Zaatakowano posterunek polskich służb granicznych. Zatrzymano 15 migrantów

Minionej nocy doszło do ataku na posterunek polskich służb granicznych – informuje Straż Graniczna na Twitterze. Funkcjonariusze byli również obrzucani kamieniami. Jeden z kamieni trafił w głowę żołnierza ochraniającego granicę. Z najnowszego raportu Straży Granicznej wynika, że choć intensywność działań na granicy polsko-białoruskiej zmalała, wciąż dochodzi tam do incydentów. Minionej nocy na odcinku granicznym w miejscowości Czeremcha (województwo podlaskie) polskie patrole były kilka razy atakowane „przez agresywne grupy cudzoziemców” – czytamy w komunikacie.

Żołnierz Wojska Polskiego został uderzony kamieniem w głowę – informuje Straż Graniczna. Doszło także do ataku na posterunek polskich służb. Na zdjęciach zamieszczonych przez funkcjonariuszy na Twitterze widać, że uszkodzeniu uległy szyby posterunku, wybite prawdopodobnie kamieniami. Zatrzymano 15 migrantów – podaje Straż Graniczna. To obywatele Iraku i Iranu.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: Morderca przyszedł z odciętą głową kolegi na posterunek policji

38-latek zgłosił się do żandarmerii z torbą, w której znajdowały się głowa i genitalia jego przyjaciela. Ze słów zatrzymanego wynika, że między mężczyznami doszło prawdopodobnie do kłótni. Szczegóły sporu nie są jednak jak na razie znane. Mężczyzna zgłosił się do żandarmerii w Fréjus (miejscowość w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże) w piątek 7 stycznia po godzinie 11:00. 38-latek miał przyznać, że dzień wcześniej zabił swojego przyjaciela – podaje francuski dziennik „Le Figaro”.

W torbie 38-latka znajdowała się odcięta głowa oraz męskie genitalia ofiary, której tożsamość podał podejrzany – czytamy. Policja udała się w miejsce zamieszkania, wskazanego przez domniemanego sprawcę, której znajdowało się w dzielnicy Villeneuve. Tam funkcjonariusze odnaleźli resztę ciała ofiary. Dziennik „Var-Matin” podaje, że na miejscu obecna była także żona ofiary. Kobieta miała znajdować się „w stanie osłupienia”.

Mężczyzna został natychmiast aresztowany. Teraz sprawą zajmą się śledczy z Tulonu. Według wstępnych informacji, na które powołuje się portal cnews.fr, ofiara miała zostać zabita po brutalnej walce w związku z prywatnym sporem, jednak jego szczegóły nie są jeszcze znane. Podejrzany miał być już znany policji z drobnych wykroczeń.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowy Jork: Była policjantka była wielokrotnie gwałcona i bita przez innych funkcjonariuszy. Jest dochodzenie

Maria Mendez, była nowojorskiej policjantka z komisariatu w Harlemie, była wielokrotnie gwałcona i bita przez innych funkcjonariuszy. Policja wszczęła dochodzenie po wniesieniu pozwu do sądu federalnego przez Mendez, w którym zarzuciła przełożonym, że zignorowali jej skargi.

Maria Mendez napisała w pozwie, że była wielokrotnie gwałcona, upokarzana i bita przez policjantów, z którymi pracowała w 32. komisariacie w Harlemie. Mendez zarzuciła współpracownikom, że działo się to od czerwca 2014 roku.

Marrero często uciekał się do przemocy fizycznej i szantażu. Podczas jednej z imprez bożonarodzeniowych nowojorskiej policji, wymusił stosunek seksualny wkładając Mendez pistolet do ust. Zaciągnął ją na tylną kanapę samochodu i zgwałcił oralnie, analnie i waginalnie. Policjantka stawiała opór, ale Marrero „kazał jej się zamknąć”. Szantażował ją nagimi zdjęciami, do których zrobienia ją zmusił. Mówił, że jeśli nie przestanie się opierać, pokaże zdjęcia jej mężowi. Potem zawołał drugiego policjanta, żeby „mógł też się trochę zabawić z dominikańską dziwką, którą jest Mendez”.

Była policjantka stwierdziła, że Marrero wielokrotnie gwałcił ją w miejscach publicznych w Harlemie, w pobliżu głównego komisariatu nowojorskiej policji, a także sądu na Manhattanie, kiedy byli tam na przesłuchaniach. Mendez dodała, że gwałty miały miejsce w hotelach, samochodach służbowych, poczekalni dla policjantów, kobiecej łazience i szatni oraz podczas jednej z interwencji, gdy Marrero rzekomo zmusił ją do wejścia na krawędź dachu i groził, że ją zrzuci.

Marrero wielokrotnie brutalnie bił i dusił Mendez. Wepchnął jej pięść do jej odbytu i pochwy, powodując szereg obrażeń, w tym takie wymagające pomocy medycznej. Znęcał się też nad policyjnym psem, bijąc go na oczach Mendez, by ją zastraszyć. Często też opowiadał o tym, jak lubi uprawiać seks z nieprzytomnymi kobietami, ponieważ nie walczą, i pokazywał jej nagie zdjęcia nastoletnich dziewcząt, z którymi rzekomo uprawiał seks.

Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa

Mendez zdecydowała się złożyć zawiadomienie do prokuratury, w którym opisała gwałty i inne nadużycia. Oprócz policjantów miał ją zgwałcić także strażak, od którego Mendez była zmuszana przez policjantów z jej komisariatu kupować silne leki przeciwbólowe, które kradł z mieszkań zmarłych ludzi. Przedstawiła też dowody – nagrania, zapisy ze służbowych protokołów, a także bieliznę ze śladami DNA. Śledczy odmówili jednak wniesienia aktu oskarżenia, tłumacząc, że „prokuratura nie jest w stanie udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że doszło do przestępstwa”.

Wobec tego Mendez zdecydowała się wnieść pozew do sądu federalnego. Była policjantka napisała w nim, że w wyniku niezliczonej liczby gwałtów doznała „deformacji pochwy i odbytu wymagających zabiegów chirurgicznych”. Wieloletnie cierpienia odbiły się poważnie na jej psychice. Miała myśli samobójcze, stany lękowe, depresję i zespół stresu pourazowego.

Była policjantka stwierdziła, że nadużycia zaczęły się wiele lat wcześniej, w 2006 roku. Była nękana wyzwiskami o charakterze seksualnym, a także padała ofiarą licznych napaści fizycznych i molestowania ze strony współpracowników i przełożonych. Upokarzali ją, robiąc zdjęcia, gdy odciągała z piersi pokarm. Opisywali też w wulgarny sposób czynności seksualne, które zamierzają z nią odbyć.

Przełożeni obwiniali policjantkę

Mendez zgłaszała to przełożonym. Zwierzyła się policjantce Filastin Srour i opowiedziała jej o ciągłych gwałtach i nadużyciach, których doświadczała. Srour rzekomo nie podjęła niezbędnych działań, do których była zobowiązana jako przełożona. Zamiast tego nazwała Mendez „szmatą” i zagroziła, że jeśli „nie przestanie wysuwać fałszywych oskarżeń przeciwko dobrym funkcjonariuszom, będzie zmuszona do podjęcia działań przeciwko niej”.

Mendez złożyła ostatnią skargę w styczniu 2019 roku, która również została zignorowana, po czym zrezygnowała z pracy w policji po 14 latach służby. Była policjantka domaga się teraz 90 milionów dolarów odszkodowania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Atak na posterunek służby bezpieczeństwa w Birmie

Bojówki związane z birmańską opozycją zaatakowały w niedzielę posterunek służby bezpieczeństwa w mieście Mongpai (Mobye), zabijając co najmniej 13 funkcjonariuszy. Według birmańskich mediów społecznościowych w podpalonym budynku straciło życie 15 agentów.

Portal informacyjny Irrawaddy zacytował wypowiedź jednego z liderów Sił Samoobrony Narodowej, który powiedział, że posterunek został podpalony, a rany – oprócz policjantów – odniosło w rezultacie starć także dwóch cywilów.

Portal Irrawaddy podaje, że bojówki opozycji wzięły do niewoli czterech funkcjonariuszy. Władze wieloetnicznego stanu Szan, gdzie od lat 60. działa silny ruch niepodległościowy, a Szanowie i Chińczycy stanowią silne mniejszości, nie odniosły się jeszcze do niedzielnych wydarzeń w Mongpai.

Zajścia wpisują się w propagandowy przekaz birmańskiej junty, która twierdzi, że opozycja zrzeszona wokół kierowanej przez noblistki Aung San Suu Kyi Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD), która rządziła Birmą od 2016 roku, to terroryści uciekający się do przemocy.

Przeciwnicy junty chcą uwolnienia przywódczyni kraju oraz przywrócenia władzy jej partii NLD, która wygrała wybory parlamentarne w listopadzie 2020 roku, co kwestionują puczyści. W większych miastach Birmy nieprzerwanie prowadzone są pokojowe protesty uliczne. Dochodzi do licznych starć z siłami porządkowymi, które używają do ich tłumienia ostrej amunicji.

Wybory sfałszowane?

Junta twierdzi, że listopadowe wybory były sfałszowane. Zapowiedziała delegalizację NLD. Według opublikowanych na początku maja danych birmańskich aktywistów ze Związku Pomocy Więźniom Politycznym (AAPP) od przejęcia władzy przez wojsko w dniu 1 lutego br. już 766 cywilów zostało zabitych przez siły bezpieczeństwa, a ponad 3700 osób jest przetrzymywanych w aresztach lub nieznanych lokalizacjach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prokuratura antyterrorystyczna zajęła się śledztwem ws. czwartkowego ataku nożownika w Paryżu

Francuska prokuratura antyterrorystyczna przejęła śledztwo w sprawie czwartkowego ataku nożownika w budynku paryskiej prefektury policji. Zginęło w nim czworo pracowników policji, jedna osoba jest w szpitalu.

W świetle dowodów zebranych przez śledczych na tym etapie śledztwa krajowa prokuratura antyterrorystyczna podjęła dziś wieczorem śledztwo w sprawie wydarzeń, do których doszło wczoraj w prefekturze policyjnej – powiedział prokurator paryski.

Napastnikiem był 45-letni Mickael H., zatrudniony jako informatyk w wydziale wywiadu kryminalnego paryskiej policji. Mężczyzna był głuchy.

Francuskie media podały, że pracujący od 16 lat cywilny pracownik policji przeszedł na islam półtora roku temu, jednak informacja ta nie została potwierdzona przez władze.

Krajowa prokuratura antyterrorystyczna kontynuuje śledztwo, podczas gdy dochodzenie wszczęte przez paryską prokuraturę nie zakwalifikowało ataku jako zamachu terrorystycznego.

Hipoteza dżihadystyczna „oczywiście nie została odrzucona” – skomentowała rzeczniczka rządu Sibeth Ndiaye w programie Franceinfo, ostrzegając przed fake newsami.

To nie jest tak, że gdy jest się muzułmaninem, to jest się terrorystą, więc fakt, że przechodzimy na islam, nie jest automatyczną oznaką radykalizacji – powiedziała Ndiaye.

Żona napastnika, której w piątek przedłużono areszt, powiedziała śledczym z brygady kryminalnej o „nietypowym zachowaniu” jej męża dzień przed atakiem na posterunku policji – podało źródło zbliżone do śledztwa.

Prefekt policji zapewnił, że warunki bezpieczeństwa w prefekturze są „właściwe” i „nie ma wątpliwości, że nie były przyczyną dramatu, do jakiego nigdy wcześniej tam nie doszło”.

W czwartek między godziną 12.30 a 13 Mickael H., wyposażony w nóż kuchenny, w dwóch biurach na parterze budynku najpierw śmiertelnie ranił dwóch policjantów i pracownika administracyjnego prefektury. Następnie w windzie zaatakował dwie kobiety – policjantkę i pracownicę kadr. Policjantka zginęła na miejscu, druga osoba trafiła do szpitala, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Napastnik następnie wyszedł na dwór, gdzie policjant, który dopiero od sześciu dni był na służbie, najpierw usiłował go namówić do odrzucenia noża i potem zranił go śmiertelnie w głowę.

Krewny Mickaela H. wyraził całkowite „”niezrozumienie” jego postępowaniem; powiedział, że często razem uczęszczali do meczetu w Gonesse, gdzie mieszkali

Mówił mi o swoim braku rozwoju zawodowego związanym z niepełnosprawnością, miał kompleksy – powiedział zastępca sekretarza muzułmańskiego stowarzyszenia w Gonesse o imieniu Abdelaziz.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe info w sprawie zatrzymanego dziennikarza Kamila D. Spowodował kolizję pod wpływem alkoholu

W sobotę po południu Kamil D. miał wyjść na wolność, ale tak się nie stało. Wcześniej na posterunku pojawiła się prawniczka, która prawdopodobnie reprezentuje dziennikarza. W jej Kamil D. obecności miał złożyć zeznania w związku z piątkową kolizją. Jak ustalił nieoficjalnie portal Fakt24.pl, dziennikarz wciąż nie może tego zrobić ze względu na swój stan. By zeznawać, musi być bowiem całkowicie trzeźwy.

Portal pisze: „Na komendzie pojawiła się kobieta, prawniczka, która prawdopodobnie ma reprezentować dziennikarza. Weszła głównym wejściem. Potem jeden z policjantów przestawił jej auto na teren komendy. Kobieta wyjechał z niej tylną bramą, ale sama. Kamil D. nie wyszedł ani nie wyjechał razem z nią. To oznacza, że wciąż pozostaje do dyspozycji policjantów. Najprawdopodobniej właśnie dlatego, że wciąż nie jest w stanie złożyć zeznań”.

Do wypadku z udziałem gwiazdy dziennikarstwa doszło wczoraj wczesnym popołudniem, na trasie A1 na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego – podaje serwis piotrkowski24.pl. Samochód, którym według świadków wydarzenia poruszał się znany dziennikarz, uderzył w pachołki rozdzielające jezdnię. Jeden z pachołków uderzył w jadący z naprzeciwka samochód.

Kiedy na miejsce przyjechała policja, okazało się, że dziennikarz jest pijany. – Kierujący miał ponad 2,5 promila w wydychanym powietrzu – poinformował serwis asp. Ilona Sidorko, oficer prasowy policji w Piotrkowie Trybunalskim. Jak wynika z relacji świadków wypadku, Kamil D. wychodząc z auta, „ledwo trzymał się na nogach”.

Kamil D. jest dziennikarzem radiowym i telewizyjnym, pracował m.in. w Telewizji Polskiej (1993-2006) i TVN-nie (2006-2015). Od października 2016 roku do kwietnia br. Kamil D. prowadził serwis Silesion.pl.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Warszawa: Policja wyjaśnia okoliczności postrzelenia mężczyzny

Trwa wyjaśnianie okoliczności sobotniej awantury przy Al. Jerozolimskich w Warszawie, w pobliżu Dworca Centralnego – podaje RDC. Jak informuje Komenda Stołeczna Policji, nad ranem podczas kłótni grupy mężczyzn, jeden z nich oddał strzały z pistoletu lekko raniąc innego uczestnika sprzeczki. Mamy zdjęcie z miejsca zdarzenia od naszego czytelnika.

– Wezwani na miejsce policjanci przewieźli mężczyznę na posterunek. Prowadzimy czynności wyjaśniające – ustalamy przyczyny i okoliczności tego zdarzenia. Zabezpieczono też broń. Sprawdzamy, czy zatrzymany miał na nią pozwolenie – powiedział cytowany przez RDC podkomisarz Piotr Świstak z Wydziału Komunikacji Komendy Stołecznej Policji.

Strzelającego obezwładnili pracownicy ochrony Dworca Centralnego. Do strzelaniny doszło naprzeciw dworca – po drugiej stronie Alej Jerozolimskich – zaznaczył podkomisarz. – Po zakończeniu czynności zatrzymany najprawdopodobniej usłyszy zarzuty. Będą one zależały od ustaleń trwającego w śródmiejskiej komendzie postępowania – dodał

Według nieoficjalnych informacji mężczyzna w trakcie zdarzenia był pod wpływem alkoholu, a broń, z której rano kilkakrotnie wystrzelił, to glock.

– Na szczęście oprócz draśnięcia nikomu nic się nie stało. Skończyło się na strachu. Postrzelonego na miejscu opatrzyli wezwani ratownicy z pogotowia ratunkowego, ale nie było potrzeby kierowania go do szpitala – powiedział podkom. Świstak.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Brutalna napaść na kontrolerów biletów w Katowicach. 33-letni sprawca zatrzymany

Na przystanku autobusowym w Katowicach doszło do ataku z użyciem noża i gazu na kontrolerów biletów. 33-letni sprawca został złapany.

Do napaści doszło wczoraj kilka minut po godzinie 19.00 na ulicy Chorzowskiej, gdy dwaj kontrolerzy sprawdzali w autobusie bilety. Jeden z pasażerów odmówił pokazania biletu i dowodu osobistego, a kiedy autobus zatrzymał się na przystanku, wypchnął mężczyznę na zewnątrz, po czym wyciągnął gaz i nóż.

Jednego kontrolera zranił w udo, a drugiego – w policzek. Mężczyźni złapali jednak napastnika i wezwali policję. Okazało się, że 33-latek jest poszukiwany za inne przestępstwo.

Życiu kontrolerów nic nie grozi.

O dalszym losie zatrzymanego mężczyzny zdecyduje prokurator.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Afganistan: Talibscy bojownicy zabili trzech żołnierzy

Talibscy bojownicy zabili w sobotę trzech afgańskich żołnierzy w ataku na ich posterunek w prowincji Ghazni na wschodzie Afganistanu – poinformowały lokalne władze. Rzecznik gubernatora prowincji Ghazni Arif Nuri sprecyzował, że w ataku rannych zostało dwóch afgańskich wojskowych. Z kolei ośmiu bojowników zostało zabitych przez siły bezpieczeństwa, a ponad dziesięciu zostało rannych.

Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid wziął odpowiedzialność za ten atak. Jak dodał, talibowie napadli na posterunek i zdołali skonfiskować broń i amunicję.

W ostatnich tygodniach nasiliły się ataki na afgańskie siły bezpieczeństwa. W połowie listopada afgańscy talibowie przeprowadzili ataki na kilkanaście punktów kontrolnych w prowincji Kandahar na południu kraju, zabijając 22 policjantów i raniąc co najmniej 15.

19 października co najmniej 43 afgańskich żołnierzy zginęło w ataku talibów na ich bazę na zachodzie Kandaharu, a dwa dni wcześniej w zamachach talibskich bojowników w prowincjach Ghazni i Paktia na wschodzie życie straciło łącznie ponad 80 osób, a 240 zostało rannych.
Źródło info i foto: interia.pl

Dwóch 17-letnich Marokańczyków przyznało się do napadu na polską parę w Rimini

Nastolatkowie przyznali się do napadu na polskich turystów oraz Peruwiańczyka w Rimini we Włoszech – podała dzisiaj włoska agencja prasowa Ansa. Imigranci stawili się na posterunku karabinierów w mieście Pesaro po tym, gdy w mediach opublikowano wizerunki sprawców.

Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media. Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują mediaMłodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media. Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media.Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media. Czteroosobowa grupa imigrantów z północnej Afryki napadła w ubiegłym tygodniu w nocy z piątku na sobotę na młodych polskich turystów na plaży w Rimini. 26-letnia Polka została zgwałcona, a jej partner pobity do nieprzytomności. Oboje przebywają nadal w szpitalu.

We wtorek do Rimini przybyła delegacja polskiej prokuratury, która również wszczęła śledztwo w sprawie napaści na Polaków. Zapoznała się z przebiegiem dochodzenia i razem z włoskimi śledczymi przesłuchała poszkodowanych polskich turystów.
Źródło info i foto: onet.pl