Nowe ustalenie ws. porwania 14-latki w Poznaniu

„Gazeta Wyborcza” opublikowała nowe doniesienia w sprawie porwania i gwałtu na 14-latce w Poznaniu. – W samochodzie, płacząc, próbowała dodzwonić się do córki i do jej koleżanki Laury – powiedziała kobieta, która pomogła matce porwanej dziewczynki. Policja z kolei twierdzi, że oprawcy nie działali według z góry ustalonego planu, tylko „wzajemnie się nakręcali”. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” dotarł do pani Marty – kobiety, która razem z córką robiła zakupy w sklepie w Poznaniu, gdy zauważyła roztrzęsioną matkę porwanej dziewczynki. Gdy kobieta zapytała ją o to, czy coś się stało, ta odpowiedziała, że porwali jej córkę. Jak dodaje pani Marta, informację tę przekazał kobiecie chłopak 14-latki, który był świadkiem tego, jak dziewczynka wsiada do samochodu swoich oprawców.

Pani Marta zadzwoniła do chłopaka 14-latki, który powiedział, że był w sklepie, a jego dziewczyna czekała z koleżanką na zewnątrz. W pewnym momencie podjechał samochód, z którego wysiadła kobieta, zawołała dziewczynę i kazała jej wejść do auta. Wystraszona 14-latka jej posłuchała. Chłopak widział tylko, jak samochód odjeżdża. Całe szczęście rozpoznał kobietę, która siedziała za kierownicą auta.

Pani Marta zadzwoniła wówczas na policję i zawiozła matkę porwanej na komisariat. – Poszłyśmy na górę do pokoju kryminalnych. Kolejna seria pytań. To, czego ta pani nie mogła powiedzieć, mówiłam za nią. Jeszcze w samochodzie powiedziała nam, że ta porywaczka groziła jej córce. Że jeśli nie odda pieniędzy za popsutą grzałkę od elektronicznego papierosa, to ją wywiozą do lasu w bagażniku. W samochodzie, płacząc, próbowała dodzwonić się do córki i do jej koleżanki Laury – powiedziała pani Marta. Telefony dziewczynek były jednak wyłączone.

W pewnym momencie matka 14-latki poczuła się na tyle źle, że konieczne było wezwanie pogotowia ratunkowego. Po udzielonej pomocy kobieta podziękowała ratownikom, pani Marcie i jej córce. W tym momencie do matki zadzwoniła porwana córka. – Ona krzyknęła: „Dzwoni!”. Policjant włączył telefon na głośnomówiący i to był chyba najgorszy moment – przyznała pani Marta. Jak zrelacjonowała, 14-latka miała powiedzieć, że porywacze ją pobili, przypalali papierosem i ogolili jej włosy. Matka wpadła wówczas w szał.

Świadkiem akcji poszukiwawczej był fotograf Mikołaj Kamieński. Po godzinie 17 zobaczył radiowozy i karetkę, więc zaczął robić zdjęcia. W miejscu, w którym policja znalazła samochód porywaczki, po jednej stronie rośnie dwumetrowa kukurydza, a po drugiej niski łubin. – Całe szczęście, że taki był w tym roku plan zasiewów. Porywacze mogli równie dobrze wjechać w pole kukurydzy albo w głąb lasu. Policja miałaby problem z odnalezieniem porwanej – stwierdził.

„Wydaje się, że zaplanowali tylko porwanie, a potem wzajemnie się nakręcali”

Z kolei policjant w rozmowie z „Wyborczą” przekazał, że funkcjonariusze przejeżdżający niedaleko pola zwrócili uwagę na miejsce, w którym coś odbijało promienie słoneczne. Gdy wjechali na polną drogę, odkryli poszukiwany samochód. Porywacze schowali się za maską auta. W momencie zatrzymania stawiali opór i obrażali policjantów.

Jak się okazało, oprawcy pobili, przypalali papierosami, ogolili brwi i część głowy swojej ofierze, ale też rozebrali ją i ciągnęli po polnej drodze. Następnie jeden z porywaczy, 17-latek, zgwałcił 14-latkę, a pozostali oprawcy – 39-letnia Paulina K. i trzy osoby nieletnie (14-letnia Laura, 13-letnia Marzena i 14-letni Szymon), nagrywały to na telefonach. Świadkiem porwania była także siedmioletnia córka Pauliny K., która została umieszczona w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

– Wydaje się, że zaplanowali tylko porwanie, a potem wzajemnie się nakręcali. Nie wiemy, jak daleko by się posunęli, gdybyśmy nie uwolnili porwanej. Oni sami chyba tego nie wiedzieli – powiedział policjant. Z informacji „Wyborczej” wynika, że porwana 14-latka wyszła ze szpitala, po czym wraz z babcią wyjechała z Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje ws. porwania i zgwałcenia 14-latki

Na jaw wychodzą nowe, wstrząsające ustalenia ws. piątkowego porwania 14-latki w Poznaniu. Wczoraj sąd aresztował 39-letnią kobietę i 17-latka. Dziewczynka została porwana w biały dzień, sprzed sklepu. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, to właśnie dorosła kobieta zmusiła 14-latkę do wejścia do samochodu. Następnie odjechała. Poznański sąd zdecydował wczoraj o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu dwojga podejrzanych – 39-letniej kobiety oraz 17-latka.

Aresztowani wcześniej usłyszeli zarzuty m.in. uprowadzenia i pozbawienia wolności małoletniej, oraz zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i utrwalania treści pornograficznych z przebiegu tego zdarzenia. Grozi im do 15 lat pozbawienia wolności.

Podejrzani składali wyjaśnienia. 17-latek przyznał się, opisał przebieg zdarzenia. Kobieta także opisała przebieg zdarzenia, oświadczyła, że się nie przyznaje, ale z treści tych wyjaśnień wynika, że częściowo do tych zarzutów przyznaje – mówił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak.

Prokurator pytany o motywy działania podejrzanych powiedział, że „był to rzekomy dług za e-papierosa – 20 zł”.

Córka podejrzanej domagała się zwrotu tych pieniędzy. Dodatkowo podejrzana podczas składania wyjaśnień oświadczyła, że chciała też ukarać tę pokrzywdzoną dziewczynką – a to ukaranie miało – według podejrzanej – wynikać z tego, że ta pokrzywdzona dziewczynka nazwała podejrzaną w sposób wulgarny – powiedział.

Do zdarzenia doszło w piątek po południu. Matka dziewczynki zgłosiła się na komisariat i powiedziała, że jej córka została zabrana samochodem spod jednego z marketów znajdujących się na osiedlu Przyjaźni, na poznańskich Winogradach. Po około dwóch godzinach poszukiwań 14-latkę odnaleziono w Złotnikach koło Poznania.

W porwaniu brała udział także 13-letnia córka aresztowanej wczoraj kobiety oraz dwoje 14-latków. Trafili do schronisk dla nieletnich. Decyzję o ich dalszym losie podejmie sąd rodzinny.

Już po porwaniu kupili golarkę

Jak pisze dziś „Gazeta Wyborcza”, już po porwaniu porywacze zatrzymali się przy sklepie. Kupili w nim golarkę do włosów. Właśnie jej użyli do zgolenia brwi i części głowy uprowadzonej dziewczynki. Porywacze wywieźli 14-latkę w okolice Złotnik. Tam torturowali ją, przypalali papierosami.

17-latek miał zgwałcić uprowadzoną dziewczynkę. Gwałt filmowała telefonem komórkowym 39-latka. Jak pisze „Wyborcza”, gwałt nagrywali również pozostali nastolatkowie. „Nie tylko nie pomogli porwanej, ale wręcz dołączyli do pastwienia się nad nią” – czytamy w gazecie.

Podejrzani dość chłodno relacjonują przebieg zdarzenia – mówi prok. Łukasz Wawrzyniak. Jestem prokuratorem od ponad 20 lat. Nie przypominam sobie takiego zdarzenia – tak odhumanizowanego potraktowania ofiary. Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia – dodaje.

Porwana 14-latka leży w szpitalu. Przesłuchał ją tam sędzia z Sądu Okręgowego w Poznaniu. Dzięki temu nie będzie już musiała zeznawać przed sądem.

39-latka ma troje dzieci – będzie wniosek o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej

39-letnia kobieta ma troje niepełnoletnich dzieci, w tym 13-latkę, która brała udział w tym zdarzeniu i została w tej sprawie zatrzymana. Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto w Poznaniu, bo ona jest kompetentna w tej sprawie, będzie występowała do sądu rodzinnego z wnioskami o pozbawienie władzy rodzicielskiej podejrzanej 39-latki – zapowiedział prokurator Łukasz Wawrzyniak. Dodał, że „takie wnioski już są formułowane i wystąpimy z nimi, żeby w związku z tą sprawą sąd również ‘przyjrzał’ się opiece i sprawowanej władzy rodzicielskiej przez tę kobietę nad dziećmi – ale to będą wnioski o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Porwali i brutalnie zgwałcili 14-latkę. Jest areszt

Na 3 miesiące do aresztu trafią dwie osoby, zatrzymane ws. uprowadzenia i zgwałcenia 14-latki z Poznania. To 39-latka i 17-latek. Obojgu grozi do 15 lat więzienia. Powodem uprowadzenia i okaleczenia nastolatki miała być chęć zemsty za uszkodzenie przez poszkodowaną e-papierosa, należącego do jednej ze sprawczyń. Oprócz 39-letniej matki dziewczyny i jej 17-letniego kolegi, zatrzymano też 13- i 14-latkę, oraz 14-letniego chłopaka, którzy będą odpowiadać przez sądem dla nieletnich. Aresztowany dziś 17-latek odpowie przed sądem jak dorosły. 39-latka i 17-latek usłyszeli zarzuty zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem, utrwalania treści pornograficznych, doprowadzenie przemocą do określonego zachowania i uprowadzenia osoby małoletniej.

Podejrzani składali wyjaśnienia. 17-latek przyznał się, opisał przebieg zdarzenia. Kobieta także opisała przebieg zdarzenia, oświadczyła, że się nie przyznaje, ale z treści tych wyjaśnień wynika, że częściowo się do tych zarzutów przyznaje – powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak. Pytany o motywy działania podejrzanych powiedział, że „był to rzekomy dług za e-papierosa – 20 zł”. Córka podejrzanej domagała się zwrotu tych pieniędzy. Dodatkowo podejrzana podczas składania wyjaśnień oświadczyła, że chciała też ukarać tę pokrzywdzoną dziewczynką – a to ukaranie miało – według podejrzanej – wynikać z tego, że ta pokrzywdzona dziewczynka nazwała podejrzaną w sposób wulgarny – relacjonował Wawrzyniak.

Śledczy nie ukrywają, że sprawa ma wyjątkowy charakter ze względu na niski wiek pozostałych sprawców i wyjątkowo brutalny charakter ich działania. W rozmowie z mediami prokurator Michał Kurek nie chciał komentować, czy zatrzymani okazali jakąkolwiek skruchę czy refleksję dotyczącą swoich czynów. Jak tłumaczył, prokuratura wnioskowała o tymczasowe aresztowanie 39-latki i 17-latka ze względu na obawę matactwa oraz groźbę surowej kary.

14-latka została porwana w miniony piątek sprzed marketu na poznańskich Winogradach. Sprawcy wywieźli ją do Złotnik pod miastem, gdzie po półtorej godziny od zgłoszenia namierzyli i zatrzymali ich policjanci.

Poszkodowana nastolatka trafiła do szpitala. Lekarze nie udzielają informacji o jej stanie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Porwanie 14-latki. Zatrzymano 5 osób

5 osób zatrzymała poznańska policja w związku z uprowadzeniem 14-letniej dziewczyny w Poznaniu. Ofiara była przez oprawców torturowana. Wśród zatrzymanych jest tylko jedna osoba dorosła, pozostałe to nastolatkowie. Najmłodsza uczestniczka porwania i tortur miała 13 lat. 14-latka została wczoraj po południu wciągnięta do auta i uprowadzona. Policję zawiadomiła jej matka. Funkcjonariusze po niespełna dwóch godzinach odnaleźli nastolatkę w Złotnikach pod Poznaniem.

Nad tą uprowadzoną dziewczynką znęcano się. Była bardzo brutalnie potraktowana. Aktualnie przebywa w szpitalu pod opieką lekarzy – mówi Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji. Sprawcy ogolili nastolatce włosy, przypalali ją papierosami i zmusili do tzw. innej czynności seksualnej. Policjanci zatrzymali wszystkich oprawców. To czworo nastolatków, w wieku 13, 14 i 17 lat oraz matka najmłodszego z tych dzieci. Policja na razie nie zdradza motywu porwania. Jak przekazała policja obecnie gromadzona jest dokumentacja procesowa. Można się spodziewać zarzutów w stosunku do osób dorosłych, a jeśli chodzi o nieletnich, na pewno dokumenty trafia do sądu rodzinnego – dodał Borowiak.

O porwaniu jako pierwsza poinformowała „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uprowadzenie 14-letniej dziewczynki przed sklepem. Media: Przyczyną mógł być spór o e-papierosa

Grupa porywaczy wciągnęła do samochodu 14-latkę z Poznania. Stało się to na oczach jej matki. O uprowadzeniu powiadomiono policję, która odnalazła ją po niecałych dwóch godzinach. Nastolatka miała na ciele ślady tortur i molestowania. Lokalne media podają, że przyczyną porwania mógł być spór o e-papierosa. Do porwania doszło w biały dzień przed sklepem na osiedlu Przyjaźni w Poznaniu, o czym pierwszy poinformował portal e-poznan.pl. W piątek po godz. 15:00 z policją skontaktowała się matka 14-latki, która widziała, jak jej córkę wciągnięto do bmw, po czym auto odjechało w nieznanym kierunku. 

Jak powiadomił Polsat News Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, w porwaniu wzięły udział dwie dziewczyny, dwóch chłopców, którzy byli pod opieką osoby dorosłej – matki jednej z dziewczyn. 

– Siłą wepchnęli do samochodu bmw 14-latkę i wywieźli ją w miejsce odludne, gdzie pastwiono się nad nią, goląc jej głowę, przypalając papierosem oraz zmuszając do wykonania tzw. innej czynności seksualnej – powiedział Ciarka.  

Prawdopodobnie wszystkie osoby znały się przed zdarzeniem, 14-latka była im również znana. Poszkodowana nastolatka została przewieziona karetką pogotowia ratunkowego do szpitala. Jak podało Radio Poznań, do uprowadzenia mogło dojść, ponieważ 14-latka spaliła grzałkę w e-papierosie dziewczyny jednego z porywaczy, za co nie chciała zwrócić pieniędzy. Lokalne medium zaznaczyło, że uzyskało takie informacje w gronie znajomych poszkodowanej. O komentarz poprosiliśmy biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, które nie potwierdziło tych doniesień. Jak przekazali funkcjonariusze, na ten moment pracują nad zebraniem materiału dowodowego. Kolejnych oficjalnych informacji na temat tej sprawy można spodziewać się po zakończeniu czynności dochodzeniowych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawcy porwania aresztowani

Na wniosek jastrzębskich śledczych sąd tymczasowo aresztował trzech mężczyzn odpowiedzialnych za uprowadzenie 34-latka. Podejrzanymi okazali się obywatele Czech w wieku 27 oraz 33 lat. Grozi im kilka lat więzienia.

Do zdarzenia doszło na jednej z ulic w Jastrzębiu-Zdroju. Trzech mężczyzn napadło rano na 34-latka, który wracał z pracy do domu. Napastnicy bili go i strzelali do niego z broni pneumatycznej, po czym wciągnęli do samochodu. Przechodnie, którzy byli świadkami sytuacji, powiadomili mundurowych. Patrole natychmiast ruszyły w poszukiwania skody na czeskich numerach rejestracyjnych. Po paru minutach patrol ruchu drogowego zauważył na ulicy Podhalańskiej skodę, z której próbował wyskoczyć mężczyzna. Mundurowi zatrzymali auto i przy wsparciu innych patroli, zatrzymali trzech podejrzanych. Dotkliwie pobity 34-leteni jastrzębianin został przewieziony do szpitala.

Okazało się, że sprawcami tego przestępstwa byli mieszkańcy Czech, dwóch w wieku 27 lat oraz 33-latek. Na podstawie zebranego materiału dowodowego i czynności wykonanych przez jastrzębską prokuraturę, sąd postanowił aresztować całą trójkę. Sprawcom grozi przynajmniej 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Sprawa Jarosława Zientary. „Ryba” miał udawać policjanta i porwać dziennikarza

Mirosław R. ps. Ryba, który wraz z Dariuszem L. ps. Lala jest oskarżony m.in. o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary, złożył w piątek obszerne wyjaśnienia w sprawie. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i podważał zeznania kluczowych świadków.

Proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu od stycznia 2019 roku. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

W trakcie piątkowej rozprawy oskarżony Mirosław R. złożył dodatkowe, obszerne wyjaśnienia w sprawie. Podkreślił w nich, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jestem niewinny, nigdy nie widziałem pana Jarosława Ziętary, nie znalem go. Jestem byłem policjantem i nigdy nie popełniłem żadnego przestępstwa, a nawet wykroczenia – zaznaczył. Dodał, że w dniu i w czasie, w którym Ziętara został porwany sprzed domu – był na drugim końcu Poznania odprowadzając syna na uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego.

Oskarżony w bardzo szczegółowy sposób odniósł się w swoich wyjaśnieniach do zeznań dwóch kluczowych świadków w tej sprawie – Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Ziętary, oraz zeznań Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, odsiadującego obecnie wyrok dożywocia, według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Pragnę podkreślić, że oni obaj kłamią przed sądem i wprowadzą wysoki sąd w błąd – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. przez kilka godzin odnosił się do zeznań tych świadków wskazując na liczne – jak podkreślał – nieścisłości i kłamstwa. Oskarżony wskazał, że „Jerzy U. w swoich zeznaniach twierdzi, że był związany z firmą Elektromis i ma pełną wiedzę na ten temat. Jest to nieprawda, pokazują to jego zeznania, w których opowiadał o wydarzeniach, jakie nie miały miejsca i na które nie ma żadnych dowodów”.

Oskarżony wskazywał też m.in., że wersja momentu porwania dziennikarza, jaką podawał Jerzy U. również „zmieniała się”. Jerzy U. mówił, że raz Ziętara wsiadł do samochodu dobrowolnie, bo został zaproszony. W kolejnych, że został wciągnięty. Potem, że został wrzucony do samochodu. W ostatnich zeznaniach ponownie mówił, że wsiadł dobrowolnie – wskazał.

Dodał również, że Jerzy U. sam zeznawał, że porywaczy „widział przez chwilę, z pewnej odległości – a miał rozpoznać ich potem, po kilku latach, w tym nawet tego nieżyjącego (…) U. powiedział, że rozpoznał nas po łysych głowach. Ja w tamtym czasie nie miałem łysej głowy, nosiłem czuprynę i wąsy. U. nie znał nas i nie wiedział jak wyglądaliśmy w tamtym czasie, gdyż poznał mnie dużo później” – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. powiedział także, że Jerzy U. nie mógł widzieć momentu porwania dziennikarza, bo – jak wskazał – w tamtym czasie nie prowadził już „obserwacji Ziętary”.

U. to kolejny świadek, który składa fałszywe zeznania za przysługę, którą prokuratura obiecuje mu spełnić – mówił. W opinii oskarżonego, świadek Jerzy U. to „mściwy, zdeprawowany oszust bez skrupułów”. Dodał, że jest przekonany, że Jerzy U. mści się na nim za to, że pod koniec lat 90. dowiedział się o oszustwach, jakich miał się dopuszczać U.

Każdy, kto wczyta się w akta tej sprawy zauważy, że sprawa jest mocno naciągana; bez żadnych dowodów oskarża się niewinne osoby. Główni świadkowie oskarżenia Jerzy U. i Maciej B. to kryminaliści, którzy dla własnych korzyści zaczęli zeznawać przed prokuratorem wymyślając swoje wersje – powiedział.

Wersje te nie pokrywały się, wiec wycofywano się z zeznań, później je zmieniano, albo modyfikowano tak, by były spójne – ale spójności między tymi zeznaniami nie ma w dalszym ciągu, ponieważ nowe wersje różnią się od siebie znacznie – dodał.

Oskarżony odnosząc się do zeznań Macieja B., wskazał, że „zaczął współpracę z prokuraturą, bo chciał poprawić swoje warunki w zakładzie karnym”, liczył na pomoc prokuratury. Dodał, że „Maciej B. sam twierdzi, że za akt łaski będzie zeznawał to, co chcą”.

Mirosław R. wskazał, że Maciej B. wycofywał się z zeznań, później znów zmienił zdanie. Jak mówił, B. zmieniał też podawane przez siebie wersje zdarzeń, w tym szczegóły dotyczące spotkania, podczas którego miało dojść – jak wynika z ustaleń prokuratury – do podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Mowy końcowe we wrześniu
Oskarżony będzie kontynuował składanie wyjaśnień na kolejnej rozprawie, którą zaplanowano we wrześniu. Wtedy też strony mają wygłosić mowy końcowe.

24 lutego przed poznańskim sądem okręgowym zakończył się drugi z procesów dotyczących sprawy Ziętary. Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku.

W akcie oskarżenia Gawronikowi zarzucono, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”. Były senator nie przyznawał się do winy.

24 lutego Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa Ziętary. Sędzia Joanna Rucińska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „prokurator nie wykazał, aby oskarżony był sprawcą zarzucanego mu czynu, czego skutkiem musiało być wydanie wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika”. Wyrok nie jest prawomocny.

Jarosław Ziętara – życie

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rosjanie porwali i zamordowali sołtys Motyżyna

Rosjanie zabili sołtys podkijowskiego Motyżyna Olgę Suchenko i jej męża Ihora – poinformował mer Makarowa Wadym Tokar. „Smutna wiadomość. Znaleziono ciała sołtys Motyżyna Olgi Suchenko i jej męża Ihora Suchenko, którzy zostali porwani przez orków (Rosjan) dziesięć dni temu. Do dzisiaj ich losy były nieznane” – poinformował Tokar w sobotę wieczorem na Telegramie.

Wcześniej krewni zabitych poinformowali portal Suspilne o ich porwaniu przez rosyjskich wojskowych. Miało do niego dojść 23 marca. W sobotę władze Ukrainy poinformowały, że kontrolują cały obwód kijowski. W niemal całkowicie zrujnowanych miejscowościach, które opuścili Rosjanie, znajdowane są ciała brutalnie zabitych cywilów.
Źródło info i foto: TVP.info

Aresztowani za uprowadzenie przedsiębiorcy

Kilka dni temu 38-letni biznesmen z powiatu łosickiego wychodząc z terenu swojej firmy został uprowadzony przez nieznane osoby. Już dzień po zgłoszeniu przestępstwa policjanci z Mazowsza, przy współudziale kontrterrorystów z Krakowa zatrzymali podejrzanych o przestępstwo. Odzyskano też część pieniędzy. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Siedlcach. 4 marca 2022 r., miał być normalnym dniem pracy dla 38-letniego przedsiębiorcy z terenu powiatu łosickiego, gdzie mężczyzna prowadzi firmę transportową. Gdy wychodził z pracy, został uprowadzony i wywieziony w nieznanym kierunku. Jak się później okazało, mężczyzna został przewieziony do Krosna. 38-latek, któremu m.in. grożono bronią, przekazał kody do sejfów, w których miał zgromadzone pieniądze. Do przestępców trafiło ponad 1 milion złotych w zamian za uwolnienie przedsiębiorcy.

7 marca br. mężczyzna został wypuszczony przez przestępców w Rzeszowie. Po dwóch dniach w Komendzie Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu przyjęto zawiadomienie o porwaniu. Od razu do pracy przystąpili policjanci z wydziałów: kryminalnego, dochodzeniowo-śledczego oraz wywiadu kryminalnego. Zdecydowana praca mazowieckich policjantów przyniosła efekt niemal natychmiast. Policjanci już po kilkudziesięciu godzinach ustalili, kto może stać za uprowadzeniem 38-latka. Dzień później mundurowi z Radomia wspólnie z policjantami z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystcznego Policji z Krakowa, na DK19 między Krosnem, a Rzeszowem, zatrzymali dwóch podejrzanych mieszkańców Krosna: 50 i 59-latka . Jak się okazało, w toku dalszych czynności, kompanem porywaczy był wspólnik 38-latka, którego pokrzywdzony prosił o przekazanie pieniędzy przestępcom. W czasie przeszukania u 47-latka policjanci odnaleźli kilkaset tysięcy złotych oraz kilka sztuk broni.

Dzięki współpracy śledczych z Policji i Prokuratury Rejonowej w Siedlcach cała trójka została tymczasowo aresztowana przez miejscowy sąd. Za pozbawienie wolności oraz wymuszenie rozbójnicze grozi im do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Rosjanie porwali mera miasta Melitopol

Rosjanie porwali Iwana Fedorowa – mera miasta Melitopol na południowym wschodzie Ukrainy – poinformował w piątek w serwisie Telegram doradca szefa MSW Ukrainy Anton Heraszczenko.

„Właśnie w Melitopolu 10-osobowa grupa okupantów porwała mera miasta Iwana Fedorowa, który odmówił współpracy z wrogiem” – napisał Heraszczenko. Podczas porwania nałożono mu na głowę plastikową torbę.

„Wrogowie zatrzymali go w miejskim centrum kryzysowym, gdzie zajmował się sprawami dotyczącymi zapewnienia funkcjonowania tego ukraińskiego miasta” – przekazał.

O tym, że według wstępnych informacji mer został porwany przez rosyjskich wojskowych, napisał na Telegramie wiceszef biura prezydenta Kyryło Tymoszenko. Tymoszenko pokazał nagranie z monitoringu, które ma potwierdzać porwanie.
Źródło info i foto: RMF24.pl