Metamfetamina z Polski zalewa naszych południowych sąsiadów

Z najnowszych ogólnoeuropejskich danych wynika, że Czechy i Słowacja są wręcz zalewane metamfetaminą znad Wisły. Produkują ją i domorośli chemicy, i zorganizowane grupy przestępcze.

Rok 2009. Dwóch braci – nazwijmy ich Daniel i Piotr – wpada na pomysł rozkręcenia biznesu. Daniel mieszka w Czechach. Piotr w Polsce. Idea na zarobienie była prosta. Bracia postanowili kupować w Polsce leki z pseudoefedryną w hurtowych ilościach. Następnie tabletki przewozić do Czech – korzystając z rzadko odbywających się kontroli granicznych – i tam produkować z nich metamfetaminę. Do tego potrzebny był chemik. Wciągnęli więc w swój biznes Wietnamczyka, który bez trudu radził sobie z przeprowadzaniem syntezy.

Szybko okazało się, że działalność jest dochodowa. Sprzedaż metamfetaminy w Czechach była banalna. Przewóz ogromnych ilości pseudoefedryny przez granicę również. Największym problemem okazało się nabywanie leków w Polsce. Chałupnicza metoda polegająca na chodzeniu od apteki do apteki i kupowaniu po kilka, kilkanaście opakowań była czasochłonna. Piotr postanowił więc poszukać jakiegoś dojścia. Znalazł bardzo szybko. Dogadał się z właścicielką jednej z aptek, której zaproponował skup leków z pseudoefedryną w ilościach hurtowych. Przez siedem miesięcy bracia kupili od aptekarki 70 531 opakowań leków zawierających 846 372 tabletki. Zapłacili za to 700 tys. zł. Zarobili co najmniej 10 razy tyle.

Po nieco ponad pół roku jednak źródło wysycha. Inspekcja farmaceutyczna oraz policja wpadają na trop apteki, która sprzedaje więcej leków z pseudoefedryną niż wszystkie pozostałe placówki w całym województwie. Bracia znów jeżdżą od apteki do apteki i kupują tabletki w detalu. Szukają jednak dojścia do hurtu. Znajdują dość szybko. Pewien mężczyzna – twierdzący, że jest pracownikiem hurtowni farmaceutycznej (co nie zostało do dziś zweryfikowane) – zapewnia, że ma nieograniczony dostęp do medykamentu. Ale żeby nie wzbudzać podejrzeń, może sprzedawać jednorazowo maksymalnie 10 tys. blistrów. W ten sposób bracia nabywają leki za kolejnych kilkaset tysięcy złotych. I po syntezie, w wyniku której uzyskują przy pomocy Wietnamczyka metamfetaminę, sprzedają towar w Czechach za równowartość kilku milionów złotych.

Biznes kręci się na tyle dobrze, że bracia zatrudniają pracowników. Jednego, drugiego, trzeciego. Ostatecznie w proceder zaangażowanych jest 10 osób.

W 2012 r. zaczyna się im jednak palić grunt pod nogami. To wynik tego, w jaki sposób nabywali pseudoefedrynę. Polskie prawo farmaceutyczne zabrania sprzedaży leków przez hurtownika osobie fizycznej. Hurtownia powinna sprzedawać medykamenty do aptek i szpitali. Dlatego załatwiający pseudoefedrynę podstawiał pod transakcje dane jednej z istniejących aptek. Ba, wystawiane były nawet faktury. I to właśnie zgubiło szajkę. Jeden z pracowników hurtowni dostrzegł w jednej z faktur drobny błąd. Chwycił więc za telefon i zadzwonił do kierowniczki apteki.

– Ale ja nic u was nigdy nie kupowałam – odrzekła zdziwiona.

– Jak to? Jest pani jedną z naszych najlepszych klientek – odpowiedział równie zaskoczony pracownik hurtowni.

Sprawą zainteresowała się policja. Braci oraz ich współpracowników wkrótce zatrzymano.

Brzmi jak scenariusz polskiej wersji serialu „Breaking Bad”? Być może. Ale to prawda. O czym świadczy wyrok Sądu Okręgowego w Koninie (sygn. akt II K 32/14), opublikowany kilkanaście dni temu (jako pierwszy poinformował o nim portal dla farmaceutów Mgr.Farm). Daniel uznany za herszta zorganizowanej grupy przestępczej usłyszał wyrok: 4 lata i 10 miesięcy pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości 50 tys. zł. Jego brat, który odpowiadał przede wszystkim za koordynację działań w Czechach, został skazany na 2 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 6 lat oraz grzywnę w wysokości 45 tys. zł. Pozostali członkowie grupy również usłyszeli wyroki. Część z nich – bezwzględnego pozbawienia wolności. Mężczyzny, który podawał się za pracownika hurtowni farmaceutycznej i dostarczał leki, nie odnaleziono. Zniknął jak kamfora.
„Breaking Bad” po polsku

Od 2012 r. wiele się zmieniło. Na gorsze. Coraz większą część rynku wywozu leków z pseudoefedryną do Czech przejmują zorganizowane grupy przestępcze. Mniejsze grupy – takie jak ta kierowana przez Daniela i Piotra – boją się już nie tylko tego, że zostaną złapane przez policję, lecz także tego, iż wejdą w drogę znacznie potężniejszym od nich bandytom.

– To prawda, że wywozem leków z pseudoefedryną zajmują się świetnie zorganizowane grupy przestępcze. Mają dostęp do broni palnej, używają noktowizorów. W laboratoriach, w których produkowana jest metamfetamina, zamontowane są systemy wczesnego ostrzegania, a nawet przygotowane pułapki na policjantów – informuje Adam Chojnacki, lubuski wojewódzki inspektor farmaceutyczny.

To, że nielegalny proceder kwitnie, potwierdza również wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków. – Skala problemu jest tak duża, że nie ma krztyny przesady w stwierdzeniu, że przestępcy przepakowują leki z opakowań prosto do worków. Z prostego powodu: wtedy więcej się zmieści w bagażniku samochodu, który rusza do Czech – wskazuje.

Co ciekawe, mimo że pseudoefedryna jest łatwo dostępna w wielu krajach świata, to właśnie Polska jest jej czołowym eksporterem. Taki wniosek płynie choćby z raportu „EU Drug Markets Report” stworzonego przez Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) we współpracy z Europolem.

– Ustaliliśmy, że medykamenty zawierające pseudoefedrynę lub nawet już gotowa do spożycia metamfetamina trafiają do Czech przede wszystkim z Polski. Trochę mniej z Turcji – mówi nam Andrew Cunningham, szef sekcji zajmującej się przestępstwami narkotykowymi w EMCDDA. I dodaje, że skala zjawiska oraz brak wystarczającej kontroli ze strony polskich władz muszą budzić niepokój. – Sam eksport z Polski jest wystarczający, by nasycić prawie cały czeski rynek metamfetaminą – zaznacza Cunningham.

Potwierdzają to Czesi. „Metamfetamina jest przeważnie produkowana na terenie Czech w niewielkich laboratoriach. W 2015 r. wykryto 253 takich laboratoriów i przejęto z nich 106,9 kg metamfetaminy o czystości wynoszącej średnio 70,4 proc. Substancja do ich produkcji pochodzi przeważnie z dostępnych bez recepty leków z Polski. Ten kraj pozostaje wciąż głównym prekursorem produkcji metamfetaminy” – podkreśliły czeskie władze w piśmie przekazanym EMCDDA i Europolowi. Jak przekonują autorzy raportu, problem spożycia metamfetaminy w Czechach i na Słowacji rośnie od lat. Pojawia się też coraz więcej dowodów na to, że narkotyk, który zalewa te rynki, jest rozprowadzany przez grupy przestępcze w kolejnych krajach. Czyli łańcuszek wygląda tak: polska grupa przestępcza skupuje surowiec do produkcji narkotyku, ten – już po obróbce – trafia na rynki czeski i słowacki. A dalej na Zachód, przede wszystkim do Niemiec i Francji.

W październiku 2015 r. odbyło się nawet dwudniowe spotkanie śledczych i policjantów z Polski, Czech i Niemiec. Nazwano je „Operacją Gandalf”. Mimo rozmów sytuacja się jednak nie poprawiła. Czeska policja nie chce oficjalnie komentować sprawy na potrzeby artykułu prasowego, odsyła nas jedynie do raportu EMCDDA. Z kolei mł. asp. Michał Gaweł z Komendy Głównej Policji przyznaje, że część lekarstw z Polski faktycznie jest przemycana przez grupy przestępcze do Czech. Ewentualnie produkcja narkotyku odbywa się w Polsce.

– W nielegalnych laboratoriach działających po stronie polskiej często zatrzymywani są obywatele czescy – zastrzega Gaweł. I dodaje, że proceder jest doskonale znany polskiej policji, o czym świadczy choćby to, że raptem kilkanaście dni temu Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło szajkę zajmującą się właśnie produkcją metamfetaminy.
Czyj to problem

Dlaczego narkotyk lub lek umożliwiający jego produkcję jest z Polski eksportowany? Dlaczego nie jest sprzedawany w Polsce? Powód jest prozaiczny. Nad Wisłą popularna jest mniej szkodliwa dla zdrowia amfetamina. Stąd dla metamfetaminy na rynku nie ma wiele miejsca. W Czechach i na Słowacji zaś wiele narkotyków jest trudniej dostać niż u nas. Dlatego większą popularnością cieszą się te, które łatwo wytworzyć i są relatywnie tanie. Dlaczego to właśnie Polska jest głównym eksporterem pseudoefedryny do Czech? Najważniejsze: całkowicie dziurawe są nasze przepisy. Od 1 stycznia 2017 r. wprowadzone zostały ograniczenia w możliwości sprzedaży leków z pseudoefedryną. Ministerstwo Zdrowia ogłaszało je z wielką pompą.

– Farmaceuta nie może sprzedać pacjentowi jednorazowo więcej niż 720 mg pseudoefedryny, a to oznacza jedno lub dwa opakowania leku – wyjaśnia Łukasz Waligórski, redaktor naczelny Mgr.Farm oraz członek Naczelnej Rady Aptekarskiej.

To rzeczywiście utrudniło zakup leków osobom, które często mają chore gardło i chcą od razu kupić syrop na kaszel na zapas. Oszustom jednak w żadnym stopniu. Bardzo szybko znaleziono obejście regulacji. Skoro bowiem można sprzedać jednorazowo ograniczoną liczbę opakowań leku, chodzi o sprzedaż w ramach jednego rachunku. Stworzono więc oprogramowanie komputerowe, które z prędkością karabinu maszynowego wystawia kolejne paragony. W ten sposób można kupić 3,6 tys. opakowań w ciągu godziny.

Łukasz Waligórski przekonuje jednak, że to model działania, który przestępcy wykorzystują coraz rzadziej. – Dużo bardziej opłacalne dla przestępców jest szukanie aptek, które gotowe są na współpracę i sprzedaż większych ilości leków z pseudoefedryną tylnymi drzwiami. Taka apteka oczywiście sporo ryzykuje, ale przy zastosowaniu podwójnej księgowości może skutecznie ukrywać sprzedaż dużych ilości leków. Znane są przykłady aptek, które przez siedem miesięcy potrafiły w ten sposób sprzedać ponad 70 tys. opakowań za blisko 700 tys. zł. Znany jest też przypadek, gdy przestępcy odbierali leki ciężarówkami bezpośrednio z hurtowni farmaceutycznej – opowiada Waligórski.

Lubuski inspektorat farmaceutyczny w ramach wykonywania rutynowych działań znalazł nawet punkt apteczny, w którym w ciągu niespełna dwóch miesięcy sprzedano 45 682 opakowania leku Cirrus oraz 15 922 opakowania Sudafedu, które zawierają pseudoefedrynę. Z ciekawości porównano te liczby do sprzedaży w konkurencyjnym punkcie aptecznym, znajdującym się przy sąsiedniej ulicy. W nim – o dziwo – sprzedano ledwie dwa opakowania Sudafedu. Cirrusu – ani sztuki. Zamówiona i sprzedana ilość leku Cirrus w ciągu dwóch miesięcy przez wyżej wymieniony punkt apteczny wystarczyłaby 174 aptekom mieszczącym się w województwie lubuskim na 76,3 lata – informuje nas tamtejszy inspektor.

Gdy zaś już leki wyjdą z apteki lub punktu aptecznego, to choćby ktoś został złapany za rękę z tysiącami tabletek zawierającymi pseudoefedrynę, nic mu nie grozi – co najwyżej zarekwirowanie medykamentów. – Kilka miesięcy temu na spotkaniu głównego inspektora farmaceutycznego z policją funkcjonariusze podnosili problemy z karaniem takich osób. Bo nawet gdy łapią człowieka z pełnym bagażnikiem leków z pseudoefedryną, to trudno udowodnić mu zamiar produkcji narkotyków, skoro te medykamenty są dostępne bez recepty. A człowiek zarzeka się, że kupił je jedynie na własny użytek – wyjaśnia Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

Trudno też karać aptekarzy, którzy sprzedają ogromne ilości produktów. Trzciński wyjaśnia, że inspektorzy mają związane ręce, gdy przedsiębiorca twierdzi na przykład, że to skutek podjechania pod aptekę wielu autokarów wycieczkowych, w których znajdowały się setki osób. I akurat każda z nich potrzebowała leku z pseudoefedryną. – Jeśli tylko przestępca postara się stworzyć pozory legalności swojego działania, bardzo często jest nie do ruszenia – przyznaje z ubolewaniem rzecznik GIF.

Bezradne są także inne organy państwowe. Jednemu z punktów aptecznych w województwie opolskim przyglądały się przez kilka miesięcy fiskus i Centralne Biuro Śledcze Policji. Efekt? Leki zarekwirowano. Nikt jednak nie usłyszał zarzutów. Było wiele poszlak, ale nikogo nie złapano za rękę nie tylko na obrocie pseudoefedryną, lecz także na produkcji metamfetaminy. To zaś jest kluczem do skazania. – Choć i tu warto podkreślić, że wyroki są śmieszne. Dwa lata pozbawienia wolności za nielegalny obrót lekami? Trzy lata za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zarabiającą dziesiątki milionów na produkcji narkotyków? To kpina – podkreśla Adam Chojnacki.

Eksperci podkreślają także, że polska policja jest nieudolna albo niezainteresowana walką z przestępcami. Przede wszystkim funkcjonariusze nie rozumieją konsekwencji hurtowego obrotu lekami z pseudoefedryną. Nie łączą tego w jeden łańcuch z produkcją metamfetaminy. A nawet gdy już to robią, często zwycięża przekonanie, że to problem Czechów, a nie Polaków.

Być może dlatego ściganie przestępców przypomina kiepską komedię kryminalną. – Nie tak dawno temu w województwie opolskim policja monitorowała działalność apteki, w której pracownica siedziała i ręcznie wystawiała paragony na opakowania leku z pseudoefedryną. Wiadomo było, że jest zaangażowana w nielegalny proceder. Policja zaczaiła się na dilera, który miał przyjechać. Rzeczywiście się pojawił. A następnie zabrał towar i pojechał. Mieli go ścigać. Ale z pościgu nic nie wyszło, bo funkcjonariuszom… zepsuł się samochód. A innych mogących interweniować akurat nie było – opowiada Marek Tomków.

Inspektorzy farmaceutyczni nie kryją, że źle im się układa współpraca ze służbami. Monika Urabiak, podkarpacki wojewódzki inspektor farmaceutyczny, przyznaje, że w wyniku przeprowadzanych kontroli zdarza się znaleźć podmioty, które zamawiają alarmująco dużo preparatów z pseudoefedryną, a następnie je odsprzedają. – Po przeprowadzeniu kontroli przesyłamy informacje do organów ścigania. W żadnej ze spraw nie otrzymaliśmy jakiegokolwiek sygnału zwrotnego – zapewnia. Podobnie twierdzi inspektor Chojnacki.

– Informacje, które przekazujemy, gdzieś utykają. I nic się nie dzieje. Biznes tak jak się kręcił, tak kręci się nadal – mówi.

Wreszcie pseudoefedryna w Polsce jest bardzo łatwo dostępna. W wielu krajach leki ją zawierające są dostępne wyłącznie na receptę. U nas – bez. Kilka lat temu był w Polsce pomysł, aby te produkty były wydawane na receptę farmaceutyczną. Czyli aptekarz mógłby wydać opakowanie leku, ale dopiero po spisaniu danych pacjenta. Z jednej strony więc nie trzeba byłoby iść do lekarza, aby otrzymać np. syrop na kaszel, a z drugiej ograniczona zostałaby możliwość robienia przekrętów. – Wiele osób widziało w tym jednak nadmierny formalizm. Mówili, że nie potrzeba nam tyle papierologii przy kupowaniu leków na przeziębienie. Moim zdaniem jednak nie powinniśmy podchodzić krytycznie do tego pomysłu. Popatrzmy szerzej – zaopatrujemy Czechy oraz inne kraje europejskie w mniejszym stopniu w substancję niezbędną do produkcji szalenie szkodliwego narkotyku. Trzeba coś z tym zrobić – przekonuje Marek Tomków.
Nie rób tego sam

Przestępcy działają na dwa sposoby. Do niedawna przez granicę były przewożone leki z pseudoefedryną, a laboratoria do produkcji metamfetaminy znajdowały się w Czechach. Tam też rozprowadzano towar: głównie na użytek czeski i słowacki, część trafiała do Niemiec, trochę do Francji. Czeskie służby jednak wypowiedziały wojnę producentom narkotyków. Coraz więcej grup przestępczych więc tworzy laboratoria w Polsce. To u nas powstaje narkotyk, a następnie jest na południe przewożony samochodami osobowymi i półciężarowymi, które rzadko są poddawane kontrolom.

Stworzenie prostego laboratorium jest łatwe. – Bo i proste jest stworzenie metamfetaminy. W internecie bez trudu można znaleźć domowe sposoby na syntezę. Wystarczy jedynie mieć czerwony fosfor, jodek potasu i odpowiednie narzędzia laboratoryjne. Wszystko do nabycia na popularnym portalu aukcyjnym. Musimy też mieć oczywiście kuchnię – tłumaczy Adam Chojnacki. Wszystko co więcej służy tylko usprawnieniu procesu wytwarzania narkotyku oraz ochronie przed nalotem policji (jak np. monitoring).

Łukasz Waligórski uważa jednak, że laikowi trudno byłoby przeprowadzić syntezę w domowych warunkach. Trzeba też mieć chociażby eter, kwas solny i wodorotlenek sodu. Czerwony fosfor jest rzeczywiście na wyciągnięcie ręki. Domorośli chemicy zdrapują go z zapałek.

– Sam proces syntezy jest jednak trudny i niebezpieczny. Naczynia pękają, odczynniki wybuchają. Opis można co prawda znaleźć w internecie, ale wątpię, by osoba bez wiedzy chemicznej była w stanie samodzielnie przeprowadzić udaną syntezę. Co innego, jeśli uczyni to z pomocą doświadczonego chemika, który pokaże, co i jak. Wtedy laik może nauczyć się przeprowadzać syntezę i po pewnym czasie działać samodzielnie – tłumaczy redaktor naczelny Mgr.Farm.

Tu docieramy do kolejnego powodu, dla którego Polska jest potęgą w narkotyzowaniu naszych południowych sąsiadów: wiedza chemiczna. Łukasz Waligórski przyznaje, że chemicy są w środowiskach przestępczych niebywale cenni. A lubuski wojewódzki inspektor farmaceutyczny mówi wprost: gangsterzy o nich dbają, bo dzięki dobremu fachowcowi można choćby skrócić proces tworzenia metamfetaminy. Ponoć to właśnie polscy specjaliści skrócili syntezę z 72 godzin do zaledwie 24.

Trzeba też oczywiście mieć leki, które zawierają pseudoefedrynę. O nie jednak najprościej.

– To popularny składnik preparatów na katar dostępnych w aptekach bez recepty. Do nielegalnej produkcji metamfetaminy wykorzystywane są te tabletki, w których dawka pseudoefedryny jest najwyższa – bo wtedy cały proceder jest najbardziej opłacalny. Są to zatem takie preparaty jak Sudafed (60 mg), Acatar Acti Tabs (60 mg) czy Cirrus (120 mg) – wyjaśnia Łukasz Waligórski.

Ci czytelnicy, którzy myślą o otworzeniu domowego laboratorium chemicznego rodem z serialu „Breaking Bad”, powinni jednak szybko z tego pomysłu zrezygnować.

– Nasz system jest tak skonstruowany, że akurat małych dostawców się wyłapuje. Nikt nie rusza mafii, która organizuje wywóz, produkcję i sprzedaż metamfetaminy – spostrzega Adam Chojnacki.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gangsterzy zarobili 144 mln złotych na przemycie tytoniu

Co najmniej 300 ton tytoniu przemycił do Polski gang z okolic Iławy, który zaopatrywał w towar grupy przestępcze produkujące nielegalne papierosy. Szajka rozwinęła skrzydła, gdy przed dwoma laty zatrzymano jej lidera i kilku pomocników oraz przechwycono 50 ton tytoniu. Po odzyskaniu wolności przestępcy zaczęli działać na jeszcze większą skalę. Nieco ponad roku potrzebowała grupa mężczyzn z powiatu iławskiego i nowomiejskiego, aby przemycić do Polski i sprzedać ponad 300 ton suszu tytoniowego grupom przestępczym produkującym nielegalne papierosy.

– Według naszych ustaleń przemytnicy działali od maja 2015 do czerwca 2016 roku. Podatek akcyzowy, którego nie zapłacili od sprzedanego towaru, oszacowaliśmy na ponad 144 mln złotych – mówi tvp.info kom. Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.
Źródło info i foto: TVP.info

Policjanci CBŚP zlikwidowali pierwsze w Polsce mobilne laboratorium amfetaminy

Centralne Biuro Śledcze Policji zlikwidowało mobilne laboratorium amfetaminy i zatrzymało 40-letniego chemika, który produkował narkotyki; policjanci zabezpieczyli ponad tonę odczynników chemicznych do produkcji amfetaminy i 20 kg gotowego narkotyku. Policjanci ustalili, że członkowie rozbitej przed czterema laty grupy przestępczej, po wyjściu na wolność, wrócili do swojego fachu i produkują amfetaminę. Funkcjonariusze CBŚP wspierani przez zespół szturmowy z Komendy Stołecznej Policji weszli na posesję koło Błonia, gdzie zatrzymali 40-letniego Krzysztofa J. chemika jednej z podwarszawskich grup przestępczych – poinformowała w poniedziałek rzeczniczka CBŚP kom. Agnieszka Hamelusz.

– Mężczyzna właśnie produkował amfetaminę w specjalnie przygotowanym laboratorium, które było zorganizowane w naczepie ciężarówki. Jak ustalili policjanci, po podłączeniu bieżącej wody i prądu do tego mobilnego laboratorium, przestępcy mogli produkować narkotyki w dowolnym miejscu w kraju – powiedziała policjantka.

Ponad 20 kilogramów czystej amfetaminy

Na posesji funkcjonariusze zabezpieczyli ponad tonę odczynników chemicznych, służących do produkcji amfetaminy. W jednym z pomieszczeń gospodarczych znaleźli 18 kg wyprodukowanego narkotyku, który suszył się przy pracujących termowentylatorach. – Oprócz tego w naczepie ciężarówki było 1,6 litra w postaci płynnej.

Sumując, daje to ponad 20 kilogramów czystej amfetaminy, z której można było wyprodukować około 100 kilogramów narkotyku do dalszej dystrybucji. Wartość narkotyku, gdyby trafił do sprzedaży, to milion złotych- powiedziała rzeczniczka CBŚP.

Chemik poszukiwany od 4 lat

W domu policjanci znaleźli prawie 2 kg marihuany, ponad 300 g kokainy i 2,5 tys. tabletek ekstazy. „Funkcjonariusze zabezpieczyli luksusowe samochody marki BMW i Volvo, a także blisko 150 tys. zł w gotówce, co może świadczyć o tym, że przestępczy proceder przynosił spore dochody”- powiedziała Hamelusz. Jak poinformowała, 40-letni Krzysztof J. był poszukiwany przez organy ścigania od 4 lat, czyli od momentu, kiedy policjanci zlikwidowali największe laboratorium amfetaminy w Polsce.

– Wtedy w miejscowości Czarny Las ujawnione zostało laboratorium grupy przestępczej, gdzie zabezpieczono 40 ton substancji i odczynników chemicznych, a także broń palną i znaczne ilości amfetaminy i kokainy. W tym czasie Krzysztof J. uniknął zatrzymania i się ukrywał – powiedziała rzeczniczka CBŚP. Zatrzymany 40-latek usłyszał zarzuty dotyczące posiadania znacznych ilości narkotyków. Grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

ISIS może użyć broni chemicznej?

Szef Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) oświadczył, że są sygnały wskazujące na to, że Państwo Islamskie (ISIS) jest w stanie produkować na własną rękę broń chemiczną w Syrii i Iraku, gdzie dżihadyści okupują znaczne tereny. – Jest możliwe, że sami ją wytworzyli, co jest skrajnie niepokojące – powiedział Ahmet Uzumcu agencji AFP. To oznacza, że „dysponują oni technologią, wiedzą i dostępem do substancji, które mogą zostać wykorzystane do produkcji broni chemicznej” – dodał.

Śledczy OPCW dysponują dowodami na użycie gazu musztardowego w sierpniu ubiegłego roku w Iraku i Syrii, zwłaszcza w mieście Marea w prowincji Aleppo. Poza tym organizacja informowała wielokrotnie o stosowaniu sarinu, gazu musztardowego czy chloru w walkach w Syrii – jednak bez wskazywania winnych.

W rozmowie z francuską agencją Uzumcu powiedział jednak o „mocnych podejrzeniach, że dżihadyści byli w stanie użyć” broni chemicznej. Nie wymienił jednak konkretnych ataków, co do których zachodzi podejrzenie, że został w nich wykorzystany ten arsenał.

W lutym szef CIA John Brennan mówił w telewizji CBS News, że bojownicy IS są w stanie wytwarzać niewielkie ilości chloru i gazu musztardowego. Rzecznik Pentagonu Peter Cook informował, że międzynarodowa koalicja od początku marca atakowała obiekty należące do Państwa Islamskiego, aby „ograniczyć potencjał produkcji broni chemicznej”.

Clapper o Państwie Islamskim w Europie

Europa nie może czuć się bezpieczna. Takiego zdania jest szef amerykańskiego wywiadu James Clapper. Pod Koniec kwietnia ostrzegał on, że Państwo Islamskie jest coraz groźniejsze w Europie.

Clapper powiedział dziennikowi „New York Times”, że w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Włoszech działają tajne komórki muzułmańskich terrorystów, podobne do tych, jakie przeprowadziły zamachy w Paryżu i Brukseli. Szef wywiadu przyznał, że jest to powód do niepokoju dla Amerykanów i ich europejskich sojuszników.

Państwo Islamskie wzywa do przeprowadzenia zamachów w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Włoszech. Zdaniem zachodnich ekspertów nie można przewidzieć, gdzie dokładnie nastąpi taki atak. „New York Times” dodaje, że europejskie służby bezpieczeństwa przypuszczają, iż do zamachów może dojść także w innych krajach. Wynika to z obserwacji działań terrorystów, z monitoringu ich połączeń telefonicznych i e-mailowych, a także z zeznań zatrzymanych członków Państwa Islamskiego. Niewykluczone są też plany kolejnych zamachów we Francji i Belgii. Jeden z terrorystów aresztowanych w związku z atakami w Brukseli, Mohammed Abrini, miał zeznać, że Państwo Islamskie planuje zamachy w czasie piłkarskich mistrzostw Europy, które odbędą się w czerwcu we Francji.
Żródło info i foto: onet.pl

Fabryka dopalaczy zlikwidowana

Zlikwidowane laboratorium, w którym wytwarzano dopalacze oraz zabezpieczone ponad 650 sztuk opakowań z gotowymi środkami zastępczymi, blisko 5 kilogramów suszu roślinnego i innej substancji, a także 2 kanistry z cieczą, wykorzystywane do produkcji, to efekt działań przeprowadzonych przez funkcjonariuszy Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Policjanci znaleźli też urządzenia służące do zgrzewania opakowań i mieszania, suszenia, a także pakowania środków zastępczych.

Funkcjonariusze Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, w wyniku przeprowadzonych działań operacyjnych, zlikwidowali fabrykę dopalaczy. W efekcie przeprowadzonej realizacji zabezpieczono gotowe produkty, przygotowane do sprzedaży, prekursory do ich produkcji, puste opakowania oraz inne przedmioty służące do produkcji. W sprawie zatrzymano do wyjaśnienia 23 – letniego mężczyznę, który trafił do policyjnego aresztu.

Do realizacji doszło na podstawie ustaleń operacyjnych, realizowanych przez policjantów oraz informacji uzyskanej przez służbę dyżurną Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. W związku z podejrzeniem prowadzenia nielegalnego procederu, wczoraj, w godzinach rannych , policjanci weszli do jednego z mieszkań na terenie Wrocławia. Podejrzenia potwierdziły się. Na miejscu, w „laboratorium”, w którym wytwarzano środki zastępcze, funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli ponad 650 sztuk opakowań z gotowymi dopalaczami.

Ponadto, policjanci znaleźli blisko 5 kilogramów suszu roślinnego i innej substancji oraz 2 kanistry z cieczą, wykorzystywane do produkcji dopalaczy, około 3 tys. sztuk woreczków strunowych, około 4,3 tys. sztuk pustych opakowań z nadrukami, a także urządzenie służące do zgrzewania opakowań foliowych i inne przedmioty służące do mieszania, suszenia i pakowania środków zastępczych. W trakcie przeszukania mieszkania zajmowanego przez zatrzymanego mężczyznę, ujawniono też kilkadziesiąt porcji marihuany.

Obecnie policjanci wyjaśniają wszystkie okoliczności tej sprawy. Zabezpieczone substancje będą teraz dokładnie przebadane przez biegłego w zakresie ich zawartości. Przypomnijmy, że z dniem 1 lipca 2015 r. weszła w życie nowelizacja przepisów Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Wykaz środków zakazanych, stanowiący załącznik do ustawy, został uzupełniony o 114 substancji, które zgodnie z nowymi przepisami, w świetle prawa traktowane są jak narkotyk.

Przypomnijmy również, że zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami, posiadanie środków narkotycznych zagrożone jest karą do 3, a w przypadku ich znacznej ilości, nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Za handel narkotykami grozi natomiast kara do 8, a gdy przedmiotem przestępstwa jest ich znaczna ilość, nawet do 12 lat pozbawienia wolności.

Kto, wbrew przepisom ustawy, wytwarza środki odurzające podlega karze pozbawienia wolności do lat 3, a w przypadku, gdy przedmiotem czynu jest znaczna ich ilość lub czyn ten został popełniony w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, sprawcy grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. W sprawie obecnie ujawnionych i zabezpieczonych substancji, kluczowa dla ostatecznej kwalifikacji będzie opinia biegłego, wskazująca zawartość zabezpieczonych środków.
Żródło info i foto: Policja.pl

Jak rozpoznać podrabiane paszporty?

Terroryści z tzw. państwa islamskiego drukują własne paszporty. Nie mają znaczenia za granicą, bo są tworzone na potrzeby propagandy. Ale to dowód, że islamiści mają technologię, dzięki której mogą profesjonalnie produkować i podrabiać dokumenty tożsamości. Za ich wykrywanie biorą się służby specjalne w całej Europie. Polskim funkcjonariuszom pomagają specjaliści z Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych.
Żródło info i foto: wiadomości.tvp.pl

Produkowali amfetaminę

Stołeczni policjanci zlikwidowali nielegalnie działającą wytwórnię substancji psychotropowych. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. półprodukty służące do produkcji narkotyków, z których można było wytworzyć około 65 kg amfetaminy. W ręce funkcjonariuszy wpadli dwaj mężczyźni podejrzewani o produkcję tych substancji.

Stróże prawa wpadli na trop mężczyzn najprawdopodobniej zajmujących się produkcją amfetaminy na dużą skalę. Z informacji, jakimi dysponowali, wynikało, że na terenie posesji znajdującej się w jednej z miejscowości w gminie Wieliszew może działać nielegalna wytwórnia substancji psychotropowych. W trakcie czynności policjanci zabezpieczyli trzy działające linie do produkcji środków odurzających oraz półprodukty służące do produkcji narkotyków, z których można by wyprodukować około 65 kg amfetaminy przeznaczonej do sprzedaży hurtowej.

Funkcjonariusze zatrzymali dwóch mężczyzn, mieszkańców Warszawy, w wieku 28 i 57 lat. Obaj podejrzewani są o usiłowanie produkcji znacznej ilości substancji psychotropowych.

Mężczyźni usłyszeli już zarzuty z art. 53 §1 i 2 oraz art. 54 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, za co może im grozić do 15 lat pozbawienia wolności. Sąd zastosował wobec obu zatrzymanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 2 miesięcy. 28-latek był już w przeszłości notowany za przestępstwa narkotykowe. Sprawa ma charakter rozwojowy, a policjanci nie wykluczają dalszych aresztowań. Na wideo możecie zobaczyć, jak wygląda „linia produkcyjna” amfetaminy.
Żródło info i foto: wp.pl

Kacper M. wytwarzał bomby

Zarzuty nielegalnego produkowania materiałów wybuchowych i sprowadzenia niebezpieczeństwa wybuchu postawiła w czwartek prokuratura 20-letniemu Kacprowi M. Podczas przesłuchania mówił, że chemia i pirotechnika to jego hobby, a ładunki detonował w bezpiecznych miejscach. – „Prokuratura zastosowała wobec niego dozór policyjny” – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu Beata Stępień-Warzecha. Mieszkający pod Muszyną Kacper M. został w środę zatrzymany przez funkcjonariuszy CBŚ. Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji, wyjaśnił, że 20-latek został zatrzymany na podstawie zamieszczanych przez niego w internecie filmów z detonacji konstruowanych przez siebie ładunków. – Policjanci często analizują to, co pojawia się w internecie, i na tej podstawie dotarli właśnie do jego domu – tłumaczył. Żródło info i foto: POLICYJNI.pl