Nowe konsekwencje dla abpa Sławoja Leszka Głódzia

Po tym, jak Watykan ukarał abpa Sławoja Leszka Głódzia i bp Edwarda Janiaka za tuszowanie przypadków pedofilii w Kościele, warszawscy radni mogą odebrać temu pierwszemu honorowe obywatelstwo stolicy. Dotąd odmawiali wszczęcia takiej procedury.

Wniosek o wszczęcie procedury odebrania Głódziowi honorowego obywatelstwa Warszawy złożył lider stołecznej Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwiński. – Po dzisiejszej decyzji papieża, która niejako potwierdza zarzuty stawiane Sławojowi Leszkowi Głódziowi, nie do pomyślenia jest kontynuowanie sytuacji, w której nadal byłby on honorowym obywatelem Warszawy – powiedział polityk w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” – Skończyliśmy właśnie obrady rady powiatu partii. Wszyscy byli zgodni, dlatego jako szef warszawskiej Platformy zwróciłem się do Jarosława Szostakowskiego, szefa klubu radnych Koalicji Obywatelskiej w Radzie Warszawy, żeby radni odebrali honorowe obywatelstwo – dodał.

Jeszcze w lutym radni PO odrzucili podobny wniosek złożony przez Partię Razem. Samorządowcy tłumaczyli wówczas, że może to dać początek motywowanych politycznie zmian w przepisach dotyczących nadawania honorowego obywatelstwa Warszawy.

Abp Sławoj Leszek Głódź ukarany przez Watykan

W poniedziałek na stronach Konferencji Episkopatu Polski pojawił się komunikat, w którym władze polskiego Kościoła poinformowały o decyzji Watykanu ws. abpa Głódzia. Duchowny został ukarany w związku z „zaniedbaniami abp. Sławoja Leszka Głódzia w sprawach nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich, oraz innych kwestii związanych z zarządzaniem archidiecezji”.

Na arcybiskupa nałożony został nakaz zamieszkania poza archidiecezją gdańską oraz zakaz uczestniczenia w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych lub spotkaniach świeckich na terenie archidiecezji gdańskiej. Ponadto Głódź musi wpłacić wskazaną przez Watykan sumę na rzecz „Fundacji św. Józefa”, z przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć.
Źródło info i foto: wp.pl

Morderstwo 33-letniej Sary Everard. Trwa poszukiwanie dowodów w hrabstwie Kent

Policjanci w ramach śledztwa dot. morderstwa Sary Everard przeczesują tereny Sandwich w hrabstwie Kent. Śledczy w poszukiwaniu dowodów odgrodzili część miasta. Jak informuje BBC, w niedzielę policja odgrodziła taśmą The Rope Walk, część miasta Sandwich w hrabstwie Kent. Chodzi o obszar o powierzchni ok. jednej mili kwadratowej (ok. 2,5 km kw.). Wcześniej Scotland Yard informował, że tereny Londynu i hrabstwa Kent są przeszukiwane w ramach rutynowej procedury.

BBC podaje, że policjanci kontynuują także przeczesywanie wzdłuż rzeki Delf, mają ze sobą metrowe kije. Brytyjska stacja relacjonuje, że jeden z policjantów znajdujących się na obrzeżu kordonu włożył do torby na dowody biżuterię. Mieszkańców poproszono, by nie gromadzili się w miejscu działań policji.

3 marca Sarah Everard wyszła wieczorem z odwiedzin u przyjaciółki i wracała pieszo do domu w pobliskiej dzielnicy. Kamery monitoringu zarejestrowały jej ślad po raz ostatni około 21:30. 12 marca zwłoki kobiety zostały znalezione w lesie w hrabstwie Kent. W sprawie porwania i morderstwa 33-latki oskarżono policjanta, który w dzień zaginięcia kończył swoją zmianę w pobliżu miejsca zaginięcia zmarłej. Ciało zamordowanej odnaleziono w pobliżu miejsca zamieszkania funkcjonariusza. Do aresztu trafiła również żona policjanta, która została oskarżona o współudział, ale została zwolniona za kaucją. Sprawa Sary Everard wywołała manifestacje w Londynie, które w sobotę przerodziły się w protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szykuje się protest pod kurią w Szczecinie. Sprawa księdza Andrzeja Dymera

„Zdemaskować gwałcicieli” – pod takim hasłem odbędzie się protest pod siedzibą kurii szczecińsko-kamieńskiej. To pokłosie kontrowersyjnego dokumentu „Najdłuższy proces Kościoła” wyemitowanego w poniedziałek na antenie TVN24. Reportaż opowiada o działalności księdza Andrzeja Dymera, znalazły się w nim również wstrząsające relacje osób, które w przeszłości miały paść ofiarą molestowania seksualnego ze strony szczecińskiego duchownego. Dokument porusza także niespotykaną na światową skalę opieszałość w procedurach kościelnych, mających na celu osądzenie księdza.

„Spójrzmy w oczy diabła i wykrzyczmy że ich osądzimy, tu na ziemi! Nie ma zgody na wykorzystywanie seksualne dzieci oraz dorosłych chłopców pochodzących ze środowisk wymagających wsparcia. Stop pedofili w kościele! Łapy precz od naszych dzieci zboczeńcy kościelni! Rozliczymy Was zboczeńcy!” – zapowiadają organizatorzy protestu.

Przypomnijmy, o księdzu Andrzeju Dymerze jest głośno od wielu lat. Chodzi o wykorzystywanie seksualne nieletnich wychowanków, którzy trafili pod opiekę szczecińskiego duchownego. Biskupi mieli wiedzieć o tym już w 1995 roku. Mimo, iż w kwietniu 2008 roku, po nagłośnieniu sprawy przez „Gazetę Wyborczą”, sąd kościelny skazał ks. Dymera, ten złożył apelację, a ostateczny wyrok nie zapadł do dnia dzisiejszego. Jest to sytuacja niespotykana na skalę światową, że przez ponad 25 lat sprawa nie została ostatecznie rozwiązana. W tym czasie w diecezji zmieniło się trzech biskupów, a w całym Kościele Katolickim zdążyło zmienić się aż trzech papieży.

Sprawa była wielokrotnie nagłaśniana w mediach, m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, „Więzi” i „OKO.press”. Teraz poczynaniami księdza Dymera zainteresowali się dziennikarze TVN24. Wstrząsający reportaż „Najdłuższy proces Kościoła” został wyemitowany 15 lutego.
Źródło info i foto: se.pl

Magdalena K. prosi o azyl polityczny. Sąd na Słowacji przychylił się do wniosku

Sąd na Słowacji przychylił się we wtorek do wniosku Magdaleny K. o wszczęcie procedury udzielenia jej azylu politycznego. Słowaków przekonały argumenty prawników, dotyczące m.in. nieprawidłowości przy powołaniu Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, brutalności polskiej policji oraz braku niezależności polskiej prokuratury. To oznacza, że nie dojdzie na razie do ekstradycji K., podejrzanej o kierowanie gangiem kiboli Cracovii.

Magdalena K. siedzi w słowackim areszcie od 28 lutego. Trafiła tam po półtorarocznej ucieczce przed polskimi śledczymi. Kobieta, która według polskiej prokuratury miała dowodzić gangiem kiboli odpowiedzialnym m.in. za handel na masową skalę narkotykami (zarzuty dotyczą sprowadzenia do Polski 5,5 tony marihuany wartej 88 milionów złotych oraz 120 kilogramów kokainy o wartości 4,3 miliona euro), miała także utrudniać postępowanie karne, składać fałszywe zeznania oraz nakłaniać do tego inne osoby.

Gang, którym miała kierować K., stworzyło trzech braci Z.: Adrian, Jakub i Mariusz. Magdalena K. jest konkubiną tego ostatniego. Mężczyźni byli kibolami Cracovii, zorganizowana grupa przestępcza powstała w oparciu o struktury pseudokibiców. W pewnym momencie gang praktycznie zmonopolizował dostawy narkotyków do Krakowa. Do Małopolski co miesiąc trafiał z Holandii i Hiszpanii nielegalny towar wart 1,5 miliona euro.

Magdalena K. została zatrzymana na Słowacji po tym, jak uciekając z Budapesztu przed tamtejszą policją wpadła w zasadzkę zastawioną przez słowackie służby w miejscowości Zwoleń, około 20 kilometrów od Bańskiej Bystrzycy. Z wnioskiem o ekstradycję K. natychmiast wystąpiła polska prokuratura. Ale obrona kobiety od początku podnosiła problemy z praworządnością w Polsce, które uniemożliwiłyby jej sprawiedliwy proces.

Argumenty przeciw polskiemu wymiarowi sprawiedliwości

Polski obrońca Magdaleny K. i jej słowacki pełnomocnik zasypywali sąd w Bańskiej Bystrzycy opisami przypadków łamania praworządności w Polsce oraz trwających wiele lat śledztw prokuratorskich, w trakcie których stosowany jest areszt wydobywczy, wskazywali na brutalność i nadużycia policji (między innymi opisywali szczegóły zastrzelenia przez policję Adriana Z., brata konkubenta Magdaleny K., podczas próby jego zatrzymania).

Do kolejnego przesłuchania przed słowackim sądem, który miał decydować o ekstradycji Magdaleny K., doszło w poniedziałek. Kobieta mówiła m.in. o sytuacji z nieprawidłowościami przy wyborze Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Po wysłuchaniu jej racji oraz jej obrońcy, we wtorek podczas trwającego zaledwie kilka minut posiedzenia sąd w Bańskiej Bystrzycy nie zgodził się na ekstradycję Magdaleny K. i przychylił się do jej wniosku o wszczęcie procedury dotyczącej przyznania azylu politycznego. Jego rozpatrywanie może potrwać kilka tygodni. Do tego czasu Magdalena K. pozostanie w areszcie w Bańskiej Bystrzycy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

CBA zatrzymało byłego dyrektora sądu we Wrocławiu. Miał wydać 2 mln złotych z naruszeniem prawa

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego dyrektora Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu i obecnego kierownika w tym sądzie. W latach 2016-17 były dyrektor miał wydać blisko 2 mln zł z z pominięciem procedury udzielania zamówienia publicznego i wbrew wewnętrznym regulacjom.

– B. szef sądu i pracujący tam nadal kierownik oddziału kadr mieli, według ustaleń śledztwa, zawierać umowy cywilnoprawne wbrew obowiązującym przepisom – powiedział Temistokles Brodowski, naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA

– W toku śledztwa ustalono, że były dyrektor w latach 2016-17 naruszając prawo wydał blisko 2 mln zł – dodał.

Były dyrektor miał zawierać z pracownikami sądu odrębne umowy cywilnoprawne na wykonanie usług, które faktycznie mieściły się w ich zakresie obowiązków lub innych osób w nim zatrudnionych.

Zatrzymani usłyszą zarzuty

– Wszystko odbywało się z pominięciem procedury udzielania zamówienia publicznego oraz wbrew wewnętrznym regulacjom – zaznaczył Brodowski.

Bezprawnie zlecone i dodatkowo płatne usługi miały dotyczyć m.in. przygotowania projektu Regulaminu Pracy Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, usystematyzowania dokumentacji, czy obsługi funkcjonowania Zintegrowanego Systemu Rachunkowości i Zarządzania Kadrami w sądzie.

Brodowski powiedział, że zatrzymani trafią do nadzorującej śledztwo CBA Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Tam powinni usłyszeć zarzuty.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Agenci CBA sprawdzają termomodernizację szkół w Pabianicach

Centralne Biuro Antykorupcyjne sprawdza zachowanie procedur przy termomodernizacji szkół w Pabianicach. Miasto przekazało dokumenty do kontroli i czeka na jej wynik. Sekretarz Pabianic Paweł Rózga powiedział, że kontrola dotyczy projektu termomodernizacji. – Tak, prowadzona jest kontrola dotycząca projektu termomodernizacyjnego – zapewnił. – To kontrola, nie śledztwo CBA – zaznaczył sekretarz miasta.

Zapewnił, że urząd wydał potrzebne kontrolerom dokumenty, które teraz są analizowane. – Kilka dni trwała wizyta funkcjonariuszy. Teraz pracują u siebie – wyjaśnił odsyłając do rzecznika CBA w sprawie szczegółów kontroli.

Według udostępnionej na stronie miasta listy kontroli zewnętrznych, łódzka delegatura CBA już raz – w listopadzie 2017 r. – sięgała po dokumentację dotyczącą „zastosowania dialogu konkurencyjnego przy działaniach na rzecz efektywności wykorzystania energii w budynkach użyteczności publicznej Pabianic”.

– Wtedy przekazaliśmy informacje na ten temat, a teraz funkcjonariusze CBA przeprowadzili kontrolę – powiedział sekretarz Pabianic.

„Kontrola jest w toku”

Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA potwierdził, że agenci z łódzkiej delegatury weszli do Urzędu Miejskiego w Pabianicach. – Rozpoczęliśmy kontrolę projektu dotyczącego finansowania, zaprojektowania i wykonania robót termomodernizacyjnych i budowlanych, zarządzania energią oraz utrzymania technicznego wybranych pabianickich obiektów oświatowych – powiedział.

Kontrolowane prace są realizowane w formule Partnerstwa publiczno-prywatnego i współfinansowane ze środków UE – zaznaczył.

– Kontrola jest w toku. Mamy trzy miesiące na jej zakończenie, a gdyby okazało się, że konieczne są dalsze czynności, to przed przedstawieniem protokołu – by kontrolowany mógł się odnieść do naszych ustaleń – szef CBA może przedłużyć ją maksymalnie o sześć miesięcy – dodał Kaczorek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Do jesieni w Niemczech pojawi się 5 ośrodków pilotażowych dla migrantów

Do września lub października br. powstanie w Niemczech do pięciu pilotażowych ośrodków, w których przeprowadzane mają być w całości procedury azylowe – oświadczył w piątek szef MSW Horst Seehofer. Zapowiedział też m.in. szybsze rozpatrywanie wniosków o azyl.

Imigranci przybywający do Niemiec mają pozostawać w tych ośrodkach do czasu rozpatrzenia ich wniosku azylowego. W razie uzyskania odpowiedzi odmownej mają być bezpośrednio stamtąd odsyłani do kraju pochodzenia.

Pomysł utworzenia takich ośrodków jest krytykowany przez organizacje pomocowe, które oceniają, że będą one w rzeczywistości pełniły rolę ośrodków deportacyjnych. Seehofer odrzucił jednak te zarzuty, mówiąc w piątek podczas wizyty w Federalnym Urzędzie ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) w Norymberdze, że „w przypadku gdy (migranci) przebywają (w Niemczech) przez dłuższy czas, pojawiają się liczne przeszkody w wydaleniu ich z kraju”. Podkreślił, że jego celem jest znaczący wzrost liczby deportowanych z kraju migrantów bez prawa do azylu.

Seehofer powiedział, że jego resort we współpracy z BAMF i krajami związkowymi zamierza w nadchodzących tygodniach pracować nad koncepcją nowych ośrodków. W jego ocenie jeszcze przed letnią przerwą wakacyjną może powstać plan rozlokowania tych placówek.

Szef MSW z uznaniem wypowiedział się o pracy BAMF i ocenił, że personel urzędu musi zostać zwiększony, jeśli ma on utrzymać czy wręcz podnieść jakość swojej pracy. Jak dodał, liczy na przyspieszenie rozpatrywania wniosków azylowych (obecnie są to średnio trzy miesiące) i udoskonalenie tej procedury.

Polityk bawarskiej partii chadeckiej CSU wypowiedział się też na temat projektu ustawy o łączeniu rodzin w przypadku przebywających w Niemczech migrantów o ograniczonym statusie ochronnym; ustawa ma ma zacząć obowiązywać od sierpnia. Zgodnie z umową koalicyjną chadeków (CDU i CSU) z socjaldemokratyczną SPD dozwolony ma być przyjazd w ramach łączenia rodzin maksymalnie 1000 osób miesięcznie. Prace nad projektem ustawy postępują jednak opornie. SPD skrytykowała wąskie kryteria w wyborze kwalifikujących się do przyjazdu bliskich migrantów, a wywodzący się z tej partii szef MSZ Heiko Maas przestrzegł partie chadeckie przed odchodzeniem od zawartych ustaleń.

Jak informował wcześniej tygodnik „Der Spiegel”, Seehofer chce doprowadzić do tego, by obok Tunezji, Algierii i Maroka także Gruzja została uznana za tzw. kraj bezpieczny, co ma ułatwić odsyłanie tam niekwalifikujących się do azylu migrantów.
Źródło info i foto: interia.pl

CBA w Urzędzie Miasta w Inowrocławiu

Agenci CBA weszli do Urzędu Miasta w Inowrocławiu. Prezydentem jest tam Ryszard Brezja, prywatnie ojciec posła Platformy Obywatelskiej.

– Spokojnie, jeszcze mnie w kajdankach pokazowo nie wyprowadzono, choć wiem, jak się to marzy grupce moich przeciwników – tłumaczy. Ale osoba z ratusza wyjawia: to element walki politycznej z wykorzystaniem służb specjalnych.
15

Akcja CBA dotyczy procedur udzielania i realizacji zamówień publicznych. Działania kontrolne rozpoczęły się 11 października. Mogą potrwać nawet do połowy stycznia 2018 roku. Nie wskazano jednak, czego dotyczą „działania kontrolne”.

Wiadomo jedynie, że może chodzić o działania Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia w latach 2015-2017.

– Spokojnie, jeszcze mnie w kajdankach pokazowo nie wyprowadzono, choć wiem jak się to marzy grupce moich przeciwników. Moją rodzinę przygotowałem na taki scenariusz. Dziś bycie prezydentem miasta to nie tylko zaszczyty i honory – wyjaśnia prezydent Inowrocławia Ryszard Brejza w rozmowie z „Gazetą Pomorską”.

Ale Jarosław Hejenkowski z inowrocławskiego ratusza przekonuje, że chodzi o coś więcej. „To element walki politycznej z wykorzystaniem służb specjalnych” – wyjaśnia. I wylicza.
Źródło info i foto: wp.pl

Prokuratura z Gruzji ściga Micheila Saakaszwilego w Polsce?

Prokuratura generalna Gruzji poinformowała, że zwróciła się do „kompetentnych organów” w Polsce w związku z wizytą byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego – poinformowały media rosyjskojęzyczne w piątek późnym wieczorem. W oświadczeniu cytowanym przez portal Echo Kawkaza prokuratura poinformowała, że do polskich „kompetentnych organów” zwróciła się „na podstawie informacji rozpowszechnionych przez media” i że „rozpoczęto wszystkie odpowiednie przewidziane prawem procedury”.

Przedstawiciel prokuratury Giorgi Grdzeliszwili nie wyjaśnił, czy chodzi o prośbę o zatrzymanie lub ekstradycję byłego prezydenta – relacjonuje dziennik „Moskowskij Komsomolec”.

31 lipca minister sprawiedliwości Gruzji Tea Cukuliani mówiła, że wobec Saakaszwilego w jego ojczyźnie wszczęto cztery sprawy karne i Gruzja będzie żądała wydania go od krajów, w których się on zatrzyma. Minister wspomniała w tym kontekście o USA i o możliwych „konsultacjach prawnych”, w tym związanych z ekstradycją. Na Saakaszwilim, jednym z przywódców „rewolucji róż” i trzecim prezydencie Gruzji ciążą zarzuty m.in. dotyczące stłumienia protestów w Tbilisi w 2007 roku i przekroczenia pełnomocnictw. Polityk, który opuścił Gruzję w 2013 roku, odpiera te zarzuty jako motywowane politycznie.

Saakaszwili po złożeniu prezydentury w Gruzji, aby uniknąć procesów sądowych za nadużycia władzy, wyjechał z kraju najpierw do USA, a potem na Ukrainę, gdzie włączył się do tamtejszej polityki. W maju 2015 roku otrzymał ukraiński paszport i w tym samym czasie został gubernatorem obwodu odeskiego.

Jednak stosunki między ukraińskim prezydentem Petro Poroszenką a Saakaszwilim pogorszyły się, gdy były prezydent Gruzji złożył urząd gubernatora, oskarżając prezydenta Ukrainy o popieranie klanów korupcyjnych. Pod koniec lipca Saakaszwili został przez Poroszenkę pozbawiony ukraińskiego obywatelstwa – jedynego, jakie posiadał.
Źródło info i foto: TVP.info

Fala zwolnień w policji w sprawie Igora Stachowiaka

W związku ze śmiercią Igora Stachowiaka wszczęto postępowanie administracyjne w kierunku zwolnienia pięciu funkcjonariuszy komendy miejskiej Wrocław-Stare Miasto – oświadczył Tomasz Trawiński. Nowy komendant dolnośląskiej policji podkreślił, że „dla tych, którzy łamią procedury, nie ma miejsca w szeregach policji”.

„Nie podjął żadnych działań, aby zapobiec tym wydarzeniom”

– Moją pierwszą decyzją było wszczęcie w stosunku do pięciu funkcjonariuszy komendy miejskiej Wrocław-Stare Miasto postępowania administracyjnego w kierunku zwolnienia ich z policji z uwagi na ważny interes służby. Szósty policjant, który brał udział w czynnościach w związku z zatrzymaniem Igora Stachowiaka zwolnił się na własną prośbę z policji w ubiegłym roku – poinformował nadinsp. Tomasz Trawiński.
Źródło info i foto: wp.pl