Afera w łódzkiej policji. Policjant i recydywista oskarżeni

Funkcjonariusz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz recydywista zostali oskarżeni o popełnienie 44 przestępstw. Policjant m.in. przekazywał znajomemu informacje, które uzyskiwał ze służbowej bazy danych. Zatrzymanie funkcjonariusza Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz recydywisty nie byłoby możliwe, gdyby nie śledztwo Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku.

To dzięki działaniu śledczych udało ująć się dwóch mężczyzn, odpowiedzialnych w sumie za 44 przestępstwa. Grozi im za nie aż 10 lat więzienia. Z informacji przekazanych przez prokuraturę w Gdańsku wynika, że funkcjonariusz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi miał ściśle współpracować ze znanym organom ścigania mężczyzną.

„W toku postępowania prokurator ustalił, że jeden z funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi utrzymywał bliskie relacje z osobą wielokrotnie karaną, na której prośbę dokonał nieuprawnionych, niemających związku z wykonywanymi czynnościami służbowymi sprawdzeń w dostępnych dla funkcjonariuszy Policji bazach danych” – czytamy w komunikacie prokuratury.

Jak ustalili śledczy, policjant z Łodzi miał przekazywać dane recydywiście w zamian za korzyści finansowe. „W toku postępowania prokurator ustalił również szereg innych sprawdzeń, niemających związku z wykonywanymi przez policjanta czynnościami służbowymi, które również dokonywane były na prośbę innych, nieuprawnionych osób” – informuje prokuratura. Jak dodają w komunikacie, policjant miał do „sprawdzań” wykorzystywać też swojego brata – policjanta jednego z komisariatów w Łodzi.

Policjant z KWP usłyszał także zarzuty związane z posiadaniem narkotyków oraz posiadania bez wymaganego zezwolenia ponad 180 sztuk amunicji. Wobec funkcjonariusza z Łodzi oraz recydywisty zasądzono środek tymczasowy w postaci tymczasowego aresztu.
Źródło info i foto: wp.pl

Rok od tragedii w komendzie w Kole. Co ze śledztwem?

Mija dokładnie rok od tragedii w Komendzie Powiatowej Policji w wielkopolskim Kole. Krótko przed zdaniem służby, pod koniec maja 2020 roku, śmiertelnie postrzelił się tam młody policjant. Początkowo kierownictwo jednostki sugerowało, że był to nieszczęśliwy wypadek. Krótko potem wyszło jednak na jaw, że 32-latek najprawdopodobniej odebrał sobie życie i mógł być ofiarą mobbingu. Ten wątek cały czas wyjaśnia prokuratura.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, która cały czas prowadzi śledztwo w tej sprawie, poinformował, że większość zleconych biegłym ekspertyz została już wykonana. Pod koniec ubiegłego roku śledczy informowali, że otrzymali jedynie opinię biegłych z zakresu medycyny sądowej, dotyczącą charakteru rany postrzałowej. Przesłuchali wówczas także członków rodziny tragicznie zmarłego policjanta.

Akta sprawy trafiły następnie do kolejnego zespołu biegłych, który analizował ślady zabezpieczone na miejscu. Zlecono też badania fizykochemiczne i balistyczne. Wiosną tego roku prokurator prowadzący sprawę zdecydował też o ponownym przesłuchaniu kilku policjantów z komendy w Kole.

KGP nie ujawnia wyników ankiety

Sprawa wciąż jest więc w toku, nikt jak dotąd nie usłyszał w związku z nią zarzutów. Na pytanie o atmosferę w komendzie, oprócz prokuratorskiego śledztwa, miała odpowiedzieć też ankieta przeprowadzona przez komendę główną.

Jej wyniki trafiły do Koła z wyraźnym poleceniem, że mają się z nimi zapoznać wszyscy pracownicy jednostki. Ostatecznie jednak zrobiło to tylko kierownictwo i czterej naczelnicy.

Każdy kto chciał zajrzeć do wyników, musiał wypełnić tzw. kartę zapoznania, czyli nie mógł tego zrobić anonimowo. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, większość z funkcjonariuszy, w obawie o ewentualne konsekwencje ze strony przełożonych, zrezygnowała z takiej możliwości.

Według naszych nieoficjalnych informacji, w ostatnim czasie stanowiska straciły dwie osoby z wydziału ruchu drogowego kolskiej komendy, którego funkcjonariusze w największej liczbie wzięli udział we wspomnianej ankiecie. Jej wynikami KGP nie zamierza się dzielić. W odpowiedzi na nasze pytania, pracownicy biura prasowego przekazali jedynie, że nie stanowią one informacji publicznej, ale zostały przeprowadzone na użytek wewnętrzny policji.

Z jednostką w Kole w lutym 2021 pożegnał się tymczasem dotychczasowy komendant insp. Artur Foryński. Kierujący jednostką odszedł na emeryturę. Na stanowisku zastąpił go nadkom. Roman Pankowski, do niedawna pierwszy zastępca komendanta powiatowego policji w Koninie.

Zanim doszło do zmiany na stanowisku komendanta, jednostka trafiła po lupę kontrolerów z Komendy Głównej. Według funkcjonariuszy, którzy prowadzili wewnętrzne śledztwo – kilkoro policjantów było zamieszanych w korupcję. Dwaj z nich po przedstawieniu prokuratorskich zarzutów na początku grudnia minionego roku trafili do aresztu.

Bez konsekwencji dla policjanta, któremu uciekł legitymowany

Wcześniej opisywaliśmy też sprawę jednego z funkcjonariuszy jednostki w Kole, który pod koniec sierpnia 2019 roku interweniował po służbie wobec agresywnego przechodnia. Mężczyzna, jak wynika z raportu, który złożył po dwóch dniach funkcjonariusz – miał wyjść na drogę i blokować przejazd. Do zdarzenia doszło na terenie sąsiedniego powiatu tureckiego.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że interweniującym wówczas policjantem był obecny szef wydziału prewencji, nadkom. Michał Bryl. Agresor, na którego zachowanie zareagował policjant, jednak uciekł. Zgodnie ze sztuką, w takiej sytuacji należało natychmiast powiadomić dyżurnego jednostki i wszcząć alarm, bo nie wiadomo, kim mógł być ten zbieg – informował wówczas jeden z naszych rozmówców, emerytowany funkcjonariusz.

Tymczasem jak ustaliliśmy, policjant zgłosił całe zajście dopiero po dwóch dniach, składając jednocześnie zawiadomienie o przestępstwie z art. 222 Kodeksu karnego, czyli dotyczącego „naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”.

W tutejszej jednostce policji w tej sprawie nie było prowadzone postępowanie wyjaśniające. – poinformowała nas oficer prasowa KPP w Kole Weronika Czyżewska.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Salwador: Masowy grób za domem policjanta

Za domem byłego policjanta Hugo Ernesto Osorio Chávez w Chalchuapa w Salwadorze znaleziono masowy grób, a w nim szczątki 40 osób. Śledczy podejrzewają, że większość ofiar to kobiety. W maju w Salwadorze zamordowane zostały 57-letnia Mirna Cruz Lima i jej 26-letnia córka Jacquelin. Trop prowadził do byłego policjanta 51-letniego Hugo Ernesto Osorio Chávez.

Mężczyzna podczas przesłuchania przyznał się do podwójnego zabójstwa kobiet. Podczas dochodzenia przeszukano jego dom. Wtedy na podwórku natrafiano na makabryczne odkrycie – masowy grób. Wydobyto z niego szczątki 27 osób, w przeważającej większość kobiet. Śledczy obawiają się, że w grobie pochowanych zostało nawet 40 osób.

Znajdujemy coraz więcej ludzkich szczątków, ułożonych jedne na drugich – mówi technik kryminalny w lokalnej gazecie „La Prensa Grafica”.

Prace śledczych trwają, a wokół domu byłego policjanta gromadzą się ci, których bliscy w ostatnim czasie zaginęli bez śladu.

Nadzieja umiera ostatnia. Dlatego tu jestem – mówi Dora Alicia Landaverde, której syn David zaginął przed trzema laty.

„El Universal” pisze, że Hugo Ernesto Osorio Chávez został zmuszony do opuszczenia szeregów policji w 2010 roku po oskarżeniach o stosowanie przemocy oraz gwałty.

Prokurator Graciela Sagastume twierdzi, że wszystko wskazuje na to, że większość ofiar, pochowanych w masowym grobie, została wykorzystana seksualnie.

„El Universal” pisze ponadto, że wśród ofiar byłego policjant były także osoby nieletnie. Najmłodsza z ofiar miała 7 lat.

Śledczy podejrzewają, że Osorio Chávez porywał, gwałcił i zabijał kobiety i dziewczęta od dekady. Swoje ofiary poznawał w mediach społecznościowych, zwabiał obietnicami pomocy w realizacji marzeń o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Prokuratura wydała nakaz aresztowania jeszcze 9 osób, które, jak podejrzewa, współdziałały z aresztowanym 51-latkiem. To także byli policjanci oraz byli żołnierze.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Łódź: Policjant zraniony nożem podczas interwencji. Padły strzały

Podczas interwencji na ulicy w Brzezinach w woj. łódzkim policjant postrzelił napastnika z nożem. W zdarzeniu ranny został również sam funkcjonariusz. Do ataku doszło w środę po godz. 18:00 – poinformowała rzeczniczka wojewódzkiej komendy policji w Łodzi Joanna Kącka.

Jak wyjaśniła Kącka, po godz. 18:00 z dyżurnym policji w brzezińskiej komendzie skontaktował się świadek, który miał widzieć, jak nieznany napastnik uderzył nożem mężczyznę.

W okolicy zdarzenia był patrol policji, który na ul. Staszica zauważył mężczyznę z plecakiem i nożem, który na widok funkcjonariuszy zaczął uciekać. Policjanci dogonili go w bramie, gdzie podjęli próbę zatrzymania napastnika. W trakcie tych czynności mężczyzna zranił jednego z policjantów. W kierunku agresora oddano strzały. Napastnik został ranny w nogę – zrelacjonowała rzeczniczka łódzkiej policji.

Zranionemu mężczyźnie udzielono pomocy medycznej. Jednocześnie do policji dotarł sygnał ze stacji ratownictwa medycznego, że w innym punkcie Brzezin medycy udzielili pomocy osobie zranionej nożem; prawdopodobnie to ofiara napastnika, który zaatakował później policjanta.

Mężczyzny nie udało się uratować. Informację o śmierci zaatakowanego mężczyzny potwierdził rzecznik wojewódzkiej straży pożarnej w Łodzi Jędrzej Pawlak. Nasze działania na miejscu zdarzenia ograniczyły się do zabezpieczenia lądowiska dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i wspomagania działań pogotowia. Na prośbę lekarza pogotowia strażacy udzielali też pomocy żonie zranionego mężczyzny. Niestety, mimo podjętych działań, nie udało się go uratować – powiedział Pawlak.

Postrzelonemu napastnikowi i zranionemu przez niego policjantowi udzielono pomocy medycznej. Życiu żadnego z nich nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe ustalenia ws. śmierci policjanta. Napastnik miał w samochodzie broń automatyczną

Policjant, który wczoraj w Raciborzu celował do napastnika z ulicy Chełmońskiego, oddał 4 strzały – to nieoficjalne ustalenia reporterów RMF FM. Sprawca został trafiony w nogi. Oprócz broni, z której strzelał do funkcjonariusza, w samochodzie miał też broń automatyczną. W jego mieszkaniu policja znalazła amunicję, materiały wybuchowe a także plantację marihuany.

Do tragedii doszło we wtorek w Raciborzu. Policjanci otrzymali dwa zgłoszenia. Pierwsze – około godz. 8 – dotyczyło mężczyzny, prowadzącego renault scenic, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Kierowca miał się zachowywać „nieracjonalnie”.

Drugie zgłoszenie – jak przekazała wczoraj rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara – dotyczyło człowieka, który podawał się za policjanta i próbował kontrolować samochody. Na pobliskim osiedlu mężczyzna miał podchodzić do kierowców i próbować z nimi rozmawiać.

Na miejsce udał się umundurowany patrol, w policyjnym radiowozie. Kiedy funkcjonariusze poprosili go o dokumenty, wyciągnął broń i strzelił w kierunku policjanta – opisywała Aleksandra Nowara. Funkcjonariusz doznał ciężkich obrażeń. Niestety, mimo reanimacji funkcjonariusza nie udało się uratować.

Sprawca został zatrzymany. Musiał sobie zdawać sprawę z tego, że strzela do funkcjonariusza.

Mężczyzna bezsprzecznie wiedział, do kogo strzela. Policjanci byli umundurowani, przyjechali dużym transporterem, oznakowanym radiowozem. Mężczyzna musiał wiedzieć, z kim ma do czynienia – zaznaczają policjanci.

Zastrzelony policjant to 43-letni Michał Kędzierski. W policji służył od 2011 r. Wcześniej był dziennikarzem lokalnych mediów.

Był zawsze otwarty na potrzeby innych, nigdy nie odmówił pomocy. Na zawsze pozostanie w naszych sercach jako ciepły, uśmiechnięty, życzliwy i uczynny kolega. Był znakomitym i pewnym towarzyszem na służbie. Zawsze pomocnym i gotowym poświęcić każdemu swój czas” – napisali policjanci.

Jak podał lokalny portal nowiny.pl, Michał Kędzierski był przez wiele lat jednym z głosów radia Vanessa, a później twarzą Raciborskiej Telewizji Kablowej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Racibórz: Policjant zastrzelony podczas interwencji. Sprawca zatrzymany

W Raciborzu na Śląsku podczas policyjnej interwencji śmiertelnie postrzelony został funkcjonariusz. Do tragicznego zdarzenia doszło w pobliżu jednej ze stacji benzynowych. Na miejscu pracują służby. Jak przekazała policja, mężczyzna, który strzelał do funkcjonariusza, był notowany za przestępstwa narkotykowe.

Do tragedii doszło przy ul. Chełmońskiego w Raciborzu. Chwilę wcześniej policjanci otrzymali dwa zgłoszenia. Pierwsze – około godz. 8 – dotyczyło mężczyzny, prowadzącego renault scenic, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Kierowca miał się zachowywać „nieracjonalnie”.

Drugie zgłoszenie – jak przekazała dziennikarzom rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara – dotyczyło człowieka, który podawał się za policjanta i próbował kontrolować samochody. Na pobliskim osiedlu mężczyzna w polowym stroju policjanta miał podchodzić do kierowców i próbować z nimi rozmawiać.

Na miejsce udał się umundurowany patrol, w policyjnym radiowozie. Kiedy funkcjonariusze poprosili go o dokumenty, wyciągnął broń i strzelił w kierunku policjanta – opisuje Aleksandra Nowara. Funkcjonariusz doznał ciężkich obrażeń. Niestety, mimo reanimacji funkcjonariusza nie udało się uratować.

Sprawca został zatrzymany.

Według pierwszych ustaleń, kierowca samochodu renault scenic oddał do funkcjonariusza kilka strzałów.

W trakcie zajścia także policjanci użyli broni. Napastnik został postrzelony. Został przewieziony do szpitala. Obrażenia – jak informuje dziennikarz RMF FM Marcin Buczek – nie zagrażają życiu mężczyzny. Według nieoficjalnych informacji, zatrzymany został prawdopodobnie trafiony w udo. To 40-latek z rejonu Raciborza, notowany wcześniej za przestępstwa narkotykowe. Z naszych informacji wynika, że mężczyzna nie miał stałego zameldowania, niewykluczone, że niedawno wrócił z zagranicy.

Na razie nie wiadomo, kiedy 40-latek zostanie przesłuchany. O tym zdecydują lekarze.

Policjanci podejmujący interwencję wobec kierowcy byli umundurowani, na miejsce przyjechali oznakowanym radiowozem.

W rozmowie z dziennikarzami opisują, że zatrzymany mężczyzna miał ubiór łudząco przypominający policyjny mundur. Odzież została zabezpieczona, zostanie poddana oględzinom. Policja nie udziela na razie szczegółowych informacji na temat zastrzelonego policjanta. Wiadomo jedynie, że był doświadczonym funkcjonariuszem, z kilkunastoletnim stażem. Miał 42 lata.

Na miejscu trwają policyjne czynności z udziałem prokuratora, teren został zabezpieczony. Rodzina zmarłego policjanta oraz jego partner z patrolu będą objęci pomocą psychologiczną.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Podpalił komisariat w Minneapolis. 23-latek musi zapłacić 12 mln dolarów

Cztery lata więzienia i 12 milionów dolarów kary – tak brzmi wyrok, który usłyszał 23-latek skazany za podpalenie komisariatu w Minneapolis. Budynek stanął w ogniu w trakcie gwałtownych protestów po zabiciu w tym mieście przez policjanta Afroamerykanina George’a Floyda. Dylan Shakespeare Robinson przyznał się do winy w grudniu. Jego prawnik William Mauzy stwierdził, że „nie ma żadnych szans”, by 23-latek był w stanie zapłacić tak wysoką karę.

Do podpalenia komisariatu przyznali się także trzej inni mężczyźni. Swoje wyroki usłyszą w późniejszych terminach. W trakcie zamieszek Robinson podpalił koktajl Mołotowa, który inna osoba rzuciła następnie w komisariat.

„Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział”

– Zdecydował się zrezygnować z pokojowego protestu, zamiast tego wybrał przemoc i zniszczenie – powiedział prokurator Anders Folk. Podpalenie – jak dodał – „przyczyniło się do powszechnego bezprawia w Minneapolis” i mogło doprowadzić do utraty przez kogoś życia.

Mauzy stoi na stanowisku, że 23-latek nie ponosi większej winny niż inni uczestnicy demonstracji. – Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział. (…) Wielu innych, znacznie bardziej winnych niż Robinson, nie zostało zidentyfikowanych – stwierdził.

Po zabójstwie Floyda pod koniec maja ubiegłego roku w amerykańskich miastach dochodziło do gwałtownych protestów, które po zmroku przeradzały się niekiedy w grabieże i starcia z policją. Jedne z największych miały miejsce w Minneapolis.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nakryli go inni policjanci? Ustalono, kto użył gazu wobec posłanki Magdaleny Biejat

To nieumundurowany funkcjonariusz pododdziału kontrterrorystycznego BOA użył gazu wobec posłanki Lewicy Magdaleny Biejat podczas listopadowej demonstracji w Warszawie. Jak dowiedział się reporter RMF FM, po blisko półrocznej kontroli udało się ustalić tożsamość tego policjanta. Wcześniej inni funkcjonariusze obecni na demonstracji twierdzili, że go nie rozpoznają.

Prowadzący postępowanie nie mają wątpliwości, że użycie miotacza gazu z bliskiej odległości w twarz kobiety, która nie stanowiła żadnego zagrożenia, a po prostu stała obok, jest złamaniem przepisów. Z ustaleń RMF FM wynika, że nie zapadła jeszcze decyzja o karze dyscyplinarnej dla funkcjonariusza, ma ona być jednak surowa. Policjant musi się też liczyć z odpowiedzialnością karną. Ma być zawiadomienie do prokuratury w jego sprawie za przekroczenie uprawnień.

Według informacji RMF FM, podczas kontroli policyjni antyterroryści, którzy byli na demonstracji, twierdzili, że nie rozpoznają człowieka z miotaczem gazu zarejestrowanego na filmie dostępnym w sieci. Mężczyzna miał na twarzy maseczkę. Ostatnio zdecydowano o uprzedzeniu funkcjonariuszy o odpowiedzialności za mówienie nieprawdy i dopiero wtedy rozpoznali swego kolegę. W tej sytuacji zasadne jest pytanie, czy i oni nie powinni mieć postępowań dyscyplinarnych za złamanie zasad etyki.

To, co trzymam na nagraniu, to jest moja legitymacja poselska, bo próbuję w tym momencie przeprowadzić interwencję poselską i wezwać policję do tego, żeby przestała używać przemocy wobec pokojowo demonstrujących osób, żeby przestała bić je pałkami i lać gazem na oślep po oczach i wylegitymowała się – mówiła posłanka Magdalena Biejat w listopadzie 2020 r., odnosząc się do nagrania dokumentującego incydent. W tym momencie, kiedy starałam się tę interwencję przeprowadzić, jeden z nieoznakowanych policjantów, policjantów w cywilu, strzelił mi gazem w oczy, po czym ukrył się za szpalerem umundurowanych już policjantów – tłumaczyła.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Na wyrok ws. zabójstwa George’a Floyda poczekamy dłużej

Na 25 czerwca przełożone zostało ogłoszenie wyroku na Dereka Chauvina, byłego policjanta z Minneapolis, uznanego za winnego zeszłorocznego zabójstwa Afroamerykanina George’a Floyda podczas próby zatrzymania. Kilka dni temu sędzia okręgowy hrabstwa Hennepin Peter Cahill informował, że wyrok zostanie ogłoszony 16 czerwca.

Policjantowi grożą długie lata więzienia

Nie wyjaśniono, dlaczego data ogłoszenia wyroku uległa zmianie, jednak rzecznik sądu w Hennepin Spenser Bickett powiedział, że wynika to z powodu konfliktu w harmonogramie pracy sądu. 45-letniemu Chauvinowi grozi do 40 lat więzienia za morderstwo drugiego stopnia, do 25 lat za morderstwo trzeciego stopnia i do 10 lat za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Floyd zmarł 25 maja 2020 roku. W trakcie aresztowania za użycie w sklepie 20-dolarowego fałszywego banknotu biały funkcjonariusz obezwładnił Afroamerykanina, który początkowo stawiał opór. Prokuratura oceniła, że przyciskał kolanem szyję leżącego na ziemi i skutego 46-letniego mężczyznę przez około 9 i pół minuty. Śmierć Floyda doprowadziła do masowych protestów w wielu miastach USA.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Obrońcy byłego policjanta wygłosili mowy końcowe ws. śmierci George’a Floyda

– Rozsądny policjant chce zapewnić bezpieczeństwo swoim kolegom – powiedział w mowie końcowej obrońca byłego policjanta Dereka Chauvina, oskarżonego o zabójstwo George’a Floyda. – George Floyd nie stanowił dla nikogo zagrożenia. Nie próbował nikogo skrzywdzić – przekonywał z kolei prokurator Steve Schleicher.

W procesie o zabójstwo George’a Floyda prawnicy obu stron wygłosili w poniedziałek mowy końcowe. Obrońca oskarżonego – byłego policjanta Dereka Chauvina – przypisywał mu rozsądne postępowanie. Prokurator zwrócił się do sędziów przysięgłych, by wierzyli własnym oczom.

W trakcie rozprawy niezależnie od zeznań świadków przedstawiano także nagrania wideo, obrazujące jak Chauvin uciskał kolanem skutego i leżącego na ziemi Afroamerykanina Floyda. Interpretacje tego wydarzenia w oczach świadków obrony i oskarżycieli były odmienne.

„Aktywny opór”

W mowie końcowej adwokat byłego funkcjonariusza z Minneapolis Eric Nelson twierdził, że jego klient, obezwładniając Floyda, postępował zgodnie z procedurą policyjną i działał rozsądnie.

– Wchodzi na scenę i widzi aktywny opór – mówił Nelson, odtwarzając nagranie zdarzeń z kamery Chauvina. Obrońca wyjaśniał, że policjant miał do dyspozycji metody, obejmujące kontrolowane obalenie i ściskanie szyi, aby obezwładnić podejrzanego, który nie stosował się do poleceń.

– Rozsądny policjant chce zapewnić bezpieczeństwo swoim kolegom – zauważył Nelson. Jego zdaniem kolejni przechodnie doprowadzili do chaosu, co usprawiedliwiało działania Chauvina przed i w czasie, gdy klęczał na szyi Floyda, aby dokonać aresztowania.

„Zbyt duża siła”

Prokuratorzy zarzucali w trakcie procesu, że policjant uciskał szyję Floyda przez ponad dziewięć minut, pomimo wielokrotnych skarg Afroamerykanina, że nie może oddychać, co doprowadziło do jego zgonu. Według obrońców Chauvina przyczyną śmierci Floyda było nadużywanie fentanylu i metamfetaminy, a także wcześniejsze problemy z sercem.

Nelson utrzymywał w swym wystąpieniu, że działania Chauvina były zgodne z metodami szkolenia i stanowiły uprawnione użycie siły. Z kolei zdaniem prokuratora Steve’a Schleichera Chauvin, nie zważając na konsekwencje, zabił Floyda.

– Siła była zbyt duża. Był skrępowany, leżąc na twardym chodniku – twierdził Schleicher, zaprzeczając jakoby policjant stosował się do wyuczonych metod.

„Uwierzcie swoim oczom”

– Mottem Departamentu Policji Minneapolis jest chronić z odwagą i służyć ze współczuciem. (…) George Floyd nie stanowił dla nikogo zagrożenia. Nie próbował nikogo skrzywdzić – tłumaczył oskarżyciel, zwracając uwagę, że przed sądem nie stanęła policja, lecz Chauvin.

Schleicher wzywał sędziów przysięgłych, aby pomyśleli o tym, co widzieli na nagraniach na wideo. – Uwierzcie swoim oczom. (…) To, co oskarżony zrobił George’owi Floydowi, go zabiło – twierdził prokurator.

Jak zaznaczył „Los Angeles Times”, werdykt jury musi być jednogłośny. Oznacza, że wystarczy, jeśli obrona wzbudzi wątpliwości w umyśle choćby jednego przysięgłego co do zasadności poszczególnych zarzutów. Sędziowie przysięgli rozpoczęli obrady jeszcze w poniedziałek.
Źródło info i foto: interia.pl