Ojciec zostawił 7-miesięczne dziecko „na chwilę”. Już nie wrócił

Policjanci zajęli się 7-miesięcznym dzieckiem, które ojciec miał „na chwilę” zostawić ze swoim bratem. – Miał wrócić za godzinę, ale nie wrócił wcale – przekazała Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Matka niemowlęcia przebywa w zakładzie karnym.

Policja zajęła się niemowlęciem kilka dni temu, ale informacja w tej sprawie pojawiła się dopiero w czwartek, 31 grudnia. – Na numer alarmowy zatelefonował mężczyzna, który oświadczył, że jest u niego siedmiomiesięczny bratanek. Miał się nim opiekować tylko przez godzinę – tak zapowiedział ojciec chłopca, lecz po syna nie wrócił – przekazała mł. asp. Irmina Sulich.

Zakłopotany mężczyzna, na którego spadł ciężar opieki, powiedział mundurowym, że nie ma jak zająć się młodziutkim bratankiem. – Poprosił, aby zajęli się nim policjanci – podała policja.

Ojciec porzucił 7-miesięczne dziecko. Matka przebywa w zakładzie karnym 

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału wywiadowczo-patrolowego z Targówka, którzy natychmiast udali się do mieszkania zgłaszającego. – Na miejscu okazało się, że ojciec chłopca już ponad dobę nie okazuje zainteresowania, natomiast matka od kilku dni przebywa w zakładzie karnym – przekazali mundurowi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok za zabójstwo niepełnosprawnego 77-latka. Jerzy R. porzucił jego ciało w walizce

Karę 25 lat więzienia wymierzył gliwicki Sąd Okręgowy Jerzemu R., oskarżonemu o zabicie przed dwoma laty niepełnosprawnego 77-latka, którym miał się opiekować. Wyrok jest nieprawomocny. Według oskarżenia, sprawca udusił swą ofiarę, nakładając na głowę worek foliowy. Ciało mężczyzny włożył do walizki, którą później wrzucił do rzeki Kłodnicy w Gliwicach.

Prokuratura żądała dla Jerzego R. dożywocia. Obrona, według której Helmut H. zmarł z przyczyn naturalnych – domagała się uniewinnienia Jerzego R. od zarzutu zabójstwa. Oskarżony przyznał się jedynie do tego, że pozbył się zwłok.

Sąd uznał Jerzego R. za winnego zabójstwa, a także narażenia swojego podopiecznego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za ten drugi czyn wymierzył mu jednostkową karę 3,5 roku pozbawienia wolności. Sąd nie podzielił tym samym stanowiska prokuratury, że Jerzy R. w okresie poprzedzającym zabójstwo przez wiele dni znęcał się nad swoim podopiecznym.

Po wysłuchaniu ustnego uzasadnienia niewątpliwie ten wyrok można uznać za słuszny, mimo że prokurator żądał dla oskarżonego kary dożywotniego pozbawienia wolności – powiedziała dziennikarzom prokurator Joanna Smorczewska. Zaznaczyła, że ostateczną decyzję, czy składać apelację, podejmie referent sprawy po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem.

Obrońca oskarżonego mec. Michał Kuźnik oświadczył po wyroku, że bardzo prawdopodobne jest złożenie w tej sprawie apelacji.

W kwietniu 2016 r. walizkę w Kłodnicy zauważył przechodzień. Okazało się, że wewnątrz jest ciało starszego mężczyzny. Policjanci ustalili jego tożsamość i wkrótce zatrzymali Jerzego R. Mężczyzna przekonywał, że jego znajomy zmarł, a on jedynie chciał się pozbyć ciała.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Porzucił chore niemowlę na parkingu

18-letni mężczyzna zatrzymał się na parkingu przed centrum handlowym, wyjął z samochodu fotelik ze swoim szesnastodniowym dzieckiem, postawił na ziemi i odjechał. Do zdarzenia doszło w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Pracownicy salonu fryzjerskiego zauważyli porzucony fotelik z dzieckiem. Wezwana na miejsce policja przejrzała monitoring i zidentyfikowała mężczyznę, który zostawił dziecko.

Okazało się, że w chwili namierzenia go przebywał w szpitalu z powodu urazów doznanych w wypadku. Po zostawieniu syn na parkingu spowodował kolizję samochodową, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia. Niemowlę zawieziono helikopterem do szpitala. „Los Angeles Times” informuje, że noworodek cierpi na ciężką chorobę, która wymaga specjalistycznego leczenia. Chłopiec jest w stanie ciężkim, ale stabilnym.
Źródło info i foto: wp.pl

Przemycał uchodźców. Zostawił 19 osób na mrozie

Nie zważając na 20-stopniowy mróz, przemytnik ludzi porzucił na parkingu przy autostradzie w Bawarii samochód z 19 uchodźcami – poinformowała w niedzielę niemiecka policja. Przypadkowi podróżni zawiadomili pogotowie ratunkowe, które udzieliło pomocy zziębniętym uchodźcom.

Do incydentu doszło na autostradzie A93 w okolicach Brannenburga na południu Bawarii, niedaleko granicy z Austrią. Uchodźcy – 14 dorosłych i pięciu nieletnich – byli mocno wyziębieni – pisze agencja dpa. Zeznali, że każdy z nich zapłacił za przerzut z włoskiego obozu dla uchodźców do Niemiec od 500 do 800 euro. W samochodzie, którym podróżowali, zaczął szwankować silnik. Kierowca odstawił pojazd na parking i zniknął – podała policja.

Nie mieli dokumentów

Niemieckie media informują, że uchodźcy nie mieli dokumentów tożsamości. Powiedzieli, że pochodzą z Iraku, Iranu i Syrii. Większość z 890 tys. imigrantów, którzy przyjechali w zeszłym roku do Niemiec, przekroczyła niemiecką granicę właśnie w Bawarii. W tym roku napływ imigrantów tzw. szlakiem bałkańskim wskutek porozumienia UE-Turcja znacznie osłabł. Władze Bawarii domagają się ograniczenia do 200 tys. liczby uchodźców przyjmowanych w ciągu roku. Na takie ograniczenie nie godzi się kanclerz Angela Merkel.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Więzienie za bestialstwo wobec zwierząt?

Prokuratura w Lublińcu złożyła sprzeciw wobec nakazowego wyroku miejscowego sądu, który skazał 59-letniego Mariana P. na 30 godzin prac społecznych miesięcznie przez dwa lata. Mężczyzna wiosną przywiązał do drzewa – skazując na śmierć głodową – sukę oraz porzucił jej sześć nowo narodzonych szczeniąt. Cztery nie przeżyły.

Na początku marca w lesie na terenie Lublińca spacerujące małżeństwo z dzieckiem znalazło przywiązaną do drzewa suczkę oraz sześć szczeniaków. Małe pieski zostały porzucone z dala od matki, przez co przeżyły tylko dwa z nich. Policja i lubliniecki TOZ Animals zaapelowali o informacje na temat zwyrodnialca, który zostawił psy na pewną śmierć. Wyznaczono nawet nagrodę za pomoc w jego ujęciu.

Miesiąc później lubliniecka policja otrzymała informację o domniemanym sprawcy. Okazał się nim Marian P., 59-letni mieszkaniec Lublińca. Usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Tłumaczył się, że nie stać go było na utrzymanie psów. Lubliniecka prokuratura nie zgodziła się na propozycje samoukarania: więzienie w zawieszeniu i 1 tys. zł grzywny. Skierowała do sądu akt oskarżenia. 59-latek w trybie nakazowym został skazany na ograniczenie wolności i prace społeczne wymiarze 30 godzin miesięcznie przez dwa lata.

Z takim wyrokiem nie zgodziła się jednak prokuratura, która przed kilkoma dniami złożyła sprzeciw. Oznacza to konieczność przeprowadzenia procesu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że oskarżyciel będzie się domagał bezwzględnej kary pozbawienia wolności.

– Tej informacji nie mogę potwierdzić, bo prokurator nie ujawnia przed końcem procesu, jakiej zażąda kary – mówi Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. Zaprzecza też, aby sprzeciw od wyroku nakazowego w sprawie znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad zwierzętami był wypełnieniem wytycznych Prokuratury Krajowej, aby żądać surowszych niż do tej pory kar za takie czyny. – Nie było takich wytycznych – zapewnia rzecznik.

W czerwcu resort sprawiedliwości poinformował, że pracuje nad zaostrzeniem przepisów dotyczących znęcania się nad zwierzętami. – Osoby zdemoralizowane, wykazujące się szczególnym okrucieństwem wobec zwierząt, powinny trafić do więzienia. Wysyłamy dzisiaj jasny sygnał: zero tolerancji dla tego typu zwyrodnialców – mówił na konferencji prasowej sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Patryk Jaki, który na polecenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro kierował pracami nad projektem.

Rząd chce zwiększyć kary za zabijanie zwierząt i za znęcanie się nad nimi do 3 lat pozbawienia wolności. W przypadku dokonania tego ze szczególnym okrucieństwem, kara wzrośnie do 5 lat. Ponadto ma zostać wprowadzone obligatoryjne orzekanie przez sąd nawiązki na cel związany z ochroną zwierząt. Miałaby wynosić 1 tys. zł do 100 tys. zł.

Teraz ustawa o ochronie zwierząt przewiduje za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem kary od grzywny poprzez karę ograniczenie wolności do 3 lat więzienia. Sąd dodatkowo może też sprawcy zakazać posiadania zwierząt przez 10 lat.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

W stolicy trwa obława policyjna za podejrzanym. W trakcie ucieczki potrącił policjanta

Policjanci chcieli zatrzymać mężczyznę przy Dworcu Zachodnim. Podejrzewali go o przestępstwa związane z narkotykami. Gdy chcieli wylegitymować mężczyznę, ten wsiadł do samochodu i szybko odjechał. To wtedy potrącił jednego z policjantów. Funkcjonariusze oddali kilka strzałów.

Jak podaje RMF FM, uciekinier przejechał kilkaset metrów i zakleszczył się między dwoma autobusami na Rondzie Zesłańców Syberyjskich. Tam porzucił samochód i uciekł. W poszukiwaniach bierze udział policyjny śmigłowiec. Potrącony funkcjonariusz trafił na obserwację do szpitala. Według informacji RMF FM jego życiu nic nie zagraża.

Policja zapowiada, że poszukiwania będą trwały do skutku.
Żródło info i foto: wp.pl

Poszukiwany konwojent ma naśladowcę?

Stołeczna policja szuka konwojenta znanej firmy ochroniarskiej, który nie wrócił z pieniędzmi do bazy – donosi Radio Zet. To drugi taki przypadek w ciągu ostatnich miesięcy. Na początku lipca pracownik poznańskiej firmy ochroniarskiej ukradł ponad 8 mln zł. Do tej pory jest na wolności. Z informacji przekazanych przez policję, na które powołuje się Radio Zet, wynika, że mężczyzna po zakończeniu pracy nie zgłosił się do firmy i co za tym idzie – nie rozliczył się z pieniędzy. Poruszał się samochodem służbowym, który następnie porzucił.

Z ustaleń policji wynika, że 41-latek wcześniej odwiedził kilka punktów w Warszawie, skąd odebrał gotówkę. Śledczy nie ujawniają, o jaką kwotę chodzi. Okoliczności kradzieży do złudzenia przypominają głośną sprawę rabunku stulecia, jak mówi się o kradzieży pieniędzy w Swarzędzu.

Przypomnijmy: na początku lipca pracownik innej firmy ochroniarskiej, tym razem z Poznania, ukradł 8 mln zł. Bezradna policja dopiero po miesiącu od jego zniknięcia zdecydowała się ujawnić jedyne nagranie z fałszywym konwojentem. Na krótkim filmiku zarejestrowanym okiem kamery zainstalowanej w bankomacie widać łysego mężczyznę z długą brodą i w okularach.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Trwają poszukiwania kierowcy, który zabił pieszą i uciekł

Warmińsko-mazurska policja poszukuje kierowcy białego mercedesa, który przed godz. 9 wjechał w kobietę idącą chodnikiem na jednej z głównych ulic w Piszu (woj. warmińsko-mazurskie). 40-letnia piesza zginęła, kierowca uciekł i porzucił samochód w pobliskim lesie. Jak poinformowała na antenie TVN24 podkom. Anna Szypczyńska z policji w Piszu, kierowca jechał mercedesem sprinterem na częstochowskich numerach rejestracyjnych. Wjechał na chodnik przy ul. Wojska Polskiego w Piszu, uderzył w idącą nim kobietę, nie zatrzymał się i uciekł samochodem z miejsca wypadku. 40-letnia piesza zginęła.

Samochód w lesie

W lesie pod Piszem policja odnalazła już samochód sprawcy. Z nieoficjalnych informacji TVN24 wynika, że mężczyzna podpalił auto. Jest poszukiwany. Jeden ze świadków wypadku mówił lokalnemu portalowi pisz.wm.pl: – Jechałem rowerem, nagle usłyszałem straszliwy huk. Jak się odwróciłem, to ta kobieta leżała na chodniku cała we krwi. Zacząłem uciekać, bo ten samochód jechał prosto na mnie. Uciekałem przed nim, bałem się, że i mnie zabije. Uciekłem między bloki i natychmiast zadzwoniłem po pomoc na policję.
Żródło info i foto: tvn24.pl

43-latek zatrzymany za porzucenie w nocy 3-letniego dziecka

Policjanci z Józefowa pod Warszawą zatrzymali 43-letniego mężczyznę, który jest podejrzewany o porzucenie w nocy swojego trzyletniego dziecka. Mężczyzna miał oddać je przypadkowej osobie, która wyszła nocą z psem na spacer. Tuż przed północą na policję zadzwoniła młoda kobieta. Twierdziła, że przechodzący obok niej mężczyzna postawił przy niej trzyletnie dziecko, po czym uciekł. Funkcjonariusze na miejsce wezwali pilnie pogotowie ratunkowe, które zabrało dziecko na obserwację do jednego z otwockich szpitali. Jeszcze tej samej nocy zatrzymano mężczyznę podejrzewanego o porzucenie dziecka. 43-latek został zatrzymany. O sprawie natychmiast powiadomiono prokuratora, a sprawa trafi do sądu rodzinnego w Otwocku. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Pijany kierowca zabił dwie dziewczynki. Wpadł w zasadzkę

Ofiary miały 12-13 lat. Kierowca seata porzucił samochód i uciekał pieszo. Szukało go 100 policjantów i strażaków. Wpadł w zasadzkę, gdy skradał się do swojego domu. Po siedmiu godzinach od tragedii miał 1,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, prawo jazdy stracił już wcześniej za jazdę po pijanemu. Do tragicznego wypadku doszło pomiędzy miejscowościami Zalesie i Lipniak w powiecie łukowskim w sobotę około godz. 21.15. Kierowca osobowego seata potrącił dwie idące jezdnią dziewczynki w wieku 12-13 lat. Nie pomógł im, tylko uciekł razem z pasażerem, porzucając samochód. Uczennice podstawówki zginęły na miejscu. Towarzyszącemu im 13-letniemu koledze szczęśliwie nic się nie stało. Na policję zadzwonił i opowiedział o wszystkim przypadkowy świadek zdarzenia. Dzięki temu niemal od początku były znane nazwiska osób, której były w aucie. Przez noc kierowcy seata szukało 100 policjantów i strażaków. Żródło info i foto: Gazeta.pl