Ksiądz celowo potrącił złodzieja i nie udzielił mu pomocy

W brazylijskim mieście Santa Cruz do Rio Pardo miejscowy ksiądz celowo potrącił samochodem złodzieja, który wcześniej okradł plebanię. Dodatkowo duchowny nie udzielił mu pomocy i odjechał z miejsca zdarzenia. Do zdarzenia doszło 7 maja wieczorem. Kamery uchwyciły moment, jak dominikanin o. Gustavo Trindade dos Santos gonił samochodem złodzieja Angelo Nogueirę. W pewnym momencie kierujący białym samochodem duchowny zjechał na chodnik i uderzył w uciekającego mężczyznę.

Bezpośrednio po incydencie 37-letni duchowny nie udzielił pomocy poszkodowanemu i uciekł z miejsca zdarzenia. Krótko po tym zdarzeniu o. dos Santos odprawił ślub. Panna młoda wspomina, że nie było po nim widać zdenerwowania i że w czasie ceremonii zachowywał się zupełnie normalnie. Żartował i śmiał się z nami przed ślubem. Mówił, żeby zachować spokój i spokojnie oddychać, bo wszystko będzie dobrze – powiedziała kobieta lokalnym mediom.

Kiedy nowożeńcy czekali na samochód, który miał ich zabrać na wesele usłyszeli syreny pogotowia i dowiedzieli się, że niedaleko kościoła miał miejsce wypadek. Byli w szoku, kiedy okazało się, że za potrącenie mężczyzny odpowiedzialny jest duchowny. Ofiara wypadku, 40-letni Angelo Nogueira został przewieziony do szpitala w ciężkim stanie. Musiał przejść operację kości udowej. Okazało się, że złodziej 2 razy włamał się na plebanię wchodząc przez okno. Zabrał z niej ubrania – 3 swetry i jeden t-shirt.

Ksiądz zostanie oskarżony o próbę zabójstwa. Może też odpowiadać za nieudzielenie pomoc poszkodowanemu. Policja wnioskowała o jego zatrzymanie, ale sędzia odrzuciła ten wniosek ponieważ duchowny współpracuje ze śledczymi.

Diecezja Ourinhos poinformowała, że kapłan został usunięty z parafii. Dominikanin został księdzem rok temu. „Bratu Gustavo jest przykro z powodu tak tragicznego wypadku. Wzywa on wszystkich wiernych do modlitwy za życie pana Angelo Nogueiry” – czytamy we wspólnym oświadczeniu dominikanów i diecezji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Potrącił dwie osoby na przejściu. Był pod wpływem narkotyków

Funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Słupsku pracowali wczoraj na miejscu wypadku drogowego, do którego doszło w Słupsku przy ul. Zaborowskiej. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 37-letni kierujący skodą nie ustąpił pierwszeństwa dwóm pieszym znajdującym się na pasach. Przypominamy, że od 1 czerwca 2021 roku obowiązują zmiany w przepisach ruchu drogowego, które dotyczącą m.in. pierwszeństwa pieszych przy wchodzeniu na przejście.

Wczoraj około godziny 9:45 policjanci ze Słupska otrzymali zgłoszenie o wypadku drogowym, do którego doszło na skrzyżowaniu ul. Zaborowskiej, Korfantego i Witosa. Ze wstępnych ustaleń mundurowych wynika, że 37-letni mieszkaniec Słupska nie ustąpił pierwszeństwa pieszym znajdującym się na przejściu dla pieszych. Na pasy weszła grupa 4 osób, dwie z nich widząc nadjeżdżający z lewej strony pojazd, odskoczyły na bok, a dwie kobiety w wieku 16 i 17 lat potrącił samochód. Zostały one przewiezione do szpitala w celu wykonania szczegółowych badań.

Policjanci, którzy pracowali na miejscu tego zdarzenia, przebadali kierowcę na zawartość alkoholu, mężczyzna był trzeźwy. Badanie testerem narkotykowym wykazało jednak, że zdecydował się on wsiąść za kierownicę po zażyciu środków odurzających. Od mężczyzny została pobrana krew do badań, a także zatrzymano mu prawo jazdy. Wkrótce odpowie za spowodowanie wypadku drogowego, a także kierowanie pojazdem po zażyciu środków odurzających, za co grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

Każdy zażywany narkotyk wpływa na zachowanie kierowcy. Siła reakcji zależy od rodzaju oraz ilości zażytej substancji. Trzeba mieć świadomość, że środki odurzające powodują szereg zaburzeń, które u kierowców mogą skończyć się tragicznie zarówno dla nich samych, a także dla innych uczestników ruchu drogowego.

Przypominamy jednocześnie, że od czerwca 2021 roku obowiązują nowe przepisy, które dają pierwszeństwo pieszym przy wejściu na pasy. Należy jednak pamiętać, że nawet posiadane pierwszeństwo nie uchroni pieszego przed poniesieniem obrażeń w konfrontacji z pojazdem. Dlatego istotne dla poprawy bezpieczeństwa jest przede wszystkim, podejmowanie odpowiedzialnych decyzji na drodze.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: Pijany policjant śmiertelnie potrącił Polaka. Jego ciało ukrył w bagażniku

Pijany policjant Louis Santiago z New Jersey, który śmiertelnie potrącił 29-letniego Polaka, nie przyznaje się do winy. O wypadku, który miał miejsce w noc halloweenową poinformowała amerykańska telewizja NBC News. Policjant, który nie był na służbie, sięgnął w czasie jazdy po telefon komórkowy i zjechał na pobocze autostrady, w momencie kiedy szedł tam 29-letni Damian D. Według adwokata policjanta jego klient myślał początkowo, że uderzył w dzikie zwierzę, ponieważ Polak był ubrany w ciemny kostium halloweenowy.

Z ustaleń śledczych wynika, że Louis Santiago odjechał z miejsca wypadku, ale wielokrotnie tam wracał, zanim załadował ciało mężczyzny do swojego samochodu. ”Polak został uznany za zmarłego na miejscu zdarzenia, ale dopiero ponad dwie godziny później. W ciągu tych dwóch godzin, Santiago pojechał do domu z ciałem Damiana na tylnym siedzeniu, a następnie wrócił na miejsce wypadku, nie dzwoniąc pod alarmowy numer 911, ani nie próbując udzielić pomocy mężczyźnie” – podała NBC News powołując się na prokuratorów.

”Co by było, gdyby policjant natychmiast zadzwonił pod numer 911? Czy Damian mógłby zostać uratowany? Nie wiemy tego z powodu jednej osoby, która była niewiarygodnie samolubna” – oceniła cytowana przez NBC News przyjaciółka Polaka, który był pielęgniarzem.

W domu policjant rozmawiał z matką, która podeszła do samochodu, aby zobaczyć ciało. „Zawieź to ciało z powrotem tam, gdzie je uderzyłeś” –  miała powiedzieć synowi, zgodnie z relacją prokuratorów. Ojciec Santiago, który też jest policjantem, zadzwonił pod numer alarmowy 911, a także do swojego szefa, ale prokuratorzy nie podali kiedy to nastąpiło.

”Policjanci stanowi znaleźli Santiago stojącego obok jego samochodu i ciało Polaka na tylnym siedzeniu. Jak zauważyła NBC News, mimo że funkcjonariusz wyglądał na pijanego i przyznał się do przenoszenia martwego ciała, nie został aresztowany na miejscu zdarzenia. Zarzuty postawiono mu dopiero ponad trzy tygodnie później.

”Sprawcy wypadku postawiono 12 zarzutów, w tym lekkomyślne zabójstwo podczas prowadzenia pojazdu i narażenie na niebezpieczeństwo rannej ofiary. Nie przyznał się do winy. Wyniki badania jego krwi pod wpływem alkoholu nie zostały ujawnione” – wyjaśniła NBC News. Departament Policji w Newark zawiesił policjanta w czynnościach służbowych.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

New Jersey: Pijany policjant, który śmiertelnie potrącił Polaka nie przyznaje się do winy

Pijany kierowca, policjant Louis Santiago z New Jersey, który śmiertelnie potrącił 29-letniego Damiana Dymkę nie przyznaje się do winy. O wypadku, który miał miejsce w noc halloweenową poinformowała w niedzielę NBC News. Funkcjonariusz, który nie był na służbie, Louis Santiago, sięgnął w czasie jazdy po telefon komórkowy i zjechał na pobocze autostrady w momencie kiedy szedł tam Dymka. Według adwokata policjanta, Patricka Toscano Jr, jego klient myślał początkowo, że uderzył w dzikie zwierzę, ponieważ Polak był ubrany w ciemny kostium halloweenowy. Według prokuratorów Santiago, obok którego siedział jego kuzyn Albert Guzman, odjechał z miejsca wypadku, ale wielokrotnie tam wracał, zanim załadował ciało mężczyzny do swojego samochodu.

Nie próbował udzielić pomocy Polakowi

„Dymka został uznany za zmarłego na miejscu zdarzenia – ale dopiero ponad dwie godziny później. W ciągu tych dwóch godzin, Santiago pojechał do domu z ciałem Dymka na tylnym siedzeniu, a następnie wrócił na miejsce wypadku, nie dzwoniąc pod alarmowy numer 911, ani nie próbując udzielić pomocy mężczyźnie” – podała NBC News powołując się na prokuratorów.

Co by było, gdyby policjant natychmiast zadzwonił pod numer 911? Czy Damian mógłby zostać uratowany? Nie wiemy tego z powodu jednej osoby, która była niewiarygodnie samolubn – oceniła cytowana przez NBC News przyjaciółka Polaka, który był pielęgniarzem, Miranda Stone.

W domu policjant rozmawiał z matką, Annette Santiago, która podeszła do samochodu, aby zobaczyć ciało.

„Zawieź to ciało z powrotem…”

Zawieź to ciało z powrotem tam, gdzie je uderzyłeś – powiedziała jakoby synowi matka, zgodnie z relacją prokuratorów. Ojciec Santiago, który też jest policjantem zadzwonił pod numer alarmowy 911, a także do swojego szefa, ale prokuratorzy nie podali kiedy to nastąpiło. Zaznaczyli, że sprawca wypadku wpadł w złość po tym, kiedy się o tym dowiedział.

„Policjanci stanowi znaleźli Santiago stojącego obok jego samochodu i ciało Dymka na tylnym siedzeniu. Santiago opisał co się stało i przyznał się do uderzenia ofiary swoim samochodem” – głosi oświadczenie złożone w sądzie miejskim w Bloomfield.

Policjant wyglądał na pijanego

Jak zauważyła NBC News mimo że funkcjonariusz wyglądał na pijanego i przyznał się do przenoszenia martwego ciała, nie został aresztowany na miejscu zdarzenia. Zarzuty postawiono mu dopiero ponad trzy tygodnie później.

„Sprawcy wypadku postawiono 12 zarzutów, w tym lekkomyślne zabójstwo podczas prowadzenia pojazdu i narażenie na niebezpieczeństwo rannej ofiary. Nie przyznał się do winy. Wyniki badania jego krwi pod wpływem alkoholu nie zostały ujawnione” – wyjaśniła NBC News.

Jak dodała, Guzman i matka Santiago, która nie przyznała się do winy, zostali oskarżeni „o rzekome manipulowanie dowodami i inne wykroczenia”. Toscano powiedział, że Departament Policji w Newark zawiesił policjanta w czynnościach służbowych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pijany 27-latek potrącił dwóch chłopców. Jeden z nich zmarł

Do wypadku doszło w piątek po południu w województwie łódzkim. 27-latek potrącił dwóch chłopców. Starszy z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala, jednak nie udało się go uratować. Badanie trzeźwości wykazało, że sprawca miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie. Do tragicznego wypadku doszło w piątek po godz. 15:00 w Monicach w powiecie sieradzkim (województwo łódzkie). Jak podaje tvn24.pl, 27-letni mieszkaniec Zduńskiej Woli jechał seatem w kierunku Sieradza. Nagle na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem i potrącił jadących na rowerach z naprzeciwka dwóch chłopców – 12- i 13-latka.

Nie żyje 13-latek

Starszy chłopiec z poważnymi obrażeniami został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Szpitala Matki Polki w Łodzi. – W nocy otrzymaliśmy informację o tym, że – w wyniku bardzo ciężkich obrażeń – 13-letni chłopiec zmarł. Mimo udzielonej pomocy nie udało się uratować jego życia – przekazała w rozmowie z tvn24.pl Joanna Kącka, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Drugiemu z chłopców nic nie zagraża.

Po wypadku policja zatrzymała 27-letniego kierowcę seata. Badanie wykazało, że kierował on autem, mając ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie. – Za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości grozi kara do dwóch lat więzienia, ale już za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, prowadząc pojazd w takim stanie, grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności – powiedziała Joanna Kącka.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wyrok ws. Polaka, który śmiertelnie potrącił członka ruchu „żółtych kamizelek”

Polski kierowca ciężarówki Mateusz K. został w środę skazany na karę roku więzienia w zawieszeniu za nieumyślne śmiertelne potrącenie 23-letniego mężczyzny, członka ruchu „żółtych kamizelek” na rondzie w Avinionie w grudniu 2018 r. Kierowcą był 29-letni Mateusz K., który został skazany przez sąd karny w Awinionie za nieumyślne spowodowanie śmierci i za naruszenie obowiązku zachowania ostrożności, po przekwalifikowaniu pierwotnego oskarżenia o zabójstwo – poinformował agencję AFP prawnik rodziny ofiary, Olivier Collion.

13 grudnia 2018 r., krótko po północy, kierowca nieznający języka francuskiego, przyjeżdżający z Włoch, został zablokowany na drodze przez szpaler protestujących „żółtych kamizelek” na rondzie Bonpas w Awinionie. Polak sforsował blokadę i przejechał jednego z demonstrujących, 23-letniego Denisa Davida, mieszkańca miasta Pontet.

Na rozprawie w połowie października kierowca wyjaśniał, że bał się, bowiem był przekonany, że miał do czynienia z „rabusiami”, którzy chcieli ukraść jego ładunek. Od początku istnienia ruchu od listopada 2018 r. 11 osób, członków „żółtych kamizelek” straciło życie w wypadkach drogowych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zatrzymano poszukiwanego mężczyznę. Podczas kontroli ruszył na policjanta, ten użył broni

W trakcie pościgu za kierowcą, który uciekał przed policją we Włodzimierzowie w woj. łódzkim, funkcjonariusze oddali strzały ostrzegawcze. 35-latek był poszukiwany do odbycia kary. Mężczyzna, chcąc uniknąć zatrzymania, usiłował potrącić policjanta. Jak poinformowała rzeczniczka policji w Piotrkowie Trybunalskim st. asp. Izabela Gajewska, interwencja miała miejsce w niedzielę we Włodzimierzowie w gminie Sulejów.

Przed północą patrol zwrócił uwagę na volkswagena zaparkowanego na dukcie leśnym. W jego środku siedział 35-letni mieszkaniec Opoczna, który – jak okazało się podczas kontroli – był poszukiwany do odbycia kary 6 miesięcy więzienia.

Ruszył i chciał potrącić policjanta

– Pomimo wydawanych poleceń mężczyzna nie chciał opuścić swojego pojazdu. Chcąc uniknąć zatrzymania, podjął próbę ucieczki usiłując potrącić policjanta. Funkcjonariusz oddał strzały ostrzegawcze w górę, wzywając mężczyznę do zachowania zgodnego z prawem. Mężczyzna nie zareagował i ruszył przed siebie – relacjonowała Gajewska.

Kolejne strzały padły w kierunku opon uciekającego pojazdu. Policjanci szybko zajechali drogę volkswagenowi, uniemożliwiając mu dalszą jazdę. Mężczyzna próbował uciekać pieszo w stronę lasu, ale szybko został ujęty przez mundurowych. 35-latek trafił do policyjnej celi. Odpowie za czynną napaść na funkcjonariusza, za co grozi kara do 10 lat więzienia.

Podczas interwencji nikt nie odniósł obrażeń.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabił 4-letnie dziecko pędząc samochodem. Zbieg został zatrzymany w hotelu

Sprawcy wypadku w Gorzowie Wielkopolskim, w którym zginął 4-letni chłopiec, grozi od 2 do 12 lat więzienia. Mężczyznę ujęto w poniedziałek po południu. Do tragicznego wypadku doszło dzień wcześniej na jednej z ulic Gorzowa.   

Kierujący chevroletem chciał wyprzedzić bmw, które skręcało w lewo w ul. 30 Stycznia. Doszło do zderzenia, w wyniku którego chevrolet zjechał na chodnik i śmiertelnie potrącił czterolatka na rowerze. Tuż obok był ojciec chłopca. Chwilę później kierowca chevroleta uciekł z miejsca zdarzenia. Kierowca bmw był trzeźwy. Śledczy ujawnili najnowsze informacje o sprawcy wypadku.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Łukasz Gospodarek potwierdził, że podejrzany mężczyzna został zatrzymany przez policjantów w poniedziałek po południu. Jak przekazał prokurator Gospodarek, zarzuty wobec mężczyzny zostały już sformułowane i zostaną mu przedstawione podczas przesłuchania w charakterze podejrzanego, które najprawdopodobniej odbędzie się we wtorek.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Mazowieckie: Ksiądz potrącił 16-latkę i uciekł

Ksiądz z powiatu ostrołęckiego (woj. mazowieckie) usłyszał zarzuty spowodowania wypadku, którego skutkiem były poważne obrażenia nieletniej, oraz ucieczki miejsca zdarzenia i nieudzielenia pomocy ofierze. Sąd aresztował sprawcę wypadku.

Ksiądz z powiatu ostrołęckiego usłyszał zarzuty potrącenia nieletniej i ucieczki z miejsca wypadku. Jak przekazano w poniedziałkowym komunikacie na stronie Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, do wypadku doszło 28 lutego br. późnym popołudniem w miejscowości Dudy Puszczańskie, w gminie Łyse.

Jak podawały lokalne media, potrącona została 16-letnia dziewczyna, zaś sprawca uciekł z miejsca zdarzenia pozostawiając ofiarę samą i nie udzielając jej pomocy. „Ofiarą wypadku jest małoletnia Magdalena S. Na skutek uderzenia przez kierowcę samochodu marki Honda, doznała ona obrażeń ciała w postaci w szeregu krwiaków głowy (…). Nadto doznała innych obrażeń usytuowanych głównie na nogach i plecach w postaci licznych krwiaków i otarć. Zdaniem biegłych obrażenia ciała pokrzywdzonej stanowią chorobę realnie zagrażającą życiu” – przekazała ostrołęcka prokuratura.

Jak ustalono, sprawcą wypadku był ksiądz jednej z okolicznych parafii rzymskokatolickich. W zeszłym tygodniu sprawca został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Ostrołęce. „Przedstawiono mu dwa zarzuty: nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego, którego skutkiem było ciężkie uszkodzenie ciała małoletniej połączonego z ucieczką miejsca zdarzenia oraz zarzut nieudzielenia pomocy ofierze wypadku” – poinformowała prokuratura.

„Podejrzany częściowo przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Sąd Rejonowy w Ostrołęce w całości podzielił argumentację prokuratury zawartą we wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania i zastosował wobec podejrzanego ten izolacyjny środek zapobiegawczy na okres trzech miesięcy” – podała ponadto prokuratura.

Lokalny portal eostroleka.pl opublikował oświadczenie podejrzanego księdza przekazane mu przez jego obrońcę. „Wyrażam najwyższe ubolewanie w związku z zaistniałym nieszczęśliwym zdarzeniem, które miało charakter nieumyślny. Równocześnie chciałbym po raz kolejny przeprosić pokrzywdzoną, a także jej całą rodzinę – za wszelkie cierpienia, których doznają, a także wyrażam głęboki żal z powodu tragicznych skutków tegoż zdarzenia. Zapewniam, iż dołożę wszelkich starań, aby naprawić wyrządzone krzywdy, a także mając na uwadze dobro toczącego się postępowania deklaruję gotowość pełnej współpracy w ustaleniu wszystkich okoliczności związanych z zaistniałym wypadkiem drogowym” – głosi to oświadczenie duchownego cytowane przez portal.

Jak przypomniano w komunikacie prokuratury, za zarzucane podejrzanemu przestępstwa grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Potrącił siedmiolatkę, uciekł i podpalił auto. Dziecko nie żyje. Będzie zmianę kwalifikacji czynu

Nie żyje siedmiolatka, która na początku stycznia została potrącona na jednym z przejść dla pieszych w Legnicy. Kierowca, który wjechał w dziecko, uciekł z miejsca zdarzenia. Gdy kilka godzin później zatrzymali go policjanci, był pod wpływem narkotyków. Mężczyzna usłyszał już zarzut, ale – po śmierci dziecka – śledczy zapowiadają zmianę kwalifikacji czynu.

Do tragicznego wypadku doszło po południu 8 stycznia na przejściu dla pieszych na ulicy Chojnowskiej w Legnicy. – Z ustaleń pracujących na miejscu funkcjonariuszy wynikało, że kierujący volkswagenem na oznakowanym przejściu dla pieszych nie ustąpił pierwszeństwa przechodniom i potrącił siedmioletnią dziewczynkę – informował wówczas Przemysław Ratajczyk z biura prasowego dolnośląskiej policji.

Mężczyzna nawet się nie zatrzymał, by sprawdzić, co stało się z dziewczynką, i odjechał z miejsca zdarzenia. Po wypadku dziecko w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Walka o życie dziewczynki trwała kilkanaście dni. Teraz prokuratorzy otrzymali informację o jej śmierci.

– Poszkodowana w tym zdarzeniu dziewczynka zmarła. Podejrzany w tej sprawie ma na razie zarzut spowodowania wypadku drogowego z następstwem w postaci spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, jednak stan faktyczny – po śmierci dziecka – się zmienił – podkreśla Lidia Tkaszczyn z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. I dodaje, że prowadzący sprawę będzie podejmował decyzję o zmianie kwalifikacji czynu, a tym samym zarzutu dla kierowcy. 34-latek może odpowiedzieć za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Potrącił siedmiolatkę, uciekł i podpalił auto

8 stycznia kierowca – po tym, jak wjechał w przechodzące przez pasy dziecko – porzucił samochód, którym jechał.

– Już kilka chwil po zdarzeniu mundurowi znaleźli samochód, którym poruszał się sprawca. Został porzucony i podpalony na jednej z ulic. Sprawca wypadku chciał w ten sposób zatrzeć ślady – relacjonował wtedy policjant.

Kilka godzin później 34-latek wpadł w ręce policjantów. Miał przy sobie marihuanę, a badanie narkotestem wykazało, że znajdował się wtedy pod wpływem narkotyków.
Źródło info i foto: tvn24.pl