Śmiertelne potrącenie 4-latka w Gorzowie Wielkopolskim. Wzruszająca prośba rodziny

Pogrzeb 4-letniego Piotrusia odbędzie się w sobotę. Chłopiec został śmiertelnie potrącony przez pirata drogowego w Gorzowie Wielkopolskim. Rodzina skierowała wzruszającą prośbę do osób, które chcą pożegnać czterolatka. Śmierć chłopca wstrząsnęła mieszkańcami. W miejscu wypadku zapalali znicze i zostawiali maskotki, aby upamiętnić Piotrusia.

Pogrzeb 4-letniego Piotrusia odbędzie się 16 października o godz. 14 na cmentarzu przy ul. Żwirowej w Gorzowie – podał serwis gorzowianin.com. Przekazano również prośbę rodziny skierowaną do osób, które przyjdą pożegnać tragicznie zmarłego chłopca. „Rodzina chłopca prosi, aby osoby, które chcą i będą uczestniczyć w ostatniej drodze tragicznie zmarłego Piotrusia, przyniosły białe balony wypełnione helem, które zostaną następnie wypuszczone w niebo” – czytamy w poście zamieszczonym na stronie serwisu w mediach społecznościowych.

W sprawie wypadku toczy się śledztwo. Kierowca uciekł z miejsca zdarzenia, ale policja już następnego dnia aresztowała podejrzanego. To 38-letni mężczyzna. Został ujęty w jednym z gorzowskich hoteli. Mężczyzna nie stawiał oporu, został przewieziony na komisariat.

38-letni kierowca z zarzutami

We wtorek śledczy przesłuchali 38-latka w prokuraturze. Postawili mu zarzuty. Mężczyzna odpowie za spowodowanie śmiertelnego wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia.

– W czasie przesłuchania mężczyzna przyznał się do tego zarzutu i złożył wyjaśnienia. Podejrzanemu grozi od dwóch do 12 lat więzienia. To jest ta zaostrzona forma, ze względu na ucieczkę z miejsca zdarzenia – przekazał w rozmowie z TVN24 Łukasz Gospodarek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Sąd zdecydował o tymczasowym trzymiesięcznym areszcie dla podejrzanego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Andrzej Poczobut nie zwróci się do Łukaszenki o ułaskawienie

Polski działacz i dziennikarz Andrzej Poczobut poinformował, że nie zamierza zwracać się z prośbą do prezydenta Białorusi o ułaskawienie. W liście do znajomego napisał, że taka prośba byłaby niemoralna.

W liście, którego fragmenty cytuje rozgłośnia Radio Swaboda Andrzej Poczobut napisał, że „żadne akty łaski nie są mu potrzebne, nie będzie prosić o ułaskawienie nawet wtedy gdy zostanie o to poproszony”. Zaznaczył, że w takiej sprawie jak jego pisanie próśb o ułaskawienie „byłoby rzeczą niemoralną i niegodną pamięci bohaterów Armii Krajowej”. Dodał, że wie doskonale, że czekają go łagry i więzienie ale – jak podkreśla – „tym czyją godność i honor broni było znacznie trudniej i ich przykład daje mu natchnienie”. Poinformował, że nikomu nie dawał i nie daje upoważnienia, aby w jego imieniu zwracać się do Alaksandra Łukaszenki o ułaskawienie.

Z listów Andrzeja Poczobuta do żony wynika, że 27 maja zabrano go do Komitetu Śledczego, gdzie otrzymał propozycję, na którą się nie zgodził. Zdaniem jego żony zaproponowano mu wyjście z aresztu pod warunkiem, że opuści Białoruś.

W tym tygodniu mija pół roku od czasu aresztowania Andrzeja Poczobuta i Andżeliki Borys. Liderom Związku Polaków białoruskie służy zarzucają rozpalanie waśni na tle narodowościowym w związku z upamiętnianiem żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja nie uznaje żądania Strasburga w sprawie Aleksieja Nawalnego

Żądanie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, by uwolnić opozycjonistę Aleksieja Nawalnego jest nieuzasadnione – oznajmił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. W areszcie pozostanie także brat Nawalnego, ponieważ sąd w Moskwie nie zgodził się na jego uwolnienie.

Trybunał w Strasburgu zażądał w środę uwolnienia Aleksieja Nawalnego z aresztu śledczego przynajmniej na ten czas, który jest potrzebny Trybunałowi na rozpatrzenie skargi polityka na decyzję sądu w Rosji. Trybunał powołał się na punkt w swoim regulaminie, który daje mu prawo żądania od stron postępowania podjęcia tymczasowych działań niezbędnych do odpowiedniego rozpatrzenia skargi. W szczególności Trybunał może tego zażądać, jeśli uznaje, że istnieje zagrożenie dla życia lub zdrowia osoby, która składa skargę.

Dmitrij Pieskow powiedział w czwartek dziennikarzom, że decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest „nieuzasadniona”. – Jest poważną próbą ingerencji w rosyjskie, wewnętrzne sprawy sądowe, co z naszego punktu widzenia jest niedopuszczalne – ogłosił. Rzecznik Kremla zapewnił, że władze Rosji „nie dążą do żadnej konfrontacji”. Powołał się jednak na oświadczenie ministerstwa sprawiedliwości Rosji, które uznało decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka za nieuzasadnioną. – Nasz stosunek do tej decyzji przekazał wczoraj minister sprawiedliwości Konstantin Czujczenko – powiedział Pieskow.

Wcześniej znany reżyser Nikita Michałkow zaproponował, by osoby wzywające do sankcji wobec Rosji pozbawiać obywatelstwa kraju. Tymczasem konstytucja Rosji głosi, że obywatel nie może zostać ani pozbawiony obywatelstwa, ani też nie można mu zabronić zmiany obywatelstwa. Jedyna taka możliwość istnieje w przypadku, gdy ktoś uzyskał obywatelstwo Rosji na podstawie fałszywych dokumentów.

Pozbawianie obywatelstwa stosowano w ZSRR. Istniejące wówczas przepisy przewidywały możliwość odebrania obywatelstwa za działania „kalające zaszczytną godność obywatela ZSRR i szkodzące prestiżowi bądź bezpieczeństwu narodowemu”.

Brat Nawalnego pozostanie w areszcie

Moskiewski Sąd Miejski podtrzymał tymczasem w czwartek decyzję sądu niższej instancji o areszcie domowym dla Olega Nawalnego, brata Aleksieja Nawalnego. Pozostanie on w areszcie domowym do 23 marca, po czym sąd może jeszcze przedłużyć ten termin.

Oleg Nawalny jest objęty aresztem domowym od końca stycznia. Ma status podejrzanego w sprawie karnej o złamanie norm sanitarnych obowiązujących w czasie pandemii COVID-19. Prawo przewiduje za to karę do dwóch lat pozbawienia wolności.

Samą sprawę karną władze wszczęły po protestach w Moskwie w obronie Aleksieja Nawalnego, które odbyły się 23 stycznia i zakończyły masowymi zatrzymaniami. Decyzja w sprawie Olega Nawalnego zapadła na dwa dni przed posiedzeniem sądu w sprawie samego opozycjonisty. Moskiewski Sąd Miejski rozpatrzy w sobotę apelację Nawalnego od decyzji sądu niższej instancji o osadzeniu go w kolonii karnej na dwa lata i osiem miesięcy.

2 lutego sąd w Moskwie zgodził się na prośbę służb więziennych o „odwieszenie” wyroku pozbawienia wolności, wydanego w zawieszeniu w 2014 roku. Aleksiej Nawalny został wówczas skazany za rzekome malwersacje finansowe. Opozycjonista, którego w sierpniu 2020 roku próbowano otruć bojowym środkiem chemicznym, został zatrzymany przed miesiącem w Moskwie, po powrocie do Rosji z Niemiec. Został aresztowany i osadzony w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Coraz bliżej wyjaśnienia sprawy Magdaleny Żuk?

Niemal natychmiast po pojawieniu się informacji o śmierci 25-letniej Magdy w Egipskim kurorcie, rodzina dziewczyny poprosiła o zaangażowanie się w sprawę Krzysztofa Rutkowskiego. Szef agencji detektywistycznej zwrócił się z prośbą do Polek, które miały kiedykolwiek kontakt z Mahmoudem K., by podzieliły się informacjami na jego temat. Odezwało się kilka kobiet.

Krzysztof Rutkowski w wielu medialnych wypowiedziach sugerował, że w całym nieszczęśliwym zdarzeniu najbardziej podejrzaną postacią jest osoba rezydenta Rainbow Tours. Ponadto podejrzewał, że Magdalena Żuk mogła nie być jedyną Polką, która znalazła się w złej sytuacji podczas pobytu w Hurghadzie.

– Zwracam się z pilnym apelem do wszystkich Polek wypoczywających do tej pory w Hurghadzie i okolicach, które mogły stać się ofiarami użycia tego typu środków odurzających, o natychmiastowy kontakt z naszym biurem. Nasz telefon alarmowy +48 600 007 007 jest czynny całą dobę – zaapelował detektyw.

Po opublikowaniu prośby na portalu społecznościowym, w komentarzach pojawiło się wiele negatywnych wpisów na temat wycieczek do Egiptu, jak i wcześniej wspomnianego rezydenta Mahmouda K.

”Ok 4 lat temu pojechalismy z mężem do Egiptu. Oczywiście ja jako blondynka szybko zorientowałam się ze wzbudzam zainteresowanie u ” tubylców”. Jednego wieczoru mąż źle się poczuł i po kolacji został w pokoju ja poszłam do baru gdzie znaliśmy się już ze wszystkimi barmanami. Zwłaszcza jeden był ” naszym przyjacielem i przewodnikiem” po starym mieście. I własnie tego wieczoru po może drugim drinki nagle poczułam się bardzo źle tzn czułam że zaraz zemdleje. Ponieważ jestem silną osobą postanowiłam że pójdę do toalety żeby nie upaść przy barze. W toalecie doszłam troszkę do siebie. Jakoś zabrałam wtedy ze sobą tel i mąż chyba wiedziony przeczuciem zszedł do baru kiedy mnie nie znalazł zadzwonił gdzie jestem mowie mu ze nagle zrobiło mi się słabo i jestem w toalecie ale nie mam siły wyjść. Przyszedł po mnie a ja kazałam od razu się zaprowadzić do pokoju. Nie mam pewności czy to były środki odurzające ale mogę gdybać ze barmani mieli plan” – napisała internautka.

”Ja znam tego typa. Byłam rok temu na wakacjach w mars alam z chłopakiem i jego rodziną. W popołudniowy czasie wyszłam sama do ośrodka, gdzie wyłącznie było wifi żeby połaczyć się z najbliższymi. Kiedy siedziałam przy stoliku podszedł do mnie mówiąc po polsku, udawał grzecznego i duzo mnie wypytywał skąd jestem i z kim jestem. Zapewne „mydlenie oczu”. Jednak zorientowałam się ze jest tak przesadnie miły wróciłam do pokoju rezygnując z dalszego czatowania z rodziną. Nie widziałam go już później. On znalazł mnie na fb, kiedy nie przyjęłam go do znajomych dostałam wiadomości od niego z moimi zdjęciami z tego dnia kiedy siedziałam z nim przy stoliku. Przerażona już w Polsce zablokowałam go po tych wiadomościach” – dodała kolejna kobieta.

Śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk pod kątem zabójstwa prowadzi Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Detektyw Rutkowski poinformował, że w przyszłym tygodniu wybiera się do Egiptu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąd najwyższy w Kalifronii nieprzychylny Romanowi Polańskiemu

Sędzia Sądu Najwyższego w stanie Kalifornia Scott M. Gordon nie przychylił się do prośby Romana Polańskiego o zakończenie sprawy sprzed 40 lat. Przypominamy, że dotyczyła ona gwałtu na nieletniej – poinformował RMF FM. Sędzia oświadczył, że Polański nie może ubiegać się o umorzenie sprawy uchylając się przed sądem. Sędzia równocześnie nie określił, jakie mogą być podjęte przeciwko Polańskiemu, gdyby reżyser jednak pojawił się w Stanach.

Polański jest oskarżony o to, że w 1977 r. podał środki usypiające i alkohol 13-letniej wówczas Samancie Gailey (obecnie Geimer) i uprawiał z nią seks w domu aktora Jacka Nicholsona. Wedle prawa w Kalifornii, w której to wszystko miało miejsce, seks z nieletnią traktowany jest jako gwałt.

Podczas procesu reżyser przyznał się do uprawiana seksu z poszkodowaną, gdy w ramach nieformalnej ugody prokuratura obiecała mu rezygnację z innych zarzutów. Polański spędził 42 dni w więzieniu, spędził w więzieniu 42 dni, po warunkowym zwolnieniu opuścił teren USA, obawiając się, że sędzie nie dotrzyma ugody.

Polański wielokrotnie usiłował doprowadzić do zakończenia procesu nie pojawiając się w sądzie, jednak nie odniósł sukcesu.
Źródło info i foto: telewizjarepublika.pl

Oszuści wciąż aktywni. Najbardziej zagrożone są osoby starsze

Tajemnicze telefony od osób podających się za krewnych czy policjantów do ludzi starszych z prośbą o pożyczenie pieniędzy, to już klasyczna metoda wyłudzeń stosowana przez oszustów. Wprawdzie wielu seniorów nie daje się oszukać, jednak problem wciąż dotyczy znacznej ich części. Zbliżają się dni Babci i Dziadka. Warto przy okazji spotkań w gronie rodziny poruszyć ten temat i ostrzec najbliższych, jak mogą uchronić się przed oszustami.

„Babciu poznajesz mnie?” W tym miejscu nieświadoma babcia podaje imię myśląc, że rozmawia z wnukiem czy inną znajomą osobą z rodziny. Oszust będący po drugiej stronie słuchawki potwierdza i opowiada ckliwą historyjkę o tym, że pilnie potrzebuje pieniędzy, bo musi spłacić dług lub coś pilnie kupić. Kiedy oszustowi udaje się nakłonić seniora do udzielenia pożyczki informuje, że nie będzie mógł osobiście odebrać pieniędzy – odbierze ją jakaś inna osoba. Ta odbierając pieniądze przekazuje babci czy dziadkowi telefon komórkowy, umożliwiając w ten sposób ponowną rozmowę z rzekomym wnuczkiem. Ma to dodatkowo uwiarygodnić konieczność przekazania pieniędzy. Zdenerwowani chcąc pomóc, oddają oszczędności zgromadzone w domu lub wypłacają je z banku.

Inny przykład: zaczyna się podobnie, ponownie jest to telefon od krewnego z prośbą o szybką pomoc finansową z powodu np. nagłej choroby czy jakiegoś wypadku. Rozmówca informuje, że ważne jest szybkie działanie, a jeśli senior nie ma gotówki w domu, to może ją wypłacić z banku, a nawet zaciągnąć kredyt. Po zakończeniu rozmowy telefon dzwoni raz jeszcze. Tym razem dzwoniący podaje się za funkcjonariusza Policji lub Centralnego Biura Śledczego. Informuje, że senior mógł stać się właśnie ofiarą wyłudzenia, ale na szczęście policja obserwuje oszusta i może zatrzymać go na gorącym uczynku. „Funkcjonariusz” przekonuje, że potrzebna będzie wzajemna współpraca. Chodzi o przekazanie pieniędzy, które zostaną wykorzystane do przygotowania fikcyjnej prowokacji. Dodatkowo zapewnia, że po całej akcji pieniądze zostaną zwrócone. Niestety część seniorów będąc przekonana, że pomaga Policji przekazuje pieniądze oszustom.

– Oszustwa metodą „na wnuczka” czy „na policjanta CBŚ” są nam znane. Ścigamy i zatrzymujemy osoby zajmujące się tym procederem. Ważna jest jednak profilaktyka i zapobieganie. Od kilku lat bardzo dużo mówimy o tym problemie, przygotowujemy spoty telewizyjne, zamieszczamy informacje w Internecie, spotykamy się z osobami starszymi w trakcie debat społecznych, w klubach seniorów, radach osiedli czy podczas codziennej służby (np. dzielnicowi w trakcie obchodu rejonu). Mówimy też o tym ludziom młodym, tym prawdziwym wnukom, aby rozmawiali z seniorami. Współpracujemy z wszelkimi możliwymi podmiotami: prasa, radio, telewizja, ośrodki pomocy społecznej, banki, spółdzielnie mieszkaniowe, a także z kościołem. Pojawiamy się wszędzie tam, gdzie możemy ostrzec przed tego rodzaju oszustwami – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Policji.

To tylko dwa przykłady wyłudzeń metodą „na wnuczka” lub „na policjanta CBŚ”. Ale przestępcy nie próżnują i szukają innych, coraz to nowszych sposobów na zdobycie pieniędzy. Jak nie paść ofiarą oszustwa i co powinno budzić niepokój?

Przede wszystkim należy przyjąć prostą zasadę: nigdy nie wolno przekazywać pieniędzy osobom obcym! Nie ma znaczenia za kogo się podają. Nawet jeśli pokażą policyjną legitymację! Policja nigdy nie prosi obywateli o pieniądze! Nawet podpisanie jakiegoś pokwitowania na niewiele się zda. Oszuści są na to przygotowani i posługują się fałszywymi danymi.

Druga zasada to należy weryfikować informacje. Po zakończeniu rozmowy należy samemu skontaktować się z wnukiem, z kuzynem i zapytać o co chodzi. O sprawie powiadomić policję, przy czym należy najpierw rozłączyć połączenie, a następnie samemu zadzwonić pod nr 997 lub 112. Oszuści stosują tutaj pewien trick. Proszą seniora żeby się nie rozłączał i wybrał na klawiaturze telefonu nr policji, a następnie oddają słuchawkę swojemu kompanowi. Senior jest przekonany, że zadzwonił na policję, gdy tymczasem połączenie nie zostało przerwane i druga odzywająca się w słuchawce osoba to wspólnik przestępcy.

Trzecia rzecz, która pozwoli uniknąć kłopotów, to niewpuszczanie do mieszkania osób obcych. Wszelkie niespodziewane wizyty administratorów, hydraulików, gazowników, pracowników socjalnych i innych da się samemu zweryfikować dzwoniąc do konkretnej instytucji. Dobrze jest przyjąć zasadę, by w trakcie wszelkich takich kontroli technicznych itp., mieć wsparcie kogoś młodszego: syna, córki, zięcia, wnuka. Poza sytuacjami nagłymi jak np. woda kapiąca z sufitu, wszelkie kontrole i przeglądy mogą poczekać. Można umówić się na inny termin, w którym senior nie będzie sam.

– Dzięki nagłaśnianiu przypadków wyłudzeń w mediach osoby starsze są coraz bardziej świadome ewentualnych zagrożeń. Dodatkowo współpraca banków z policją i szkolenia pracowników sprawiają, że udaje im się kilkanaście razy w roku udaremnić takie oszustwa. Warto jednak pamiętać, że w takich przypadkach zawsze potrzebna jest współpraca pomiędzy klientem a doradcą – nie bójmy się mówić o swoich wątpliwościach i bądźmy wyrozumiali, gdy pracownik dopytuje o cel pożyczki czy powód nagłej wypłaty dużej sumy pieniędzy. Wynika to najczęściej z chęci sprawdzenia, czy klient nie padł właśnie ofiarą przestępców – mówi Monika Poncyliusz, rzecznik klienta w PKO Banku Polskim.

Jak nie dać się oszukać ”fałszywemu” wnuczkowi czy policjantowi?

po odebraniu telefonu nie należy wpadać w panikę, spróbować opanować emocje i nie działać pod presją czasu,
zapiszmy dane telefonującej osoby (przynajmniej imię i nazwisko) i zapytajmy kim dzwoniący jest dla naszego krewnego,
po zakończeniu rozmowy najlepiej zadzwonić do kogoś bliskiego i koniecznie opowiedzieć o całym zdarzeniu,
w żadnym wypadku nie przekazujmy pieniędzy nieznajomemu ani nie róbmy przelewu na jego konto,
nigdy nie bierzmy kredytu pod wpływem nacisku osób trzecich.

W przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy jak najszybciej powiadomić Policję telefonując pod numer 997 lub 112.
Żródło info i foto: Policja.pl

Sprawcy zamachów z Paryża i Brukseli byli w Budapeszcie. Tam zbierali fundusze

Kilku sprawców ubiegłorocznych zamachów w Paryżu oraz tegorocznego w Brukseli przebywało przez pewien czas w Budapeszcie. Doradca premiera Węgier ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Gyoergy Bakondi potwierdził w telewizji M1 podaną przez dziennik „Magyar Idoek” informację.

Niektórzy zamachowcy z Paryża i Brukseli przebywali na Węgrzech przez dłuższy lub krótszy czas, a jedyny żyjący członek grupy dżihadystów, którzy dokonali zamachów w Paryżu, Salah Abdeslam był w węgierskiej stolicy aż trzykrotnie.

Jak poinformował Bakondi, władze węgierskie na podstawie prośby o udzielenie pomocy prawnej wspólnie z władzami Francji i Belgii prowadziły w tej sprawie śledztwo i stwierdziły, iż około 10 terrorystów spędziło kilka dni na fałszywych paszportach w Budapeszcie, gdzie zebrali fundusze, po czym ruszyli na Zachód.

Bakondi przypomniał, że w ubiegłym roku przez Węgry przetoczyła się fala imigrantów, co wykorzystali ludzie o złych intencjach.

Podkreślił, że Salah Abdeslam przyjechał samochodem z belgijskimi dokumentami od strony Austrii, gdzie nie ma kontroli granicznej, a jego dokumenty były umiejętnie podrobione, przez co pracownicy węgierskiego hotelu, w którym się zatrzymał, nie wykryli, iż są fałszywe.

Bakondi dodał, że francuscy i belgijscy śledczy nadal pracują na Węgrzech nad uściśleniem informacji dotyczących terrorystów.

Doradca premiera nawiązał też do sobotniego zamachu w Budapeszcie, w którym dwoje policjantów zostało ciężko rannych. Zapewnił, że policja uczyni wszystko, by wyjaśnić okoliczności tego przestępstwa i schwytać sprawców.

W rezultacie serii ataków przeprowadzonych 13 listopada w różnych częściach Paryża zginęło 130 osób, a ok. 350 zostało rannych. 22 marca doszło zaś w Brukseli do dwóch zamachów, w wyniku których zginęły 32 osoby. Do zamachów przyznało się Państwo Islamskie (IS).
Żródło info i foto: RMF24.pl

Attache wojskowy ambasady Turcji zatrzymany w Arabii Saudyjskej

Attache wojskowy ambasady Turcji w Kuwejcie Mikail Gullu został w niedzielę wieczorem – na prośbę Ankary – zatrzymany przez władze Arabii Saudyjskiej. Miało to miejsce na lotnisku w mieście Dammam, we wschodniej części kraju – poinformowała w poniedziałek telewizja Al-Arabiya. Powołując się na wypowiedź przedstawiciela tureckich władz dla dziennika „Financial Times”, Al-Arabiya podała, że dyplomata był w drodze do Amsterdamu.

Król gratuluje

Również w niedzielę król Arabii Saudyjskiej Salman pogratulował prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi przywrócenia spokoju w Turcji po nieudanym przewrocie wojskowym, do którego doszło w nocy z piątku na sobotę.

„Jego Królewska Mość pogratulował prezydentowi Erdoganowi przywrócenia bezpieczeństwa i stabilności w Turcji oraz wyraził zadowolenie Arabii Saudyjskiej z powodu działań tureckiego rządu” – poinformowała oficjalna saudyjska agencja prasowa SPA.

W rezultacie podjętej w Turcji nieudanej próby wojskowego zamachu stanu zginęło ponad 290 osób, a ponad 1400 zostało rannych. Erdogan oskarżył o organizację przewrotu swego politycznego wroga, muzułmańskiego kaznodzieję Fethullaha Gulena, który przebywa w USA.
Żródło info i foto: TVP.info

Krzysztof Rutkowski twierdzi, że wersja Adama Z. jest nieprawdziwa

Są przesłuchania kolejnych świadków w sprawie zaginionej ponad tydzień temu w Poznaniu Ewy Tylman. Prokuratura nie ujawniła, kim są. Krzysztof Rutkowski, którego biuro detektywistyczne na prośbę rodziny 26-latki prowadziło jej poszukiwania, twierdzi, że ma dowód, że najnowsze zeznania znajomego Ewy Tylman są nieprawdziwe. Mężczyzna – przypomnijmy – wskazał miejsce, w którym kobieta miała się potknąć i wpaść do Warty. Policja poinformowała w środę o zatrzymaniu mężczyzny – jak podano, zatrzymanie nastąpiło w związku ze śmiercią Ewy Tylman.

W nocy z wtorku na środę śledczy przeprowadzili eksperyment procesowy z udziałem mężczyzny, z którym Ewa Tylman widziana była po raz ostatni – kamery monitoringu zarejestrowały, jak oboje idą ulicą Mostową. Jak poinformowano, w czasie eksperymentu prokurator i funkcjonariusze przemierzyli całą drogę, którą para przeszła feralnej nocy – aż do miejsca, w którym Ewa Tylman zaginęła.

Z eksperymentu wynika, że nie wchodzili na most Rocha. Incydent wydarzył się nad brzegiem rzeki – poinformował rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Oznaczałoby to, że kobieta zginęła zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym po raz ostatni zarejestrowały ją kamery monitoringu.

Policja nie chciała oficjalnie informować o tym, jaki był udział mężczyzny w niebieskiej kurtce w śmierci kobiety. Podała jedynie, że usłyszał on zarzut. Eksperyment potwierdził jedną z wersji, jaką przyjęliśmy w trakcie wyjaśniania sprawy – tłumaczył Andrzej Borowiak. Jedna z wersji mówiła, że mogło dojść do tragicznego wypadku, z którym związek mogły mieć osoby, z którymi Ewa Tylman widziana była po raz ostatni – dodał.

Ciała 26-latki wciąż nie udało się odnaleźć. Według policji, wiele wskazuje na to, że może ono znajdować się w Warcie, prawdopodobnie w niedużej odległości od mostu Rocha. Właśnie na tym terenie koncentrowały się w ciągu dnia poszukiwania ciała, w których udział brali m.in. płetwonurkowie.

Rutkowski twierdzi, że ma nowy dowód

Wieczorem w sprawie pojawił się jednak nowy wątek. Krzysztof Rutkowski, którego biuro detektywistyczne na prośbę rodziny Ewy Tylman zajęło się sprawą jej zaginięcia, przekazał, że ma dowód na to, że najnowsze zeznania znajomego 26-letki są nieprawdziwe. Rutkowski twierdzi, że ma zdjęcia z monitoringu, które pokazują, że zaginionej i jej towarzysza nie było w miejscu, w którym kobieta miała – według zatrzymanego mężczyzny – potknąć się i wpaść do wody.

Wcześniej Rutkowski ujawnił nagrania zarejestrowane po drugiej stronie mostu

Dzień wcześniej biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego ujawniło nowe nagranie z monitoringu, pochodzące z drugiej strony mostu św. Rocha niż znane wcześniej ujęcia. Miało ono zostać zarejestrowane za pomocą kamery, która nie pracuje non stop, ale włącza się, gdy wykryje ruch. Jak podano, że pierwsze ujęcie powstało o godzinie 3:22, a drugie o 3:30.

Nagranie jest niestety bardzo słabej jakości, widać na nim niewiele – jedynie kontury postaci w narożniku ekranu. Według Rutkowskiego, specjaliści od analizy obrazu stwierdzili jednak, że przynajmniej na pierwszym ujęciu prawdopodobnie widać 26-latkę i jej kolegę. Kolejne ujęcie, zarejestrowane w tym samym miejscu, jest jeszcze bardziej zagadkowe: widać na nim migające światła – możliwe, że to światła telefonu komórkowego, przy czym zaginiona w tym momencie nie miała już działającego aparatu. Krzysztof Rutkowski twierdził, że na nagraniu jedna postać biegnie szybko w kierunku drugiej.

Prokuratura: Dla nas kobieta jest osobą zaginioną. Nie ma jej ciała

Rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus poinformowała w środę jedynie, że „są prowadzone czynności z udziałem zatrzymanego mężczyzny, Adama Z.”. Nie możemy ujawnić, w jakim charakterze osoba zatrzymana bierze udział w naszych czynnościach – zastrzegła podczas konferencji prasowej. Wyjaśniamy jego rolę w zdarzeniu – dodała. Jedną z wersji, jaką bierzemy pod uwagę, jest to, czy i jak mężczyzna mógł przyczynić się do ewentualnej śmierci 26-latki. Czy może doszło do nieszczęśliwego wypadku – wyjaśniała Mazur-Prus. Postępowanie ma wiele kierunków – zaznaczyła.

Podkreśliła również, że 26-latka wciąż jest dla śledczych osobą zaginioną i poszukiwaną. Nie mamy dowodów, że kobieta nie żyje, bo nie znaleziono jej ciała – wyjaśniła.

Ojciec Ewy Tylman: Myślę, że jest w tym ktoś trzeci albo jest jeszcze inny aspekt tej sprawy

O swoich podejrzeniach w związku z zaginięciem córki mówił w środę ojciec Ewy Tylman. Podkreślał, że dopóki nie zobaczy jej ciała, będzie wierzył, że jego córka żyje – choć przyznał również, że obawia się najgorszego.

Mówił również, że nie wierzy, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. To są bardzo śmierdzące sprawy. Ja dalej nie chcę mówić. Nie chcę nikogo kopać. Ale moje serce jest przeciwko temu człowiekowi. On wszystko wie. Niech powie, gdzie ukrył ciało. Co zrobił. To ja je znajdę – powiedział reporterowi RMF FM. Człowiek, który szedł z moją córką, powinien zawołać taryfę i ją odwieźć do domu. A on ją gdzieś wlecze. Miał jakiś cel. Awansował dzięki niej, załatwiała mu pracę. Myślę, że jest w tym ktoś trzeci albo jest jeszcze inny aspekt tej sprawy, którego się domyślam, ale nie powiem – dodał również ojciec 26-latki.

Ewa Tylman zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada. Wracała z kolegą z pracy z klubu Mixtura, gdzie oboje bawili się wcześniej na imprezie integracyjnej razem z innymi współpracownikami. Ostatni raz kobieta widziana była na ulicy Mostowej po godzinie 3:00. Ślad po niej urwał się w odległości stu metrów od rzeki. Kamery monitoringu zarejestrowały moment, kiedy Ewa Tylman idzie ulicą Mostową w towarzystwie kolegi z pracy – mężczyzny w niebieskiej kurtce. W pobliżu tego miejsca po dziesięciu minutach inne kamery nagrały już samego znajomego 26-latki. Do tej pory mężczyzna twierdził, że nic nie pamięta.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Austria: przywrócono kontrole graniczne

W związku z narastającym kryzysem imigracyjnym w Austrii znowu obowiązują kontrole graniczne. Funkcjonariusze przeprowadzający kontrole stopniowo pojawiają się na przejściach prowadzących ze Słowacji, Węgier, Słowenii i Włoch. Zgodnie z informacją podaną przez austriackie ministerstwo spraw wewnętrznych, kontrole będą przywracane stopniowo, zaś ich intensywność będzie zależała od aktualnej sytuacji.

Przed przywróceniem kontroli granicznych Austria zwróciła się z prośbą o opinię do Komisji Europejskiej. Ta potwierdziła, że krok ten jest zgodny z założeniami strefy Schengen, a jego wprowadzenie jest uzasadnione. Oprócz tego Austria postawiła w stan gotowości ponad 2000 żołnierzy i dodatkowe zastępy policjantów. Już wcześniej kontrole graniczne na przejściach z Austrią przywróciły Niemcy. W tej chwili swobodne podróżowanie do Austrii jest możliwe jedynie od strony Czech.
Żródło info i foto: interia.pl