Kradli luksusowe samochody. Ogromna akcja policjantów

Podczas wspólnej akcji na terenie Wołomina policjanci z KPP Kraków wraz policjantami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, przy udziale Komendy Stołecznej Policji oraz funkcjonariuszy Straży Granicznej zatrzymali kolejnych członków zorganizowanej grupy przestępczej, (w tym jej lidera) trudniącej się kradzieżami luksusowych pojazdów oraz zlikwidowali samochodową „dziuplę”.

Sprawą zorganizowanej grupy przestępczej trudniącej się kradzieżami wysokiej klasy pojazdów na terenie województwa małopolskiego i innych województw, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Kraków-Prądnik Biały, zajmują się policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. Jej członkowie działali m.in. w okresie od sierpnia 2020 roku do stycznia 2021 roku. Kradli głównie ekskluzywne marki takie jak Audi, BMW, Jaguar, Land Rover i Porsche z ulic i posesji na terenie powiatu krakowskiego, jak i innych miejsc województwa małopolskiego oraz świętokrzyskiego. Kradzieży, dokonywali głównie metodą na tzw. walizkę, przechwytując sygnał nadawany z kluczyka właściciela pojazdu. Kradzione pojazdy sprzedawali albo na części, po rozbiórce ich w dziuplach, albo w całości do paserów.

W toku prowadzonego śledztwa, 17 grudnia 2020 roku, policjanci na gorącym uczynku usiłowania kradzieży BMW X5 o wartości 650 tysięcy złotych w Krakowie zatrzymali jednego z członków grupy – 44-latka z gminy Zielonki i jego wspólniczkę, o czym pisaliśmy tutaj: https://kpp-krakow.policja.gov.pl/kr2/aktualnosci/

Kolejne dynamiczne i skrupulatne działania śledczych w tej sprawie pozwoliły na zgromadzenie materiału dowodowego, który doprowadził ich do ustalenia „dziupli” i dwóch kolejnych członków samochodowego gangu, w tym ich lidera. Pierwszy z nich to 43-latek z powiatu wołomińskiego, drugi to 38-latek z powiatu krakowskiego.

6 października br. realizując postanowienie Prokuratury, policjanci z powiatu krakowskiego, przy wsparciu funkcjonariuszy z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością i biegłych z zakresu mechanoskopii Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie oraz policjantów z Wydziału do walki z Przestępczością Samochodową Komendy Stołecznej Policji i funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej w Hrebennem, weszli jednocześnie pod trzy ustalone adresy na terenie województwa mazowieckiego. Jeden z nich to siedziba firmy, zarządzanej przez 43-latka, gdzie znajdowała się „dziupla”, drugi to adres jego zamieszkania, a trzeci to prowadzony przez niego sklep. Na terenie firmy funkcjonariusze przeszukali pomieszczenia biurowe wraz z przynależnymi garażami, magazynami i parkingami.

Efektem wspólnej policyjnej akcji było zatrzymanie 43-latka i zabezpieczenie 5 samochodów oraz minikoparkę, z których trzy figurowały w policyjnej bazie jako ukradzione, a pochodzenie pozostałych zostanie zbadane.

Funkcjonariusze zabezpieczyli też szereg innych części i elementów samochodowych, mogących pochodzić z kradzionych pojazdów. Podczas przeszukania policjanci zabezpieczyli również kilkaset urządzeń elektronicznych wykorzystywanych przez złodziei do prowadzonej przez nich działalności przestępczej, w postaci zagłuszarki GPS, walizek służących do kradzieży pojazdów metodą bezkluczykową, emulatora kluczy, wykrywacza nadajników GPS, urządzenia do kopiowania sygnałów z kluczyków samochodowych. Policjanci znaleźli też podczas przeszukań poukrywaną w pomieszczeniach gotówkę w łącznej kwocie ponad 480 tysięcy złotych i 4,8 tysięcy euro, która zabezpieczyli na poczet przyszłych kar i roszczeń. W domu 43-latka stróże prawa natrafili tez na pistolet z magazynkiem i nabojami, który zabezpieczyli celem ustalenia, czy wymaga pozwolenia. W toku działań zabezpieczone zostały też inne dowody takie jak dokumentacja i nośniki danych. 43-latek trafił do policyjnej celi.

Obaj podejrzani, w tym 38-letni lider grupy, aktualnie odbywający karę pozbawienia wolności do innej sprawy za podobne przestępstwa, zostali doprowadzeni do prokuratury, gdzie starszy z nich usłyszał 23 zarzuty, a młodszy 28 zarzutów, dotyczących udziału w zorganizowanej grupie przestępczej trudniącej się kradzieżą pojazdów i wzięcia udziału wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, w tym z wcześniej zatrzymanym 44-latkiem z gminy Zielonek, w kradzieżach kilkudziesięciu pojazdów. 38-latek usłyszał też zarzut utworzenia i kierowania tą zorganizowaną grupą przestępczą, z kolei 43-latek jako członek grupy usłyszał zarzut zaopatrywania jej w sprzęt elektroniczny służący do nieautoryzowanego uruchamiania nowoczesnych samochodów i udzielania instrukcji co do ich użytkowania. Suma strat w wyniku działania sprawców obecnie wyniosła kilka milionów złotych.

Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Jeden z nich stanął przed sądem w ubiegły czwartek (07 października br.) , a drugi przedwczoraj. Za dokonane przestępstwa złodziejom grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Sprawa wciąż jest rozwojowa. Nie wykluczone, że podejrzani usłyszą kolejne zarzuty. Badana jest również skala przestępczego procederu i udział w niej innych osób.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kolejna akcja KAS. Prezes spółki handlującej obuwiem oskarżony o wyłudzenie 7 mln złotych

Prezes spółki handlującej butami w Wólce Kosowskiej został tymczasowo aresztowany w związku z zarzutami wyłudzenia siedmiu milionów złotych podatku VAT. Mężczyzna miał wystawiać nierzetelne faktury i na ich podstawie wyłudzać nienależny spółce podatek.

Interwencję przeprowadzili funkcjonariusze Działu Dochodzeniowo-Śledczego Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie wspólnie z policjantami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Zatrzymany to prezes spółki handlującej obuwiem w Wólce Kosowskiej.

– Mężczyzna jest podejrzany o popełnienie szeregu przestępstw karnych i karnych skarbowych. Nadzorujący śledztwo Prokurator Prokuratury Okręgowej w Radomiu przedstawił zatrzymanemu zarzuty wystawiania nierzetelnych faktur na łączną kwotę ponad siedmiu milionów złotych – poinformowała Justyna Pasieczyńska, rzeczniczka Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

Decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Funkcjonariusze przeszukali również pomieszczenia, w których prowadził działalność gospodarczą. W trakcie czynności służba skarbowa zabezpieczyła ponad ćwierć miliona złotych.

KAS zapowiada kolejne zatrzymania

Rzeczniczka IAS w Warszawie poinformowała, że było to już drugie zatrzymanie w toku tego postępowania. W połowie sierpnia zatrzymany został obywatel Wietnamu, prezes spółki handlującej ubraniami w Wólce Kosowskiej. Mężczyzna miał wystawiać nierzetelne faktury na kwotę 6,3 miliona złotych i na ich podstawie wyłudzać nienależny podatek VAT.

KAS podała, że w proceder uwikłanych jest pięć spółek z branży tekstylnej, a sprawa jest rozwojowa i planowane są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Aresztowani za napaść na policjantów

Za czynną napaść na policjantów odpowie trzech mieszkańców Lublina. Mężczyźni zaatakowali funkcjonariuszy, którzy zostali wezwani na interwencję. Sprawcy uderzali oraz szarpali wywiadowców. Byli nietrzeźwi. Wszyscy usłyszeli zarzuty. 26 i 31-latkowie zostali tymczasowo aresztowani. Wobec 35-latka sąd zastosował dozór Policji oraz poręczenie majątkowe w wysokości 30 tysięcy złotych. Zatrzymanym grozi do 10 lat więzienia.

W piątek, 20.08.2021 r., po południu, wywiadowcy z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie zostali wysłani na interwencję przy ulicy Lubartowskiej. Ze zgłoszenia wynikało, że w bramie doszło do bójki.

Policjanci na miejscu zastali trzech mężczyzn, których postanowili wylegitymować. Już na samym początku jeden z nich stał się bardzo agresywny i uderzył funkcjonariusza pięścią w klatkę piersiową. Za chwilę do ataku na mundurowych dołączyli dwaj kolejni mężczyźni. Sprawcy wyzywali, szarpali i uderzali policjantów. Na szczęście szybko zostali obezwładnieni.

Mieszkańcy Lublina w wieku 26, 31 i 35 lat trafili do policyjnej celi. Wszyscy byli nietrzeźwi. Jak się okazało, w przeszłości byli wielokrotnie notowani za rozboje, kradzieże, włamania, czy też niszczenie mienia.

Zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty czynnej napaści na policjantów. Na wniosek śledczych 26 i 31-latkowie trafili do tymczasowego aresztu na okres 3 miesięcy. Wobec 35-latka sąd zastosował dozór Policji oraz poręczenie majątkowe w wysokości 30 tysięcy złotych. Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Trwa obława na 54-letniego Jacka Jaworka. Ktoś go ukrywa?

Maciej Karczyński z niejednego pieca chleb jadł. Przez wiele lat był funkcjonariuszem policji, potem pełnił funkcję rzecznika ABW. W ostatnich latach zmienił jednak zupełnie profesję. Obecnie częściej widać go na sportowych arenach w roli prezesa Futsal Ekstraklasy. Mimo tego czasem wraca w roli eksperta do spraw kryminalnych. A za taką należy z pewnością uznać zabójstwo, do jakiego doszło w Borowcach koło Częstochowy. Gdzie zdaniem doświadczonego policjanta może przebywać poszukiwany Jacek Jaworek? Co policja i my sami możemy zrobić, by złapać domniemanego sprawcę mordu? Szczegóły na se.pl.

Jacek Jaworek jest poszukiwany przez policjantów na Śląsku. Mężczyzna jest podejrzany o dokonanie potrójnego morderstwa w Borowcach. Póki co nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa. Policja używa wszelkich możliwych technik, by złapać 52-latka. To jednak jak widać nie należy do zadań łatwych. Maciej Karczyński, były rzecznik ABW i funkcjonariusz policji podkreśla, że jeśli chodzi o wyjaśnienie całej sprawy, kluczowe mogą być zeznania jedynej osoby z rodziny, która ocalała. Chodzi o 13-letniego Gianniego, syna zamordowanego małżeństwa. – Można powiedzieć, że na początku wyglądało to na awanturę. Tak można to oceniać z perspektywy czasu. Kluczową osobą w tym momencie jest ten 13-letni chłopiec, który przeżył. To jest z pewnością najważniejszy świadek w tej sprawie. W najbliższym czasie, jeśli tylko pozwoli na to psycholog, zostanie przesłuchany. Oczywiście w obecności wspomnianego psychologa, takie są procedury – mówi w rozmowie z „SE” Karczyński.

Jacek Jaworek wciąż skutecznie unika policji. Jak udaje mi się uniknąć zasadzek? – Zastanawiające jest to, że sprawca tak długo się ukrywa. Być może był przygotowany na taką awanturę. Zazwyczaj tacy ludzie się szybko odnajdują. W tej sytuacji mogą być dwa wyjścia. Albo się przygotował i ma zaplanowaną drogę ucieczki oraz miejsce, gdzie się ukrywa. Mógł też popełnić samobójstwo. Ten czas, który upływa, wskazuje na te dwa rozwiązania. Możliwe również, że gdzieś jest i ktoś mu pomaga, nawet jeśli się nie przygotował. Może zna topografię lasu. Wie jak przeżyć z dnia na dzień i nie pokazuje się za często. Ale o takich scenariuszach mówimy raczej w przypadku osoby, która ma przeszłość kryminalną. Osoby, które zabijają w afekcie, pod wpływem alkoholu lub w wyniku niesnasek, nie są raczej przygotowane na takie samodzielne bytowanie. Tym bardziej, że opublikowano list gończy i taka osoba musi się liczyć z zatrzymaniem – zauważa Karczyński.
Źródło info i foto: se.pl

Zaginęła 14-letnia Amelia Niewińska

Amelia Niewińska z Białegostoku w sobotę opuściła miejsce zamieszkania i do tej pory nie nawiązała kontaktu z rodziną. Policja opublikowała zdjęcie 14-latki. Amelia Niewińska w sobotę 26 czerwca wyszła z domu i nie wróciła. Zaniepokojona rodzina 14-latki wezwała policję. Mieszkanki Białegostoku bliscy poszukują także za pośrednictwem grup na Facebooku.

14-letnia Amelia ma około 150 cm wzrostu, szczupłą budowę ciała i niebieskie oczy. „Włosy koloru kasztanowego długości do połowy łopatki, lekko kręcone, rozpuszczone” – czytamy na stronie KMP Białystok.

„W dniu zaginięcia 14-latka ubrana była w czarne długie spodnie typu jeans z dziurami na kolanach, koszulkę z długim rękawem koloru czarnego z rękawami typu siatka, koszulkę bez nadruków, buty koloru białego za kostki, czapkę z daszkiem koloru szarego i torbę damską na ramię koloru czarnego. 14-latka ma charakterystyczny mocny makijaż” – poinformowała policja na stronie internetowej.

Wszystkie osoby, które posiadają informację o miejscu pobytu zaginionej, proszone są o kontakt pod numerem telefonu 47 711 33 33 lub na numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano grupę oszustów działających metodą „na funkcjonariusza CBŚP”

Policjanci ze Śródmieścia we współpracy z policjantami z KWP we Wrocławiu oraz policjantami z Radomia i Płońska zatrzymali 5 osób podejrzanych o oszustwa metodą „na funkcjonariusza CBŚP”. Zarzuty dotyczą mienia znacznej wartości w wysokości 1,7 miliona złotych na szkodę jednej z firm oraz osób fizycznych. Śródmiejscy policjanci odzyskali część gotówki i zapobiegli wyprowadzeniu z konta pół miliona złotych. Wszystkim zatrzymanym w tej sprawie osobom grozi teraz do 10 lat pozbawienia wolności.

Na trop przestępców wpadli policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Jak tylko informacja o działającej na terenie Mazowsza zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej oszustw metodą „na policjanta CBŚP” trafiła do policjantów ze Śródmieścia, sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału do walki z przestępczością przeciwko mieniu oraz wydziału operacyjno-rozpoznawczego.

Ścisła współpraca pomiędzy dwiema kluczowymi w tej sprawie jednostkami Policji oraz Prokuraturą Rejonową dla Warszawy Śródmieścia Północ miała na celu skoordynowanie działań w taki sposób, aby skutecznie i w możliwie jak najkrótszym czasie uderzyć w przestępców. W ich „namierzeniu” i zatrzymaniu liczyła się każda chwila, bo wiadomo było, że jednym z pokrzywdzonych jest właściciel firmy, którego księgowa na wskazane przez oszustów numery kont bankowych dwa dni wcześniej przelała w sumie 1,5 miliona złotych.

Kobieta uwierzyła w historyjkę opowiedzianą przez mężczyznę podającego się za policjanta Centralnego Biura Śledczego Policji, mówiącą o rzekomych przestępcach chcących włamać się na firmowy rachunek, aby przejąć zgromadzone tam środki. Będąc przekonaną, że oddaje gotówkę w policyjny depozyt, krok po kroku, bez wiedzy „szefa” zrobiła wszystko to, co polecili jej oszuści.

Pierwsze trzy osoby zamieszane w ten proceder zostały zatrzymane przez śródmiejskich policjantów w odstępie zaledwie dwóch dni. To na ich konta trafiły wyłudzone z firmy pieniądze. Dwaj mężczyźni w wieku 33 i 38 lat wpadli podczas wypłacania gotówki z bankomatów. W samochodzie, którym poruszali się oszuści policjanci znaleźli w sumie ponad 157 tysięcy złotych. Pieniądze były dosłownie wszędzie, w podłokietniku, schowku pasażera, w „boczkach” drzwi, w saszetce jednego z podejrzanych, a nawet w pudełku po butach. Trzeci z mężczyzn, 52-latek, który był koordynatorem tego procederu, jak i ostatnia osoba w tej „układance”- 25-latek, zostali zatrzymani w wynajmowanych przez siebie mieszkaniach.

Policjanci ze Śródmieścia nie tylko zatrzymali czterech z pięciu podejrzanych w sprawie mężczyzn, ale wraz z policjantami ze stołecznego wydziału do walki z cyberprzestępczością zablokowali także na jednym z kont ponad pół miliona złotych, zapobiegając tym samym ich wypłaceniu przez oszustów.

Piątą osobę, 33-latka zamieszanego w ten przestępczy proceder, przy współpracy policjantów z Radomia i Płońska, w jednej z miejscowości na Mazowszu zatrzymali funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu.

Wiadomo już, że zatrzymane osoby działając wspólnie i w porozumieniu oszukały także starsze małżeństwo z Lublina, nakłaniając 83-latka do przekazania sobie wszystkich oszczędności życia, w sumie ponad 140 tysięcy złotych.

Na wniosek Prokuratury Rejonowej dla Warszawy Śródmieścia Północ, prowadzącej śledztwo w tej sprawie, decyzją sądu wszystkie zatrzymane w tej sprawie osoby zostały już tymczasowo aresztowane na 3 miesiące. Za te przestępstwa kodeks karny przewiduje do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Warszawa: Policjant uciekał przed tłumem koronasceptyków

Do sieci trafiło nagranie wideo z ostatniego „Marszu o Wolność” w Warszawie, zorganizowanego przez środowiska koronasceptyków i antyszczepionkowców. Widzimy na nim, jak rozwścieczona grupa osób goni jednego z policjantów. Wcześniej między policjantami, a tłumem doszło do ostrych przepychanek. Ostatecznie protest został uznany za nielegalny.

„Marsz o Wolność”, zorganizowany w ostatnią sobotę w stolicy przez środowiska koronasceptyków, antyszczepionkowców i wspierających ich polityków skrajnej prawicy, został rozwiązany przez policję ok. godz. 12.00. Komenda Stołeczna Policji na swoim profilu na Twitterze poinformowała, że w związku z otrzymaniem informacji od przedstawicieli stacji sanitarno-epidemiologicznej, że zachowania osób biorących udział w zgromadzeniu na Pl. Defilad prowadzą do zagrożenia dla zdrowia i życia ludzkiego, wystąpiła do przedstawiciela organu gminy o rozwiązanie zgromadzenia.

Większość z protestujących nie zasłaniała twarzy i ust. Według policji było to łącznie kilkaset osób. Niektórzy z uczestników manifestacji mieli ze sobą transparenty z napisami: „Fałszywa pandemia”, „Stop segregacji sanitarnej”, czy „Szczepionka Astra Zeneca – niebezpieczna”. Widać było też biało-czerwone flagi z przekreślonym napisem Covid-19 opatrzone napisem game over. Manifestacja z pl. Defilad miała przejść na Pole Mokotowskie, gdzie o godz. 13 zaplanowano tzw. piknik wolności.

Podczas protestu doszło do ostrych przepychanek uczestników marszu z policją. W sieci opublikowano liczne nagrania przedstawiające starcia koronasceptyków z mundurowymi. Na jednym z materiałów widzimy jednak niecodzienną scenę. W pewnym momencie wyraźnie przerażony funkcjonariusz ucieka przed rozwścieczoną grupą osób. W tyle słychać krzyki: „Co robisz pajacu j****y”, w*********j”. „To jest kompromitacja policji” – mówi w rozmowie z Onetem anonimowy policjant.

„W tego typu sytuacjach używa się pododdziałów zwartych, które w ramach procesu szkolenia są uczone szyków, komend, a wszystkie działania podejmuje się na rozkaz dowódcy. Ich zadaniem jest przejęcie dominacji nad tłumem. A tutaj widzimy jakiegoś samotnego gościa biegnącego z pałką szturmową, który lata między ludźmi i finał jest taki, że to ludzie go osaczyli i cud, że nie doszło tam do linczu” – przekonuje.

Anonimowy policjant tłumaczy, że tłum mógł zabrać policjantowi środki przymusu bezpośredniego, np. broń, a następnie jej użyć. „Zwłaszcza że taki tłum jest anonimowy i działa na bazie wysokich emocji. Dla mnie ta sytuacja to jest jakaś abstrakcja i nigdy nie powinna mieć miejsca. No ale widocznie taki mamy teraz poziom przygotowania policji do tego typu działań” – dodaje.

Sobotnie wydarzenia skomentował m.in. minister zdrowia Adam Niedzielski. „Oczywiście jest to skandaliczna sytuacja. Dzisiaj na Rządowym Zespole Zarządzania Kryzysowego rozmawialiśmy właśnie o stosowaniu polityki zero tolerancji dla takich sytuacji” – powiedział.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Chcieli złożyć wieniec przed pomnikiem smoleńskim. Szarpanina z policją i wojskiem

Trzy osoby w czerwonych strojach i maskach próbowały złożyć wieniec z szarfą „95 ofiarom Kaczyńskiego” przed pomnikiem smoleńskim na placu Piłsudskiego. Uniemożliwiała im to policja. W pewnym momencie doszło do krótkiej szarpaniny z policjantami i żołnierzami. Ostatecznie ci drudzy wynieśli wieniec.

Na Kontakt 24 dostaliśmy informację, że plac Piłsudskiego został zablokowany przez „setki policjantów”. Edyta Adamus z Komendy Stołecznej Policji wyjaśniła, że faktycznie są tam funkcjonariusze, którzy zabezpieczają uroczystość miesięcznicy smoleńskiej.

Na miejsce pojechał reporter tvnwarszawa.pl Mateusz Szmelter, który na placu Piłsudskiego zastał nie kilkuset, a kilkudziesięciu policjantów. Był też świadkiem incydentu. – Jest tu grupa trzech osób, przebranych w czerwone kostiumy i w maski, którzy próbują złożyć wieniec z napisem „95 ofiarom Kaczyńskiego” pod pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej. Uniemożliwia im to kordon policji. Doszło do szarpaniny z funkcjonariuszami – relacjonował Szmelter.

Wojsko odebrało wieniec

Grupa podjęła dwie próby złożenia wieńca, obie nieudane. – Byli niestrudzeni, próbowali podejść do pomnika z każdej strony. Najpierw starali się złożyć wieniec przed kordonem. Położyli go przed policjantami, ale przyszło wojsko i odebrało wieniec. Potem podjęli kolejną próbę – położyli wieniec przed kordonem i od razu na nim usiedli. Znowu przyszło wojsko. Doszło do szarpaniny z żołnierzami, którzy próbowali odebrać im ten wieniec i ostatecznie im się to udało – opisywał nasz reporter. – Przez megafon padły oskarżenia w kierunku żołnierzy, że kradną ich własność – dodał Szmelter.

Na nagraniu, które wykonał nasz reporter, słychać, jak jedna z osób próbujących złożyć wieniec mówi do policjantów osłaniających pomnik: „Czy to jest prywatny pomnik Kaczyńskiego? Czy można złożyć wieniec? Kto tu dowodzi?”.

Kiedy żołnierze odebrali im wieniec przez megafon popłynęły okrzyki: „złodzieje, przebierańcy w wojskowych mundurach, coraz więcej przebierańców, o oryginał coraz trudniej”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Fotoreporter postrzelony na Marszu. Policja mówi o „nieszczęśliwym wypadku”

Wydałem polecenie, by wydział kontroli zajął się sprawą zranienia fotoreportera na Marszu Niepodległości – napisał w oświadczeniu Komendant Stołeczny Policji nadinsp. Paweł Dobrodziej. Dodał, że broni gładkolufowej użyto wobec chuliganów, w przypadku fotoreportera był to „nieszczęśliwy wypadek”. Portal tysol.pl. poinformował w środę po Marszu Niepodległości, że fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry, „został postrzelony” podczas marszu.

„Według relacji Tomasza Gutrego (…) miał do niego strzelić z kilku metrów policjant. Gumowy pocisk utkwił w twarzy (…) fotoreportera” – pisał portal.

„Po ludzku jest mi bardzo przykro”

W nocy ze środy na czwartek Komendant Stołeczny Policji nadinspektor Paweł Dobrodziej wydał oświadczenie dotyczące użycia broni gładkolufowej wobec chuliganów w trakcie Marszu Niepodległości.

„Niestety bardzo poważnie wyglądają obrażenia, których doznał jeden z fotoreporterów. Po ludzku jest mi bardzo przykro. Liczę na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy dokładnie okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak wyjaśnimy każdą inną wątpliwość. Dlatego już wydałem polecanie, by sprawą tą zajął się Wydział Kontroli. Już teraz mogę jednak zapewnić, że broń gładkolufowa była użyta wobec chuliganów, a tu mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem” – napisał w oświadczeniu Komendant Stołeczny Policji.

Dobrodziej podkreśla w nim, że Święto Niepodległości jest wyjątkowym dniem dla każdego z nas.

„Dlatego też od wczesnych godzin porannych na ulicach Warszawy dbaliśmy o bezpieczeństwo każdej z osób, które chciały świętować. Świętowanie to było jednak utrudnione z powodu pandemii. Mieliśmy świadomość, że wszelkie wydarzenia będą wyglądać inaczej niż dotychczas. Chodzi zarówno o ich wielkość, jak i charakter. Niestety wśród osób, które wyszły na ulicę, znaleźli się także chuligani, którzy to świętowanie zniszczyli” – tłumaczy nadinspektor.

Brutalna agresja 

Jak wskazał, najbardziej dramatyczne były wydarzenia w okolicach Ronda de Gaulle’a.

„W tym przypadku mieliśmy do czynienia z brutalną agresją, która była ukierunkowana zarówno na mienie, jak i na policjantów. Przy tego typu działaniu niezbędne jest zdecydowanie. Stąd działania pododdziałów zwartych, ale i policjantów nieumundurowanych” – napisał.

Jak dodał, „wydarzenia te należy określić jako realne zagrożenie dla życia i zdrowia policjantów”.

„Obrażeń twarzoczaszki, pęknięcia oczodołu oraz urazu mięśnia lewego oka doznał w okolicach ronda jeden z interweniujący policjantów, który nadal przebywa w szpitalu. Nie może zatem dziwić, że w indywidualnych przypadkach policjanci użyli także broni gładkolufowej” – przekazał Dobrodziej.

Komendant Stołeczny Policji podkreślił, że „celem działań policjantów w pododdziałach zwartych jest przywrócenie ładu i porządku”.

„W centrum wydarzeń oprócz nas zawsze są dziennikarze, z którymi współpracujemy zapewniając im również bezpieczeństwo. W trakcie działań dynamicznych, gdy mamy liczne akty chuligańskie niestety może dojść do sytuacji, w której obrażeń doznają także osoby postronne. Nawet po użyciu środków przymusu bezpośredniego. Dlatego tak ważne jest, by miejsce naszych działań opuścić, z uwagi na swoje własne bezpieczeństwo” – napisał Dobrodziej w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji.

Poboży: zapewniamy o dogłębnym wyjaśnieniu całej sytuacji

Wiceszef MSWiA Błażej Poboży napisał na Twitterze, że „przy rondzie de Gaulle’a w miejscu największych zajść podczas „marszu” rannych zostało dwóch policjantów”. „Jeden ciężko uderzony kamieniem ma pękniętą twarzoczaszkę i był operowany” – napisał. Wcześniej, w środę, Poboży przekazał, że ws. rannego fotoreportera szef MSWiA Mariusz Kamiński rozmawiał z przewodniczącym „Solidarności” Piotrem Dudą, a wiceszef MSWiA Maciej Wąsik z red. nacz. „Tygodnika Solidarność”.

Jak dodał Poboży, „deklarujemy wszelką pomoc dla Pana Redaktora Gutrego i zapewniamy o dogłębnym wyjaśnieniu całej sytuacji, która nie powinna się wydarzyć”. Poboży, powołując się na szefa MSWiA, przekazał także, że w sprawie Gutrego wszczęte jest już postępowanie wyjaśniające przez policję. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań zaginionej kobiety

Współdziałanie służb dbających o bezpieczeństwo jest bardzo ważne, ale i niezbędne gdy zagrożone jest ludzkie zdrowie i życie. Przykładem takiej wzorowej współpracy różnych służb z powiatu zielonogórskiego były z pewnością poszukiwania zaginionej 44-latki prowadzone we wtorek (27 października br.) w okolicach Leśniowa Wielkiego. Dzięki połączeniu sił policjantów i strażaków zaginiona kobieta bezpiecznie powróciła do domu.

W miniony poniedziałek (26.10.2020 r.) po godzinie 20.00 dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze otrzymał informację z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego o zaginięciu 44-letniej kobiety. Z relacji dzwoniącego po pomoc młodego mężczyzny wynikało, że zaginęła jego mama, która kilka godzin wcześniej wybrała się na grzybobranie. Gdy po kilku godzinach nie wróciła, syn zaczął jej szukać. Niestety nie mógł nawiązać z nią kontaktu, ponieważ nie wzięła ze sobą telefonu. Po kilku godzinach bezskutecznych poszukiwań zadzwonił na numer alarmowy i prosił o pomoc policjantów. Zielonogórscy policjanci natychmiast podjęli działania.

Dyżurny komendy zmobilizował policjantów będących w służbie, a I Zastępca Komendanta Miejskiego w Zielonej Górze ogłosił alarm dla policjantów z Wydziału Kryminalnego i II komisariatu Policji. W poszukiwaniach brało udział kilkudziesięciu policjantów z komendy miejskiej, a także strażacy ochotnicy z Koźli, Nietkowa, Świdnicy, Leśniowa Wielkiego oraz Grupa Poszukiwawczo – Ratownicza OSP Jarogniewice, która miała do dyspozycji drona, jak również strażacy Państwowej Straży Pożarnej. Aby skuteczniej prowadzić działania, wytypowany rejon, w którym mogła znajdować się kobieta, został podzielony na sektory, w których działały poszczególne grupy poszukiwawcze złożone ze strażaków i policjantów. Liczyła się każda minuta, bo kobieta przebywała w lesie od kilku godzin, a ponadto robiło się coraz zimniej. Zaangażowanie i szybkość działania, a także sprawna koordynacja wspólnej akcji służb ratowniczych zaowocowały odnalezieniem kobiety po kilku godzinach od zgłoszenia. 44-latka została odnaleziona przez strażaków. Okazało się, że zabłądziła w lesie i nie mogła odnaleźć drogi. Sprawne działania służb ratowniczych spowodowały, że została odnaleziona i szczęśliwie wróciła do domu.

Sytuacje, w których trzeba ratować ludzkie zdrowie lub życie, są częste w pracy policjanta, ale chwile te należą do wyjątkowych i jednocześnie najbardziej satysfakcjonujących. Policjanci w takich sytuacjach czują ogromną presję, ale także radość i zadowolenie, że mogli pomóc człowiekowi w potrzebie. Zawsze po szczęśliwym zakończeniu akcji mają satysfakcję, że dzięki swojemu zaangażowaniu, profesjonalizmowi oraz szybkości działania, kolejny raz świetnie wykonali zadanie – uratowali ludzkie zdrowie, a może nawet życie.
Źródło info i foto: Policja.pl