Sprawa Stefana W. Świadek: Po ataku na prezydenta trafił do szpitala z obrażeniami twarzy

Świadek w sprawie zabójstwa Pawła Adamowicza, lekarz, który przyjmował Stefana W. na oddział gdańskiego szpitala, zeznał w poniedziałek, że po ataku na prezydenta, oskarżony trafił do gdańskiego szpitala z obrażeniami twarzoczaszki i dłoni. W poniedziałek do Sądu Okręgowego w Gdańsku po raz siódmy został doprowadzony z aresztu oskarżony Stefan W. Pilnowany przez dwóch funkcjonariuszy był zamknięty w specjalnym pomieszczeniu oddzielonym grubą szybą od pozostałej części sali. Nadal nie wypowiedział żadnego słowa.

W trakcie poniedziałkowej rozprawy zostało przesłuchanych troje świadków: kobieta, która widziała, jak Stefan W. 13 stycznia 2019 r. przeskoczył przez barierki; lekarz, który po ataku przyjął Stefana W. na oddziale ratunkowym Szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku oraz policjant, który wiózł oskarżonego do komisariatu.

Według relacji lekarza Roberta G., oskarżony po przyjeździe na SOR podawał podstawowe dane, był małomówny i niechętnie odpowiadał na pytania. W naszym slangu lekarskim oskarżony był +mało współpracujący+ – powiedział.

Lekarz zeznał również, że zauważył u Stefana W. obrażenia twarzoczaszki i prawej dłoni, a do szpitala oskarżony został przywieziony z podejrzeniem napadu drgawek.

W poniedziałek przed Sądem Okręgowym zeznawała również Aleksandra W., która przed finałem WOŚP wraz z narzeczonym stała za sceną niedaleko oskarżonego. W swoich zeznaniach stwierdziła, że miejsce, przez które później przeskoczył Stefan W. nie było przez nikogo pilnowane. Według mnie, to miejsce było wygodne, żeby tam wbiec na schody i scenę – oceniła.

W protokołach ze śledztwa, które w poniedziałek odczytała sędzia, kobieta podawała, że 13 stycznia 2019 r., Stefan W. ubrany był w czarną kurtkę sportową, jasne dżinsy i miał na głowie kaptur. Nie potrafiła natomiast opisać rysów jego twarzy.

Świadkiem podczas poniedziałkowej rozprawy był również 35-letni funkcjonariusz policji Grzegorz E., który w trakcie tragicznego wieczora był kierowcą radiowozu i przewoził Stefana W. z okolicy sceny na komisariat.

Zeznał, że w trakcie jazdy usłyszał krzyk. Wydaje mi się, że były to podniesione głosy zatrzymanego i jednego z policjantów, ale trwało to chwilę – tłumaczył i dodał, że nie widział, aby ktoś uderzył Stefana W. Kiedy mężczyzna był prowadzony do pojazdu zauważyłem, że ma zakrwawioną twarz – zeznawał świadek.

Prokuratura oskarża Stefana W. o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, a także o popełnienie przestępstwa zmuszania innej osoby do określonego zachowania. Obu przestępstw oskarżony miał dopuścić się w warunkach powrotu do przestępstwa. Stefanowi W. grozi od 12 lat do dożywotniej kary więzienia.

W opinii biegłych, gdy Stefan W. 13 stycznia 2019 r. wszedł na scenę WOŚP i zaatakował nożem Pawła Adamowicza miał ograniczoną poczytalność. Może to wpłynąć na wysokość kary więzienia. Sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

Kolejna rozprawa odbędzie się 2 czerwca br.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Paryż: Policjanci zastrzelili dwie osoby blisko miejsca, gdzie świętował prezydent

W Paryżu policjanci otworzyli ogień do samochodu, który nie zatrzymał się na punkcie kontroli drogowej i pędził w ich kierunku. Dwie osoby zginęły – poinformowała agencja AFP, która zaznacza, że sytuacja miała miejsce kilka godzin po tym, jak Emmanuel Macron wygrał wybory prezydenckie. Samochód jechał przez paryski most Pont Neuf i nie zatrzymał się na policyjnym punkcie kontrolnym. Według źródeł AFP kierowca pędził w kierunku funkcjonariuszy, a ci otworzyli ogień.

Na miejscu zginęło dwóch pasażerów samochodu, a jeden został ranny. Na miejscu pojawiły się znaczne siły policyjne. Policjanci nie odnieśli obrażeń. AFP zaznacza, że niecałe dwa kilometry dalej, prezydent Francji Emmanuel Macron wraz z tłumem zwolenników świętował swoje zwycięstwo nad Marine Le Pen. Według wstępnych oficjalnych danych Macron wygrał wybory, uzyskując 58,55 procent głosów. Jego prawicowa kontrkandydatka Marine Le Pen otrzymała 41,45 procent głosów.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawa Kaczyński kontra Wałęsa wraca na wokandę

Sąd Najwyższy rozpozna skargi kasacyjne byłego prezydenta Lecha Wałęsy i wicepremiera, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego od wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 2019 r. – ustalił portal Gazeta.pl. Sprawa ma związek z procesem o ochronę dóbr osobistych, który Kaczyński wytoczył Wałęsie. Jak ustaliliśmy, nie został jeszcze wyznaczony termin posiedzenia. W grudniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku zdecydował, że były prezydent Lech Wałęsa ma przeprosić prezesa PiS, obecnie także wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego za wpisy na Facebooku, w których sugerował, że Kaczyński jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską i to on miał nakazać lądowanie samolotu z polską delegacją.

– Lech Wałęsa swoimi wypowiedziami dotyczącymi wydania polecenia lądowania samolotu granice swobody oceniania w debacie politycznej zdaniem sądu przekroczył. (…) Stwierdzenie, że oskarżenie Lecha Wałęsy jest poważne, daleko idące i dotkliwe to za mało – stwierdziła wówczas sędzia Weronika Klawonn.

Jednocześnie sąd orzekł, że Lech Wałęsa nie musi przepraszać m.in. za sugestie, że prezes PiS „nie jest zdrowy, zrównoważony psychicznie”. – Przypisanie przeciwnikowi politycznemu choroby psychicznej jest dość prostą próbą jego zdyskredytowania. Jednakże kontekst słów pozwanego, który zachowanie powoda Jarosława Kaczyńskiego odbiera jako szkodzące Polsce, usprawiedliwia użycie tego rodzaju ostrych słów – mówiła sędzia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prezydent Rosji boi się otrucia, dlatego zwolnił 1000 pracowników

Władimir Putin obawia się o swoje życie. Spodziewa się prób otrucia go, dlatego „wymienił” ok. 1000 bliskich współpracowników na nowe osoby – wynika z ustaleń dziennikarza „The Daily Beast”. Emerytowany agent Generalnej Dyrekcji Bezpieczeństwa Zewnętrznego Francji, z którym rozmawiał twierdzi, że „przyszły zabójca” Putina działa już w otoczeniu prezydenta Rosji.

„Czy jest możliwe, że Władimir Putin zostanie zamordowany?” – to pytanie, które Craig Copetas, dziennikarz serwisu „The Daily Beast” i korespondent „The Wall Street Journal” w Moskwie, zadał byłemu tajnemu agentowi Generalnej Dyrekcji Bezpieczeństwa Zewnętrznego Francji (DGSE). Informator jest specjalistą w dziedzinie planowania zabójstw pozasądowych.

– Plan tej operacji leży na biurkach w każdej agencji wywiadowczej – przyznał informator. – Wiem o tym, bo sam nad tym pracowałem – podkreślił. Copetas dodał, że jego rozmówca jest chwalony w swym środowisku za dbałość o szczegóły.

Były agent powiedział, że najskuteczniejszą metodą na zabicie Putina, byłaby trucizna. – Rosyjski wywiad jest prawdopodobnie jedynym, który stosuje truciznę jako standardowy środek – stwierdził Francuz, przytaczając długą listę rosyjskich mikstur stosowanych do eliminowania wrogów Kremla – począwszy od dezertera KGB Nikołaja Chochłowa z 1957 roku (poczęstowano go kawą z dodatkiem talu) po zamach na kandydata na prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę w 2004 r. (podano mu kolację doprawioną dioksynami).
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prób zamachu na prezydent Ukrainy było znacznie więcej

Rosyjskie służby miały podjąć co najmniej trzy próby zamachu na Wołodymyra Zełenskiego – pisały media. Mychajło Podoliak, doradca prezydenta Ukrainy, twierdzi jednak, że było ich znacznie więcej. – Stale otrzymujemy informacje o oddziałach próbujących wtargnąć do dzielnicy rządowej – skomentował.

W ostatnim czasie planowano co najmniej trzy zamachy na życie Wołodymyra Zełenskiego – wynika z raportu, który został opublikowany 3 marca przez magazyn „The Times”. – Nasi zagraniczni partnerzy mówią o dwóch lub trzech próbach; ja uważam, że było ich kilkanaście, ponieważ stale otrzymujemy informacje o oddziałach próbujących wtargnąć do dzielnicy rządowej Kijowa – oświadczył w rozmowie z portalem Ukraińska Prawda Mychajło Podolak, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. – Mamy bardzo silną sieć wywiadowczą i kontrwywiadowczą; wszystko monitorujemy, wszystkie zbliżające się do prezydenta grupy są eliminowane – zapewnił.

Mimo prób zamachu Wołodymyr Zełenski zapewnił, że nie ucieknie z kraju i zostanie ze swoimi rodakami do końca wojny. – Nie ukrywam się i nikogo się nie boję – podkreślił. „Kraj pracuje. Centrum administracyjne jest na miejscu. Tak jak ma być – w centrum Kijowa. Wszystko pod kontrolą. Ponieważ… Ponieważ jesteśmy Ukrainą…” – udostępnił w środę 9 marca wpis na Twitterze Mychajło Podolak.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

15 lat więzienia za mówienie o sankcjach. Prezydent Rosji chce zamknąć usta mediom i obywatelom

Russian President Vladimir Putin speaks to the media after his annual live call-in show in Moscow, Russia, Thursday, June 15, 2017. President Vladimir Putin said Russia will pour resources into the development of its vast Arctic region for both economic and military reasons. (AP Photo/Alexander Zemlianichenko)

Władimir Putin walczy o podtrzymanie propagandy w krajowych mediach i kreowanie swojej wersji historii w głowach rodaków. W rosyjskim kodeksie karnym zostaną wprowadzone zmiany dotyczące zwiększenia kary pozbawienia wolności do 15 lat za rozpowszechnianie fałszywych informacji o operacjach wojskowych, wzywanie do nałożenia sankcji na Rosję i dyskredytację sił zbrojnych.

Wojna w Ukrainie toczy się również na gruncie gospodarczym. Odcięcie banków od systemu SWIFT i zamrożenie części aktywów rosyjskiego banku centralnego nie wyczerpało jeszcze wszystkich opcji ekonomicznego nacisku na Putina. Rosja może podzielić los Iranu, a nawet Korei Północnej – stwierdził Piotr Bartkiewicz, główny ekonomista banku Pekao SA.

Sankcje dla Rosji nakładają już kraje niemal z każdej części świata. Ma to dramatyczny wpływ na gospodarkę kraju, który wywołał wojnę z Ukrainą. Eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego oszacowali, że w 2022 roku PKB Rosji spadnie o 15-20 procent. Perspektyw na odbicie bez zniesienia ograniczeń w handlu z zagranicą nie ma.

Izba niższa rosyjskiego parlamentu Duma Państwowa uchwaliła w piątek poprawki do kodeksu karnego, zgodnie z którymi za rozpowszechnianie fałszywych informacji o operacjach wojskowych, wzywanie do nałożenia sankcji na Rosję i dyskredytację sił zbrojnych grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Agencja Reuters podała, że za te same przewinienia można otrzymać także karę grzywny. Ustawa została uchwalona jednomyślnie w trzecim i ostatnim czytaniu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rosyjski biznesmen wyznaczył nagrodę za głowę Putina

Rosyjski biznesmen Alexander Konanykhin wyznaczył nagrodę w wysokości 1 mln dolarów za głowę Władimira Putina.

Siódmy dzień inwazji Rosji na Ukrainę. Rosjanie przeprowadzili desant powietrzny w Charkowie. Rosyjscy spadochroniarze zaatakowali miejscowy szpital wojskowy – poinformowała w środę Rada Najwyższa Ukrainy. W kolejnym ataku wojska rosyjskie ostrzelały szpital położniczy w Mariupolu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prokuratura chce dla Jakuba Żulczyka pięciu miesięcy prac społecznych. Chodzi o znieważenie prezydenta

Na 10 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył wyrok w procesie pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Prokuratura domaga się przeprosin oraz pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych; obrona chce uniewinnienia. Sprawa dotyczy wpisu na portalu społecznościowym z listopada 2020 r., w którym – komentując wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wyborach prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał go „debilem”. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu osoby prywatnej. Akt oskarżenia wpłynął do warszawskiego Sądu Okręgowego pod koniec marca ub.r.

Na pierwszej, listopadowej rozprawie pisarz nie przyznał się do zarzutu znieważenia prezydenta. Tłumaczył, że wpis miał być wyrazem krytyki i zaniepokojenia działaniami Andrzeja Dudy – te, zdaniem Żulczyka, „narażały na szwank międzynarodową reputację Polski”.

W środę w charakterze świadka sąd przesłuchał językoznawcę Michała Rusinka, który sporządził opinię filologiczną dotyczącą wpisu Żulczyka. Jak przekonywał, wpis należy potraktować w kategorii felietonu nacechowanego hiperbolizacją. Podkreślał też, że dla formy tej charakterystyczna jest subiektywna ocena sprawy przez autora. Po krótkim przesłuchaniu proces zakończył się, a strony przeszły do wygłaszania mów końcowych.

Pierwsza głos zabrała prokuratura, która wniosła o wymierzenie pisarzowi kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Oprócz tego – po uprawomocnieniu się wyroku – Żulczyk miałby opublikować przeprosiny na Facebooku. Jak wskazano, powinny tam widnieć co najmniej przez miesiąc.

– Trzeba przyznać, że prezydent jest często narażony na ostrzejszą krytykę niż inne osoby niebędące osobami publicznymi. Nie oznacza to, że może być ona dowolna i bez ograniczeń – argumentowano. Zdaniem prokuratury nie można twierdzić, że pociągnięcie Żulczyka do odpowiedzialności karnej ogranicza jego wolność słowa, bowiem w sprawie nie chodzi o samą krytykę, a o sposób jej wyrażenia. W opinii prokuratora wyrok uniewinniający będzie oznaczał zgodę na wulgaryzację debaty publicznej.

Obrona przekonywała natomiast, że do znieważenia prezydenta w ogóle nie doszło, a Żulczyk powinien być uniewinniony. Adwokaci zwracali uwagę na znikomą szkodliwość społeczną czynu oraz fakt, że do skazań w sprawach o znieważenie głowy państwa dochodziło, gdy obelżywe słowa padły bez żadnego kontekstu. Jak wskazywali, pisarz ewentualnie mógłby być oskarżony o zniesławienie, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

– Jeśli rzeczywiście prezydent Andrzej Duda czuje się pomówiony przez Jakuba Żulczyka o to, że intelektualnie nie dorasta do funkcji prezydenta, to ma ku temu specjalny tryb. Nie ma jednak podstaw do tego, by urząd prokuratorski, w imieniu Rzeczypospolitej, oskarżał Jakuba Żulczyka o znieważenie głowy państwa – mówił mec. Krzysztof Nowiński.

„To nie jest napis na płocie”

– „Andrzej Duda jest debilem” to nie jest napis na płocie, to nie jest napis na murze Pałacu Prezydenckiego – wskazywał z kolei inny z obrońców mec. Grzegorz Kucharski. Jak mówił, chodzi o fragment dłuższej, choć „mocno krytycznej wypowiedzi”. – Prokuratura nie ma racji w tym, że to sformułowanie jest wyjęte z kontekstu – podkreślił. Jak wskazał, kontekstem jest postępowanie prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wygranymi wyborami prezydenckimi przez obecnego prezydenta USA Joe Bidena.

Sam Żulczyk podkreślił natomiast, że jego krytyczny stosunek do obecnych władz do Polsce nie jest tajemnicą, jednak to, czy „prezydent Duda jest osobą bardziej mądrą czy mniej mądrą”, niekoniecznie ma znaczenie dla jego sprawy. Jak wskazywał, znaczenie ma za to „możliwość krytyki i władzy i wyrażania sprzeciwu”.

– Jakie mamy możliwości działania, kiedy władza zachowuje się źle, głupio, kiedy kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób możemy ją krytykować? – pytał. Podkreślił przy tym, że w żaden sposób nie czuje się osobą prześladowaną, bo byłoby to obraźliwe w stosunku do ludzi, którzy faktycznie cierpią z tego powodu.

– Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot – trochę śmieszny, trochę straszny, a trochę istotny. Istotny, gdyż wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas których sprawdzamy jako społeczeństwo nasze możliwości obywatelskiego oporu – mówił.

 – Stojąc przed sądem za słowa, które napisałem na Facebooku, czuję się jak poddany, jak petent, jak członek ciemnego ludu, który władzę ma jedynie wielbić, bo od tego władza przecież jest. Nie uważam tak. W demokratycznym społeczeństwie (…) to władza jest dla nas, ma nas reprezentować, ma nam pomagać, a my mamy prawo, nawet obowiązek reagowania, gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivre’u, ładnej polszczyzny i dobrego wychowania – podsumował pisarz.

Wpis Jakuba Żulczyka

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk.

„Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem” – napisał na Facebooku.

Pisarz oskarżony jest z art. 135 par. 2 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat więzienia. Sąd wyznaczył termin wydania wyroku na przyszły poniedziałek, 10 stycznia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kazachstan: Protesty w kraju. Wtargnięto do rezydencji prezydenta

Trwają masowe protesty w Kazachstanie. Jak w orędziu do narodu przekazał prezydent Tokajew, w czasie demonstracji zginęło kilku funkcjonariuszy. Są też ranni. Wcześniej media donosiły o ataku na ratusz w mieście Ałmaty, a także wtargnięciu do jednej z rezydencji prezydenta. Tokajew zapowiedział już „zdecydowaną odpowiedź” na manifestacje.

O zajęciu jednej z rezydencji prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa poinformował portal „Zakon”. Rosyjska agencja TASS przekazała, że do budynku próbowało wtargnąć kilka tysięcy protestujących, a w jej zasnutych dymem okolicach było słychać strzały i huk granatów ogłuszających.

Jak informowaliśmy w Interii, trwające od dwóch dni gwałtowne protesty i starcia z policją mają miejsce również w innych miastach Kazachstanu. Stacja Biełsat na swoim Twitterze umieściła nagranie z protestów w położonym na zachodzie kraju miasta Aktobe. Na filmie widać nacierający tłum rozpraszany przez służby mundurowe armatką wodną i granatami hukowymi.

W okolicach miasta Aktau protestujący zatrzymali wojskową ciężarówkę i rozbroili żołnierzy – donosi Biełsat na Twitterze pod przedstawiającym to wydarzenie filmem.

Na krążących w sieci zdjęciach i nagraniach widać, że protestujący w Ałmaty, w której dochodzi do najgwałtowniejszych wystąpień, zdobyli też kilka pojazdów służb i rozbrajali niektórych policjantów.

Agencja AFP poinformowała, że niektórzy funkcjonariusze skierowani do opanowania tłumów przed ratuszem w Ałmaty przeszli na stronę demonstrantów. W Ałmaty drugi dzień trwają przeradzające się w zamieszki gwałtowne protesty. Manifestanci w środę wtargnęli do ratusza Ałmaty, największego miasta Kazachstanu – relacjonuje agencja AFP. Budynek został podpalony, w okolicach było słychać strzały, oprócz ratusza płonął położony w pobliżu gmach prokuratury – dodaje agencja Reutera.
Źródło info i foto: interia.pl

Będzie komisja śledcza w „sprawie Pegasusa”?

„Uważam, że jeżeli takie twierdzenia się pojawiają, to sprawa wymaga wyjaśnienia; od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie” – powiedział prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do sprawy Pegasusa. Nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza.

Prezydent był w poniedziałek gościem Polsat News oraz portalu interia.pl. W internetowej części rozmowy Andrzej Duda został zapytany o sprawę oprogramowania Pegasus, którym – według amerykańskiej agencji prasowej Associated Press – inwigilowany był senator KO Krzysztof Brejza, adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek. – Od tego jest parlament, żeby tego typu sprawy były wyjaśniane w parlamencie – ocenił prezydent.

Podczas rozmowy nie wykluczył, że tą sprawą powinna się zająć komisja śledcza. – Jeżeli taka będzie decyzja posłów, jeżeli taka będzie decyzja parlamentu, jeżeli są takie twierdzenia. Nic nie słyszałem, żeby były jakiekolwiek dowody na tę okoliczność, żeby była jasność. Ja żadnego dowodu na tę okoliczność nie widziałem i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nigdy nie miałem żadnej korespondencji w tej sprawie. Nigdy nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, w związku z powyższym jestem za tym, żeby absolutnie te sprawę wyjaśnić – podkreślił.

– Uważam, że jeżeli takie pojawiają się twierdzenia, to sprawa wymaga wyjaśnienia. Zwłaszcza, jeżeli tego typu twierdzenia dotyczą prokuratora, który prowadził jakąś sprawę. Zdumiewające były te informacje dla mnie, bo tak jak mówię, ja nigdy o tym nie słyszałem i nigdy też nie miałem żadnych dokumentów, które o czymś takim mogłyby stanowić, w związku z powyższym uważam, że sprawę trzeba wyjaśnić, skoro takie twierdzenia są – zaznaczył.

Na pytanie czy powinna się tą sprawą zająć komisja ds. służb specjalnych czy komisja śledcza powiedział, żeby „zostawić to Sejmowi i posłom, bo to oni zdecydują”.

– Powtarzam jeszcze raz. Jest chociażby w Sejmie komisja do spraw służb specjalnych, która – jeżeli są wątpliwości – w pierwszej kolejności mogłaby się tym zająć – dodał prezydent.

Amerykańska agencja prasowa Associated Press podała, że działająca przy Uniwersytecie w Toronto grupa Citizen Lab poinformowała, że senator KO Krzysztof Brejza był w 2019 roku inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Według Citizen Lab do telefonu Brejzy włamywano się 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani przy pomocy Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.
Źródło info i foto: Dziennik.pl