Przemycali narkotyki do Polski w małej awionetce. CBŚP zatrzymało ich na gorącym uczynku

Kupili mały samolot, którym z Hiszpanii przemycali do Polski narkotyki. Funkcjonariusze CBŚP na gorącym uczynku zatrzymali koło Zielonej Góry dwóch mężczyzn, którzy w maszynie mieli ponad 70 kilogramów marihuany. Dwaj przemytnicy w wieku 63 i 51 lat wpadli podczas przeładunku narkotyków z samolotu do samochodu podstawionego na niewielkie lotnisko koło Zielonej Góry.

Marihuana w szczelnych workach znajdowała się w tylnej części maszyny. Były jej 73 kilogramy warte ponad 3 i pół miliona złotych. Poza kontrabandą policjanci zajęli też wart blisko milion złotych samolot, który podejrzani kupili wcześniej w częściach na Ukrainie.

Jeden z zatrzymanych był doświadczonym pilotem.

Miał wiedzę dotyczącą umiejętnego poruszania się po mało uczęszczanych lądowiskach w Polsce i innych krajach Europy. Podejrzani startowali z lotniska dla małych samolotów w Polsce, a następnie lecieli przez Niemcy i Francję do Hiszpanii.

Zarzuty postawione przez zachodniopomorską prokuraturę krajową, za które grozi 15 lat więzienia, obejmują ten jeden przemyt, ale w trakcie śledztwa wyjaśniane jest, ile takich kursów wykonali podejrzani i ile narkotyków w sumie przemycili.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rozbito gang, który mógł przemycić do Polski 1,2 tony marihuany

Jak poinformowało w poniedziałek Centralne Biuro Śledcze Policji, zatrzymani to Polacy w wieku od 30 do 45 lat, mieszkający w Polsce i w Hiszpanii. Część podejrzanych jest powiązana ze środowiskiem pseudokibiców jednego z krakowskich klubów sportowych. Według śledczych grupa działająca w latach 2016-2021 mogła w tym czasie przemycić do Polski i wprowadzić na rynek, nie mniej niż 1,2 tony marihuany.

Zatrzymali pięciu Polaków

W ostatnim czasie w Hiszpanii przeprowadzono działania z udziałem polskich funkcjonariuszy. Policia National z miejscowości Denia oraz Guardia Civil z Walencji przy asyście policjantów z Zarządu w Krakowie Centralnego Biura Śledczego Policji, zatrzymały pięciu polskich obywateli, w tym trzech poszukiwanych Europejskimi Nakazami Aresztowania wydanymi przez polski sąd na wniosek małopolskiej Prokuratury Krajowej. Odkryto dwie plantacje marihuany, na których było 1 400 krzewów konopi w różnych fazach wzrostu oraz 25 kilogramów gotowego narkotyku, przejęto także gotówkę.

W tym samym czasie funkcjonariusze Karpackiego Oddziału Straży Granicznej i policjanci CBŚP w Polsce przeprowadzili działania na terenie trzech województw: małopolskiego, śląskiego i dolnośląskiego; gdzie zatrzymali czterech podejrzanych o udział w tej zorganizowanej grupie przestępczej.

Narkotyki i gotówka

Funkcjonariusze zabezpieczyli dokumenty, sprzęt elektroniczny, a także ponad 5,5 kg haszyszu i 4 litry płynnej amfetaminy, z której można by uzyskać 16 kg sproszkowanego narkotyku oraz ponad 3 kilogramy marihuany. Wartość przejętych narkotyków to blisko pół miliona złotych. Zabezpieczono ponad 300 tys. zł. i prawie 9,5 tys. euro w gotówce. Wobec zatrzymanych na terenie Hiszpanii Polaków, wdrożono procedurę sprowadzenia ich do Polski, zatrzymani w Polsce zostali tymczasowo aresztowani przez sąd na okres trzech miesięcy.

Siedem osób podejrzanych jest o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wprowadzanie do obrotu oraz przemyt znacznych ilości narkotyków, za co może grozić 15 lat pozbawienia wolności. Dwóch zatrzymanych będzie odpowiadać karnie zgodnie z hiszpańskim prawem. W ramach śledztwa powołany został specjalny zespół złożony z funkcjonariuszy Zarządu w Krakowie Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Karpackiego Oddziału Straży Granicznej. Postępowanie jest nadzorowane przez Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie, a międzynarodowa koordynacja działań była realizowana w ramach Europolu i Eurojustu.

Funkcjonariusze zabezpieczyli majątek o łącznej wartości 22 mln zł: gotówkę, samochody oraz nieruchomości w Hiszpanii, w tym luksusowe wille. W ustaleniu zajętych składników majątkowych, wsparcia udzieliła lubelska Krajowa Administracja Skarbowa.

Grupa była powiązana ze środowiskiem pseudokibiców

Jak poinformowały CBŚP i KOSG zatrzymania członków grupy to kolejny sukces, będący efektem międzynarodowej współpracy polskich i hiszpańskich organów ścigania za pośrednictwem Europolu. Operacja ta była prowadzona w ramach projektu @ON NETWORK. To finansowana przez UE inicjatywa mającej na celu zwalczanie działających w Europie zorganizowanych grup przestępczych najwyższego szczebla. Projekt prowadzony przez włoską Direzione Investigativa Antimafia (DIA) został zainicjowany w siedzibie Europolu w 2018 r. i obejmuje 27 służb (LEA – Law Enforcement Agencies) reprezentujących 22 kraje oraz Europol. W tej sprawie współpracowano także w ramach Eurojust.

Śledczy ustalili, że zorganizowana grupa przestępcza powiązana ze środowiskiem pseudokibiców jednego z krakowskich klubów sportowych, w latach 2011-2017, dokonała co najmniej 162 przemytów nie mniej niż 15 ton marihuany o wartości detalicznej co najmniej 440 milionów złotych. Przemyt odbywał się do Polski z Holandii, Hiszpanii i Niemiec.

Grupa ta według śledczych przemycała narkotyki z Hiszpanii do Włoch, Belgii, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii. Środki odurzające były następnie wprowadzane przez grupę do obrotu na terenie Polski i innych krajów Unii Europejskiej. Aktualnie w tej sprawie podejrzane są 44 osoby, a śledztwo ma charakter rozwojowy, nie są wykluczone kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginionego 14-latka odnaleziono na terenie Słowacji

Dzięki dobrej współpracy ze słowackimi służbami ratowniczymi i policjantami, chłopiec został odnaleziony na terenie Słowacji i przekazany rodzicom. W Polsce, w działania zaangażowani byli policjanci, strażacy, ratownicy GOPR, członkowie Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej, Straż Graniczna i okoliczni mieszkańcy.

14-letni chłopiec mieszkający w Lipnicy Wielkiej wyszedł z domu w piątek (25 czerwca br.) po godz. 13, aby pojeździć na hulajnodze. Kiedy po kilku godzinach nie wrócił do domu, zaniepokojeni rodzice złożyli zawiadomienie o zaginięciu.

Policjanci natychmiast rozpoczęli działania poszukiwawcze. Jednak z uwagi na porę nocną w obawie o życie i zdrowie 14-latka do dalszych działań zaanagżowano także policjantów z Nieetatowej Policyjnej Grupy do Działań Poszukiwawczych, strażaków z PSP w Nowym Targu, członków Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej z Czarnego Dunajca, ratowników Grupy Podhalańskiej GOPR, GOPR Beskidy i Grupy Krynickiej GOPR. Na miejscu obecni byli też strażacy ochotnicy z OSP Lipnica Wielka – Przywarówka, Centrum, Murowanica, OSP Kiczory, OSP Lipnica Mała, OSP Jabłonka, OSP Nowy Targ – Kowaniec, JRG Nowy Targ i JRG Rabka-Zdrój, a także fumkcjonariusze Straży Granicznej i okoliczni mieszkańcy. W terenach leśnych działania prowadzone były przede wszystkim pieszo z wykorzystaniem psów tropiących z GOPR i Policji oraz z wykorzystaniem radiowozów, wozów strażackich, samochodów ratowniczych i quadów. Następnego dnia rano do poszukiwań zaginionego użyto również śmigłowca TOPR i dronów.

Z uwagi na to, że trop za 14-latkiem prowadził na teren sąsiedniej Słowacji, nawiązano kontakt z Centrum Współpracy Policyjnej i Celnej w Trstenie. Tam, po stronie słowackiej w poszukiwania zaangażowali się policjanci i słowackie służby ratownicze. W sobotę około godziny 17, otrzymaliśmy informację o odnalezieniu zaginionego 14-latka w jednej z sąsiednich miejscowości na terenie Słowacji. Chłopiec był w dobrej kondycji fizycznej i szczęśliwie został przekazany rodzicom.

W trakcie prowadzonych działań za zaginionym 14-latkiem z Lipnicy Wielkiej, w sobotę po godzinie 16, dyżurny nowotarskiej komendy otrzymał kolejne zgłoszenie o zaginięciu. Tym razem 8-letniego chłopca na terenie Nowego Targu , który wyjechał z domu rano na rowerze i do tej pory nie wrócił. W poszukiwania 8-latka zaanagżowano kolejnych funkcjonariuszy a część przekierowano z Lipnicy Wielkiej. Na szczęście chłopiec został szybko odnaleziony przez policjantów na boisku na terenie miasta i przekazany zaniepokojonej mamie.

To było kilkanaście wyczerpujących godzin dla wszystkich osób zaangażowanych w poszukiwania. Na szczęście wszystko zakończyło się szczęśliwie. Serdecznie dziękujemy za pomoc w poszukiwaniach wszystkim osobom zaangażowanym w akcję.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kościół ujawnił dane dotyczące molestowania nieletnich. „Mamy falę ujawnień”

Od 1 lipca 2018 r. do 31 grudnia 2020 wpłynęło do diecezji oraz zakonów męskich 368 zgłoszeń o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich – wynika z danych zaprezentowanych przez Kościół w Polsce w czasie konferencji prasowej. – Mamy w tej chwili, od poprzedniej kwerendy, falę ujawnień. Jest to sygnał, że jest jeszcze wiele ukrytych przypadków wykorzystywania – mówił o. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski.

38 zgłoszeń zostało uznane za niewiarygodne oraz odrzucone, 186 zgłoszeń jest w trakcie badania, a 144 zarzuty uznano za potwierdzone lub uwiarygodnione na etapie wstępnym, lub przez Kongregację Nauki Wiary – przekazali duchowni w czasie konferencji, na podstawie danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

Jak wynika z zaprezentowanego dziś raportu, od połowy 2018 r. do końca 2020 r. dokonano 300 zgłoszeń wykorzystania seksualnego w diecezjach oraz 68 w zakonach. Blisko połowa osób pokrzywdzonych, których one dotyczyły, miało poniżej 15. roku życia (47 proc.) oraz również niemal połowa między 15. a 18. rokiem życia (47,3 proc.). W obydwu grupach wiekowych udział chłopców i dziewcząt był taki sam (po 50 proc.). 21 zgłoszeń (5,7 proc.) nie zawiera informacji na temat wieku: osiem dotyczących wykorzystywania dziewcząt, 13 – chłopców.

Spośród osób, które miały być skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym:

104 (28 proc.) zgłoszeń dotyczyło wykorzystania ministrantów,
71 (19 proc.) – uczniów lub uczennic oraz osób przygotowywanych do sakramentów,
61 (17 proc.) – uczestników duszpasterstwa, wspólnoty lub ruchu,
25 (7 proc.) – członków scholi lub chóru,
24 (7 proc.) – osoby z rodziny lub kręgu znajomych duchownego lub zakonnika,
17 (5 proc.) – lektorów,
10 (3 proc.) uczestników pielgrzymki,
9 (2 proc.) uczestników obozów wakacyjnych,
3 (1 proc.) – bielanek (Dziewczęca Służba Maryjna).

W przypadku 173 zgłoszeń (47 proc.), osoba miała inny lub nieznany jurysdykcji status w relacji do instytucji kościelnej, a 47 (13 proc.) zgłoszeń nie zawierało informacji na temat statusu osoby pokrzywdzonej. (Wymienione kategorie nie są rozłączne, co oznacza, że jeden pokrzywdzony mógł należeć do kilku kategorii osób).

Zgłoszenia dotyczyły zarzutów wykorzystywania seksualnego osób małoletnich z lat 1958-2020. 81 proc. dotyczyło czynów popełnionych w okresie od 1958 do 2017 r., a 18 proc. czynów z ostatnich trzech lat (2018-2020). W czterech zgłoszeniach nie określono czasu zarzucanych czynów. Jeśli chodzi o czas trwania zarzucanych czynów, 39 proc. trwało nie dłużej niż rok, 37 proc. od jednego roku do dwóch lat, 14 proc. od trzech do pięciu lat, 5 proc. od sześciu do dziewięciu lat, zaś 4 proc. powyżej 10 lat.

Dokonane od połowy 2018 r. do końca 2020 r. zgłoszenia dotyczą 292 księży oraz zakonników. Wobec 20 proc. zgłoszono więcej niż jeden zarzut (spośród tych 58 osób, wobec co najmniej 32 duchownych diecezjalnych oraz 10 zakonników zarzuty zgłoszono również przed 1 lipca 2018 r., czyli objęte były poprzednią kwerendą).

Zgłoszenia trafiały do diecezji i zgromadzeń zakonnych z różnym natężeniem w czasie, jednak w badanym okresie nie było miesiąca, w którym do jurysdykcji kościelnej w Polsce nie wpłynęłoby żadne zgłoszenie.

„Nastąpiła zmiana trendu. To nas poucza, by nie upraszczać”

O. Adam Żak zastrzegł, że przedstawiona kwerenda nie jest jeszcze odpowiednio pogłębiona. – Dla mnie pierwsze wrażenie jest takie, że ta kwerenda utwierdza nas w konieczności pracy, którą rozpoczęliśmy siedem-osiem lat temu. Konieczne jest stopniowe przesuwanie akcentów z reagowania na prewencję – ocenił.

– Mamy w tej chwili, od poprzedniej kwerendy, falę ujawnień. Jest to sygnał, że jeszcze jest dość duży „potencjał” ujawnień. Jest jeszcze wiele przypadków ukrytych. To nas upewnia w tym, że trzeba z jednej strony nadal reagować na zgłoszenia, ale równocześnie, że trzeba jeszcze ulepszyć poziom działań – dodał.

– Istnieje dość wyraźna równowaga między liczbą skrzywdzonych chłopców i dziewcząt. Jest to zmiana trendu, który widzieliśmy przy poprzedniej kwerendzie, gdzie było widać nadwyżkę chłopców. To nas też poucza, by nie upraszczać i nie redukować tej problematyki do problemu homoseksualnego. To istotne, by w debacie, która odbywa się w Polsce na temat środowisk LGBT, nie mieszać tych pól w sposób taki, że mamy później stygmatyzację niektórych środowisk – podkreślił o. Żak.

Prymas Polski: Kościół, nie bez oporów, zmienia się i nawraca

– Kościół, nie bez oporów, zmienia się i nawraca. Chciałem podziękować tym, którzy przyjęli pokrzywdzonych i towarzyszą im na różnych etapach – powiedział prymas Polski abp Wojciech Polak w czasie konferencji prasowej. – Dziękujemy też świeckim organom ścigania. Kościół wszystkie tego rodzaju przestępstwa zgłasza organom ścigania – dodał.

– Bez wątpienia wiele jest do udoskonalenia, ale system reagowania działa – kontynuował, wskazując: „chodzi nam nie tylko o to, by właściwie reagować na zło, ale też uczynić wszystko, by podobne przestępstwa nigdy już się nie wydarzyły”.

– Jako delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży chciałbym zwrócić się do osób skrzywdzonych i do wszystkich zgorszonych złem w Kościele jeszcze raz prosząc o przebaczenie – powiedział.
Źródło info i foto: onet.pl

Zbigniew Stonoga wraca do Polski

Zbigniew Stonoga musi zostać deportowany do Polski do 4 czerwca – powiedziała we wtorek rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. Deportacja odbędzie się w środę – ujawnił datę obrońca Stonogi adwokat Michał Wąż. Zbigniew Stonoga przyjechał do Holandii po tym, jak odmówiono mu udzielenia azylu w Norwegii. Kontrowersyjny biznesmen uciekł z Polski, pomimo że w związku z jedną ze spraw prowadzonych przez Prokuraturę Regionalną w Lublinie miał zakaz opuszczania kraju.

Podczas jego pobytu w Holandii polskie prokuratury skierowały do sądu w Amsterdamie sześć Europejskich Nakazów Aresztowania. To spowodowało, że postępowanie azylowe zostało umorzone.

Deportację z Amsterdamu zaplanowano w środę na godzinę 13. Zbigniew Stonoga wyląduje w Polsce około godziny 14.30 – poinformował we wtorek jego adwokat Michał Wąż. To skutek wyroku amsterdamskiego sądu z 25 maja, który zdecydował o wydaleniu Stonogi z Holandii.

W obronę Stonogi zaangażował się m.in. b. prezydent Lech Wałęsa. „Wprost” dotarł do pisma, które były prezydent wysłał do Norweskiego Urzędu Imigracyjnego. Wałęsa zwrócił się do Norwegów z pozytywną rekomendacją dotyczącą wniosku o azyl polityczny dla Stonogi. W ocenie Wałęsy Stonoga jest osobą prześladowaną z powodów politycznych.

Portal tvp.info podał, że o azyl dla Stonogi zabiegał u władz Norwegii także dziennikarz Gazety Wyborczej Wojciech Czuchnowski. W maju ub.r. portal niezalezna.pl pisał o tym, jak Czuchnowski zaangażował się w obronę i zrzutkę pieniędzy. „Pomóżmy. Ten człowiek jest ciężko chory. Areszt to dla niego śmierć…” – napisał w mediach społecznościowych Czuchnowski.

Obecnie przeciwko Stonodze toczy się kilka postępowań karnych. W Prokuraturze Regionalnej w Lublinie usłyszał zarzuty oszustw podczas prowadzenia działalności charytatywnej i prania brudnych pieniędzy. Chodzi o ponad 900 tys. zł. Czyny te zagrożone są karą do 15 lat więzienia.

W kolejnym postępowaniu Stonoga jest podejrzany o przywłaszczenia 253 tys. zł na szkodę fundacji swojego imienia, a także prania pieniędzy. Jak ustaliła prokuratura, większość przywłaszczonych pieniędzy, 217 tys. zł, miał przeznaczyć na zakup żetonów do gry w jednym z warszawskich kasyn.

Kolejne śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa–Praga. W tym postępowaniu Stonoga jest podejrzany o przywłaszczenie blisko 4,5 mln zł pochodzących z wpłat osób zainteresowanych nabyciem udziałów w dwóch spółkach.

Pod inną sygnaturą w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga zarejestrowane jest śledztwo, w którym Stonoga podejrzany jest o przestępstwa skarbowe i wyłudzenia VAT. Chodzi m.in. o „dokonanie wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami” oszustw na szkodę Skarbu Państwa oraz wyłudzeń VAT na łączną kwotę ponad 2 mln zł; usiłowanie wyłudzenia zwrotu VAT w kwocie 4 mln zł i kierowanie usiłowaniem wyłudzenia kolejnych 700 tys. zł. Miał także, zdaniem prokuratury, prać „brudne pieniądze”.

Z kolei Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła Zbigniewowi Stonodze zarzut doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem dwóch osób w kwocie 532 tys. zł. Sąd Okręgowy w Krakowie poszukuje zaś Stonogę w związku z postępowaniem zainicjowanym aktem oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Został oskarżony o popełnienie 15 przestępstw, w tym o wyrządzenie szkody w kwocie ok. 42 mln zł w mieniu, o pranie „brudnych pieniędzy” i oszustwa podatkowe na kwotę około 2 mln zł.

Prokuratura Krajowa podaje, że Stonoga w ciągu ostatnich 20 lat był skazany 28 razy. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, fałszowania dokumentów, oszustw, składania fałszywych zeznań i znieważania (w tym Prezydenta RP).
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

46 ton nielegalnych odpadów jechało do Polski

Dwa nielegalne transporty odpadów, w których łącznie przewożono 46 ton śmieci, zostały przechwycone w Zgorzelcu przez funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej. Jeden z transportów jechał do Polski z Francji, drugi zaś z Niemiec. W transporcie z Francji znajdowało się 21 ton zużytej wielkoformatowej folii z produkcji rolniczej.

– Z informacji w Bazie Danych Odpadowych wynikało, że polski odbiorca nie posiada zezwolenia na przetwarzanie tego typu odpadów. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska uznał przewóz za nielegalny – poinformowała w piątek (27 listopada) rzeczniczka Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu Agnieszka Rzeźnicka-Gniadek.

Drugi z transportów przechwyconych przez funkcjonariuszy KAS to 25 ton złomu, który przewożono z Niemiec do Polski.

Rzeźnicka-Gniadek poinformowała, że kierowca ciężarówki przewożącej złom nie miał kompletu dokumentów transportowych, a pojazd nie był prawidłowo oznaczony. – Zachodzi podejrzenie, że na jednym dokumencie odpady były przewożone wielokrotnie, a przedsiębiorca, do którego miał trafić złom, nielegalnie świadczy usługi odbioru odpadu – dodała rzeczniczka.

Jak podała KAS, przewoźnikom grozi kara 12 tys. zł, a odbiorcy nielegalnych odpadów – do 500 tys. zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Chciał wwieźć do Polski ponad 20 ton śmieci z Niemiec

Miał prawidłowo oznakowany samochód, z dokumentów wynikało, że przewozi odpady z papieru i tektury. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Naczepa była wypełniona po brzegi zwykłymi śmieciami.

Do zdarzenia doszło 11 listopada. Na autostradzie A6 w pobliżu byłego przejścia granicznego Pomellen-Kołbaskowo funkcjonariusze Zachodniopomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Szczecinie zatrzymali do kontroli samochód ciężarowy, który był prawidłowo oznaczony jako wykorzystywany do przewozu odpadów. Kierowca przedłożył również dokumenty, z których wynikało że przewozi odpady papieru i tektury. Odpady zostały nadane z Niemiec i skierowane były do odbiorcy w Polsce. Okazało się, że to tylko teoria.

– W trakcie kontroli stwierdzono że, w naczepie znajdują się inne odpady – mówi Małgorzata Brzoza, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie. – Znajdowały się tam odpady zmieszane w formie sprasowanej, zawierające m.in. papier i tekturę, porozrywane worki foliowe i opakowania po napojach z tworzyw sztucznych, elementy gumowe, kawałki plastiku.

Odpady również odpady opakowań z tworzyw sztucznych po żywności, czy też po produktach codziennego użytku w gospodarstwach domowych. Odpady były ponadto zabrudzone oraz wydzielały ostrą, nieprzyjemny zapach, która mogła świadczyć o procesach fermentacyjnych pozostałości po żywności w przewożonych odpadach.
Źródło info i foto: se.pl

Są wyniki badań DNA 27-letniej Amerykanki. Nie jest zaginioną Moniką Bielawską

Są wyniki badań DNA 27-letniej Amerykanki, która myślała, że może być dzieckiem zaginionym przed laty w Legnicy. „Jest to ogromnie trudny czas dla rodziny Moniki, oni tak bardzo wierzyli w cud. W to, że dowiedzą się prawdy” – piszą przedstawiciele grupy Zaginieni Cała Polska, którzy pomagali w poszukiwaniach.

27-letnia Amerykanka dowiedziała się, że przed laty została adoptowana. Tropy miały prowadzić do Polski lub na Ukrainę. Kobieta rozpoczęła poszukiwania w internecie i trafiła na informację o zaginionej przed laty 1,5-rocznej Monice z Legnicy. W poszukiwaniach uczestniczyła facebookowa grupa Zaginieni Cała Polska. Jej administratorzy doprowadzili do tego, że post o zaginionej dziewczynce został opublikowany na anglojęzycznej grupie Missing International, poświęconej poszukiwaniom zaginionych osób. Pod tym właśnie postem komentarz zamieściła Amerykanka, która miała podejrzenia, że to może być ona.

Zgłosiła sprawę miejscowej policji, która przekazała sygnał do Interpolu, a ten skontaktował się z policją w Legnicy. Z tego powodu polscy policjanci wrócili do sprawy zaginięcia dziecka sprzed niemal 27 lat. W ramach prowadzonych działań od Amerykanki pobrano próbki materiału genetycznego. Analiza porównawcza DNA miała wyjaśnić, czy rzeczywiście jest zaginionym dzieckiem.

Wynik badania DNA wykluczył pokrewieństwo dwóch rodzin

W środę okazało się, że kobieta nie jest zaginioną Moniką. Wyniki badania DNA w stu procentach wykluczyły pokrewieństwo rodzin. „Jest to ogromnie trudny czas dla rodziny Moniki, oni tak bardzo wierzyli w cud. W to, że dowiedzą się prawdy” – napisano na grupie Zaginieni Cała Polska.

„Jesteśmy tą wiadomością zdruzgotani. Wiedzieliśmy, że gdyby okazało się, że kobieta faktycznie jest Moniką, to byłby to cud. Ale jednak wierzyliśmy i mieliśmy nadzieję. Jedno możemy obiecać – nie zostawimy rodzin samych. Będziemy je wspierać i dalej dążyć do poznania prawdy o tym co się stało z Moniką. Będziemy również próbować dotrzeć do tego kim jest kobieta, która podejrzewała, że jest Moniką” – czytamy w komunikacie.

„Funkcjonariusze nadal prowadzą poszukiwania zaginionej Moniki Bielawskiej”

Komunikat w sprawie Moniki wydała także policja z Legnicy.

„W związku z prowadzonymi poszukiwaniami zaginionej w dniu 16 lipca 1994 r. małoletniej i zgłoszeniem się kobiety, która twierdziła, że być może jest osobą zaginioną z Legnicy, policjanci KMP w Legnicy przeprowadzili działania i czynności, które nie dały podstaw do stwierdzenia, że jest to zaginiona sprzed 26 lat. Obecnie funkcjonariusze nadal prowadzą poszukiwania zaginionej Moniki Bielawskiej” – poinformowali.

Nie zgadzał się wiek i data urodzenia

Założycielka grupy Zaginieni Cała Polska Ewelina Malinowska mówiła, że było „wiele przesłanek mówiących o tym, że dziewczyna poszukująca swojej rodziny może być zaginioną Moniką z Legnicy”.

„Jednak te przesłanki to nie wszystko. Nie zgadza się tu między innymi wiek i data urodzenia, co może wynikać ze sfałszowanych dokumentów dziecka” – podkreślała. Rozstrzygające miało być badanie genetyczne, które wykluczyło pokrewieństwo.

Amerykanka próbowała już wcześniej odnaleźć swoją biologiczną rodzinę – twierdzi Malinowska. Już w 2018 roku miała pisać komentarze pod internetowymi informacjami na temat zaginionej Moniki z Legnicy.

Ojciec skazany za uprowadzenie i sprzedaż córki

Dziewczynka zniknęła 16 lipca 1994 roku. Tego dnia dziecko gorączkowało, było wówczas pod opieką dziadków. Ci zabrali wnuczkę do lekarza. Później poszli do apteki, by zrealizować receptę. Zostawili dziewczynkę pod opieką ojca, którego spotkali na ulicy. Po wyjściu z apteki już nie zobaczyli dziewczynki. Ojciec z córką zapadli się pod ziemię.

Rodzina i policja szukali ojca i Moniki. Przez kilka lat bezskutecznie. Mężczyzna nie dawał znaku życia, jednak stał się głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia dziewczynki. Za Robertem B. wystawiono międzynarodowy list gończy. Zatrzymano go w 1998 roku na terenie Austrii. Przewieziono do Polski i początkowo tymczasowo aresztowano. Po uchyleniu aresztu mężczyzna uciekł z kraju i przez kolejnych kilka lat ponownie – pomimo wydania za nim listów gończych i Europejskiego Nakazu Aresztowania – był nieuchwytny.

Do śledczych zgłosił się w końcu sam. Chciał wrócić do Polski, ale pod warunkiem otrzymania listu żelaznego. Ten gwarantował mu pozostanie na wolności do zapadnięcia wyroku sądu. Mężczyzna, oskarżony o uprowadzenie i sprzedaż córki, odpowiadał z wolnej stopy. W trakcie procesu, który rozpoczął się w 2007 roku, do winy się nie przyznawał, choć wcześniej, w trakcie składania wyjaśnień w prokuraturze, oświadczył, że sprzedał dziewczynkę za 20 milionów starych złotych. Jednak wersji tego, co się stało, przedstawiał kilka. Na przykład, że pojechał z córką do Czech, a dziecko zginęło w wypadku. Ostatecznie wszystko odwołał, zapewniając, że jest niewinny. Sąd skazał go na 15 lat pozbawienia wolności. Od wyroku złożył apelację, ale przegrał. W 2010 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację.

Do 2013 roku mężczyzna był jednak poszukiwany przez policję, gdyż po sądowym wyroku ponownie wyjechał z Polski. Zatrzymano go siedem lat temu na terenie Austrii. Stamtąd przewieziono go do kraju i tu trafił za kraty. Wciąż odbywa karę.

Do tej pory nie udało się ustalić, co tak naprawdę stało się z dziewczynką. Dziś, jeśli żyje, miałaby 27 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Funkcjonariusze wielu służb nielegalnie odzyskiwali VAT? Prokuratura chce listy osób

Od ministrów po funkcjonariuszy policji i CBA – Prokuratura Krajowa zażądała listy wszystkich osób, które odzyskiwały VAT za zakupy, wyjeżdżając za granicę – podała w poniedziałkowym wydaniu „Rzeczpospolita” w materiale pt. „Nielegalne misje tax free”.

„Nie tylko wysocy funkcjonariusze Ministerstwa Finansów, którzy wyjeżdżali na zagraniczne misje, odzyskiwali nielegalnie VAT w ramach tax free. Proceder był powszechnie stosowany przez urzędników i funkcjonariuszy wielu służb, którzy byli delegowani do pracy za granicą, głównie do wielu unijnych struktur” – twierdzą źródła „Rzeczpospolitej”.

„Prokuratura Krajowa po naszej publikacji zażądała od skarbówki listy wszystkich delegowanych, którzy kiedykolwiek wystąpili o zwrot VAT” – zaznacza „Rzeczpospolita”. Według nieoficjalnych informacji gazety na liście są prokuratorzy, ministrowie, funkcjonariusze policji, Straży Granicznej, CBA.

Procedura „zwrotu VAT dla podróżnych”, czyli tax free, to podatkowy przywilej, ale nie dla wszystkich. Mogą z niego korzystać wyłącznie „osoby fizyczne nieposiadające stałego miejsca zamieszkania na terytorium Unii Europejskiej” – które mają prawo ubiegać się o zwrot podatku zapłaconego przy nabyciu towarów na terytorium Polski – przypomina dziennik.

„Towary muszą w stanie nienaruszonym zostać wywiezione przez osoby przewożące poza terytorium Unii Europejskiej w bagażu osobistym. Mówiąc wprost: zwrot VAT w procedurze tax free przysługuje tylko osobom „na stałe” mieszkającym poza terenem Unii Europejskiej, a funkcjonariusze delegowani na misje tylko czasowo przebywali za granicą UE” – wyjaśnia poniedziałkowa „Rzeczpospolita”.

Podaje, że biuro inspekcji wewnętrznej na początku lipca złożyło liczące aż 200 stron zawiadomienie do prokuratury w Warszawie, która nadal analizuje czy sprawa kwalifikuje się do wszczęcia śledztwa nadużycia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej – jak zakwalifikował to minister finansów, czy też przestępstwo skarbowe w formule postępowania karno-skarbowego.

Zawiadomienie obejmuje czterech funkcjonariuszy, z czego jeden miał odzyskać w ten sposób nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, jednak z informacji „Rz” wynika, że takich osób korzystających z tax free, które posługiwały się paszportami dyplomatycznymi, było znacznie więcej.

„Dlaczego ich nazwiska nie znalazły się w zawiadomieniu? Zbada to Prokuratura Krajowa, która zażądała danych wszystkich urzędników, polityków, funkcjonariuszy wszystkich formacji, którzy występowali o zwrot tax free przy wyjazdach służbowych na misje” – podaje dziennik.

„Nieoficjalnie ustaliliśmy, że wśród tych osób są nawet szefowie służb, byli ministrowie” – informuje poniedziałkowa „Rzeczpospolita”.
Źródło info i foto: onet.pl

Śląsk: Zatrzymano 34 imigrantów w przyczepie ciężarówki

Śląska straż graniczna zatrzymała 34 nielegalnych imigrantów, którzy wjechali do Polski w naczepie ciężarówki. To najprawdopodobniej obywatele Iraku, Iranu, Syrii oraz Turcji. Wśród zatrzymanych znalazło się czworo dzieci, cztery kobiety i 26 mężczyzn. Wjechali do Polski ze Słowacji w ciężarówce prowadzonej przez kierowcę z Turcji.

Potwierdzą tożsamość imigrantów

Grupa została zatrzymana podczas kontroli strażników granicznych i policji przy drodze krajowej nr 1 w miejscowości Kobiór (Śląskie). – Deklarowali, że pochodzą z Syrii, Iraku, Iranu oraz Turcji. Trwają czynności zmierzające do potwierdzenia ich obywatelstwa oraz danych osobowych – mówi Katarzyna Jesionowska ze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej w Raciborzu.

Ratownicy z wezwanej na miejsce karetki pogotowia wstępnie przebadali podróżujących w naczepie. Nikt nie potrzebował pomocy medycznej. Funkcjonariusze SG przekazali zatrzymanym wodę oraz żywność i przewieźli do placówki SG w Bielsku-Białej, przystosowanej do takich okoliczności. Tam prowadzone będą dalsze czynności wobec zatrzymanych.
Źródło info i foto: tvn24.pl