Kolejna sprawa z Archiwum X. „To było zabójstwo”

​18 lat temu małżonkowie ze wsi Włocin Kolonia zginęli w pożarze samochodu. „Zdaniem śledczych z Archiwum X to było zabójstwo, małżeństwo zostało spalone żywcem” – powiedział rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Poznaniu mł. insp. Andrzej Borowiak. Do zdarzenia doszło 9 lutego 2004 r. na granicy województw łódzkiego i wielkopolskiego. Na leśnej drodze pomiędzy dwiema wsiami oddalonymi od siebie 6 km następnego dnia znaleziono wrak spalonego samochodu i ciała 48-letnich małżonków Haliny i Zdzisława Bachorów.

„Policjanci, którzy zajęli się sprawą ustalili, że był to producent palet i jego żona” – powiedział mł. insp. Andrzej Borowiak.

„Nigdy nie zapomnę tego widoku” – wyznał w rozmowie z PAP Wiesław Bachor, który wspólnie z rodziną musiał zidentyfikować ciała brata i jego żony.

Zdaniem śledczych sprzed 18 lat, miejsce zdarzenia nie było przypadkowe, ponieważ we wsi Włocin Kolonia (Łódzkie) mieszkali zmarli z trojgiem dzieci w wieku 17, 22 i 23 lat, natomiast w Jamnicach (Wielkopolskie) – brat p. Zdzisława ze swoją rodziną. Tą trasą – na skróty – mężczyźni jeździli do siebie w odwiedziny.

Stwierdzono, że para wyjechała z domu, żeby odwiedzić rodzinę w Jamnicach. Prokurator z Kalisza umorzył postępowanie, dowodząc, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jego zdaniem, podczas jazdy doszło do wybuchu pożaru ze względu na zaprószenie ognia przez niedopałek papierosa. Małżonkowie mieli być pod wpływem alkoholu i przewozić ze sobą dużą ilość bimbru.

W tę wersję od początku nie uwierzyli p. Wiesław z rodziną oraz mieszkańcy dwóch wiosek. Mój brat nigdy nie przyjechałby do mnie bez zapowiedzi, a ja nic nie wiedziałem, żeby tego dnia wieczorem wybierał się do mnie. Po drugie, on nie usiadłby za kierownicą pod wpływem alkoholu, a gdyby miał coś przywieźć w gości, to byłaby to jedna butelka – powiedział mężczyzna, który nie jest osamotniony w swoich przemyśleniach. Zdaniem mieszkańców, śledczy zlekceważyli wówczas wiele dowodów. Nie sprawdzono, czyje ślady były na śniegu koło samochodu – wskazali ludzie, do których dotarła PAP.

Dodali, że zmarła kobieta w chwili śmierci ubrana była w domową podomkę. Kto w takim stroju jeździ w gości – dziwili się. Nie chcieli wypowiadać się oficjalnie „ze strachu przed zemstą; boimy się, mordercy nadal są na wolności” – wyjaśnili. O zmarłych powiedzieli, że „to porządni, dobrzy i pracowici ludzie byli”.

W 2018 r. sprawą zainteresowali się policjanci z poznańskiego Archiwum X. Przeanalizowali akta i drobiazgowo zapoznali się z opiniami biegłych. Przyjęli wersję, że ktoś mógł mieć motyw, żeby zamordować małżonków – powiedział oficer prasowy.

W sprawie wypowiedziało się łącznie trzech biegłych sądowych z zakresu pożarnictwa. Dwie najwcześniej wykonane opinie wykluczały się wzajemnie; zdaniem pierwszej mogło dojść do zaprószenia ogniem w samochodzie, druga tę możliwość wykluczała.

Dlatego zlecono wykonanie trzeciej opinii. St. bryg. mgr inż. Tomasz Wiśniewski ze Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu wydał opinię liczącą 90 stron. Stwierdził, że do pożaru nie przyczynił się niedopałek papierosa lub zapalona zapałka; pożar był krótki, gwałtowny i został wywołany, a stopień destrukcji ciał nie koresponduje z rzeczywistym przebiegiem pożaru pojazdu.

Podpalacze sięgając po proste techniki używają środków ulegających często całkowitemu zniszczeniu, które nie pozostawiają charakterystycznych śladów. W ten sposób zacierają swoje działanie, co uniemożliwia przeprowadzenia badań laboratoryjnych w celu ustalenia przyczyn pożaru – ocenił biegły z 20-letnim stażem pracy.

Andrzej Borowiak dodał, że „biegli nie stwierdzili żadnych uszkodzeń albo zwarcia instalacji elektrycznej, które mogły spowodować pożar. Doszli do zaskakujących wniosków, że szyby auta były opuszczone a pożar wybuchł w przedniej części kabiny. Stwierdzili, że do podpalenia mogła być użyta substancja łatwopalna” – powiedział Andrzej Borowiak.

Ustalono również, że jedna z ofiar w chwili pożaru jeszcze żyła; para nie była pod wpływem alkoholu.

W zawiadomieniu do Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. z 2018 r. funkcjonariusze Archiwum X wytypowali podejrzanych o morderstwo. Jedna z osób usłyszała zarzuty.

Zdaniem śledczych z Poznania, nieprzytomni małżonkowie zostali wywiezieni samochodem do lasu. Tam zostali przesadzeni na miejsce kierowcy i pasażera a następnie oblani dużą ilością alkoholu etylowego. Doznali oparzeń IV stopnia, co skutkowało śmiercią.

Sprawę jednak umorzono, ponieważ postępowanie nie dostarczyło podstaw do wniesienia aktu oskarżenia.

Śledczy nie rezygnują z wyjaśnienia sprawy i apelują do osób, które mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie, o kontakt e-mail archiwum.x@po.policja.gov.pl lub pod nr tel. 572 900 236.

Chciałbym bardzo, żeby śmierć mojego brata i jego żony zostały pomszczone, żeby mordercy odpowiedzieli za to, co zrobili – powiedział Wiesław Bachor.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczęśliwy finał poszukiwań turystów

Monieccy policjanci wspólnie ze strażakami odnaleźli 33-latkę i 34-latka, którzy z dwójką małych dzieci nie mogli wrócić ze szlaku w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Monieccy policjanci ze strażakami pomogli turystom z Gdańska, którzy z dwójką małych dzieci nie mogli wrócić z Biebrzańskiego Parku Narodowego. Tuż po godzinie 19.00 dyżurny monieckiej komendy otrzymał zgłoszenie o turystach, którzy pilnie potrzebują pomocy. Zgłaszający powiedział, że po przebyciu pewnego odcinka czerwonego szlaku prowadzącego do miejscowości Gugny, stał się on praktycznie nie do przejścia. Turysta w rozmowie z policjantami powiedział, że są na mokradłach w rejonie palu szlakowego z numerem 17. Z uwagi na szybko zapadający zmrok i bardzo trudne warunki terenowe oraz brak możliwości dojechania na miejsce radiowozem, policjanci ze strażakami ruszyli pieszo na pomoc. Po przejściu kilku kilometrów bagnistym terenem 33-latka, 34-latek oraz ich małe dzieci w wieku 2 i 7 lat zostali odnalezieni. Byli zmęczeni, ale cali i zdrowi wrócili bezpiecznie do pensjonatu.
Źródło info i foto: Policja.pl

5 lat kolonii karnej dla dziennikarki TVP na Białorusi

Sąd w Homlu na Białorusi skazał dziennikarkę TVP Irynę Słaunikawą na pięć lat kolonii karnej za rzekomą „organizację protestów”, a także „kierowanie ugrupowaniem ekstremistycznym”. Mateusz Morawiecki decyzję białoruskiego sądu nazwał „absolutnym skandalem, pogwałceniem wszelkich norm cywilizacyjnych, praw człowieka i standardów dziennikarskich”. Polecił też MSZ „podjęcie zdecydowanych i stanowczych kroków”.

Iryna Słaunikawa była w centrum wydarzeń, wykonując obowiązki dziennikarskie podczas protestów społecznych w Białorusi w 2020 roku. Została ona aresztowana razem z mężem w październiku zeszłego roku na lotnisku w Mińsku. Oboje zostali wówczas skazani na 15 dni aresztu za zamieszczanie „treści ekstremistycznych” na Facebooku. Choć, jak podkreśla Biełsat, „pochodziły one z czasów, kiedy w Białorusi nie uznawano jeszcze tej stacji i nadawanych przez nią treści za ekstremistyczne”.

Po odbyciu 15 dni kary Słaunikawa nie została zwolniona, ale usłyszała zarzuty karne. Proces w Homlu odbywał się jednak za zamkniętymi drzwiami. – Iryna (…) wie, że nie ma za co się usprawiedliwiać, że jest niewinna i że gdyby był to otwarty proces, nikt nie miałby wątpliwości co do tego, że zarzuty są pozbawione podstaw. Dlatego uważa, że właśnie po to proces utajniono i że nie mogło być innych przyczyn – powiedział ojciec dziennikarki.

Ostatecznie w środę wydano wyrok. Irynę Słaunikawą skazano na pięć lat kolonii karnej za rzekome „organizację protestów” oraz „kierowanie ugrupowaniem ekstremistycznym”. W przeszłości dziennikarka pracowała dla Biełsatu, a obecnie jest etatową pracowniczką TVP.

Premier Mateusz Morawiecki decyzję białoruskiego sądu nazwał „absolutnym skandalem, pogwałceniem wszelkich norm cywilizacyjnych, praw człowieka i standardów dziennikarskich”. Polecił też MSZ „podjęcie zdecydowanych i stanowczych kroków”.

„Wolność prasy, słowa i nieskrępowane prawo do wyrażania własnych opinii to fundamenty demokracji.

Skazanie przez reżim Łukaszenki dziennikarki Iryny Słaunikawej na 5 lat kolonii karnej jest absolutnym skandalem, pogwałceniem wszelkich norm cywilizacyjnych, praw człowieka i standardów dziennikarskich. Ten nieakceptowalny wyrok spotka się z natychmiastową, stanowczą reakcją Polski na szczeblu międzynarodowym.

Poleciłem MSZ podjęcie zdecydowanych i stanowczych kroków” – napisał szef rządu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowy dopalacz zalewa polski, czarny rynek

Główny Inspektorat Sanitarny alarmuje: od kilku miesięcy obserwuje się wzrost identyfikacji na polskim rynku silnie uzależniającej substancji o nazwie α-PHiP (α-pirolidynoizoheksanofenon). Jej zażywanie to zagrożenie dla zdrowia i życia. 

Związek α-PHiP (α-pirolidynoizoheksanofenon) to dopalacz, spotykany także pod nazwami α-PiHP, 4-Me-PVP, 4’M-PVP, „Funky”, „A-PiHP”. Ten syntetyczny katynon jest sklasyfikowany jako nowa substancja psychoaktywna i zawarty w załączniku do rozporządzenia Ministra Zdrowia z 17 sierpnia 2018 r. w sprawie wykazu substancji psychotropowych, środków odurzających oraz nowych substancji psychoaktywnych. Substancja stosowana samodzielnie, jak i w skojarzeniu z innymi substancjami, α-PHiP była przyczyną poważnych zatruć, a nawet zgonów. Jak podaje GIS, nowa substancja psychoaktywna zwykle ma postać proszku lub kryształów.

Główny Inspektor Sanitarny przypomina w komunikacie o niebezpieczeństwie związanym z użyciem nowych narkotyków, zwanych popularnie dopalaczami. Takie produkty są oferowane w postaci m.in. proszku, kryształów, znaczków, tabletek lub liquidów do palenia. Nie posiadają gwarancji składu i ilości substancji czynnej, a co istotne, mogą zawierać niezadeklarowane i niebezpieczne zanieczyszczenia, które zwiększają ryzyko wystąpienia poważnych zatruć, a nawet zgonów. GIS alarmuje, że zażywanie ich to narażanie się na utratę zdrowia lub życia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Prawie 20 tys. interwencji policji w sylwestra

W ciągu minionej doby funkcjonariusze policji interweniowali 19 904 razy. Zatrzymali 407 sprawców przestępstw, wśród nich 156 pijanych kierowców. Na drogach zginęło 8 osób, a 56 zostało rannych. W Warszawie w trzech miejscach fajerwerki wywołały pożary. Blisko 20 tysięcy razy interweniowali funkcjonariusze Policji ostatniego dnia starego roku. Mundurowi kontrolowali i wyjaśniali 19904 zdarzenia na terenie całego kraju. Zatrzymali 407 sprawców przestępstw – podaje Antoni Rzeczkowski z biura prasowego Komendy Głównej Policji: „Głównie były to interwencje wobec osób nietrzeźwych, które spożyły za dużo alkoholu. Pracowaliśmy też na drogach, łącznie w ręce policjantów wpadło 156 nietrzeźwych kierowców. Na drogach doszło do 55 wypadków, w których zginęło 8 osób, a 56 zostało rannych” – wyliczył podkomisarz.

Straż pożarna poinformowała, że sylwestrowa noc była stosunkowo spokojna jeśli chodzi o liczbę interwencji. Strażacy między godziną 20 a 5 rano wyjeżdżali w sumie 1001 razy, w tym do 610 pożarów, 245 tak zwanych miejscowych zagrożeń i 146 fałszywych alarmów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dwóch zatrzymanych za napaść na policjantów

Sąd aresztował dwóch mężczyzn w wieku 50 i 28 lat, którzy usłyszeli zarzuty czynnej napaści na policjanta, naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia funkcjonariuszy podczas i w związku z wykonywaniem przez nich obowiązków służbowych oraz pobicia i uszkodzenia ciała mieszkańców powiatu żarskiego. Podejrzanym może grozić do 10 lat pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek (27 grudnia) wieczorem. Do żarskiej komendy zgłosiły się osoby, które poinformowały dyżurnego, że były świadkami bójki dwóch mężczyzn na ulicy. We wskazany rejon natychmiast pojechali funkcjonariusze. Po przybyciu na miejsce jeden z policjantów zauważył dwóch mężczyzn, którzy na widok radiowozu zaczęli uciekać do pobliskiego budynku. Funkcjonariusz natychmiast wysiadł z samochodu i pobiegł za nimi. Mężczyźni nie reagowali na okrzyki „stać Policja”, a następnie przytrzymywali drzwi wejściowe do klatki schodowej i nie wykonywali poleceń funkcjonariusza. W związku z tym policjant otworzył je siłą. Po wejściu do budynku mężczyźni swoją agresję skierowali wobec funkcjonariusza oraz dwóch policjantek, które przybyły na miejsce.

Agresorzy znieważali policjantów i zadawali im ciosy rękoma, naruszając w ten sposób ich nietykalność cielesną i zmuszając do odstąpienia od czynności. Po krótkiej chwili młodszy mężczyzna uciekł do mieszkania, w którym się zamknął. Starszy natomiast szarpał policjanta, a następnie zepchnął go ze schodów w wyniku czego funkcjonariusz doznał urazu nogi. Na miejsce interwencji ze wsparciem przybyły inne patrole z żarskiej komendy. W wyniku podjętych działań dwaj agresorzy zostali obezwładnieni i zatrzymani. Jak się okazało zarówno 50-latek jak i 28-latek byli nietrzeźwi – mieli ponad promil alkoholu w organizmie. Podczas czynności policjanci ustalili, że podejrzani wcześniej zaczepili przypadkowego mężczyznę, używając wobec niego przemocy fizycznej. To nie koniec agresywnego zachowania zatrzymanych. Na Szpitalny Oddział Ratunkowy z obrażeniami głowy trafił również mężczyzna, który miał być pobity przez podejrzanych przy użyciu cegłówki oraz pięści, w wyniku czego odniósł obrażenia w postaci licznych złamań kości twarzy.

Zarówno 50-latek, jak i 28-latek usłyszeli prokuratorskie zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza, znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej policjantów podczas i w związku z wykonywaniem przez nich obowiązków służbowych, zmuszania do odstapienia od czynności, a także pobicia i uszkodzenia ciała dwóch mieszkańców powiatu żarskiego. W środę (29 grudnia) Sąd Rejonowy w Żarach na posiedzeniu aresztowym przychylił się do wniosku prokuratury i aresztował mężczyzn na trzy miesięce. Na zaostrzenie kary niewątpliwie wpłynie fakt, że czyny mężczczyzn miały charakter chuligański, za co może im grozić do 10 lat pozbawienia wolności.

Nie ma społecznego i prawnego przyzwolenia na zachowanie zagrażające zdrowiu i życiu funkcjonariuszy, którzy wykonują obowiązki służbowe i chronią obywateli!
Źródło info i foto: Policja.pl

Policja z Warszawy szuka tych osób

W piątek 10 grudnia doszło do włamania do sklepu przy ulicy Starowiślanej w Warszawie. Sprawą zajmują się policjanci z Białołęki. Mundurowi opublikowali zdjęcia mężczyzn, którzy są podejrzani w tej sprawie. Policjanci przekazali, że 10 grudnia nieznani sprawy obrabowali sklep zlokalizowany przy ul. Starowiślanej w Warszawie.

Łupem złodziei padły: markowy alkohol, wyroby tytoniowe, spożywcze oraz kosmetyczne. Łącznie sklep jest stratny na 15 600 zł. Policja opublikowała zdjęcia mężczyzn, którzy mają związek z tą kradzieżą. Opisano również ich wygląd. Jeden z nich ma około 175 cm wzrostu. W dniu przestępstwa ubrany był w niebieską kurtkę z kapturem, ciemne spodnie i buty. Na głowie miał założoną czarną czapkę. Na twarzy natomiast miał zaciągnięty niebieski komin. Oprócz tego na rękach miał szare rękawiczki. Do sklepu wszedł z dużą szarą torbą.

Drugi z podejrzanych także ma około 175 cm wzrostu. Ubrany był w czarną kurtkę z kapturem, czarne spodnie oraz ciemne buty. Na głowie miał ciemną czapkę z daszkiem, a na twarzy czarny komin. On także miał szare rękawiczki i dużą torbę w tym kolorze.

„Jeśli masz jakiekolwiek informacje na ich temat, skontaktuj się z policjantami prowadzącymi tę sprawę w siedzibie jednostki przy ul. Myśliborskiej 65 lub pod numerem tel. 47 723 52 14, 47 723 52 19 powołując się na numer l.dz. KP-D-II 7450/21” – przekazano w komunikacie służb.

Oprócz tego informacje można przekazywać za pomocą poczty elektronicznej. Adres to: kp-bialoleka.wk@ksp.policja.gov.pl. Policja przekazała również, że gwarantuje anonimowość.
Źródło info i foto: wp.pl

Kradli luksusowe samochody. Ogromna akcja policjantów

Podczas wspólnej akcji na terenie Wołomina policjanci z KPP Kraków wraz policjantami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, przy udziale Komendy Stołecznej Policji oraz funkcjonariuszy Straży Granicznej zatrzymali kolejnych członków zorganizowanej grupy przestępczej, (w tym jej lidera) trudniącej się kradzieżami luksusowych pojazdów oraz zlikwidowali samochodową „dziuplę”.

Sprawą zorganizowanej grupy przestępczej trudniącej się kradzieżami wysokiej klasy pojazdów na terenie województwa małopolskiego i innych województw, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Kraków-Prądnik Biały, zajmują się policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. Jej członkowie działali m.in. w okresie od sierpnia 2020 roku do stycznia 2021 roku. Kradli głównie ekskluzywne marki takie jak Audi, BMW, Jaguar, Land Rover i Porsche z ulic i posesji na terenie powiatu krakowskiego, jak i innych miejsc województwa małopolskiego oraz świętokrzyskiego. Kradzieży, dokonywali głównie metodą na tzw. walizkę, przechwytując sygnał nadawany z kluczyka właściciela pojazdu. Kradzione pojazdy sprzedawali albo na części, po rozbiórce ich w dziuplach, albo w całości do paserów.

W toku prowadzonego śledztwa, 17 grudnia 2020 roku, policjanci na gorącym uczynku usiłowania kradzieży BMW X5 o wartości 650 tysięcy złotych w Krakowie zatrzymali jednego z członków grupy – 44-latka z gminy Zielonki i jego wspólniczkę, o czym pisaliśmy tutaj: https://kpp-krakow.policja.gov.pl/kr2/aktualnosci/

Kolejne dynamiczne i skrupulatne działania śledczych w tej sprawie pozwoliły na zgromadzenie materiału dowodowego, który doprowadził ich do ustalenia „dziupli” i dwóch kolejnych członków samochodowego gangu, w tym ich lidera. Pierwszy z nich to 43-latek z powiatu wołomińskiego, drugi to 38-latek z powiatu krakowskiego.

6 października br. realizując postanowienie Prokuratury, policjanci z powiatu krakowskiego, przy wsparciu funkcjonariuszy z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością i biegłych z zakresu mechanoskopii Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie oraz policjantów z Wydziału do walki z Przestępczością Samochodową Komendy Stołecznej Policji i funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej w Hrebennem, weszli jednocześnie pod trzy ustalone adresy na terenie województwa mazowieckiego. Jeden z nich to siedziba firmy, zarządzanej przez 43-latka, gdzie znajdowała się „dziupla”, drugi to adres jego zamieszkania, a trzeci to prowadzony przez niego sklep. Na terenie firmy funkcjonariusze przeszukali pomieszczenia biurowe wraz z przynależnymi garażami, magazynami i parkingami.

Efektem wspólnej policyjnej akcji było zatrzymanie 43-latka i zabezpieczenie 5 samochodów oraz minikoparkę, z których trzy figurowały w policyjnej bazie jako ukradzione, a pochodzenie pozostałych zostanie zbadane.

Funkcjonariusze zabezpieczyli też szereg innych części i elementów samochodowych, mogących pochodzić z kradzionych pojazdów. Podczas przeszukania policjanci zabezpieczyli również kilkaset urządzeń elektronicznych wykorzystywanych przez złodziei do prowadzonej przez nich działalności przestępczej, w postaci zagłuszarki GPS, walizek służących do kradzieży pojazdów metodą bezkluczykową, emulatora kluczy, wykrywacza nadajników GPS, urządzenia do kopiowania sygnałów z kluczyków samochodowych. Policjanci znaleźli też podczas przeszukań poukrywaną w pomieszczeniach gotówkę w łącznej kwocie ponad 480 tysięcy złotych i 4,8 tysięcy euro, która zabezpieczyli na poczet przyszłych kar i roszczeń. W domu 43-latka stróże prawa natrafili tez na pistolet z magazynkiem i nabojami, który zabezpieczyli celem ustalenia, czy wymaga pozwolenia. W toku działań zabezpieczone zostały też inne dowody takie jak dokumentacja i nośniki danych. 43-latek trafił do policyjnej celi.

Obaj podejrzani, w tym 38-letni lider grupy, aktualnie odbywający karę pozbawienia wolności do innej sprawy za podobne przestępstwa, zostali doprowadzeni do prokuratury, gdzie starszy z nich usłyszał 23 zarzuty, a młodszy 28 zarzutów, dotyczących udziału w zorganizowanej grupie przestępczej trudniącej się kradzieżą pojazdów i wzięcia udziału wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami, w tym z wcześniej zatrzymanym 44-latkiem z gminy Zielonek, w kradzieżach kilkudziesięciu pojazdów. 38-latek usłyszał też zarzut utworzenia i kierowania tą zorganizowaną grupą przestępczą, z kolei 43-latek jako członek grupy usłyszał zarzut zaopatrywania jej w sprzęt elektroniczny służący do nieautoryzowanego uruchamiania nowoczesnych samochodów i udzielania instrukcji co do ich użytkowania. Suma strat w wyniku działania sprawców obecnie wyniosła kilka milionów złotych.

Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Jeden z nich stanął przed sądem w ubiegły czwartek (07 października br.) , a drugi przedwczoraj. Za dokonane przestępstwa złodziejom grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Sprawa wciąż jest rozwojowa. Nie wykluczone, że podejrzani usłyszą kolejne zarzuty. Badana jest również skala przestępczego procederu i udział w niej innych osób.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kolejna akcja KAS. Prezes spółki handlującej obuwiem oskarżony o wyłudzenie 7 mln złotych

Prezes spółki handlującej butami w Wólce Kosowskiej został tymczasowo aresztowany w związku z zarzutami wyłudzenia siedmiu milionów złotych podatku VAT. Mężczyzna miał wystawiać nierzetelne faktury i na ich podstawie wyłudzać nienależny spółce podatek.

Interwencję przeprowadzili funkcjonariusze Działu Dochodzeniowo-Śledczego Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie wspólnie z policjantami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Zatrzymany to prezes spółki handlującej obuwiem w Wólce Kosowskiej.

– Mężczyzna jest podejrzany o popełnienie szeregu przestępstw karnych i karnych skarbowych. Nadzorujący śledztwo Prokurator Prokuratury Okręgowej w Radomiu przedstawił zatrzymanemu zarzuty wystawiania nierzetelnych faktur na łączną kwotę ponad siedmiu milionów złotych – poinformowała Justyna Pasieczyńska, rzeczniczka Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

Decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Funkcjonariusze przeszukali również pomieszczenia, w których prowadził działalność gospodarczą. W trakcie czynności służba skarbowa zabezpieczyła ponad ćwierć miliona złotych.

KAS zapowiada kolejne zatrzymania

Rzeczniczka IAS w Warszawie poinformowała, że było to już drugie zatrzymanie w toku tego postępowania. W połowie sierpnia zatrzymany został obywatel Wietnamu, prezes spółki handlującej ubraniami w Wólce Kosowskiej. Mężczyzna miał wystawiać nierzetelne faktury na kwotę 6,3 miliona złotych i na ich podstawie wyłudzać nienależny podatek VAT.

KAS podała, że w proceder uwikłanych jest pięć spółek z branży tekstylnej, a sprawa jest rozwojowa i planowane są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Aresztowani za napaść na policjantów

Za czynną napaść na policjantów odpowie trzech mieszkańców Lublina. Mężczyźni zaatakowali funkcjonariuszy, którzy zostali wezwani na interwencję. Sprawcy uderzali oraz szarpali wywiadowców. Byli nietrzeźwi. Wszyscy usłyszeli zarzuty. 26 i 31-latkowie zostali tymczasowo aresztowani. Wobec 35-latka sąd zastosował dozór Policji oraz poręczenie majątkowe w wysokości 30 tysięcy złotych. Zatrzymanym grozi do 10 lat więzienia.

W piątek, 20.08.2021 r., po południu, wywiadowcy z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie zostali wysłani na interwencję przy ulicy Lubartowskiej. Ze zgłoszenia wynikało, że w bramie doszło do bójki.

Policjanci na miejscu zastali trzech mężczyzn, których postanowili wylegitymować. Już na samym początku jeden z nich stał się bardzo agresywny i uderzył funkcjonariusza pięścią w klatkę piersiową. Za chwilę do ataku na mundurowych dołączyli dwaj kolejni mężczyźni. Sprawcy wyzywali, szarpali i uderzali policjantów. Na szczęście szybko zostali obezwładnieni.

Mieszkańcy Lublina w wieku 26, 31 i 35 lat trafili do policyjnej celi. Wszyscy byli nietrzeźwi. Jak się okazało, w przeszłości byli wielokrotnie notowani za rozboje, kradzieże, włamania, czy też niszczenie mienia.

Zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty czynnej napaści na policjantów. Na wniosek śledczych 26 i 31-latkowie trafili do tymczasowego aresztu na okres 3 miesięcy. Wobec 35-latka sąd zastosował dozór Policji oraz poręczenie majątkowe w wysokości 30 tysięcy złotych. Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl