Amsterdam: Zamordował i spalił ciężarną żonę. Jest wyrok

Sąd w Amsterdamie wymierzył w poniedziałek Bashirowi K. karę 20 lat pozbawienia wolności za zamordowanie i spalenie ciężarnej żony. 46-letni mężczyzna udusił we wrześniu 2019 r. w Haarlem swoją ciężarną żonę, a następnie podpalił mieszkanie. Pożar spowodował eksplozję i konieczna była ewakuacja 48 mieszkań – informowały wówczas media. Mężczyzna został zatrzymany na miejscu przez policję.

W poniedziałek po południu sąd w Amsterdamie przychylił się do wniosku prokuratora i wymierzył sprawcy karę 20 lat pozbawienia wolności – podał portal NU. Sąd uznał go za poczytalnego i nakazał mu również wypłacenie po 20 tys. euro trójce jego dzieci, które przebywały w mieszkaniu tego dnia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Najkrwawszy dzień od początku protestów w Mjanmie. Nie żyje 40 osób

Z ostatnich doniesień wynika, że w niedzielę w Mjanmie zginęło 39 osób. To najkrwawszy dzień w tym kraju od początku protestów. Na przedmieściach Rangunu podpalono chińskie zakłady przemysłowe.

Tragiczny bilans protestów w Mjanmie. Według najnowszych informacji, policjanci zastrzelili co najmniej 38 osób. 22 demonstrantów zginęło na przedmieściu Rangunu, gdzie podpalano należące do chińskich właścicieli zakłady przemysłowe. Jak poinformowała chińska ambasada w Rangunie, wielu pracowników zaatakowanych zakładów zostało rannych. Zaapelowała do władz Mjanmy o zapewnienie bezpieczeństwa chińskim obywatelom. Chiny postrzegane są jako kraj udzielający poparcia wojskowym, którzy 1 lutego obalili demokratycznie wybrane władze.

Reuters relacjonuje, że gdy fabryka stanęła w ogniu, wojsko otworzyło ogień w kierunku protestujących. – To było okropne. Na moich oczach strzelano do ludzi, to na zawsze pozostanie w mojej pamięci – powiedział cytowany przez agencję jeden z fotoreporterów. Dotychczas nikt nie przyznał się do podpalenia zakładów. Jak podaje Reuters, zamach stanu w Mjanmie, do którego doszło 1 lutego, wywołał antychińskie nastroje.

Również w drugim co do wielkości mieście kraju – Mandalaj, a także między innymi w miejscowościach Bago i Hpakant w czasie protestów były ofiary śmiertelne. Zginął też jeden policjant. To najkrwawszy dzień od czasu rozpoczęcia na początku lutego masowych demonstracji przeciwko wojskowemu zamachowi stanu.

Jak podaje „The Guardian”, eskalacja przemocy w niedzielę nastąpiła dzień po tym, gdy jeden z polityków opozycyjnych wobec junty wezwał obywateli Mjanmy do dalszych protestów przeciw „niesprawiedliwej dyktaturze”. – To najciemniejszy moment dla narodu, światło przed świtem jest blisko – stwierdził Mahn Win Khaing Than.

Działania armii wywołały masowe protesty w całej Mjanmie, które są brutalnie pacyfikowane przez siły porządkowe. Liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 120. Aresztowano ponad 2000 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policja publikuje zdjęcia podejrzanych o podpalenie mieszkania podczas Marszu Niepodległości

W czasie Marszu Niepodległości w Warszawie doszło do podpalenia mieszkania. Nieustaleni i zamaskowani uczestnicy rzucili racę na jeden z balkonów budynku mieszkalnego przy moście Poniatowskiego. Policja opublikowała wizerunki potencjalnych sprawców pożaru. W środę ulicami Warszawy przeszedł coroczny Marsz Niepodległości. Doszło do zamieszek oraz starć między narodowcami a policją. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano 36 osób. Podczas pochodu doszło też do podpalenia mieszkania.

Kilku z uczestników, przechodząc przez most Poniatowskiego, rzuciło race w kierunku stojącego obok bloku. Jedna z nich trafiła na balkon mieszkania i wywołała pożar. Ustalono już, że poszkodowane mieszkanie jest pracownią znanego artysty fotografika oraz znawcy twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza.

„Policjanci ze śródmiejskiego wydziału dochodzeniowo-śledczego prowadzą postępowanie w sprawie zniszczenia mienia poprzez wywołanie pożaru na skutek wrzuconej do lokalu racy tj. o czyn z art. 288 kodeksu karnego ” – poinformowali stołeczni policjanci. Całe zdarzenie z chwilą podpalenia uchwyciły kamery miejskiego monitoringu. Policja zdecydowała się opublikować wizerunku osób, które mogą mieć związek z przestępstwem. Funkcjonariusze apelują o kontakt do każdego, kto rozpozna podejrzanych mężczyzn.

„Informacje w tej sprawie można przekazać dzwoniąc na numer +48 47 723-70-20, + 48 47 723-79-40, +48 47 723-91-50 albo w formie elektronicznej pisząc na adres: komendant.krp1@policja.gov.pl” – czytamy w komunikacie policji.

Mieszkanie, w którym wybuchł pożar, to pracownia Stefana Okołowicza, znanego artysty fotografika, znawcy życia i sztuki Stanisława Ignacego Witkiewicza, współfundatora Instytutu Witkacego. Gdy w pomieszczeniu pojawił się ogień, artysty nie było w pracowni. Straż pożarną powiadomili sąsiedzi.

Niebezpieczny akt chuligaństwa skomentowała już Katarzyna Kobro-Okołowic, poetka i współzałożycielka Instytutu Witkacego.

„Drodzy, krótka informacja. To nie jest nasze mieszkanie, a pracownia. Nie spłonęły dzieła sztuki Witkacego, bo nie są tam przechowywane. Są tam banery na wystawy z reprodukcjami. Uszkodzone są okna i podłoga, wyważono drzwi. Celowano zapewne, dwa piętra wyżej – na balkonie były banery nawiązujące do Strajku Kobiet… Dziękujemy osobie, która wezwała straż” – napisała na swoim profilu na Facebooku.
Źródło info i foto: wp.pl

Podpalenie przed Radiem Maryja. Sprawca aresztowany

Przed Radiem Maryja doszło do podpalenia auta. Sprawca, Arkadiusz O. został zatrzymany. Matka mężczyzny wyjaśniła, że jej syn ma poważne problemy. – Chciałabym, żeby został aresztowany – powiedziała.

– Mam ogromny problem z synem. Od ponad 10 lat bierze dopalacze. Nie chce zgodzić się na leczenie. U nas powinno być tak, jak w Anglii. Tam jak narozrabiasz, to idziesz na trzymiesięczny odwyk. Syn widział diabły. Na razie nikogo jeszcze nie zabił – powiedziała w rozmowie z „Super Expressem” matka Arkadiusza O.

Mężczyzna w środę wieczorem wjechał na teren rozgłośni Radio Maryja. Zaparkował auto i wszedł do budynku. Po krótkiej rozmowie wrócił, oblał swój samochód benzyną i podpalił. Sytuację zauważył policjant na służbie. Arkadiusz O. został zatrzymany.

– Żona bała się, że on może zrobić krzywdę swoim dzieciom. On widział diabły. Mówił, że wszędzie są kamery i go śledzą. On jest osobą wierzącą. On do Torunia do Rydzyka przyjechał po pomoc – stwierdziła matka mężczyzny.W jej domu oraz w mieszkaniu żony Arkadiusza O. doszło do przeszukania. Policjanci mieli szukać bomby.

Mężczyzna usłyszał zarzuty jazdy po zażyciu narkotyków, naruszenia miru domowego, sprowadzenia pożaru oraz kradzieży dowodu osobistego. Grozi mu do 10 lat więzienia. Prokuratura chce, by Arkadiusz O. został aresztowany na 3 miesiące.
Źródło info i foto: wp.pl

Niemcy: Emerytka uderzyła męża młotkiem, a potem oblała benzyną i podpaliła. Ruszył proces

Makabryczne zabójstwo w Niemczech. 84-latka z zimną krwią zabiła męża, bo ten chciał ją zostawić i związać się z inną kobietą. W Sądzie Okręgowym w Konstancji (Badenia-Wirtembergia) rozpoczął się właśnie proces emerytki. O mrożącym krew w żyłach morderstwie poinformował portal polsatnews.pl oraz niemieckie media. Horror wydarzył się w styczniu w pobliżu Jeziora Bodeńskiego.

84-latka miała najpierw uderzać 74-letniego męża młotkiem do mięsa. Kiedy zorientowała się, że mężczyzna nadal żyje, oblała go benzyną i podpaliła. Mężczyzna zdążył jeszcze zawiadomić pogotowie. Zmarł w wyniku poparzeń i zatrucia dymem, a ogień zajął część domu.

Emerytka zabiła męża, bo chciał stworzyć nowy związek?

Co skłoniło starszą kobietę do tak dramatycznej decyzji? Zdaniem prokuratura chodziło o sytuację życiową. Małżeństwo było w separacji, jednak 74-latek pozwolił byłej żonie mieszkać w jego domu – informuje niemiecki serwis RTL. Kiedy nagle zmienił zdanie i zapragnął sprzedać swój dobytek, by stworzyć nowy związek, seniorka miała poczuć się zagrożona.

84-latkę poddano szczegółowej analizie psychiatrycznej. W jej wyniku stwierdzono, że cierpi na „nieprawidłowości poznawcze” oraz „uszkodzenie mózgu”. Dodatkowo potwierdzono, że kobieta ma problemy ze słuchem oraz niedowidzi. Biegli orzekli jednak, że nie znaczy to, że seniorka jest „zagubiona lub obłąkana”. Nie wskazywało na to również jej zachowanie po popełnieniu zbrodni. Zdaniem strażaków kobieta sprawiała wrażenie zadowolonej ze swojego czynu.

Kobieta trafiła do ośrodka opiekuńczego, a jej udział w zapoczątkowanym w poniedziałek procesie był ograniczony.

Jak podają niemieckie media, obrończyni 84-latki złożyła wniosek o zawieszenie procesu, argumentując, że przez pandemię koronawirusa oraz stan zdrowia klientki nie miała czasu, aby szczegółowo opracować linię obrony.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wypuszczono mężczyznę zatrzymanego w związku z pożarem katedry w Nantes

Francuscy prokuratorzy wypuścili mężczyznę, który został zatrzymany w sobotę w związku z pożarem katedry w Nantes – podaje agencja AFP. To 39-letni wolontariusz, który pracuje na terenie diecezji. Śledczy podkreślali wcześniej, że nie mieli dowodów na to, by ów mężczyzna rzeczywiście miał związek z pożarem. Prokuratura w Nantes wypowiadała się w tej sprawie wcześniej bardzo ostrożnie. Jak informowano, wolontariusz był „odpowiedzialny za zamknięcie świątyni” na kilkanaście godzin przed wybuchem pożaru.

Mężczyzna spędził noc z soboty na niedzielę w policyjnym areszcie. – Nie sądzę, żeby mógł podpalić katedrę. Uwielbia to miejsce – mówił w rozmowie z „Le Figaro” Jean-Charles Nowak, pracownik katedry. Dodał, że zatrzymany mężczyzna to „miła i uśmiechnięta, ale raczej milcząca osoba”. Wolontariusz regularnie służy również podczas mszy św. Również proboszcz ks. Hubert Champenois oświadczył, że ma do mężczyzny „całkowite zaufanie”.

W niedzielę wieczorem agencja AFP poinformowała o wypuszczeniu mężczyzny.

Ogień pojawił się w sobotę przed godz. 8, został opanowany około godz. 10. W akcji gaśniczej brało udział około stu strażaków. Ogień strawił barokowe organy z XVII wieku. Całkowitemu zniszczeniu uległ także zabytkowy, kilkusetletni witraż. Ocalały natomiast renesansowe nagrobki ostatniego króla Bretanii, Franciszka II i jego żony.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nigeria: Islamiści z Boko Haram podpalili szpital. Nie żyje 60 osób

Terroryści z tak zwanego Państwa Islamskiego zabili w sobotę co najmniej 60 osób, w tym 20 żołnierzy i 40 cywilów oraz zranili setki ludzi podczas dwóch ataków w stanie Borno na północy Nigerii – poinformowały lokalne władze. Do ataków doszło w Monguno i Nganzai. Pierwsza z tych miejscowości, stanowiąca centrum pozarządowych organizacji humanitarnych i pomocowych, została zaatakowana w sobotę przed południem czasu lokalnego przez napastników, uzbrojonych w ciężką broń, w tym granatniki przeciwpancerne.

Tam doszło do starcia z siłami rządowymi, które zdołały odeprzeć atak, ale w wyniku walk zginęło 20 żołnierzy. Islamiści podpalili miejscowy szpital oraz zniszczyli humanitarne centrum ONZ. Mniej więcej w tym samy czasie zaatakowane zostało Nganzai, gdzie zginęło 40 cywilów.

Sobotnie ataki miały miejsce kilka dni po tym, jak dżihadyści w miejscowości Felo w tym samym stanie zabili co najmniej 69 osób. Wówczas szef lokalnych sił samoobrony Babakura Kolo powiedział, że atak był odwetem za zabicie kilku islamistów, złapanych przez mieszkańców na kradzieży bydła.

Boko Haram terroryzuje Nigerię

Nigeria od 2009 roku jest wstrząsana terrorystyczną działalnością dżihadystycznej organizacji Boko Haram, która doprowadziła do śmierci już ponad 36 tys. osób. Ponad 2 mln osób zostało zmuszonych do opuszczenia swych domostw i ucieczki.

Chociaż nigeryjski rząd twierdzi, że Boko Haram zostało w większości pokonane już przed pięciu laty, dżihadyści wciąż są w stanie atakować w mieście Maiduguri i wokół niego, a także na większości obszaru północno-wschodniej Nigerii.

Założone w 2002 roku ugrupowanie Boko Haram początkowo stawiało sobie za cel walkę z zachodnią edukacją i europejskim stylem życia. W 2009 roku organizacja rozpoczęła akcję zbrojną na rzecz przekształcenia Nigerii – lub przynajmniej jej części – w muzułmańskie państwo wyznaniowe, w którym obowiązywałoby prawo szariatu.

W 2016 r. w nigeryjskim Boko Haram doszło do rozłamu. Z jego struktur wyłoniła się grupa Państwa Islamskiego w Afryce Zachodniej (ISWAP)- pisze AFP. Dla mieszkańców stanu Borno oznacza to zwiększenie częstotliwości ataków i rekwizycji – dodaje.
Źródło info i foto: interia.pl

Grudziądz: 63-latek oblał konkubinę denaturatem i podpalił

Bożena B., (53-l) ma poparzone 50 procent powierzchni ciała. Jest w stanie krytycznym. Wszystko przez swojego partnera Mirosława K. (63-l). Ten w sobotę (28 marca) został tymczasowo aresztowany. Trzy najbliższe miesiące spędzi w areszci.

W minioną środę (25 marca), około godziny 20 w kamienicy przy ulicy Wybickiego w Grudziądzu (województwo kujawsko-pomorskie) wybuchł pożar. Na miejscu zdarzenia szybko pojawiła się straż pożarna. Dzięki temu pożar został sprawnie ugaszony. Okazało się, że jedna z osób z płonącego mieszkania jest nieprzytomna.

Natychmiast po nim do specjalistycznego szpitala została przetransportowana Bożena B., Połowa ciała tej 53-letniej kobiety wyglądała jak zwęglony kawałek pochodni.

Policjanci po zdarzeniu zatrzymali jej partnera Mirosława K., Był pijany. To niepozorny mężczyzna chodzący o kuli. Biegły z zakresu pożarnictwa ustalił gdzie wybuchł ogień i w jakich okolicznościach. Akta sprawy trafiły do prokuratury.

Tam Mirosław K. usłyszał zarzut usiłowania morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Najpierw miał oblać Bożenę B. denaturatem, a potem rzucić w nią niedopałkiem od papierosa. W sobotę (28 marca) Sąd Rejonowy w Grudziądzu aresztował Mirosława K. na najbliższe trzy miesiące.

Mirosław K., nie przyznaje się do winy. Mówi, że to był wypadek.
Źródło info i foto: se.pl

Gorzów Wielkopolski: Oblali kolegę denaturatem i podpalili. Dwóch mężczyzn z zarzutami

Nawet dożywocie grozi dwóm gorzowianom podejrzanym o usiłowanie zabójstwa 64-letniego znajomego. Zarzucono im oblanie go denaturatem i podpalenie. Pokrzywdzony został poważnie poparzony i jest szpitalu – poinformował w środę rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

– Mężczyźni w wieku 31 i 46 lat usłyszeli zarzuty związane z usiłowaniem zabójstwa i spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi im dożywocie – powiedział Maludy.

Dodał, że we wtorek na wniosek prokuratura sąd zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Do przestępstwa doszło w sobotę, 21 marca w mieszkaniu pokrzywdzonego. Do 64-latka przyszło dwóch znajomych i skłonili go, by poszedł do sklepu po denaturat, który mieli razem wypić. Mężczyzna po powrocie do domu oddał im butelkę z płynem.

– Ci w pewnym momencie oblali go denaturatem i podpalili zapalniczką. Ogień szybko objął mężczyznę, który tylko cudem uniknął śmierci. Ma poparzone niemal 30 proc. ciała i jest w śpiączce farmakologicznej w specjalistycznym szpitalu – zrelacjonował rzecznik.

O zajściu służby powiadomiły inne osoby przebywające w mieszkaniu pokrzywdzonego. Pogotowie zabrało go do szpitala, a policjanci rozpoczęli poszukiwania podejrzanych o skrzywdzenie 64-latka. Po kilkunastu godzinach zostali oni zatrzymani.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Ze względu na pandemię koronawirusa przesunięto egzekucję Johna Hummela

W środę miała odbyć się egzekucja Johna Hummela, który zamordował członków swojej rodziny, w tym ciężarną żonę. Sąd w Teksasie w obawie przed koronawirusem przesunął wymierzenie kary o 60 dni. John Hummel, obecnie 44-latek, został skazany w 2011 roku za zabicie żony, córki i teścia. W 2009 roku zaatakował ciężarną żonę nożem, teścia i córkę – kijem bejsbolowym, a po zamordowaniu ich – podpalił dom. Został skazany jednak tylko za zabicie żony i teścia – dowody wskazywały na to, że on odpowiada za śmierć 5-letniej córki, ale nie udało się mu tego ostatecznie udowodnić.

Prokuratura stwierdziła, że Hummel dokonał mordu, by móc spotykać się z zapoznaną przez siebie kobietą. 18 marca miała odbyć się egzekucja mordercy, ale jego adwokat zwrócił się do sądu z wnioskiem, by ją przełożono. Michael Mowla reprezentujący Hummela stwierdził, że przygotowanie egzekucji jego klienta „może przyczynić się do rozprzestrzeniania koronawirusa”.

Agencja AP opisuje, że do wykonania wyroku śmierci potrzebna jest obecność mnóstwa osób, w tym lekarzy czy prokuratury – i właśnie na takich podstawach Mowla oparł wniosek o przesunięcie egzekucji. – „Zebranie tych ludzi w jednym miejscu rodzi zagrożenie przenoszenia koronawirusa, jeśli będzie tam ktoś zakażony” – padło w jego piśmie.

Z tym wnioskiem zgodził się sąd w Teksasie, który przesunął egzekucję o 60 dni.
Źródło info i foto: Gazeta.pl