Talibowie w Afganistanie ograniczają prawo dziewczynek do nauki

Zachód zajęty wojną w Ukrainie, tymczasem w Afganistanie talibowie ograniczają prawa młodych kobiet. Postanowili zamknąć szkoły średnie przed dziewczętami – tuż po ich ponownym otwarciu. W znacznej części Afganistanu od połowy sierpnia otwarte są tylko żeńskie szkoły podstawowe oraz wszystkie placówki dla chłopców. Oczekiwano, że w środę 23 marca ponownie zostaną otwarte dla dziewcząt szkoły średnie (powyżej szóstej klasy), co można było wywnioskować z opublikowanego przez władze oświadczenia, w którym zaproszono „wszystkich uczniów”.

Jednak talibowie tak, jak szybko przed dziewczynkami drzwi do edukacji otworzyli, tak szybko je zamknęli. Zaskakującą wiadomość przekazano we wtorek, ale wielu uczniów, a nawet nauczycieli, poznało ją dopiero w środę rano. W afgańskim pierwszym dniu szkoły, do której starsi uczniowie mieli wrócić po półrocznej przerwie. I wrócili – ale tylko chłopcy.

Jeszcze przed przejęciem władzy przez talibów szkoły średnie w Afganistanie były już podzielone ze względu na płeć. Dodatkowo uczennice musiały nosić białe chusty na głowie (hidżab), czarne sukienki do kolan i legginsy. W 2017 roku prezydent Ashraf Ghani zablokował dyrektywę Ministerstwa Edukacji zobowiązującą dziewczęta w wieku 12 lat i starsze do noszenia tunik do ziemi, ale nowe zasady nie trwały długo. – Zrobiliśmy wszystko, o co prosili talibowie, jeśli chodzi o islamski strój, a oni obiecali, że dziewczęta będą mogły chodzić do szkoły, złamali swoją obietnicę – powiedziała The Guardian Mariam Naheebi, lokalna dziennikarka z Kabulu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Afganistan: Talibowie wprowadzają nowe prawo. Zakaz podróżowania bez asysty mężczyzn

Od niedzieli w Afganistanie obowiązuje zakaz podróżowania kobiet bez asysty bliskich męskich krewnych na odcinku dłuższym niż 72 km. Firmy transportowe i prywatni przewoźnicy będą podlegać karze, jeśli złamią ten zakaz. Nie wolno przewozić kobiet bez hidżabu.

Przedstawiając nowe zalecenia rzecznik Ministerstwa Promocji Cnoty i Zapobiegania Występkom, Sadeq Akif Muhadżir zaznaczył, że przyjęte w przepisach sformułowanie: „jeśli nie towarzyszą im (kobietom) bliscy krewni”, odnosi się wyłącznie do mężczyzn. Zgodnie z wyjaśnieniami Sadeqa Akifa Muhadżira kobiety, których głowa nie jest zakryta tradycyjną chustą, nie mają prawa korzystać ze środków transportu. W tych ostatnich, niezależnie od tego, czy są publiczne czy też prywatne, obowiązuje od niedzieli zakaz odtwarzania muzyki.

Agencja AFP zauważa, że na razie resort promujący cnotę i walczący z występkiem nie określił, co może być uznane za hidżab. W wielu prowincjach kobiety noszą po prostu chustki na głowie, ale w rozumieniu niektórych integrystów powinny również zakrywać twarz i nosić muzułmańską burkę.Nowe zalecenia dotyczące sytuacji kobiet w Afganistanie zostały głoszone zaledwie kilka tygodni po wprowadzeniu w życie zasady, że kanały telewizyjne nie mogą wyświetlać jakichkolwiek filmów fabularnych, w tym sitcomów, w których występują aktorki. Nakazano też, by prezenterki telewizyjne nosiły hidżaby.

Po latach względnie liberalnego podejścia do korzystania przez Afganki z praw, którymi po ponownym przejęciu władzy w sierpniu 2021 roku przez talibów, cieszą się znowu wyłącznie mężczyźni, w Afganistanie dopełnia się proces stopniowego wykluczania kobiet ze sfery publicznej – pisze AFP. Talibowie zabronili już kobietom udziału w sporcie i obecności na stadionach. Zakazali też dziewczętom uczęszczania do szkół. Nie jest to jednak nakaz egzekwowany tak samo surowo we wszystkich częściach kraju.

W wydanym przed miesiącem dekrecie o przestrzeganiu praw kobiet, który w zamyśle talibów miał im zjednać przychylność Zachodu, nie ma ani słowa o prawie kobiet do edukacji – pisze AFP. Nie mówi się w nim też o ich zatrudnieniu w służbie publicznej, choć sytuacja jest rozwojowa, bo Afganistan pilnie potrzebuje pomocy międzynarodowej, a większość donatorów uzależnia ją od respektowania praw kobiet – dodaje w komentarzu agencja.

Na razie kobietom zatrudnionym uprzednio w administracji talibowie przekazano, by nie powracały do pracy do czasu opracowania przez rządzących „nowego planu”. Ministerstwo Spraw Kobiet zostało zlikwidowane, a na jego miejsce powstało Ministerstwo Promocji Cnoty, które istniało za czasów rządów talibów w latach 90. Przywódcy talibów podkreślają przy różnych okazjach, że sądom w Afganistanie nakazano sprawiedliwe traktowanie kobiet, zwłaszcza wdów ubiegających się o spadek. Talibowie twierdzą też, że zwrócili się do ministrów rządu o rozpowszechnianie świadomości praw kobiet w społeczeństwie. Z kolei za obostrzeniami dotyczącymi pracy i edukacji stoi, według Talibów, ochrona kobiet.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Talibowie powiesili na dźwigu ciało mężczyzny, który miał złamać prawo

W kolejnych tygodniach rządów w Afganistanie talibowie wracają do dawnych, brutalnych praktyk. Zapowiedzieli już, że wróci kara śmierci i amputacji kończyn dla przestępców. Teraz wystawili na widok publiczny ciała niedoszłych porywaczy, którzy zginęli w czasie strzelaniny z siłami bezpieczeństwa.

W mieście Herat w zachodnim Afganistanie talibowie powiesili w miejscach publicznych zwłoki czterech osób, które miały dopuścić się przestępstwa. Ciało jednego mężczyzny zawieszono na dźwigu na jednym z głównych placów miasta, zaś pozostałe trzy umieszczono w innych miejscach – podaje agencja AP.

Talibowie powiedzieli, że mężczyźni zostali złapani na gorącym uczynku, gdy dokonywali porwania i zostali zabici przez policję w trakcie strzelaniny. Według sił bezpieczeństwa talibów udało się dzięki temu uratować ojca i syna, którzy mieli paść ofiarą porywaczy. Ranny został jeden z talibów oraz jeden cywil.

Talibowie przywrócą kary amputacji i egzekucje

Wcześniej w tym tygodniu jeden z liderów talibów, mułła Nooruddin Turabi wypowiedział się na temat planów organizacji co do przywrócenia surowych kar. Jak przekazał, egzekucje czy amputacje są w kraju „bardzo potrzebne”, ponieważ „odstraszają” inne osoby przed chęcią popełnienia podobnego przestępstwa.

Mułła Nooruddin Turabi udzielił wywiadu amerykańskiej agencji prasowej Associated Press. W rozmowie lider organizacji powiedział, że talibowie się zmienili. Zmiany w rzeczywistości mają dotyczyć jednak głównie podejścia do nowych technologii, bo np. jak informowaliśmy niedawno, rzecznik organizacji oświadczył, iż muzyka będzie w kraju zakazana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jaka będzie kara dla Beaty K.?

Kara powinna być wymierzona jak najszybciej – jak mantrę powtarzają, komentując sprawę Beaty K., osoby zajmujące się zapobieganiem wypadkom dokonywanym przez osoby nietrzeźwe. Artystka została zatrzymana na ulicach Warszawy 1 września – kierowała samochodem pod wpływem alkoholu. Sprawę komentuje w rozmowie z WP Paweł Januszkiewicz z Fundacji Pomocy Ofiarom Wypadków Drogowych Amber.

Paweł Januszkiewicz: Prawo jest takie samo dla wszystkich i to, że ktoś jest osobą publiczną, nie powinno mieć wpływu na wysokość kary.
Mało tego: taka osoba powinna być ukarana bardzo szybko, żeby sprawa nie została zapomniana i nie „ucichła”. Wtedy wydźwięk społeczny będzie większy, mocniej zabrzmi też komunikat, że nie ma „równych i równiejszych”. Jeśli informacja, że poniosła karę, pojawi się dopiero w 2023 r., nie będzie miała już żadnego znaczenia i wydźwięku.

Czy fakt kim jest Beata K. coś zmienia w ocenie tej sytuacji?

Niestety, takie zjawiska były, są i będą. W każdej grupie zawodowej to się zdarza. Bez względu na to, kto dopuszcza się takich czynów, musi być ukarany. Nikt nie powinien liczyć na pobłażliwość czy na nieszczególnie ostre traktowanie przez sąd.

Już pojawiają się głosy tłumaczące wokalistkę. Czy tego typu zachowania można w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać?

Bez względu na to, kto dopuszcza się takich wykroczeń czy przestępstw, w żaden sposób nie ma dla nich usprawiedliwienia. Ktoś myślący i zdrowy nigdy nie wsiada za kierownicę po alkoholu. Robią to niestety przede wszystkim osoby mające problemy zdrowotne związane z uzależnieniem, jak również osoby bardzo aroganckie, myślące, że wszystko im wolno.

Co można zrobić, żeby zapobiegać takim sytuacjom?

Myślę, że ważne jest, żeby media szczególnie podkreślały, jakie mogą czy powinny być konsekwencje takich zdarzeń. Że przez nie celebryci czy celebrytki powinni tracić kontrakty reklamowe, zaproszenia na koncerty. Że ich utwory, teledyski czy filmy znikną z radia, telewizji. Że nie będą prowadzili już programów, koncertów itp., że po prostu przestaną zawodowo istnieć. To dopiero byłaby kara dodatkowa.

Podobnie w przypadku innych zawodów: kierowca musiałby zmienić zawód, strażak i policjant, żołnierz zostaliby zwolnieni ze służby, handlowiec utraciłby możliwość utrzymywania kontaktów z klientami, a urzędnik czy urzędniczka byliby odsunięci od wykonywania niektórych swoich obowiązków.

Trzeba pisać i mówić właśnie o tym, a nie o karze zapisanej w kodeksie, która niestety wymierzona zostanie dopiero za kilka lat i wtedy będzie postrzegana nie jako należna kara, ale jako zemsta. Wymiar sprawiedliwości powinien wyraźnie sygnalizować, że jednak tak nie jest. Że kara jest nieunikniona, a co bardzo ważne – wymierzana natychmiast. Jak pozytywny byłby wydźwięk i jak pozytywnie wpłynęłoby na profilaktykę, gdyby kara wymierzona byłaby w ciągu np. miesiąca?

Czy przepisy dotyczące pijanych za kierownicą są odpowiednie? Czy zmiany legislacyjne idą w dobrym kierunku? Czy zaostrzanie przepisów przynosi realne, korzystne efekty?

Przepisy nie są zbyt łagodne, zmiany idą w dobrym kierunku – choć odrzućmy bzdurny i trudny do zrealizowania postulat rekwirowania samochodu. Wymiar sprawiedliwości powinien skupić się jednak przede wszystkim na tym, by wymierzyć karę tuż po zdarzeniu, a nie dopiero po latach.
Źródło info i foto: wp.pl

Sąd Najwyższy: Zakaz zgromadzeń z 2020 roku nie miał podstawy prawnej

Zakaz zgromadzeń w pandemii z 2020 r. wprowadzony został bez należytej podstawy prawnej, w drodze rozporządzenia, zamiast ustawy – ocenił Sąd Najwyższy. Tym samym Sąd Najwyższy uwzględnił kasację RPO i uniewinnił dwóch mężczyzn ukaranych grzywną za udział w zgromadzeniu.

Przepis zakazujący organizowania zgromadzeń, wprowadzony rozporządzeniem Rady Ministrów z 9 października ub.r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, w ocenie SN „został wydany z przekroczeniem delegacji ustawowej”. „To pierwsze takie orzeczenie Sądu Najwyższego co do zakazu zgromadzeń” – podkreśliło w poniedziałek Biuro RPO, informując o tym zapadłym na początku lipca orzeczeniu.

Już wcześniej SN wielokrotnie uchylał po kasacjach Rzecznika wyroki sądów wymierzające kary za złamanie zakazu przemieszczania się w pandemii. Niektóre z rozstrzygnięć dotyczyły także łamania nakazu zasłaniania nosa i ust. Natomiast w kasacji uwzględnionej ostatnio SN odniósł się do zakazu zgromadzeń.

„Podstawą zakazu zgromadzeń publicznych nie mogła być ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, do której rząd odwoływał się w kolejnych rozporządzeniach. Problem w tym, że ta ustawa nie daje podstaw do takich ograniczeń wolności” – argumentował w swojej kasacji RPO. Jak dodał, ustawa ta „w przypadku zgromadzeń pozwala wyłącznie na zakazanie +widowisk i innych zgromadzeń ludności+, nie dotyczy więc chronionych konstytucyjnie m.in. zgromadzeń spontanicznych”.

Sąd Najwyższy rozpatrujący sprawę w Izbie Karnej przez trzech sędziów z przewodniczącym składu sędzią Zbigniewem Puszkarskim podzielił generalnie argumentację Rzecznika w odniesieniu do zakazu zgromadzeń. „Zakaz ten został wprowadzony bez należytej podstawy prawnej – w drodze rozporządzenia – zamiast ustawy oraz wbrew regulacjom zawartym w art. 57 i art. 31 ust. 3 Konstytucji RP” – wskazał SN w uzasadnieniu wyroku. Przywołane przepisy konstytucji zapewniają wolność zgromadzeń, która może być ograniczona tylko ustawą.

W związku z tym według SN nie było możliwe przypisanie obu mężczyznom biorącym udział w październiku ub.r. w zgromadzeniu w Tarnowskich Górach pod jednym z biur poselskich wykroczenia „przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych”. Jednocześnie SN uchylił orzeczenie skazujące i uniewinnił obu mężczyzn także w zakresie obwinienia o złamanie obowiązku zakrywania nosa i ust, który to nakaz – jak uznał SN, powołując się na swe wcześniejsze orzecznictwo, także wydany został z przekroczeniem delegacji ustawowej.

O tym, że podstawą zakazu zgromadzeń nie może być ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi i dlatego przepis tej ustawy rozumiany jako podstawa do ich całkowitego zakazu jest niekonstytucyjny, przed miesiącem RPO pisał w swoim stanowisku do Trybunału Konstytucyjnego.

Rzecznik przyłączył się bowiem do skargi konstytucyjnej obywatela, któremu uniemożliwiono organizacji zgromadzenia publicznego 10 maja zeszłego roku. „W okresie trwania stanu epidemii mieliśmy do czynienia z okresami całkowitego zakazu organizowania zgromadzeń publicznych, okresami znaczącego ograniczenia liczebności tych zgromadzeń, wyłączeniem możliwości organizowania zgromadzeń spontanicznych i wreszcie doprecyzowaniem zakazu uczestnictwa w zgromadzeniach publicznych. Należy również zwrócić na utrzymujący się niemal przez cały czas trwania stanu epidemii zakaz organizowania zgromadzeń spontanicznych” – przypominał RPO.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąd podjął decyzję w sprawie Britney Spears. Odrzucono wniosek o odebranie ojcu nadzoru nad jej majątkiem

Sąd w Los Angeles odrzucił wniosek o odebranie ojcu Britney Spears nadzoru nad jej majątkiem – wynika z dokumentów sądowych. On sam wniósł o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie zarzutów córki o złe traktowanie gwiazdy w trakcie sprawowanej przez niego przez wiele lat kurateli.

W zeszłym tygodniu amerykańska piosenkarka Britney Spears zwróciła się do sądu wyższej instancji w Los Angeles o zakończenie stosowania wobec niej kurateli, której została poddana przed niemal 13 laty. Od tamtej pory nadzór nad niemal wszystkimi aspektami życia 39-letniej artystki sprawuje jej ojciec, James Spears. – Czuję, że wszyscy się przeciw mnie sprzymierzyli, czuję się zastraszana, ignorowana i sama. Męczy mnie samotność – mówiła w czasie 20-minutowego wystąpienia przed sądem. Zaapelowała do sądu, by na jedynego nadzorcę jej majątku wyznaczono firmę Bessemer Trust.

CNN zwrócił uwagę, że choć środowa decyzja sądu zapadła na niespełna tydzień po wystąpieniu artystki, nie jest rezultatem tego zeznania. Wyrok dotyczy wniosku złożonego przez adwokata Britney Spears w listopadzie zeszłego roku. Decyzją sędzi Brendy Penny, firma Bessemer Trust została ustanowiona współnadzorcą majątku piosenkarki. Odrzucono jednak wniosek o odebranie ojcu artystki kontroli nad jej majątkiem.

James Spears wnosi o dochodzenie

Tymczasem James Spears wniósł we wtorek o rozpoczęcie dochodzenia w sprawie zarzutów córki o złe traktowanie w czasie wieloletniej kurateli. Adwokaci Spearsa przekazali, że ojciec gwiazdy był „bardzo zasmucony słysząc o trudnościach i cierpieniu córki” i uważa, że „w tej sprawie należy przeprowadzić dochodzenie”.

Pełnomocnicy mężczyzny twierdzą, że ich klient nie był zaangażowany w jej „osobistą opiekę oraz kwestie medyczne i reprodukcyjne”. W 2019 roku ojciec piosenkarki zrzekł się nadzoru nad jej prywatnymi sprawami. Od tego czasu kwestiami osobistymi Britney Spears zajmuje się licencjonowana kurator Jodi Montgomery.

W związku z ostatnimi zeznaniami artystki, prawnicy jej ojca wezwali także sąd do przeprowadzenia dochodzenia, które ma ustalić, czy Montgomery powinna nadal sprawować kuratelę nad Spears.

Spears pod nadzorem ojca

W styczniu 2008 roku Britney Spears w związku z trudnościami psychicznymi i załamaniem nerwowym została sądownie ubezwłasnowolniona, a kuratelę nad nią przyznano jej ojcu Jamesowi oraz prawnikowi Andrew Walletowi. Ten drugi zrzekł się kurateli w marcu 2019 roku. Od tego czasu James Spears był jedynym oficjalnym zarządcą majątku piosenkarki, z prawem do wpływania także na decyzje związane z jej życiem prywatnym. Tego ostatniego zrzekł się na rzecz Jodi Montgomery.

W sierpniu zeszłego roku piosenkarka złożyła w amerykańskim sądzie wniosek o zmianę zasad sprawowania kurateli nad nią i zabranie jej ojcu roli zarządzającego jej majątkiem. Sąd w listopadzie odrzucił jej wniosek.

Podczas rozprawy prawnik Britney Spears podnosił, że artystka „boi się” swojego ojca i nie będzie występować, dopóki sprawuje on nad nią nadzór. Prawnik Jamesa Spearsa przekonywał zaś, że jego klient zawsze działał w najlepszym interesie córki.

Rozpatrująca sprawę sędzia podkreśliła – pomimo odrzucenia wniosku artystki – że rozważy przyszłe prośby o jego odsunięcie lub całkowicie usunięcie z roli kuratora. Ponadto sąd przychylił się częściowo do innej, zawartej we wniosku Britney Spears prośby – by spółka finansowa Bessemer Trust została powiernikiem jej finansów – i ustanowił spółkę współkuratorem gwiazdy pop.

Problemy piosenkarki ze zdrowiem

Problemy zdrowotne piosenkarki zaczęły się w 2006 roku, gdy rozstała się z mężem, tancerzem Kevinem Federlinem, z którym prowadziła następnie sądową batalię o opiekę nad dwoma synami. Po serii niepokojących zachowań i całkowitej utracie prawa do opieki nad dziećmi, Spears na początku 2008 roku trafiła na oddział psychiatryczny. Wtedy sąd w Los Angeles ją ubezwłasnowolnił. W kolejnych latach problemy ze zdrowiem się powtarzały. Ostatni raz do kliniki psychiatrycznej trafiła na początku ubiegłego roku.

Od 2016 roku piosenkarka związana jest z Samem Asgharim, młodszym o 13 lat modelem, tancerzem i trenerem personalnym.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ateny: Prawosławny ksiądz oblał kwasem siedmiu biskupów

Prawosławny ksiądz oblał żrącym kwasem siedmiu biskupów greckiej Cerkwi. 37-letni duchowny zaatakował w czasie posiedzenia sądu kościelnego, który decydował w sprawie pozbawienia go prawa do sprawowania funkcji duchownego. Do zdarzenia doszło w klasztorze Petraki w Atenach.

Napastnik został zatrzymany. Według lokalnych mediów, w czasie zatrzymania ksiądz ranił jeszcze policjanta i dwóch prawników.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Władimir Putin zapytany o Aleksieja Nawalnego

– Wygląda to, jakby świadomie chciał być zatrzymany. Zrobił to, czego chciał. To o czym tu można mówić? – powiedział Władimir Putin pytany o Aleksieja Nawalnego. – Człowiek ten wiedział, że łamie obowiązujące w Rosji prawo. Musiał meldować się jako osoba, która była warunkowo skazana – dodał.

Po zakończeniu spotkania Władimira Putina z Joe Bidenem, które trwało krócej niż zakładano, odbył się briefing prasowy prezydenta Rosji. Polityk został zapytany o ataki na grupy opozycyjne wewnątrz Rosji. – Na przykład Aleksieja Nawalnego – powiedział jeden z dziennikarzy.

– Nie słyszałem tej części pytania. No, może tłumacz nie przetłumaczył… – odpowiedział Putin, śmiejąc się. – A co do naszej opozycji pozasystemowej i tego obywatela [Nawalnego – przyp. red.]… Człowiek ten wiedział, że łamie obowiązujące w Rosji prawo. Musiał meldować się jako osoba, która była warunkowo skazana. Celowo i świadomie wyjechał za granicę, żeby się leczyć. Jak tylko wyszedł ze szpitala i powstawiał swoje filmy do internetu, to został wezwany. Nie zjawił się, zignorował prawne wezwanie. Ogłoszono, że jest poszukiwany, a on – wiedząc o tym – przyjechał. Wygląda to, jakby świadomie chciał być zatrzymany. Zrobił to, czego chciał. To o czym tu można mówić? – stwierdził Putin.

– Stany Zjednoczone ogłosiły, że Rosja jest ich wrogiem. Kongres zrobił to. W prawodawstwie USA znalazły się postanowienia o tym, że USA powinny wspierać organizacje polityczne w naszym kraju. To jest w waszym amerykańskim prawie. A jeżeli Rosja jest wrogiem, to jakie organizacje będzie spierać Ameryka w Rosji? No… Chyba nie te, które wzmacniają Federację. A to jest cel USA. Jak mamy do tego podchodzić? Sądzę, że jest zrozumiałe, że mamy podchodzić do tego ostrożnie i działać w ramach prawa Federacji Rosyjskiej – dodał.

Putin: W USA codziennie ktoś jest zabijany

Prezydent Rosji został również zapytany o wypowiedź Joe Bidena, w której nazwał go „zabójcą”. Władimir Putin zaznaczył, że przywódca Stanów Zjednoczonych rozmawiał z nim w tej sprawie przez telefon, a jego wyjaśnienia „zadowoliły” go. Putin dodał, że na ulicach Stanów Zjednoczonych „codziennie ktoś jest zabijany”.

Spotkanie Bidena i Władimira Putina rozpoczęło się o godzinie 13 w willi La Grange w Genewie. Po zakończeniu spotkania Joe Biden opuścił rezydencję – podała telewizja CNN.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Strzelanina w Teksasie. Joe Biden chce zmienić prawo

W wyniku strzelaniny, do jakiej doszło w fabryce mebli biurowych w Bryan w Teksasie zginęła jedna osoba, a pięć innych jest rannych. Sprawca strzelaniny został ujęty. Do strzelaniny doszło w parku przemysłowym w Bryan, w zakładach Kent Moore Cabinets produkujących meble i wyposażenie dla biur. Sprawca był najprawdopodobniej zatrudniony w tej firmie – poinformował szef policji w Bryan, Eric Buske.

Według stacji telewizyjnej NBC jedna osoba zmarła na miejscu incydentu. Pięć z ranami postrzałowymi przewieziono do szpitali, w tym cztery w stanie krytycznym. Hospitalizowano też szósta osobę, która doznała ataku astmy. Sprawcę zatrzymano w miejscowości Iola, oddalonej o 25 km od miejsca zdarzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Do Izraela wywieziono przedmioty z terenu dawnego getta warszawskiego

Do Izraela potajemnie wywieziono przedmioty znalezione na budowie na terenie dawnego getta warszawskiego. „To skandal, złamanie prawa” – komentują historycy. O sprawie pisze wtorkowa „Gazeta Wyborcza”.

Jak relacjonuje „GW” w swym stołecznym dodatku, pracownicy jednej z budów na terenie byłego getta warszawskiego na Muranowie odkryli podziemny bunkier. Jeden z robotników, który wszedł do środka, znalazł w nim filakterie, pudełeczka z ustępami Tory. To przedmioty modlitewne wykonane ze skóry koszernych zwierząt. O odkryciu napisała w poniedziałek izraelska gazeta „Israel Hayom” – informuje „Wyborcza”.

Według „GW”, w artykule napisano, że z robotnikami potajemnie skontaktowali się emisariusze Shem Olam Faith and the Holocaust Institute for Education, Documentation and Research (Instytutu Wiary Shem Olam dla Edukacji, Dokumentacji i Badań). Po długich negocjacjach filakterie zostały przekazane emisariuszom instytutu i w sekrecie przed polskimi władzami w ostatnim czasie przywieziono je do Izraela – czytamy w gazecie.

„Doszło do przestępstwa”

„Wyborcza” przypomina, że wywożenie z Polski przedmiotów wytworzonych przed 1945 rokiem bez zgody władz jest nielegalne. W sytuacji kiedy inwestor na budowie odkryje cenne przedmioty, powinien to zgłosić do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeżeli tego nie zrobił, to doszło do przestępstwa – podkreśla w rozmowie z dziennikiem Karolina Gałecka, rzeczniczka stołecznego ratusza.

Jak informuje „GW”, urzędnicy próbują ustalić, na której z budów mogły zostać odkryte filakterie, bo tego izraelscy dziennikarze nie podali. „Sprawdzą, czy wykopaliska zostały zgłoszone do wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeżeli nie, ratusz zawiadomi prokuraturę” – dodaje „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl