Rozbito gang przy współpracy z ukraińskimi służbami

Fałszowali dokumentację, aby wyłudzić luksusowe pojazdy, które następnie były sprzedawane na Ukrainie. Międzynarodowy gang rozbili funkcjonariusze CBŚP, BiOSG, rzeszowscy prokuratorzy oraz ukraińscy policjanci. W efekcie zatrzymano 6 podejrzanych i odzyskano mienie warte ponad 2 mln zł.

Członkowie zorganizowanej grupy przestępczej doprowadzali do niekorzystnego rozporządzenia mieniem polskich instytucji finansowych świadczących usługi w zakresie finansowania leasingu przy zakupie pojazdów. Za pomocą sfałszowanej dokumentacji pozyskiwano luksusowe samochody oraz quady, a następnie sprzedawano je na Ukrainie. Działalność grupy doprowadziła 8 instytucji finansowo-leasingowych do strat w wysokości ponad 4 milionów złotych. Na trop gangu wpadli policjanci z Wydziału w Przemyślu Zarządu w Rzeszowie Centralnego Biura Śledczego Policji, funkcjonariusze z Placówki w Medyce Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej oraz prokuratorzy z Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie. Zakończenie przestępczego procederu i ustalenie wszystkich okoliczności było możliwe dzięki ścisłej współpracy z ukraińskimi funkcjonariuszami z Zarządu ds. Dochodzeń Strategicznych Głównego Zarządu Narodowej Policji we Lwowie.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego funkcjonariusze przeprowadzili działania w Polsce i na Ukrainie. W kraju wykonywano czynności na terenie 3 województw: podkarpackiego, śląskiego i zachodniopomorskiego. Podczas międzynarodowej operacji zatrzymano 6 osób (obywatel Ukrainy i 5 Polaków), w tym 4 podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

W efekcie podjętych działań przez CBŚP, BiOSG i PR, przy ogromnym zaangażowaniu i współpracy ukraińskich funkcjonariuszy ze Lwowa, odzyskano 6 samochodów osobowych wartych blisko 2 mln zł. Funkcjonariusze przejęli także różnego rodzaju sprzęt m.in. urządzenia wielofunkcyjne, laptopy, projektory i inne. Łączna wartość odzyskanego mienia opiewa na kwotę ponad 2 milionów złotych.

W Prokuraturze Regionalnej w Rzeszowie zatrzymanym przedstawiono zarzuty dotyczące m.in. popełnienia oszustw w stosunku do mienia znacznej wartości, fałszowania dokumentacji oraz wyłudzania kredytów. Decyzją sądu 3 podejrzanych zostało tymczasowo aresztowanych.

Sprawa jest rozwojowa i funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze: Zbrodniarz z Darfuru oskarżony

Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze (MTK) postawił 31 zarzutów związanych z popełnieniem zbrodni przeciwko ludzkości jednemu z przywódców milicji urządzających naloty na wsie i miasta w Darfurze, zachodniej części Sudanu. Jest to przygotowanie do pierwszego w historii MTK procesu związanego z przemocą w konflikcie w Darfurze.

Ali Muhammad Ali Abd-Ar-Rahman, znany jako Ali Kuszajb został oskarżony między innymi o morderstwa, stosowanie tortur i gwałty.

Prokuratorzy MTK wskazali go jako „budzącego postrach oraz czczonego” przywódcę milicji dżandżawidzkiej, zbrojnej muzułmańskiej bojówki działającej w Darfurze oraz we wschodniej części Czadu, popełniającego zbrodnie w latach 2003-2004, czyli w momencie największego nasilenia konfliktu.

Zbrodnie przeciw ludzkości

Agencja Associated Press podała, że oskarżony nie odniósł się do zarzutów, ale zespół jego obrońców argumentował, że Abd-Ar-Rahman to nie Ali Kuszajb. Fatou Bansouda, wiceprokurator MTK, powiedziała, że wykaże, że Abd-Ar-Rahman przeprowadził ataki na miasta i wsie i był odpowiedzialny za ponad 300 morderstw oraz grabieże, które zmusiły 40 tys. cywilów do opuszczenia swoich domów.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja: Zabójstwo Samuela Paty’ego. Uczennica przyznała się do kłamstw

Francuska uczennica przyznała się do kłamstw i rozpowszechniania fałszywych twierdzeń na temat Samuela Paty’ego – ustalił dziennik „Le Parisien”. W październiku 2020 roku nauczyciel historii został zamordowany za to, że podczas lekcji miał prezentować uczniom karykatury Mahometa.

Prokuratorzy przekazali później, że do zbrodni by nie doszło, gdyby nie pomoc uczniów Collège du Bois d’Aulne. Pochodzący z Czeczenii Anzorow znał jedynie nazwisko swojej ofiary, ale nie wiedział, jak ona wygląda – potrzebnych informacji za pieniądze udzieliło mu dwóch nastolatków.

W niedzielę dziennik „Le Parisien” ustalił, że nastolatka, która poskarżyła się rodzicom na nauczyciela, który miał pokazać uczniom obrazoburcze treści, przyznała się do kłamstwa. Początkowo 13-latka twierdziła, że Paty poprosił muzułmańskich uczniów o zamknięcie oczu lub opuszczenie klasy, a później zaprezentował pozostałym karykaturę Mahometa.

Oburzony tym faktem ojciec nastolatki, Brahim Chnina, zamieścił w mediach społecznościowych nagranie, w którym oskarżył Paty’ego o piętnowanie muzułmanów i wzywał do zwolnienia go ze szkoły. Zdaniem śledczych to właśnie z internetu Anzorow dowiedział się o przebiegu lekcji.

Jak informuje „Le Parisien”, dziewczyna skłamała, ponieważ nie chciała przyznać się rodzicom do tego, że została zawieszona za liczne nieobecności w szkole. Skutecznie przekonała ojca, że w prawach ucznia zawiesił ją Paty, a stało się to po tym, jak wyraziła sprzeciw wobec jego prośby o opuszczenie klasy przez muzułmańskich uczniów. W rzeczywistości – jak powiedziała właśnie śledczym – tego dnia w ogóle nie pojawiła się w sali lekcyjnej.

Dziewczyna miała trzymać się swojej wersji, dopóki nie usłyszała od policjantów, że kilkoro innych uczniów potwierdziło jej nieobecność oraz to, że Paty wcale nie poprosił ich o opuszczenie klasy. Śledczy mieli też stwierdzić, że 13-latka cierpiała na „kompleks niższości” i była bardzo oddana ojcu.

„To przesadne zachowanie ojca doprowadziło do tej serii zdarzeń”

Prawnik dziewczyny, Mbeko Tabula, twierdzi, że uczennicy nie powinno obarczać się całym ciężarem tragedii.

– To przesadne zachowanie ojca, tworzenie i umieszczanie wideo obciążającego nauczyciela, doprowadziło do tej serii zdarzeń. Moja klientka kłamała i nawet jeśli to prawda, reakcję jej ojca nadal należy traktować jako nieproporcjonalną – stwierdził prawnik.

Chnina, wobec którego toczy się dochodzenie w sprawie „współudziału w zabójstwie na tle terrorystycznym”, powiedział policji, że jego zachowanie było „idiotyczne i głupie”.

– Nigdy nie myślałem, że moje posty zobaczą terroryści. Nie chciałem nikogo skrzywdzić. Trudno sobie wyobrazić, jak znaleźliśmy się w tym miejscu. Straciliśmy profesora historii i wszyscy winią mnie – powiedział ojciec 13-latki, której po zabójstwie Paty’ego również postawiono zarzuty karne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Przestępcza praktyka lekarza ze stanu Nowy Jork. Miał przepisać 1,8 mln dawek opioidów. Nie żyje pięć osób

Lekarz ze stanu Nowy Jork, który przepisywał ogromne ilości opioidów, został oskarżony o morderstwo – donoszą amerykańskie media. Przestępcza praktyka George’a Blattiego doprowadziła do śmierci pięciu osób w latach 2016-2018. Recepty wystawiał nawet po tym, jak dowiedział się, że niektórzy z jego pacjentów zmarli.

„Dr George Blatti zignorował powtarzające się ostrzeżenia i przepisał ogromne ilości opioidów i innych leków, które zabiły pięciu pacjentów i zagroziły życiu sześciu innych” – przekazali prokuratorzy z hrabstwa Nassau, cytowani przez telewizję ABC.

George Blatti aresztowany za wystawianie recept na masową skalę. Pięciu jego pacjentów zmarło

„Bloczek z receptami tego lekarza był równie śmiercionośny jak każde inne narzędzie zbrodni” – dodała Madeline Singas, prokuratorka okręgowa hrabstwa Nassau.

W opinii śledczych aresztowany w czwartek 75-letni lekarz pierwszego kontaktu zlekceważył nie tylko prawo, ale i etykę lekarską. W zamian za gotówkę Blatti miał przepisywać opioidy i inne środki m.in. osobom zmagającym się z uzależnieniami. Nie weryfikował też w żaden sposób dokumentacji medycznej czy historii chorób. Zdarzało się, że środki przepisywał „na ślepo”, czyli osobom, których nigdy nie spotkał. Prokuratorzy uważają, że w ciągu pięciu lat lekarz mógł przepisać nawet 1,8 miliona dawek leków.

Wszystkie ofiary otrzymały receptę od medyka na kilka dni przed śmiercią. Blatti kontynuował swoją „praktykę” nawet po tym, gdy dowiedział się o śmierci trzech osób, które zgłosiły się do niego po receptę. Oskarżony miał spotykać się z pacjentami na parkingu jednego z hoteli oraz w kawiarni sieci Dunkin’ Donuts w Rockville Centre.

Blatti nie przyznał się do winy. Jeśli zostanie skazany za najpoważniejszy zarzut, grozi mu maksymalnie 25 lat więzienia. 75-latek po raz pierwszy został aresztowany w 2019 r. i wówczas dobrowolnie zrzekł się prawa do wykonywania zawodu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza, któremu jeden z europosłów zarzucił, że mimo uzasadnionego podejrzenia popełnienia przez księży przestępstwa pedofilii, nie zrobił on nic, by sprawcy tych przestępstw ponieśli odpowiedzialność karną. Zawiadomienie złożono po publikacji filmu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza” w TVN24. Prokuratura okręgowa w Krakowie odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie – ustalili reporterzy RMF FM.

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza. Prokuratorzy, którzy przesłuchali europosła i zapoznali się z materiałami stwierdzili, że Dziwisz nie popełnił przestępstwa, ponieważ w latach 2006-2012, kiedy miał dowiedzieć się o ewentualnych czynach zarzucanych księżom, nie było obowiązku zawiadamiania policji lub prokuratury o tego typu przestępstwach.

Śledczy uznali również, że nie można zarzucić utrudniania postępowania przygotowawczego przez kardynała Dziwisza przez przeniesienie księdza do innej parafii, a takie decyzje podejmował wtedy duchowny. Co ważne, prokuratorzy uznali, że w ten sposób Dziwisz nikogo nie ukrywał. Decyzje śledczych o odmowie nie jest prawomocna.

Początkiem był reportaż

W reportażu TVN24 Marcina Gutowskiego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, który swoją emisję miał w listopadzie, przedstawiono dokumenty, relacje i rozmowy, wskazujące, że kardynał Stanisław Dziwisz, uczestniczył m.in. w procederze tuszowania nadużyć seksualnych przez księży na całym świecie. Chodzi m.in. o sprawę molestowania w Legionie Chrystusa oraz sprawę oskarżonego o pedofilię amerykańskiego kardynała, Theodore’a McCarricka.

Watykan także w listopadzie opublikował specjalny raport, w którym ujawnił, co Jan Paweł II i jego sekretarz bp Stanisław Dziwisz wiedzieli o sprawie kard. McCarricka. Dokument liczył 461 stron.

Dziwisz komentuje

Kardynał Dziwisz kilkukrotnie skomentował całą sprawę. W przesłanym PAP oświadczeniu przekazał propozycję, by sprawami oceny działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja.

„Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował. „Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów” – zaznaczył wówczas kardynał.

Dodał również, że „dobro pokrzywdzonych jest wartością nadrzędną. Dzieci i młodzież nie mogą już nigdy doznać w Kościele krzywd, które miały miejsce w przeszłości”.

Kardynał Dziwisz napisał także oświadczenie dla włoskiej agencji Ansa, w którym stwierdził, że stawiane mu zarzuty są „zniesławiające” i mają na celu podważenie jego „pokornej” służby na rzecz Świętego Jana Pawła II. Zapewnił też, że nigdy nie przyjmował pieniędzy.

Nigdy, powtarzam – nigdy, nie przyjąłem pieniędzy w zamian za udział w mszach świętych; nigdy – podkreślam, nigdy nie dostałem pieniędzy, by ukrywać czyny czy fakty przeznaczone dla uwagi Ojca Świętego; nigdy i jeszcze raz nigdy nie wspierałem osób niegodnych w zamian za datki wpisane w jakąś perwersyjną logikę wymiany – oświadczył emerytowany metropolita krakowski.

Odnosząc się do reportażu na swój temat wyemitowanego przez TVN24 kard. Dziwisz stwierdził: Już odrzuciłem w sposób najbardziej stanowczy insynuacje, które stały się szybko zniesławiającymi kalumniami.

Ale ponieważ iskry spowodowane przez ten materiał przedostały się poza granice mojej umiłowanej ojczyzny, docierając także do Włoch i do Rzymu, pragnę odrzucić z równą stanowczością i z jeszcze większym oburzeniem złośliwe sugestie i zniesławiające oskarżenia – dodał hierarcha.

Długoletni sekretarz Jana Pawła II ocenił, że w materiale telewizyjnym „łączą się z podstępną zręcznością migawki z życia kościelnego, fragmenty spraw niepołączonych ze sobą i nie do połączenia, epizody, które obiektywnie mają, o ile wiem, zupełnie inną dynamikę; wszystko przyprawione złośliwymi zarzutami kupczenia; tyleż skandaliczne, co bezpodstawne”.

Oświadczenie Episkopatu

W sprawie informacji ujawnionych w materiale „Don Stanislao” głos zabrał także Przewodniczący Episkopatu arcybiskup Stanisław Gądecki. „Mam nadzieję, że wszelkie wątpliwości, zaprezentowane w reportażu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, zostaną wyjaśnione przez odpowiednią komisję Stolicy Apostolskiej” – oświadczył Gądecki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Syn częstochowskich prokuratorów skazany za „bestialskie pobicie sąsiada bez powodu”

Adam wezwał policję do sąsiadów z powodu zakłócania ciszy nocnej. W mieszkaniu pod nim odbywała się impreza, na której bawili się syn prokuratorów i prezes klubu piłkarskiego. W odwecie – według ustaleń śledczych – wyłamali oni drzwi do mieszkania Adama i „dali mu nauczkę”. Dzisiaj usłyszeli wyroki. Sąd Rejonowy w Częstochowie skazał Mateusza T. i Adama C. za uszkodzenie drzwi mieszkania w bloku, należącego do Adama Sz. Obaj dostali za to po roku pozbawienia wolności.

Na uszkodzeniu drzwi się jednak nie skończyło.

Sędzia uznała T. za winnego tego, że po dostaniu się do mieszkania Sz. „wziął udział w jego pobiciu, używając niebezpiecznego narzędzia w postaci toporka”. Sz. doznał wstrząśnienia mózgu, sińca prawej strony klatki piersiowej, złamania łuku żebra, rany tłuczonej nosa, rany tłuczonej podbródka, sińca okolicy jarzmowej.

Za to T. usłyszał wyrok roku i 10 miesięcy pozbawienia wolności.

Zdaniem sądu udział Adama C. w pobiciu polegał na tym, że przytrzymywał za ręce żonę Adama Sz. i groził jej wyrzuceniem przez okno, uniemożliwiając jej obronę męża, któremu T. w tym czasie zadawał obrażenia. Sędzia stwierdziła, że w ten sposób zwiększył w znaczny sposób poczucie bezradności Sz. i wpłynął w znaczny sposób na rodzaj obrażeń.

C. dostał za to rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Ponadto sędzia skazała go na 10 miesięcy za próbę wpływu na żonę Sz., by zaniechała zawiadamiania policji.

Łącznie T. został skazany na 2 lata, a C. na rok i 10 miesięcy.

T. to syn częstochowskich prokuratorów. C. w chwili zdarzenia był prezesem klubu piłkarskiego. Pierwszy ma spędzić w więzieniu łącznie dwa lata, drugi dwa miesiące krócej.

Wyrok jest nieprawomocny, obrońcy oskarżonych zapowiadają apelację. – Rola i udział w mojej ocenie jest nie taka, jak zasądzona przez sąd – podkreślił Radosław Kadzidłowski, obrońca oskarżonego Adama C.

Prośba o spokój i brutalna zemsta.

Bo poprosił o ściszenie muzyki

Do zdarzenia doszło w nocy z 26 na 27 sierpnia 2017 roku na Michałowskiego w Częstochowie. T. i C. imprezowali w mieszkaniu w bloku. Sz., który mieszkał nad nimi z żoną, prosił ich o ściszenie muzyki. Gdy nie odniosło to skutku, wezwał policję. Za to miał zostać napadnięty i pobity we własnym mieszkaniu przez skazanych dzisiaj mężczyzn.

Nie zaprzeczali, że włamali się do mieszkania. T. przyznał się, że bił i kopał sąsiada, ale nie toporkiem. Twierdził, że wziął to narzędzie i wyrzucił w krzaki. Po napadzie Adam Sz. wyprowadził się z mieszkania na Michałowskiego i już nigdy tam nie wrócił. Jego małżeństwo się rozpadło. Na pierwszej rozprawie Sz. zgodził się na mediację, która jednak nie doszła do skutku.

Bestialskie, ale nie chuligańskie

Sędzia Anna Stasiak mówiła w uzasadnieniu, że „nawet na nagraniu widać, że [oskarżeni] chcieli dostać się do mieszkania Sz. każdym sposobem”. Chodzi o filmiki, które w trakcie włamania zarejestrował telefonem Sz.

– Zdaniem sądu nie udało się ustalić ponad wszelką wątpliwość, kto był pomysłodawcą, ale nie ulega wątpliwości, że cel był wspólny – mówiła sędzia. – Celem było danie nauczki pokrzywdzonemu.

Przestępstwo, jak mówiła sędzia Stasiak, miało charakter chuligański, bo skazani dopuścili się kilku czynów (włamanie, pobicie, groźby), działali publicznie (w klatce schodowej) i swoim zachowaniem wykazali się „rażącym lekceważenie dla porządku prawnego”. – Znamienne w tej sprawie jest to, że po zdarzeniu polegającym na zwróceniu uwagi, żeby nie przeszkadzać w spoczynku – bo to było po 22 – doszło do tak brutalnego zachowania sprawców – podkreśliła. – Nie było powodu, żeby to miało miejsce – dodała. – Osobie przeciętnej trudne jest do wyobrażenia sobie takiego zdarzenia.

Znowu przywołała nagrania telefoniczne, które wskazują, że było to „brutalne i bezwzględne”. – Osobę pokrzywdzoną chciano przedstawić jako prowokatora. Ktoś kto potrzebował tylko spoczynku, został niemal zakatowany przez osoby, które z nieznanych sądowi przyczyn zachowywały się w sposób bezkarny.

Sędzia wskazała, że w efekcie małżeństwo Sz. się rozpadło.

„Zniszczyli życie kilku osób”

– Jego rola w tym zdarzeniu była wiodąca – mówiła sędzia o synu prokuratorów. – On był bardziej agresywny, zadawał silne uderzenia, stosował agresję słowną. Pokrzywdzony doznał poważnych rozległych obrażeń ciała i nie miał praktycznie żadnej możliwości obrony. Oskarżony po zdarzeniu nie zrobił nic, po prostu zostawił pokrzywdzonego i odszedł.

Poruszyła temat toporka. – Z zeznań pokrzywdzonego wynika, że wybierali się w góry i miał go używać w górach. Gdyby nie było silikonowej nakładki, to pokrzywdzony mógłby umrzeć albo doznać jeszcze poważniejszych obrażeń. Przeżywa traumę do dnia dzisiejszego – dodała sędzia Stasiak.

– Należy podkreślić, że były to działanie bestialskie, okrutne, barbarzyńskie, pod wpływem alkoholu. Takie zachowania wymagają napiętnowania tak, aby osoby pokrzywdzone nie czuły się z góry skazane na przegraną. Tak nie jest w państwie prawa i państwie praworządnym – podsumowała.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Prokuratorzy IPN chcą uchylenia immunitetu sędziemu SN Józefowi I.

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej złożyli wniosek do Sądu Najwyższego o uchylenie immunitetu Józefowi I., byłemu sędziemu Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, a obecnie sędziemu Sądu Najwyższego. Grozi mu zarzut bezprawnego skazania 21-letniego robotnika za kolportowanie ulotek wymierzonych we władze PRL.

Wniosek prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej do Sądu Najwyższego w sprawie sędziego Józefa I., o którym dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, jest efektem prowadzonego od października 2018 roku śledztwa w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności działaczy demokratycznej opozycji w PRL.

„Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie wystąpiła do Sądu Najwyższego z wnioskiem o zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej byłego sędziego Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego Józefa I. Zamierza mu postawić zarzut popełnienia zbrodni komunistycznej polegającej na bezprawnym skazaniu 21-letniego robotnika za kolportowanie ulotek wymierzonych we władze PRL” – podała Główna Komisja.

Śledztwo w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności działaczy demokratycznej opozycji w PRL, które dotyczy Józefa I., zostało wszczęte przez prokuratorów IPN po zawiadomieniu o przestępstwie złożonym przez Stowarzyszenie Związek Młodych Adwokatów i osobę prywatną.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Cyberatak na niemiecki szpital. Placówka nie przyjęła pacjentki, która później zmarła. Jest śledztwo

Niemiecki szpital nie był w stanie przyjąć pacjentki, ponieważ jego system padł ofiarą cyberataku. Kobieta zmarła – w związku z tym niemieccy prokuratorzy wszczęli śledztwo w sprawie zabójstwa pacjentki.

Klinika uniwersytecka w Duesseldorfie została zaatakowana 10 września przez oprogramowanie ransomware, które przeniknęło do jej systemów poprzez usterkę w systemie VPN Citrix. Pacjentki cierpiącej na chorobę zagrażającą życiu nie przyjęto do szpitala w nocy 11 września. Kobieta zmarła po tym, jak wioząca ją karetka została skierowana do oddalonego o 30 kilometrów Wuppertalu.

Jeśli dochodzenie niemieckich śledczych doprowadzi do wniesienia oskarżenia, będzie to pierwszy potwierdzony przypadek, w którym osoba zmarła w bezpośredniej konsekwencji cyberataku. Prokurator Christoph Hebbecker, szef wydziału ds. cyberprzestępczości w Kolonii, powiedział, że wszczął dochodzenie w sprawie zabójstwa w wyniku zaniedbania – podał dziennik „Koelner Stadt-Anzeiger”.

„Ten incydent po raz kolejny pokazuje, jak poważnie należy traktować to niebezpieczeństwo”

Systemy IT szpitala wciąż nie działają prawidłowo i placówka nadal nie jest w stanie przyjmować pacjentów przywiezionych przez karetkę – poinformowano w piątek. Arne Schoenbohm, szef Federalnego Urzędu Bezpieczeństwa Techniki Informatycznej (BSI), powiedział, że wada Citrix była znana od grudnia 2019 roku. Wezwał placówki opieki zdrowotnej do aktualizacji zabezpieczeń.

– Mogę tylko zachęcić, abyście nie ignorowali ani nie odkładali takich ostrzeżeń, ale abyście natychmiast podjęli odpowiednie działania – stwierdził Schoenbohm w oświadczeniu. – Ten incydent po raz kolejny pokazuje, jak poważnie należy traktować to niebezpieczeństwo – dodał.

Ciaran Martin, który w tym miesiącu ustąpił ze stanowiska szefa brytyjskiego Narodowego Centrum ds. Cyberbezpieczeństwa (NCSC), powiedział, że incydent może okazać się pierwszą śmiercią spowodowaną cyberatakiem. – Jeśli zostanie to potwierdzone, ta tragedia byłaby pierwszym znanym mi przypadkiem na całym świecie, w którym śmierć człowieka można w jakikolwiek sposób powiązać z cyberatakiem – powiedział w Londynie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Konin: Policjant oddał śmiertelny strzał. Nie został jeszcze przesłuchany, ale wraca do służby

Prokuratorzy wciąż badają sprawę śmierci 21-letniego Adama z Konina (woj. wielkopolskie). Próbują między innymi ustalić, czy strzał został oddany, kiedy 21-latek stał, czy kiedy przewrócił się na ziemię; czy został postrzelony w pierś czy w plecy. Policjant, który w listopadzie zeszłego roku pociągnął za spust nie został jeszcze przesłuchany, ale właśnie wrócił do służby.

Do zdarzenia doszło w listopadzie ubiegłego roku. 21-letni Adam został trafiony pociskiem z policyjnego pistoletu. Stało się to na jednym z osiedli w Koninie, podczas próby wylegitymowania przez policjanta 21-latka i dwóch 15-latków najstarszy zaczął uciekać. Goniący go funkcjonariusz postrzelił 21-letniego mężczyznę, który zmarł.

Według informacji policji, uciekający nie reagował na wezwania, ale wiadomo też, że policjant miał nie oddać strzału ostrzegawczego, wzywającego do zatrzymania.

Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała na ciele mężczyzny ranę postrzałową na wysokości serca.

Prokuratura Okręgowa w Koninie wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza i nieumyślnego spowodowania śmierci. Sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Łodzi. Zleciła wykonanie licznych ekspertyz. Mowa m.in. o badaniach daktyloskopijnych, biologicznych, fizykochemicznych, mechanoskopijnych oraz badaniach śladów prochu.

Celem jest m.in. ustalenie, czy strzał został oddany, kiedy 21-latek stał, czy kiedy przewrócił się na ziemię; czy został postrzelony w pierś czy w plecy. W związku z tą ostatnią kwestią dwie opinie twierdzą, że strzał padł w pierś, według jednej, że w plecy.

– Wnioski z tych opinii nie są jednoznaczne. Dlatego prokurator przesłuchuje uzupełniająco biegłych i zapoznaje ich w części z opiniami biegłych innych specjalności. Jeżeli prokurator nie ustali na tej podstawie, jaki był rzeczywisty przebieg zdarzenia, to będzie rozważał powołanie niezależnego zespołu biegłych różnych specjalności, żeby opinia była jednolita – powiedział rzecznik prasowy łódzkiej prokuratury Krzysztof Bukowiecki.

Odtwarzając okoliczności śmierci 21-latka śledczy muszą rekonstruować moment zdarzenia, bazując na zebranej wiedzy i ekspertyzach, bo żadna z trzech kamer zainstalowanych w pobliżu nie nagrała kluczowego momentu – w którym policjant pociąga za spust. O tym też informowaliśmy jako pierwsi.

Wrócił do służby

Sprawę śmiertelnego postrzelenia 21-latka badała też policja, w swoim wewnętrznym postępowaniu. Zakończyło się ono wnioskiem, że policjant miał prawo użyć broni w samoobronie. Za funkcjonariuszem murem stanęły związki zawodowe oraz szefostwo policji.

– Na całym świecie policjanci szkoleni są tak, żeby użyć broni w ostateczności. Nie wyobrażamy sobie, żeby w Koninie było inaczej, żeby to było działanie umyślne. W świetle prawa policjant jest niewinny, dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok sądu. Na razie, w ocenie kierownictwa, ten policjant jest niewinny – mówił tuż po zdarzeniu Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji.

Policjant był w złym stanie psychicznym: najpierw trafił do szpitala, a potem przez wiele miesięcy przebywał na zwolnieniu lekarskim. Teraz – jak informuje rzecznik prasowy konińskiej policji mł. asp. Sebastian Wiśniewski – wrócił do służby.

Na razie ma pracować w innej jednostce, niż dotąd.

– Nie możemy podać w której, ponieważ pod jego adresem były kierowane groźby karalne i chodzi o jego bezpieczeństwo w pracy – zaznacza rzecznik komendy w Koninie.

Wracający do pracy funkcjonariusz ma podlegać bezpośrednio komendzie wojewódzkiej w Poznaniu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

CBŚP zlikwidowało laboratorium narkotyków. Polscy gangsterzy przemycili setki kilogramów nielegalnych substancji do Norwegii

Policjanci CBŚP zlikwidowali laboratorium amfetaminy i zatrzymali „chemika”, który mógł wyprodukować nawet 200 litrów płynnego narkotyku. Towar był przemycany do Norwegii, gdzie sprzedażą detaliczną zajmowali się polscy dilerzy. Śląskie „pezety” Prokuratury Krajowej zatrzymali do tej sprawy już 105 osób, którym przedstawiono łącznie 239 zarzutów. A to nie koniec zatrzymań.

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz kieleckiego zarządu CBŚP od blisko dwóch lat prowadzą śledztwo w sprawie narkogangu działającego w Norwegii. Kraju, który coraz silniej podbijają grupy przestępcze z Polski.

Rozpracowywana ekipa, wywodząca się z terenów województw świętokrzyskiego, śląskiego i dolnośląskiego, była dobrze zorganizowana i hermetyczna. Zajmowała się szeroko rozumianą dystrybucją narkotyków na terenie Norwegii. Głównie amfetaminy, marihuany i haszyszu. Dla zmaksymalizowania zysków, gangsterzy nie ograniczali się tylko do przemytu towaru, ale w kilku miastach zorganizowali siatki dilerskie.
W narkotykowe interesy zamieszanych były dziesiątki osób. Gang miał stałych dostawców towaru. Ale kontrolowali także własne uprawy konopi czy laboratoria amfetaminy.

Wyprodukowali amfetaminę wartą miliony

Na trop jednej z takich mafijnych fabryczek natrafili ostatnio funkcjonariusze CBŚP w okolicach Kielc. Zabezpieczyli w niej amfetaminę, prekursory do jej produkcji oraz inne chemikalia. Ujęli także „chemika” gangu z bogatą kartoteką kryminalną i trzech jego pomagierów. Z ustaleń śledczych wynika, że przestępcy mogli wyprodukować co najmniej 200 litrów płynnej amfetaminy, o łącznej wartości ponad 2 mln zł.

Podczas przeszukań innych miejsc, policjanci zabezpieczyli maszynę do cięcia tytoniu, 12 sztuk broni oraz ponad 1 tys. sztuk amunicji.

Prokurator z „pezetów” podejrzanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz pomocnictwa przy produkcji amfetaminy. Chemik odpowie za „wytwarzanie znacznych ilości substancji psychotropowej”.

Po przesłuchaniach, które zaowocowały kolejnymi informacjami na temat działania gangu, śledczy skierowali do sądu wniosek o aresztowanie jednego z zatrzymanych. Wobec jego kompanów zastosowano środki wolnościowe w postaci dozoru policji, zakazu opuszczenia kraju oraz poręczenia majątkowego.

Dotychczas zarzuty w tej sprawie usłyszało już łącznie 105 podejrzanych. Na wniosek prokuratora 76 z nich zostało tymczasowo aresztowanych. Wcześniej w tej sprawie zabezpieczono między innymi 24 kg amfetaminy, 8 kg marihuany, haszysz, mefedron, kokainę i tabletki ecstasy.

Prokuratorzy i „cebesie” nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: TVP.info