Kolejna akcja CBŚP. Narkotyki i środowisko pseudokibiców

Policjanci CBŚP z Lublina wyeliminowali z rynku prawie 80 kg marihuany, wartej ponad 3 mln zł. Podczas akcji zatrzymano 2 mężczyzn, którym w Lubelskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej przedstawiono zarzuty dot. przestępczości narkotykowej. Według śledczych w przestępczy proceder zamieszani są pseudokibice jednego ze śląskich klubów sportowych.

Z ustaleń policjantów z Zarządu w Lublinie Centralnego Biura Śledczego Policji wynikało, że osoby mające związek z pseudokibicami jednego ze śląskich klubów sportowych zajmują się na dużą skalę obrotem narkotykami. Środki odurzające były rozprowadzane na terenie województwa śląskiego, lubelskiego i mazowieckiego, szczególnie w Warszawie.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w Lubelskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie.

W minionym tygodniu policjanci CBŚP uderzyli w przestępczość narkotykową. Akcja rozpoczęła się od zatrzymania kuriera na trasie wiodącej z Warszawy do Katowic. Kierowca samochodu dostawczego przewoził w pojeździe ponad 20 kg marihuany. Narkotyki były ukryte w przestrzeni bagażowej. Zapakowany w woreczki foliowe susz znajdował się w dwóch torbach podróżnych.

W Warszawie policjanci weszli do mieszkania, w którym w dwóch pokojach znajdowały się kartony wypełnione hermetycznie zapakowanymi woreczkami z narkotykiem. Wtedy to, zabezpieczono ponad 58 kg marihuany.

Na terenie województwa śląskiego, na jednej z ulic zatrzymano drugiego podejrzanego. Z informacji policjantów wynikało, że mężczyzna może planować opuszczenie kraju, więc działania zostały przeprowadzone błyskawicznie.

Obu zatrzymanych doprowadzono do Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie, gdzie przedstawiono im zarzuty dotyczące posiadania oraz udziału w obrocie znacznych ilości środków odurzających. Na podstawie zebranego materiału dowodowego obaj podejrzani zostali tymczasowo aresztowani na 3 miesiące.

Sprawa jest rozwojowa i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zaniedbania kard. Stanisława Dziwisza ws. pedofilii wśród księży? Nie będzie śledztwa

Krakowski sąd oddalił zażalenie europosła Łukasza Kohuta na odmowę wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza. Polityk zarzucił duchownemu, że ten uczestniczył w procederze ukrywania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich. Decyzja sądu jest prawomocna.

„Sąd uznał, że jako obywatel czy europoseł nie mam interesu prawnego do zaskarżania decyzji prokuratury, bo nie jest osobą bezpośrednio poszkodowaną ani rodziną ofiar – powiedział PAP Łukasz Kohut. Sąd uznał, że dobro, jakim jest prawidłowy przebieg postępowania karnego czy funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości nie jest wystarczające do uznania, że osobie, które złożyła takie zawiadomienie przysługuje prawo do zaskarżenia decyzji odmawiającej wszczęcia śledztwa” – tłumaczył.

Liczyłem, że kard. Dziwisza uda się zaprosić na jakąś świecką spowiedź. Okazuje się, że do tej pory Watykan, wysyłając do Polski kardynała Angelo Bagnasco, zrobił w tej sprawie więcej niż polskie państwo. Polskie organy nie chciały się tym w ogóle zainteresować – ocenił Kohut. Zwrócił też uwagę na błyskawiczne podejmowanie decyzji w tej sprawie i przez prokuraturę i przez sąd.

W styczniu krakowska prokuratura okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza. Według śledczych brak było podstaw do wszczęcia postępowania w związku z ewentualnym niezawiadomieniem – jak wyjaśnił rzecznik krakowskiej PO – w określonym czasie organów ścigania o „ewentualnym przestępstwie popełnionym przez księży, z uwagi na brak obowiązku prawnego zgłaszania o tego typu przestępstwach”. Prokuratura uznała także, że – jak wskazał rzecznik – „przeniesienie księdza do innej parafii nie jest utrudnianiem postępowania w sprawie, czy też ukrywaniem osoby”.

Zawiadomienie złożone przez Kohuta o możliwości popełnienia przestępstw przez kard. Dziwisza wpłynęło do prokuratury 13 listopada 2020 r. Polityk odwoływał się do filmu dokumentalnego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, wyemitowanego 9 listopada w TVN 24. Przedstawiono w nim relacje i rozmowy wskazujące, że kard. Dziwisz uczestniczył w procederze tuszowania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

Europoseł zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przez kardynała przestępstw polegających na utrudnianiu ujawnienia seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych oraz na niezawiadomieniu stosownych organów ścigania. Kohut zarzucił kardynałowi, że ten wiedział o przestępstwach popełnionych przez duchownych i podejmował działania, aby wyciszyć sprawę, np. odpowiadał za przeniesienie sprawcy przestępstwa do innej parafii.

Kard. Dziwisz: Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań

Kard. Stanisław Dziwisz w reakcji na reportaż TVN 24 wydał oświadczenie, w którym zaproponował, żeby oceną działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja. „Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował.

Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów – zaznaczył hierarcha.

Według kardynała Stanisława Dziwisza w filmie postawiono „zniesławiające zarzuty, które mają zniszczyć służbę, pełnioną przeze mnie z pełną pokorą świętemu papieżowi, Janowi Pawłowi II”.

Nigdy, powtarzam – nigdy, nie przyjąłem pieniędzy w zamian za udział w mszach świętych; nigdy – podkreślam, nigdy nie dostałem pieniędzy, by ukrywać czyny czy fakty przeznaczone dla uwagi Ojca Świętego; nigdy i jeszcze raz nigdy nie wspierałem osób niegodnych w zamian za datki wpisane w jakąś perwersyjną logikę wymiany – stwierdził w oświadczeniu dla włoskiej agencji ANSA emerytowany metropolita krakowski. Ponieważ iskry spowodowane przez ten materiał przedostały się poza granice mojej umiłowanej ojczyzny, docierając także do Włoch i do Rzymu, pragnę odrzucić z równą stanowczością i z jeszcze większym oburzeniem złośliwe sugestie i zniesławiające oskarżenia – dodał hierarcha.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Funkcjonariusze KAS zatrzymani. „Ostrzegali organizatorów nielegalnego hazardu”

Policjanci Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zlikwidowali 38 nielegalnych punktów z grami hazardowymi na Śląsku i zatrzymali 17 osób zamieszanych w ten proceder. Wśród podejrzanych jest czterech funkcjonariuszy KAS, którzy współpracowali z grupami przestępczymi, czerpiąc z tego korzyści finansowe.

Podinsp. Aleksandra Nowara, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, przekazała w poniedziałek, że policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP wspólnie z funkcjonariuszami Biura Inspekcji Wewnętrznej Ministerstwa Finansów oraz Krajowej Administracji Skarbowej dokonali rozbicia dwóch zorganizowanych grup przestępczych, które organizowały nielegalne gry hazardowe na Śląsku.

– Istniało podejrzenie, że w nielegalnym procederze mogą uczestniczyć funkcjonariusze służby celno-skarbowej. Policjanci i służby podległe Ministerstwu Finansów od dłuższego czasu pracowały nad sprawą, zabezpieczany był m.in. materiał dowodowy pozwalający na skuteczną likwidację nielegalnych punktów oraz zatrzymanie członków grup przestępczych – podała podinsp. Nowara.

Akcja z 15 czerwca

15 czerwca w akcji przeprowadzonej jednocześnie na terenie Częstochowy, Dąbrowy Górniczej, Lublińca, Będzina, Zawiercia oraz Myszkowa wzięli udział antyterroryści, kilkuset policjantów z KWP oraz 11 śląskich komend policji, funkcjonariusze MF i KAS ze Śląska, Małopolski i Mazowsza.

Przeszukano mieszkania podejrzanych i lokale, w których prowadzili biznesy. Zatrzymano 17 osób, w tym czterech celników, i zlikwidowano 38 punktów z maszynami do gier. Służby przejęły łącznie 209 automatów, każdy o wartości 6 tys. złotych i zabezpieczyły równowartość 1,5 mln złotych w różnych walutach.

Połowę zabezpieczonej gotówki ujawniono w mieszkaniach celników. Na poczet przyszłych kar i grzywien przejęto także luksusowy samochód o wartości 300 tys. złotych.

Prokurator Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach przedstawił zatrzymanym zarzuty kierowania lub udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i popełnienia przestępstw skarbowych.

Zarzuty dla funkcjonariuszy

– Ponadto czterej zatrzymani funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej usłyszeli zarzuty niedopełniania obowiązków i przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowych oraz ujawniania informacji stanowiących tajemnice służbową i płatnej protekcji – przekazał Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Według prokuratury rola celników była kluczowa dla funkcjonowania grup przestępczych. – Ostrzegali organizatorów nielegalnego hazardu o planowanych kontrolach lokali, instruowali jak ci mają się zachować, aby uniknąć zajmowania maszyn i likwidacji lokali, informowali o sposobach unikania odpowiedzialności karnej. Osoby te od dłuższego czasu pozostawały w zainteresowaniu Biuru Inspekcji Wewnętrznej Ministerstwa Finansów, komórki organizacyjnej Ministerstwa Finansów powołanej i wyspecjalizowanej do walki z przestępstwami korupcyjnymi, których mogli dopuścić się funkcjonariusze i urzędnicy Krajowej Administracji Skarbowej – podano.

Z ustaleń śledztwa wynika, że grupa działała od stycznia 2018 roku. Na wniosek prokuratora 15 z 17 osób zostało aresztowanych, dwie pozostałe objęto policyjnym dozorem. Czyny zarzucane podejrzanym zagrożone są karą nawet do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polki wyłudziły 300 tys. funtów zasiłków

Dwie pochodzące z Polski siostry zostały skazane przez sąd w Londynie na 2,5 roku oraz 2 lata więzienia za wyłudzenie prawie 300 tys. funtów zasiłków, które pobrały w imieniu 49 Polaków sprowadzonych w tym celu do Wielkiej Brytanii – podały w piątek brytyjskie media.

Jak ustalił sąd, 29-letnia Monika G. i 35-letnia Edyta G. – mające stały adres zamieszkania w Polsce – w ciągu 14 miesięcy od sierpnia 2019 r. ściągnęły do Wielkiej Brytanii 49 Polaków, którym następnie zakładały fałszywe konta w systemie zasiłkowym ministerstwa pracy i emerytur, co umożliwiało pobieranie przez nich nienależnych im zasiłków.

Młodsza z sióstr zajmowała się sprowadzaniem ludzi do Wielkiej Brytanii, starsza – tworzeniem fałszywych kont i praniem brudnych pieniędzy. Łącznie wyłudziły 297 161 funtów.

Uwikłane trzy Polki 

Proceder nabrał tempa po wybuchu pandemii koronawirusa, gdy ministerstwo pracy poluzowało zasady weryfikowania tożsamości osób ubiegających się o zasiłki, dopuszczając to w formie zdalnej. W oszustwie pomagała im inna Polka, 40-letnia Karolina Ż., pracownica jednego z oddziałów banku Barclays, która omijając procedury zakładała konta bankowe dla podstawionych osób.

Monika G. i Edyta G. zostały zatrzymane w październiku zeszłego roku podczas próby ucieczki do Polski. Pierwsza z nich została skazana na 2,5 roku więzienia, druga na dwa lata, a Karolina Ż. – na półtora roku. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zlikwidowano nielegalną gorzelnię. Podróbki sprzedawano w sklepach

Ponad 55 tys. litrów spirytusu, z którego podrabiano markowe alkohole, przejęli w Łodzi funkcjonariusze CBŚP i służb skarbowych. Zatrzymano 4 osoby. Nielegalna gorzelnia znajdowała się w hali magazynowej w Łodzi. Podczas przeszukań funkcjonariusze natrafili na 55 tysiąclitrowych pojemników ze spirytusem.

Oprócz tego znaleźli kilkadziesiąt tysięcy pustych butelek z etykietami znanych producentów. W pomieszczeniu było też 5 tysięcy gotowych wódek. Wytwórnia składała się z profesjonalnej linii do rozlewania alkoholu, oklejania i kapslowania butelek. Podróbki trafiały do sklepów. Proceder trwał co najmniej kilka miesięcy.

4 zatrzymane osoby w Prokuraturze Krajowej w Lublinie usłyszały zarzuty między innymi uszczuplenia wpływów Skarbu Państwa o ponad 3 mln zł.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ukrainiec zatrzymany przez CBA za wyłudzenia VAT

Funkcjonariusze rzeszowskiej Delegatury CBA zatrzymali obywatela Ukrainy, zamieszanego w proceder wyłudzenia zwrotu nienależnego podatku VAT. Vołodymir D. pełni funkcję członka zarządu w jednej z rzeszowskich spółek i miał wystawić nierzetelne faktury na ponad pół mln zł. W związku z rozwojowym charakterem śledztwa dotyczącego wyłudzania podatku VAT ustalono kolejną osobę zamieszaną w ten proceder.

Funkcjonariusze Delegatury CBA zatrzymali obywatela Ukrainy, zamieszanego w proceder wyłudzenia zwrotu nienależnego podatku VAT. .Jak podało CBA, Vołodymir D. „wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami”, miał wprowadzić w rejestrach zakupów swojej spółki nierzetelne faktury VAT na kwotę 550 tysięcy złotych. Dokumentując rzekome nabycie towarów skorzystał z nieprzysługujących mu ulg podatkowych, narażając tym samym Skarb Państwa na bezpodstawny zwrot podatku VAT.

– Funkcjonariusze CBA zatrzymali obywatela Ukrainy, który pełni funkcję członka zarządu jednej z rzeszowskich spółek – przekazał PAP Wydział Komunikacji Społecznej Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Mężczyzna został doprowadzony do Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, gdzie usłyszał zarzuty związane z udziałem w latach 2015-2018 w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wystawieniem 26 nierzetelnych faktur VAT. Vołodymir D. podejrzany jest też o posłużenie się 12 nierzetelnymi fakturami na kwotę ponad 540 tysięcy złotych. Z informacji przekazanych przez PAP wynika, że podejrzanemu grozi do 8 lat więzienia. Prokurator zastosował wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 25 tysięcy złotych, dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu. Dotychczas zarzuty w niniejszej sprawie ogłoszono 44 osobom, z których część jest tymczasowo aresztowana.

Śledztwo prowadzone przez podkarpacką PK dotyczy działalności grupy przestępczej wyłudzającej podatek VAT poprzez tworzenie fikcyjnej dokumentacji kupna-sprzedaży towarów oraz popełniającej przestępstwa skarbowe, wystawiającej nierzetelne faktury VAT w celu obniżenia podatku należnego. Działalność grupy spowodowała – według prokuratury – uszczuplenia należności publicznoprawnych o wielkiej wartości.
Źródło info i foto: se.pl

Skandal w Szwecji. Firma razem z żywnością przewoziła…martwe płody

Firma transportowa Best przewoziła w Sztokholmie niezabezpieczone martwe płody, ciała noworodków, próbki krwi razem z torbami z jedzeniem oraz koszami pełnymi owoców – wynika z dziennikarskiego śledztwa dziennika „Aftonbladet”. Jak długo trwał ten proceder?

W otwartym kartonie znajdowały się niebieskie plastikowe torby, zawierające od 10 do 15 martwych płodów, obok w większym kartonie znajdowało się ciało noworodka – opisał były kierowca firmy Best, który przekazał gazecie makabryczne zdjęcie. Z jego relacji wynika, że tym samym kursem przewoził również inne towary, w tym skrzynkę z chlebem.

Podobne historie opowiedzieli gazecie również inni kierowcy. Według nich zwykłymi w furgonetkami zmuszeni byli przewozić trumny z płodami razem z torbami z jedzeniem, koszami pełnymi owoców. To były urny z prochami, kawa, wino, wszystko pomieszane. Mógł to być też materiał biologiczny z oddziału patologii – stwierdził inny pracownik. Nie miało znaczenia, że samochód nie jest do tego przeznaczony – dodał.

Według „Aftonbladet” proceder mógł trwać kilka lat, a o warunkach przewozu płodów oraz ciał nie wiedzieli zleceniodawcy usług ani rodziny zmarłych.

Gazeta skontaktowała się z firmą Medicarrier, zlecającą Best usługi transportowe ze szpitali. Według przedstawicielki Medicarrier Hanny Radoncic „poczyniono już pewne postępy”, a „trumny z płodami nie są już przewożone”.

„Aftonbladet” alarmował wcześniej o trudnych warunkach pracy kierowców i niskich pensjach w firmie Best.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Auta przepadły w komisie. Mnóstwo osób poszkodowanych

Rok temu „Interwencja” zajmowała się sprawą komisu samochodowego prowadzonego w Warszawie przez Artura B. Mężczyzna miał wtedy sprzedać samochód naszego bohatera za 140 tysięcy złotych i nie rozliczyć się z transakcji. Dziś wiemy, że Artur B. proceder uprawiał regularnie, a grupa poszkodowanych liczy kilkadziesiąt osób. Mimo to, wciąż cieszy się wolnością. Materiał „Interwencji”.

– O problemach dowiedziałem około miesiąca po wstawieniu auta. Teść mi powiedział, że przejeżdżał koło tego komisu kilka razy i nie widzi tego auta. Były trudności ze skontaktowaniem się z tym komisem – opowiadał Maciej Kowalski, właściciel mercedesa.

– Pan Artur powiedział, że pieniądze będą, że ten nabywca je organizuje, kredyt bierze.

I od tamtej pory przestały parkować samochody, zniknął pan Artur – opowiadał reporterowi „Interwencji” Zbigniew Wilk, inny klient komisu.

Artur B. usłyszał zarzut przywłaszczenia pieniędzy ze sprzedaży mercedesa pana Macieja. W grudniu akt oskarżenia trafił do sądu. Zakończyła się za to sprawa pana Zbigniewa i jego zięcia. Mimo kary w zawieszeniu i obowiązku zwrotu pieniędzy, do dziś nie zostały one jednak wypłacone.

Dziś komis jest pusty, zniknął też właściciel. Jedną z kilkudziesięciu oszukanych w 2020 roku osób jest pani Beata Kukwa. Mitsubishi Outlander z 2008 roku miał zostać sprzedany przez Artura B. za 20 tysięcy złotych.

– Po wystawieniu ogłoszenia o sprzedaży samochodu zadzwonił, że może wziąć samochód do sprzedaży. W ciągu zaledwie paru godzin z dwoma kolegami przyjechał po ten samochód. Gdy zorientowałam się, że auta w komisie nie ma, zadzwoniłam do pana Artura i powiedziałam, że zgodnie z umową w każdej chwili mogę je odebrać, że mam klienta. Wtedy usłyszałam, że już jest kupiec, że wpłacił zaliczkę. Artur B. do dziś nie rozliczył się ze sprzedaży – opowiada Beata Kukwa.

– Mogę wskazać, że jest dosyć duża liczba osób poszkodowanych. W jednej ze spraw jest to 10 osób, w innej 11 osób. Są też sprawy oczywiście takie, w których pokrzywdzona jest jedna osoba. Jedna ze spraw zakończyła się nieprawomocnym wyrokiem – informuje Marcin Kołakowski z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Kolejną poszkodowaną jest Monika Witkowska. – Zadzwonił do mnie, widząc moje ogłoszenie, czy jestem zainteresowana współpracą z komisem, bo będzie miał kupca. Podpisaliśmy umowę komisową i w miesiąc auto zostało sprzedane – opowiada.

Auto stracił też Tomasz Sieradz. – Na umowie było napisane, że 60 dni po sprzedaży ma czas na uregulowanie należności. Ale niestety do dziś nie ma należności, nie ma samochodu, nie ma pana Artura – mówi.

– U mnie problemem było to, że nie miałam nawet potwierdzenia, że samochód został sprzedany. Dopiero jak w internecie umieściłam informację, że skradziono mi samochód, to otrzymałam fakturę i potwierdzenie, że został sprzedany – tłumaczy Beata Kukwa.

Bez aresztu

Mimo licznych zarzutów, wobec Artura B. nigdy nie zastosowano aresztu. Nie wydano też zakazu prowadzenia działalności. Próbowaliśmy się z nim skontaktować, ale bezskutecznie. Szukaliśmy go pod jednym z adresów, gdzie był zameldowany – bezskutecznie.

– Tego nie rozumiemy, bo ma dozór policyjny, przychodzi na komisariat, ale prowadzi działalność, kolejne osoby są oszukane – alarmuje Monika Witkowska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBŚP zlikwidowało gang narkotykowy

Przerabianie i handel bronią, wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków, kradzieże markowych rowerów na terenie Europy i ich sprzedaż za pośrednictwem portali internetowych – wyjaśnianiem takich przestępstw zajmowali się od kilku miesięcy policjanci warszawskiego CBŚP i Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Efektem ich działań jest zatrzymanie 19 osób, zlikwidowanie 2 magazynów narkotyków i przejęcie ponad 13 kg różnego rodzaju narkotyków, 5 jednostek broni, wielu elementów i urządzeń służących do jej przerabiania oraz odzyskanie blisko 250 rowerów wartych od kilku do kilkunastu tys. zł za szt., a skradzionych w Niemczech, Niderlandach i Norwegii.

Policjanci z Zarządu w Warszawie Centralnego Biura Śledczego Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzą wielowątkowe śledztwo dotyczące działania zorganizowanej grupy przestępczej czerpiącej korzyści z wprowadzania do obrotu znacznych ilości narkotyków, handlu bronią i innych przestępstw kryminalnych. Głownie działali w woj. mazowieckim, a konkretnie w Warszawie. Z ustaleń śledztwa wynika, że zakres i teren działania członków grupy, osób z nimi powiązanych i „robiących wspólne interesy” powiększał się z każdym miesiącem. Mnóstwo narkotyków, broń, setki rowerów, to tylko początek sprawy, którą przez ostatnie miesiące zajmowali się funkcjonariusze CBŚP.

Na trop grupy policjanci wpadli na początku tego roku. Ich działania szybko doprowadziły do ujawnienia i likwidacji w Warszawie jednego z magazynów grupy, w którym przechowywane były narkotyki. Policjanci dotarli także do miejsca, gdzie przerabiana była broń, która następnie trafiała na czarny rynek. W lipcu policjanci zlikwidowali kolejny magazyn narkotyków, które miały trafić na rynek warszawski.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego w minionym tygodniu policjanci z warszawskiego CBŚP, wspomagani przez Zarząd w Kielcach i Lublinie CBŚP zatrzymali 15 osób podejrzanych o udział w przestępczym procederze. Podczas przeszukań ich miejsc zamieszkania i użytkowania znaleziono kokainę, amfetaminę i marihuanę. W czterech pomieszczeniach gospodarczych na terenie województw mazowieckiego, lubelskiego i świętokrzyskiego znaleziono i odzyskano blisko 250 rowerów pochodzących z kradzieży, do których doszło w Niemczech, Niderlandach i Norwegii. Rowery były oferowane do sprzedaży za pomocą portali internetowych w cenie od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Na poczet przyszłych kar zabezpieczono 233 tysiące złotych w gotówce oraz cztery samochody, należące do podejrzanych.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie ogłoszono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych czy posiadania broni palnej bez wymaganego prawem zezwolenia.

W prowadzonym śledztwie zarzuty przedstawiono 19 osobom, z czego 15 osób zostało tymczasowo aresztowanych. Z ustaleń śledczych wynika, że podejrzani w latach 2017-2020 na terenie woj. mazowieckiego, warmińsko-mazurskiego, lubelskiego i świętokrzyskiego, mogli wprowadzać do obrotu kilkaset kilogramów marihuany, kokainy, amfetaminy oraz MDMA.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nowy departament GIOŚ do walki z mafią śmieciową

Inspektorzy ochrony środowiska kontrolują i karzą częściej, ale to wciąż za mało. Proceder porzucania toksycznych substancji ma ukrócić nowy departament w GIOŚ.

W ubiegłym roku wykryto ponad dwa razy więcej przypadków nielegalnego przemieszczania odpadów (55 w 2018 r., a w 2019 – 122). Kary pieniężne nałożone przez inspekcję wzrosły do 66,6 mln zł (jeszcze rok wcześniej było to 51 mln zł). O ponad 60 proc. więcej było kontroli interwencyjnych. Inspektorzy ochrony środowiska znacznie częściej sprawdzali też transporty odpadów – w 2018 r. przeprowadzono 55 kontroli, a rok później – już 628. To efekt nadania szerszych uprawnień nadzorującym po serii pożarów składowisk. Szarej strefie przykręcono nieco śrubę, ale wciąż niewystarczająco mocno. Dlatego w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska ma powstać specjalna jednostka do walki z przestępczością związaną z gospodarką śmieciową.

Wszystkie ręce na pokład

Grupy przestępcze działające w tym sektorze wykorzystują struktury biznesowe. – Dostosowują metody działania do zmieniającej się sytuacji ekonomicznej, społecznej i prawnej – wskazują eksperci.

Do ich rozbijania potrzebne są więc skoordynowane działania wielu podmiotów. Stała współpraca prowadzona na szczeblu międzyregionalnym będzie się odbywać w ramach nowego departamentu w strukturach GIOŚ (proces jego formowania rozłożono na lata 2020–2022).

Są dowody na skuteczność takiej synergii. W maju tego roku prokuratura okręgowa w Krakowie skierowała akt oskarżenia przeciwko członkom mafii małopolskiej, dokonującej przestępstw związanych z gospodarką odpadami. O możliwości popełnienia przestępstwa przez spółkę ze Skawiny poinformował Małopolski Inspektorat Ochrony Środowiska. Prokuratura Krajowa podkreśla z kolei, że rozbicie grupy było możliwe dzięki ścisłej i intensywnej współpracy z komendą wojewódzką policji w Krakowie, tamtejszym Urzędem Skarbowym i małopolskim Urzędem Celno-Skarbowym.

Dlatego do departamentu zwalczającego przestępczość środowiskową w GIOŚ zapraszani są byli funkcjonariusze policji. – Doświadczenie zawodowe i umiejętności byłych pracowników służb mundurowych pomogą Inspekcji Ochrony Środowiska maksymalnie wykorzystać pozyskaną przez obie strony wiedzę i doświadczenie – podaje biuro prasowe Ministerstwa Klimatu.

Inspektorzy nie otrzymają nowych uprawnień, ale dzięki lepszej strukturze mają na pełną skalę korzystać z tych już im przysługujących. Chodzi m.in. o używanie nowoczesnych technik satelitarnych i dronów oraz kontrole pojazdów przewożących odpady na terenie całego kraju. Resort wskazuje, że zadaniem pracowników nowej komórki GIOŚ będzie koordynowanie działań „w uzgodnieniu oraz we współpracy z pozostałymi organami ścigania, wymiaru sprawiedliwości, organami administracji publicznej, organizacjami społecznymi”.

Rozmowy w tej sprawie toczą się między innymi z Prokuraturą Krajową, Krajową Administracją Skarbową oraz Inspekcją Transportu Drogowego.

Ważnym zadaniem nowego departamentu będzie także wskazywanie na przepisy prawne, przez które walka z przestępczością środowiskową jest nieskuteczna. Wiceminister klimatu Jacek Ozdoba zaznacza, że obecnie to kwalifikacja przestępstwa często pozwala uniknąć kar.

Patologia u źródła

Pomysł powołania specjalnej jednostki pozytywnie ocenia Michał Paca, ekspert gospodarki odpadami. Jego zdaniem umożliwi to ściślejszą współpracę osób, które znają kwestie zagrożeń środowiskowych i zagrożenia związane z przestępczością zorganizowaną. Współpraca może się być skuteczna na wielu polach.

– W przypadku odpadów niebezpiecznych kluczowa jest wiedza o tym, jak szybko rozpoznać niebezpieczną substancję, by nie trzeba było czekać na laboratoryjne wyniki badań pobranej próbki – mówi Michał Paca.

Obecnie inspekcje drogowe i służby nie zawsze wykazują się czujnością, gdy podczas legalnego transportu odpadów przewożone są szkodliwe chemikalia. Dokumenty przewozowe, którymi posługiwali się oskarżeni członkowie wspomnianej wcześniej mafii małopolskiej, nie wykazywały, że chodzi o transport rakotwórczych substancji. W przypadku tej sprawy takie materiały były wożone po kraju bez odpowiednich pozwoleń i oznaczeń od 2017 r.

Luk, które umożliwiają funkcjonowanie szarej strefy, jest jednak więcej. Trudny do wychwycenia jest moment, w którym substancja nie zostaje oznaczona jako odpad.

– Pestycydy i herbicydy – gdy się przeterminują – stają się odpadem niebezpiecznym. Ich legalne zagospodarowanie jest bardzo drogie. Ktoś z takim problemem może mieć pokusę zapłacenia za odbiór tych substancji niezaklasyfikowanych jako odpady – mówi Michał Paca.

Producent sprzedaje wówczas chemikalia bardzo wielu odbiorcom. Małe ilości łatwo ukryć w sprawozdawczości, a łącznie stanowią one znaczącą masę toksycznych substancji.

Płacimy wszyscy

Za uskutecznieniem walki z przestępczością przemawiają też statystyki. Z szacunkowych danych wynika, że działalność mafii śmieciowej w gospodarce odpadami wywołuje straty w wysokości 2-2,7 mld złotych (z tytułu niezapłaconego podatku). Dla przykładu grupa przestępcza z Małopolski za grube pieniądze odebrała 56 tys. ton odpadów niebezpiecznych, z czego zutylizowała 720 ton. Tylko około 1 proc. z nich został odebrany przez uprawnione do tego podmioty. Ostatecznie lądowały w magazynach wynajmowanych przez firmy słupy, były porzucane w halach, na działkach na otwartej przestrzeni albo zasypywane lub składowane na hałdach.

Do strat należałoby doliczyć koszty unieszkodliwiania niebezpiecznych substancji oraz naprawianie szkód wyrządzonych środowisku (liczone w milionach złotych). Te spadają często na samorządy. W przypadku zagrożenia dla życia lub zdrowia ludzi albo środowiska toksyczne śmieci powinien niezwłocznie usunąć wójt, burmistrz lub prezydent miasta (zgodnie z art. 26a ust. 1 ustawy o odpadach, t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 797 ze zm.).

Włodarze mogą dochodzić następnie roszczeń, ale w przypadku firm słupów mają nikłe szanse na odzyskanie poniesionych kosztów. Niebezpieczne substancje porzucone w magazynach czekają więc latami, by ktoś się w końcu nimi zajął. Niekiedy zwracają na siebie uwagę dopiero, gdy zapłoną.

Nie da się też wycenić zdrowia mieszkańców skażonego terenu.

– Zbiorniki z niebezpiecznymi substancjami czasem się rozszczelnią. Nawet po wielu latach mogą dać o sobie znać, gdy odkryjemy zanieczyszczone wody gruntowe – podsumowuje Michał Paca.
Źródło info i foto: Dziennik.pl