł w sobotę przed godz. 8 rano i został opanowany ok. godz. 10. W akcji gaśniczej brało udział ok. 100 strażaków.

Strażacy, który przybyli na miejsce, odkryli „poważny pożar na poziomie organów znajdujących się za rozetą i na tym skupiła się akcja gaśnicza” – poinformował szef straży pożarnej w departamencie Loara Atlantycka, generał Laurent Ferlay. Służby dokonały również „rekonesansu budowli i ochroniły dzieła sztuki w porozumieniu z władzami katedry”.

Organy wydają się być całkowicie zniszczone. Platforma (empora), na której się znajdują, jest bardzo niestabilna i grozi zawaleniem – mówił wcześniej dziennikarzom gen. Ferlay. Wskazał jednak, że wyrządzonych szkód nie można porównać z pożarem tej katedry z 1972 r., katastrofalnym pożarem paryskiej Notre Dame z 2019 r., czy bazyliki Saint Donatien w Nantes z 2015 roku.

Burmistrz Nantes Johanna Rolland również oświadczyła, że szkody nie są tak poważne, jak w następstwie pożaru z 1972 roku.

Swój przyjazd do Nantes na sobotnie popołudnie zapowiedział premier Castex, a także minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin i minister kultury Roselyne Bachelot. Na Twitterze Castex podziękował strażakom, którzy „odważnie uczestniczyli w gaszeniu pożaru w katedrze” i wyraził solidarność z mieszkańcami Nantes.

O swoim „wsparciu dla strażaków, którzy podejmują ryzyko, aby ocalić ten gotycki klejnot miasta” zapewnił na swoim koncie na Twitterze także prezydent Francji Emmanuel Macron.

Gotycka katedra w Nantes to zabytek architektury. Budowla reprezentuje gotyk płomienisty. Jej budowa trwała ponad 400 lat – od 1434 r. do 1891 r. Mierzące 63 metry wieże zostały wzniesione w 1508 r.

To nie pierwszy raz, kiedy w katedrze w Nantes dochodzi do pożaru. 28 stycznia 1972 r. ogień strawił dach świątyni. Do wypadku doszło w wyniku prac dekarskich. Dopiero po ponad 13 latach prac rekonstrukcyjnych w maju 1985 r. katedra została ponownie otwarta.
Źródło info i foto: RMF24.pl