Jakub Banaś: „Celem jest mój ojciec i niezależność NIK”

„W tej sprawie nie chodzi o mnie, a o skuteczne pozbycie się przez rządzący PiS mojego ojca ze stanowiska prezesa NIK” – mówi w RMF FM Jakub Banaś. W ten sposób komentuje swoje zatrzymanie i postawienie mu zarzutów przez prokuraturę.

Według Jakuba Banasia jego zatrzymanie to była zaplanowana operacja medialna, której przekaz skierowany był do opozycji. Zwrócił uwagę, że zaraz po zatrzymaniu go na lotnisku w Krakowie, prokuratura wysłała do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu jego ojcu. Rządzącemu PiS-owi – jak twierdzi Jakub Banaś – chodzi przede wszystkim o to, by opozycja za tym wnioskiem zagłosowała.

To jest presja moralna, medialna na posłach opozycji – żeby zagłosowali za ściągnięciem immunitetu prezesowi NIK. Chodziło o to, żeby zrobić show medialne. Nie ja jestem celem. Ja jestem zwykłą osobą, płotką biznesową. Celem jest mój ojciec i Najwyższa Izba Kontroli – mówi Banaś.

Wracając do swej sprawy powiedział dziennikarzowi RMF FM Krzysztofowi Zasadzie, że nie zgadza się z postawionymi zarzutami. Jak twierdzi, dotację na kamienicę wykorzystał zgodnie z przepisami. VART, który miał wyłudzić wpłacił do Urzędu Skarbowego. Teraz zastanawia się, skąd wziąć 200 tys. zł na poręczenie majątkowe dla siebie i swojej żony, która też usłyszała zarzuty.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaniedbania kard. Stanisława Dziwisza ws. pedofilii wśród księży? Nie będzie śledztwa

Krakowski sąd oddalił zażalenie europosła Łukasza Kohuta na odmowę wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza. Polityk zarzucił duchownemu, że ten uczestniczył w procederze ukrywania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich. Decyzja sądu jest prawomocna.

„Sąd uznał, że jako obywatel czy europoseł nie mam interesu prawnego do zaskarżania decyzji prokuratury, bo nie jest osobą bezpośrednio poszkodowaną ani rodziną ofiar – powiedział PAP Łukasz Kohut. Sąd uznał, że dobro, jakim jest prawidłowy przebieg postępowania karnego czy funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości nie jest wystarczające do uznania, że osobie, które złożyła takie zawiadomienie przysługuje prawo do zaskarżenia decyzji odmawiającej wszczęcia śledztwa” – tłumaczył.

Liczyłem, że kard. Dziwisza uda się zaprosić na jakąś świecką spowiedź. Okazuje się, że do tej pory Watykan, wysyłając do Polski kardynała Angelo Bagnasco, zrobił w tej sprawie więcej niż polskie państwo. Polskie organy nie chciały się tym w ogóle zainteresować – ocenił Kohut. Zwrócił też uwagę na błyskawiczne podejmowanie decyzji w tej sprawie i przez prokuraturę i przez sąd.

W styczniu krakowska prokuratura okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza. Według śledczych brak było podstaw do wszczęcia postępowania w związku z ewentualnym niezawiadomieniem – jak wyjaśnił rzecznik krakowskiej PO – w określonym czasie organów ścigania o „ewentualnym przestępstwie popełnionym przez księży, z uwagi na brak obowiązku prawnego zgłaszania o tego typu przestępstwach”. Prokuratura uznała także, że – jak wskazał rzecznik – „przeniesienie księdza do innej parafii nie jest utrudnianiem postępowania w sprawie, czy też ukrywaniem osoby”.

Zawiadomienie złożone przez Kohuta o możliwości popełnienia przestępstw przez kard. Dziwisza wpłynęło do prokuratury 13 listopada 2020 r. Polityk odwoływał się do filmu dokumentalnego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, wyemitowanego 9 listopada w TVN 24. Przedstawiono w nim relacje i rozmowy wskazujące, że kard. Dziwisz uczestniczył w procederze tuszowania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

Europoseł zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przez kardynała przestępstw polegających na utrudnianiu ujawnienia seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych oraz na niezawiadomieniu stosownych organów ścigania. Kohut zarzucił kardynałowi, że ten wiedział o przestępstwach popełnionych przez duchownych i podejmował działania, aby wyciszyć sprawę, np. odpowiadał za przeniesienie sprawcy przestępstwa do innej parafii.

Kard. Dziwisz: Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań

Kard. Stanisław Dziwisz w reakcji na reportaż TVN 24 wydał oświadczenie, w którym zaproponował, żeby oceną działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja. „Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował.

Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów – zaznaczył hierarcha.

Według kardynała Stanisława Dziwisza w filmie postawiono „zniesławiające zarzuty, które mają zniszczyć służbę, pełnioną przeze mnie z pełną pokorą świętemu papieżowi, Janowi Pawłowi II”.

Nigdy, powtarzam – nigdy, nie przyjąłem pieniędzy w zamian za udział w mszach świętych; nigdy – podkreślam, nigdy nie dostałem pieniędzy, by ukrywać czyny czy fakty przeznaczone dla uwagi Ojca Świętego; nigdy i jeszcze raz nigdy nie wspierałem osób niegodnych w zamian za datki wpisane w jakąś perwersyjną logikę wymiany – stwierdził w oświadczeniu dla włoskiej agencji ANSA emerytowany metropolita krakowski. Ponieważ iskry spowodowane przez ten materiał przedostały się poza granice mojej umiłowanej ojczyzny, docierając także do Włoch i do Rzymu, pragnę odrzucić z równą stanowczością i z jeszcze większym oburzeniem złośliwe sugestie i zniesławiające oskarżenia – dodał hierarcha.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczątki dziecka znalezione w walizce w piwnicy domu

05.10.2020 Zielona Gora Ewakuacja przez wojsko zolnierzy i wojsko obrony terytorialnej podopiecznych domu pomocy spoleczej dla kombatantow z powodu ogniska zakazen kronawirusem kronawirus N/z Policja policyjna tasma fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Szczątki ukryte w walizce, znalezione w piwnicy domu w Kamieńcu Ząbkowickim (woj. dolnośląskie), to zwłoki noworodka — wynika z przeprowadzonej w poniedziałek sekcji. Świdnicka prokuratura potwierdziła wcześniejsze przypuszczenia i wszczęła śledztwo w kierunku dzieciobójstwa.

Szczątki, przypuszczalnie należące do noworodka, znalazł mieszkaniec Kamieńca Ząbkowickiego, który sprzątał dom po byłych lokatorach, członkach dalszej rodziny. Zwłoki były w walizce, w piwnicy. O makabrycznym odkryciu w Kamieńcu Ząbkowickim na Dolnym Śląsku informowała reporterka Radia ZET. 

Policja podejrzewała, że szczątki należą do człowieka, jednak zachowywała w sprawie dużą ostrożność, ponieważ zwłoki były w stanie rozkładu. Założono jednak, że należały do noworodka i przekazano je do Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

Są już wyniki sekcji zwłok. W poniedziałek potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. – Prokurator rejonowy w Ząbkowicach Śląskich przekazał mi, że szczątki są na pewno pochodzenia ludzkiego — przekazał Maciej Kroczak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Biegli pobiorą teraz materiały do badań DNA i ewentualnych badań toksykologicznych. Jak dodał prokurator, chodzi o ustalenie, jaki był wiek dziecka i kiedy doszło do zgonu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowy raport ws. pedofilii. Ponad 1/3 sprawców to członek rodziny skrzywdzonego dziecka

Ponad 35 proc. wskazanych sprawców pedofilii to członkowie rodziny skrzywdzonego dziecka; a w niemal 30 proc. spraw podejrzanym była osoba duchowna – wynika z raportu Państwowej Komisji ds. Pedofilii. „Za każdą z tych spraw kryją się bezbronne dzieci” – mówi szef komisji Błażej Kmieciak.

Państwowa Komisja ds. Pedofilii opublikowała w poniedziałek pierwszy raport z wynikami swoich prac. W liczącym ponad 250 stron dokumencie znalazły się m.in. rezultaty badań akt spraw sądowych oraz rekomendacje skierowane do organów państwa.

W raporcie Państwowej Komisji przedstawiliśmy wiele liczbowych danych dotyczących zbadanych spraw oraz zgłoszeń, jakie do nas zostały bezpośrednio skierowane. Za każdą z tych spraw, o czym mamy obowiązek pamiętać, kryją się konkretne osoby, przede wszystkim bezbronne dzieci, które zostały skrzywdzone. Wiele z tych spraw zawsze kojarzyć nam się będzie z obrazami, zdjęciami, nagraniami oraz filmami, jakie były dołączone do akt. Materiały te przerażają, a jednocześnie są czynnikiem, który każe powiedzieć dość, który nakazuje nam byśmy nie przestali walczyć z tak ohydnymi zbrodniami – powiedział PAP Błażej Kmieciak, który jest współautorem raportu.

Z dokumentu wynika, że komisja prowadziła łącznie 349 spraw zgłoszonych do niej i podjętych z własnej inicjatywy. Do prokuratury komisja przekazała 137 zgłoszeń, z których 36 dotyczyło niezawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa pedofilii.

Najmłodsze skrzywdzone dziecko miało rok

W sprawach, którymi zajmowała się komisja, poszkodowanych zostało 188 dziewczynek i 173 chłopców. W pozostałych przypadkach brakowało informacji o płci ofiary. Najmłodsze skrzywdzone dziecko miało zaledwie rok, a najstarsze 16 lat. „W 22 przypadkach poszkodowani to osoby w wieku do 3 lat. W 71 zgłoszonych do Państwowej Komisji sprawach poszkodowani to osoby w wieku od 3 do 10 lat. Pozostali poszkodowani to osoby w wieku od 11 do 15 lat” – czytamy w raporcie.

Według danych komisji zdecydowaną większość potencjalnych sprawców pedofilii stanowią mężczyźni. Na łącznie 292 sprawców wskazano 275 osób płci męskiej, czyli 94 proc. wszystkich zgłoszeń.

Z raportu wynika też, że ponad 64 proc. sprawców były to osoby obce dla poszkodowanych dzieci. Z kolei 12,3 proc. stanowili spokrewnieni, a 23,3 proc. to rodzice. Oznacza to, 35,6 proc. sprawców należało do rodziny skrzywdzonych dzieci.

100 spraw dotyczyło duchownych

Jak podała komisja wśród zgłoszeń dotyczących niespokrewnionych sprawców najwięcej, bo 100 spraw, dotyczyło osób duchownych. Oznacza to, że blisko 30 proc. wszystkich spraw dotyczyło duchownych. 55 z tych zgłoszeń komisja przekazała do prokuratury, w tym 36 ws. niezawiadomienia organów ścigania.

W znacznej części spraw wskazywanym sprawcą była osoba z bliskiego otoczenia dziecka: sąsiad, przyjaciel domu, wychowawca z placówki opiekuńczo-wychowawczej czy internatu, trener w klubie sportowym, nauczyciel, pracownik domu pomocy społecznej czy też partner matki.

Około 25 proc. zgłoszeń związanych było z konfliktem okołorozwodowym. W 99 proc. przypadków osobami zgłaszającymi są matki oskarżające ojców swoich dzieci o stosowanie przemocy seksualnej. Z kolej czyny popełniane w internecie stanowiły 12 proc. zgłoszonych spraw. Kolejne 10 proc. spraw związanych było z niezawiadomieniem właściwego organu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

W raporcie podkreślono, że dzieci wykorzystywane seksualnie muszą mierzyć się z dotkliwymi następstwami czynu. Z analiz komisji wynika, że najczęściej występującymi konsekwencjami psychicznymi u dziecka są: lęk, poczucie winy i depresja. Bezpośrednimi następstwami molestowania u dzieci są tez Zaburzenia snu, wczesne opuszczanie domu, ucieczki i problemy szkolne. Wskazano przy tym na bardzo dotkliwe długotrwałe konsekwencje pedofilii.

Istotną częścią raportu są także rekomendacje, które dotyczą m.in. reform systemowych, proceduralnych i działań profilaktycznych. Komisja zaapelowała przy tym o wprowadzenie zaproponowanych przez nią zmian w prawie karnym. Zarekomendowano też znowelizowanie ustawy o państwowej komisji.

Zalecenia komisji

Komisja zarekomendowała też, nadanie priorytetowego charakteru sprawom karnym dotyczącym pedofilii oraz wprowadzenie instytucji adwokata dziecka. W raporcie zaproponowano też zmiany w prawie prowadzące do niezwłocznego występowania przez prokuratora o ustanowienie kuratora procesowego dla pokrzywdzonego dziecka i obowiązek rozpoznania tego wniosku przez sąd opiekuńczy w ciągu trzech dni.

Komisja chce też obligatoryjnego opiniowania seksuologicznego i psychiatrycznego sprawców wykorzystania seksualnego dzieci oraz orzekania terapii uzależnień u sprawców uzależnionych. Wśród rekomendacji znalazł się też pomysł stworzenia szybkiej ścieżki interwencyjnej, która zapewniałaby priorytetowy dostęp do opieki psychologicznej dla skrzywdzonych dzieci.

Jak poinformowano w raporcie, komisja na podstawie informacji medialnych podjęła 22 sprawy z urzędu. Wśród tych spraw prowadzonych z własnej inicjatywy zdecydowaną większość stanowiły czyny popełnione przez osoby duchowne. Komisja po uzyskaniu zgody pokrzywdzonych wnioskowała też o złożyła udział w postępowaniach na prawach oskarżyciela posiłkowego. Z kolei w 12 spośród 250 monitorowanych spraw komisja dostrzegła nieprawidłowości, które zgłosiła do Prokuratury Krajowej.

W raporcie wskazano też, że komisja skierowała z urzędu dwa zawiadomienia dotyczące zatajenia przez hierarchów kościelnych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez podległych im duchownych. Dwa razy komisja wnioskowała też do prokuratury o wniesienie kasacji.

Publikacja raportu zapowiadana była do kilku tygodni. Dokument został opracowany zgodnie z ustawą w rok po powołaniu członków komisji. Zawiera wyniki ośmiu miesięcy prac zespołu urzędu. Raport dostępny jest na stronie internetowej komisji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

14-latek wykorzystał seksualnie 5-latkę?Dziecko wróciło nagie i zapłakane do domu

18.09.2020 Lipusz Las Radiowoz Fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Nieoficjalne doniesienia mówią, że 14-latek jest podejrzany o zgwałcenie 5-letniej dziewczynki. Śledczy nie potwierdzili tych informacji, tłumacząc to dobrem dziecka. – Zatrzymano nieletniego sprawcę – podała jedynie Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. 

Według nieoficjalnych doniesień dziewczynka wróciła naga i zapłakana do domu. Powiadomiono policję, która rozpoczęła poszukiwania sprawcy. W akcję zaangażowano wielu funkcjonariuszy. Pomagali także mieszkańcy, którzy przekazywali sobie zdjęcie z kamery monitoringu, na którym widać 14-latka.

Jak ustalił Fakt, nastolatka zatrzymał w nocy w Sowinach jeden z mieszkańców, po czym przekazał podejrzanego w ręce policjantów z Żagania. Śledczy nie potwierdzili dotąd, w jakiej sprawie aresztowano 14-latka. – Ze względu na dobro dziecka nie udzielamy w tej sprawie żadnych informacji – powiedział Faktowi sierż. Arkadiusz Szlachetko z biura prasowego żagańskiej policji. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze przekazała jedynie, że zatrzymano nieletniego sprawcę. Sprawą zajmie się sąd dla nieletnich.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Służby przejęły 10 mln nielegalnych papierosów

Służby zabezpieczyły nadany w Chinach ładunek, zawierający 10 mln nielegalnych wyrobów tytoniowych ze znakami znanej zagranicznej marki tytoniowej. Wstępnie oszacowano wartość przejętego towaru na kwotę 7,5 mln zł. „Zastawkę” dla papierosów stanowiły kartony z plecakami. Gdyby ten towar trafił na rynek Skarb Państwa mógł stracić ponad 12 mln zł.

Policjanci Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z pomorską Krajową Administracją Skarbową uzyskali informację, że do Polski może przypłynąć ładunek nielegalnych papierosów. Wymiana informacji i współpraca pomiędzy służbami pozwoliła ustalić kontener zawierający nielegalny towar na terenie portu w Gdańsku. Według dokumentacji przewozowej, nadany w Chinach ładunek, miały stanowić plecaki, które następnie drogą lądową miały trafić na Ukrainę.

Dzięki urządzeniom skanującym KAS, funkcjonariusze potwierdzili swoje podejrzenia i następnie otworzyli kontener. Jak się okazało wewnątrz, za „zastawką” z kartonów zawierających deklarowane w dokumentach plecaki, znajdowały się paczki z papierosami. Po dokładnym sprawdzeniu funkcjonariusze stwierdzili, że w kontenerze było 10 milionów nielegalnych papierosów ze znakami towarowymi znanej zagranicznej marki tytoniowej.

Według szacunków funkcjonariuszy wartość przejętego ładunku to 7,5 miliona złotych. Natomiast gdyby ten towar trafił na rynek Skarb Państwa straciłby ponad 12 milionów złotych.

Dalsze czynności w sprawie prowadzi Pomorski Urząd Celno-Skarbowy w Gdyni wspólnie z Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Śródmieście.
Źródło info i foto: Policja.pl

Borowce: Są wyniki sekcji zwłok ofiar

Jacek Jaworek, poszukiwany za potrójne morderstwo w Borowcach (woj. śląskie), nadal jest na wolności. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zaprezentowała wstępne wyniki sekcji zwłok małżeństwa i ich 17-letniego syna, którzy zginęli od ran postrzałowych.

Jacek Jaworek od prawie tygodnia jest poszukiwany przez policję i prokuraturę. Śledczy podejrzewają go o zabójstwo trzech członków swojej rodziny. W piątek Prokuratura Okręgowa w Częstochowie pokazała wstępne wyniki sekcji zwłok ofiar, przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że wszystkie 3 osoby zginęły w wyniku ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała. Było to łącznie 10 strzałów z broni kalibru 7,65 – powiedział w piątek PAP prokurator Krzysztof Budzik z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Jacek Jaworek poszukiwany. Apel policji

Broni, z której zginęła rodzina, dotychczas nie odnaleziono. 52-letni podejrzany o zabójstwo brata, jego żony i syna Jacek Jaworek wciąż jest poszukiwany. W czwartek policja zwróciła się z prośbą do mieszkańców gminy Dąbrowa Zielona w powiecie częstochowskim oraz innych osób, aby w godzinach 18-6 rano przez kilka kolejnych dni powstrzymali się od przebywania na terenach leśnych w tej miejscowości. Ma to związek z działaniami służb w zakresie poszukiwań Jacka Jaworka oraz użyciem w tym miejscu specjalistycznego sprzętu.

– Specyfika tych czynności wymaga, aby były prowadzone w nocy, nie mogę jednak ujawnić szczegółów – powiedział w piątek młodszy aspirant Kamil Sowiński z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Zabójstwo w Borowcach

W nocy z piątku na sobotę (9-10 lipca) w Borowcach k. Dąbrowy Zielonej w powiecie częstochowskim wezwani do awantury domowej policjanci w domu jednorodzinnym znaleźli zwłoki małżeństwa 44-latków i ich 17-letniego syna z ranami postrzałowymi. Uratował się drugi, 13-letni syn zamordowanego małżeństwa, który schronił się u rodziny. Sprawca zbrodni uciekł.

Od wtorku Jaworek poszukiwany jest listem gończym. Prokurator zdecydował o zaocznym przedstawieniu mu zarzutów potrójnego zabójstwa, co stało się podstawą wniosku o aresztowanie, zaakceptowanego we wtorek przez sąd.

Wiadomo, że Jacek Jaworek w ostatnim czasie mieszkał u brata po tym, jak opuścił zakład karny, gdzie odbywał dwumiesięczną karę zastępczą w związku z niepłaceniem alimentów. Mężczyzna nie miał zezwolenia na posiadanie broni.

Policja zaznacza, że w przypadku napotkania tego mężczyzny należy zachować daleko idącą ostrożność – nie podejmować samodzielnie żadnych działań oraz powiadomić policję. Informacje o poszukiwanym mają policjanci z całego kraju oraz Straż Graniczna. Policyjne czynności nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Częstochowie, która przejęła sprawę od śledczych z Myszkowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Pijany sędzia z Wrocławia prowadził auto

Badania laboratoryjne krwi potwierdziły, że sędzia z Wrocławia był pijany, gdy w poprzednią sobotę prowadził auto. Mając 2,2 promila alkoholu w organizmie jechał drogą wojewódzką na Opolszczyźnie. Od tygodnia jest odsunięty od orzekania w sądzie. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu prok. Stanisław Bar powiedział w poniedziałek, że wyniki badań krwi pobranej od sędziego po jego zatrzymaniu potwierdziły, że w organizmie miał 2,2 promila alkoholu.

– Następnym krokiem prokuratury będzie teraz złożenie wniosku do sądu dyscyplinarnego o zgodę na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej – powiedział prokurator.

Rzecznik Sądu Okręgowego we Wrocławiu sędzia Sylwia Jastrzemska powiedziała w poniedziałek, że sędzia decyzją prezesa już od poprzedniej niedzieli jest odsunięty od orzekania w sądzie.

– Gdy tylko dotarła informacja, że został zatrzymany, został odsunięty. Formalnie jest to przerwa w orzekaniu. Gdy wpłynie wniosek prokuratury, sąd dyscyplinarny będzie mógł go zawiesić, a następnie uchylić immunitet, by możliwe było postawienie zarzutów – powiedziała sędzia.

„Był arogancki”

Policję w poprzednią sobotę rano zaalarmowali uczestnicy ruchu drogowego, którzy jechali drogą wojewódzką nr 401 na Opolszczyźnie.

– Przekazali, że kierowca z trudem utrzymuje prosty kierunek jazdy. W miejscowościach najeżdża na krawężniki, zjeżdża na lewy pas jezdni. W okolicy miejscowości Kolnica pojazd został zatrzymany do kontroli. Policjanci wyczuli od kierowcy woń alkoholu. Kierowca był arogancki, nie wykonywał poleceń i nie chciał się poddać badaniu alkomatem. Użyto wobec niego środków przymusu bezpośredniego – powiedział wówczas prokurator Bar. Dziennikarze brzeg24.pl poinformowali, że pijany kierowca miał problemy z utrzymaniem równowagi.

Bar dodał, że kierowca został przewieziony do placówki medycznej, w której pobrano mu próbki krwi, dzięki którym będzie można sprawdzić stan trzeźwości. Dopiero w trakcie spisywania protokołu na komendzie policji mężczyzna poinformował, że jest sędzią Sądu Okręgowego we Wrocławiu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelce Krajeńskie: Patostreamer rzucał szczeniakiem i groził internautom. Jest akt oskarżenia

Prokuratura Rejonowa w Strzelcach Krajeńskich zakończyła śledztwo przeciwko Tomaszowi K. Mężczyzna znęcał się nad swoim dwutygodniowym psem podczas internetowej wideorelacji na żywo. Do sądu został skierowany akt oskarżenia, w którym prokuratura zarzuca mu popełnienie przestępstwa z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt. W marcu na łamach polsatnews.pl informowaliśmy o tym, że mężczyzna z okolic Gorzowa Wielkopolskiego znęcał się nad szczeniakiem podczas videorelacji na żywo. Wymachiwał i rzucał o ziemię przestraszonym zwierzęciem.

Podczas transmisji mężczyzna pił alkohol, podnosił dwutygodniowego szczeniaka za kark, szarpał nim i rzucał o podłogę. Pies piszczał i próbował wyrwać się z rąk dręczyciela.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mariusz B. z ostatecznym wyrokiem dożywocie za zabójstwo czterech osób

To już pewne, że skazany za cztery zabójstwa Mariusz B. resztę życia spędzi w więzieniu. Mężczyzna w ciągu niespełna dwóch lat zabił kolejno: męża swojej kochanki, ich wspólną córkę, partnera kochanki do tańca oraz znajomego księdza. Sąd Najwyższy odrzucił kasację obrońców, nie dając wiary zarzutom o wymuszeniu początkowych zeznań sprawcy.

Sprawa Mariusza B. ciągnęła się od kwietnia 2006 roku i była jednym z bezprecedensowych procesów ostatnich lat. Dowody były wyłącznie poszlakowe – między innymi ślady zapachowe, dane z logowania do sieci telefonów komórkowych. Wiadomo było, że są cztery osoby, po których zaginął ślad. Do dziś nie odnaleziono ich ciał. Prokuratura od początku była pewna, że oskarżony je udusił. Tę wersję potwierdził w 2017 roku warszawski sąd okręgowy, a rok później podtrzymał sąd apelacyjny.

Mariusz B. oskarżony był o zabójstwo:

– Zbigniewa D., męża swojej kochanki Małgorzaty (zginął w kwietniu 2006 roku),
– Aleksandry D. – córki Zbigniewa i Małgorzaty (zginęła w tym samym czasie, co ojciec),
– Henryka S. – partnera Małgorzaty do tańca (zabity w marcu 2007 roku),
– Piotra S. – znajomego księdza, który miał molestować go w dzieciństwie (zamordowany w grudniu 2008 roku).

Decyzja Sądu Najwyższego oznacza, że wyrok dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach jest nadal w mocy. W tej sprawie na karę sześciu lat więzienia został również skazany Krzysztof R., oskarżony między innymi o pomoc B.

„Przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw”

Obrońcy oskarżonych w skardze kasacyjnej wskazywali, że zeznania obu mężczyzn, gdy w 2009 roku mieli jeszcze status podejrzanych, zostały wymuszone. – W tej sprawie była podnoszona kwestia stosowania tortur wobec skazanych (…). Trzeba powiedzieć, że sąd odwoławczy w sposób rzetelny wywiązał się ze swych obowiązków i rozważył ten zarzut obrońców – mówił w uzasadnieniu orzeczenia SN sędzia Antoni Bojańczyk.

Jak dodał, kwestia rzekomego wymuszenia wyjaśnień była dokładnie analizowana przez sądy. – To były niewątpliwie najistotniejsze zarzuty obrony, bo gdyby nie te kluczowe dowody w postaci depozycji, które składali skazani, w których B. przyznał się do popełnienia wszystkich czterech zabójstw, to dowodzenie w tej sprawie byłoby znacznie utrudnione – zaznaczył sędzia.

– Gdyby funkcjonariusze wymuszali określoną treść wyjaśnień, to niewątpliwie te wyjaśnienia byłyby znacznie bardziej spójne i nie zawierałyby luk – wskazał sędzia Bojańczyk. Dodał, że przesłuchania były rejestrowane na kasecie VHS, a nagranie poddano następnie „dokładnej analizie”. Obrażeń nie potwierdziły też badania lekarskie zatrzymanych.

Sędzia zaznaczył także, że „teza o stosowaniu tortur jest o tyle fałszywa i nieuprawniona, że ten wątek pojawia się dopiero na późniejszym etapie postępowania i dopiero wtedy obaj skazani z niemal fotograficzną dokładnością przypominają sobie okoliczności”. – Wcześniej o tym nie mówili – wskazał.

Trójkąt, negatywne emocje i psychopatyczna osobowość

Mariusz B. poznał małżeństwo Małgorzatę i Zbigniewa D. w parafii, w której służył jako ministrant i jeszcze jako nastolatek zamieszkał z nimi pod jednym dachem. Sądy ustaliły, że „doszło do swoistego trójkąta”, co spowodowało, że kobieta odeszła od męża, zamieszkała z B. i urodziła mu córkę.

W kwietniu 2006 r. Mariusz B. uprowadził Zbigniewa D. i zmusił go do podpisania wartej dwa miliony złotych polisy ubezpieczeniowej na rzecz żony. Kilka dni później miał ponownie uprowadzić D. i jego 18-letnią córkę Aleksandrę, których udusił na działce w okolicach Pułtuska. Motywem zbrodni miało być „skumulowanie się negatywnych emocji B. wobec patologicznego układu” między nim a małżeństwem D. Aleksandra mogła paść ofiarą mordu, bo weszła w konflikt z matką.

Po roku B. miał uprowadzić 55-letniego Henryka S., z którym Małgorzata D. tańczyła tango w klubie tańca. Zazdrość oraz sprawy finansowe były, według sądu, powodem zbrodni. Mariusz B. chciał go zmusić do podania numerów PIN kart bankomatowych i wyłudzić od jego rodziny 50 tysięcy złotych.

Zabójstwo księdza Piotra S. nastąpiło zaś z motywacji „odwetu za wykorzystanie seksualne”. Duchowny zginął w 2008 r. w okolicach Pułtuska. Znaleziono po nim tylko pusty samochód.

„Rozsmakował się w tym, co robi”

Biegli psychologowie stwierdzili u B. osobowość psychopatyczną, tendencję do kłamania, niskie poczucie winy i skłonność do narzucania innym swej woli. Według biegłych B. cechuje „ponadprzeciętna inteligencja”.

– Oskarżony jest osobą o słabej empatii. Ma skłonność do manipulowania otoczeniem, cechuje oskarżonego brak poczucia winy i skłonność do pasożytniczego trybu życia. Narcyzm i egozim – mówił tuż po ogłoszeniu wyroku w 2017 roku sędzia Igor Tuleya. – Pan oskarżony jest osobą gotową przekraczać normy społeczne i moralne celem uzyskania własnych korzyści. Dokonanie czterech zabójstw z pełną świadomością i premedytacją, stanowi, że mamy do czynienia z osobą, która całkowicie lekceważy nie tylko obowiązujący porządek prawny, ale również nie dostrzega w ludzkim życiu żadnych wartości – podkreślał sędzia. – Żadne z zabójstw nie może być w jakikolwiek sposób usprawiedliwione. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Nic nie wskazuje na to, żeby oskarżony miał wyrzuty sumienia. Nie wykazał żadnej empatii, nie wykazał żadnej skruchy.

W niektórych momentach sędzia zwracał się wprost do oskarżonego. – Fakty wskazują, że zabójstw dokonuje pan z pewną regularnością. Od kwietnia 2006 roku do grudnia 2008 roku oskarżony pozbawił życia cztery osoby. I może jest to lekką przesadą, ale nasuwa się wrażenie, jakoby pan oskarżony rozsmakował się w tym, co robi – stwierdził sędzia Tuleya.

Długa historia sądowa

Proces miał długą historię. Mariusz B. był już w 2014 r. w związku z tą sprawą skazany na dożywocie przez Sąd Okręgowy w Warszawie, ale tamten wyrok został uchylony i przekazany do ponownego rozpoznania. W pierwszym procesie doszło do naruszenia prawa do obrony, bo obaj oskarżeni korzystali z jednego obrońcy w sytuacji konfliktu między nimi: R. w śledztwie obciążał B.

Sąd Najwyższy rozpatrywanie tej sprawy rozpoczął kilka miesięcy temu. Pierwotnie orzeczenie miało zostać ogłoszone na początku marca tego roku, wówczas jednak SN zdecydował o ponownym otwarciu przewodu kasacyjnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl