Łódź: Policjant zraniony nożem podczas interwencji. Padły strzały

Podczas interwencji na ulicy w Brzezinach w woj. łódzkim policjant postrzelił napastnika z nożem. W zdarzeniu ranny został również sam funkcjonariusz. Do ataku doszło w środę po godz. 18:00 – poinformowała rzeczniczka wojewódzkiej komendy policji w Łodzi Joanna Kącka.

Jak wyjaśniła Kącka, po godz. 18:00 z dyżurnym policji w brzezińskiej komendzie skontaktował się świadek, który miał widzieć, jak nieznany napastnik uderzył nożem mężczyznę.

W okolicy zdarzenia był patrol policji, który na ul. Staszica zauważył mężczyznę z plecakiem i nożem, który na widok funkcjonariuszy zaczął uciekać. Policjanci dogonili go w bramie, gdzie podjęli próbę zatrzymania napastnika. W trakcie tych czynności mężczyzna zranił jednego z policjantów. W kierunku agresora oddano strzały. Napastnik został ranny w nogę – zrelacjonowała rzeczniczka łódzkiej policji.

Zranionemu mężczyźnie udzielono pomocy medycznej. Jednocześnie do policji dotarł sygnał ze stacji ratownictwa medycznego, że w innym punkcie Brzezin medycy udzielili pomocy osobie zranionej nożem; prawdopodobnie to ofiara napastnika, który zaatakował później policjanta.

Mężczyzny nie udało się uratować. Informację o śmierci zaatakowanego mężczyzny potwierdził rzecznik wojewódzkiej straży pożarnej w Łodzi Jędrzej Pawlak. Nasze działania na miejscu zdarzenia ograniczyły się do zabezpieczenia lądowiska dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i wspomagania działań pogotowia. Na prośbę lekarza pogotowia strażacy udzielali też pomocy żonie zranionego mężczyzny. Niestety, mimo podjętych działań, nie udało się go uratować – powiedział Pawlak.

Postrzelonemu napastnikowi i zranionemu przez niego policjantowi udzielono pomocy medycznej. Życiu żadnego z nich nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe ustalenia ws. śmierci policjanta. Napastnik miał w samochodzie broń automatyczną

Policjant, który wczoraj w Raciborzu celował do napastnika z ulicy Chełmońskiego, oddał 4 strzały – to nieoficjalne ustalenia reporterów RMF FM. Sprawca został trafiony w nogi. Oprócz broni, z której strzelał do funkcjonariusza, w samochodzie miał też broń automatyczną. W jego mieszkaniu policja znalazła amunicję, materiały wybuchowe a także plantację marihuany.

Do tragedii doszło we wtorek w Raciborzu. Policjanci otrzymali dwa zgłoszenia. Pierwsze – około godz. 8 – dotyczyło mężczyzny, prowadzącego renault scenic, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Kierowca miał się zachowywać „nieracjonalnie”.

Drugie zgłoszenie – jak przekazała wczoraj rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara – dotyczyło człowieka, który podawał się za policjanta i próbował kontrolować samochody. Na pobliskim osiedlu mężczyzna miał podchodzić do kierowców i próbować z nimi rozmawiać.

Na miejsce udał się umundurowany patrol, w policyjnym radiowozie. Kiedy funkcjonariusze poprosili go o dokumenty, wyciągnął broń i strzelił w kierunku policjanta – opisywała Aleksandra Nowara. Funkcjonariusz doznał ciężkich obrażeń. Niestety, mimo reanimacji funkcjonariusza nie udało się uratować.

Sprawca został zatrzymany. Musiał sobie zdawać sprawę z tego, że strzela do funkcjonariusza.

Mężczyzna bezsprzecznie wiedział, do kogo strzela. Policjanci byli umundurowani, przyjechali dużym transporterem, oznakowanym radiowozem. Mężczyzna musiał wiedzieć, z kim ma do czynienia – zaznaczają policjanci.

Zastrzelony policjant to 43-letni Michał Kędzierski. W policji służył od 2011 r. Wcześniej był dziennikarzem lokalnych mediów.

Był zawsze otwarty na potrzeby innych, nigdy nie odmówił pomocy. Na zawsze pozostanie w naszych sercach jako ciepły, uśmiechnięty, życzliwy i uczynny kolega. Był znakomitym i pewnym towarzyszem na służbie. Zawsze pomocnym i gotowym poświęcić każdemu swój czas” – napisali policjanci.

Jak podał lokalny portal nowiny.pl, Michał Kędzierski był przez wiele lat jednym z głosów radia Vanessa, a później twarzą Raciborskiej Telewizji Kablowej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Racibórz: Policjant zastrzelony podczas interwencji. Sprawca zatrzymany

W Raciborzu na Śląsku podczas policyjnej interwencji śmiertelnie postrzelony został funkcjonariusz. Do tragicznego zdarzenia doszło w pobliżu jednej ze stacji benzynowych. Na miejscu pracują służby. Jak przekazała policja, mężczyzna, który strzelał do funkcjonariusza, był notowany za przestępstwa narkotykowe.

Do tragedii doszło przy ul. Chełmońskiego w Raciborzu. Chwilę wcześniej policjanci otrzymali dwa zgłoszenia. Pierwsze – około godz. 8 – dotyczyło mężczyzny, prowadzącego renault scenic, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. Kierowca miał się zachowywać „nieracjonalnie”.

Drugie zgłoszenie – jak przekazała dziennikarzom rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara – dotyczyło człowieka, który podawał się za policjanta i próbował kontrolować samochody. Na pobliskim osiedlu mężczyzna w polowym stroju policjanta miał podchodzić do kierowców i próbować z nimi rozmawiać.

Na miejsce udał się umundurowany patrol, w policyjnym radiowozie. Kiedy funkcjonariusze poprosili go o dokumenty, wyciągnął broń i strzelił w kierunku policjanta – opisuje Aleksandra Nowara. Funkcjonariusz doznał ciężkich obrażeń. Niestety, mimo reanimacji funkcjonariusza nie udało się uratować.

Sprawca został zatrzymany.

Według pierwszych ustaleń, kierowca samochodu renault scenic oddał do funkcjonariusza kilka strzałów.

W trakcie zajścia także policjanci użyli broni. Napastnik został postrzelony. Został przewieziony do szpitala. Obrażenia – jak informuje dziennikarz RMF FM Marcin Buczek – nie zagrażają życiu mężczyzny. Według nieoficjalnych informacji, zatrzymany został prawdopodobnie trafiony w udo. To 40-latek z rejonu Raciborza, notowany wcześniej za przestępstwa narkotykowe. Z naszych informacji wynika, że mężczyzna nie miał stałego zameldowania, niewykluczone, że niedawno wrócił z zagranicy.

Na razie nie wiadomo, kiedy 40-latek zostanie przesłuchany. O tym zdecydują lekarze.

Policjanci podejmujący interwencję wobec kierowcy byli umundurowani, na miejsce przyjechali oznakowanym radiowozem.

W rozmowie z dziennikarzami opisują, że zatrzymany mężczyzna miał ubiór łudząco przypominający policyjny mundur. Odzież została zabezpieczona, zostanie poddana oględzinom. Policja nie udziela na razie szczegółowych informacji na temat zastrzelonego policjanta. Wiadomo jedynie, że był doświadczonym funkcjonariuszem, z kilkunastoletnim stażem. Miał 42 lata.

Na miejscu trwają policyjne czynności z udziałem prokuratora, teren został zabezpieczony. Rodzina zmarłego policjanta oraz jego partner z patrolu będą objęci pomocą psychologiczną.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Podpalił komisariat w Minneapolis. 23-latek musi zapłacić 12 mln dolarów

Cztery lata więzienia i 12 milionów dolarów kary – tak brzmi wyrok, który usłyszał 23-latek skazany za podpalenie komisariatu w Minneapolis. Budynek stanął w ogniu w trakcie gwałtownych protestów po zabiciu w tym mieście przez policjanta Afroamerykanina George’a Floyda. Dylan Shakespeare Robinson przyznał się do winy w grudniu. Jego prawnik William Mauzy stwierdził, że „nie ma żadnych szans”, by 23-latek był w stanie zapłacić tak wysoką karę.

Do podpalenia komisariatu przyznali się także trzej inni mężczyźni. Swoje wyroki usłyszą w późniejszych terminach. W trakcie zamieszek Robinson podpalił koktajl Mołotowa, który inna osoba rzuciła następnie w komisariat.

„Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział”

– Zdecydował się zrezygnować z pokojowego protestu, zamiast tego wybrał przemoc i zniszczenie – powiedział prokurator Anders Folk. Podpalenie – jak dodał – „przyczyniło się do powszechnego bezprawia w Minneapolis” i mogło doprowadzić do utraty przez kogoś życia.

Mauzy stoi na stanowisku, że 23-latek nie ponosi większej winny niż inni uczestnicy demonstracji. – Dostał wyrok za tysiące osób, które brały w nich udział. (…) Wielu innych, znacznie bardziej winnych niż Robinson, nie zostało zidentyfikowanych – stwierdził.

Po zabójstwie Floyda pod koniec maja ubiegłego roku w amerykańskich miastach dochodziło do gwałtownych protestów, które po zmroku przeradzały się niekiedy w grabieże i starcia z policją. Jedne z największych miały miejsce w Minneapolis.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nakryli go inni policjanci? Ustalono, kto użył gazu wobec posłanki Magdaleny Biejat

To nieumundurowany funkcjonariusz pododdziału kontrterrorystycznego BOA użył gazu wobec posłanki Lewicy Magdaleny Biejat podczas listopadowej demonstracji w Warszawie. Jak dowiedział się reporter RMF FM, po blisko półrocznej kontroli udało się ustalić tożsamość tego policjanta. Wcześniej inni funkcjonariusze obecni na demonstracji twierdzili, że go nie rozpoznają.

Prowadzący postępowanie nie mają wątpliwości, że użycie miotacza gazu z bliskiej odległości w twarz kobiety, która nie stanowiła żadnego zagrożenia, a po prostu stała obok, jest złamaniem przepisów. Z ustaleń RMF FM wynika, że nie zapadła jeszcze decyzja o karze dyscyplinarnej dla funkcjonariusza, ma ona być jednak surowa. Policjant musi się też liczyć z odpowiedzialnością karną. Ma być zawiadomienie do prokuratury w jego sprawie za przekroczenie uprawnień.

Według informacji RMF FM, podczas kontroli policyjni antyterroryści, którzy byli na demonstracji, twierdzili, że nie rozpoznają człowieka z miotaczem gazu zarejestrowanego na filmie dostępnym w sieci. Mężczyzna miał na twarzy maseczkę. Ostatnio zdecydowano o uprzedzeniu funkcjonariuszy o odpowiedzialności za mówienie nieprawdy i dopiero wtedy rozpoznali swego kolegę. W tej sytuacji zasadne jest pytanie, czy i oni nie powinni mieć postępowań dyscyplinarnych za złamanie zasad etyki.

To, co trzymam na nagraniu, to jest moja legitymacja poselska, bo próbuję w tym momencie przeprowadzić interwencję poselską i wezwać policję do tego, żeby przestała używać przemocy wobec pokojowo demonstrujących osób, żeby przestała bić je pałkami i lać gazem na oślep po oczach i wylegitymowała się – mówiła posłanka Magdalena Biejat w listopadzie 2020 r., odnosząc się do nagrania dokumentującego incydent. W tym momencie, kiedy starałam się tę interwencję przeprowadzić, jeden z nieoznakowanych policjantów, policjantów w cywilu, strzelił mi gazem w oczy, po czym ukrył się za szpalerem umundurowanych już policjantów – tłumaczyła.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Na wyrok ws. zabójstwa George’a Floyda poczekamy dłużej

Na 25 czerwca przełożone zostało ogłoszenie wyroku na Dereka Chauvina, byłego policjanta z Minneapolis, uznanego za winnego zeszłorocznego zabójstwa Afroamerykanina George’a Floyda podczas próby zatrzymania. Kilka dni temu sędzia okręgowy hrabstwa Hennepin Peter Cahill informował, że wyrok zostanie ogłoszony 16 czerwca.

Policjantowi grożą długie lata więzienia

Nie wyjaśniono, dlaczego data ogłoszenia wyroku uległa zmianie, jednak rzecznik sądu w Hennepin Spenser Bickett powiedział, że wynika to z powodu konfliktu w harmonogramie pracy sądu. 45-letniemu Chauvinowi grozi do 40 lat więzienia za morderstwo drugiego stopnia, do 25 lat za morderstwo trzeciego stopnia i do 10 lat za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Floyd zmarł 25 maja 2020 roku. W trakcie aresztowania za użycie w sklepie 20-dolarowego fałszywego banknotu biały funkcjonariusz obezwładnił Afroamerykanina, który początkowo stawiał opór. Prokuratura oceniła, że przyciskał kolanem szyję leżącego na ziemi i skutego 46-letniego mężczyznę przez około 9 i pół minuty. Śmierć Floyda doprowadziła do masowych protestów w wielu miastach USA.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Obrońcy byłego policjanta wygłosili mowy końcowe ws. śmierci George’a Floyda

– Rozsądny policjant chce zapewnić bezpieczeństwo swoim kolegom – powiedział w mowie końcowej obrońca byłego policjanta Dereka Chauvina, oskarżonego o zabójstwo George’a Floyda. – George Floyd nie stanowił dla nikogo zagrożenia. Nie próbował nikogo skrzywdzić – przekonywał z kolei prokurator Steve Schleicher.

W procesie o zabójstwo George’a Floyda prawnicy obu stron wygłosili w poniedziałek mowy końcowe. Obrońca oskarżonego – byłego policjanta Dereka Chauvina – przypisywał mu rozsądne postępowanie. Prokurator zwrócił się do sędziów przysięgłych, by wierzyli własnym oczom.

W trakcie rozprawy niezależnie od zeznań świadków przedstawiano także nagrania wideo, obrazujące jak Chauvin uciskał kolanem skutego i leżącego na ziemi Afroamerykanina Floyda. Interpretacje tego wydarzenia w oczach świadków obrony i oskarżycieli były odmienne.

„Aktywny opór”

W mowie końcowej adwokat byłego funkcjonariusza z Minneapolis Eric Nelson twierdził, że jego klient, obezwładniając Floyda, postępował zgodnie z procedurą policyjną i działał rozsądnie.

– Wchodzi na scenę i widzi aktywny opór – mówił Nelson, odtwarzając nagranie zdarzeń z kamery Chauvina. Obrońca wyjaśniał, że policjant miał do dyspozycji metody, obejmujące kontrolowane obalenie i ściskanie szyi, aby obezwładnić podejrzanego, który nie stosował się do poleceń.

– Rozsądny policjant chce zapewnić bezpieczeństwo swoim kolegom – zauważył Nelson. Jego zdaniem kolejni przechodnie doprowadzili do chaosu, co usprawiedliwiało działania Chauvina przed i w czasie, gdy klęczał na szyi Floyda, aby dokonać aresztowania.

„Zbyt duża siła”

Prokuratorzy zarzucali w trakcie procesu, że policjant uciskał szyję Floyda przez ponad dziewięć minut, pomimo wielokrotnych skarg Afroamerykanina, że nie może oddychać, co doprowadziło do jego zgonu. Według obrońców Chauvina przyczyną śmierci Floyda było nadużywanie fentanylu i metamfetaminy, a także wcześniejsze problemy z sercem.

Nelson utrzymywał w swym wystąpieniu, że działania Chauvina były zgodne z metodami szkolenia i stanowiły uprawnione użycie siły. Z kolei zdaniem prokuratora Steve’a Schleichera Chauvin, nie zważając na konsekwencje, zabił Floyda.

– Siła była zbyt duża. Był skrępowany, leżąc na twardym chodniku – twierdził Schleicher, zaprzeczając jakoby policjant stosował się do wyuczonych metod.

„Uwierzcie swoim oczom”

– Mottem Departamentu Policji Minneapolis jest chronić z odwagą i służyć ze współczuciem. (…) George Floyd nie stanowił dla nikogo zagrożenia. Nie próbował nikogo skrzywdzić – tłumaczył oskarżyciel, zwracając uwagę, że przed sądem nie stanęła policja, lecz Chauvin.

Schleicher wzywał sędziów przysięgłych, aby pomyśleli o tym, co widzieli na nagraniach na wideo. – Uwierzcie swoim oczom. (…) To, co oskarżony zrobił George’owi Floydowi, go zabiło – twierdził prokurator.

Jak zaznaczył „Los Angeles Times”, werdykt jury musi być jednogłośny. Oznacza, że wystarczy, jeśli obrona wzbudzi wątpliwości w umyśle choćby jednego przysięgłego co do zasadności poszczególnych zarzutów. Sędziowie przysięgli rozpoczęli obrady jeszcze w poniedziałek.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjant napadł z bronią na firmę pożyczkową

Wszedł, pokazał kartkę z napisem: „To jest napad” i wyszedł ze zrabowaną gotówką. Sprawcę tego napadu na firmę pożyczkową w Singapurze zidentyfikowano i złapano w ciągu 5 godzin. Okazało się, że był nim 38-letni funkcjonariusz z policyjnych formacji pomocniczych AETOS. Grozi mu dożywocie oraz co najmniej sześć bardzo bolesnych uderzeń długą pałką w obnażone pośladki.

Do napadu na singapurską firmę udzielającą pożyczek doszło w poniedziałek po południu. Do jej siedziby wszedł mężczyzna i pokazał pracownikom kartkę z napisem: „To jest napad, nie krzycz. Mam w kieszeni broń. Włóż wszystkie pieniądze do torby”.

Ponieważ mężczyzna rzeczywiście miał broń, pracownicy bez oporów wydali mu pieniądze z kas, w sumie 24 tys. dolarów singapurskich (ok. 70 tys. zł). Sprawca włożył gotówkę do sportowej torby i spokojnie wyszedł. 

Policja zgłoszenie otrzymała o godz. 15:55 czasu lokalnego. W ciągu pięciu godzin zatrzymano podejrzanego. Zidentyfikowali go m.in. na podstawie nagrań kamer CCTV, zeznań pracowników obrabowanej placówki. Okazało się, że napadu dokonał 38-letni funkcjonariusz formacji policji AETOS.

Napad w trakcie służby

W ciągu pięciu godzin od napadu dokonano zatrzymania. – Biorąc pod uwagę ryzyko, że złodziej miał przy sobie broń palną, podkreślić trzeba, że aresztowania dokonano bez stwarzania zagrożenia dla osób postronnych – powiedział w środę podkomisarz singapurskiej policji How Kwang Kee, dyrektor Wydziału Śledczego ds. Kryminalnych.

Policja ustaliła, że sprawca przed rozpoczęciem służby pobrał rewolwer, ale zdjął mundur, po czym opuścił jednostkę i dokonał napadu. Po rabunku wrócił do jednostki i z powrotem założył mundur i pojechał radiowozem pełnić służbę w wyznaczonym miejscu.

Dochodzenie wykazało, że mężczyzna zdeponował część skradzionych pieniędzy na koncie bankowym 34-letniej przyjaciółki. Resztę przelał na kilka różnych kont, z których spłacał własne pożyczki zaciągane u lichwiarzy. 

Mężczyźnie grozi dożywocie oraz nie mniej niż sześć uderzeń długą pałką. W Singapurze stosowane są bowiem kary cielesne – więźnia przywiązuje się do drewnianej tablicy, a uderzenia wymierza z całej siły w obnażone pośladki. Ciosy przecinają skórę i sprawiają bardzo duży ból. 

Stosowanie kar cielesnych jest mocno krytykowane przez organizacje humanitarne. Głośna stała się dyskusja nad ich stosowaniem, kiedy w 1994 roku za sprawą Michaela Faya, amerykańskiego nastolatka skazanego na chłostę za kradzieże i zniszczenie 18 samochodów i własności publicznej.

O ułaskawienie Faya apelował Bill Clinton, ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych. Bezskutecznie, karę chłosty wykonano, choć zmniejszono liczbę uderzeń – z sześciu do czterech. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Są wnioski o areszt dla policjantów ws. śmierci 30-latka z Piątku

Wnioski o areszt dla 33-letniego policjanta i 35-letniej policjantki, którym postawiono zarzuty związane ze śmiercią 30-letniego mieszkańca Piątku, skierowała do sądu Prokuratura Okręgowa w Łodzi – poinformował w piątek jej rzecznik prok. Krzysztof Kopania. Jak zaznaczył, decyzję o ewentualnym tymczasowym aresztowaniu dwojga podejrzanych na trzy miesiące sąd ma podjąć w sobotę.

– W ocenie Prokuratury Okręgowej w Łodzi zebrany materiał dowodowy dał podstawy do zarzucenia 33-letniemu funkcjonariuszowi policji przestępstwa przekroczenia uprawnień i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, następstwem którego była śmierć pokrzywdzonego, a także bezprawnego pozbawienia wolności 30-latka oraz naruszenia nietykalności cielesnej jego brata. Grozi mu za to kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności – podkreślił prok. Kopania.

Natomiast 35-letnia policjantka podejrzana jest o niedopełnienie obowiązków służbowych, narażenie pokrzywdzonych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także o poświadczenie nieprawdy w notatniku służbowym i poplecznictwo.

– W jej przypadku można mówić o grożącej karze pozbawienia wolności w wymiarze do lat 5. Z uwagi na dobro postępowania nie jest możliwe przekazanie bliższych informacji, co do treści złożonych przez podejrzanych wyjaśnień – powiedział PAP rzecznik łódzkiej prokuratury.

Tragiczny skutek policyjnej interwencji

Dwoje policjantów zatrzymano w piątek do dyspozycji prokuratury w związku ze śmiercią 30-latka, którego zwłoki odnaleziono w sobotę w lesie koło tej miejscowości. Według relacji Kopani, przeprowadzona sekcja wykazała, iż prawdopodobną przyczyną jego zgonu były rozległe obrażenia wewnętrzne, które mogły zostać spowodowane działaniem innych osób.

Jak przekazał st. asp. Mariusz Kowalski z Komendy Powiatowej Policji w Łęczycy, 2 kwietnia około godz. 23 dwoje policjantów z posterunku w Piątku prowadziło interwencję w mieszkaniu, w którym 30-latek mieszkał z bratem i matką. Dotyczyła ona zgłoszenia przemocy domowej.

– Kobieta prosiła o pomoc w związku z awanturą wszczętą przez jej znajdującego się pod wpływem alkoholu 30-letniego syna. Rodzina była już wcześniej objęta procedurą niebieskiej karty. W ciągu ostatnich dwóch lat było tam kilkanaście interwencji – wyjaśnił.

Kowalski wskazał, że łęczycka policja, ustalając w początkowej fazie przyczyny zgonu 30-latka, którego ciało odnaleziono następnego dnia, powiadomiła prokuraturę o okolicznościach, które ujawniła. – Nikt wcześniej, w tym rodzina, nie składał żadnego zawiadomienia w sprawie działań funkcjonariuszy – dodał.

W związku z toczącym się postępowaniem wobec 33-letniego funkcjonariusza z 13-letnim stażem służby i 35-letniej policjantki z 9-letnim stażem służby komendant powiatowy w Łęczycy podjął decyzję o zawieszeniu w czynnościach służbowych. Wszczęte zostały także postępowania dyscyplinarne i administracyjne zmierzające do wydalenia ich ze służby.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: W sądzie pokazano nagrania z dnia śmierci George’a Floyda

Podczas kolejnego dnia procesu przeciw byłemu policjantowi Derekowi Chauvinowi, oskarżonemu o zabicie Afroamerykanina George’a Floyda, pokazano nagrania z kamer funkcjonariuszy. Słychać na nich między innymi, jak Floyd powtarza, że nie może oddychać, oraz mówi, że zrobi wszystko, co każą mu policjanci.

George Floyd zmarł po policyjnej interwencji 25 maja 2020 roku. Podduszany przez funkcjonariusza Afroamerykanin twierdził, że nie może oddychać. Nagrania wideo pokazujące, że Floyd był skuty kajdankami i trzymany twarzą w dół na asfalcie, a Derek Chauvin przyciskał jego szyję przez około dziewięć minut, doprowadziły do protestów przeciwko nierówności rasowej i brutalności policji w Stanach Zjednoczonych.

„Gdybym nie wziął banknotu, można by było tego uniknąć”

Na jednym z nagrań zaprezentowanych w środę podczas procesu Chauvina widać, jak policjanci usiłują wepchnąć opierającego się mężczyznę do radiowozu. Składający zeznania świadek wydarzenia Charles McMillian szlochając powiedział, że czuł się „bezradny”. Wołał w kierunku Floyda, że „nie może wygrać”, wzywając do przestrzegania poleceń funkcjonariuszy. – Sam miałem interakcję z policją i rozumiem, że kiedy już założą ci kajdanki, nie możesz wygrać, jesteś przegrany – wyjaśniał.

Jak dodał, widząc, jak Chauvin wciska kolano w szyję Floyda, słyszał go błagającego: „Nie mogę oddychać”, „mama” i „zabijasz mnie”.

Christopher Martin, pracujący w sklepie Cup Foods, zeznał, że Floyd chciał w nim płacić przy użyciu fałszywej 20-dolarówki. Jak powiedział, domyślał się tego, ale ostatecznie przyjął banknot, bo „widział, że mężczyzna wyglądał, jakby był oszołomiony, pod wpływem jakiejś substancji”. Inny pracownik sklepu wezwał policję.

Martin opisywał też przebieg aresztowania Floyda. Wyznał, że ogarnęło go uczucie „niedowierzania i poczucia winy”. – Gdybym po prostu nie wziął banknotu, można by było tego uniknąć – przypuszczał i dodał, że Floyd „mógł nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że pieniądze były fałszywe”.

„Mam klaustrofobię. Mam stany niepokoju”

Prokuratorzy odtworzyli też nagrania z kamery policjanta. Podszedł on do SUV-a Floyda, wyciągnął broń, kazał mu położyć ręce na kierownicy i wysiąść z samochodu.

Floyd przepraszał, błagał policjanta, by nie strzelał, dodając, że niedawno zmarła jego matka. Początkowo wydawało się, jakby stawiał opór, ale w ciągu około dwóch minut został skuty kajdankami. Mówił też policjantom, że nie stawia oporu i „zrobi wszystko, co mu każą”. Zaprzeczał, jakoby był pod wpływem (środków odurzających) – opisują media.

– Mam klaustrofobię. Mam stany niepokoju – przekonywał, dodając, że „nie jest złym człowiekiem”.

Kiedy Chauvin uciskał mu szyję, powtarzał, że nie może oddychać. Thomas Lane, inny funkcjonariusz, uznał to za dowód, że Floyd nie ma problemów z mówieniem i radził, by głęboko oddychał. Inny policjant zauważył, że sporo mówi, na co „potrzeba bardzo dużo tlenu”. Floyd mówił też „mamo, kocham cię” oraz „powiedz moim dzieciom, że je kocham”.

Na nagraniu widać też osoby postronne, które przekonywały policjantów, aby „przestali przytrzymywać Floyda przy ziemi i sprawdzili jego puls”.

Prokuratorzy wezwali w środę porucznika Jamesa Rugela z jednostki ds. technologii policji w Minneapolis, by zaświadczył o autentyczności nagrań, które pokazują sceny śmierci Floyda, a także tych pochodzących z kamer noszonych przez policjantów.
Źródło info i foto: tvn24.pl