Śmierć 25-letniego Ukraińca w izbie wytrzeźwień we Wrocławiu. Jeden z policjantów zwolniony

Komendant Wojewódzki Policji we Wrocławiu zwolnił ze służby jednego z policjantów, którzy brali udział w interwencji, po której zmarł 25-letni Dmytro z Ukrainy. Sprawę wciąż bada prokuratura. Jak podawała „Gazeta Wyborcza”, 25-letni Dmytro 30 lipca bawił się z kolegami na grillu. Kiedy pijany wracał z imprezy autobusem, kierowca wezwał do niego karetkę. Ratownicy nie widzieli potrzeby, by zabierać go do szpitala, więc mężczyzna trafił do Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym.

Policja twierdzi, że 25-latek był podczas interwencji agresywny. Jak podaje „GW”, mężczyzna był przez funkcjonariuszy rażony gazem, bity pałką i duszony, co widać na nagraniach z monitoringu. Ukrainiec po kilku godzinach zmarł.

Policja poinformowała dzisiaj, że komendant wojewódzki we Wrocławiu Dariusz Wesołowski zwolnił ze służby jednego z policjantów. Wobec trzech pozostałych funkcjonariuszy biorących udział w interwencji prowadzone jest postępowanie dyscyplinarne, w tym wobec jednego jest wdrożona procedura zmierzająca do zwolnienia go. Wszyscy pozostają zawieszeni w czynnościach służbowych.

Oddzielne dochodzenie w sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Świdnicy. Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik odnosząc się do ostatnich interwencji policji, które zakończyły się śmiercią dwóch osób, zapewnił, że nie będzie ukrywania winnych.

W sprawie śmierci 25-latka ambasada Ukrainy skierowała do MSZ notę, w którym wzywa do przeprowadzenia bezstronnego śledztwa i pociągnięcia do odpowiedzialności osób biorąc udział w zdarzeniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Grupa oszustów miała pomagać dzieciom. Usłyszeli 8 tys. zarzutów

8 tysięcy zarzutów usłyszała dwójka mieszkańców województwa śląskiego, która od 2016 roku oszukiwała przedsiębiorców. 34-latek i jego o 3 lata młodsza wspólniczka organizowali pomoc potrzebującym dzieciom za pieniądze przekazywane przez firmy. Pomimo przedstawiania w taki sposób profilu swojej działalności, tylko ułamek przekazywanych pieniędzy trafiał do potrzebujących, a reszta – do kieszeni oszustów.

Już w 2018 roku podlascy policjanci wpadli na trop działalności przestępczej firmy, która pod legendą pomocy dzieciom wyłudzała pieniądze od darczyńców. Szybko wyszło na jaw, że proceder ten sięga jeszcze 2016 roku. Podejrzanym nie przeszkadzało nawet to, że już wcześniej byli znani organom ścigania z przestępczej drogi jaką obrali. Jak ustalili funkcjonariusze 34-letni mieszkaniec województwa śląskiego i jego o 3 lata młodsza wspólniczka, założyli działalność gospodarczą, której celem miała być szeroko rozumiana pomoc. Każde z 8 tysięcy oszustw na jakie wpadli śledczy zaczynało się od rozmowy telefonicznej. Do potencjalnych ofiar dzwoniło kilkudziesięciu zatrudnionych telefonistów, którzy nieświadomi prawdziwej działalności firmy, zwracało się z prośbą o finansowe wsparcie. Temat rozmowy zawsze skupiał się na pomocy dzieciom, które przebywają w domach dziecka lub na oddziałach szpitalnych. Ta informacja powodowała, że przedsiębiorcy chętnie wspomagali ich działalność. Już na wstępie przestępcy prosili o zadeklarowanie kwoty na jaką mogą liczyć. Wiedząc, jakimi datkami będą dysponować, tylko za ich niewielką część kupowali drobne rzeczy, aby w ten sposób zachować pozory swojej działalności.

Do dzieci trafiały dary, między innymi poduszki, książki czy piłeczki rehabilitacyjne, kupione tylko za ułamek deklarowanych kwot. Organizujący ten proceder zadbali również o to, żeby po odebraniu paczki przez placówkę, wróciło do nich podziękowanie lub wcześniej przygotowany druk potwierdzenia odbioru z pieczątka lub podpisem. Nie było tam jednak żadnej informacji co i na jaką kwotę zostało podarowane. Kopie takich potwierdzeń następnie przedstawiane były darczyńcom wpłacającym pieniądze. Razem z nimi przestępcy przesyłali faktury, ale na całą kwotę zadeklarowaną przez przedsiębiorców. Wszystkie te dokumenty przywozili listem poleconym niczego nieświadomi kurierzy, którym już najczęściej darczyńcy opłacali faktury. Ten mechanizm pozwolił oszustom ukryć fakt zabierania większości wpłaconych środków, pomimo utrzymywania w przekonaniu darczyńców, że na zakup potrzebnych rzeczy przeznaczyli całą przekazywaną kurierom kwotę. Jak ustalili policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku zajmujący się zwalczaniem przestępczości gospodarczej, pracujący pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, oszuści działając na terenie całego kraju naciągnęli blisko 8000 przedsiębiorców na przekazanie pieniędzy, które miały być przeznaczone na pomoc dzieciom. Straty zostały oszacowane przez pokrzywdzonych na blisko 830 tysięcy złotych. Jak podkreślają pokrzywdzeni w tym procederze nie straty finansowe są najbardziej dotkliwe, a ich nadszarpnięte zaufanie do organizacji pomagających potrzebującym. Oszustom grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Warszawa: Dusił partnerkę paskiem od szlafroka. Przeżyła, bo udawała martwą

Policjanci z Mokotowa zatrzymali 46-latka, który jest podejrzany o usiłowanie zabójstwa swojej partnerki. Mężczyzna dusił kobietę paskiem od szlafroka i był przekonany, że pozbawił ją życia. Okazało się, że ofiara udawała martwą, a gdy oprawca uciekł z mieszkania, ona wezwała pomoc. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Podkom. Robert Koniuszy, oficer prasowy z Komendy Rejonowej Policji na Mokotowie, przekazał we wtorek PAP, że półtora tygodnia temu 46-latek pojawił się w mieszkaniu pod wpływem alkoholu. Mężczyzna miał wszcząć awanturę, wyzywać znajdującą się w lokalu partnerkę i grozić, że ją zabije. Odgłosy awantury słyszeli również sąsiedzi.

Kobieta przeżyła, bo udawała martwą

– W pewnym momencie podejrzany chwycił kobietę za głowę, przewrócił na podłogę i kilkakrotnie owinął wokół jej szyi materiałowy pasek od szlafroka, który miała na sobie. Wykrzykiwał, że teraz ją zabije i zaczął ją dusić. Kobieta próbowała się bronić, ale nie miała siły, żeby się oswobodzić – opisał ustalenia kryminalnych podkom. Koniuszy.

Pokrzywdzona, jak zeznała, w wyniku duszenia straciła przytomność, ale chwili się ocknęła. – Wiedziała, że oprawca dokończy to, co jej obiecywał, kiedy będzie się nadal szamotała. Udawała więc martwą. Gdy podejrzany nabrał przekonania, że zabił swoją partnerkę, wyszedł z mieszkania – przekazał policjant.

Kobieta odczekała kilka minut i o własnych siłach dotarła na komendę. Złożyła zawiadomienie o usiłowaniu zabójstwa. Funkcjonariusze przesłuchali pokrzywdzoną, a następnego dnia zatrzymali sprawcę.

Zarzuty usiłowania zabójstwa

– Dzielnicowi namierzyli go w ciemnej hondzie zaparkowanej w pobliżu miejsca jego zamieszkania. Mężczyzna został natychmiast zatrzymany. Miał około 1,5 promila alkoholu w organizmie – podał podkom. Koniuszy. 46-latek został po wytrzeźwieniu przewieziony do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.

– Mężczyzna usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa oraz fizycznego i psychicznego znęcania się nad partnerką. Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego, do którego sąd się przychylił – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rząd podsumował ewakuację z Afganistanu

Polska kończy operację ewakuacyjną z Afganistanu, która zaczęła się jeszcze w czerwcu. W piątek przylecą ostatnie samoloty z Uzbekistanu – poinformował na konferencji premier Mateusz Morawiecki. Jak podkreślił, w ramach zobowiązań sojuszniczych pomagaliśmy organizacjom międzynarodowym: NATO, UE i MFW, a także unijnym krajom: Litwie, Łotwie, Estonii i obywatelom Niemiec. Na konferencji wystąpił też ambasador Afganistanu w Polsce Tahir Qadiry, który dziękował za to, że Polska nie zostawiła jego kraju bez pomocy.

Szef rządu podkreślał, że ewakuacja rozpoczęła się już w czerwcu, kiedy sytuacja w Afganistanie zaczęła się pogarszać – ściągnięto wówczas pierwszą setkę współpracowników, tłumaczy i osoby, które pełniły w Afganistanie służbę na rzecz polskiego kontyngentu wojskowego, organizacji pozarządowych i ambasady RP w Kabulu.

Dramat w Afganistanie. „Nie zostawiamy przyjaciół”

– Byliśmy poproszeni przez organizacje międzynarodowe: NATO, UE i MFW, by w ramach zobowiązań sojuszniczych pomóc przy ewakuacji. Pomogliśmy również krajom UE: Litwie, Estonii, na pokładzie naszych samolotów znajdowali się też obywatele Niemiec i inni, którzy o taką pomoc się zwrócili – powiedział w czwartek Morawiecki.

Zauważył, że na lotnisku w Kabulu i w całym Afganistanie sytuacja jest dramatyczna i „coraz trudniejsza z każdym dniem”. – My kończymy akcję dzisiaj, w piątek przylatują ostatnie samoloty z Uzbekistanu do Polski – dodał i wyjaśnił, że wśród 900 ewakuowanych osób znalazło się około 300 kobiet i 300 dzieci.

– Pomagamy tam, gdzie tej pomocy musimy udzielić, nie zostawiamy przyjaciół w potrzebie. Wszyscy, których ściągnęliśmy, to są albo Polacy pracujący na rzecz stabilności i pokoju, albo współpracownicy Polaków – wyjaśniał Morawiecki.

Ewakuowano w sumie 937 osób z Afganistanu

Minister Michał Dworczyk, szef KPRM, podał konkretne liczby podsumowujące operację: wykonano 44 loty – 14 cywilnych i 30 wojskowych; ewakuowano w sumie 937 osób.

Poinformował, że do Polski czasowo trafi około 500 współpracowników NATO z Afganistanu. Potem udadzą się do krajów docelowych, ale na razie Polska udzieli im schronienia. Do naszego kraju trafi też 45 afgańskich współpracowników Unii Europejskiej.

Ambasador Qadiry: Ewakuowano największe umysły mojego kraju

– Jesteśmy zdruzgotani sytuacją, ale poczucie, że mamy takich wspaniałych przyjaciół daje nam nadzieję i siłę. Jesteśmy przekonani, że Polacy są częścią naszego DNA. Nigdy nie poddamy się tyranii – mówił Tahir Qadiry, ambasador Afganistanu, podczas konferencji, na której dziękował polskim władzom za pomoc w ewakuacji z Afganistanu. Qadiry przekonywał, że ewakuowane osoby to największe umysły w jego kraju, które wniosą wielki wkład w gospodarkę Polski.
Źródło info i foto: TVP.info

Komandosi GROM-u lecą do Afganistanu

Prezydent Andrzej Duda w środę podpisał decyzję dotyczącą wysłania stu polskich żołnierzy do Afganistanu. Według informacji Onetu mają znaleźć się tam komandosi GROM-u, medycy, logistycy czy lotnicy, którzy pomogą w ewakuacji ludzi. O pomoc w operacji Polskę poprosiły o to NATO oraz Stany Zjednoczone.

Postanowienie prezydenta Andrzeja Dudy zostało opublikowane w środę 18 sierpnia. Dotyczy ono użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego od 18 sierpnia do 16 września w Afganistanie opanowanym przez talibów. Misja wojskowa jest przygotowana przez Sztab Generalny Wojska Polskiego razem z Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych.

Z informacji Onetu wynika, że do składu polskiego kontyngentu zaliczono przede wszystkim komandosów z jednostki specjalnej GROM, medyków wojskowych, logistyków oraz lotników. – Zadaniem Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie będzie współpraca z siłami innych państw przy ewakuacji, PKW nie będzie miał zadań bojowych – informował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch w rozmowie z portalem.

Pierwsi operatorzy GROM-u polecieli już do Afganistanu, gdzie ich zadaniem jest głównie zabezpieczanie ewakuacji polskich obywateli, afgańskich współpracowników, a także obywateli innych państw znajdujących się na miejscu.

– Operacje podobnego typu były ćwiczone przez GROM. Przerzucaliśmy sprzęt i żołnierzy na przykład do Jordanii, aby wykonać operacje uderzeniowe na obiekty zajęte przez terrorystów, odbić i ewakuować polski personel dyplomatyczny. Polska ma więc możliwości, by taką operację wykonać w rzeczywistości nie tylko na ćwiczeniach – mówił przed kilkoma dniami płk Piotr Gąstał, były dowódca elitarnej jednostki GROM, w wywiadzie dla Onetu.

Drugi cywilny samolot z grupą osób ewakuowanych z Afganistanu wylądował w czwartek o godzinie 10 w Warszawie. W środę na pokładzie pierwszego samolotu oprócz Polaków do Polski przylecieli także Niemcy oraz Holendrzy.

Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk dziś informował również, że do kraju wraca dziennikarka Jagoda Grondecka, która pomagała w ewakuacji w Kabulu. Szef KPRM podkreślał, że największym wyzwaniem dla osób, które chcą uciec z Afganistanu, jest dostanie się na lotnisko.

– Mieliśmy bardzo nerwowe ostatnie kilkadziesiąt godzin. Dwie duże grupy osób, które miały zostać ewakuowane, nie mogły dotrzeć do lotniska, ponieważ utrudniali im to talibowie. Udało się to dopiero dzisiaj nad ranem. Obecnie czeka 90 osób, za jakieś dwie godziny będzie kolejny transport – mówił. Z informacji Polskiego Radia 24 wynika, że w sumie do Warszawy przyleciało blisko 80 ewakuowanych osób, a kolejna grupa osób jest przygotowywana do wylotu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dwa polskie samoloty wojskowe są w drodze do Afganistanu. 100 osób na liście do ewakuacji

„Dwa polskie samoloty wojskowe są w drodze do Afganistanu, a trzeci wystartuje wkrótce. Na liście do ewakuacji jest około 100 osób” – poinformował we wtorek szef KPRM Michał Dworczyk.

W Romowie z Polsat News Dworczyk przekazał, że „dwa polskie samoloty wojskowe są w drodze, a trzeci wystartuje wkrótce”. Powiedział, że sytuacja w Afganistanie jest niestabilna. – Samo zorganizowanie od strony technicznej załadunku tych osób od samolotów, które pojawią się w Kabulu, dla wszystkich jest dużym wyzwaniem. Tu chodzi o zweryfikowanie osób, które pojawią się na lotnisku – powiedział.

Pytany ile osób mają zabrać polskie samoloty. – W tej chwili na liście osób do ewakuacji jest około 100 takich osób, które współpracowały czy to z Polskim Kontyngentem Wojskowym, czy z naszą placówką. Natomiast ta sytuacja jest dynamiczna – powiedział Dworczyk.

Zapewnił, że Polska zrobi wszystko, żeby ewakuować Afgańczyków współpracujących z polską stroną. – Tak jak pan premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, zrobimy wszystko, żeby każdy, kto współpracował z polskimi żołnierzami i dyplomatami, a dzisiaj potrzebuje pomocy, taką pomoc uzyskał – powiedział minister.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Polskie wizy humanitarne dla 45 osób w Kabulu

Podjąłem decyzję o wystawieniu wiz humanitarnych dla 45 osób, które współpracowały z Polską, delegaturą UE w Kabulu i członków ich rodzin – poinformował w niedzielę premier Mateusz Morawiecki. „Dotrzymujemy swych sojuszniczych zobowiązań” – podkreślił. Według najnowszych doniesień medialnych talibowie przejęli kontrolę nad pałacem prezydenckim w Kabulu. Wcześniej w niedzielę prezydent Afganistanu Aszraf Ghani wcześniej opuścił miasto i wyjechał za granicę, prawdopodobnie do Tadżykistanu. Państwa UE i NATO ewakuują obecnie swych obywateli z Afganistanu.

Premier obiecuje wizy dla Afgańczyków, współpracujących z Polską

Polska misja wojskowa w Afganistanie zakończyła się oficjalnie 30 czerwca. Premier Mateusz Morawiecki zadeklarował pomoc dla Afgańczyków, którzy współpracowali z Polakami w Afganistanie. „W Święto Wojska Polskiego nie zapominamy o sojusznikach, zwłaszcza tych w największej potrzebie. Podjąłem decyzję o wystawieniu wiz humanitarnych dla 45 osób, które współpracowały z Polską, delegaturą UE w Kabulu i członków ich rodzin. Dotrzymujemy swych sojuszniczych zobowiązań” – napisał premier na Twitterze.

O pomoc Afgańczykom, którzy współpracowali w przeszłości z ambasadą RP w Kabulu, Polskim Kontyngentem Wojskowym czy organizacjami pozarządowymi, zaapelowali w niedzielę: b. ambasador RP w Afganistanie Piotr Łukasiewicz, b. szefowie MON: Tomasz Siemoniak i Bogdan Klich, b. szef MSZ Radosław Sikorski oraz założycielka Polskiej Misji Humanitarnej, obecnie europosłanka PO Janina Ochojska. Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński zapewnił w niedzielnej rozmowie z PAP, że resort podejmuje działania na rzecz ewakuacji tych osób z Afganistanu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Madryt: Dzieci łańcuchami przykuły ojca do ściany. Osiem dni czekał na pomoc

Policjanci z Madrytu uwolnili mężczyznę, którego dzieci przykuły łańcuchami do ściany. Osiem dni czekał na pomoc. Jak poinformowała w środowym komunikacie krajowa policja (Policia Nacional), do zdarzenia doszło w pierwszej połowie lipca w położonym regionie Madrytu mieście Torrejon de Ardoz.

Interwencję poprzedziło zgłoszenie od jednego z sąsiadów, który zauważył mężczyznę dającego przez okno znaki wskazujące, że prosi o pomoc. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policja stwierdziła, że mężczyzna został przytwierdzony łańcuchami do ściany jednego z pokojów, gdzie przetrzymywany był w fatalnych warunkach sanitarnych przez osiem dni.

Pomocnikiem szwagier ofiary

Według policyjnego komunikatu dwoje nieletnich dzieci ofiary miało przytwierdzić mężczyznę do ściany, twierdząc, że było to konieczne, gdyż ich ojciec „miał problemy psychiczne”. W uwięzieniu mężczyzny pomagał również szwagier ofiary.

Z informacji agencji Europa Press wynika, że uratowany mężczyzna trafił do jednego ze szpitali w stołecznej aglomeracji, zaś jego oprawcy zostali tymczasowo osadzeni w areszcie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zaatakował nożem Joannę i Krzysztofa F. Odpowie za próbę zabójstwa

Do brutalnego ataku w Kosinie na Podkarpaciu doszło w lipcu 2019 roku. Jak informowała wówczas prokuratura w Łańcucie, która wszczęła śledztwo w tej sprawie, małżonkowie mieli zostać zbudzeni hałasem dochodzącym z balkonu. Gdy gospodarz szedł sprawdzić, co jest źródłem hałasu, do ich sypialni wtargnął zamaskowany napastnik, który w trakcie szarpaniny miał zadać mężczyźnie nożem kilka ciosów w okolice klatki piersiowej i brzucha. Następnie zaatakował kobietę, gdy ta chciała pomóc mężowi. Zaledwie 18-letni dziś Mateusz M. odpowie za usiłowanie zabójstwa Krzysztofa i Jolanty F. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Grozi mu kara do 25 lat pozbawienia wolności.

Oskarżony Mateusz M. miał w nocy zakraść się do domu w Kosinie koło Łańcuta i zadać małżonkom wiele ciosów nożem. Miał wówczas tylko 16 lat. W tym czasie w domu były dwie córeczki pokrzywdzonych. Dziewczynki były w wieku 3 i 6 lat. Im nic się nie stało. Po zdarzeniu sprawca uciekł tą samą drogą, którą dostał się do środka, czyli przez balkon i przystawioną do niego drabinę. Kobiecie udało się powiadomić policję. Małżeństwo w poważnym stanie trafiło do jednego z rzeszowskich szpitali. Oboje przeżyli. Policjanci zatrzymali Mateusza M. po kilkunastu godzinach. Jak ustalono, 18-latek włamał się do domu, aby ich okraść sąsiadów. Myślał, że nikogo z domowników nie ma w mieszkaniu.

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie, która później prowadziła śledztwo w tej sprawie, oskarżyła Mateusza M. o to, że działając w bezpośrednim zamiarze dokonania zabójstwa małżeństwa F. zadawał im ciosy nożem w okolice klatki piersiowej i brzucha. Jak poinformował rzecznik rzeszowskiej prokuratury okręgowej Krzysztof Ciechanowski, w wyniku zadania im licznych ran kłutych pokrzywdzeni odnieśli urazy wielonarządowe, co spowodowało u nich ciężki uszczerbek na zdrowiu „w postaci choroby realnie zagrażającej ich życiu”. – Przy czym zamierzonego celu nie osiągnął z uwagi na udzielenie pokrzywdzonym natychmiastowej pomocy lekarskiej – dodał prokurator Ciechanowski.

Mateusz M. w toku śledztwa nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Złożył obszerne wyjaśnienia, „które korespondują ze zgromadzonym w sprawie materiałem dowodowym”. Prokuratura nie zdradza treści wyjaśnień.

Prokurator wyjawił, że M. został przebadany przez biegłych psychiatrów i psychologa, którzy uznali, że nie wymaga on leczenia w szpitalu psychiatrycznym ani stosowania wobec niego innych środków leczniczych. – W ocenie biegłych oskarżony w czasie czynu miał zachowaną zdolność rozpoznawania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. Ponadto zarówno stopień rozwoju oskarżonego, jego właściwości i warunki osobiste w dniu popełniania czynu zabronionego przemawiają za odpowiedzialnością na zasadach określonych w Kodeksie karnym – przekazał prokurator Ciechanowski. Dodał, że według biegłych stan zdrowia psychicznego Mateusza M. pozwala mu na udział w czynnościach procesowych oraz prowadzenie obrony „w sposób samodzielny i rozsądny”.
Źródło info i foto: se.pl

Tajna zrzutka na kaucję dla Sławomira Nowaka. „Każdy dawał, ile mógł”

Partyjni koledzy nie chcą się chwalić, że pomogli byłemu ministrowi – donosi we wtorek dziennik „Fakt”

– „Krewni, znajomi i koledzy z PO zebrali milion złotych, żeby oskarżany o korupcję Sławomir Nowak nie musiał wracać do aresztu” – pisze gazeta.

– „Koledzy i koleżanki udzielali panu Nowakowi pożyczek. Każdy dawał, ile mógł” – mówi Faktowi Małgorzata Kidawa-Błońska.

„Wsparcie kolegów”

„Gazeta przypomina, że Sławomir Nowak opuścił areszt w kwietniu. Jednak 2 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że ma wrócić za kratki, chyba że wpłaci milion złotych poręczenia. Na zebranie tej astronomicznej kwoty dał czas do 18 czerwca. Nowak wpłacił kaucję. Udało mu się zebrać pieniądze dzięki wsparciu kolegów z dawnej partii” – czytamy.

Jak podaje „Fakt”, o zbiórce wiedziała również Małgorzata Kidawa-Błońska. – Uważamy, że to jest ludzka przyzwoitość, żeby pomóc. Pan Nowak jak najszybciej powinien stanąć przed sądem – mówi dziennikowi Kidawa-Błońska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl