Były poseł PiS skazany. Kupił prawo jazdy

Sąd Rejonowy w Biłgoraju skazał byłego posła PiS Piotra O. na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Polityk został skazany za kupno prawa jazdy. Wyrok usłyszał również urzędnik wydziału komunikacji w Biłgoraju, który organizował fałszywe dokumenty.

Śledztwo wykazało, że Piotr O. korumpował urzędnika biłgorajskiego starostwa – Krzysztofa L. Były polityk miał wręczyć L. 1,5 zł. łapówki w zamian za wydanie prawa jazdy kategorii A i C. Na podstawie fałszywego dokumentu Piotr O. przystąpił do kursu i egzaminu uprawniającego do kierowania ciężarówką z przyczepą – informuje „Dziennik Wschodni”. Nielegalnym dokumentem posłużył się również podczas kontroli drogowej. 

Do przekazania łapówki doszło w grudniu 2010 roku. Jak zeznał Krzysztof L, inspektor w wydziale komunikacji starostwa w Biłgoraju, były polityk PiS targował się. Początkowo chciał jedynie prawa jazdy kategorii C, z czasem poprosił również o kategorię A. Urzędnik nie zgodził się na drugą kategorie, ponieważ zimą nie są prowadzone egzaminy. Po ustaleniach sprawą przełożono na wiosnę. 

Kilkaset zarzutów

To niejedyny przypadek korupcji w starostwie w Biłgoraju. Jak wykazało śledztwo Krzysztof L. stał na czele grupy urzędników, która w zamian za łapówki załatwiała fałszywe dokumenty. Przed sądem stanęło kilkanaście osób. L. usłyszał kilkaset zarzutów w tej sprawie. Piotr O. nigdy nie przyznał się do winy. Mimo tego sąd uznał go za winnego i skazał na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na 4 lata. Ponadto na byłego posła została nałożona grzywna w wysokości 4,8 tys. zł. oraz ponad 7 tys. kosztów sądowych. Krzysztof L. usłyszał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. 

Po ujawnieniu afery korupcyjnej poseł został zawieszony w prawach członka partii PiS i nie wystartował w wyborach parlamentarnych w 2019 roku. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

49-latek bez prawa jazdy śmiertelnie potrącił rowerzystę i uciekł. Trafił w ręce policji

Policjanci z Warszawy zatrzymani kierowcę podejrzanego o śmiertelne potrącenie rowerzysty na ul. Estrady na Bielanach i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Jak się okazało, 49-latek prowadził auto nie mając prawa jazdy. Do tragicznego wypadku doszło w ubiegłym tygodniu w nocy z poniedziałku na wtorek na ul. Estrady. Około godz. 3 został tam śmiertelnie potrącony rowerzysta. Kierowca samochodu uciekł z miejsca zdarzenia. Szukała go policja. W poniedziałek funkcjonariusze poinformowali, że został zatrzymany.

Kierujący samochodem ciężarowym nie zachował ostrożności i zderzył się z rowerzystą, a następnie odjechał nie udzielając pomocy pokrzywdzonemu. W wyniku zdarzenia rowerzysta poniósł śmierć – poinformowała st. asp. Kamila Szulc.

Dodała, że policjanci z wydziałów kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego bardzo dokładnie przeanalizowali zebrany materiał dowodowy, a także na bieżąco weryfikowali wszystkie pozyskiwane informacje. Dzięki temu dotarli do podejrzanego o spowodowanie wypadku.

Śledczy ustalili również, że mężczyzna nie powinien wsiadać za kierownicę, ponieważ miał cofnięte uprawnienia do kierowania pojazdami. 49-latek został zatrzymany przy współpracy z funkcjonariuszami z Komendy Miejskiej Policji w Płocku – podała st. asp. Kamila Szulc.

49-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, ucieczkę z miejsca zdarzenia oraz prowadzenia pojazdów mechanicznych, pomimo wydanej decyzji o cofnięciu uprawnień do kierowania.

Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 49-latka na trzy miesiące. Za popełnione przestępstwa grozi mu od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pościg za pijanym kierowcą. Potrącił policjanta

43-letni mieszkaniec Stoczka Łukowskiego uciekał swoim volkswagenem przed policją będąc pijanym i… bez prawa jazdy. Na domiar złego w trakcie ucieczki potrącił funkcjonariusza. Jego sprawą zajmą się śledczy, a później sąd. Pijany kierowca nie chciał zatrzymać się do kontroli drogowej. Policjanci ze Stoczka Łukowskiego zainteresowali się nim widząc, że prowadzi auto „wężykiem”.

Na polecenie zatrzymania się mężczyzna przyspieszył, a następnie zjechał w boczną drogę. Gdy zgasł mu silnik do auta uciekiniera doskoczył jeden z policjantów. Kierowca potrącił go przy cofaniu. Pościg nie trwał dalej zbyt długo. Skończył się na drodze gruntowej, z której nie mógł ruszyć dalej. Tym razem policji udało się wyjąć kluczyki ze stacyjki.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policjanci zatrzymali do kontroli pojazd dostawczy. Kierowca przewoził ludzi w chłodni

Policjanci z kraśnickiej drogówki zatrzymali prawo jazdy kierowcy dostawczej chłodni po tym, jak w trakcie kontroli auta okazało się, że w części ładunkowej przewoził pasażerów.

W środę w południe policjanci drogówki zatrzymali do kontroli samochód dostawczy z zabudową tzw. izoterma do przewozu owoców. Ze skrzyni ładunkowej wyraźnie słychać było rozmowy, dlatego policjanci polecili kierowcy, aby otworzył kontener. Ku zaskoczeniu mundurowych wewnątrz, na stojących na podłodze plastikowych pojemnikach siedzieli ludzie.

– Taki transport osób powoduje duże niebezpieczeństwo dla przewożonych pasażerów, każdy manewr pojazdu, hamowanie lub zakręt może być przyczyną obrażeń pasażerów – ostrzega st. asp. Janusz Majewski, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku.

Policjanci zatrzymali kierowcy prawo jazdy za spowodowanie zagrożenia w ruchu pojazdów i narażenie osób przewożonych na utratę życia lub zdrowia. Kierowca samochodu otrzymał ponadto wysoki mandat karny.
Źródło info i foto: dziennikwschodni.pl

Wnuk Lecha Wałęsy skazany za pijacki rajd

Wnuk byłego prezydenta Dominik W. (22 l.) został skazany na dwa lata i osiem miesięcy więzienia za niebezpieczną jazdę po pijaku i bez prawa jazdy ulicami Gdańska.

Do pijackiego rajdu Dominika W. doszło 25 lutego 2018 roku. Wnuk Lecha Wałęsy jeździł golfem po ulicach gdańskiej Oruniiod krawężnika do krawężnika, a później chodnikiem. Na parkingu pod sklepem uderzył w prawidłowo zaparkowane auta. W końcu porzucił auto na środku skrzyżowania i usiadł na przystanku autobusowym gdzie po szarpaninie zatrzymała go policja.

Badania krwi wykazały 1,88 promila alkoholu we krwi. Policja postawiła mu pięć zarzutów, m.in. znieważenia policjantów i uszkodzenia trzech aut w wyniku kolizji oraz najpoważniejszy nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi do ośmiu lat więzienia. – To była głupota. Przepraszam, naprawię wszystkie szkody – przyrzekał Dominik W. przed sądem, który pozwolił mu odpowiadać z wolnej stopy i wypuścił z aresztu.

Chociaż groziło mu 12 lat więzienia Sąd Rejonowy w Gdańsku, skazał go w środę na 2 lata i osiem miesięcy więzienia. Wyrok jest nieprawomocny.

Z kolei w sierpniu Dominik W. został skazany na pół roku prac społecznych i 1 tys. zł. odszkodowania za naruszenie nietykalności cielesnej kobiety.
Źródło info i foto: se.pl

Domaszowice: 60-letnia kobieta bez prawa jazdy wjechała w sklep

Nie brakuje osób, które bez prawa jazdy decydują się na prowadzenie auta. Co ciekawe, niektórzy funkcjonują tak latami. Jednak do czasu. Przekonała się o tym 60-latka, która bez uprawnień wsiadła za kółko, wpadła w poślizg i zatrzymała się na ścianie sklepu pod Namysłowem.

W ślizgawicę nawet doświadczeni kierowcy wolą zostać w domu. Jednak do tej grupy z pewnością nie należy 60-latka, która bez prawa jazdy wsiadła do fiata cinquecento i pojechała do sklepu w Domaszowicach pod Namysłowem. Kobieta rozpędziła auto i wpadła w poślizg. Kiedy straciła panowanie nad kierownicą, przejechała przez chodnik, pas zieleni, parking i uderzyła w ścianę sklepu. Na szczęście nikt nie został ranny. Za taki popis została ukarana mandatami rzędu kilkuset złotych każdy.

Co ciekawe, kilka dni temu w tym samym powiecie w witrynę sklepu wjechał samochód kierowany przez…trzylatka. Dziecko zostało bez opieki w aucie na parkingu i samo uruchomiło pojazd. Okazało się, że ojciec chłopca nie miał prawa jazdy.
Źródło info i foto: se.pl

Prezydent Rudy Śląskiej spowodowała wypadek

Grażyna Dziedzic, prezydent Rudy Śląskiej, spowodowała wypadek. Uderzyła w samochód stojący na czerwonym świetle. Kobieta i kierowca innego pojazdu trafili do szpitala. Dziedzic prowadząc w sobotę samochód około 16:30 na ul. Niedurnego w Rudzie Śląskiej uderzyła w alfa romeo stojące na czerwonym świetle, a ono w kolejne forda focusa. Prezydent i kierowca alfy trafili do szpitala na badania.

Grażyna Dziedzic nie potrafiła bezpośrednio po zajściu wyjaśnić, dlaczego nie zauważyła stojących na skrzyżowaniu samochodów. Zarówno ona, jak i kierowca alfy romeo uskarżali się na bóle w klatce piersiowej i szyjnego odcinka kręgosłupa, trafili więc do szpitala na badania. Policja zatrzymała prawo jazdy prezydent, wyjaśnia okoliczności zdarzenia. Uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi.

– Jest na lekach przeciwbólowych, ale w poniedziałek będzie normalnie w pracy – zapewnił w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” wiceprezydent Rudy Śląskiej Krzysztof Mejer.

Grażyna Dziedzic jest prezydentem Rudy Śląskiej od 2010 roku i w jesiennych wyborach samorządowych zamierza ubiegać się o swoją trzecią kadencję.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rodzina zidentyfikowała zwłoki Piotra Kijanki

Żona i matka Piotra Kijanki potwierdziły, że ciało znalezione w poniedziałek w Wiśle to zaginiony 34-latek. Przy zwłokach znaleziono dowód osobisty, prawo jazdy i karty kredytowe z nazwiskiem Piotra Kijanki, a także obrączkę i charakterystyczny zegarek. Prokuratura podała wstępne wyniki sekcji zwłok. Biegły ustalił, że przyczyną śmierci mężczyzny było utonięcie.

Smutny koniec poszukiwań 34-letniego Piotra Kijanki. Jak informuje Sebastian Gleń z małopolskiej policji, rodzina zaginionego zidentyfikowała jego ciało. Mieszkańcy Krakowa szukali Piotra Kijanki przez dwa miesiące. Jego bliscy do końca wierzyli, że mężczyzna odnajdzie się cały i zdrowy.

Uczestnicy poszukiwań Piotra Kijanki przekazują rodzinie kondolencje. Niektórzy planują jeszcze dziś udać się nad Wisłę, gdzie odnaleziono ciało krakowianina, aby wspólnie pomodlić się w jego intencji oraz zapalić znicz.

Sekcja zwłok została zakończona. Prokuratura ustaliła wstępnie, że przyczyną śmierci Piotra Kijanki było utonięcie. – Ostateczne wyniki będą znane po przeprowadzeniu badań dodatkowych – podkreśla Janusz Hnatko. Cały czas trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 34-latka. Śledczy chcą m.in. ustalić, czy Piotr Kijanka sam wpadł do wody, czy może został przez kogoś zepchnięty.

Policja otrzymała informację o zwłokach w Wiśle od jednego z pracowników zapory w poniedziałek, 5 marca o godz. 11. W okolicach stopnia wodnego Dąbie pracowało kilkudziesięciu strażaków i płetwonurków. Ciało przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie.

Piotr Kijanka zaginął w nocy z 6 na 7 stycznia. 34-letni dyrektor ds. marketingu i sprzedaży pochodził z Mielca. Mieszkał na krakowskim Dąbiu z żoną Agnieszką i dwuletnim dzieckiem. Rodzina zgłosiła jego zaginięcie po tym, jak w sobotę, 6 stycznia po godz. 23.36. wyszedł z jednego z klubów na krakowskim Kazimierzu. Po raz ostatni świadkowie widzieli go w okolicach Mostu Kotlarskiego. Także w tej okolicy zarejestrowały go kamery monitoringu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowa Sól: 20-letniemu Alanowi Sz. za potrącenie 4-latka grozi 5 lat więzienia

20-letni Alan Sz., który Oplem Corsą potrącił 4-letniego chłopca na przejściu dla pieszych, miał tłumaczyć podczas przesłuchania w prokuraturze, że nie zauważył dziecka, bo schylił się po niedopałek papierosa. Mężczyzna przejechał mu po nodze, brzuchu i ciągnął kilkadziesiąt metrów. Kierowca nie miał prawa jazdy. Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. godz. 11:30 na ul. Wojska Polskiego.

– Chłopczyk przechodził wraz z rodzicami przez przejście dla pieszych. Poruszał się na rowerku biegowym – powiedziała polsatnews.pl w niedzielę sierż. Justyna Sęczkowska, rzeczniczka nowosolskiej policji.

4-letni Łukasz ze szpitala w Nowej Soli został przetransportowany śmigłowcem do Zielonej Góry, jego stan był bardzo ciężki. Od razu trafił na stół operacyjny. Miał wielonarządowe obrażenia oraz poważny uraz nogi.

Kierowcy grozi do 5 lat więzienia

– Jego stan jest ciężki, ale chyba wszystko zmierza ku dobremu – powiedziała w poniedziałek na antenie Polsat News Sylwia Majcher-Nowak ze Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze.

Sprawca wypadku musiał znać to przejście dla pieszych, jest mieszkańcem Nowej Soli. Za spowodowanie wypadku, w wyniku którego osoba poszkodowana doznała obrażeń, wymagających co najmniej 7 dni leczenia, grozi do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prawie 5 tys. praw jazdy zatrzymanych

Najwięcej – 870 praw jazdy – zostało zatrzymanych na terenie garnizonu stołecznego, który obejmuje Warszawę i inne pobliskie miejscowości, m.in.: Grodzisk Mazowiecki, Legionowo, Otwock. Na drugim miejscu pod względem tej statystyki jest pozostała część województwa mazowieckiego, gdzie w sumie 453 kierowców musiało na trzy miesiące oddać swoje uprawnienia do prowadzenia samochodów. Na trzecim miejscu są kierowcy z Wielkopolski – tam zatrzymano 433 prawa jazdy. Najbardziej przepisowo jeżdżą kierowcy z województw: podlaskiego (69 zatrzymanych praw jazdy), lubuskiego (84) i opolskiego (100).

Po wejściu w życie nowych przepisów do 30 czerwca w samej Warszawie zatrzymano 339 praw jazdy – podaje stołeczny ratusz. Ta liczba obejmuje przypadki przekroczenia dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h, jak i przewożenia w pojeździe więcej osób, niż to wynika z liczby miejsc określonych w dowodzie rejestracyjnym. Zgodnie z nowymi przepisami, prawo jazdy traci się za przekroczenie w terenie zabudowanym dozwolonej prędkości o 50 km/h oraz za zbyt dużą liczbę przewożonych w aucie osób.

W praktyce policjant w czasie kontroli drogowej, po stwierdzeniu np. przekroczenia prędkości, zatrzymuje kierowcy prawo jazdy i przesyła je do właściwego starosty, który – wydając decyzję administracyjną – formalnie zatrzyma dokument. Za pierwszym razem zatrzymanie prawa jazdy następuje na 3 miesiące. Jeśli mimo to kierowca dalej będzie prowadzić auto bez uprawnień i zostanie zatrzymany, ten okres przedłuży się do sześciu miesięcy; kolejna „wpadka” bez prawa jazdy zakończy się cofnięciem uprawnień i koniecznością ponownego zdawania egzaminu.
Żródło info i foto: onet.pl