Śmierć pięciu nastolatek w escape roomie. Cztery osoby oskarżone

To była głośna sprawa. W pożarze escape roomu przed dwoma laty zginęło pięć 15-latek. Dziś prokuratura stawia zarzuty. To było 4 stycznia 2019 r. Tragedia, która wstrząsnęła Polską i uruchomiła kontrole w całym kraju popularnych pokoi gier typu escape room. Po godzinie 17 wybuchł pożar w „To Nie Pokój” w Koszalinie. Zginęło w nim pięć dziewczyn, które nie zdołały się wydostać z pułapki.

Nie było dróg ewakuacyjnych, a jedyne okno w pomieszczeniu od wewnątrz było zabite deskami i od zewnątrz okratowane. 15-latki zatruły się tlenkiem węgla. Po 2 latach Prokuratura Okręgowa w Koszalinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko czterem osobom.

Chodzi o organizatora escape roomu 30-letniego Miłosza S., jego babcię Małgorzatę W., która rejestrowała działalność, jego matkę Beatę W., która współprowadziła działalność oraz pracownika escape roomu 27-letniego Radosława D. Oskarżeni mają przedstawione tożsame zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu dziewcząt. Grozi im do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Money.pl

13-latek przyznał się do podpalenia restauracji. Straty na 2 mln złotych

Funkcjonariusze z komendy Skarżysku-Kamiennej zatrzymali 13-letniego chłopca, który w poniedziałek dokonał podpalenia restauracji nad zalewem Rejów. Nastolatek przyznał się do winy. Został odwieziony do policyjnej izby dziecka. Policjanci pracujący na miejscu pożaru pierwsze wątpliwości, co do przyczyny powstania ognia powzięli we wtorek rano. Nie można było wykluczyć, że doszło do podpalenia. Po południu tego dnia nastąpił przełom w tej sprawie.

– Śledczy przeanalizowali dostarczony przez właściciela restauracji monitoring. Na nagraniu widać było dwóch młodych chłopaków. Jeden z nich podpalił słomianą strzechę drewnianej wiaty, która stała na dolnej kondygnacji budynku, pod salą restauracyjną. Następnie podpalacz i jego kolega uciekli – powiedział asp. Jarosław Gwóźdź z Komendy Powiatowej Policji w Skarżysku-Kamiennej.

Policjanci dysponowali wizerunkami podpalaczy, którzy szybko zostali ujęci. – Dokładnie po 24 godzinach od zdarzenia zatrzymany został 13-latek. Chłopak przyznał się do podpalenia. Tłumaczył, że podpalając słomę nie miał świadomości powstania pożaru. Sądził, że podpaleniu ulegnie jedynie słoma na dachu wiaty – dodał Gwóźdź.

Materiały trafią do sądu rodzinnego

Funkcjonariusze zabezpieczyli zapalniczkę i ubranie, który sprawca miał na sobie w chwili zdarzenia. Małoletni podpalacz trafił do policyjnej izby dziecka. Policjanci ustalili, że towarzyszem nastolatka był jego o rok młodszy kolega.

– Materiały trafią do sądu rodzinnego, gdzie zapadnie decyzja co do dalszych losów sprawcy – podkreślił policjant.

Do pożaru restauracji nad zalewem Rejów doszło w poniedziałek. Strażacy otrzymali zgłoszenie ok. godz. 18. Płonął dwukondygnacyjny budynek restauracji.

W wyniku pożaru doszczętnie spłonęło wyposażenie dolnej kondygnacji, pożar strawił też częściowo wyposażenie górnego piętra i poszycie dachowe. W momencie powstania ognia w obiekcie były dwie kobiety, pracownice restauracji. Kobiety były w części budynku nieobjętej ogniem. Po zauważeniu dymu uciekły i nie odniosły żadnych obrażeń.

Straty warte dwa miliony zł.

W działaniach wzięło udział 12 zastępów straży pożarnej – ponad 40 strażaków. Sytuacja została opanowana po około czterech godzinach. – Po przygaszeniu pożaru ratownicy sprawdzili wszystkie pomieszczenia pod kątem obecności osób poszkodowanych, nikogo nie znaleziono – relacjonował mł. bryg. Marcin Kuźdub z Komendy Powiatowej PSP w Skarżysku Kamiennej.

Strażacy wstępnie uznali, że prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Jednak policja nie wykluczała, że mogło dojść do podpalenia. Właściciel oszacował straty na dwa mln zł. Wartość uratowanego mienia określił na milion złotych. Ze wstępnej analizy inspektora nadzoru budowlanego wynika, że konstrukcja budynku nie została naruszona.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja wyjaśnia sprawę pożaru szpitala w Krakowie

Policja wyjaśnia przyczyny pożaru, który wybuchł w niedzielę wieczorem w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Nikt w nim nie ucierpiał, ale spłonęły dwa elektryczne meleksy. – W poniedziałek policja i biegły z zakresu pożarnictwa będą przeprowadzać oględziny na miejscu zdarzenia. Będziemy ustalać przyczyny – powiedziała Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji.

Do zdarzenia doszło na poziomie minus 2, w części technicznej szpitala. Spłonęły dwa meleksy o napędzie elektrycznym. – Nie były to ani karetki, ani ambulanse – podkreślił rzecznik prasowy małopolskiej PSP Sebastian Woźniak. Wstępna wartość szacowanych strat to 20 tys. zł.

Akcja gaśnicza w niedzielny wieczór trwała ponad dwie i pół godziny, uczestniczyło w niej 32 strażaków z ośmiu zastępów. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał, nie było ewakuacji budynku.
Źródło info i foto: interia.pl

Pożar nielegalnego składowiska opon w Raciniewie

Kilkanaście godzin może jeszcze potrwać gaszenie pożaru bardzo dużego składowiska opon w Raciniewie (Kujawsko-pomorskie), który wybuchł w piątek wieczorem – poinformował w sobotę rzecznik KW PSP w Toruniu mł. bryg. Arkadiusz Piętak. W akcji bierze udział ponad 60 zastępów strażaków.

– To niezwykle trudny pożar na terenie o powierzchni kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych. Cały czas płoną opony, wydziela się gęsty dym. Tego typu pożary należą do najtrudniejszych, bowiem w miejscach, w których udaje się opanować ogień pojawiają się nowe jego zarzewia – powiedział mł. bryg. Arkadiusz Piętak.

Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP poinformował, że na miejscu działa już 60 zastępów straży pożarnej. Z żywiołem walczy ok. 200 strażaków.

– Z ogniem walczą zastępy PSP i OSP z całego województwa, zastępy ratownictwa chemicznego i cysterny. Akcją dowodzi zastępca komendanta wojewódzkiego PSP. Zbudowaliśmy trzy magistrale wodne, budujemy kolejne, gdyż zaraz wyczerpią się zbiorniki naturalne – tyle idzie wody – mówił mł. bryg. Piętak.

Na miejsce akcji sprowadzone zostały cysterny do wody z Bydgoszczy i Włocławka oraz cysterny ze środkiem pianotwórczym z Szubina i województwa pomorskiego, a także kontener z Torunia z dodatkowym sprzętem ochrony układu oddechowego.

Strażacy cały czas sprawdzają jakość powietrza w okolicy, a dzięki specjalistycznym systemom i sprzętowi wiedzą, czy chmura dymu unosząca się nad miejscowością jest szkodliwa i jak bardzo jest szkodliwa.

– Nie tylko gasimy pożar, ale chronimy także znajdujące się w sąsiedztwie zakłady – przekazał rzecznik prasowy.

Służby apelują do mieszkańców, aby nie opuszczali domów i zamykali okna z uwagi na dym powstały w wyniku spalania opon.

Wójt gminy Unisław Jakub Danielewicz powiedział wcześniej, że składowisko jest nielegalne, od dawna zwracano uwagę na to, iż jest za duże. Dodatkowo składujący opony przedsiębiorca był karany finansowo (2,5 mln zł kary). Przyznał, że strażacy walczą z żywiołem z ogromnym poświęceniem. Ważny jest czas i opanowanie ognia, gdyż obok znajdują się m.in. dwie stolarnie, stacja benzynowa i zakład produkcji maseczek.

– Dzwonił do mnie wiceminister klimatu Jacek Ozdoba, który będzie zwracał się w poniedziałek do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, żeby osobiście nadzorował dochodzenie nad przyczynami tego pożaru – podkreślił Danielewicz. Wójt nie przesądził o przyczynie katastrofy, ale przyznał, iż kolejne etapy toczącego się postępowania wobec przedsiębiorcy, który był upominany, zbiegły się w czasie z wybuchem pożaru. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pożar kamienicy w Inowrocławiu. Ustalono winowajcę tragedii

Niespełna rok temu w Inowrocławiu wydarzyła się wielka tragedia. W wyniku pożaru kamienicy zginęły 31-letnia matka z trzema małymi córeczkami. Teraz doszło do przełomu w sprawie. Pożar kamienicy w Inowrocławiu wstrząsnął całą Polską. 28 października 2019 roku płomienie pojawiły się na trzech kondygnacjach budynku. Z jednego z mieszkań wyniesiono nieprzytomną Monikę i jej małe córeczki – Lenkę, Oliwię i Zuzię. Podjęto walkę o ich życie, jednak cała czwórka poniosła śmierć.

„Nie zasłużyła na to, co się stało, ani ona, ani jej dzieci” – mówili znajomi rodziny w rozmowie z portalem Fakt.pl.

Ustalono winowajcę tragedii. Okazał się nim 61-letni sąsiad kobiety. Eugeniusz S. miał orzeczoną eksmisję z powodu niepłacenia rachunków. Podczas przyrządzania obiadu, pijany zasnął z włączoną kuchenką. Tak rozpoczął się pożar, który rozprzestrzenił się na resztę budynku. Czad dotarł do mieszkania pani Moniki i spowodował śmierć wszystkich jego lokatorów.

Po niespełna roku od tragedii w sprawie nastąpił przełom. Eugeniusz S. usłyszał wyrok w bydgoskim sądzie. To przez jego nieuwagę zginęły 4 osoby. Mężczyzna przeprosił rodzinę zmarłych i mieszkańców kamienicy. Sąd wymierzył mu wyrok 4 i pół roku więzienia. Dodatkowo winny będzie musiał zapłacić zadośćuczynienie bliskim ofiar. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: o2.pl

Prokuratura Okręgowa Białymstoku wszczęła śledztwo ws. pożaru w Biebrzańskim PN. Nagroda za „podpalacza”

Prokuratura Okręgowa Białymstoku będzie prowadzić śledztwo w sprawie pożaru w Biebrzańskim PN. Wpłynęły już do niej materiały od policji – poinformował zastępca szefa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Paweł Sawoń. Straż pożarna poinformowała, że w niedzielę po południu formalnie zakończyła się akcja gaśnicza. Pożar trwał od prawie tygodnia. Spłonęło prawie 5,3 tys. ha bagiennych łąk i terenów leśnych w Biebrzańskim PN, który jest największym obszarem chronionym w Polsce.

Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował w niedzielę, że zawiadomienie w Komendzie Powiatowej Policji w Mońkach złożyła dyrekcja Biebrzańskiego Parku Narodowego. Sprawę przejęła Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku i zebrane dotąd materiały przekazała prokuraturze. Dodał, że byli już przesłuchani pierwsi świadkowie.

– Nie tylko Biebrzański Park Narodowy jest tutaj poszkodowanym, ale też osoby prywatne, którym spłonęły łąki – dodał Tomasz Krupa. Zaznaczył, że kierunek w śledztwie określi prokuratura, gdy zdecyduje o wszczęciu postępowania.

Prokurator Paweł Sawoń powiedział, że szczegóły mają być znane w poniedziałek.

„Na pewno brał udział człowiek”

Tomasz Krupa mówi, że kluczowe dla sprawy będzie zasięgnięcie opinii przez biegłych m.in. z zakresu pożarnictwa o przyczynie pożaru. Były wypowiedzi w przestrzeni publicznej, że mogło dojść do podpalenia. – Ale ostatecznie musi się jak zawsze w takich sytuacjach wypowiedzieć biegły z zakresu pożarnictwa – powiedział Krupa. Dodał, że pewnie będzie również zasięgana opinia dotycząca strat przyrodniczych, które spowodował pożar, ale będzie o tym decydować prokuratura.

Marcin Janowski z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku powiedział, że o godz. 17:00 w niedzielę formalnie straż przekazała zarządzanie nad pożarzyskiem dyrekcji parku, akcja zakończyła się.

Pytany o ewentualne przyczyny pożaru Janowski mówi, że wiele wskazuje na działalnie człowieka. – W takiej sytuacji, przy tej skali pożaru, możemy tylko powiedzieć, że tutaj brał na pewno udział (w powstaniu pożaru) człowiek. Natomiast, czy to było umyślne, czy nieumyślne, czy przypadkowe, przez nieostrożność czy głupotę, to nie jesteśmy w stanie tego na chwilę obecną stwierdzić – powiedział Janowski.

Dodał, że na pewno przyczyną pożaru nie były np. wyładowania atmosferyczne czy awaria sieci energetycznej, zwarcie w instalacji elektrycznej, bo na terenie pożaru nie było burzy, nie ma też linii energetycznych.

„Innej możliwości nie ma”

Dyrektor Biebrzańskiego PN Andrzej Grygoruk potwierdził w niedzielę, że wyznaczył 10 tys. zł nagrody – jak to określił – „dla tego, kto podpalacza wskaże” i powtórzył, że przyczyną pożaru mogło być podpalenie.

– Innej możliwości tutaj nie ma. Ja nie widzę tutaj żadnej innej przyczyny pożaru – uważa dyrektor parku. Wcześniej była także mowa o tym, że pożar może być skutkiem wypalania traw.

Dyrektor poinformował także, że mieszkańcy wsi Kopytkowo w rejonie pożarzyska zgłosili, że na miejsce po pożarze przyjeżdża w niedzielę dużo ludzi, co jest, jak mówi, niebezpieczne ze względu na to, że należy zachować w tym miejscu szczególną ostrożność, jak również ze względu na epidemię koronawirusa. Dyrektor mówi, że poinformował o tym policję i podkreśla, że teren parku na północ od Kopytkowa w kierunku Grzęd jest zamknięty, a chodzi o to, by nie powodować w tym miejscu dodatkowego zagrożenia.

– Po tym pożarze nie chcemy, żeby tam się ktoś kręcił, bo ludzie szukają jakiejś sensacji, a tej sensacji po prostu tam nie ma – powiedział Grygoruk. Zapowiada patrole służb parku i karanie mandatami osób, które próbują wchodzić na teren po pożarze.

Dyrektor dodał, że jeżeli ludzie nie będą się do tego stosować, zastanowi się nad wprowadzeniem zakazu wstępu do parku „do odwołania”. – Do końca roku zamknę park, jeżeli będzie taka indolencja ludzi- dodał dyrektor Biebrzańskiego PN.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Shirebrook: Zatrzymano trzech nastolatków w zw. z podpaleniem domu, w którym mieszkali Polacy

Policja z Shirebrook zatrzymała 13-, 15- i 17-latka w związku z pożarem domu, w którym mieszkali Polacy. Na szczęście nikt nie zginął. Jak informowaliśmy, po zdarzeniu wśród Polonii z tego miasta pojawiły się podejrzenia, że ktoś celowo wzniecił ogień. Brytyjska policja potwierdziła we wtorek, że śledztwo prowadzi w związku z podpaleniem budynku.

Do pożaru doszło w niedzielę 8 września. Ogień pojawił się po południu i zajął dwie kondygnacje budynku. Po wszystkim ktoś wrzucił zdjęcie z pożaru, pisząc: „wszystkie polskie domy w ogniu w Shirebrook”.

Po pożarze zgłosił się do nas mieszkający w Shirebrook pan Piotr, twierdząc że świadkowie widzieli, że było to celowe podpalenie. – Ludzie opowiadali policji, że było czterech młodych mężczyzn. Wybili szyby kamieniami i wrzucili do środka koktajle Mołotowa. Podeszli z dwóch stron budynku – opowiadał.

Apel policji

Policja hrabstwa Derbyshire wszczęła śledztwo ws. pożaru. W zeszłym tygodniu potwierdziła nam, że budynek zamieszkiwali Polacy i że nie ucierpieli.

Na pytanie o koktajle Mołotowa, odpowiedziała jedynie, że nie była w stanie dostać się do budynku, ponieważ wejście do niego wiązało się ze zbyt dużym ryzykiem. „Nie wiemy, co spowodowało pożar, ale prowadzimy dochodzenie ze strażakami” – dodała.

We wtorek poinformowała, że pożar budynku traktuje jako podpalenie oraz że zatrzymała trzech nieletnich w wieku 13, 15 i 17 lat.

Zaapelowała, by zgłaszali się świadkowie, którzy byli w pobliżu miejsca pożaru oraz do tych, którzy przejeżdżali w tym miejscu autem z wideorejestratorem między 15:00 a 15:20.

„Mała Polska”

W Shirebrook Polonia jest tak liczna, że jego mieszkańcy od kilku lat mówią na nie „Mała Polska”. Jest tu polskie bistro, sklepy spożywcze, i piekarnia. Polacy przyjeżdżają za pracą. Większość zatrudnia Sport Direct – sklep sportowy z odzieżą i butami znanych marek, który w Shirebrook ma główny magazyn.

Obecność Polaków nie wszystkim się podoba. – Jest grupa młodych Brytyjczyków, nastolatków, takiej patologii, która poluje na nas. Ustawiają się w kilka osób w ustronnych przesmykach i prowokują, grożą, a zdarza się, że również biją i w niewybredny sposób każą wracać do Polski – powiedział polsatnews.pl pan Piotr.

„Złamali mu szczękę i nos”

Wśród zaatakowanych wymienił m.in. współlokatora koleżanki jego żony. – Wcześniej głośno było u nas o pobiciu innego Polaka. Złamali mu szczękę i nos – dodaje Piotr.

Nie jest to jego prawdziwe imię. Nie ujawnia go w obawie przed zemstą. Twierdzi, że z tego też powodu zaatakowani Polacy boją się zgłaszać sprawy na policji.

– Generalnie w Shirebrook Polakom żyje się dobrze, ale jest ta grupa nastolatków – zaznacza.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Podpalenie przyczyną pożaru Notre Dame?

Pożar Notre Dame to umyślne podpalenie? Prokuratura w Paryżu bada wszystkie poszlaki, włącznie z hipotezą o podpaleniu. Amatorskie nagranie z kamery monitorującej miasto wydaje się potwierdzać tezę o umyślnym podpaleniu katedry Notre Dame. W momencie, gdy pojawiają się pierwsze przecieki na temat przyczyn pożaru, po sieci krąży nagranie zarejestrowane przed tragedią, na którym widać „tajemniczą postać” na dachu Notre Dame i „błyski”.

CNN informuje, że do zaprószenia ognia doszło na środku dachu świątyni, następnie płomienie przemieszczały się w kierunku iglicy. Jaka była przyczyna? Jedni w ogniu trawiącym katedrę Notre Dame widzieli Jezusa, drudzy wieścili zamach terrorystyczny, inni twierdzą z kolei, że ów pożar to symbol „upadku Chrześcijańskiej Europy”. Zobaczcie wideo i oceńcie sami.

Pożar Notre Dame

Czy katedra Notre Dame została podpalona?

W czwartek Associated Press cytowało anonimowego przedstawiciela francuskiej policji, który miał przekazać agencji pierwsze informacje na temat przyczyn pożaru katedry Notre Dame. Zdaniem śledczych prawdopodobnie do tragedii doprowadziło zwarcie elektryczne. Oficjalnych informacji jednak jeszcze nie znamy.

W dochodzeniu w sprawie pożaru katedry Notre Dame pomagają nagrania z kamer monitoringu na pobliskich budynkach, ale także amatorskie nagrania świadków zdarzenia.

Jak pisze CNN, powołując się na swoje źródła, dzięki nim śledczym udało się ustalić, że do zaprószenia ognia doszło na środku dachu świątyni, następnie płomienie przemieszczały się w kierunku iglicy.

Amerykański portal informuje, że śledczy badają obecnie także dwie kwestie związane z wybuchem pożaru. Jedną z nich jest możliwy problem z czujnikami systemu przeciwpożarowego. Druga ma związek z windami, zbudowanymi na potrzeby prac renowacyjnych. Policja nie ujawniła jednak więcej szczegółów w tej sprawie.
Źródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Francuscy śledczy podali prawdopodobną przyczynę pożaru Notre Dame

Śledczy badający sprawę pożaru paryskiej katedry Notre Dame sądzą, że przyczyną tragedii prawdopodobnie było zwarcie elektryczne – powiedział w czwartek chcący zachować anonimowość przedstawiciel francuskiej policji, cytowany przez Associated Press.

Wcześniej w czwartek informowano, że wstępne ustalenia nie potwierdzają doniesień, jakoby powodem mogła być iskra ze spawarki lub spięcie instalacji elektrycznej. Śledczy mieli badać przede wszystkim wątek przypadkowego zaprószenia ognia podczas trwającego remontu świątyni.

Jednak rozmówca agencji AP utrzymuje, że zwarcie instalacji jest brane pod uwagę przez policję. Jej anonimowy przedstawiciel zastrzegł, że na razie śledczy – ze względów bezpieczeństwa – nie pozwolili na rozpoczęcie prac w katedrze i przeszukiwanie gruzu. Ogień zniszczył katedrę, doprowadzając m.in. do zawalenia się XIX-wiecznej iglicy świątyni. Prezydent Francji Emmanuel Macron liczy, że obudowę Notre Dame uda się zakończyć w ciągu pięciu lat; w 2024 roku w Paryżu mają się odbyć letnie igrzyska olimpijskie. Wielu ekspertów uważa jednak, że to zbyt mało czasu na tak duże prace.

Po wybuchu pożaru w poniedziałek informowano, że doszło do niego najprawdopodobniej w trakcie prowadzonych w świątyni prac renowacyjnych.

W 2017 roku katedrę Notre Dame odwiedziło 12 milionów turystów.
Źródło info i foto: TVP.info

Koszalin: Jest decyzja sądu w sprawie tragedii w escape roomie. Miłosz S. trafił do aresztu

Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla Miłosza S. Mężczyzna miał przygotowywać wyposażenie escape roomu, w którym w piątek wybuchł pożar. Według śledczych nie zadbał o drogi ewakuacyjne, które umożliwiłyby ucieczkę z pomieszczenia. Zginęło pięć 15-latek, a 25-letni pracownik z ciężkimi poparzeniami trafił do szpitala. Posiedzenie aresztowe było niejawne.

Prokuratura postawiła Miłoszowi S. zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci osób, które zginęły w pożarze – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

Miłoszowi S. grozi do ośmiu lat więzienia.

Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Odmówił jednak składania wyjaśnień ze względu na zły stan psychiczny. Jak mówią Wiesław Breliński i Wojciech Janus, obrońcy podejrzanego, mężczyzna mówił przed sądem, że gdyby była taka możliwość, to oddałby swoje życie w zamian za życie dziewczynek. Z ustaleń prokuratury wynika, że podejrzany przygotowywał wyposażenie escape roomu i nie zadbał o drogi ewakuacyjne, umożliwiające opuszczenie pomieszczenia rozrywki. Zdaniem śledczych, to on był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna.
Źródło info i foto: tvn24.pl